SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 18 lutego 2015

Part 229.

Po chwili zaśmiała się i zrobiła tajemniczą minę do mężczyzny. 
- Teraz Ci się odwdzięczę.. - Nellie przybliżyła się do niego jak gdyby nigdy nic, lecz zaraz połaskotała jego boki, na co zaśmiał się próbując odeprzeć atak, jednak kobieta była szybsza i przesunęła się dalej, biorąc poduszkę niczym broń. Pan Todd śmiał się tak szczerze i intensywnie pierwszy raz od dłuższego czasu, a gdy wreszcie się opanował podniósł rękę na znak rozejmu. 
- Okej, teraz mamy już remis.. i chwilę odpoczynku. - Nellie zachichotała i znów przybliżyła się do mężczyzny. 
- No widzisz.. to taki mój mały odwet.. hehe.. - I tak oboje rozmawiali ze sobą jeszcze jakiś czas, dobrze czując się w swoim towarzystwie. Po jakimś czasie Pani Lovett zauważyła na zegarku mężczyzny zbliżającą się północ więc postanowiła iść już do swojego pokoju. 
- Sweeney.. już późno, pewnie chcesz już iść spać.. - Schyliła się pod łóżko by sięgnąć po swoje łapcie, lecz Pan Todd dotknął jej ramienia swoją dłonią. 
- Hm.. zostań jeszcze chwilkę ze mną, zobacz jakie piękne dziś niebo mamy.. Rzadko kiedy widzimy tyle gwiazd, tym bardziej u nas.. gdzie niebo przesłania dym z kominów.. - Za moment oboje podeszli do okna, by przyjrzeć się temu zjawisku, w końcu Nellie się jakoś nie spieszyło skoro Sweeney wyrażał taką chęć by jeszcze troszkę została. Objął ją kiedy tak stali przy oknie i zakreślał na niebie kształty różnych gwiazdozbiorów, w tym między innymi Jednorożca czy Zająca. Kobieta przyglądała się temu z zaciekawieniem, nie sądziła, że Sweeney'ego interesują gwiezdne konstelacje, co imponowało jej. Dopiero po jakimś czasie odezwała się. 
- Niesamowite.. i godne zainteresowania.. nie wiedziałam, że ciekawią Cię takie rzeczy.. A teraz już naprawdę idę, oboje jesteśmy senni.. a trzeba zebrać siły na jutrzejszy dzień.. - Stanęła naprzeciw mężczyzny, a on wciąż lekko i nie do końca pewnie położył dłoń na jej biodrze. 
- Kiedyś dużo czytałem na ten temat i trochę zapamiętałem.. Tak, musimy odpocząć przed jutrem.. Może pokażę Ci jakieś ciekawe miejsca.. - Pogładził policzek Nellie. 
- Rozumiem. Latarnia podobno jest czynna dla odwiedzających.. A teraz.. dziękuję Ci za ten dzień. Za plażę. Na niej podobała mi się każda minuta.. - Wspięła się na palcach by objąć dłońmi twarz Sweeney'a i złączyć ich usta w krótkim pocałunku. 
- Dobrej nocy, mój drogi. - Przytuliła Sweeney'a raz jeszcze i skierowała się ku drzwiom. 
- Słodkich snów, Nellie. - Odprowadził ją wzrokiem i westchnął kiedy wyszła.  
Rankiem jak zwykle wszyscy razem zjedli śniadanie i krzątali się po domu, póki Helena i Edward nie zajęli się własnymi zajęciami, a Sweeney z Nellie postanowili wybrać się na zakupy. Do centrum miasta udali się powozem. Po drodze mijali między innymi zamek, który był jedną z tych ciekawszych atrakcji w tym miejscu, lecz póki co nie spieszyło im się do niego zaglądać. Gdy wysiedli z powozu, Sweeney mijał znajome twarze. On rozpoznawał wszystkich, lecz nie wszyscy rozpoznawali jego. W końcu lata mijały, a on nie był już tą samą osobą, Benjaminem Barkerem, którego tutaj znali. Oczywiście nie narzekał na to bycie dość incognito, bynajmniej nie był narażony na rozmowy z ludźmi ze swojego 'poprzedniego' życia. Pani Lovett zaś chłonęła tutejsze widoki, malutkie uliczki, sklepiki i ludzi, którzy przynajmniej na pozór zdawali się żyć spokojniejszym życiem niż w dużym mieście. Przyjemna była dla ucha cisza, czasem stukot końskich kopyt lub dźwięk harmonijki na której grał staruszek. Oczywiście były tutaj też tawerny. Teraz zdawały się być puste, lecz mimo wszystko Nellie widząc jeden taki budynek od razu skierowała ich spacer w drugą stronę. Tak samo nie było tam wielu straganów z pamiątkami, lecz coś jednak musiało funkcjonować dla turystów i kobieta upatrzyła sobie jeden sklep do którego zaraz weszli. Oboje rozglądali się w poszukiwaniu czegoś interesującego i nie kiczowatego i jednocześnie dziękowali za pomoc w wybieraniu naprzykrzającej się sprzedawczyni. Pani Lovett wzięła do ręki ramkę na zdjęcia. Była niebiesko-biała, a do prawego dolnego rowu miała przyklejoną większą muszelkę. 
- Podoba Ci się..? Właściwie ciężko znaleźć coś, co nie jest kompletną tandetą.. Ta jest lepsza od tej różowej, patrz.. - Sweeney pokazał kobiecie taką samą ramkę, lecz bardziej podobała jej się ta, którą trzymała w ręku. 
- Masz rację.. a niebieski to taki morski kolor, akurat do naszych zdjęć z promenady.. Postawię ją sobie na półce. - Włożyła przedmiot do koszyka, jaki ze sobą wzięli na początku i zerkała dalej, w poszukiwaniu rzeczy z napisem "Newcastle" i na tym właściwie zamierzała zakończyć, nie było sensu otaczać się bibelotami, które i tak będą się kurzyć w kącie. Chciała znaleźć dla siebie coś praktycznego. Obejrzała się za Sweeney'em, który tak zerknął z pola jej widzenia, a gdy znalazła go kilka metrów od siebie, oglądającego fajkę z główką w kształcie głowy marynarza zaśmiała się i podeszła do niego. 
- Co to jest... Och nawet się nie przymierzaj..  O nie.. tego nie akceptuję. - Nellie oparła swoje ręce na biodrach, a Sweeney zaraz w żartach udał, że pali by zobaczyć jej reakcję. Obserwowała mężczyznę i po chwili dodała jakby od niechcenia. 
- Ech.. no cóż.. w takim razie koniec z całusami.. - Todd na to uśmiechnął się pod nosem i odłożył przedmiot z powrotem na swoje miejsce. 
- A teraz dostanę jednego, w nagrodę..? - Zrobił takie proszące oczka, że Nellie zachichotała i pokręciła głową. 
- Oj nie.. nie.. Trzeba sobie na to zasłużyć.. - Puściła oczko do mężczyzny i wróciła do szukania jakiejś perełki wśród tych wszystkich rzeczy. Nie minęło dużo czasu, zanim Sweeney pokazał Nellie taki zestaw składający się z drewnianej deski kuchennej do krojenia i fartuszka. Obie rzeczy były opatrzone napisami z nazwą miasta i były zarazem ładne i praktyczne. Znaleźli jeszcze widokówki, czy też obrazki części miasta i morza i Nellie kupiła kilka takich, by wysłać dwie lub trzy, a resztę zabrać ze sobą do domu na pamiątkę. Gdy wreszcie wyszli ze sklepu cieszyli się świeżym powietrzem, ponieważ w środku było dość duszno. Przystanęli na krótko zastanawiając się co dalej. 
- Hm.. Sweeney.. przespacerujemy się jeszcze..? Czy chcesz teraz zrobić sobie przerwę i wrócić do domu, a potem jeszcze gdzieś się wybierzemy..? 

