SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 23 grudnia 2014

Part 75.

Lecz gdy znalazła się przy łazience zapukała, ale że nic nie usłyszała uchyliła lekko drzwi i spojrzała na Sweeney’a, który był rozebrany do połowy, lecz teraz nie było czasu na podziwianie męskiego torsu, tym bardziej kiedy dostrzegła należącej z boku na wannie koszuli Todd’a we krwi i tego jak Todd wydawało się, że tracił kontakt z rzeczywistością. Nellie ocknęła się z oglądania go i zaraz szybko wpadła do łazienki i przejęła od Todd’a ręcznik jakby jak i narzędzia jakie wyjął do szycia rany.
– Matko Boska.. Co się stało… Sweeney..? Spadłeś ze schodów..? – Sweeney spojrzał na kobietę, gdy zaraz ręcznikiem przemyła mu twarz by nie zasnął tutaj.
– Nie. – Pokręcił głową i Nellie zaraz przyciągnęła taboret do ściany i pomogła Todd’owi się przesiąść koło wanny na wygodny taboret ze skóry by było mu wygodniej. Uchyliła zaraz tez okno w łazience, by ożywić nieco oddech golibrody. Działała instynktownie, nie krzyczała, po prostu wystraszyła się tego co widziała i jeszcze widok rozbitej głowy Sweeney’a, gdy opierał się ścianę głową i plecami. Zaraz przykucnęła przy mężczyźnie i powoli przemyła dokładniej jego ranę, gdy powoli odjęła ręcznik, który Todd tamował krwotok.
– Boże… biedaku… Sweeney… co się stało…? Powiedz mi.. nie będę krzyczeć.. ale chyba sam sobie krzywdy nie zrobiłeś prawda..? Byłeś na piętrze… tam to się stało widziałam… widziałam krew… - Todd przełknął ślinę, kobieta dopiero teraz zauważyła, że miał nieco obitą twarz, dalej zajmowała się jego rana, nieco znała się na pierwszej pomocy i umiała zszyć ranę, więc wierzyła, że sobie z tym poradzi i te osiem szwów które potrzebował mężczyzna będzie potrafiła wykonać.
– Nie, nie spadłem ze schodów… sam sobie krzywdy też nie zrobiłem….To… - Przymknął oczy czując jak kobieta podawała mu jakieś leki do żyły wielką igłą, od której się odsunął, ale Pani Lovett i tak go przytrzymała siłą, by jej nie uciekał. – To..? Sweeney… powiedz… Biłeś się z kimś..? – Sweeney spojrzał w oczy kobiety i szepnął przy jej uchu, gdy się nad nim pochyliła i powoli zszywała jego ranę. Spoglądała też na jego zranienie na głowie, poza tym widziała, że jego kark także był zraniony, że przez chwilę aż łzy pojawiły się w jej oczach, żałowała, że poszła do kawiarni, może gdyby była wcześniej Sweeney by tu się nie wykrwawiał do tego stopnia co teraz.
– To.. McCartney… był tutaj... Groził mi, chciał bym Cię namówił na ślub.. inaczej .. inaczej… mnie zabije… Czy coś takiego… To ja zacząłem tą bójkę.. wkurzył mnie… Ale nie sądziłem, że posłuży się moją brzytwą… Przynajmniej będzie miał problem z chodzeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.