SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 11 stycznia 2015

Part 157.

Kupił też ostatnią dzisiejszą gazetę, gdzie na pierwszej stronie był nagłówek: „Liczba włamań ciągle rośnie! Czy mnie też okradną?!” przeczytał nieco artykuł o włamaniach, lecz wszystko było to na terenie dalszego terenu niż Fleet Street, dlatego Todd też się tym tak nie przejął. Zresztą jego kawalerka? A co tam miał cennego? Właściwie najcenniejsze dla niego były tylko brzytwy, bo nie były wykonane z byle metalu. Powoli z Fleet Street udał się do szpitala, gdzie doktor stwierdził u Todd’a dwa nadpęknięcia żeber i jedno złamanie i tak dziwił się, że Todd miał tak wysoki próg bólu, albo po prostu już przyzwyczaił się przez te kilka dni do tego. 
Przetrzymał do tego Todd’a w szpitalu, że Sweeney nie wrócił tej nocy do swojego gniazdka, a został na obserwacji. Jedynie potrzebował kilku rzeczy ze swojej kawalerki, lecz w szpitalu spotkał swojego starego przyjaciela ze szkoły, który był tu pielęgniarzem, widywali się co jakiś czas, zatem jemu przekazał klucze i poprosił by przyniósł mu choćby ubranie do spania, czy bieliznę, no i tak też się stało. Sweeney na jednej Sali został położony jeszcze z dwoma mężczyznami, którzy leżeli tu ze złamaniami. Sweeney został tu na noc, oczywiście kolejnego dnia chciał już wyjść ze szpitala, lecz lekarz mu na to nie pozwolił. 
Brał silne leki, został w szpitalu opatrzony i obandażowany na klatce piersiowej. A większość dnia poprzez leki przesypiał, poza tym był tak zmęczony, że nie wiedział kiedy przychodziło mu to z taką łatwością. Odliczał też dni do powrotu Pani Lovett co miało nastąpić jutro i tez ku temu chciał opuścić szpital.
Ósmy dzień. Todd opuścił szpital, lecz na własne żądanie. Otrzymał antybiotyki, wykaz tego, jak co powinien zażywać, jak często zmieniać opatrunki i z zapasem medycznym wskazówek w głowie udał się powoli jeszcze do sklepu, gdzie kupił nieco żywności, by mieć dziś co zjeść. Stanął nawet przy jednej wystawie, gdzie Pani w sklepie wyjmowała paszteciki, podobne do tych co robiła Pani Lovett, tęsknił za tym, za tym widokiem, za nią kiedy to robiła. Za zapachem, jej, za zapachem jej pieca i jej wypieków. 
Kiedy jednak ktoś go trącił ocknął się i zaraz powoli ruszył dalej, zjadł kawałek bułki i udał się do swojej kawalerki, nie czuł się tak naprawdę dobrze i troszkę ten pobyt, dwóch dni w szpitalu go osłabił choć ogólnie nie okazywał słabości przed nikim, chyba, że był już u siebie w mieszkaniu. W domu zaparzył jeszcze herbatę i miał się dalej zbierać by sprawdzić sklep Pani Lovett. Zastanawiał się kiedy przyjedzie? Może jej pobyt się przedłuży? Nie wiedział, lecz w skrzynce niczego nie dostał, chyba, że na poczcie był dla niego telegram, co miał potwierdzić, gdy będzie wracał z Fleet Street 186. Po zaparzeniu herbaty, zaraz chciał się napić, ale zapomniał że napój jest jeszcze gorący i oparzył się w język.
– Cholera! Myśl.. Sweeney co robisz.. myśl.. Może Nellie już wróciła.. Boże.. a ja nawet tam nie zajrzałem, przez ten głupi wypadek i roboty… Mam nadzieję, że jest tam wszystko dobrze…
Westchnął i po tym jak wypił nieco napoju, zaraz zbierał się znów z kawalerki, by podejrzeć stan sklepu Nellie. Zabrał jej klucze od budynku i założył na siebie płaszcz, po czym ruszył z mieszkania na zewnątrz. Kiedy tak szedł ręce wsunął do kieszeni bo było trochę wietrznie mimo, że nic nie padało i śnieg delikatnie stopniał. 
Kiedy był coraz bliżej sklepu Pani Lovett było tu tak pusto, niż kiedy przechodził do pracy i już ludzie wędrowali, wchodząc i wychodząc. A zaraz ku jego oczom, kiedy podszedł bliżej ukazał się widok wybitej szyby, uchylone były drzwi, az nie mógł uwierzyć w to co widział. Podszedł bliżej i nieco otworzył drzwi szerzej, nie wiedział, czy ktoś jest w środku, bandyci? Złodzieje? A może właścicielka w której za chwilę straci wszystko co do tej pory udało mu się otrzymać. Przy drzwiach od środka sklepu, jak znalazł się po stronie lokalu, sięgnął po miotłę która tam była, w razie obrony i odparcia ataku. 
Przeszedł się po sklepie Pani Lovett naczynia potłuczone, nawet miseczki, które kupił. Podniósł kawałki na blat, zobaczył, że nie ma też i w kasetce Pani Lovett ani grosza, w końcu kasetka, była niemal popsuta i porzucona na ziemi. Zajrzał też na piętro, tam też było wszystko zdemolowane, potłuczone było lustro na ścianie, rozrzucone wszystkie rzeczy, przybory do golenia Todd’a. Zaraz zszedł na parte, zajrzał tez do łazienki Pani Lovett, do jej sypialni, salonu, wszystko było poprzewracane, krzesła, fotele, stół, a nawet jedna komoda, widział, że szkatułki były powywracane, aż serce mocniej mu biło odkąd tu wszedł i czuł jak jego czoło zalane było potem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.