Part 228.

-Tak, dokładnie. Chciałabym mieć jeszcze coś ciekawego oprócz piasku i muszli, by móc dzięki pamiątkom wrócić wspomnieniami do tego wyjazdu.. Poza tym, skoro wciąż będzie ładna pogoda dla rozrywki wybierzemy się do wesołego miasteczka.. chyba nas stamtąd nie wygonią.. hehe.. Sweeney będzie moim przewodnikiem. - Uśmiechnęła się patrząc na rodziców Sweeney'a, by potem przenieść na mężczyznę swoje wesołe spojrzenie. 
-To dobry pomysł.. a wesołe miasteczko, tak, akurat jest w naszym mieście więc warto skorzystać.. W tym samym miejscu co zwykle.. - Sweeney skinął głową na słowa Edwarda, w końcu i bez tego wiedziałby jak trafić na miejsce tam gdzie uwielbiał zawsze przebywać. Pary w tańcu znów oddaliły się od siebie, już bez rozmów między sobą. Salon nie był jakichś wielkich rozmiarów, zwłaszcza ze stołem i wszystkimi meblami, lecz wciąż wystarczało miejsca by stworzyć taką oddzielną przestrzeń w tańcu dla siebie. Nellie ze Sweeney'em spoglądali sobie w oczy, a Helena ganiła Edwarda kiedy chciał im się dłużej przyjrzeć, w końcu też nie chciała by Pani Lovett i syn czuli się w ich towarzystwie źle, ciągle obserwowani i kontrolowani. Nellie opierała momentami głowę na klatce piersiowej Sweeney'ego, nie musiała się obawiać, że na coś wpadną, bo naprawdę dobrze prowadził.  - Widzisz.. jak pięknie nam idzie.. nikt nikogo nie depcze.. Kiedyś nawet nie powiedziałabym, że jesteś tak dobrym tancerzem.. nie spodziewałabym się.. - Sweeney uśmiechnął się kącikiem ust i zaraz obrócił kobietę. 
- Dziękuję, to bardzo miłe.. Hm.. widzisz.. pozory czasem mylą.. Kiedyś.. zabiorę Cię na bal i wtedy naprawdę damy ponieść się muzyce.. - Puścił oczko kobiecie, a Nellie tym razem chwyciła jego dłoń, a drugą rękę położyła na ramieniu mężczyzny. 
- Bal..? Och z przyjemnością, Sweeney, byłoby niesamowicie.. 
- Wiem, zawsze to jakiś przyjemny sposób spędzenia czasu.. W Londynie też czasem powinniśmy sobie organizować troszkę rozrywki.. - Sweeney zerkał na to jak w oczach Nellie pojawił się błysk radości na jego pomysł i sam właściwie się na to ucieszył. Gdy melodia do której tańczyli dobiegała końca, państwo Todd podeszli do nich i Edward zaproponował. 
- Co powiecie na zamianę, hm..? - Sweeney zaraz pocałował dłoń Nellie w podziękowaniu za taniec i po chwili tańczył z Heleną, a Nellie z Edwardem. Nie mogła zaprzeczyć, że on również zaskakiwał swoimi zdolnościami tanecznymi, lecz w jego towarzystwie nie czuła się oczywiście tak samo swobodnie jak przy Sweeney'm, choć czasem próbował ją zagadywać. - Odwiedzicie nas jeszcze letnią porą, prawda..? Wtedy zupełnie jest tutaj inaczej.. nie tak pusto.. Mam nadzieję, że Sweeney nie ma dość starych rodziców.. heh.. Nellie, czasem trzeba go samemu poprowadzić za rękę.. w pewnych sprawach.. bywa oporny.. Oczywiście chodzi mi o te przyjazdy, więc jeśli będziesz miała ochotę nie wahaj się, zabierz go i wsiądźcie w pociąg.. Drzwi zawsze otwarte.. - Edward przyglądał się uważnie kobiecie w trakcie gdy to wszystko szeptał, w końcu nie chciał żeby jego syn to zaraz wszystko usłyszał, a Nellie spoglądała na niego tak przerywanie, a czasem wręcz gdy się obracali szukała spojrzenia Sweeney'a. 
- To bardzo miłe z Pana i Pani Heleny strony.. Być może jeszcze się kiedyś tutaj zjawimy, bo jest uroczo, to miasteczko.. podoba mi się.. wyjątkowo. Właśnie, co do miasteczka.. czy latarnia morska.. jest jeszcze otwarta..? Można wejść do środka, na górę..? - Uniosła głowę by spojrzeć na Pana Todd'a, w końcu był jeszcze trochę wyższy niż Sweeney, od którego była niższa. Edward po namyśle odrzekł. 
- Latarnia.. myślę, że można tam wejść bez obaw.. Kiedyś może bym tego nie polecał, ale wszystko zostało naprawione i jest bezpiecznie.. Wiem od starego znajomego.. Planujecie się tam wybrać..? - Nellie przytaknęła skinieniem głowy, a mężczyzna dalej kontynuował.   
- To bardzo przyjazne miejsce.. zabrałem tam kiedyś Helenę.. akurat na zachód słońca.. było.. 
- Na pewno wyjątkowo. Hm, ale Sweeney wspominał również o zamku.. Cóż, przekonam się jutro.. lub wyjdzie w praniu.. - Pani Lovett przerwała Edwardowi, ponieważ nie chciała znów słuchać jakichś nawiązań do siebie i Sweeney'ego, a mężczyzna uśmiechnął się w takim przepraszającym tonie jakby wyczuł jej myśli. Tańczyli tak przez jedną dłuższą piosenkę, Edward również podziękował Nellie pocałunkiem, a potem wszyscy zasiedli do stołu by napić się kawy i skosztować różnych słodkości, w końcu nie tylko czekoladowy tort znajdował się na stole. Czas pędził, niebawem zza okna wychodzącego na morze roztoczył się piękny zachód słońca i cała czwórka zebrała się by go choć przez chwilę podziwiać. Resztę wieczoru spędzili na wspólnych grach i zabawach, tak jak wcześniej planowali. A były to między innymi karty i kalambury. Helena była zadowolona ze swoich urodzin. Około 21, jak poprzedniego dnia Sweeney i Nellie udali się na górę, a po kąpieli spotkali u Sweeney'a w pokoju, bo była jeszcze dość wczesna pora jak na sen. Sweeney chował swój album ze zdjęciami znów do szuflady, kiedy odezwał się do Nellie siedzącej na jego łóżku. 
- Jak tańczyło Ci się z moim ojcem, hm..? 
- Dobrze, tylko czułam się przy nim taka niziutka.. hehe.. Ale nie podeptaliśmy się nawet przy tej różnicy wysokości, więc cieszę się.. Milutki był ten wieczór, Twoja mama troszkę dała mi fory kiedy graliśmy w karty.. hehe.. Będę to miło wspominać. - Przesunęła się nieco by zrobić Sweeney'emu miejsce, by usiadł i okryła się bardziej szlafrokiem dla ocieplenia. 
- Oj Nellie, wzrostu się nie wybiera.. Zresztą moim zdaniem nie jesteś ani za niska, ani za wysoka, o. Tak, to prawda, wieczór z miłą atmosferą. A co do kart.. wszyscy daliśmy Ci fory, ja też.. ale nie martw się, nikt nie jest dobry we wszystkim.. - Zaśmiał się widząc smutną minkę jaką zrobiła kobieta na wspomnienie o grze. 
- No wiesz co, Sweeney.. przynajmniej mogłeś się nie przyznawać.. 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Part 227.

