SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 26 grudnia 2014

Part 107.

Nie wiesz.. mam nadzieje.. Skończ z nim.. i zejdź na dół.. Opatrzę Ci rękę.. Tym razem twarz cała… Jestem z Ciebie dumna… Sweeney.. być może będę wyklęta i nie trafię do nieba, kiedy będzie mój czas, ale dziękuję Ci za to co zrobiłeś.
Kobieta zaraz pocałowała policzek Sweeney’a, kiedy wspięła się na palcach by do niego dosięgnąć. Obróciła się jeszcze na William’a i widząc krew w okolicach spodni McCartney’a, uniosła brew i spojrzała z lekkim jakby uśmiechem na Todd’a, który zakasłał i cicho odparł spokojnym głosem.
– Poniosło mnie…
Spojrzeli na siebie, po czym kobieta powoli opuściła pięterko, a Sweeney zaraz opróżnił kieszenie mężczyzny, zegarka mu nie zabierał bo ktoś mógłby coś podejrzewać, lecz pieniądze, o ile dobrze myślał, to właśnie na szybę z tych pieniędzy starczyło i może by jeszcze zostało na pudełko czekoladek. A zaraz nacisnął pedał i konstrukcja z fotelem obsunęła się bardziej na leżąco, gdzie William spadł, martwy jak kłoda. 

Golibroda zaś sprzątał na piętrze podłogę, mył fotel i uprzątnął szkło. Po czym wyrzucił resztę brudnych rzeczy poprzez przejście poprzez fotel, jak trafił tam wcześniej McCartney i ślady morderstwa praktycznie zniknęły, poza wyglądem Todd’a, który powoli zszedł do Pani Lovett, która już naszykowała wszystko by mu pomóc ze zranieniem.
– Sweeney… nie musiałeś tego sprzątać.. potem bym Ci pomogła.. chodź tutaj i pokaż rękę.. to przez…?
Sweeney przysiadł w fotelu i zaraz kobieta się do niego zbliżyła, kiedy siedziała w drugim, przesunęła nieco stolik i zaraz przemywała mu rękę nad miską z wodą. Mężczyzna nieco syczał, kiedy czuł wodę w przecięciu skóry.
– To przez szybę. Ale spokojnie, nic mi nie jest.
Kobieta spojrzała przez chwilę w oczy Sweeney’a, jeszcze nie zdążyła ochłonąć po tym co się stało. Lecz z jednej strony była w niej taka pustka, lecz z drugiej miała ochotę skoczyć do góry, tańczyć, bądź napić się choćby lampki dobrego wina.
- Dobrze… Ale wytrzymaj chwilę przemyję ranę jodyną.
No i tak kobieta zaraz zadziałała, Sweeney niecierpliwie nieco siedział, ale i tak wytrzymał to najgorsze, kobieta potem owinęła mu rękę bandażem, po opatrzeniu jego reki i posmarowaniu jego ran maścią, która miała zagoić jego zranienia, które na szczęście nie były głębokie i obyło się bez szycia. Niezręcznie troszkę było w tej ciszy, Sweeney jakby znów stał się trochę małomówny, poza tym nigdy wylewny nie był, a Nellie czuła się, że ciągle śni, aż odezwała się, gładząc mężczyznę po dłoni i założyła mu na nią czystą minetkę na tą rękę, czyli rękawiczkę bez palców by jakoś ochronić mu rękę trochę tym materiałem, przy nadgarstku.
– Gotowe. Dam Ci coś przeciwbólowego.. na pewno już nigdzie nie jesteś zraniony…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.