SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 26 grudnia 2014

Part 103.

Kiedy wszystko wyjął z komody zamknął klapę i zaraz zbiegł na parter i zaniósł prezenty do salonu pod choinkę, choć troszeczkę ciekawiło go co kobieta miała dla niego, w końcu jej paczki były dość sporę, przynajmniej te dwie. Następnie, kiedy poukładał prezenty pod choinką, pobawił się jedną bombeczką. W którymś momencie usłyszał jakby stłuczone szkło, że rozejrzał się po pomieszczeniu, myślał, że coś tutaj się stłukło, albo w kuchni, do której zaraz poszedł. Zmarszczył czoło i wrócił do salonu, wyciągając ze swojej torby brzytwę, a także zaraz i pistolet, który schował z tyłu za spodniami, pod kamizelką. Spojrzał na godzinę na swoim starym zegarku, kiedy miał wyjść ciasta, ale jeszcze było do tego czasu około 20 minut. 
Ruszył z brzytwą w dłoni na piętro, zajrzał powoli i kopnął drzwi by się otworzyły szerzej. Zaskoczyło go to, że szyba była od drzwi lekko rozbita, a pomieszczenie puste? Wszedł nieco głębiej i popatrzył na wszystko po kolei co było w pomieszczeniu, podszedł do drzwi i wyjrzał przez szybę. A po chwili jak całkiem się nie spodziewał odezwał się za nim William McCartney, przy czym Todd spojrzał oczami nieco w bok.
– Och a myślałem, że nikogo nie ma… A Ty Panie Todd.. dalej grzejesz dupsko nie na swoim, co..? Masz się stąd wynieść.. i to jeszcze przed świętami.. A najlepiej dziś..! Rozumiesz to?!
Todd spuścił głowę i spojrzał w dłoniach na swoją brzytwę, którą ukrył w swojej rękawiczce bez palców pod materiałem.
– Hm.. też wiele rzeczy bym chciał, ale nie wszystko jest możliwe.. Poza tym, czy to nie szaleństwo.. do swojej „narzeczonej” włamywać się w taki sposób..? Co to Panu daje, satysfakcje.. ja radziłbym udać się na 7 Knaresborough Place… tam by Pana polubili i kaftan bezpieczeństwa nawet dali na gwiazdkę, trochę pastylek, ciekawy pokój obity materacami.. Byłby uroczo.. tylko choinki by nie dali.. bo jeszcze igłę by Pan włożył sobie w oko.. i byłaby tragedia.
Todd odwrócił się do William’a bo bał się, że będąc odwrócony plecami, mężczyzna rzuci się na niego i znów doprowadzi go do stanu, że ledwo się ruszał. William stał i zaraz przysiadł w fotelu dla klientów, na co Sweeney dziko wręcz się uśmiechnął i zamruczał, jakby właśnie stało się coś na co ostatnio czekał. Choć nie sądził, że dokona tego jeszcze przed gwiazdką. William zaśmiał się w stronę Todd’a i odparł niczym jakby rozmarzonym głosem.
– Nie bądź żałosny Todd.. Ty byś tam trafił za nic nie robienie.. spójrz na siebie..! Te włosy..! Oczy podkrążone, że nie wiadomo czy wyspany, czy niewyspany...! Do tego te śmieszne rękawice… kamizelka która dawno nie widziała wody..
Todd zbliżył się do swojego dzisiejszego „klienta” i odparł.
– Hm.. to zaszczyt, jednak by tam trafić trzeba okazać się nietrzeźwym umysłem.. a ja jestem trzeźwy.. A mój wygląd Panu, Panie McCartney powinien być obojętny.. Przepraszam bardzo.. ale moja kamizelka jest wyprana.. i ma taki kolor… lubię ją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.