- Wyglądałeś wyjątkowo słodko.. Och i te lata tak szybko zleciały.. że nawet by mi przez myśl nie przeszło patrząc na Ciebie tutaj, że zostaniesz golibrodą i tak wyrośniesz.. no tak z tym drugim przesadziłam, przecież dzieckiem nikt nie zostaje.. Ale jesteś do siebie podobny… Te oczka, byłeś słodki.. i nadal jesteś. Masz takie śliczne oczy i… - Kobieta przestała mówić dalej zrozumiała, że mówiła to głośno i nie chciała przesadzić by nie powiedziała czegoś za dużo, tym bardziej, że skoro rodzice mężczyzny byli za drzwiami. Wolała by wiedział to wszystko sam mężczyzna, a nie jego rodzina. Lecz nie chciała tez okazać tego wszystkiego co do niego czuje już w tej chwili, inaczej nie udałoby się wyjść jej na damę. A z drugiej strony może i chciała zbliżyć się do Sweeney’a bliżej, ale nie chciała go wystraszyć, by wycofał się z tego co już dziś jej pokazał. Todd słyszał za drzwiami rodziców, lecz chyba pomylił się co do ich podsłuchiwania, bo słyszał jak przechodzą, przez hol i nad czymś dyskutują i wcale nie chodziło o nich. Golibroda słuchał kobiety opierając się o drzwi, a na jej pauzę zapadła cisza w pomieszczeniu przez chwilę, choć miłe było to co usłyszał. Podszedł do kobiety od tyłu za krzesło na którym siedziała i pochylił się nieco opierając dłońmi o oparcie drewnianego mebla i szepnął przy jej uchu. 
- Więc mam śliczne oczy…  To bardzo miłe z Twojej strony, jeszcze takiego komplementu nie słyszałem, zazwyczaj się słyszało w moich uszach typowo zawodowo.. „Wspaniale pan goli”… Brzmi to tak absurdalnie.. i beznadziejnie, ale to moje zdanie. Tak czy owak dziękuję Ci, to przynajmniej dotyczy się mnie. Ach i fałszywy alarm, rodzice chyba czegoś tu szukali i usilnie dyskutowali o sąsiadach.. przynajmniej tak mi się wydaje, bo padło ich nazwisko.. Stevenson…. No ale teraz mniejsza o to, to rozumiem, że ja dziecko obrażone na aparat podobało Ci się? Nie lubiłem zdjęć, tego ustawiania, poprawiania ubrań i w ogóle, chyba wyczuwałem to od małego… a to z misiem zdjęcie, to podobno byłem rozespany, dlatego tez taki zły. A dziś, też nie zachwycałoby mnie zdjęcie portretowe. Denerwuje mnie ten cały szum, robienie cudów ze światłem, by zdjęcie wyszło, to nazbyt skomplikowane dla mnie. – Pochylał się nieco nad ramieniem kobiety, że jego słowa padały przy jej uchu, oczywiście z tego miejsca też miał całkiem dobry widok na jej dekolt, ale starał się tego nie robić. Nellie mu się podobała, ale przecież nie zamierzał zaraz się na nią rzucić. Poza tym skoro chciał i czuł do kobiety coś więcej, niż tylko długość trwania ich znajomości, chciał by to, że się zbliżają do siebie, miało też jakiś okres, by móc rozkwitnąć jak kwiaty w ogrodzie na wiosnę. Wiedział, że nie zawsze był miły dla Nellie, ani nie był też z nią zawsze uczciwy, dlatego teraz chciał aby ten czas miał swój początek, taki jak należy, a póki co urosło małe nasionko, które ciągle kwitło, by powstał pąk, z czego mógłby powstać uroczy kwiat. 
Nellie czuła zapach męskich perfum i nie tylko, bo i zapach skóry Todd’a zmieszanego z jego oddechem, jak i zapachem płynu do płukania tkanin. Przymknęła na moment oczy po czym odezwała się do mężczyzny kiedy pocałował ją delikatnie w szyję, a zaraz prostował się, bo już powoli kręgosłup mu dokuczał.
- Tak. Och Sweeney, jak ktoś chce być miły, to tak mówi. Choć tak brzmi to troszkę dziwnie. Widzisz, nie możesz oceniać rodziców, że zaraz stoją za drzwiami, przecież nie jesteś nastolatkiem, by mieli sprawdzać co robisz, kiedy jesteś z … z dziewczyną… Nie lubisz zdjęć, rozumiem. Dzieci zazwyczaj grymaszą, wiec nic dziwnego, że nie jesteś tutaj zadowolony. – Uśmiechnęła się lekko, jeszcze ich rozmowy trwały chwilę, kiedy oboje poczuli dochodzący zapach kawy z dołu i w końcu udali się na dół, gdzie Helena przygotowywała napoje, na co też się załapali, jak i oczywiście czekał ich tort. A Edward w salonie z gramofonu puszczał muzykę, by  urodziny spędził miło przy innych rytmach niż tylko bicie serc i głosy ludzi. Zaraz gdy Nellie i Sweeney się tam pojawili odparł, kiedy przeglądał jakąś gazetę siedząc w fotelu. 
- O jesteście, właśnie mama szykuje trochę słodkiego, napijecie się kawy..? – Oboje przytaknęli na słowa Edwarda, choć zaraz z kuchni było słychać Helenę. 
- Już robię dla wszystkich kawę! – Sweeney przysiadł na kanapie obok niego Nellie, lecz jakoś szczególnie nie okazywali sobie jakieś zażyłości przy rodzicach golibrody. Niepotrzebne były im jakieś komentarze, a poza tym nie byli przecież jakby nie było parą, by na okrągło okazać sobie czułość. To były na razie jak dla nich, jak dla Sweeney’a przede wszystkim milowe kroki, że sam odważył się na jakikolwiek krok w stronę Pani Lovett. 
Niebawem Helena przyniosła i kawę, przy której pomogła jej Nellie jak i tort, który smakowali. Rozmawiali ze sobą, jak i też rodzice golibrody tańczyli ze sobą, do czego dołączył się Sweeney z Nellie i kobieta objęła mężczyznę za szyją, a Sweeney złapał kobietą w talii, na co kobieta szepnęła mu do ucha. 
- Miło jest z Tobą zatańczyć, wiesz..? – Kobieta pogłaskała Sweeney’a po karku i zaczepiła nieco opuszkami palców jego włosy, gdy mężczyzna spoglądał jej w oczy, choć czuł na sobie wzrok rodziców. 
- Cieszę się bardzo, przynajmniej jeszcze Cię nie podeptałem. Co mam nadzieję, że nie nastąpi. – Uśmiechnął się do kobiety, chciał jeszcze coś powiedzieć, to zaraz obok nich pojawili się tańczący wolny taniec rodzice i Edward odparł.
- Dobrze tańczycie, oboje… A na jutro macie jakieś plany..? – Edward spoglądał na ich oboje, a golibroda i piekarka robili to samo patrząc na Toddów. 
- Tak, tańczyliśmy już jakiś czas temu… Chciałem zabrać Nellie do wesołego miasteczka pod wieczór.. a do południa czy w południe zabrać ją na zakupy.. Grzechem byłoby stąd wyjechać i nie mieć ani jednej pamiątki, a piasek i muszle, może mieć każdy.. Tylko coś kupne.. Prawda Nellie? 

Part 226.

