SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 31 stycznia 2015

Part 196.


Nellie czasem przymykała oczy by dać im trochę ulgi.
-Wiesz.. jesteś jedyną osobą z którą mogę milczeć.. tak po prostu.
Sweeney zanurzył dłoń we włosach kobiety i przeczesywał je.
- A z McCartney'em.. nie potrafiłaś milczeć.. tak.. po prostu..
Przeniósł swój wzrok na twarz Nellie jakby w poszukiwaniu choćby cienia emocji na wspomnienie o arystokracie, ale niczego takiego nie okazała. Może przez chwilę przyszło jej do głowy dlaczego nawiązuje właśnie do niego, czemu akurat w tej chwili, ale nie miała nastoju do dłuższego namysłu na ten temat.
- Z McCartney'em.. nie powiem żebym kiedykolwiek miała wspólny język do tego stopnia co z Tobą Sweeney. On po prostu był.. Czasem rozmowa wychodziła bardziej, czasem mniej, ale jeśli chodzi o te chwile ciszy.. czułam się po prostu niezręcznie, o. Zastanawiałam się czy to ja powiedziałam coś takiego, że nie można znaleźć na to odpowiedzi, czy nie zrozumiałam jego.. Rozumiesz.. Nie lubiłam tych chwil.
A w jej myślach pojawiało się tylko "Zwyczajnie nigdy go nie kochałam, Sweeney. Nigdy nie interesował mnie jak Ty.". Sama nie była pewna co do tego czemu wciąż nie powiedziała Todd'owi prawdy o swoich uczuciach do Williama.. Być może po tym co usłyszała w kościele mogła sobie wywnioskować, że przez nią właśnie nie przepadał za jej byłym narzeczonym, a gdyby znał prawdę mógłby poczuć się na zbyt pewnej pozycji. Mimo, że teraz wcale nie miał z kim rywalizować. Pani Lovett zamknęła oczy by rozkoszować się dotykiem mężczyzny, a Sweeney w myślach zapisał sobie punkt dla siebie zupełnie jakby McCartney jeszcze żył. Lubił mieć przewagę nad tym człowiekiem mimo iż teraz był jedynie ciałem gnijącym dwa metry pod ziemią.
- For certes Nellie. Rozumiem. I tak samo cieszę się, że mogę z Tobą milczeć i oboje nie czujemy wtedy dyskomfortu..
Pani Lovett puściła Sweeney'emu buziaka w powietrzu i leżała tak jeszcze przez jakiś czas. Czas leciał im jak zwykle w bardzo przyjemnej atmosferze. Rozmawiali, popijali herbatkę, a na sam koniec Nellie posmarowała lekarstwem rany Sweeney'ego i dopilnowała aby zażył leki. Pan Todd odprowadził ją do domu po pierwszej w nocy i tam zaczęli się żegnać.
- Dziękuję Ci za ten wspaniały wieczór. Było naprawdę cudownie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to powtórzymy.
Rzekła Nellie zaraz po tym jak zdjęła swoje wierzchnie ubrania by zbytnio się nie zgrzać w pomieszczeniu. Sweeney trochę rozpiął swój płaszcz, ponieważ też było mu gorąco.
- To ja dziękuję za dotrzymanie mi towarzystwa. Bardzo cieszy mnie to, że Ci się podobało. Nie martw się, postaramy się aby na tym wieczorze się nie skończyło.
Nellie najpierw wtuliła się w niego, a potem pocałowała kącik ust mężczyzny, tak samo jak on uczynił wcześniej. Trwali tak jeszcze prze kilka chwil, a potem niechętnie rozstali się wciąż myśląc o sobie. To był naprawdę uroczy wieczór.

Part 195.

Powiedziała dość poważnym głosem, że aż Sweeney bałby się jej sprzeciwiać. Za jakiś czas, wspólnie zabrali się do układania puzzli, przy czym popijali sobie herbatkę. Puzzle składały się naprawdę z wielu kawałków, ponieważ w efekcie miały przedstawiać część Katedry Świętego Pawła. Nellie widząc jaki ma być rezultat uśmiechnęła się w duchu. Pomyślała, że to miejsce tak dużo wniosło ostatnio do jej życia, przypadkiem. Sweeney kontynuował ich pogawędkę.
- Wciąż mówimy tylko o mnie.. a na przykład Nellie.. nigdy nie rozmawialiśmy o Twoich korzeniach. Ciekawi mnie to, bo masz.. rodzinę w Birmingham tak.. a jednak to miasto położone jest trochę od naszej uroczej stolicy..
Nellie machnęła dłonią jakby to co miała powiedzieć składało się na naprawdę zawiłą opowieść.
- Hm.. może lepiej byłoby to wytłumaczyć gdyby chociaż jeden z moich rodziców pochodził z innego kraju, ale na tej zasadzie właśnie powiem Ci, że moja mama pochodziła z Birmingham, dlatego właśnie całą rodzinę z jej strony mam w tych okolicach.. ale mój ojciec pochodzi z Londynu.. No i z tego co wiem, raz poznali się na wakacjach, moja mama dorabiała tam sobie sprzedając stroje kąpielowe na plaży i takie różne gadżety.. no i zjawił się mój ojciec. Coś zaiskrzyło, ale moi dziadkom podobno nie przypadł do gustu..
Wzruszyła ramionami jakby na znak, że tacy są rodzice i napiła się herbaty by dalej kontynuować.
- Wakacje się skończyły, romans się skończył, lecz zaledwie za dwa miesiące wyobraź sobie spotkali się na razem na uczelni tutaj w Londynie.. i wtedy nikt nie mógł im w niczym przeszkodzić. nawet moi dziadkowie. A więc prędko się pobrali, narodziłam się ja.. trochę minęło zanim babcia i dziadek przekonali się do mojego ojca, ale potem gdy obserwowali jaki jest w stosunku do mnie to wreszcie się stało. Sporą część dzieciństwa spędziłam w Birmingham, ale bywałam też w Londynie.. Więc jak widzisz można powiedzieć, że tak, jestem z Londynu, ale nie mogę go określić jako jedynego miejsca w którym przyszło mi żyć. Również gdyby nie to, że uciekłam z Birmingham zdając sobie sprawę, że nie osiągnę tam zbyt wiele, pewnie nie znalibyśmy się..
Ułożyła ostatni kawałek układanki by utworzyła się równo połowa. Sweeney zauważył, że cała ta historia jest dość interesująca, nie taka zwyczajna.
- Och to dość romantyczna historia Twoich rodziców.. miło słyszeć o takich rzeczach. Po prostu byli sobie pisani. A Twój ojciec..? Co z nim..?
Sweeney odstawił na chwilę puzzle na bok i pogładził dłoń kobiety, ponieważ intuicja podpowiadała mu, że temat ojca nie jest dla niej zbyt łatwy. Nigdy do tej pory o nim nie wspominała, a to o czymś świadczyło. Pani Lovett spojrzała przed siebie.
- Z ojcem.. nie wiem.. nie mam najmniejszego pojęcia.. Nie widziałam go od tylu lat.. Ach.. Od kiedy zmarła mama strasznie się stoczył.. kochał ją tak bardzo.. a potem nie mógł pogodzić się z jej odejściem.. Pogrążył się w alkoholu.. nie chciał pomocy.. nawet mojej.. odrzucił ją.. Dlatego teraz nie wiem czy żyje, czy nie.. stracił wiele w moich oczach.. nie wiem czy byłabym w stanie zobaczyć go.. Dlatego, widzisz.. moja rodzina.. jest w rozsypce..
Nellie przetarła oczy w których zebrało się kilka łez by je odgonić, a Sweeney zaraz jak zapytał, tak pożałował tego. W momencie kiedy opowiadała o swoim ojcu, poczuł się jakby słyszał o sobie i o Lucy. Z wyjątkiem tego, że on się pozbierał, choć rozwinął sobie ten wątek w głowie i ze smutkiem stwierdził, że tak samo jak tamten człowiek, nie ma kontaktu ze swoją córką. Westchnął ciężko i przytulił Nellie do siebie, nie mógł zebrać się na odpowiedź, dlatego zapadła cisza. Lecz nie była ona ciszą niezręczną. Po prostu taką w której nikt nie naciskał na nikogo by powstał prawdziwie niezręczny temat z którego potwornie trudno wybrnąć. Niedługo potem całkowicie znudziły ich puzzle i po prostu rozmawiali. Sweeney podłożył sobie poduszkę pod plecy, a Pani Lovett położyła się na jego udzie dzięki czemu wciąż mogli utrzymywać ze sobą kontakt wzrokowy.

Part 194.

- Leki.. leki.. nie powinienem..Zabrał od niej swój kieliszek i postawił na półce obok, Nellie nieco zakręciło się w głowie i trochę się zakołysała. Sweeney nieco zaśmiał się patrząc na nią i tym razem zabrał jej kieliszek.- Pani już dziękujemy na razie, nie chcę mieć Cię tutaj kompletnie pijanej.. Pamiętaj, że to nie wino.. Odstawił i jej kieliszek na bok. Nellie zarzuciła mu ręce na szyję. Akurat miała ten moment słabości, gdzie mimo całkiem mocnej głowy, alkohol uderzył jej do głowy.
- To jaką grę proponujesz.. w co zagramyyy..? Och jest cudownie, tak dobrze tutaj..Sweeney złapał kobietę w talii i usadził na kanapie. - Chwilowo pogramy w grę pod tytułem.. Nellie odzyskuje siły.. a potem może ułożymy te puzzle.. co dwie głowy to nie jedna.. poczekaj chwilę, siedź tutaj grzecznie, zaraz wrócę. Podnosił się, ale Nellie złapała go za koszulę. - Heeej.. ale gdzie idziesz..?
Nellie wysunęła dolną wargę do przodu jakby naprawdę Sweeney się gdzieś oddalał. Pan Todd zdejmując jej palce z koszuli wstał z małym wysiłkiem z powodu zdrowia i odparł spokojnie. - Zrobię Ci kawy, to pomoże..
I odszedł do kuchni zabierając ze sobą kieliszki z alkoholem aby Nellie nie kusiło. W czasie gdy woda w czajniku się gotowała, zaglądał do Nellie. W tym czasie zdążyła położyć się na kanapie, nogi przewinęła przez boczne oparcie kanapy, a rękę położyła na czole i mówiła do siebie.
- .. No ładnie, ładnie go wystraszyłaś Nellie... braawo.. poszedł sobie i tak spędzisz dalej ten wieczór.. Chcę dalej grać, a nie pić głupią kawę.. Kawę piję rano, a nie teraz.. pfff...
I westchnęła, a Sweeney omal się nie roześmiał, naprawdę musiał ją wyleczyć z tego zamroczenia. Gdy woda się zagotowała, zaparzył kawę i osłodził dwie łyżeczki, jak to zwykle robiła Nellie, po czym wrócił do niej i kucnął przy kanapie.
- To Ci pomoże.. uwierz mi. Pij.
Pani Lovett podniosła się do siedzącej pozycji i upiła kilka łyków. Z czasem coraz więcej, bo kawa stygła. Po około pół godzinie fala słabości odeszła, a Nellie przetarła twarz dłońmi. - Ojej.. cóż to było.. Przepraszam Cię najmocniej.. To nie wino, miałeś rację.. a w moim przypadku jest tak, że wszystko co nie jest winem, wypite nawet nie łapczywie uderza szybko do głowy.. i potem musisz się ze mną użerać.. heh..Spojrzała Sweeney'owi w oczy by wybadać jego reakcję, ale nie był tym oczywiście zdenerwowany. Potem rzuciła okiem na jego zegarek, który wskazywał już prawie północ. - Powinnam się już niebawem zbierać.. nie mogę Cię tak męczyć.. większość dnia w kuchni, a teraz zabieram Ci noc.. przecież nie powiesz mi tego, a na pewno już padasz.Sweeney pokręcił głową i objął Nellie ręką.- Skoro włożyłem troszkę czasu w przygotowania teraz na pewno nie pozwolę Ci uciec stąd, zresztą wolę mieć tą świadomość, że jesteś tutaj ze mną bezpieczna niż wracasz do domu sama w tę ciemną, zimną noc.. Nie jestem zmęczony, bo cieszę się, że tu jesteś. Więc zostań.. dobrze..?Spojrzał jej głęboko w oczy i zaraz potarł swoim nosem o jej nosek na co zareagowała ciepłym uśmiechem. Niepostrzeżenie rzuciła okiem na jego usta, które znów były tak blisko, że tym razem sama by je ucałowała. Teraz jednak zachowywali się jak gdyby nigdy nic. Starała to sobie tłumaczyć przez to, że Sweeney zajął się pomaganiem jej w przywrócenia trzeźwego stanu umysłu i ten klimat upadł. W gruncie rzeczy dobrze byłoby gdyby było to jedynym wyjaśnieniem. On też mimo iż wyglądał tak samo jak zwykle, jego twarz nie okazywała czegoś wyjątkowego powracał do wspomnienia tamtego magicznego momentu teraz będąc znów z Nellie. Wiedział, że to teraz będzie już do niego wracać dopóki sam nie podejmie jakichś inicjatyw, że w niektórych momentach przypomnienie tego pocałunku będzie motorem napędowym w chwilach wątpliwości. Bez względu na to, że Pani Lovett kilka chwil potem nie do końca kontaktowała, jej działanie związane z nagrodą było świadome, było kolejnym znakiem, że jest nim zainteresowana. Postanowił nie zapominać o tym. Wreszcie nie czuł się jak kompletne zero. Wciąż narastał w nim podziw, że mimo tego co przez kilka ostatnich lat działo się między ich dwójką, nie rezygnowała z niego. W końcu słowa jak słowa, ale to był dość poważny czyn. Nellie skinęła głową kila razy, zapatrzona w Pana Todd'a.
- Dobrze, choć jutro dopilnuję abyś odpoczywał Sweeney.

