SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 4 stycznia 2015

Part 137.

Rankiem gdy Sweeney znalazł się w kuchni Nellie już tam była. Wyglądała dziś blado, jakby siły z niej uszły. Tradycyjnie popijała mocną kawę. Mężczyzna zasiadł przy niej.
- Witaj Nellie. Dobrze się czujesz..?
Pani Lovett zorientowała się, że się tu pojawił i coś powiedział dopiero kilka chwil potem, musiało to do niej dotrzeć.
- Hm.. tak.. tak..
Choć jej wygląd i zachowanie nie świadczyło o tym. Sweeney zmarszczył czoło.
- Może przynajmniej coś zjesz..?
Pani Lovett przeniosła z okna swój wzrok na golibrodę.
- Nie, dziękuję, nie mam ochoty.
Napiła się, a Sweeney wstał i zaraz znalazł się bezpośrednio w kuchni by przygotować śniadanie.
- Na pewno?
Rzucił jeszcze raz w jej kierunku.
- Na pewno.
Odpowiedziała. Jej wzrok był trochę nieobecny. Pan Todd pomyślał, że przejmuje się stanem zdrowia ciotki i choćby chciał zrobić coś z tym aby się nie przejmowała, nie mógł zrobić niczego. 

Włączył więc gramofon z ulubionymi utworami Pani Lovett i zabrał się za przygotowanie śniadania dla siebie, kobiecie nie zamierzał go wpychać skoro nie miała ochoty. Zrobił trzy kanapki i herbatkę po czym znów usiadł naprzeciw Nellie. Wreszcie przypomniało mu się coś, a raczej miejsce gdzie mógł dzisiaj wyciągnąć kobietę aby odciągnąć ją troszkę od smutnych wieści i męczących myśli.
- Wspominałaś wczoraj o lepieniu bałwana w parku. Nadal masz ochotę się tam wybrać, hm..?
Nellie znów wyrwała się z zamyślenia i bardziej otuliła szlafrokiem.
- Hmmm.. Tak, lepiej wyjść niż siedzieć tutaj i się zanudzać. Kiedy nie mam zajęcia myślę za dużo.. Może jeszcze wpadnie nam coś do głowy po drodze.
Sweeney właśnie kończył posiłek i ucieszył się, że nie będzie musiał namawiać Nellie na to wyjście.
- Więc właściwie możemy udać się niebawem.. tylko jeszcze włosy mi wyschną po kąpieli, ubierzemy się ciepło i w drogę.. Nie ma co zwlekać, bo prędko robi się ciemno..
Pani Lovett przytaknęła, dopiła swoją kawę i umyła kubek.
- Pójdę się przygotować.
Nie czekała aż Sweeney skończy jeść bo wiedziała, że trochę czasu zajmie jej założenie całego stroju zimowego na co składały się grube rajstopy, halka no i suknia która była grubsza niż zwykle skoro mieli spędzić trochę czasu na dworze. Do tego oczywiście gorset, który należało zawiązać i ubrania wierzchnie. Gdy oboje byli już wyszykowani, zamknęli sklep i udali się tym razem spacerkiem do najbliższego parku, gdzie wbrew kilkunastostopniowemu mrozowi znajdowało się wiele Londyńczyków z dziećmi, korzystających z zimowego szaleństwa. 
Pani Todd i Pani Lovett upatrzyli sobie miejsce do lepienia bałwanka i przystąpili do działania. Jako pierwsza oczywiście była formowana ta największe kula, którą rozpoczął Sweeney, lecz potem oboje już ją turlali kiedy robiła się coraz cięższa i cięższa, ponieważ chcieli żeby ich bałwan był imponujący i duży. Potem Sweeney zrobił sam środkową bryłę, a Nellie ostatnią najmniejszą czyli głowę. Sweeney przyjrzał się ich dziełu z uśmiechem.
- Jest dobrze, ale chyba zapomnieliśmy o najważniejszych częściach, wiesz..?
Zwrócił się do kobiety przy czym zachichotała, rozpięła swój płaszcz i z kieszeni, które były w jego wewnętrznej stronie wyjęła stary szalik, marchewkę na nosek. Z kieszeni po zewnętrznej stronie płaszcza wyjęła węgielki i do tego zerwała z najbliższego drzewa dwie gałązki na rączki. Pan Todd aż otworzył usta ze zdziwienia.
- Ale.. jak to.. nawet nie widziałem kiedy brałaś te rzeczy.. Oj Nellie zaskakujesz mnie.. hehe.. już myślałem, że nasz bałwanek będzie goły..
Wziął od niej szalik i przewiązał nim bałwanka, a Nellie włożyła w niego dwa patyki.
- Hehe a widzisz... zaskoczyłam Cię.. bo goły bałwan to nie bałwan..
No i tak w efekcie niedługo bałwanek miał już wszystko co było potrzebne aby uzyskał swój klasyczny wygląd. Może tylko bez czapki, ale Nellie nie mogła znaleźć jakiejś starszej w swoich szpargałach. Już mieli wracać do domu gdy zauważyli jak dzieci puszczają bańki mydlane, które zamarzają, co było niesamowitym widokiem, a że było ich sporo to gdzieś musiał być sklepik, gdzie można było je kupić. Bawili się przy tym świetnie, nie mogli nadziwić się jaki to wspaniały widok i zjawisko. Dopóki wciąż prószył śnieg, ich radość nie ustawała ponieważ właśnie potrzebny był do tego śnieg, mróz i trochę własnych chęci. 
Czas znów upływał im świetnie, a Nellie mogła trochę oderwać się przy tym od rzeczywistości. Gdy skończyły się bańki mydlane wynaleźli sobie jeszcze jedną zabawę czyli rzucanie śnieżkami. Zaczęło się to tak, że Pani Lovett całkiem przypadkowo popchnęła Sweeney'a tak, że upadł plecami na śnieg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.