- Może wybierzemy się jutro wieczorem do wesołego miasteczka? Czytałem w gazecie, że jest jeszcze w Newcastle z dwa dni i się zamyka, wiesz taki przejezdny… Powiązany z cyrkiem. Cos takiego. Ale może jestem już na to za stary, ale czy nie byłoby miło przejechać się na karuzeli, hm..? Wata cukrowa.. może nie jest najlepsza i się klei.. ale to takie zabawne jest. – Uśmiechnął się do kobiety i pocałował lekko jej policzek, gdy kobieta przewiązywała wstążkę na słoiku i Sweeney przytrzymywał jej słoik i wstążeczkę, by się nie zsuwała. Zaraz Nellie posłała uśmiech mężczyźnie i pogładziła jego policzek, zaczepiając dłonią nieco o jego włosy. 
- Do wesołego miasteczka? Bardzo chętnie. Sweeney, Ty dzieciaku. Pewnie, że pójdziemy, jeśli masz ochotę, to czemu nie. Och nie wiem czy ja kiedyś była w wesołym miasteczku, może raz… jak był jakiś przejezdny cyrk właśnie.. Lecz wiesz jak to wygląda, kieszonkowców wtedy nie mało obok chodzi i każdy się wycofuje. Poza tym bilety na każdą zabawę są troszkę drogie prawda..? – Uniosła brew na mężczyznę, który odstawił gotowy słoiczek zakręcony na stolik i spoglądał na niego przez chwilę. 
- Oj, tak jakoś mam na to chęć od jakiegoś czasu.. No ale Londyn, ostatnio nie organizuje niczego.. Jak nie byłaś to pójdziemy jutro, tym lepiej. Kieszonkowców..? Tak, trzeba uważać na portfele, sakiewki.. Hm.. nie przejmuj się, na jakąś karuzelę na pewno wejdziemy hehe.. Pobujać się w kółko na jakimś sztucznym koniku jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Prawda? – Sweeney uśmiechnął się do kobiety i zaraz wstał z krzesła powoli podchodząc do okna i spojrzał na Nellie kiedy odwrócił się do niej przodem i przysiadł nieco na parapecie. 
- Masz rację. A chciałabym kupić jeszcze jakąś morską pamiątkę, zabierzesz mnie w takie miejsce, gdzie są takie pamiątki hm…? – Kobieta wstała ze swojego miejsca i powoli zbliżyła się do Sweeney’a, lecz zaraz podeszła do łóżka mężczyzny i sięgnęła z nocnego stoliczka książkę, jaką mężczyzna sobie wieczorem czytał i przeczytała tytuł na głos. 
- Zło jawi się nocą”.. no proszę, czytasz tą książkę? – Przejrzała kartki ksiązki, kiedy odpowiadał jej mężczyzna na słowa. 
- Pokaże Ci gdzie można kupić pamiątki, jest wiele takich miejsc tutaj… Można zwiedzić też zamek.. Jeśli chcesz. Albo wejść na latarnie morską, do najbliższej nie jest daleko i jest opuszczona, ale nie wiem czy można do niej wejść, bo ostatnio był jakiś wypadek tam, no i nie wiem czy to zamknęli czy jednak nie.. Jak się tu nie mieszka to informacje uchodzą, a przecież w listach nie pisze rodzicom, czy droga odtąd dotąd dalej jest przejezdna czy nie..? Czy coś się wydarzyło, czy nie..? Bo interesuje mnie co u moich rodziców, a nie co dzieje się na mieście.. czy gdzieś w okolicy.. A tą książkę tak… czytam ją. Ale zacząłem dopiero, zatem niezbyt wiele Ci opowiem, ale jeśli chcesz.. – Chciał mówić dalej, a zaraz podeszła do niego kobieta i stanęła obok, wyjrzała przez okno i westchnęła cicho, przy czym spojrzała na Todd’a, gdy tak opierał się o parapet i przyglądał się jej. 
- Dobrze. Latarnie morską, opuszczoną? Bardzo chętnie, chciałabym wejść na górę i zobaczyć z niej widok na morze. Rozumiem, nie martw się tym, jeśli się nie uda, nie będzie przecież to Twoja wina. Hm.. może jak przeczytasz troszkę więcej niż te 20 kartek wiesz..? Ale jesteś nią zaciekawiony..? – Nellie zaraz z powrotem przysiadła na krześle przy stoliczku i założyła nogę na nogę, poprawiając swoją suknię i spoglądała, jak Todd odszedł od okna i zaraz usiadł na brzeg łóżka. 
- Spokojnie. Nie będę się za to obwiniał, ale po prostu nie chcę byś potem była na tym zawiedziona. Hehe, okej. No wiesz na początek wiele się nie dzieje, opisy postaci, głównego bohatera i w sumie na razie nic inspirującego, dodając do tego czyjeś odejście ze świata.. i na tym urwałem. – Wzruszył ramionami, po czym wstał ze swojego miejsca i przeszedł do szuflad naprzeciwko łóżka, gdzie była komoda i zaczął nieco przeglądać szuflady, ale były tam raczej ubrania Sweeney’a, choć wiele ich tu nie było, ale mimo wszystko, zawsze parę ubrań czekało na jego przyjazd. 
- Wybacz.. chciałem Ci coś pokazać.. O ile znajdę.. Jeszcze moje ubrania.. hm.. może coś zabiorę do Londynu… ale ta koszula jest już na mnie za mała.. to nie będę jej tykał..  No ale nie o ubrania mi chodzi.. – Zamyślił się zamykając szuflady, po czym podszedł do szafy i otworzył jej, w szafie było nieco pudełek na półce dolnej, gdzie Sweeney przykucnął i przeglądał co było w środku, aż w końcu znalazł album. Z którym podszedł do Nellie i przysiadł obok na krześle po czym zajrzał do środka i odezwał się. 
- Chcesz zobaczyć mnie małego..? Mam tylko z trzy takie zdjęcia, ale zawsze coś… - Nellie uśmiechnęła się na słowa mężczyzny i przytaknęła ochoczo, w końcu nie widziała Sweeney’a na zdjęciach nawet u niego, jako małe dziecko, które jeszcze nie potrafiło mówić. Zaraz pokazał kobiecie jak wyglądał gdy był malutki i na jednym zdjęciu stał przy swoim łóżeczku, chowając się za prętami i ściskając pod pacha misia. Nellie widząc ten widok rozczuliła się, nie sądziła chyba, że Sweeney jako dziecko był taki słodki, bo sama by chciała go przytulić teraz. Przyglądała się zdjęciu dłuższy czas, a potem oglądała kolejne, gdzie Sweeney miał nieco włosków na głowie i siedział ojcu na kolanach, co było oczywiście zdjęciem portretowym. 
- Słodki byłeś.. Sweeney z tym misiem wyglądasz cudownie hehe.. naprawdę! A skąd.. takie zdjęcie..? Przecież tylko portretowe są.. wszędzie.. a to w domu.. ? – Uniosła lekko brew ku górze, a mężczyzna zaraz się odezwał pokazując jej kolejne zdjęcie, gdzie był już nieco większy i z rodzicami był na portrecie i miał naburmuszoną minkę, wyglądał jakby miał gdzieś to pozowanie do zdjęcia. 
- Każde dziecko jest słodkie hehe.. Tego momentu z misiem nie pamiętam, ale wujek jest fotografem od lat, wiec wiesz.. udało się jedno takie zrobić, nie wiem, że było ich więcej, ale to już o tym wiedzą bardziej moi rodzice niż ja. – Oglądali zdjęcia jeszcze inne, lecz Nellie najbardziej podobał się malutki Sweeney, który albo to nie był zadowolony, albo był strasznie wystraszony na zdjęciu. W którejś chwili też Sweeney usłyszał jakby szept za drzwiami i spojrzał na Nellie gdy była zajęta oglądaniem zdjęciami, a sam przekazał jej album. Po chwili wstał i kiedy kobieta za nim spojrzała, pokazał jej, by nie zwracała na niego uwagi i mówiła dalej o zdjęciach, a na migi pokazywał jej, że chyba rodzice ich podsłuchują pod drzwiami. Na co Sweeney dla żartu udał, że otwiera drzwi, na co Nellie zachichotała, gdyby rodzice wpadli im do pokoju. 

niedziela, 15 lutego 2015

Part 225.

