SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 23 grudnia 2014

Part 73.

– Przyjdź tu jeszcze raz, a nie wyjdziesz stąd żywy…! A szkoda, że nie użyłem brzytwy w inną część ciała.. Może kolejnym razem.. a Teraz spieprzaj stąd.. nim Cię ogolę do kości..! – Sweeney spojrzał w okolice krocza McCartney’a i zaśmiał się pod nosem, przy czym na niego warknął prawie jak wilk. McCartney spojrzał na krwawiącą ranę uda i dłoni, że aż zawył, gdzie krew dała upust z jego ciała i warknął, po czym jeszcze na do widzenia się odezwał.
– Następnym razem, to ja dopadnę Ciebie i pożałujesz.. uważaj w ciemnych zaułkach.. bo źle możesz skończyć..! – Wycedził przez zaciśnięte zęby po czym wyszedł szybko z pomieszczenia i zbiegł po schodach uciekając jak przestępca.
Sweeney siedział na komodzie w nieco skulonej pozycji i dotknął dłonią swojego zranionego miejsca na ciele, ból miał wrażenie, że coraz bardziej się nasila. Było mu nieco słabo, tym bardziej, że i z głowy zaczął krwawić przez to uderzenie był nieco zamroczony. Lecz udało mu się pozbierać, zabrał swoją brzytwę i powoli opuścił pokój, cały czas dłoń trzymając przy swoim rannym brzuchu. Było mu nieco niedobrze, nie wiedział, gdzie Pani Lovett trzymała apteczne rzeczy, więc nieco na parterze, kiedy się tam dostał po schodach przeszukiwał jej szafki. Lecz jak na złość nie mógł niczego znaleźć. Ścierką póki co powstrzymywał krwotok ze swojego ciała, na szczęście nie był ogromny upust krwi, lecz około pół litra już stracił.
Nieco krwi było w różnych miejscach na posadzce, łącznie z piętrem, ale kto by teraz o tym myślał. W końcu dostał się do łazienki, gdzie sięgnął z szafki zapas apteczny, w pudełku i przysiadł chwilowo na wannie, jeszcze zerknął na siebie w lustro. Aż mruknął do siebie.
– Tak.. a teraz jak wróci Pani Lovett.. z góry można być przesądnym co powie.. „Nie można Cię zostawić samego.. Co zrobiliście.. pobiliście się..? I uważacie się za dorosłych..?..” – Westchnął i powoli ściągnął z siebie kamizelkę, chustę z szyi, jak i też koszulę i zerknął na swoją ranę. Nie znał się na tym i nie za bardzo wiedział jak się do tego zabrać.
Lecz wiedział, że byłby mu ciężko dojść do najbliższego szpitala, który nie był tak bardzo blisko. Nie spodziewał się, że McCartney zrobi użytek z jego brzytwy i go nią ugodzi, a sam zrobił to z czystej zemsty i złości. Z początku przemył wodą ranę, przy użyciu ręcznika, w końcu oddałby pieniądze Pani Lovett za to co teraz jej ubrudzi i zabierze z apteczki.
W tym czasie Nellie zdążyła odwołać kilka spraw związanych ze ślubem, udało jej się wszystko odkręcić, nawet jeszcze spotkała się na ostatku z Isabel i weszły do kawiarni na kawę, była już i tak niedaleko sklepu swojego. 

Miała nadzieje, że Pan Todd dobrze sobie radzi, poza tym i tak sklep bez kobiety był zamknięty, wiec w niczym mu chyba nie wadziło, że troszeczkę pobył sam, no może trochę, w końcu wyjście Pani Lovett sięgało już około ponad dwóch godzin. Kobiety w kawiarni miło spędzały czas przy kolejnej dziś kawie, Pani Lovett.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.