Part 193.

Nellie słysząc pytanie Sweeney'ego zmarszczyła brwi w zastanowieniu. Przyszła jej pewna myśl do głowy, lecz potrzebowała jeszcze chwili by zdecydować czy właśnie taką nagrodę wskaże mężczyźnie, czy odważy się na nią.
- Daj mi chwilę namysłu.. bo to nie takie proste jak się wydaje, hehe.. A tymczasem.. dokończmy partyjkę..
Nellie zrobiła jeszcze kilka ruchów na planszy, no i za chwilę jej zwycięstwo ukazało się już w czystej postaci. Oparła głowę na ramieniu Pana Todd'a i jeszcze raz przemyślała wszystkie tak i nie, co do swojej nagrody. Sweeney poprzez rękę, którą ją obejmował, przesunął po jej ręce, aż po chwili ciszy wreszcie odparł.
- I jak, wymyśliłaś już.. hm..? Podzielisz się tym ze mną..?
Nellie nadal opierając głowę o ramię Pana Todd'a uniosła na niego swój wzrok.
- Mhm.
Uśmiechnęła się nieco i wskazała palcem na swoje usta. Z pewnością gdyby nie usłyszała słów Sweeney'ego w kościele nigdy nie zrobiłaby tego. Teraz jednak miała jakiś cień szans, że nie uzna jej za szaloną i nie wywinie się z tego. W głębi wiedziała też, że Sweeney być może nie potrafi do końca wyrazić swoich uczuć, że jest to dla niego trudne, a to być może mogłoby minimalnie pomóc. Sweeney.. naprawdę zdziwił się tym, że Nellie chciała buziaka od niego, w usta, co nie ulegało wątpliwości. Sam chyba nie odważyłby się jeszcze na taki gest względem niej, dlatego w tej chwili zaczął doceniać w kobiecie tą cechę charakteru. Dostrzegła jego spojrzenie, które padło na jej wargi i w tym momencie wiedziała, że już się nie wycofa. Sweeney pogładził prawą dłonią policzek kobiety i zaraz musnął jej usta, a w większym stopniu ich kącik. Nellie niemal słyszała szybsze bicie swego serca, a na pewno czuła to w klatce piersiowej. Przez ten ułamek sekundy to, czego pragnęła od.. zawsze spełniło się. Na koniec westchnęła z zadowoleniem patrząc na Sweeney'ego wzrokiem, którym patrzyła na niego w swoich marzeniach. Sweeney również poczuł się usatysfakcjonowany tą formą wynagrodzenia za wygraną i zamruczał cicho. W tej samej chwili z jego kolan spadła plansza i pionki do gry, głównie przez to, że nie siedział już dokładnie w takiej samej pozycji jak wcześniej. Część pionków została na kanapie. Pani Lovett i Pani Todd odsunęli się od siebie zupełnie jak gdyby ktoś wtargnął do mieszkania i zerknęli co się stało, na co Nellie z trudem odezwała się, bo po tych krótkich, lecz wspaniałych wrażeniach ciężko było coś z siebie wydusić.
- Och.. to tylko nasze warcaby.. Już.. zbieram..
Zgromadziła wszystkie części z kanapy, potem schyliła się i zebrała je z podłogi, po czym wrzuciła do pudełka w którym się wszystko znajdowało, patrząc na nie jak na największe zło, które przerwało jej ten moment. Odłożyła je na stół i napiła się nalewki, która wciąż znajdowała się w jej kieliszku. Sweeney wodził wzrokiem za kobietą, za każdym jej ruchem, a gdy zerknęła na niego wzrokiem w którym malowało się zadowolenie, spytał.
- Więc w co teraz zagramy..?
Puścił do niej oczko. Oczywiście pytanie było sugestywne, bo obojgu spodobała się ta gra na nagrodę, a szczególnie taką nagrodę. Alkohol, mimo, że w nie w jakiejś wielkiej ilości też podziałał i dzięki niemu stawali się bardziej otwarci względem siebie. Mężczyzna poluzował kołnierz swojej koszuli i rozkładając ręce oparł się znów o kanapę. Nellie oparła się o stół i oparła ręce na biodrach za czym Sweeney też się obejrzał.
- Mm, należy przyznać, że bardzo dobrze się z Tobą gra w cokolwiek i wygrywa.. Mój Drogi.. musimy wracać do tego częściej.. zdecydowanie..
Napiła się znów.
- Hmm.. a Ty..? Sweeney.. nie pijesz już dziś..?
Wzięła w obydwie dłonie kieliszki i podeszła znów powolnie do kanapy i wystawiła jedną rękę by podać mężczyźnie kieliszek. Pan Todd pokręcił głową.

niedziela, 25 stycznia 2015

Part 192.

Od lat jest to zawód, hm.. można powiedzieć, że dla wybranych, bo nie każdy umie dobrze to zrobić, by usunąć zarost z męskiej twarzy, czasem można kogoś zaciąć, skrzywić. To tak samo jak z zawodem fryzjera, z czym ja nie mam nic wspólnego, choć kiedyś przyszedł do zakładu jakiś mężczyzna i myślał, że jeszcze strzygę. No niestety nie. A oboje moja babcia… trzymała dziadka zawsze pod pantoflem i można powiedzieć, że z moimi rodzicami jego podobnie… a to są rodzice mojego ojca… Liczę, że ja nie stanę się nigdy taki podatni hehe.. – Zaśmiał się pod nosem i Nellie spojrzała na niego nieco jakby władczo i oparła głowę o jego ramię lekko, słuchając cały czas tego co mówił.
– Jesteś jedynakiem prawda..? A co się dzieje teraz z rodzicami Twoimi..? Odwiedzasz ich..?
– Sweeney przytaknął i zaraz dodał. – Tak, jestem jedynakiem, choć chciałbym mieć siostrę czy brata, by móc czasem z kimś porozmawiać zwierzyć się z czegoś. Moi rodzice, tak… Znaczy nie odwiedzałem ich dawno. Ale może wybierzesz się do nich ze mną w któryś weekend, jak będzie wolne od pracy? A moi rodzice mieszkają w Newcastle… Więc kawałek stąd.. No i jest tam morze północne… Może nie ma tam zbyt czegoś oryginalnego, ale kilka dni wolnych, a podróż do moich rodziców i pozostanie z nimi na jakieś dwa dni..? Chciałabyś..? – Mężczyzna spojrzał na kobietę, która uśmiechnęła się do niego z domieszką zachwytu, w końcu nie spodziewała się, że Sweeney zechciałby ją przedstawić swoim rodzicom.
Uważała, to za naprawdę wspaniałą myśl, pomysł i miała chęć go wyściskać i ucałować. Choć zaraz Sweeney ucałował kobiety skroń, by ja nieco przekonać do tego wyjazdu, oczywiście liczył się z tym, że może nie nastapi to za tydzień, miesiąc, a nawet może być dopiero za pół roku, bo rozumiał przecież to, że Nellie miała kłopoty finansowe w sklepie i nie chciał zabierać jej tego cennego czasu.
– To bardzo miła propozycja, naprawdę. Oczywiście, że się zgodzę, ale może dopiero wtedy, jak mój sklep troszeczkę stanie na nogi, dobrze? Chciałabym oczywiście, a do tego skoro jest tam morze, to och cudownie, chciałabym sobie posiedzieć na werandzie domku, patrząc na morze, na plaże, na mewy… Londyn nie zachwyca takimi urokami, nie ma tu nic takiego, urokliwego… poza pewną osobą.. – Zachichotała cicho i puściła oczko do Sweeney’a, który odwzajemnił uśmiech kobiety.
Dalej jeszcze opowiadał jej o tym kto był na zdjęciach, z czasem objął kobietę ramieniem i na koniec z pudełka wyjął plansze z warcabami, na co oboje spojrzeli na siebie tajemniczo i postanowili zabrać, zatem Sweeney pudełko trzymał dalej na swoich kolanach, zamknął wieczko i rozłożył na nim plansze ustawiając warcaby. Na co powoli oboje zaczęli grać ze sobą śmiejąc się z tego jak oboje próbowali się oszukać.
– Ha.. ogrywasz mnie.. tak nie może być..! Warcaby nigdy nie były moją mocną stroną hehe… ale mam tu kilka jeszcze innych gier… karty, to na pewno, szachy, tego nie lubię.. hehe.. Parę gier planszowych dla dzieci..? Może pogramy w grę planszową na kostkę i takie, takie prezenty..? Takie przeskakiwanie o kolejkę.. chciałabyś..? Albo poukładamy puzzle..? Mam takie stare, ale jeszcze nie zgubiłem żadnego elementu… więc… to mogłaby być dobra zabawa..
– Nellie zastanowiła się nad propozycjami Todd’a i w rezultacie odezwała się zaraz po swojej wewnętrznej debacie.
– Boisz się przegranej w warcaby..? Ale ja mam cudowny pomysł.. jeśli ktoś z nas wygra dostanie coś od drugiej osoby, tak..? Tylko zastanówmy się co. A warcaby, jak zaczęliśmy to skończmy grać, potem plansza może na kostkę i figurki, a potem może i puzzle… ciekawe masz tu zabawy.. Dawno nie grałam, więc pomysły masz naprawdę bardzo ciekawe. Och nie myśl, ze to dziecinne, ale chyba nie jesteśmy jeszcze za starzy by się tak pobawić, prawda..? – Sweeney spojrzał na kobietę i poprawił kołnierzyk od swojej koszuli, czy dotknął się nieco swoich obolałych żeber.
– Hehe nie boję się. Dobrze, ale nie wiem co można byłoby dostać… Okej, zatem warcaby, gra planszowa i puzzle… Ale co ja mógłbym dostać za wygraną..? – Nellie objęła Sweeney’a ramieniem i spojrzała niczym dumna kobieta przed siebie i odezwała się.
– Słucham? To przecież ja wygram tą partię, już wygrywam, mój Złociutki Ty.. a teraz o.. szach i mat..! – Sweeney spojrzał na plansze, gdzie kobieta ogrywała go krążkami i zrobił posmutniałą minę. – Uuuu.. tak, zatem co byś chciała w nagrodę..? Od biednego Sweeney’a hm..?

Part 191.

– Wybacz, ale jeszcze sobie radzę. Nie mogę całkiem zakwitnąć w łóżku i nic nie robić. Byłoby to zbyt nudne. – Kobieta przejął od niego pudełko i westchnęła cicho, po czym oboje zaraz wrócili do salonu i Sweeney udał się powoli do kuchni, no tak teraz bardziej odczuł, że sięganie pudełka z wysoka nie było odpowiednie w jego stanie.
Syknął dopiero jak był w kuchni i po chwili syknął, dotykając swoich żeber gdzie go zabolało i powolutku wyciągnął z piekarnika muffinki, które zaraz przyozdobił cukrem pudrem i położył na nich takie galaretowe dekoracje, które kupił, w kształcie czerwonych serduszek, które zakrywały można powiedzieć to zapadnięcie tych babeczek i wyrównywały poziom ciasta, co tak nie rzucało się w oczy. Zaraz przełożył muffinki na talerze i powoli zaniósł do salonu, gdzie z pudełkiem zdjęć siedziała już kobieta.
– Wróciłem.. A teraz degustacja deseru.. o ile masz ochotę hm..? Troszkę zapadły mi się muffinki, ale nic na to już poradzić nie mogłem… Mam nadzieję, że będą smakować, są czekoladowe, a w środku umieściłem trochę czekolady… by nie były takie suche.. – Nellie uśmiechnęła się na babeczki, jakie przyniósł Sweeney, jeszcze poszedł po łyżeczki, jak i też zrobił herbaty, że i ona zaraz w filiżankach pojawiła się na stole.
– Och na pewno. Hm.. może otwierałeś piec podczas pieczenia i dlatego babeczki się zapadły, ale wyglądają ślicznie, hm.. galaretka..? – Sweeney przytaknął i zaraz dodał. – Tak, ale to akurat kupiłem. – Nellie zaraz skubnęła jedną galaretkę i puściła oczko do mężczyzny.
– Nic nie szkodzi, zaraz spróbuje.. och jakie cieplutkie.. Hm.. nie sposób się im oprzeć… - Sweeney uśmiechnął się lekko do kobiety i tak oboje napili się herbaty i powolutku konsumowali muffinki w wykonaniu golibrody.
Nellie pochwaliła może już po raz piąty jego deser, jak i całą kolacje, co bardzo było miłe i Todd poczuł się nieco obrośnięty w skrzydła, lecz taka odmiana po długi czasie bycia nikim, była przyjemna i pieściła jego ego. Później też Nellie pomogła mu ze zmywaniem, choć chyba bardziej ona to robiła niż on, bo mu na to nie pozwalała. Przy czym rozmawiali ze sobą, Sweeney nawet siedział sobie na parapecie w oknie, tyle, że zasunął zasłonkę, by nikt nie zaglądał w okna, co się u niego dzieje. Spoglądał na Nellie gdy zmywała, albo czasem pytała się, gdzie ma schować czyste talerze, na co wskazywał jej szafki. Raz zapatrzył się na jej biodra, że prawie złapała go na tym, gdy zaraz zmienił kierunek patrzenia z dozą, że przecież on się wcale nie patrzył.
– A jak podoba Ci się moje gniazdko hm..? Nie zmieniam tu zbyt wiele, w końcu to jedynie wynajmuje, meble nie są moje, więc… muszę większość ustalać z właścicielem.. Ale jednak tą wannę, chciałbym zmienić.. Ale na razie nie mam za to kiedy się zabrać i trochę to kosztuje, a jeszcze nie uzbierałem całości, poza tym chcę mieć tez nieco oszczędności, a nie wydać wszystko na nową wannę, montaż… i zostać z niczym. Meble, meble są w dobrym stanie.. łóżko.. bo może łóżka nie zmienię, ale materac na pewno.. bo troszkę jest już zniszczony… - Nellie słuchała go z uwagą, choć wiedziała i widziała, że meble w kuchni też wymagały wymiany, lecz czuła, że Sweeney nie zamierzał zostać w tym mieszkanku na zawsze. Było to czuć, dlatego też pewnie niezbyt do końca skupiał się na tym co tu było.
– Nadal jednak zastanawiam się skąd wiesz… Skąd wiesz, to wszystko co się stało. Przecież nikomu o tym nie mówiłem… - Wzruszył ramionami, na co Nellie podeszła do niego, kiedy już skończyła zmywać, przełożyła ściereczkę na jego ramię i pogładziła go dłońmi po policzkach szepcząc cicho.
– Podoba mi się tutaj, masz przytulenie, choć na pewno byłoby przytulniej, gdybyś mógł mieć tutaj jak tylko byś chciał. Na wannę czy materac na pewno uzbierasz.. chyba, że zmienisz zdanie co do mieszkania tutaj… A skąd ja to wszystko wiem, to tajemnica, niech tak zostanie.. ważne, że doszliśmy do porozumienia i nie wracajmy do tego, chodź.. powolutku… Nie wstawaj szybko.. opowiesz mi o tym kto jest na fotografiach.. jestem tego ciekawa… - Sweeney przytaknął no i tak powoli przeszli do salonu, jedynie Sweeney ścierkę zostawił w kuchni wieszając ją na wieszaczku. A w salonie zaraz przysiedli na jednej na dwie osoby kanapie i Sweeney wziął pudełko z fotografiami na kolana i zaraz zaczął opowiadać Nellie o tym kto jawił się na zdjęciach.
– A tutaj jest mój dziadek, też był Golibrodą, dawno temu, sprzedawał też brzytwy, od tego zaczynał, a potem postanowił to wykorzystać i samemu nauczyć się tego fachu.