W końcu po około dwóch godzinach spędzonych na plaży wsiedli w powóz, który zdecydowanie ułatwił im dotarcie do domu, bo mieli już dość chodzenia po plażowych spacerach. Nellie jeszcze przed tym jak weszli do domu zdążyła poprawić fryzurę i pomalować usta szminką, by wyglądać nienagannie. Zupełnie w takim stanie jak wyszła. Sweeney znów wziął kobietę pod rękę, by uniknąć spekulacji ze strony rodziców i uprzedził przed wejściem.
- Jeśli będą zadawać jakieś podejrzane pytania, zostaw to mnie. Zresztą.. cóż, nie jesteśmy małymi dziećmi, które uciekły rodzicom podczas zakupów, nie mamy się z czego tłumaczyć. Pięknie wyglądasz. - Uśmiechnął się do Nellie kącikiem ust, a kobieta go odwzajemniła i zaraz przekroczyli próg budynku. Doskonale wyczuwała, że Sweeney ma dość pewnych rzeczy ze strony Heleny i Edwarda i dlatego też nie zamierzała przyczyniać się do komplikacji i większych podejrzeń więc powstrzymywała w sobie chęci wymknięcia się gdzieś z mężczyzną i grała jak gdyby nigdy nic, choć czasem pod spojrzeniem Heleny miała wrażenie, że jej wszystkie uczucia są doskonale znane. 
- I jak było na plaży, kochani..? Pozbieraliście trochę pamiątek do domu..? 
Nellie pomyślała o pocałunku ze Sweeney'em jako pamiątce z plaży, lecz oczywiście powiedziała co innego.
- Tak, oczywiście.. piasek i muszelki.. mała namiastka morza.. Sweeney.. pokażesz..? Zwróciła się do niego, odwieszając płaszcz na wieszak. Mężczyzna sięgnął do swojej kieszeni i już przez chwilę martwił się, że zarówno piasek, jak i muszelki mu gdzieś wypadły, lecz wreszcie doszukał się tych drobiazgów, wyjął je i zaprezentował. 
- Ładne, prawda..? Choć niektóre troszkę połamane.. ale i tak unikatowe i zakładam się, że mało kto je ma w Londynie. 
- Dam Wam słoik, bo inaczej pogubicie. Słoik zawsze można ładnie przyozdobić, chyba, że znajdziecie ładną butelkę.. ale niektóre muszle w nią nie wejdą, więc.. słoik zawsze się nada.. i do tego piasku.. - Helena zaraz zakręciła się w kuchni i wręczyła Nellie do rąk słoik, po czym znów dodała. - Obiad będzie niedługo, poczekaliśmy na Was z ojcem.. Umyjcie ręce i zapraszam do stołu. - Helena znów zniknęła w kuchni, a Sweeney wraz z Nellie udali się na górę, gdzie kobieta zostawiła w swojej sypialni wszystkie zbędne przedmioty, a potem razem spotkali się w łazience przy myciu rąk. 
- Gładko poszło, prawda..? - Sweeney przytaknął, choć jeszcze na tym się dzień nie kończył i wątpił, że obejdzie się bez jakiejś choćby sugestii małej. 
- Uważaj, bo jeszcze Cię zaskoczą.. nasi swaci.. - Zaśmiał się pod nosem, choć znów musiał przyznać, że ten wyjazd dobrze zrobił i jemu, że poczuł wreszcie odwagę do działania, a był w tym jakiś procent zasługi rodziców. Kiedy zeszli już na dół stół był cały zastawiony, choć młody Pan Todd i Pani Lovett byli bardziej nasyceni emocjami względem siebie niż mieli pęd do jedzenia. Lecz z grzeczności, zwłaszcza, że były urodziny Heleny i kobieta postarała się jeszcze bardziej niż zwykle, wypadało coś przekąsić. Do tego do obiadu napili się po lampce czerwonego wytrawnego wina, które wręcz idealnie pasowało do mięsa jakie przyrządziła na ten dzień Helena. Sweeney i Nellie zachowywali pozory, choć czasem stykali się kolanami pod stołem. 
- Macie jakieś plany na wieczór..? Czy zostajecie tutaj w domu, hm..? - Nellie ze Sweeney'em spojrzeli się na siebie jak gdyby próbując przypomnieć sobie czy coś zaplanowali na ten wieczór, lecz jednak niczego specjalnego nie mieli w planach. 
- Nie, zostajemy tutaj.. a czemu pytasz, tato..? - Sweeney uniósł brew na ojca spodziewając się, że razem z Heleną uknuli coś dla nich, lecz tylko machnął lekko ręką uśmiechając się. 
- Aa.. chciałem po prostu zapytać.. w takim razie możemy razem w coś pograć w czwórkę.. w karty czy jakieś szachy.. Zawsze dobrze nam to wychodziło.. 
- Jeśli chodzi o karty, uprzedzam, że każdy kto zagra ze mną ma całkowitą pewność o wygranej.. - wtrąciła Nellie, śmiejąc się lekko ze swoich karcianych umiejętności. Chyba od zawsze uważała to za bardziej męską formę spędzania czasu i dlatego nigdy nie próbowała się nauczyć. Karty do niej nie przemawiały. Sweeney spojrzał na Nellie tajemniczym wzrokiem z uśmiechem, który tylko ona mogła odczytać, że właściwie mężczyzna coś wspomina. 
- Hm.. za to w warcaby.. przeciwnie.. ograsz każdego.. - Nellie puściła mężczyźnie oczko i również uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. 
- W takim razie odpocznijmy trochę po obiedzie, a potem możemy spotkać się tutaj w salonie, chyba, że wpadniemy na coś innego.. - Helena wstała od stołu i zebrała za sobą talerze i udała się w stronę kuchni, lecz zaraz Edward ją dogonił i słychać już było tylko. 
- Kochanie.. dziś ja zmywam.. dziś jest Twój dzień.. - No i tak starszy Pan Todd zaraz zabrał się do zmywania kiedy wszystkie naczynia zniknęły ze stołu, a Helena usiadła na fotelu bujanym w salonie by trochę jednak wykorzystać ten swój dzień, a Sweeney i Nellie udali się na górę. Sweeney pokazał Nellie swój pokój, który zajmował jeszcze jak był dzieckiem. Oczywiście pomieszczenie nie było już urządzone jak dla dziecka, choć on sam czuł, że tego miejsca nikt nie zdoła zmienić samym wystrojem. Czuł z nim pewnego rodzaju emocjonalną więź. Nellie przysiadła na krzesełku, gdy Sweeney szukał czegoś po szufladach w biurku, aż wreszcie wyciągnął z niego niebieską wstążkę w białe groszki. 
-O, mam! Mogłabyś przewiązać tym słoiczek jeśli zechcesz. Teraz właściwie możemy się już zabrać za jego dekorację, skoro mamy czas. Przyniesiesz go tutaj, hm..? 
Nellie za chwilę już wróciła do pokoju Sweeney'a z muszelkami w woreczku i piaskiem w pudełeczku, zamykając za sobą drzwi. Wzrok mężczyzny zatrzymał się przez chwilę na dekolcie kobiety, kiedy siadała na krześle obok biurka, lecz zaraz go odwrócił by nie uznała tego za niegrzeczne. Czuł od niej woń świeżo rozpylonych perfum. 
- Nowe perfumy..? Podobają mi się.. 
Nellie skinęła głową i odparła. 
- Mhm, to te od Ciebie, uwielbiam je. - Uśmiechnęła się ciepło do Sweeney'a, po czym otworzyła słoiczek i wsypała do niego piasek, a potem układała muszelki. Sweeney przyniósł sobie krzesło i siedział tuż obok kobiety, kładąc rękę na jej kolanie i obserwując pracę jej dłoni.

