SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Part 112.

- Dobrze się czujesz..? Wyglądasz blado.. - Delikatnie wzruszył ramionami.
- Piwnica robi niemałe wrażenie.. Chodźmy, nie ma czasu na bzdury.
Skierował się ku podziemiom troszkę z miną mówiącą, żeby go stamtąd uratować. Nellie założyła rękawiczki, sama nie wiedząc czemu.
- Już idę, schodzę.
Opuściła kuchnię i podążyła za nim. Piwnica nie robiła na niej takiego wrażenia jak na golibrodzie, w końcu bywała tam często ze względu na składniki do swych wyrobów. Jedyne co mogło robić wrażenie to McCartney. Nie było jednak czasu teraz się nad tym roztkliwiać. Pani Lovett pomogła Sweeney'owi chwycić ciało tak żeby całe zmieściło się w piecu. Leżał tam twarzą do ognia, by w razie poszukiwań nikt go nie rozpoznał. 

Zamknęli piec czując przy tym ulgę, mimo że był to dopiero początek dzisiejszej drogi. Sweeney powędrował na górę po stare prześcieradło, którym mieli go owinąć, po czym przywlókł jeszcze sporawy worek w którym mieli go umieścić. Gdy Sweeney wkraczał znów do piwnicy, słyszał jak Pani Lovett prowadzi monolog, choć jakby kierowany do kogoś, zatrzymał się więc w drzwiach mając nadzieję, że pozostał niezauważony.
- ...Z początku.. byłeś takim dobrym człowiekiem WIlliamie... widziałam w Tobie swój ideał.. widziałam pierwszego mężczyznę, który mnie zauroczył.. Widziałam Benjamina Barkera.. kogoś wiecznie nieosiągalnego.. a jednak, Ty.. pokochałeś mnie do reszty.. tak starałeś się żebym też coś takiego poczuła.. żebym zaufała komuś po tym jak Sweeney nie odwzajemnił wszystkiego tego czym darzyłam jego.. Z początku byłeś taki wspaniały, jak nikt inny na świecie.. a potem.. Och los jednak czuwał nade mną i uratował mnie przed najgorszym co mogłam uczynić.. Jak mogłam być tak głupia by nie zauważać, że coś jest nie tak kiedy wychodziłeś i nie wracałeś tak długo.. jak zgrabnie mnie oszukiwałeś.. Nauczyłeś mnie tylko jednego.. że czasem warto dać komuś jeszcze jedną szansę.. Nigdy nie wybaczę Ci reszty.. Stała patrząc przez małe okienko jak ciało niedoszłego męża spala się. Było to pewnego rodzaju pożegnanie. Miała zamiar mówić dalej, ale usłyszała jakiś dźwięk i dzięki niemu poczuła się podsłuchiwana. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że za rogiem przez cały czas stał Sweeney, nasłuchując teoretycznie pożegnania, a mowy w sporej części poświęconej jego osobie. Po tym jak zamilkła odczekał jeszcze parę chwil i wszedł dalej żeby nie miała podejrzeń o podsłuchiwanie. Otworzył piec, gasząc wodą ogień.
- Chyba już wystarczy..
Zamierzał wyciągnąć ciało, lecz zorientował się, że jest na tyle gorące, że nie da się go dotknąć bez poparzenia. Musieli więc odczekać znów jakiś czas zanim wyjęli go z pieca. Kiedy to wreszcie nastąpiło, przyjrzeli się jego twarzy, która była tak spalona, że nie było możliwości rozpoznania kim był ów człowiek. Pierw rozłożyli prześcieradło na podłodze, po czym zawinęli w nie McCartney'a a potem wcisnęli do worka. Ważył już teraz mniej niż przedtem i to znacznie ułatwiało im przeniesienie go na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.