Part 190.

Po toaście znów każdy zaraz się za dalszą część jedzenia, mimo że nieco niechętnie odsunęli od siebie dłonie. Lecz ten czas to i tak był przełomem w Nellie życiu i Sweeney’a, oboje byli sobie bliscy, przynajmniej teraz.
Kiedyś Sweeney traktował Panią Lovett bardziej przedmiotowo, a ona jego dalej darzyła uczuciem, miała ogromne serce, że nadal poczuwała uczucia do tego mężczyzny, gdyż zapewne inna kobieta już dawno wyzbyłaby się tego, uznając, że nie jest wart jej miłości. A Sweeney był człowiekiem ze swoimi zasadami, w sercu dalej głęboko miał swoją żonę, ale teraz nawet na jego stoliku nocnym nie było zdjęcia kobiety, choć trzymał je w szafce, w końcu nie dało się uciec przed kobietą z którą dawno temu spłodził Johannę. Postanowił jednak ukryć przeszłość nieco głębiej, inaczej nigdy nie wyszedłby z tamtych lat, chwil i teraz nie byłby w mieszkaniu z Panią Lovett jedząc kolację, czy popijając nalewkę. Tęsknił za swoją córką, lecz wiedział, że ona go nie pamiętała, choć nie raz podchodził pod okna Turpina domu i nie raz kobieta na niego spojrzała, lecz sądziła w większej mierze, że Sweeney akurat stoi naprzeciwko bramy, z drugiej strony ulicy, bo się z kimś umówił i nie przejawiała myśli, kim on może być. Todd wybił się ze swoich myśli i spojrzał na kobietę po czym dodał.
– Cieszy mnie, że smakuje Ci kolacja.. lecz troszkę nie udał mi się deser.. ale sama ocenisz… Może mękę kupiłem nie taką co potrzeba, sam nie wiem. – Uśmiechnął się do kobiety nadziewając na widelec kawałek zapiekanki i zaraz wkładając do ust co przeżuwał. Kobieta spojrzała na mężczyznę i pokręciła przecząco głową.- Och Sweeney, nie przejmuj się tym, nawet jak Ci nie wyszło, nie wszystko się udaje. Poza tym jesteś chory, nie możesz od siebie wymagać wszystkiego. Powinieneś odpoczywać, a pół dnia stałeś w kuchni… Lecz po kolacji odpoczniesz. Bez marudzenia. – Sweeney popatrzył na kobietę niewinnie i wzruszył ramionami, aż oboje lekko się zaśmiali. Choć Nellie była bardziej w tym poważna, kiedy chciała by Sweeney odpoczął. Napili się jeszcze nalewki i Sweeney odniósł zaraz puste talerze do kuchni. Po czym przygotowywał deser, a kobieta nieco została sama w salonie i do dłoni wzięła zdjęcie w ramce, które stało dalej na komodzie, gdy do niego podeszła. Przyglądała się fotografii i odezwała się nieco głośniej do Todd’a.
– Na tym zdjęciu w salonie, są Twoi rodzice..? – Musiała chwilkę poczekać na odpowiedź, bo Sweeney, akurat teraz zabierał się za włożenie deseru do piekarnika i podgrzanie go leciutko, a nie chciał się poparzyć.
– Tak, moi rodzice.. Mój ojciec i jego wąsy na pierwszym miejscu hehe.. Ale miał takie okresy, kiedy nie miał wąsów, zaś takie baki jak ja, choć na zdjęciu też ma baki, taka moda.. – Nellie lekko przytaknęła głową i zamruczała, bo widziała, że Sweeney był podobny do swoich rodziców, do obojga, choć może miął więcej tej pewności siebie od ojca, za to jego oczy przypominały oczy jego matki.
– Rozumiem, no tak taka moda, ale Tobie dobrze tak jest.. chociaż zarost troszeczkę gryzie hehe.. Hm.. patrzę do kogo jesteś podobny bardziej… Na pewno masz oczy swojej mamy. Nieco fryzurę jak Twój ojciec… ale chyba po połowie odziedziczyłeś po nich wygląd. Tak mi się wydaje. – Sweeney przyszedł na chwilę do salonu i spojrzał na Nellie gdy przyglądała się zdjęciu i odezwał się zaraz.
– To zdjęcie miało być portretem rodzinnym… No ale rodzice skłócili się z rodziną i zostali tylko w dwójkę.. choć mam gdzieś zdjęcia, całej rodziny.. chcesz pooglądać..? Dużo tego nie mam.. ale nie chowałem ich w coś szczególnego, więc zajmują pudełko… - Nellie uśmiechnęła się lekko na słowa Todd’a.
– Hm, a byłeś już na świecie, gdy zostało zrobione to zdjęcie? Tak, mogę pooglądać. – Tak, ale miałem chyba wtedy z roczek i byłem chory, coś takiego rodzice mówili.. To zaraz poszukam. – Lecz najpierw Todd poszedł do kuchni przepraszając kobietę i zaraz zerknął na muffinki, które upiekł dzisiaj, a teraz podgrzewał w piekarniku by lepiej smakowały. Lecz troszkę mu się zapadły do foremek i ku temu tak nad tym ubolewał.
Powrócił do salonu i podszedł do sypialni, gdzie zaraz z szafy, kiedy wszedł na stołek, zdejmował pudełko z fotografiami, Nellie wtedy weszła i podparła ręce na biodrach, kiedy Sweeney trzymał pudełko, jak je ściągnął z wysokiej szafki.
– Sweeney! … mogłeś powiedzieć, że jest tak wysoko… sięgnęłabym… Nie możesz tak się wyciągać z tymi żebrami.. – Sweeney spojrzał na kobietę i zrobił minkę niewinnego dziecka, po czym podał jej pudełko ze zdjęciami.

Part 189.

Pani Lovett zaśmiała się nieco próbując zatuszować tą sytuację. - Och nie, żadna tajemnica.. po prostu.. czasem tak mam, że zamyślam się, a potem sama nie wiem o co mi chodziło.. Naprawdę.. Tak już mam. A tutaj.. widzę, że masz tymczasową apteczkę.. - Wskazała na stolik nocny obok łóżka, na wysokości głowy podczas spania. Stało tam jeszcze zdjęcie małej Johanny. Brakowało zdjęcia Lucy, na co Nellie poczuła taki mały triumf w sercu. Pamiętała przecież, że za dawnych czasów nigdy nie rozstawał się z fotografią żony.
- Mhm, chyba prędko to wszystko nie zniknie.. ale od czegoś musi być ta szafeczka, prawda..? Czasem kładę tu książkę.. stawiam radio.. ale teraz ma taką akurat funkcję. No i cóż, tak poza tymi rzeczami.. jak widzisz.. szafa na ubrania i biurko przy którym chyba jeszcze nigdy nie miałem potrzeby usiąść. - Nellie rzuciła spojrzeniem na owe meble po czym wyszli z sypialni, znów znajdując się w salonie z którego przeszli do kuchni, choć Sweeney chciał aby Pani Lovett całkowicie odpoczęła od kuchni więc nawet tam nie rozdrabniał się zbytnio nad pokazywaniem jej wystroju. Dorzucił do kominka w salonie i pokazał Nellie zeszyt w którym zapisane były przepisy jego mamy.
- Czasem z tego korzystam, choć w kuchni raczej wolę być spontaniczny.. nie trzymać się schematów, mam nadzieję, że dzisiaj akurat nie przesadziłem i wszystko będzie dobrze.. hehe.. - Nellie przeglądała przepisy. - I to przepisy stworzone tylko przez Twoją mamę..? Wydaje mi się, że są naprawdę przepyszne.. Sweeney, wciąż pamiętam smak śniadania, które zrobiłeś u mnie.. wydaje mi się, że gdybyś założył coś w rodzaju mojego sklepu, byłbyś nie lada konkurencją.. jestem ciekawa co wymyśliłeś na dziś..
- Zaraz się przekonasz. Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało.. myślę, że nalewka, którą mam w barku doskonale będzie pasować.. - Wyjął alkohol i nalał go do kieliszków, a zaraz potem nałożył na talerze zapiekankę z warstwami przekładanymi mieloną wołowiną, makaronem, z dodatkiem przecieru pomidorowego i rozmaitych przypraw oraz serem. - Voilà! -Nellie naprawdę zachwyciła się na sam widok.
- Och Sweeney.. to wygląda niesamowicie apetycznie.. Musiałeś spędzić nad tym naprawdę sporo czasu.. I jak pachnie.. - Gdy potrawa troszkę ostygła, bo w końcu była wyjęta wprost z piecyka, zjadła kilka pierwszych kęsów i jej zachwyt wcale nie opadał, co pochlebiało Todd'owi.
- Cieszę się, że Ci smakuje. Właśnie chciałem zrobić coś takiego innego, niekoniecznie angielskiego.. bo wnętrze jest zdecydowanie bardziej włoskie niż nasze angielskie.. I przypomniało mi się, że kiedyś chwilowo stacjonowałem we Włoszech.. i to mnie zainspirowało. - Sweeney wytarł usta serwetką, ponieważ czuł, że nieco sosu pomidorowego mu tam zostało. Był w miarę zadowolony ze swego gotowania. Nellie takie państwo jak Włochy znała tylko z mapy więc była ciekawa jak tam jest, chciała pytać o pewne rzeczy, lecz też zdała sobie sprawę, że być może ta jego wizyta była podczas wygnania z Londynu i nie chciała przypominać mężczyźnie o złych czasach. Mimo to, tak delikatnie zapytała.
- Jak jest we Włoszech..? Pewnie niesamowite krajobrazy, hm..? - Sweeney zrobił taką minę jakby chciał przywołać wszystkie wspomnienia z tamtego okresu, by tylko podzielić się jak największą ilością nich z Nellie.
- Interesujący, piękny kraj.. lecz musiałem pracować i możesz sobie wyobrazić.. nie było zbyt wiele czasu na podziwianie tego co by się chciało.. Na pewno pogoda zdecydowanie ładniejsza niż u nas.. słoneczko przez większość roku.. w zimę śniegu tam spada malutko.. Do tego byłem w miejscowości nadmorskiej.. i mimo tej pracy miło było po prostu oglądać codziennie morze i palmy.. I góry w niektórych miejscach. Idealne miejsce na spędzenie urlopu.. choć Włosi są naprawdę głośni.. i mają tendencję do kłótni.. ale taka nacja.. Hm.. może gdybym był tam w innych okolicznościach wiedziałbym więcej.. Ale po prostu wiedz, że warto tam kiedyś pojechać i zjeść prawdziwe arcydzieła jakimi jest kuchnia włoska. - Uśmiechnął się do Pani Lovett i napił się wody, bo troszkę zaschło mu w gardle od tej mowy. Nellie słuchając Sweeney'ego wyobrażała sobie to wszystko, te wspaniałe krajobrazy i klimat. Miłe było to, że podzielił się z nią tymi milszymi wrażeniami, wspomnieniami z wygnania. Mimo wszystko.
- A więc na dobry początek naszego wieczoru proponuję toast, za zdrowie gospodarza i jego wspaniałe zdolności kulinarne. - Sweeney nie był wielkim fanem toastów na swoją cześć, zresztą nie pamiętał czy ktoś kiedykolwiek je wznosił, lecz tym razem po prostu cieszył się na uznanie Nellie. Jedną dłonią znów połączyła się ze Sweeney'm, posyłając mu przy tym czuły uśmiech, a wolnymi dłońmi chwycili kieliszki i stuknęli się nimi, po czym upili nieco nalewki.