Part 224.

- Dwie latarnie morskie.. och cóż za urocze określenie.. hehe.. Niee, tym razem nie damy im tej satysfakcji.. a prędzej pobawimy się z nimi w chowanego.. - Zaśmiała się beztrosko robiąc cwaną minę. - Poza tym.. Panie T., nie wydaje się Panu, że coś zostało nam dzisiaj przerwane, hm..? Nie sądzi Pan, że powinniśmy sobie to teraz odebrać..? Kiedy wiernych szpiegów nie ma w pobliżu, hm..? - Zerknęła kusząco na Sweeney'a i musnęła kącik jego ust, po czym złapała mężczyznę za dłoń by oboje wyszli zza budki na plażę. W odległości około pięćdziesięciu metrów zauważyli Edwarda i Helenę, więc postanowili iść w drugą stronę i dopiero za jakiś czas obejrzeć się za rodzicami Sweeney'a. Chcieli im umknąć. 
- Widzisz, może jednak będziemy mieć tą chwilę spokoju, może się domyślą.. Hm.. a teraz dasz mi to pudełko..? - Sweeney podał Nellie blaszane pudełeczko po cukierkach i zaraz oboje schylili się żeby wsypać do niego troszkę piasku. Sweeney dość niechętnie puścił dłoń kobiety, w końcu przez ten czas szli nie pod rękę, lecz za rękę i podobało mu się to. Z Nellie nie uchodziło podekscytowanie pocałunkiem Sweeney'a i naprawdę miała ochotę kontynuować moment, który nadarzył się rankiem. 
- Byłoby piękniej gdyby teraz mocniej świeciło słońce.. moglibyśmy nawet się pokąpać.. ale może wybierzemy się tutaj też w lato, hm..? Lub po prostu nad morze, nie tutaj, ale na wakacje..? W końcu wody nie brak wokół naszego kraju.. - Sweeney objął ramieniem Nellie gdy kontynuowali swój spacer po piasku. Czasem zatrzymywali się by rozejrzeć się po okolicy, choć Sweeney znał te tereny niemal jak własną kieszeń. W oddali dostrzegali też zapierające dech w piersiach klify, latarnię morską i pojedyncze budki na plaży, które teraz były jak wymarłe w porównaniu do letniego sezonu. 
- Z przyjemnością, Sweeney.. Oczywiście, że zupełnie inaczej jest tutaj w lato, ale teraz też pozostaje jakaś część tego uroku.. Teraz jest idealnie, tak się cieszę, że tu jestem.. Każdy wypad nad morze jest dla mnie dobry.. Oderwałam się na chwilę od pracy, to cudowne uczucie.. Pooddychamy troszkę świeżym powietrzem, tak dla odmiany, dla zdrowia..
Przechodzili właśnie obok niebieskiej budki, która jakimś cudem w przeciwieństwie do innych była otwarta. 
- Może usiądziemy by troszkę odpocząć, hm..? Popatrzymy sobie troszkę na morze.. - I tak Sweeney wraz z Nellie usiedli w środku, siedzenia były suche, bo górę przykrywał daszek. Sweeney jeszcze raz obejrzał się czy nie ma gdzieś w pobliżu jego rodziców, a gdy nie zobaczył ich w oddali poczuł małą ulgę i ucieszył się, że wreszcie nikt zaraz nie wyskoczy zza rogu, nie będzie mu doradzał, a tym bardziej patrzył na nich. Tak więc oboje rozkoszowali się chwilą spokoju, widokiem na rozciągające się morze i własną obecnością. Sweeney tulił do siebie Nellie, a kobieta opierała się o ramię mężczyzny, przymykając oczy. Chwilkę trwali w ciszy, słychać było tylko szum wody, lecz Nellie to przerwała podnosząc swoją głowę, by kontynuować to, co mówiła wcześniej. 
- Lecz wiesz z czego najbardziej się cieszę..?
Sweeney nieznacznie pokręcił głową, zaczepiając dłonią o kosmyk włosów kobiety, by potem ją w nich zanurzyć i przeczesywać. Nellie spojrzała z uwielbieniem w oczy mężczyzny i odparła. 
- Że jesteś tutaj ze mną, Panie T., to jest najważniejsze. - Znów padły tutaj wzajemne spojrzenia na usta i niewypowiedziana chęć pocałunku. Nim oboje zdążyli cokolwiek pomyśleć, ich usta niczym spragnione swojej bliskości złączyły się w czułym pocałunku, który z początku miał być zwykłym niewinnym cmoknięciem, lecz tym razem oboje nie mogli oprzeć się pokusie by go nie przedłużyć, zwłaszcza kiedy nagle nie zadziały się rzeczy, które miałyby w tym im przeszkodzić. Sweeney zsunął dłonią do biodra Nellie, a ona westchnęła z zadowoleniem, wniebowzięta tą chwilą. Po ich ciałach rozchodziły się emocje podobne do eksplodujących fajerwerków, a gdy wreszcie ich wargi rozdzieliły się przytulili się do siebie, bo był to zdecydowanie przełomowy moment w ich relacji. Sweeney szepnął znów Nellie. 
- Ja też się cieszę Nellie, że ze mną tu jesteś. - Pocałował płatek ucha kobiety i zaraz spojrzał na nią, gdy słodko się uśmiechała. Sweeney rozpracował, że oparcie można trochę obniżyć i kiedy tak zrobił, wsunęli się trochę bardziej do środka by ukryć się przed wiejącym wiatrem. 
- Chyba nie tęsknisz jeszcze za powrotem, hm..? Lecz powiedz mi kiedy zgłodniejesz, dobrze..? - Sweeney gładził Nellie po policzku na co przymknęła powieki poddając się jego dotykowi. 
- Nie, nie chcę jeszcze wracać.. Mm.. jeszcze długo nie chcę wracać.. tak jest dobrze. - Pan Todd był teraz zapatrzony na Panią Lovett niczym jak w obrazek. Gdzieś w duchu wiedział, choćby przez wzgląd na przeszłość, że w Nellie kiedyś skrywała się chęć pocałunku z nim, lecz mimo tego był pod wrażeniem, że pocałowała go z taką pasją, czego sam by się nie spodziewał nawet w swoich marzeniach po tym wszystkim. 
- Następnym razem weźmiemy większy ekwipunek ze sobą, jakiś kocyk, jakieś karty.. - Nellie przytknęła Sweeney'emu palec do ust. 
- Następnym razem będzie następnym razem, a teraz jest teraz. Żyjmy tym, co dzieje się aktualnie. - Musnęła wargi Sweeney'a by przestał planować co będzie, bo jakoś złe doświadczenie miała z jakimikolwiek planami, a nie chciała żeby to, co było teraz kiedykolwiek się popsuło. Pan Todd zamruczał na ten pocałunek, przy czym przyciągnął do siebie Nellie i położył swoją dłoń na jej talii gdy przytuliła się do niego bardziej. 
- Dobrze więc.. Żałuję, że nie możemy zostać tutaj, na plaży na dłużej.. Przydałby się jakiś domek nad samym morzem.. - Sweeney westchnął wpatrując się w krajobraz jaki się przed nim rozciągał. Chciał jakoś magicznie zatrzymać tę chwilę, bo była różna od innych i piękna. Nellie cicho przytaknęła i dodała. 
- Lecz chyba wyczerpałam swój limit marzeń do spełnienia na dziś, Kochany.. I domek musi poczekać..  Och, byłoby przytulnie.. - Nellie jeszcze przez jakiś czas zachwycała się urokami życia nad morzem, nawet zanuciła o tym piosenkę. Sweeney również podzielał jej entuzjazm, choć jakby nie mówił o życiu nad morzem wydawało się, że i tak Nellie widzi to jeszcze barwniej. Opuścili budkę, lecz niechętnie, bo dobrze spędzili tam czas, ale postanowili jeszcze wybrać się na spacer po promenadzie, gdzie kręciło się więcej osób, a z jej końca roztaczał się jeszcze ładniejszy widok. Do tego Sweeney wraz z Nellie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia, ponieważ akurat nadarzył się fotograf, a zawsze było warto upamiętnić takie chwile. Sweeney'emu zdawało się również, że widział swojego znajomego z lat szkolnych, z którym jakiś czas po wyjeździe z Newcastle utrzymywał przyjacielskie kontakty, ale nie podchodził do niego, ponieważ obawiał się pytań o Lucy w towarzystwie Nellie, a po prostu nie chciał zepsuć sobie i kobiecie dobrego nastroju tymi pytaniami.

