SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział pierwszy I. Powrót Pani Lovett na Fleet Street. Part 1.

Pierwsze promienie słonecznego światła wdzierały się do zakładu golibrody, nieco zmieniając i rozświetlając panującą we wnętrzu ponurą atmosferę. Sweeney wciąż pogrążony był w głębokim śnie, lub jaśniej mówiąc koszmarze.. Podpowiadało nam to jego kręcenie się w fotelu (gdzie zasnął upojony alkoholem poprzedniej nocy) i niewyraźne krzyki. Zostawiając na chwilę Todd'a przyjrzyjmy się pomieszczeniu. Najtrafniejszym słowem jakim można jes opisać jest chaos. Wielki, tragiczny, niesamowity chaos. Każda inna osoba już dawno opuściłaby to miejsce lub zatrudniła sprzątaczy.. Sweeney nie interesował się tak przyziemnymi sprawami jak porządek, zdecydowanie nie nadawał się na pana domu. To kobieta była tutaj niezbędna. Ze ścian zwieszały się pocięte tapety, co nie było efektem wypadku, lecz furii po zniknięciu Pani Lovett.. Podłoga prócz rozmaitych walających się przedmiotów, naznaczona była śladami krwi pochodzącymi z niejednego morderstwa, które się tu dokonało. Jedynym towarzyszem niedoli Sweeney'a było zasilające coraz więcej powierzchni robactwo. W powietrzu unosił się fetor. Na swoim miejscu mogły znajdować sie tylko dwie rzeczy - pudełko z brzytwami oraz zdjęcie jego ukochanej Lucy wraz z malutką Johanną. W momencie gdy kończymy oględziny zakładu, na posadzce roztrzaskuje się niedokończona butelka ginu. Dźwięk ten budzi golibrodę wraz z jego niepokojem, że ktoś wtargnął do środka. Mimo, że przed momentem był jeszcze śpiący, teraz jego zmysły w pełni się wyostrzyły. Rozglądając się uważnie, odnalazł tylko stłuczone szkło nieopodal siebie. Przeklął butelkę w myślach, przecież przerwała mu sen, mimo że nie należał to tych najmilszych, i złożył brzytwę trzymaną w dłoni, gotową na spotkanie z wrogiem. Oparł się ponownie o wygodne oparcie fotela, przeciągliwie ziewnął po czym znów zapadł w drzemkę. Nie potrwała ona jednak długo. Todd nie mógł uwolnić się od snu, który towarzyszył mu od kilku tygodni. Był bardzo niezrozumiały. W miejscu, w którym zawsze śniła mu się Lucy, pojawiła się Lovett. Wcześniej sen był dla mężczyzny bolesny, za każdym razem ten sam. Widział tam swą ukochaną cierpiącą przez Sędziego.. widział wszystko czego się na niej dopuścił.., lecz Sweeney nie mógł zrobić nic, nic prócz patrzenia.. Z każdym takim snem pożądanie krwawej zemsty, pomszczenia żony nabierała coraz większego wymiaru. Co się jednak stało, że miejsce Lucy zajęła Pani Lovett..Tego nie potrafił sobie wytłumaczyć. Być może była to kara za jej bezduszne traktowanie..? Być może coś jednak zmieniło się w jego sercu przez ten rok od kiedy zniknęła..? Być może tęsknił za jej obecnością..? Nie, nie.. - pomyślał.. - ona nigdy nie zastąpi Twojej Lucy.., ona nie jest Lucy, nie ma prawa nią być.. po prostu brakuje Ci służącej, która była w stanie spełnić każde Twoje życzenie.. Z drugiej strony jednak teraz oddałby wszystko by zobaczyć jeszcze raz Nellie, usłyszeć jej głos, choć ona na pewno go już znienawidziła..
Za miesiąc sytuacja z wybudzeniem ze snu powtórzyła się, lecz tym razem, ktoś czekał u progu drzwi do zakładu golibrody. Sweeney nawet nie próbując doprowadzić się do porządku, powoli podniósł się, standardowo zabrał ze sobą brzytwę i ruszył ku drzwiom. Niewiarygodne było dla niego to kogo tam ujrzał.. Pani Lovett z nieznanym mężczyzną spokojnie czekała na powitanie przez gospodarza, a raczej chciała coś mu przekazać i zniknąć. W końcu ukazał się jej Todd, kiedyś - obiekt jej marzeń, teraz - obraz nędzy i rozpaczy. Poszarpana, uplamiona krwią koszula, długi zarost i włosy, które znacznie posiwiały od ostatniego czasu kiedy go widziała, nieprzyjemny zapach okalający całą postać. Na jego widok przeszedł ją dreszcz, nie spodziewała się czegoś takiego.. W końcu jednak zdołała wydusić z siebie słowa, ich ton był niebywale chłodny i