Part 188.

Po prostu chciała być sama, a nie by jej przeszkadzał. Inspektor troszkę zrezygnowany zrozumiał, że kobieta nie jest nim ani trochę zainteresowana, poza wieściami służbowymi i dał jej spokój, choć dał jej zarobić poprzez zamówienie wszystkich wariantów, które wcześniej wspomniała. Wreszcie nadeszła upragniona 18, czyli koniec pracy. Nellie jak zwykle posprzątała, doprowadziła się do stanu w jakim chciała by zobaczył ją Sweeney i w efekcie około 19 stanęła u jego drzwi i zapukała. Todd za moment otworzył drzwi i wpuścił kobietę do środka. Miał na sobie fartuch kuchenny, więc chyba zajmował się wciąż przygotowaniem kolacji. Pomógł Nellie zdjąć płaszcz, powiesił go i zaraz przeszli do pokoju. - Widzisz, dałaś radę przetrwać te kilka godzin, jak mówiłem.. Coś ciekawego wydarzyło się od kiedy wyszedłem, hm..? - Usiedli na kanapie. - Tak, choć łatwo nie było.. Był u mnie inspektor, wiesz.. w sprawie kradzieży.. - Sweeney uniósł brew na słowo inspektor, chwilowo nie skojarzył faktów.
- Dobre czy złe wieści..? - Nellie poruszyła lekko głową to na jedną, to na drugą stronę. - Czy ja wiem.. podobno znaleźli naszyjnik.. ale muszę tam iść by to wszystko potwierdzić.. Powinnam się cieszyć, ale skoro nie wspomniał nawet o innych rzeczach.. Zresztą trochę irytuje mnie, że przychodzi i mówi, że złapali kolejnego złodzieja.. Jakby naprawdę.. mnie to interesowało.. taka jest chyba ich praca by łapać przestępców.. a mojego życia nie zmieni ta wiadomość.. po prostu liczę, że rozprawią się z nimi jak należy i w końcu przestaną mi przypominać o tym co się stało.. I nie będę musiała ciągle sztucznie rozmawiać z tym całym inspektorem i wymyślać sposoby by go spławić.. - Westchnęła zakładając nogę na nogę. Sweeney pokiwał głową ze zrozumieniem i rzekł.
- Hm.. chociaż tyle.. lecz ten naszyjnik to trochę jak igła w stogu siana, tak mi się wydaje.. Sam już nie wiem co o tym sądzić.. Choć muszę przyznać, że ten inspektor chce zrobić chyba wszystko żeby znaleźć z Tobą temat do rozmowy.. Jeśli będzie się jakoś naprzykrzał poinformuj mnie o tym. - Spojrzał jej w oczy dość poważnie, bo w końcu nie chciał aby cały czas denerwował ją ten mężczyzna.. i kogo miała jak nie jego do pomocy jak nie jego. Nellie położyła dłoń na ramieniu Sweeney'a.
- Wiem, że mogę na Tobie polegać Sweeney. Dziękuję. A teraz.. hm.. może pomóc Ci w kuchni..? Widzę, że chyba jeszcze coś przygotowujesz więc zawsze mogę.. - Pan Todd przytknął kobiecie swój palec wskazujący do ust.
- Nie, moja droga. Ja zaprosiłem Cię do siebie, więc życzyłbym sobie abyś chociaż raz odpoczęła od kuchni i pozwoliła się obsłużyć. Przynajmniej w ten sposób odwdzięczę Ci się za wszystkie dni, które u Ciebie spędziłem. Chociaż tak. - Uśmiechnął się czule, po czym cofnął swoją rękę i rzekł dalej.
- Zaczekaj tutaj momencik, muszę zerknąć jak tam stan naszego dania głównego. A potem pokażę Ci resztę mieszkania. - Sweeney wstał i udał się do kuchni, a Nellie podczas jego nieobecności poprawiła swoje włosy, które trochę oklapły pod czapką i gorset. Zauważyła, że stół nakryty jest bardzo ładnie, że aż nie spodziewałaby się tego po Panu Todd'zie, lecz jak widać wieloma rzeczami mógł ją jeszcze zaskoczyć. Po środku znajdował się kandelabr z trzema płonącymi świecami, delikatny stroik z kwiatami. Kieliszki, talerze, sztućce i czerwone serwetki, które nadawały ogółowi pewnego klimatu. Pani Lovett naprawdę podobał się owy wystrój, widać było, że zostały w niego włożone starania. Zaraz po tym przyjrzeniu się stolikowi powrócił Sweeney.
- Gotowa na obejrzenie mojego małego gniazdka? - Nellie wstała z kanapy i zaraz znaleźli się w sypialni Sweeney'ego, w której znajdowała się również łazienka. Do niej przeszli jako pierwsi. - A więc tutaj jest mój mały raj, jak widzisz.. hehe.. - Robiąc małą pauzę, wskazał na całą kolekcję brzytw.
- Tak poza tym.. no cóż, myślałem nad zmianami troszkę w wyglądzie tego pomieszczenia, choćby wymianie wanny na inną, nową.. ale to takie plany, że w końcu nic z tego nie wychodzi.. w końcu nie jestem też jakiś wybredny, starcza mi to co jest.. - Znaleźli się znów w sypialni. Sweeney jakby chcąc bardziej zaprezentować Nellie łóżko, usiadł na nim i zakołysał na sprężynach.
- Jak mówiłem, Twoja kanapa jest wygodniejsza, ale da się jakoś przeżyć.. zresztą, sama zobacz.. - Zachęcił ją gestem ręki by podeszła. Pani Lovett nie wiedząc z jakiego powodu zamyśliła się patrząc na to łóżko. Dorównywało rozmiarom temu na którym sama spała, choć oczywiście tylko jedna połowa była zaścielona. Nellie powróciła pamięcią do dzisiejszego ranka i wyobraziła sobie siebie na tymże miejscu, wraz ze Sweeney'm, całkiem nieprzypadkowo. Lecz zaraz jednak ocknęła się z zadumy, karcąc siebie za myśli rodem jak z jakiegoś taniego romansidła (które jednak lubiła czytać) i usiadła na łóżku obok mężczyzny.
- Rzeczywiście.. choć nie jest aż tak źle.. ale wygodniej u mnie, to prawda.. hehe.. ale nie może być tragicznie.. - Przesunęła dłonią po powierzchni łóżka, na co Sweeney dotknął dłoni kobiety.
- Da się przeżyć. A o czym myślałaś tak przez chwilę.. Zupełnie jakbyś zniknęła.. Hm..? - Serce Nellie zabiło szybciej, zupełnie jakby na czymś została przyłapana. Szukała jakiegoś sensownego pomysłu w głowie, bo przecież nie wypadało tak powiedzieć prawdy. Nieco się przy tym zarumieniła, a Sweeney wtedy odparł.
- Oj Nellie, Nellie.. dobrze.. każdy ma jakieś tajemnice.. - Puścił do niej oko. Zastanawiało go co tak naprawdę przyszło jej do głowy kiedy przez chwilę wydawało jej się tu nie być. Być może gdyby znał ją nieco bardziej byłoby prościej, lecz tak naprawdę.. odczytywanie myśli kobiet nigdy nie było zbyt łatwą sztuką.

Part 187.


Hehe.. Dziś dopadł Cię leniuszek..? Oj nie dziwię się, ale będę za Ciebie trzymać kciuki i dopingować. Pomyśl o naszym wieczorze. Będzie dobrze. - Uśmiechnął się pokrzepiająco i tak przekonująco, że to aż Nellie przekonało do tego, że zdoła przetrwać ten dzień i dotrzeć do jego najbardziej sensownego punktu. Mimo wszystko na myśl o wyjściu spod kołderki ogarniały ją ciarki. W końcu jednak przemogła się i podniosła z kanapy. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła było podejście do lusterka. Uwadze Sweeney'ego w żadnym wypadku nie uszła koszula nocna w której prezentowała się Nellie. Może nie była to koszula, którą dostała od niego, lecz była, jak sobie wyobrażał tak samo dobrze dopasowana. Jedwabna, lekko różowa, zakończona na górze i dole białą koronką, sięgała jej zaledwie do połowy ud i doskonale podkreślała wszystkie kształty. Przemknęło mu przez myśl, że być może był to prezent od McCartney'a, dość ekstrawagancki. Odrzucił tą myśl. Zresztą skąd mógł wiedzieć czy to prezent, czy po prostu Nellie miała taką garderobę nocną.. w końcu pierwszy raz widział ją w czymś takim, zwykle wieczorami nosiła szlafrok kiedy Sweeney tu bywał. Mimo wszystko widok jej ciała jedynie w tej koszuli był zniewalający, zapierał dech. Miał cichą nadzieję, że nie jest to pierwszy i ostatni raz kiedy ją tak widzi, choć trochę było mu wstyd za własne myśli i tylko cieszył się, że nie ma takiej zdolności jak czytanie w myślach. Wreszcie z jego zamyślenia wyrwały go słowa Nellie, a przynajmniej ich część, przeglądającej się w lustrze. Zmarszczył czoło na to co usłyszał.- ..No nie.. wyglądam dziś strasznie, po prostu katastrofa.. te włosy.. ach..! Powinnam dziś naprawdę spędzić dzień bez kontaktu ze światem.. - Sweeney wykaraskał się z łóżka, podszedł do kobiety i objął ją od tyłu, po czym oboje spojrzeli w lustro, a mężczyzna szepnął jej do ucha.
- Wyglądasz ślicznie, naprawdę. Włosy moim zdaniem wyglądają lepiej niż gdy są przylizane do reszty, artystyczny nieład też jest ładny, wiesz..? Uwierz mi. - Nellie spoglądała na lustro, lecz tak naprawdę na Sweeney'a, który jeszcze bardziej zaskakiwał ją tymi komplementami i wszystkimi gestami. Gdy znów objął ją swoimi ramionami poczuła się znów tak dobrze, poczuła znów ciepło płynące od mężczyzny, że mogłaby tak tkwić wiecznie.
Lecz zaraz trzeba było wracać do obowiązków. Niechętnie zarzuciła na siebie szlafrok i razem z Panem Todd'em schowali pościel z kanapy, po czym zjedli śniadanie, przebrali się w codzienne rzeczy i Nellie otworzyła sklep. Klientów już od początku wydawało się być trochę więcej niż poprzedniego dnia,Pani Lovett nalegała Sweeney'ego by towarzyszył jej chociaż jeszcze przez jakiś czas. Oboje nie chcieli się rozstawać. Nellie dopilnowała aby zażył wszystkie leki, sprawdziła stan jego bandaży i nie wypuściła go do domu głodnego. Sweeney pod koniec stał za ladą wraz z Nellie, udając, że jej pomaga. Ale tak naprawdę rozmawiali. Troszkę oboje dziwili się jak to szybko ludzie potrafią sobie coś wymyślić i to rozprzestrzenić, bo chyba tego dnia nie było osoby, która nie spoglądałaby na nich z niewypowiedzianym "Cóż za sensacja, nie spodziewaliśmy się, życzymy szczęścia!". Może nawet nie urażało ich sam fakt że ludzie już snuli plotki o słynnym golibrodzie i Pani Lovett, lecz po prostu, że byli taką lokalną, dzielnicową atrakcją do porozmawiania przy kawie i że wiedział już o tym niemal każdy.
Sweeney po południu opuścił sklep Pani Lovett, przedtem upewniając się czy na pewno pamięta gdzie mieszka i określając mniej więcej godzinę o której się pojawi. W drodze powrotnej wstąpił jeszcze do piekarni, po świeże pieczywo tak na wszelki wypadek gdyby miało mu się przydać podczas przygotowywania wieczornej kolacji - w końcu nie zawsze był aż tak przywiązany do przepisu, czasem dodawał rzeczy całkowicie nieplanowane. Nellie podczas pracy odwiedził znów strażnik, inspektor, który czuwał nad sprawą kradzieży.
- Witam Panią Lovett.. dziś mam dobre wieści. Jesteśmy już niemal pewni, że znaleźliśmy pani naszyjnik. Fotografia nam w tym pomogła. Co prawda musimy sprawdzić jeszcze wszelkie detale i bylibyśmy wdzięczni gdyby zjawiła się pani w przeciągu kilku kolejnych dni, by się upewnić. A do tego złapaliśmy kolejnego.. - Przerwał gdy Nellie zrobiła dość znaczącą minę, że nie ma zamiaru słuchać o dokonaniach policji. Ucieszyła się tylko na naszyjnik, choć dziś akurat miała inne plany niż zjawiać się tam i oglądać czy to na pewno element jej biżuterii.
- Dziękuję za informacje, zjawię się kiedy będę miała wolną chwilę. - I przeszła do robienia kolejnej porcji ciasteczek. Mężczyzna był troszkę zawiedziony, że potraktowała go tak oschle.
- A mogę ciasteczko..? Jeszcze nie miałem okazji spróbować, aczkolwiek słyszałem, że pyszne.. i jedyne takie w Londynie.. - Uśmiechnął się do Nellie próbując jeszcze ją zagadać, a Nellie wzruszyła lekko ramionami.
- Hm, oczywiście. Te ptysie tutaj jedne kosztują funta, drugie półtora bo mają bardziej bogate nadzienie. Kawałek jabłecznika i babeczki z owocami dwa funty.. Chyba, że życzy Pan sobie coś obiadowego.. coś do picia.. oferta jest szeroka. - Wręczyła mu do ręki menu i niemal wcisnęła w stolik.