sobota, 14 lutego 2015

Part 223.

- Ładnie tu hm..? Podoba Ci się ? Muszelki zabierzemy do domu… Mało ich jest.. teraz jakiś po latach małe są ich wysypy.. nie wiem czemu, ale szybko się roztrzaskują nim dopłyną do brzegu. Lecz nieco ich mam. Ładnie pachną, przypominają morskie powietrze…
Uśmiechnął się do Nellie i zaraz chował do małego woreczka to co uzbierał i potrząsnął woreczkiem, w końcu wszystkie zbierał dla Nellie, która odwzajemniła jego gest pocierając noskiem o nosek i odezwała się spoglądając na dłonie mężczyzny przy materiale z muszelkami.
- Och jest tu naprawdę uroczo. Oczywiście, że mi się podoba. Myślałam, że chyba już tylko na starość będę mogła się osiedlić nad morzem, naprawdę.. wiesz.. Londyn jest ładny, ale morza tam nie znajdę. Muszelki, tak są śliczne. Hm.. to rozumiem, że będę musiała znaleźć jakieś ładne naczynko szklane by je uwydatnić… Szkoda, że nie mam buteleczki, zabrałabym stąd nieco piachu, by sobie na niego popatrzeć.. – Uśmiechnęła się delikatnie do mężczyzny, kiedy Sweeney wstawał i podał jej dłoń. A gdy zaraz wstała przy jego pomocy, spojrzała na rodziców mężczyzny, którzy stali przy wodzie i Helena moczyła dłoń we wodzie sprawdzając jej temperaturę. Zaś Edward spojrzał na swojego syna i kobietę, po czym odparł.
- Pozbierajcie muszle jeśli chcecie, nie spieszy nam się potem, pójdziemy na obiad do domu. – Sweeney zaśmiał się pod nosem na myśl o obiedzie, o którym już główkował jego ojciec, kiedy dostanie coś dobrego na talerzu. Nellie spojrzała na Helenę i uśmiechnęła się, a zaraz pobiegał powoli w stronę budki ratowniczej, a ojciec Sweeney’a dotknął ramienia syna i odezwał się do niego.
- Pobiegnij za Nellie…. Sweeney.. inaczej nigdy nie zbliżysz się do tej kobiety. Wiem, rano wam pewnie przeszkodziłem, ale teraz jest szansa to naprawić.. te budki o tej porze roku są tu puste.. pewnie zamknięte, ale przecież poganiać się z nią możesz, nie wyglądacie głupio jak my z mama, gdybyśmy się ganiali jak dzieci.. No leć.. – Edward uśmiechnął się do syna, a zaraz i matka do niego podeszła i ucałowała policzek syna, kiedy mężczyzna spoglądał na rodziców i czuł w tym jakąś intrygę, miał nadzieję, że Nellie nie była w to wciągnięta. Todd po chwili, gdy schował do swojego płaszcza woreczek z muszkami ostrożnie odparł zaraz pochylając się nad uchem ojca i matki, gdy stali przed nim i szepnął.
- Przestańcie, dobrze..? Jestem dorosły i wiem co robić.. Tato. Tatoo… nie przesadzasz trochę… Ta wasza nadopiekuńczość i pokazanie mi, że Pani Lovett, jest moją wybranką, jest trochę zbyt wymowne, a im dalej tak pójdzie, tym bardziej Nellie pomyśli sobie coś złego i nie będę miał już nawet poco wracać do Londynu… Ja wiem, że chcecie dobrze, ale uważacie, że za miesiąc może powiem wam, że jest w ciąży, co..? Tak nie będzie.. . Nie pchajcie mnie jak czegoś nie zrobię, bo to nie jest w mojej naturze i nie jestem dobry w flirtach z kobietami.. w randkach i innych takich..
Rodzice trochę jakby posmutnieli na słowa syna i szeptali mu, że chcą dobrze, Helena dotknęła policzków syna, niczym jak małe dziecko. Na co mężczyzna przewrócił oczami, a Nellie weszła po deskach drewnianych na podest budki ratowniczej i nieco się ukryła za budynkiem, widząc jak Sweeney rozmawia z rodzicami, ale jej chwila nieuwagi sprawiła, że gdy znów spojrzała, Sweeney’a z nimi nie było. Westchnęła opierając się o budynek i uśmiechnęła lekko zamykając powieki. A skradał się do niej Sweeney, nie dlatego, że rodzice go do tego namówili, ale chciał chwilowo oderwać się od nich, kiedy byli tacy nakręceni, na kobietę z którą ich syn przybył do ich rodzinnej miejscowości. Cichutko wyjrzał zza rogu budynku i jego kącik ust uniósł się ku górze, gdy widział Nellie. Podszedł bliżej, starał się zrobić to najciszej jak umiał i gdy zauważył, że rodzice jakby zmierzali w kierunku budki, zerknął na Nellie i kiedy złapał ją za dłoń, zaskoczona cicho pisnęła, że Sweeney w tym momencie zbliżył się do kobiety swoją twarzą i położył palec do ust kobiety, po czym szepnął cichutko.
- Ciii…. Cichutko.. to tylko ja.. – Uśmiechnął się do kobiety, kiedy jedną ręką opierał się o ten drewniany budynek, a druga dłonią nieco dotknął biodra kobiety. To wszystko trwało dosłownie chwilę, że trudno było jakkolwiek zareagować. Mimo to Pani Lovett ucichła, a Sweeney złożył pocałunek na ustach kobiety i nieco go przedłużył. Nellie aż nie potrafiła nic powiedzieć, jedynie z jej ust wydało się cicho „Och”, zdążyła jednak złapać Sweeney’a za rant jego płaszcza przy szyi. A po chwili ich wargi oderwały się od siebie a mężczyzna odparł tuz przy ustach kobiety, które dotknął.
- Błagam tylko nie rozpowiadajmy tego rodzicom moim, bo inaczej szybciej stąd wyjedziemy, jak jeszcze raz od nich usłyszę jak zaczną nasz swatać ze sobą. Chcesz jeszcze pozbierać muszelki.. a piasek jeśli chcesz…  - Sweeney zaraz wyciągnął z kieszeni płaszcza pudełeczko okrągłe po cukierkach, takie blaszane, otworzył je ale było już puste, choc liczył chociaż na jeszcze dwa.
- Hm… a myślałem, że jeszcze coś zostało.. Mniejsza o to, może być to pudełeczko..? Nabierzemy w nie trochę piachu.. hm..? – Uśmiechnął się do kobiety, która zaraz uwiesiła się na jego szyi i przytuliła do niego czule. Była podekscytowana tym, że golibroda sam odważył się na taki ruch. Może przemawiało za tym to, że chciał pokazać w duchu rodzicom, że jednak nie jest taką pierdołą by zbliżyć się do Nellie, którą objął i pocałował ją za uchem szepcząc.
- Idziemy..? Nim te dwie latarnie morskie.. znaczy moi rodzice zaraz przyjdą tu na zwiady, hm..? 