oficjalny.. -Witam. Chciałam Pana poinformować, że ponownie, wraz z narzeczonym zabieram się za biznes na dole. Pana pomoc jednak nie będzie mi już potrzebna.. -Tylko tyle była w stanie z siebie wydusić. Na koniec obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem, bowiem wszystkie wspomnienia wróciły w mgnieniu oka. Naszły ją nawet wątpliwości, że może nie warto próbować zaczynania tutaj nowego życia, kiedy on znajduje się w pobliżu.. Nie mogła jednak okazać swojej słabości, wręcz przeciwnie. Zanim Todd zdążył skonstruować logiczne zdanie, para zeszła już na dół do sklepu. Uderzyło go to jak inną osobą wydawała się być teraz Pani Lovett. W głębi duszy pękło coś kiedy usłyszał.. "wraz z narzeczonym..".. Zatrzasnął drzwi i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu. Do jego głowy napływalo wiele myśli, wciąż był zagubiony. Czuł straszną nienawiść.. do Pani Lovett, do tego mężczyzny, do całego świata.. Zrozumiał, że coś do niej poczuł, to teraz ożyło.. i znienawidził to że do tego dopuścił...
Kiedy Sweeney konfrontował się ze swą złością na górze, Pani Lovett wraz z Will'em walczyła z zamkiem drzwi do sklepu, które nie chciały się otworzyć, jak na złość.
- Może w czasie Twojej nieobecności wspólnik wymienił zamki, hm..? - zapytał, pobrzmiewała tam nutka zazdrości o wspomnianego "wspólnika". Will nie wiedział o wszystkim, co kiedyś zdarzyło się na Fleet Street, lecz był prawdopodobnie jedyną osobą na świecie posiadającą zdolność umiejętnego odczytywania odczuć Nellie, a w tym wypadku..? Cóż.. chyba podpowiadała mu podświadomość. Od wizyty na górze czuła się wyprowadzona z równowagi, ale starała się tego wszystkiego nie okazywać.. Mając przy sobie dwóch mężczyzn, z których żaden nie zna prawdziwej prawdy, popełnienie choćby małego błędu mogłoby sporo kosztować.. Odpowiedziała mężczyźnie bez okazywania najmniejszego wewnętrznego poruszenia, co prawdą nie było.
-Nie mógł tego zrobić, widzisz w jakim jest stanie.. nigdy nie był tak zaniedbany.. Nie przejmował się sobą, a co dopiero zamkiem od mojego sklepu.. Daj spokój.. zaufaj mi.- Will odpowiedział jej jedynie niezadowolonym mruknięciem, ignorując poczucie, że coś zostało przed nim ukryte i próbował dalej, według wskazań Nellie, która wszystko nadzorowała.- Nadal nic.. może masz rację, powinnam go chyba zapytać. Pójdę. - Była już w dobrej połowie schodów, kiedy zamek uległ i wypełniła ją ulga. Czuła bowiem, że to jeszcze nie odpowiedni moment by spotykać się z Nim sam na sam.. zresztą nie wróciła tutaj żeby wykorzystywać każdą jedną chwilę bez narzeczonego i cofać się do błędów przeszłości.. Czuła też, że to co teraz dzieje się u golibrody nie jest zbyt pozytywne.. jak zwykle zresztą.. Bała się Todda. Tak szybko jak weszła, była na dole. Jako pierwsza przekroczyła próg budynku..- Miłosierny Boże.. czeka nas sporo pracy zanim zaczniemy sprzedawać tu coś zdatnego do spożycia.. - Wokół rozciągały się pajęczyny, wszechogarniający kurz, robactwo, a nawet pleśń. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu, zniknął jedynie cały zapas ginu, więc Sweeney jednak tu zajrzał.. Nellie oparła się o blat do robienia pasztecików, a głos zabrał Will.- Nie martw się Kochanie, jeśli chcesz mogę zatrudnić osoby, które zrobią to za nas..
- Hm.. to ogrom pracy, ale jeśli byś mi pomógł to jakoś byśmy się uwinęli.. może trochę dłużej, ale.. to miejsce ma dla mnie duże znaczenie i dalej chciałabym nadal wkładać w nie kawałek swojego serca, czego nie zrobiliby żadni inni ludzie, żadni sprzątacze..
- Jeśli taka jest Twoja decyzja to na nią przystaję, musisz się tylko liczyć z tym, że pracuję i nie zawsze będę mieć czas by pobawić się w sprzątaczkę...

1 komentarz:

  1. Zaczynam przygodę z Waszym blogiem. Sam wygląd, klimat, muzyka.. są wciągające i wydaje mi się, że zostanę tu na dłużej choć sporo czytania przede mną..;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.