Rozdział XVII. Delikatne zbliżenie piekarki i golibrody. Part 186.

Rankiem Nellie obudziła się gdy troszkę światła dziennego wpadło do pokoju. Cały czas miała tą świadomość, że usnęła u boku Sweeney'ego. Raz obudziła się w nocy i upewniła czy zbytnio nie naciska na mężczyznę, ze względu na jego rany, lecz spał spokojnie co chyba można było uznać za sygnał, że jest mu dobrze. Przecież by nie udawał. Popatrzyła na niego, kiedy tak słodko spał, że miało się go tylko ochotę jeszcze bardziej przytulić i zamruczała. Pan Todd był chyba najlepszym widokiem na początek nowego dnia jaki mogła sobie tylko wymarzyć. Czuła się tak błogo.. Sięgnęła dłonią do jego włosów przy czym przeczesała je, dostrzegając jak miłe są w dotyku. Pogładziła dłonią twarz Sweeney'ego patrząc na niego z czułością. Miała ochotę ucałować każdy milimetr twarzy mężczyzny, każdy fragment wydawał się być jej idealny. Wyglądał troszkę jak piękny posąg, który dla kobiety wydawał się z każdą chwilą bardziej urokliwy.
- Och, Sweeney.. - Musnęła jego nosek, na co wydawało się, że widziała cień uśmiechu na jego twarzy, lecz pewnie to był tylko sen. Wtuliła się więc znów w ramię mężczyzny i westchnęła niczym prawdziwa marzycielka. Teraz dobitniej poczuła zapach Pana Todd'a, nutkę płynu, który nabyła specjalnie dla niego, jak i maści oraz przede wszystkim zapach jego skóry, który sam w sobie był kuszący. Przymknęła oczy i wodziła palcami delikatnie po klatce piersiowej Sweeney'ego póki nie zmorzyła jej drzemka.
Sweeney przez ten czas nie budził się, lecz kiedy wreszcie to nastało, leniwie ziewnął i już chciał się przeciągnąć lecz nie mógł ze względu na zdrowie, no i Nellie wciąż spała, przytulając się do niego i nie chciał jej budzić. Wiedział, że wyspał się już wystarczająco i nawet nie próbował się już zdrzemnąć. Przetarł dłonią oczy i spojrzał na płeć piękną. Siłą rzeczy leżał od niej troszkę wyżej i miał Nellie położoną niżej siebie, zatem jego spojrzenie powędrowało mimowolnie na jej dekolt, teraz nie skrępowany żadnym gorsetem , obiekt marzeń wielu mężczyzn, którym Nellie kiedykolwiek wpadła w oko. Pozwolił sobie na te kilka chwil przyjemnego widoku, aż kobieta nieco zmieniła swoją pozycję, co uznał za taki znak, że to niegrzeczne tak się patrzeć, mimo, że to był zwyczajny ruch podczas snu. Ale nie popełnił jakiegoś przestępstwa w końcu. Zagryzł wargę i pogłaskał Panią Lovett po włosach. Wtedy z jej ust usłyszał jakieś zdanie..
- Mmm, zawsze marzyłam aby było jak teraz.. - Sweeney nie był do końca pewny czy już się obudziła, czy po prostu rzekła coś przez sen.. Jednak wciąż miała zamknięte oczy. Więc czyżby mówiła przez sen..? Nie było to do końca wyraźne. Wytężył słuch, robiąc taką niewinną minę, bo czuł się jakby coś podsłuchiwał.
- Hm..? - Mruknął do niej, licząc na odpowiedź. Pani Lovett jednak nic nie odrzekła, a powoli zaczęła się budzić. Sweeney więc udał, że niczego nie słyszał i dalej gładził Nellie po głowie. Kobieta otworzyła trochę oczy i rzekła.
- Och już się obudziłeś Sweeney.. ja już wcześniej, ale troszkę mi się.. przysnęło.. - Ziewnęła zakrywając usta dłonią, a następnie skierowała się już ku mężczyźnie i powitała go uśmiechem. Odwzajemnił go.
- Jak Ci się spało, moja droga, hm..? Nie było za ciasno.. w porządku..? - Nellie położyła sobie poduszkę pod głowę i położyła się na niej by dać chwilę oddechu mężczyźnie.
- Wybacz, że tak tutaj wczoraj usnęłam, nawet nie zorientowałam się kiedy.. Spało mi się dobrze, było cieplutko.. milutko.. pomieściliśmy się.. Wiedziałam jaką kanapę kupić.. hehe.. - Przykryła się kołdrą aż po głowę i jednocześnie razem ze Sweeney'em przekręcili się na bok aby wygodniej mogli rozmawiać.
- Ależ nie szkodzi.. Myślę, że gdyby było źle to ktoś wylądowałby ostatecznie na podłodze.. hehe.. ale obyło się bez tego.. całe szczęście. Lub byliśmy zbyt zmęczeni by się ruszyć.. heh... ale naprawdę było komfortowo.. - Pan Todd wysunął spod kołdry nogę, bo zrobiło mu się zbyt ciepło, jednak wciąż nie urywał spojrzenia z kobietą. Nellie spojrzała przypadkiem na zegarek wiszący w pokoju i na to zrobiła taką zrezygnowaną minę.
- Już dziewiąta.. jeszcze trochę i muszę otworzyć sklep.. dziś wyjątkowo mi się nie chce.. wychodzić z ciepłego łóżka i zajmować się tymi wszystkimi zamówieniami.. Oj naprawdę powinnam zatrudnić kogoś by czasem mógł mnie wyręczyć.. - Zarzuciła twarz na kołdrę, jakby chciała się skryć przed całym światem, a Sweeney nieco się zaśmiał na to i zaraz odkrył z niej kołdrę robiąc "akuku". - Chcesz pobawić się w chowanego..?

piątek, 23 stycznia 2015

Part 185.

– Kobieta mówiła całkiem poważnie, a widząc minę Todd’a gdy na nią spojrzał zaraz dodała. – Nie patrz tak na mnie, taka prawda… Nie widziałam tego, nie sądziłam, że masz aż takie zranienia.. nie wyobrażałam sobie tego.. A Ty zamiast w większej mierze leżeć to ciągle chodzisz, poza tym wyczytałam dziś rano w poradniku medycznym, że mając złamane żebra, powinno się niezbyt wiele chodzić.. A Ty co robisz..? O nie Kochany, jutro siedzisz w domu.. i tak masz rację, przyjdę do Ciebie. I zajmę się Tobą, a Ty będziesz odpoczywać.. – Sweeney westchnął na słowa kobiety, wiedział, że ma rację na co nieco spuścił głowę i kiedy opatrzyła jego ciało, powoli obandażowała jego klatkę piersiową gdzie miał połamane żebra, choć nie wahała się za bardzo dotknąć jego ciała, a gdy powoli skończyła, przy tym oboje wstali bo tak było wygodniej tak na koniec Nellie pocałowała Sweeney’a w jego klatkę piersiową, tak przy jego mostku. A Sweeney powoli objął ramionami Nellie i przytulił do siebie, szepcząc jej na ucho.
– Wiem Nellie, że powinienem odpoczywać.. Ale poza kupieniem żywności, pójściem na poczte, czy do Ciebie nic strasznego nie robię.. Nie dźwigam… Nie wymawiaj mi tylko tej mąki która kupowałem.. ale miałem chęć na ciasteczka.. a w domu nie mam za wiele mąki.. i co miałem zrobić..? Dziękuję, Ci za pomoc.. a mogę dostać jeszcze jakąś małą szklaneczkę z wodą, tylko do połowy..? Mam jeszcze do wzięcia leki.. które.. niestety trochę pachną jak alkohol.. i kilka pastylek.. tamte przynajmniej nie są tak odczuwalne w zapachu… - Nellie uniosła brew ku górze i westchnęła, ale zaraz zrobiła to o co ja poprosił, choć mówiła do niego z kuchni i jak przyszła. A mężczyzna przez ten czas zakładał na siebie koszulę i zapisał ją, a piżamę jaką miał była ta, którą dostał od Nellie na Gwiazdkę.
– Och nie ma za co Sweeney.. ale musisz o siebie dbać.. nie możesz się przemęczać i dźwigać niczego inaczej nie polepszymy Twojego stanu zdrowia… Już niosę wodę. Mąkę Ci wybaczę, ale więcej niczego takiego nie kupuj… jeśli czegoś potrzebujesz powiedz to mi, nie jestem taka słaba, by nie kupić Ci choćby butelki soku, czy paczki cukru.. Proszę. – Podała mu szklaneczkę z wodą i Sweeney zaraz wlał tam z dziesięć kropli swojego leku wymieszał łyżeczką od herbaty i wypił, choć zrobił przy tym krzywa minę, bo tego nie lubił. ę– Ohydne. Brrr… Ale przynajmniej po tym lepiej się czuję. Ale nie mów, że nie mogę jutro niczego przygotować na Twoje przybycie.. zakupów teraz nie potrzebuję, wszystko mam.. chyba, że rano wracając do siebie, kupię pieczywo. – Płeć piękna przysiadła zaraz obok Sweeney’a i dala mu popić lek herbatą, bo widziała, że zmagał się z tym, a widać, że bolały go żebra. Podziękował jej i zaraz upił łyczek herbaty odstawiając na miejsce. Kobieta zaraz sama się napiła i odstawiła filiżankę na stolik, przyniosła zaraz kołdrę i poduszkę mężczyźnie do spania by mógł położyć się spać.
– A teraz czas na spanie. – Sweeney dodał do słów Pani Lovett. – Tak, ale zostać jeszcze ze mną chwilę. Herbata jeszcze nie wypita. – Zauważył, tez że kobieta się zatrzęsła, widać zimno było jej po kąpieli i zaraz sięgnął po koc z kanapy, którym ją okrył. Lecz chyba niezbyt wiele to dało, dlatego Sweeney przygotował powoli kanapę do spania i odparł kiedy Nellie wstała z kanapy, bo myślała, że Sweeney chce już spać.
– To zabiorę herbatkę i pójdę do siebie.. – Mężczyzna pokręcił głową i odezwał się, kiedy powoli wsunął się na kanapę jak do spania, wziął poduszkę i kołdrę, rozłożył ją jak do przykrycia i odsunął nieco pościel.
– Dobrze, ale to za chwile, chodź tutaj.. Zimno Ci, koc nie pomaga, to może pod kołdrą będzie cieplej.. hm..? – Nellie nieco zaniemówiła, bo nie spodziewała się, że choćby na pięć minut Sweeney przygarnie ją do siebie na kanapie i to pod kołdrę, zawahała się nad tym, ale zgodziła się, choć bardzo powoli wkradła się obok niego. Na co mężczyzna zaraz okrył ją kołdra i nieco objął, jego ciało za to było bardzo ciepłe, dlaczego Nellie zaraz przysunęła się powoli do niego, i oparła nieco głowę na jego ramieniu, choć bardziej wtuliła się w jego ramię i przymknęła oczy.
– Tu jest znacznie cieplej. – Sweeney rozmawiał jeszcze z Nellie przez jakies może dziesięć minut, lecz dostrzegł, że Nellie w rezultacie usnęła. Nie chciał jej budzic, zatem jedynie zgasił światło i przytulił ją lekko do siebie i tak oboje zasnęli na kanapie wtulając się w swoje ciała. Choć Nellie mimo snu była świadoma tego by Sweeney’owi nie zrobić krzywdy, dlatego nie przytulała się do niego bardzo mocno, bo w nocy obudziła się i widziała, że śpi razem z nim.
Lecz gdy pomyślała o tej kanapie, nie pustej, z mężczyzną, a swoim pustym łóżku, to wybierała kanapę i tak na niej została. Było jej miło, a nawet bardzo, że tu jest, Sweeney także cieszył się z tego, choć oboje chyba uznali to za spontaniczny gest, gdyż mimo tego dnia, że nie był męczący ich szczególnie wymęczył, że byli jak śpiące niedźwiadki, bądź wilczki, które obdarowują się wzajemnie ciepłota swojego.

Part 184.


