SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 7 stycznia 2015

Part 149.

Musiała wytrzymać kolejne sześć dni choć już najchętniej wsiadłaby w pociąg do Londynu, lecz słowo się rzekło. Należało przetrwać zachowania ciotki. Niestety nie było innego wyjścia. Po kąpieli wysuszyła się, zawinęła włosy w ręcznik i odnalazła ciocię w swoim pokoju, czytającą książkę. Jak gdyby nigdy nic. Nellie przysiadła na łóżku i spojrzała na nią wyczekująco choć kobieta jedynie uniosła wzrok na kilka sekund i powróciła do lektury. Pani Lovett czekała wciąż na przeprosiny Betty, ale te chyba nigdy nie miały nastąpić więc sama odezwała się.
- Wiesz co ciociu? Nie spodziewałam się tego po Tobie.. to nie było miłe i nie życzę sobie żeby znów się powtórzyło, rozumiemy się..?
Spoglądała na kobietę nie odrywając od niej oczu, aż zniecierpliwiona chwyciła jej książkę i odłożyła na regał. Mogła ją rzucić na bok żeby wyglądało to dobitniej, jednak akurat do książek miała szacunek i nie chciała ich niszczyć. Betty wstała aby znów sięgnąć po lekturę, ale Nellie zablokowała jej to miejsce sobą.
- Porozmawiajmy.
Przeszły do salonu i tam usiadły sobie na kanapie, przynajmniej nie było tam tak ciasno. Wreszcie ciotka odezwała się.
- Eleanor przepr....
Zaczęła się krztusić na co Pani Lovett poklepała ją po plecach. Przeszło to w kaszel, w którym niestety pojawiła się krew, co było jednak dość niecodziennym widokiem dla Nellie, ale od Sophie wiedziała, że to już się zdarzało więc nie zaczęła panikować. Przyniosła jej trochę papieru, pomagała przytrzymywać go przy ustach i wymieniać na nowy. Gdy wszystko ustało otarła zimny pot z czoła i odetchnęła, lecz wiedziała, że to pewnie nie jest jeszcze koniec.
- Nie wierzę, że Sophie jeszcze nic z tym nie zrobiła.. Ciociu to nie przelewki i nie zwykłe przeziębienie... Ubieraj się, pojedziemy do szpitala...
Betty widząc upór na twarzy siostrzenicy nawet nie próbowała protestować jak pewnie zrobiłaby w przypadku swojej córki, która jednak ugięła by się przed tym wszystkim i odpuściła. Obie ubrały się ciepło. Nellie nie wyschły jeszcze do końca włosy, ale czuła, że nie ma czasu na tracenie każdej sekundy, która może być cenna dla Betty. Opuściły dom z plikiem papierów z wcześniejszego leczenia w jakie została wczorajszego dnia wtajemniczona Nellie i złapały pierwszy dyliżans jaki tylko ukazał się ich oczom.
- Do szpitala.
Rzekła do woźnicy, po czym wsiadły do środka pojazdu. Tam ciotka Betty dalej zmagała się z potwornie męczącym kaszlem, a na chusteczkach pojawiała się czerwona ciecz. Czasami łapała powietrze tak jakby miałoby jej go całkowicie zabraknąć, co tylko niepokoiło Panią Lovett. Czas wydawał się dłużyć w nieskończoność, bała się, że zaraz straci tam swoją ciotkę i będzie po wszystkim, lecz wreszcie ukazał się im szpital. Nellie prędko rzuciła monetę woźnicy i pospieszyła z Betty do środka. Znalazły się na izbie przyjęć. Było w tym miejscu tyle osób, że chyba obie straciły nadzieję na szybki ratunek, ale akurat przechodziła jakaś pielęgniarka i dojrzała to, co dzieje się z Betty, a poza tym zdawała się ją rozpoznawać.
- Musicie chwilę zaczekać... jednak ten przypadek jest nagły i zaraz poślę po lekarza...
Ludzie obejrzeli się na to trochę ze złością, jakby zostali oszukani, ale nikt nie zareagował odpowiedzią. Nellie usadziła ciotkę na krzesełku, które zwolnił nieznajomy mężczyzna i kazała jej się pochylić do przodu. Nie wiedziała czy cokolwiek robi dobrze, jednak tak podpowiadała jej intuicja, żeby to wszystko wyleciało, a nie zostało w środku. Zjawił się lekarz, który wydał polecenia by przywieźć tam łóżko i przetransportować na nim kobietę do sali. Kiedy tak się stało upoważnione osoby prowadziły łóżko, a doktor wypytywał Nellie o pewne rzeczy.
- Jest Pani rodziną?
Przytaknęła.
- Dobrze, więc proszę powiedzieć mi co doprowadziło ją do takiego stanu..? Gdzie byli bliscy przez cały czas..? Nie jestem największym specjalistą do którego zmierzamy, lecz na moje skromne oko kaszel, krew, taki wygląd mogą wskazywać tylko na jedno i to na wyrok. Jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą jest to suchota i niestety.. w tak zaawansowanym stadium kobiecie nie zostało już dużo czasu.. Przykro mi.
Nellie spojrzała na mężczyznę z wyrzutem jakby to właśnie ją oskarżał o całą chorobę ciotki, lecz nie mogła znów powiedzieć czegoś co mogłoby mieć zły efekt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.