SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 31 stycznia 2015

Part 196.


Nellie czasem przymykała oczy by dać im trochę ulgi.
-Wiesz.. jesteś jedyną osobą z którą mogę milczeć.. tak po prostu.
Sweeney zanurzył dłoń we włosach kobiety i przeczesywał je.
- A z McCartney'em.. nie potrafiłaś milczeć.. tak.. po prostu..
Przeniósł swój wzrok na twarz Nellie jakby w poszukiwaniu choćby cienia emocji na wspomnienie o arystokracie, ale niczego takiego nie okazała. Może przez chwilę przyszło jej do głowy dlaczego nawiązuje właśnie do niego, czemu akurat w tej chwili, ale nie miała nastoju do dłuższego namysłu na ten temat.
- Z McCartney'em.. nie powiem żebym kiedykolwiek miała wspólny język do tego stopnia co z Tobą Sweeney. On po prostu był.. Czasem rozmowa wychodziła bardziej, czasem mniej, ale jeśli chodzi o te chwile ciszy.. czułam się po prostu niezręcznie, o. Zastanawiałam się czy to ja powiedziałam coś takiego, że nie można znaleźć na to odpowiedzi, czy nie zrozumiałam jego.. Rozumiesz.. Nie lubiłam tych chwil.
A w jej myślach pojawiało się tylko "Zwyczajnie nigdy go nie kochałam, Sweeney. Nigdy nie interesował mnie jak Ty.". Sama nie była pewna co do tego czemu wciąż nie powiedziała Todd'owi prawdy o swoich uczuciach do Williama.. Być może po tym co usłyszała w kościele mogła sobie wywnioskować, że przez nią właśnie nie przepadał za jej byłym narzeczonym, a gdyby znał prawdę mógłby poczuć się na zbyt pewnej pozycji. Mimo, że teraz wcale nie miał z kim rywalizować. Pani Lovett zamknęła oczy by rozkoszować się dotykiem mężczyzny, a Sweeney w myślach zapisał sobie punkt dla siebie zupełnie jakby McCartney jeszcze żył. Lubił mieć przewagę nad tym człowiekiem mimo iż teraz był jedynie ciałem gnijącym dwa metry pod ziemią.
- For certes Nellie. Rozumiem. I tak samo cieszę się, że mogę z Tobą milczeć i oboje nie czujemy wtedy dyskomfortu..
Pani Lovett puściła Sweeney'emu buziaka w powietrzu i leżała tak jeszcze przez jakiś czas. Czas leciał im jak zwykle w bardzo przyjemnej atmosferze. Rozmawiali, popijali herbatkę, a na sam koniec Nellie posmarowała lekarstwem rany Sweeney'ego i dopilnowała aby zażył leki. Pan Todd odprowadził ją do domu po pierwszej w nocy i tam zaczęli się żegnać.
- Dziękuję Ci za ten wspaniały wieczór. Było naprawdę cudownie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to powtórzymy.
Rzekła Nellie zaraz po tym jak zdjęła swoje wierzchnie ubrania by zbytnio się nie zgrzać w pomieszczeniu. Sweeney trochę rozpiął swój płaszcz, ponieważ też było mu gorąco.
- To ja dziękuję za dotrzymanie mi towarzystwa. Bardzo cieszy mnie to, że Ci się podobało. Nie martw się, postaramy się aby na tym wieczorze się nie skończyło.
Nellie najpierw wtuliła się w niego, a potem pocałowała kącik ust mężczyzny, tak samo jak on uczynił wcześniej. Trwali tak jeszcze prze kilka chwil, a potem niechętnie rozstali się wciąż myśląc o sobie. To był naprawdę uroczy wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.