Hm, w sumie nie wiem po czym, ale nieco tak. Dobrze, jak tak bardzo chcesz mi pomóc. Hm.. proszę jakie rarytasy, ale ja będę gentlemanem i ustąpię Ci miejsca. A łazienkę zajmę po Tobie, dobrze..? – Nellie uścisnęła dłoń Sweeney’a chwilę się podroczyli, lecz to kobieta pierwsza skorzystała z łazienki. Oczywiście nieco jej to zajęło. 
– Och Sweeney, Ty mój śpioszku… Ale muszę Cię obudzić… Sweeneyy… - Pogładziła lekko zaraz jego policzek i ramię, na co Sweeney zamruczał jakby nie miał zamiaru się stąd ruszać. Lecz po kolejnym głaskaniu kobiety, uchylił powieki i spojrzał na nią przecierając lekko oczy.
– Mmm.. przysnąłem wybacz. – Nellie uśmiechnęła się do mężczyzny i po chwili odezwała.
– Nie chciałam Cię budzić, ale lepiej się poczujesz po kąpieli, to jak? – Sweeney powoli przysiadł na kanapie i przytaknął kobiecie rozbudzając się.
– Dobrze… Dobrze.. już ide się umyć. Nic się nie stało, po prostu było tak cicho szum z łazienki, działa kojąco na mnie heh, musze przyznać. A gdzie zostawiłem swoją torbę..? – Spoglądał po pomieszczeniu i zaraz Nellie przyniosła mu swoją torbę z której wyjął piżamie, w końcu przygotował się na ten wieczór, by nie spać tu w ubraniu.
– Ha! Przygotowałem się. To wybaczysz mi na chwilę? – Nellie przytaknęła i poszła zaraz za mężczyzną gdy wstał z miejsca i ruszył do łazienki. W końcu chciała mu pokazać z czego mógłby skorzystać tutaj.
– Ach tu w szafce jest Twoja szczoteczka, do zębów, pasta wiesz, gdzie jest.. a tu w niebieskiej buteleczce nowy płyn, dla Ciebie. Ręczniki tutaj, jeden większy drugi mniejszy.. – Nellie wszystko pokazała mężczyźnie, na co Todd przytaknął i posłał jej ciepły uśmiech.
– Dziękuję, dziękuję. Poradzę już sobie. – Powoli wyprowadził z łazienkę Nellie, która nie była może do końca chętna, lecz gdy zamykał drzwi, puścił do niej oczko i zdawało się kobiecie, że cicho zamruczał, co było urocze. Sweeney’owi zajęła kąpiel mniej więcej tyle, co kobiecie, poprzez to, że był oblały i piekły go rany przy myciu, choć omijał je i starał się by nie były namydlone.
Po kąpieli Sweeney opuścił łazienkę, uprzednio sprzątając tam po sobie. Nellie chyba to wyczuła, bo właśnie wnosiła do salonu filiżanki z herbatą. Spojrzała na Sweeney’a, gdy dotarł do kanapy w swojej piżamie, choć do końca jej nie zapinał od góry, bo i tak będzie musiał ją zdjąć do założenia bandaży, czy opatrunków na ranki.
– Zrobiłam herbatki, ale nie wiem czy chcesz coś jeszcze zjeść..? – Sweeney zaraz przysiadł na kanapie i przysunął bliżej leki i opatrunki po czym odezwał się do kobiety.
– Dziękuję. Nie, nie, dziękuję Ci bardzo, ale wczoraj i dziś już przesadziłem z ptysiami hehe.. lecz wszystko zjadłem.. Nie mogłem się nim oprzeć. Były cudownie smaczne. – Nellie zaraz postawiła filiżanki na stole i obeszła stolik, siadając obok Sweeney’a, który oparł się plecami o poduszki. A Nellie powoli nie chciała oczywiście robić nic na siłę, gdy Sweeney nie chciał, ale przecież chciała tylko opatrzyć jego rany i pomóc mu.
– Mogę? – Mężczyzna przytaknął, przy czym Nellie powoli rozpięła koszulę Sweeney’a i nieco ją odgarnęła z jego ciała, aż dreszcz ją przeszły, gdy zobaczyła jeden obity bok mężczyzny, po którym lekko, go pogładziła, a wkrótce zdjęła z niego koszulę, kiedy usiadł prosto. Może gdy wcześniej Sweeney opowiadał jej co się stało, nie poczuwała tego tak mocno, jak teraz kiedy widziała jego działo. Sweeney był dobrze zbudowanym mężczyzną, widać było jego mięśnie, ale teraz te jego wyprofilowane miejsca na skórze, były sine we fiolecie, co w ogóle jej się nie podobało. Przestała patrzeć nawet już na jego ciało w tym momencie jak na obiekt pożądania, bo było jej go tak żal, że aż łza zakręciła się w jej oku, kiedy widziała jak opierał się bokiem o poduszki, a ona powoli smarowała jego ranki i opatrywała je zaklejając opatrunkami.
– Sweeney… Tak mi przykro… Lecz z jednej strony powinnam Cię zlać jak małe dziecko, po dupsku… Wiesz..?
Przez ten czas Todd omal nie zasnął, poza tym żebra troszkę mu dokuczały, jak i rany, że sen był dla niego wybawieniem, wiec nieco bardziej ułożył się na kanapie, po zdjęciu butów. Nellie po pół godzinie może trochę więcej, opuściła łazienkę już w szlafroczku, nuciła sobie piosenkę pod nosem, a gdy zajrzała do salonu, rozczulił ją widok śpiącego Sweeney’a, który, leżał nieco na boku i do brzucha przytulał poduszkę, a minkę miał taką niewinną jak dziecko. Nellie poprawiła swój szlafrok zakrywając się nim szczelniej i przykucnęła przy mężczyźnie kładąc dłoń na jego dłoni, lecz nie reagował na to.

Part 183.

– Nellie przytaknęła i zaraz dodała. – Może z goździkami..? – Sweeney przytaknął i na tym na razie zakończyli zamówienie, bo nie byli pewni co do alkoholu, poza tym mężczyzna dodał. – Może alkohol dziś sobie darujemy, ale za to jutro, jeśli nie masz nic przeciwko postaram się o dobrą nalewkę, jeszcze mam coś swoim małym barku. – Nellie uśmiechnęła się i kelnerka zapisała zamówienie, mówiąc, że przyjdzie za kilka minut, jak się zdecydują co będą chcieli. Odeszła niczym na pięcie i Sweeney za nią spojrzał przez moment kaszląc celowo i odezwał się do Pani Lovett.
– Niektórzy chyba udzielają tu nie tylko usług gastronomicznych, ale chyba i matrymonialnych… ale czy wyglądam na takiego głupca? Zresztą mniejsza o to, o ta kobietę, powiedz co u Ciebie się dziś działo? – Nellie spojrzała ze złością za kobieta, lecz cieszyło ją to, że Sweeney nie był taki podatni na każdy rzeczowo uznając: biust, czy tyłek. Na jego pytanie zaraz odpowiedziała, gdy nabrała nieco powietrza w płuca i położyła sobie serwetkę na kolanach.
– Och u mnie..? Niezbyt wiele Kochany. Pracowałam, obsługiwałam gości, klientów nic nadzwyczajnego. Utarg też średni. Ale za to wieczór mam bardzo miły, to jak nagroda za tą całości dnia. – Mężczyzna posłał kobiecie uśmiech, tym samym też wybrali co sobie zamówili zaraz u tej samej kelnerki i dalej rozmowa im się coraz bardziej rozkręcała, także przy jedzeniu które dostali.
Lecz na deser mieli iść do Pani Lovett, tak dziś w razie czego Sweeney miał ze sobą leki i kilka innych rzeczy pochowanych po kieszeniach, by nie musiał wracać do domu, gdyby dziś propozycja zostania u Nellie była jeszcze aktualna. Po kolacji, oczywiście Sweeney zapłacił rachunek i powoli wyszli w swoich wierzchnich ubraniach, kierując się do sklepu Pani Lovett, gdzie zaraz wpuścił Sweeney’a przodem i rozgościli się w jej salonie.
– To teraz czas na deser. Tak? Chyba, że jesteś najedzony. – Sweeney przysiadł powoli na kanapie, w salonie Nellie, kobieta mu nieco przy tym pomogła, bo było nieco niżej niż na krześle, a wiedziała, że Todd nie czuł się za dobrze.
– Hm, może troszeczkę później. Chodź tutaj teraz i posiedź ze mną, kuchnia nie ucieknie, poza tym dopiero co zjedliśmy. Mam dla Ciebie propozycję. Wiem, że nie ma, do zaoferowania takiego miejsca jak Twój sklep. Lecz jutro wieczorem, chciałbym żebyś przyszła do mnie, do mojego mieszkania. Zapraszam Cię, po tym jak zamkniesz sklep. Ugotuję kolacje, zrobię coś dobrego. Po prostu głupio mi z tym trochę, że ja przychodzę do Ciebie już tyle razy.. a Ty u mnie byłaś raptem może z dwa razy i to na moment.. – Nellie zaraz usiadła obok Sweeney’a kiedy ten przesunął jedną poduszkę, by było im wygodniej i spoglądał na płeć piękną, gdy uśmiechnęła się do niego ciepło.
– Naprawdę? To jest mi bardzo miło. Och kolacja nie jest najważniejsza, będzie mi miło spędzić z Tobą kolejny wieczór. Może pomogę Ci z Twoimi ranami.. Sweeney..? Dziś bardzo by było miło, w tej sprawie, gdybyś mógł, oczywiście jeśli masz ochotę, zanocować u mnie… Ale nie wiem czy masz przy sobie swoje leki.. jeśli tam pomogę Ci z bandażami, bo wiem, ze musisz je nosić.. Prawda..? – Todd uśmiechnął się szerzej do kobiety i przytaknął. A po chwili wstał ze swojego miejsca i przeszedł do swojego płaszcza, z którego na stół wyjął swoje leki, i bandaże, które miał zapakowane w takie papierowe torebeczki.
– Tak, obiecałem wczoraj, że kolejnym razem zostanę, prawda? No i skoro dziś jest kolejny raz, to zabrałem wszystko co potrzebuję. I tak bandaże muszę mieć, trochę zabezpieczają mnie przed ruchami.. – Zaraz z powrotem po odłożeniu płaszcza, Sweeney wrócił na kanapę. Nellie kiedy Sweeney usiadł wygodniej na kanapie, bardziej jakby się na niej pokładając przysunęła się do niego i spojrzała w jego oczy, a on jej.
– Hm, wiec dziś nie będę sama. Cieszę się, że masz wszystko. Zmęczony jesteś? Może pomogę Ci po tym jak się umyjesz zająć… ranami? Sweenyyy…
- Możemy sobie potem jeszcze posiedzieć, ale miło jest się odświeżyć, prawda..? Poza tym jeśli masz ochotę, mogę Ci zaoferować, taką emulsje do kąpieli, och nie miej takiej miny, kupiłam z myślą o Tobie i wcale nie ma kobiecego zapachu, bo kupiłam dla mężczyzn… Tego jeszcze u mnie nie widziałeś. Naszykuję Ci ręcznik, dobrze..? – Sweeney zmarszczył czoło na słowa kobiety i odezwał się, gdy wstała, przy czym lekko złapał ją za dłoń.
– Tak. Tak. Zmęczony?

Part 182.

Po tym jak przedstawienie trwało dalej, Sweeney jak i Nellie byli przejęci spoglądaniem od aktu, do aktu. Lecz chyba oboje myśleli o czymś innym niż to co działo się na scenie. Sweeney spoglądał na aktorów na scenie, Nellie tak samo, choć czasem ukradkiem spoglądali na siebie. Mężczyzna spojrzał jak Nellie powiodła wzrokiem za jednym aktorem na scenie, który można byłoby powiedzieć, że nie należał do tych brzydkich. Lecz Nellie długo na niego nie patrzyła, za to gdy Sweeney spoglądał na jedną aktorkę, gdy choćby się tak dwuznacznie pochyliła, lecz Sweeney wtedy spoglądał na pozostałych aktorów i słuchał tego co mówili. Na co Nellie uśmiechnęła się, że Todd’a oczy nie biegały wszędzie tam gdzie ciała kobiece. Akty kolejne trwały i trwały, była jeszcze jedna przerwa, a potem już zakończenie teatralne aktów i przedstawienie dobiegło końca. Oczywiście przed kurtynę wyszli wszyscy aktorzy i wszyscy przybyli łącznie z Nellie i Sweeney’em byli im brawo. Skąd powoli każdy się zbierał, ale Sweeney i Nellie jeszcze chwilę siedzieli, by poczekać i nie iść za wszystkimi w tłumie.
– Poczekamy chwilkę? Niech przejdą te tłumy, nie lubię pchać się do wyjścia ze wszystkimi. A teraz zapraszam Cię na kolację, jest tutaj niedaleko taka przyjemna. – Nellie spojrzała na Sweeney’a i uśmiechnęła się do niego powoli, kiedy oboje wstali i szykowali się by zabrać się do szatni po ubrania, bo na pewno już powoli te pierwsze tłumy zdążyły wyjść, więc teraz na pewno już w szatni było mniej ludzi.
– Tak. Och to bardzo miłe z Twojej strony oczywiście, przyjmuje Twoje zaproszenie. Idziemy do szatni hm? – Sweeney przytaknął i powoli ruszyli z Sali teatralnej do szatni, gdzie odebrali na numerki swoje ubrania i Sweeney pomagał kobiecie założyć jej płaszcz, a sam zaraz powoli zakładał swój i udali się do wyjścia.
– Miły wieczór. A jak minęła Ci poranna część dnia, Sweeney? – Kobieta trzymała Sweeney’a pod ręką i zaraz mężczyzna uśmiechnął się do niej, nieco marszcząc czoło i odparł.
– Właściwie to przesiedziałem ten czas w mieszkaniu, nie czułem się najlepiej. Zatem ugotowałem obiad, leżałem i mój czas mijał dość monotonnie, ale nie chciałem Ci tu przeszkadzać w sklepie, w godzinach szczytu i po, kiedy każdy chce się posilić. – Nellie przytaknęła na mężczyzny słowa, rozumiała go, że nie chciał jej przeszkadzać, mimo to nawet gdyby przyszedł wcześniej nie obraziłaby się jakby nawet posiedział u niej dłużej w jej salonie, bo wiedziałaby, że jest tam blisko.
Niebawem udali się do restauracji, o której mówił Sweeney i otworzył drzwi, przepuszczając kobietę do środka. W środku ulokowali się przy ścianie, gdzie był wolny stolik przy oknie. Zawiesił Sweeney ich ubrania na wieszaku niedaleko i już po chwili oboje siedzieli na miękkim wyściełanych krzesłach naprzeciwko siebie. Ludzi nie było tutaj może tak wiele, ale to tym lepiej, bo chyba oboje nie przepadali za tłokiem. Na razie czekali na obsługę, bo nie mieli kart menu, zatem skupili się na rozmowie.
– A jak podobał Ci się spektakl? Jesteś zadowolona z tego, wyszłaś ucieszona hm..? – Nellie uśmiechnęła się do Sweeney’a, gdy sam posłał jej uśmiech.
– Tak, był wspaniały. Och dawno nie byłam w teatrze, tego było mi trzeba, naprawdę dziękuję Ci za ten wieczór, za to przedstawienie, jakie widzieliśmy, było wspaniale. – Kobieta pogładziła dłoń Todd’a, gdy swoje trzymał nieco na stole i puściła do niego oczko. – Cieszę się bardzo. Naprawdę nie wiedziałem co lubisz. Ale skoro trafiłem to jestem z tego zadowolony. – Po chwili znalazła się przy nich kelnerka, której chyba na ten wieczór Sweeney wpadł w oko, zaś on niezbyt zwracał uwagę na to, kto im przyniósł karty. Kelnerka odezwała się zaraz.
– Czy będą sobie państwo życzyć, coś do picia, teraz..? – Sweeney popatrzył na Nellie, choć wyczuł to jak prychnęła na kelnerkę i odezwała się.
– Sweeney, mój miły, czego się napijemy..? – Chciała wzbudzić zazdrość u kobiety, tym bardziej, że Todd tak po prostu pogładził Nellie po dłoni, co jeszcze bardziej spotęgowało to, że kelnerka, poczuła się rozżalona, że ten mężczyzna spojrzał na kogoś takiego jak Pani Lovett.
– Hm.. wino..? Choć wczoraj byłem już zbyt wesoły hehe.. – Zaśmiał się. – Och pamiętam, pamiętam. – Nellie uśmiechnęła się czule i Sweeney spojrzał na ostatnie strony w menu i rzekł znad karty do Nellie.
– Skoro… wczoraj było, czerwone wino, to dziś może by tak białe? Jak myślisz? Choć zależy do czego by nam to pasowało. – Nellie poprawiła swoje włosy i swój gorset zarazem, kiedy Sweeney puścił do niej oczko, jak kelnerka, niby przypadkiem niby, nie pochyliła się nad stolikiem by zapalić świece, że aż dekolt jej, wbił się w oczy Sweeney’a na co ten wychylił się bardziej do Nellie i zrobił wielkie oczy chichocząc na to.
– Proszę Pani na razie poprosimy może dwie herbaty, czarne, tak..?

