SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział czwarty IV. Obawa Pani Lovett przed ślubem. Part 44.

Wydawało jej się, że nie pasowała do tych arystokratycznych sfer, nie wychowywała się w ten sposób i to chyba nie było miejsce do życia dla niej.. Wszystko było tak sztywne, trzymające się schematów, przewidziane.. Zupełnie bez miejsca na oddech. Dosłownie każda chwila przekonywała, że nawet mimo starań i chęci nie byłaby tam w stanie pasować. Zapoznała się głównie z matką, ojcem i rodzeństwem McCartney'a, lecz oczywiście przewijały się tam osoby z tej dalszej rodziny Williama, on nie znał ich do końca więc tym bardziej nie było to wymagane od Pani Lovett. Spotkanie miało formę małego przyjęcia. Według niej to już podchodziło pod przesadę.. a może nie potrafiła zaakceptować całej formy tego przepychu..? Pod koniec dnia zmęczenie dało o sobie znać i drugi raz w tym tygodniu nie zdecydowała się na otwarcie sklepu dla klientów, chęć snu i odpoczynku wygrywała. Dzień wbrew pozorom był pełen serii niezbyt satysfakcjonujących zdarzeń.. Najpierw kłótnia, potem udawanie wielkiej miłości, wymuszone czułe gesty.. Zbyt wiele.Mimo zmęczenia Pani Lovett, budziły ją nocne koszmary. Co ciekawe nie były to dramatyczne sceny niczym z horroru, krew ani mordercze pająki, lecz jej ślub, który miał się niedługo odbyć. Wszystko wydawało się być tam normalne, ale czuła jakąś niechęć do Willa, jakby zrobił jej czy w ogóle coś strasznego, coś co zniechęciłoby ją do niego całkowicie. Problem polegał na tym, że wiedząc o tym musiała go poślubić, nie było stamtąd ucieczki.. przyprawiało ją to o strach i w momentach tych budziła się przerażona całą wizją. Wczesnym porankiem była już na nogach bowiem taki sen nie miał sensu, męczył jeszcze bardziej niż jego brak. Nie było podstaw żeby coś takiego mogło się jej przyśnić, lecz zwykle jej sny choć w cząstce zawierały ziarenko prawy, dlatego poczuła się zaniepokojona, że jest coś na rzeczy. Coś o czym nie zdaje sobie sprawy, a jeśli zda, będzie za późno.. Aczkolwiek nie było w tym momencie czasu na analizę czegoś takiego jak zwyczajny sen, a inne powody do zmartwień czy rzeczy do dopilnowania.
Zaraz po śniadaniu czekała na nią kolejna przymiarka sukni ślubnej, co było już trochę nużące, ale projekt wymagał ciągłego upewniania, że wszystkie szczegóły pasują i nic nie będzie błędem. Jako, że krawcowa poświęcała strojowi cały swój czas i serce, odrzucając na bok inne zamówienia praca szła bez dwóch zdań w bardzo szybkim tempie. Nellie mogła już założyć na siebie najzwyczajniejszą część sukni to znaczy bez żadnych dekoracji. Pod spodem musiała mieć oczywiście "szkielet" na którym kreacja się opierała, rozkładając ją na boki, unosząc i tworząc wokół panny młodej coś w rodzaju zgrabnej bombki. Wszystko leżało idealnie i Madame Mary mogła przejść do części, która miała potrwać najdłużej, mianowicie dodatkowe warstwy stroju oraz wszelkiego rodzaju ozdobniki, których miało być naprawdę sporo, lecz nie do stopnia kiczu i tandety. Wszystko w umiarkowanym stopniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.