SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 4 stycznia 2015

Part 138.


- O niee.. właśnie rozpoczęłaś wojnę Moja Droga..
Uformował ze śniegu małą zbitą kulkę
po czym wycelował nią w Nellie, która zaśmiała się próbując uniknąć ataku co jednak się jej nie powiodło.
- Przestań.. hehehe.. stop..
Śmiała się próbując uniknąć śnieżnych pocisków, ale zdarzyło się to tylko raz. Sama próbowała odpierać atak ale była zbyt wolna w porównaniu z Panem Toddem zresztą śmiech również trochę jej w tym przeszkadzał.
- W porządku, zwracam Ci honor Sweeney, jesteś w tym mistrzem..
Mężczyzna uśmiechnął się triumfatorsko, troszkę naprawił to, że wczoraj początkowo jazda na łyżwach mu nie szła. Otrzepał się ze śniegu, pomógł w tym kobiecie.
- Nie ma na mnie mocnych w tej dziedzinie.. hehe.. A teraz może w drodze do domu wstąpimy do jakiejś kawiarni by napić się czegoś ciepłego, hm..? Tak na rozgrzanie kości.. Gdy Nellie już otrzepała się całkowicie ze śniegu zgromadzonego na ubraniu przytaknęła, złapała ramienia mężczyzny i udali się w kierunku Fleet Street choć oczywiście po drodze wstąpili jeszcze tam gdzie planowali by napić się gorącej czekolady. Czas ten zleciał im tak samo miło. W domu zjedli obiad - zostało jeszcze sporo jedzenia z tego co zostało przygotowane specjalnie na święta. 

Po posiłku Pani Lovett niechętnie, ale musiała się spakować w czym trochę pomagał jej Sweeney. W końcu co dwie głowy to nie jedna, a miał on troszkę świeższe spojrzenie na sprawę i nie podchodził do niej tak emocjonalnie. 
Spakowała tyle ubrań, by wystarczyły na maksymalnie tydzień. Musiała je trochę upchnąć, ponieważ suknie zajmowały swoje, a miała tylko dwie walizki. Oprócz tego oczywiście bielizna, buty, kosmetyki. Spakowała również trochę jedzenia i leków, zawsze mogły się przydać. 
Dzień upłynął szybko. Nim się obejrzała był już ranek i razem ze Sweeney'em, który również spakował swoje rzeczy, ponieważ skoro kobieta wyjeżdżała nie miał zamiaru sam mieszkać w jej domu, wracał do swojej kawalerki, wsiadali do dyliżansu, który najpierw miał zawieźć ich na stację kolejową gdzie mieli się pożegnać, a potem Sweeney wrócić do domu. 
Kiedy zjawili się na miejscu Pani Lovett udała się zakupić bilet, a Pan Todd stał już blisko peronu trzymając walizki kobiety. Do odjazdu pociągu pozostało już niewiele czasu. Gdy wróciła spojrzała na zegarek wiszący nad ich głowami i odezwała się..
- Och.. zaraz muszę już wsiadać.. Gdyby działo się coś niepokojącego zostawiłam Ci adres ciotki w salonie na stoliku.. Byłabym wdzięczna gdybyś zaglądał do mnie co jakiś czas.. sprawdzał czy wszystko na pewno w porządku, czy nic się nie wydarzyło choć to raczej mało prawdopodobne.. ale zawsze będę czuć się spokojniej wiedząc, że ktoś nad tym czuwa.. Mam tutaj klucze dla Ciebie, moją zapasową parę..
Wyjęła z płaszcza pęk kluczy i podała je mężczyźnie po czym dalej mówiła.
- I przede wszystkim uważaj na siebie Sweeney, stroń od kłopotów, od Turpina.. możesz wysłać telegram gdyby coś było nie tak.. ale.. wszystko będzie w takim stanie jak teraz kiedy wrócę, prawda..? Będę z Tobą myślami.
Pan Todd schował do kieszeni klucze, postawił na ziemi torby i przytulił kobietę mocno.
- O mnie się nie martw, jestem duży, dam radę.. sklepu dopilnuję.. A Tobie życzę pogody ducha, cierpliwości i nie denerwuj się tak tym wszystkim.. pomożesz cioci jak możesz, wiem o tym i pamiętaj bez względu na wszystko co się może wydarzyć.. Widzimy się za tydzień, tak? Głowa do góry Nellie. Dasz radę.
Przesunął dłonią po plecach kobiety by dodać jej nieco otuchy. Rozległ się klakson z pociągu informujący o tym, że to już ostatnie minuty możliwości wejścia do środka. Chcąc nie chcąc musieli więc się rozdzielić, Sweeney pomógł wnieść jej bagaże do środka. Kiedy drzwi pociągu zamknęły się, otworzyła okno i krzyknęła.
- Trzymaj się!
A za chwilę pociąg ruszył i mogła jedynie pomachać mężczyźnie na pożegnanie. Pan Todd patrzył na pociąg póki kompletnie nie zniknął z pola widzenia. Wsiadł znów do dyliżansu czując w sobie pewną pustkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.