czwartek, 22 stycznia 2015

Part 181.

- Może nie jest jeszcze najlepiej, może jeszcze długo nie poczuję się wyśmienicie, ale myślę, że leki działają.. Z czasem będzie lepiej, hm, ważne że mogę jakoś funkcjonować, w łóżku chyba bym się całkowicie zanudził. - Westchnął cicho i przesunął dłonią w okolicach klatki piersiowej, po czym znów odezwał się przypominając sobie o czymś.
- Ach, właśnie! - Wyjął zza pleców bukiecik róż, który wręczył Nellie i nieco pochylił się by musnąć jej policzek.
- To dla Ciebie. - Pani Lovett rozchyliła delikatnie wargi z zaskoczenia, po czym wesoło się uśmiechnęła.
- Och, Sweeney.. są piękne.. dziękuję.. - Powąchała kwiaty, były naprawdę wyjątkowe. Nie dorównywały tym, które dostawała od Williama. Może też dlatego. że on nigdy nie miał dla niej takiego znaczenia jak Sweeney. Lecz Pan Todd jeszcze nie ukazał jej całej niespodzianki, którą przygotowywał przez dzisiejszy dzień. Z kieszeni wyjął dwa bilety do teatru i pokazał je kobiecie.
- Zechcesz mi dziś towarzyszyć Nellie..? Nie wiedziałem do końca w jakich sztukach gustujesz, mam nadzieję, że ta nie będzie najgorsza.. - Przyjrzał się napisowi na którym widniał tytuł z niepewnością, lecz zaraz już całkowicie był o tym zapewniony.
- Szekspir! Och cudownie.. Sweeney.. nie wiem jak na to wpadłeś, ale to strzał w dziesiątkę.. Do tego jedno z moich ulubionych dzieł.. - Powiedziała to z takim entuzjazmem, że aż kilka osób w sklepie obejrzało się na nią, na co odpowiedziała im spojrzeniami mówiącymi "No co, nie mogę się ucieszyć?". Sweeney uśmiechnął się na jej reakcję. Może było w tym nieco z dziecka, ale robiła to w słodki sposób.
- Cieszę się, że się cieszysz.. heh.. Tylko musimy się troszkę pospieszyć aby tam zdążyć.. - Schował znów do kieszeni bilety, a Nellie energicznie pokiwała głową i zaraz wywiesiła karteczkę z "więcej zamówień nie przyjmujemy", czyli typowym zabezpieczeniem gdy wypadała jakaś sprawa. No i tak w czasie gdy Pani Lovett zajmowała się ostatnimi klientami, Sweeney czekał w salonie i próbował czekoladowych ptysi, które popijał ulubioną herbatą. Jak zwykle były pyszne.
Wreszcie gdy wszyscy opuścili sklep, Nellie mogła zmienić swój strój i trochę doprowadzić się do porządku po dniu pracy. W końcu teatr nie był miejscem do którego przychodziło się w stroju powszednim i należało to uszanować. Ona zaś podchodziła do tego naprawdę jak należało. Sweeney również nie grzeszył swoim ubiorem.
Niebawem znaleźli się w Theatre Royal przy Drury Lane i zajęli swoje miejsca w rzędzie niedalekim od sceny. "Sen nocy letniej" rozpoczął się. Z początku sztuka nie była zbyt porywająca, lecz potem wydawało się, że aktorzy nawiązali więź z publicznością i opuścił ich trema. Po emocjach towarzyszących pierwszemu aktowi nastąpił piętnastominutowy antrakt. - Sweeney.. byłeś już kiedyś na tym spektaklu, hm..? Ja osobiście go uwielbiam.. mogłabym stale oglądać to, co stworzył Szekspir.. - Oparła nieco głowę o ramię mężczyzny gdy tak sobie siedzieli.
- Wiele lat nie byłem w teatrze, nie powiem, że jestem stałym bywalcem tego miejsca.. Ale czasem po prostu czuję się taką potrzebę obcowania z kultura, prawda..? Byłem na kilku sztukach..- Nie chciał wspominać o Lucy więc po prostu pominął jej temat..-- niektóre sztuki wydają się być naprawdę przygnębiające, ale piękne.. jak Romeo i Julia.. Chyba podstawą jest towarzystwo podczas nich.. heh.. bo niektórzy biorą pewne rzeczy nazbyt emocjonalnie.. A co do naszej sztuki , akurat jeszcze jej nie widziałem więc liczę, że mnie zainteresuje.. Tylko niczego mi nie zdradzaj hehe.. - Opuszkami palców pogładził dłoń i dalszy kawałek ręki Nellie, który nie był przykryty materiałem sukni. Do tego doskonale czuł piękny zapach włosów kobiety, który wdychał w płuca. Pani Lovett przymknęła oczy i zamruczała cichutko.
- Nadal zaskakuje mnie, że tak perfekcyjnie wybrałeś akurat "Sen Nocy Letniej", skąd wiedziałeś, że mogę oglądać go w kółko i w kółko, hm..? - Odchyliła głowę do tyłu opierając się bardziej o fotel i spojrzała na Sweeney'ego uśmiechniętymi, zmrużonymi lekko oczami. Mężczyzna zrobił cwaniacką minę i zbliżył usta do jej ucha.
- Tajemnica. - Nellie w żartach prychnęła, a zaraz rozległ się gong kończący przerwę.

Part 180.

Zaraz w kuchni zjawił się Sweeney i zaczął się żegnać z kobietą.
- Więc jutro wpadnę do Ciebie, jakoś na pewno się spotkamy, jak powiedziałem.. Być może po zamknięciu sklepu znajdziemy jakieś miłe zajęcie dla siebie, albo nawet wcześniej.. zobaczymy.. W każdym razie wiesz.. - Założył na siebie płaszcz i upewnił się, że klucze od mieszkania nie wyleciały z kieszeni.
- Tak, ufam Ci. Jakoś zorganizujemy sobie czas tak samo przyjemnie jak dziś. Co dwie głowy to nie jedna. - Wcisnęła niesforny kosmyk włosów za ucho, próbując skupić uciekający wzrok tylko na Panu Todd'zie. Och jak nie znosiła momentów pożegnań, zwłaszcza kiedy chciała zrobić coś więcej niż wypadało. Jednak tylko zbliżyła się do Sweeney'ego i przytuliła się do niego, na co mężczyzna również objął ją swoimi ramionami. Czuł przy tym ból, lecz mało zwracał na to uwagę. Nellie i tak starała się wykonać ten gest najdelikatniej, w końcu wyobrażała sobie jakie katusze musiał przeżywać Sweeney po pobiciu.
Oboje cieszyli się na to, bo był to pewnego rodzaju gest pojednania po tym wszystkim co zaszło, że oboje znów odczuli taką wewnętrzną ulgę. Pomijając już nawet, że nie wszystkie sprawy pozostały do końca sobie wyjaśnione.
Pan Todd i Pani Lovett stali tak przez kilka chwil.. a może tylko tak im się wydawało..? Żadnej ze stron nie zbierało się tak naprawdę na rozdzielenie. Jednak w końcu Sweeney szepnął kobiecie na ucho.
- Dziękuję. - Nellie stanęła nieco na palcach aby dosięgnąć twarzy Pana Todd'a z zamiarem muśnięcia jego policzka, lecz ostatecznie całkiem przypadkowo wycelowała w kącik ust, co oczywiście nie przeszkadzało jej, lecz była tylko ciekawa reakcji Sweeney'a. Wino przynajmniej jej dodawało nieco odwagi. Wydawało jej się, że przez chwilę nawet zerknął na jej usta, lecz nie odważył się zrobić czegokolwiek poza tym. Mimo wszystko i tak była zadowolona z tego co zrobiła, mimo, że było to czymś dość spontanicznym.. Przy okazji zamrugała rzęsami w dość charakterystyczny sposób i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Ja również dziękuję. - Rzekła. Sweeney'emu całkowicie odechciało się wracać do domu, był zdumiony Nellie. Nie dość, że znów mógł ją do siebie przytulić, to jeszcze musnęła jego twarz w ten sposób.. i wyglądała tak uroczo..
Jednak słowo się rzekło i w efekcie po tym dość długim pożegnaniu zabrał ze sobą pakunek, który przygotowała dla niego kobieta. Nawet gdy opuścił Fleet Street 186 i odwrócił się raz w kierunku sklepu, Nellie wciąż stała w oknie i posłała mu buziaka w powietrzu. Mimo, że widoczność nie była doskonała przez padający śnieg, był doskonale pewien, że to nie był tylko wytwór jego wyobraźni. Podniesiony na duchu, z uczuciem ciepła w sercu przespał tę noc, a raczej pozostałą jej część bez problemu, co już długo się nie zdarzyło.
Pani Lovett zamknęła sklepowe drzwi jak najlepiej się tylko dało. Zmyła resztę naczyń aby nie robić sobie zaległości, przy czym prawie potłukłaby kieliszek od wina w zamyśleniu, lecz w porę się ocknęła. Wreszcie tak samo jak Sweeney nie dręczyły jej smutne myśli, wyliczanie swoich niepowodzeń.. Pomyślała, że być może los wreszcie się odmieni, może nie w jakimś ekspresowym tempie, ale jednak.. Ze swej głowy nie mogła nawet na chwilę wymazać cudownego uśmiechu Pana Todd'a i tych ciemnych magnetycznych oczu. Już nie mogła doczekać się ich kolejnego spotkania. Wciąż myślała tylko o nim. Nie opuszczał jej nawet w snach.Następnego dnia w sklepie Nellie nie było tak wielkiej masy klientów, raz było ich więcej, raz mniej.. ale bez przesady ni w jedną ni w drugą stronę. Mimo wszystko jakieś pieniądze wpadły do sklepowej kasy, a Pani Lovett nie była tak zmęczona jak codziennie. Miała też czas na wypróbowanie ptysi z innym nadzieniem i w efekcie wydawało jej się, że wyszły całkiem przyzwoicie. Część sprzedała, a część zostawiła dla Sweeney'ego, miała nadzieję, że zasmakują mu tak samo jak te wczorajsze, a nawet bardziej. Co do Pana Todd'a, Nellie zerkała na zegarek wiszący naprzeciw stanowiska jej pracy i zastanawiała się kiedy mężczyzna się pojawi. Nie stawiała na godziny szczytu jak południe, bo wtedy zwykle miała sporo pracy, a on raczej wolał być z nią sam na sam. Jak dziecko nie mogła doczekać się kiedy Sweeney wreszcie przekroczy próg, a stało się tak po godzinie 17. - Dzień dobry, Nellie. Jak się masz? Och, ubrudziłaś się mąką na nosku..- Nellie zaśmiała się przewracając oczami, a Sweeney zaraz starł tą mąkę i puścił do niej oko. - Wciąż bym tak chodziła hehe.. Oj, mam się dziś dobrze. A Ty? Jak zdrowie? - Uniosła brew, wycierając dłonie ścierką.

