SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział VIII. Naprzykrzający się Turpin i szalony McCartney. Part 95.


- Nie, ja.. właśnie.. Yhm.. Londyn bywa wieczorami niebezpieczny, wie Pan... Myślałam żeby się zabezpieczyć... ale skoro spotkałam Pana.. może problem za jakiś czas się zmniejszy... choć na razie kolorowo nie jest. Nie wiem gdzie są władze kiedy powinny pokazywać swą skuteczność. - Spojrzała na niego dość odważnie, strach przed nim zniknął. Nie był wart żadnego stresu z jej strony. Turpin zmrużył powieki i nieco zdenerwował się tym, co powiedziała kobieta.
- Władze robią to, co w ich mocy. Jest bezpiecznie. Nie ma miast idealnych. - Zrobił kilka kroków wokół kobiety, zataczając wokół niej okrąg po czym pokazał jej pewien rewolwer. - Polecałbym ten, mam trochę doświadczenia w tym fachu. Pani Lovett to zlekceważyła, spojrzała przez okno i wycedziła przez zęby. - W czym? W zabijaniu osądzonych? Takie hobby dopełniające pracę..? - Sędzia zrobił się czerwony ze złości i warknął na nią.
- Radziłbym uważać bo inaczej nie tylko z Panem Toddem spotkam się na przesłuchaniu po świętach.. - Po czym opuścił sklep i zniknął gdzieś w tłumie. Nellie dalej spoglądała przez okno.
- Menda.. Kretyn.. Dupek.. - Wzięła w dłoń dwa rewolwery, które wydawały jej się być najbardziej adekwatne i przez chwilę nawet wyobrażała sobie jak zabija nimi McCartney'a i Turpina. Dwie największe zarazy tego miasta.
Kupiła je razem z amunicją po czym zostały zapakowane w papier, tak dla niepoznaki i Nellie wrzuciła je do swojej własnej torby. Nie miała już nic konkretnego do załatwiania i wróciła na Fleet Street. Pan Todd właśnie brał kąpiel więc miała chwilkę żeby wrzucić zakupione rzeczy głębiej pod choinkę.
Usiadła na kanapie w salonie i wyjęła z torby rewolwery. Ostrożnie rozpakowała je z papieru. Była w momencie odkładania ich na stolik gdy w drzwiach pojawił się Sweeney wycierający mokre włosy. Gdy zorientował się co trzyma w dłoniach znalazł się przy niej i to przejął..
- Nellie.. co to.. robi.. tutaj.. - Pani Lovett sięgnęła od niego broń, odłożyła na miejsce i zabrała się za wyjaśnienia wskazując mężczyźnie miejsce na kanapie obok siebie. Gdy już usiadł zaczęła opowiadać.
- A więc... spotkałam dzisiaj Turpina, mogłam mu przypadkiem podpaść.. Zresztą nie ukrywajmy, że martwię się o nas ze względu na McCartney'a, po tym co się stało. Mając to przy sobie będziemy bezpieczniejsi.. choć w ten sposób.. to skuteczniejsze niż brzytwa, czy nożyk. Jeden dla Ciebie, drugi dla mnie. - Rzuciła okiem raz jeszcze na rewolwery i przesunęła jeden bardziej w swoją stronę, drugi w jego.
- Może nie umiem się tym posługiwać póki co, ale w razie niebezpieczeństwa chyba nie postrzelę sama siebie.. - Zerknęła dobitnie na Sweeney'a zupełnie jak dziecko przekonujące rodzica, że nie zrobi sobie krzywdy. Pan Todd zamyślił się patrząc w przestrzeń, po czym również spojrzał na nią.
- Czy jest coś o czym mi nie powiedziałaś? - Walczyła by niczego po sobie nie okazać.
- Ależ nie.. nie... - Okręcił sobie włosy ręcznikiem i przysunął się bliżej niej, łapiąc jej dłonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.