SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 17 stycznia 2015

Part 170.

Rano szedłem do pracy, zajrzałem do niej i zrobiła takie znakomite naleśniki, może nie jestem łasuchem, lecz one były wyjątkowe. Wieczór przed, napadł na mnie McCartney… a tego dnia, miałem pokaleczoną szyję.. lecz wolałem powiedzieć jej tak.. że skaleczyłem się przy goleniu.. Tak.. golibroda, skaleczył się przy goleniu, założę się, że w to nie uwierzyła, ale chyba wolała nie robić z tego jakiegoś wielkiego problemu. Jednak.. Ciągle nie daje mi spokoju sprawa sklepu Pani Lovett, ona, po prostu ona sama w sobie. Nie zapomnę nigdy tego uczucia kiedy wszedłem do jej sklepu i zastałem ten istny harmider, wybitą szybę, potłuczone talerze, nawet te miski które kupiłem. Poczułem jakby coś nagle we mnie pękło, zniknęło, dlaczego ludzie są tacy perfidni by coś komuś zniszczyć, tylko po to by ukraść kosztowności. Na głupi rozum, raczej w talerzach nie ukryłbym biżuterii, więc po co je niszczyć? Dla większej afery? A wracając do Pani Lovett… przykro mi, że musiała na to wszystko patrzeć, zastać tak sklep.. a miałem go dopilnować.. tak.. Todd jesteś genialny.. piszesz się na coś a potem co robisz..? Nic, zupełnie nic.
Westchnął cicho.
– Ale co miałem jej powiedzieć.. prawdę..? Przecież była tak zła, że na pewno by w to nie uwierzyła.. A co miałem powiedzieć… Wiesz, tego dnia kiedy wyjechałaś do cioci z Londynu, niedługo potem kiedy wróciłem do siebie i wyszedłem zrobić nieco zakupów, tak zostałem aresztowany przez Turpina i dwóch strażników. Zarzucili mi zabójstwo, czy morderstwo.. nieważne… w każdym razie, oskarżyli mnie o to, że zamordowałem jakiegoś szewca, którego znałem tylko z widzenia. Mam trzy pary butów, tak szewc źle mi naprawił buty i go zabiłem.. niedorzeczne…Ech. I dalej co? Przesiedziałem w areszcie z pięć dni, Turpin sądził, że ze mnie coś wyciągnie, a co miał wyciągnąć, ja tego nie zrobiłem. Lecz co..? Sądziłem, że skoro zabiłem McCartney’a to uznasz, że może faktycznie odbiło mi i zabiłem z frustracji, czy czegoś innego szewca, z powodu niewiadomego. Do tego te dni, nie przyczyniły się do tego bym poczuł się choć trochę lepiej. Strażnicy nie mają co robić w pracy, zatem oskarżony staje się jedyną rozrywka, której trzeba uprzykrzyć życie. Pobili mnie, a dziś męczę się ze złamanymi żebrami i ranami po pręcie. Do tego doprowadziły mnie te ostatnie dni. Kiedy w końcu jednak wypuścili mnie i zostałem uniewinniony z aresztu, chciałem iść do Twojego sklepu sprawdzić, czy wszystko dobrze.. ach no i tak codziennie w areszcie prosiłem się o wysłanie do Ciebie choć jednego cholernego telegramu.. no ale poco..? Lepiej powiedzieć mi bym się zamknął, albo uderzyć, tak na zmianę. Sklep..
Sweeney zrobił kilka oddechów, bo ta pozycja nie była dla niego najodpowiedniejsza, ale nie chciał po prostu przy tych słowach siedzieć. Nellie słuchała Sweeney’a niczym jakby czytała bardzo interesującą książkę, tym bardziej, że on nie ściszał głosu, wiec dobrze słyszała każde jego słowo. Była zaskoczona tym co słyszała, przykro się jej zrobiło, że tak go oskarżyła o wszystko, lecz skąd mogła wiedzieć, teraz dopiero poznała prawdę. Poczuła jakby coś ukłuło ją w sercu, że Sweeney’a oceniła tak podle i kazała mu się wynosić, chciała dotknąć jego ramienia, lecz wycofała się, inaczej wiecej by się nie dowiedziała, albo by szybko jej uciekł, zatem wolała zostać w ukryciu do końca jego pobytu w kościele.
– Sklep… Chciałem do niego podejść, lecz byłoby za pięknie gdyby mi się udało, z jednej strony sklepu wypadek, wypadek dyliżansów, z końmi, konie leżały, nie było jak przejść, a z drugiej strony, kanalizacja.. Tak, akurat kiedy ja tam byłem zachciało im się zaglądać do kanałów. Pewnie powiedziałabyś mi, dlaczego nie poszedłem na około..? Sweeney w tym momencie syknął i dotknął się swoich żeber pod płaszczem, po czym dodał.
– Nie miałem siły… byłem tak pobity przez te dni, że ledwo doszedłem do Fleet Street. Udałem się do szpitala, bo czułem, że długo tak nie wytrzymam, tam zostałem z dwa dni, do Twojego powrotu, byś nie pomyślała, że zniknąłem, poza tym chciałem się z Tobą zobaczyć, tęskniłem za Tobą.. Twoimi wypiekami, jedzeniem, zapachem sklepu, Twoim zapachem, Twoich włosów, skóry, kiedy czuje jej zapach jak obok mnie przechodzisz. Tęskniłem za Twoim głosem, po prostu za Tobą, nie sądziłem, że sklep zostanie zdemolowany.. zniszczony.. nawet nie wiesz jak bardzo byłem wściekły widząc to wszystko. A ta chusta? Pewnie pozostałość po McCartney’u. A teraz..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.