Part 179.

Nellie po tym jak Sweeney usiadł zrobiła to samo, uniosła brew to góry, a za chwilę zachichotała. - Duchy..? Oj to nie wiem czy powinnam Cię wypuszczać.. będę się martwić.. hehe.. - Poprawiła suknię i zaraz dotknęła dłonią kolana Sweeney'ego.
- A tak na poważnie.. Nie spodziewałam się, że mamy już północ.. straciłam poczucie czasu. Cieszę się, że tak miło spędziliśmy ten wieczór, było mi dobrze. - Przesunęła dłonią w obrębie kolana mężczyzny, z pewną dozą nieśmiałości, po czym spojrzała w jego oczy od których czasem nie mogła wcale oderwać wzroku. Pragnęła by Sweeney zrozumiał to tak bardziej poważnie, że nie było to zdanie, które człowiek mówi od niechcenia po każdym spotkaniu tylko po to by drugiej osobie zrobiło się miło. Nie, to była ważna informacja zwrotna. Sweeney zerknął na dłoń kobiety przy czym aż westchnął w duchu z zadowolenia i zaraz splótł jej palce ze swoimi, nie mogąc się od tego powstrzymać.
- Mi również było dobrze, z Tobą, tutaj.. Już dawno nie spędzaliśmy w ten sposób czasu.. Naprawdę brakowało mi tego ostatnio.. i cieszę się, że.. - Blokada. - że wykorzystaliśmy te kilka godzin w tak przyjemny sposób i nie musiałam siedzieć sam w swoim mieszkaniu.. - Uśmiechnął się jednym z tych swoich uśmiechów, które Nellie wręcz ubóstwiała i ścisnął nieco mocniej jej rękę jakby chcąc się upewnić, że ta więź nie zostanie przerwana.
Pani Lovett zauważyła, że troszkę plątał się w tym co mówił, choć na pewno nie była to wina wypitego alkoholu, lecz czegoś innego.. - ponieważ w tych wszystkich zdaniach mówił właściwie o jednej rzeczy, a odnosiło się wrażenie jakby chciał jeszcze dodać coś innego. Wciąż jednak coś go blokowało, chyba nie był najlepszy w mówieniu o uczuciach, lecz jak na razie nie było to czymś co poważnie zaważałoby na ich relacji, jednakże.. z czasem.. wolałaby żeby zmienił to w sobie. Nellie oparła chwilowo głowę na ramieniu Sweeney'ego.
- Może.. jeśli chcesz.. zostań tutaj.. nie wyganiam Cię, Twoje miejsce jest Twoim miejscem.. - Oczywiście miała na myśli kanapę, zresztą jak wspomniał wcześniej, co jeszcze pamiętała mimo wina, było mu na niej wygodnie. Nellie poprawiła coś przy koszuli Pana Todd'a, a on westchnął.
- Ech.. gdybym tylko miał tutaj ze sobą leki.. Tak, tak, wiem, że masz ich sporo na różne schorzenia.. ale te moje aktualne są bardziej specjalistyczne, bez nich czuję się strasznie obolały, a powinienem je wziąć jakiś czas temu.. Więc przykro mi, Nellie dziś nie dam rady tutaj zostać.. mimo największych chęci.. jeszcze muszę dotrzeć do domu.. ale obiecuję.. obiecuję Ci, że następnym razem zostanę.. dobrze..? - Nellie skinęła głową. Z jej twarzy można było odczytać zarówno zrozumienie, jak i smutek, że właściwie niebawem się rozstaną. Tego drugiego nawet nie starała się już ukrywać, ponieważ nie było w tym zwyczajnie sensu - po co było wciąż ukrywać wszelkie swoje uczucia. Sweeney na to pogładził ją drugą dłonią po twarzy.
- Oj Nellie, Nellie.. spotkamy się jutro, daję Ci słowo.. - Nellie uśmiechnęła się leciutko.
- Obiecujesz? - Sweeney skinął głową z pewnością, a Nellie znów odparła.
- W takim razie, poczekaj tu chwileczkę, zapakuję Ci kilka ptysi do domu, skoro Ci smakują to na pewno się nie zmarnują, a jutro wypróbuję przepis z czekoladowym nadzieniem. Wstała, upewniła się, że Pan Todd na pewno wciąż znajduje się na swoim miejscu, bo nie chciała żeby się nadwyrężał przy swoim stanie i zaraz pakowała w kuchni słodkości. Miała też ochotę dać mu coś bardziej w rodzaju obiadu, a nie deseru, lecz tak się składało, że akurat ostatnio nie gotowała niczego, bo nie miała apetytu.
Z drugiej strony Sweeney zawsze mógł zajrzeć tutaj aby coś zjeść, no i nie był jakąś kaleką jeśli chodzi o gotowanie. Wręcz przeciwnie. Mimo to Nellie miała taki odruch spowodowany wyrzutami sumienia. Zapakowała kilka ptysi w papierową torebeczkę, jedną z tych, które zawsze miała pod ręką dla klientów i zostawiła wszystko na stole.

niedziela, 18 stycznia 2015

Part 178.

Jakoś tak przyszło mi na myśl, że mogłoby być dobre. – Nellie przytaknęła mu na słowa, zaraz Sweeney lekko obrócił się w stronę kobiety. – Wybacz, że tak się położyłem.. nie powinienem, hm? – Nellie spojrzała w oczy Todd’a, kiedy Todd podrapał się po brodzie.
– Och, nic się nie stało. Możemy poleżeć. Po tym wszystkim co nam się przydarzyło, należy nam się troszkę odpoczynku. Dziś w szczególności, miałam trochę tłoczono w sklepie, sam wiesz. Lecz w końcu musiałam otworzyć, trzeba utrzymać to miejsce. Ubezpieczyciel nieco mnie podratuje, choć i tak się z nim skłóciłam. Och. – Mężczyzna popatrzył na płeć piękną i przygarnął do siebie poduszkę, gdy kobieta poprawiała swoją sukienkę. Trzymał poduszkę na brzuchu i nieco ją obejmował, w końcu mogli sobie pobyć tutaj, tak lekko niecodziennie. – Cieszę się. Tak, dokładnie, należy to się nam. Hm, czyli niezbyt ucieszona jesteś z wycenienia strat..? Niestety, ale zawsze chcą wyjść na swoim by dużo nie dać. Ale dobre chociaż mieć połowę z tego, niż nic. Poza tym zwróci się z czasem wszystko w sprzedaży. – Kobieta westchnęła cicho i położyła się na wznak obok mężczyzny i odezwała się po chwili. – Tak wiem o tym. A ptysie z kremem czekoladowym.. tak, kolejnym razem zrobię takie, jeśli masz ochotę. Może jeszcze wina? – Sweeney spojrzał na swój kieliszek jeszcze z winem na choćby dwa łyki.
– Dobrze, będę tego oczekiwał z niecierpliwością. Wina? Nie, inaczej nie dojdę do domu. Dziękuję bardzo za wino i wszystko. W sumie powinienem się już powoli zbierać.. a nawet nie wiem która jest godzina.. – Lecz zaraz spojrzał na zegarek na nadgarstku i dostrzegł godzinę, myślał że pierwszą w nocy, lecz było po północy, więc zbyt wiele się nie różniło.
– No tak, czyli duchy już wyszły na powierzchnie. – Zaśmiał się pod nosem i spojrzał na Nellie po czym bardziej usiadł na kanapie, by powoli już zebrać się do siebie, do swojej kawalerki.


Part 177.


– Połaskotałabym Cię, ale teraz nie mogę, lecz jak wyzdrowiejesz, to pamiętaj, że to zrobię. Rozumiem. Po prostu się martwię. A w szpitalu co Ci powiedzieli..? – Sweeney zmarszczył czoło i sięgnął z boku stolika po taką szklanką kulę świąteczną i poruszał nią, by w środku na bałwanka spadł śnieg. Na co Nellie zabrała mu zabawkę i odparła zaraz.
– Sweeney… mówię do Ciebie. – Todd spojrzał na nią i pogładził jej policzek delikatnie, po czym lekko pochylił się nad nią, bo bardziej nie mógł i odparł.
– Dlaczego zabierasz mi zabawki? Co mi powiedzieli… Hm.. że jestem nieodpowiedzialny, że wychodzę ze szpitala.. Bo wypisałem się na własne żądanie. Ale chodzi Ci o medyczną sprawę? Hm, że zbyt długo zwlekałem z przyjściem do szpitala.. Hm.. no jakbym mógł przyjść wcześniej to bym przyszedł. Jak byłem w areszcie, Turpin mruczał o tym by ktoś mógł mnie zbadać, a w rezultacie po wyjściu, sam musiałem się o to postarać. – Helena spoglądała na mężczyznę i pogładziła dłonią lekko jego policzek, na co uśmiechnął się do niej kącikiem ust.
– Sweeney… dobrze, rozumiem.. ale nie do końca o to pytam.. – Todd spojrzał na nią unosząc jedną brew i odparł.
– To, że jestem połamany, tak? No niestety jestem. Minie kilka tygodni, około sześciu, nim wszystko zrośnie się. Może więcej, a teraz oddaj mi tą kulę śnieżną. – Wyciągnął dłoń po zabawkę, lecz Nellie wcale nie chciała mu jej oddać, droczyli się przez to, wygłupiali, sięgał po kulę, lecz kobieta zawsze była szybsza, teraz miała nad nim przewagę, kiedy miał ograniczone ruchy, aż uciekła mu z kanapy. Co Sweeney wykorzystał patrząc na kobietę, gdy usiadła w fotelu nieco naprzeciwko niego i uśmiechnęła się uroczo.
– No i co, będziemy się teraz ganiać, tak..? – Nellie pokręciła przecząco głową i odezwała się.
– Tobie mój drogi z tymi żebrami nie wolno biegać. – Sweeney uśmiechnął się i dodał. – To nie zostaje Ci nic innego jak mi oddać kulę. Przecież nie zabiorę jej domu, chociaż… Podoba mi się hehe.. – Rzucił w kobietę poduszką, co raz mu oddała i tak kilka razy, aż położył poduszkę obok siebie. Napili się też wina, oboje mieli na to ochotę i przynajmniej byli po trzeciej lampce czerwonego wina, więc nieco ich zmysły się rozluźniły. Poza tym o to chyba im obojgu chodziło, a kobieta nie chciała by dziś pomiędzy nimi było aż tak bardzo drętwo, bo nie byłaby z tego wieczoru zachwycona. Lecz oczywiście to wino, ich nie upiło, jedynie byli bardziej otwarci wobec siebie.
A zaraz zaczął zdejmować buty, chciał nieco się tutaj położyć, po postu rozluźnić atmosferę, oczywiście dalej zastanawiał się jak wyznać kobiecie swoje uczucia, lecz dalej miał przed sobą taką bramę, która zacinała się nim dochodził do sedna. Kiedy zdjął buty Nellie złapała za inną poduszkę i w niego rzuciła, że ja złapał, bo inaczej wylałaby się jedna filiżanka z letnią już herbatą.
– I co robisz, no co robisz.. hehe.. – Nellie zaśmiała się i puściła do niego całusa, na co Sweeney zerknął i cicho zamruczał, a zaraz położył się na kanapie. Kobieta spojrzała na Sweeney’a kiedy się położył i zaraz na nia spojrzał, że wstała ze swojego miejsca i podeszła do niego, podpierając w żartach ręce o swoje biodra i rzekła.
– A co to za spanie tutaj, hm.. w moim salonie.. na mojej „nowej” kanapie…?! – Sweeney patrzył na nią mało przejęty tym co powiedziała i z kieszeni jej sukni wyciągnął kulę, którą ukryła i pomachał nią przed nią.
– Wcale nie jest taka nowa. Poza tym, jest tu wygodnie, wygodniej niż na moim łóżku. – Nellie przysiadła obok.
– Tak? A to ciekawe, to pozwolisz, że położę się obok i to sprawdzę sama, hm..? – Kobieta zaraz powoli pozbyła się swoich butów i położyła się obok, a że kanapa była spora, to nie potrzeba było ją rozkładać na takie leżenie. Nellie tego nie zauważyła, gdzie padały spojrzenia Sweeney’a i zaraz leżała obok niego i oboje spojrzeli w sufit, a zaraz na siebie. Sweeney sięgnął po jedną poduszkę z fotela i podłożył ją pod głowę kobiety, a druga miał pod swoją głową.
– Hm.. i wygodnie Ci..? – Nellie poruszyła głową jakby chciała stwierdzić, że średnio jej jest tu wygodnie, lecz zaraz obróciła się nieco na bok do mężczyzny i położyła dłoń na jego brzuchu jakby chciała się o niego nieco oprzeć i przesuwała lekko kciukiem po jego ubraniu, choć bardziej chciała wyczuć jego ciało.
– Teraz mi lepiej. To jak oceniasz moje ptysie..? – Sweeney popatrzył na kobietę zaraz i tak nieco przesunął wzrokiem na jej dekolt, lecz zaraz powrócił spojrzeniem na jej twarz, na co kobieta niemal bezgłośnie się zaśmiała.
– Ptysie? Tak, bardzo dobre, jak masz ich jeszcze trochę to dwa zabrałbym do domu. A zrobiłabyś dla mnie z kremem czekoladowym?

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.