Part 222.

Przechadzali się ulicami Newcastle, gdzie znajdował się choćby Teatr Royal, czy Jesmond Dene House, gdzie udali się na spacer, w końcu było to miejsce oazą spokoju dla ludzi z tego miasta. Znajdowały się tutaj rzeki, egzotyczne drzewa, które o tej porze roku może jeszcze nie były tak bardzo urocze, ale można było tu choćby zobaczyć rzadkie gatunki ptaków. To miejsce było jak egzotyczny ogród botaniczny, gdzie każdy mógł znaleźć miejsce do wyciszenia samego siebie w tym rozgardiaszu codziennych spraw. Jesmond Dene, ciągle się rozwijało, więc jeszcze nie wszystko wyglądało tak jakie miał założenia, ale mimo to można było tu spędzić dobrze czas i oczy mogły odpocząć od ciągłego widoku budynków. Kiedy przechadzali się po tym miejscu, Nellie trzymała pod rękę Sweeney’a, a Edward prowadził swoją żonę. Sweeney spojrzał na kobietę i odezwał się do niej gdy szli pierwsi przed jego rodzicami i czasami oddalali się od Państwa Todd.
- Masz ochotę zobaczyć Muzeum..? Muzeum historii naturalnej i starożytnych cywilizacji..? Nie jest daleko stąd. A skoro jesteśmy tutaj to ten czas można dobrze wykorzystać, byś potem mi nie powiedziała, że byłaś w Newcastle, ale w sumie niczego nie zobaczyłaś hehe.. Żartuję, ale skoro już tu jesteśmy to czemu nie możemy obejrzeć co nieco. – Uśmiechnął się do kobiety i szli cały czas dalej, choć później usiedli sobie na ławce. A rodzice Todd’a by im nie przeszkadzać udawali zainteresowanych dalej drzewami bądź ptaszkiem, który właśnie przysiadł na gałęzi drzewa niedaleko nich. A Nellie zaraz odezwała się do Sweeney’a, gdy mężczyzna spojrzał na jakąś parę przechodzącą obok nich.
- Muzeum? Bardzo chętnie, chyba jako mała dziewczynka byłam ostatnio w muzeum… Och Sweeney, nie powiedziałabym tak, no może troszeczkę byłoby mi szkoda, być gdzieś i nie zobaczyć niczego poza domem i okolicą, gdzie mieszkają Twoi rodzice. – Poklepała Sweeney’a po jego udzie, żeby sobie nie pomyślał, że miałaby się o coś obrazić. Rodzice oczywiście przyglądali im się, ale nie mieli za bardzo dobrego pola widoku, gdy Sweeney obrócił się bardziej do kobiety zasłonił ich swoimi plecami.
- Cieszę się. Jako mała dziewczynka w muzeum? Też byłem w muzeum jako dziecko, ale czas to zmienić. Podobno przybył tu okaz T-Rexa, jakiegoś dinozaura… nie znam się na tym za bardzo.. Ale w dalszym ciągu, zastanawiam się nad tym co pierwsze istniało tak naprawdę na Ziemi, skoro wszystko stworzył Bóg. Poczynając od ludzi, to dlaczego nikt nie napisał, że stworzył dinozaury, albo ludzi pierwotnych.. Wiesz z maczugami, w skórach jakiś, co mieszkali w jaskiniach i jeszcze nie potrafili tak rozmawiać jak my ze sobą. Ale mniejsza o to.. czasem myślę, nad dziwnymi sprawami.. Słoń afrykański podobno jest w Muzeum, no niestety, ale wypchany… Przeraża mnie to trochę, że tak ludzie postępują ze zwierzętami, by inni mogli podziwiać co tak naprawdę żyło czy żyje na ziemi. – Westchnął, w końcu Sweeney co jak co, ale bardziej zabiłby człowieka, niż zwierzę. Zwierzęta lubił, no może nie wszystkie, tym bardziej te groźne i mniej sympatyczne, lecz nie wyobrażał sobie skrzywdzić jakiegoś futrzaka. Nellie patrzyła na mężczyznę z uwagą i uśmiechnęła się do niego, gładząc zaraz jego policzek.
- Tak. Widzisz to powrócimy jak do dzieciństwa. Dinozaury, ach tak. Ja też nie wiem jak to jest naprawdę. Nie jestem tak bardzo wierzącą osobą, o ile w ogóle jestem, tracę czasem nadzieję, że naprawdę jest ktoś ponad nami wszystkimi. To prawda, też tego nie popieram. Lecz to wszystko idzie za sprawą tego, że nic byśmy nie zobaczyli gdyby krzywda się nie stała. To tak jak z ogrodami zoologicznymi. Przynajmniej nas nikt nie wypcha…  - Uśmiechnęła się nieco do mężczyzny, kiedy pochylił się do kobiety i pocałował lekko jej policzek. A niebawem powoli wstali z ławki i udali się z ogrodu do muzeum, o którym też wspomnieli rodzicom.
Po dotarciu na miejsce, nie byli jednak zbyt zadowoleni, bo okazało się, że muzeum dziś jest zamknięte z powodu przywiezienia nowego okazu do budynku i Muzeum zostało zamknięte, gdyż zwiedzający inaczej mówiąc przeszkadzaliby, a do tego mogliby coś uszkodzić. Zresztą takie rzeczy muzeum zazwyczaj robiło w nocy, lecz dziś wypadło inaczej, bo nowy okaz szkieletu dinozaura przyjechał rano, tak teraz było przygotowanie do prezentacji, na kolejny dzień, było nad nim wiele pracy, zatem dziś z oglądania naturalnej i starożytnej natury jak i cywilizacji musieli obejść się smakiem.
Edward podrapał się po głowie, gdy stali przed Muzeum, a Sweeney zaraz odezwał się, kiedy jego matka spoglądała na niego, jakby miał zaraz co najmniej pocałować Nellie, czego niestety doczekać się nie mogła.
- Może w takim razie… skoro zamknięte jest dziś Muzeum, przełożymy to na jutro o ile do jutra będzie tu wszystko gotowe… A może wybierzemy się na plażę hm..? Przejść się po piachu, pospacerować..? – Spojrzał na kobiety i na swojego ojca, który nieco przytaknął delikatnie głową, a kobiety odezwały się ochoczo jednocześnie. – Oczywiście! – Nellie i Helena uśmiechnęły się uroczo i tak zaraz z Paniami pod rękę udali się w kierunku plaży, choć nieco dalej wsiedli w jeden powóz i pojechali nad morze, gdzie powóz zatrzymał się na placu, przed plażą, która była ukryta za wydmami. Nellie wdychała powietrze, które tutaj już powiewało morzem, morskim powietrzem, piachem, wydmami. Powoli powysiadali z powozu, Edward zapłacił za ten przejazd i powoli udali się między wydmami do przejścia na plażę. Było już widać morze kiedy szli, plażę, a do tego gdzie niegdzie były budki ratownicze. Razem wszystko tworzyło idealny krajobraz. Kawałek dalej była też promenada, ale szli na plażę mimo wszystko, gdzie było kilkoro ludzi, z dziećmi czy z psami. Sweeney nieco zawiesił wzrok na małym dziecku, niesionym przez matkę na rękach i cicho westchnął. A spacerując po plaży, rozmawiali ze sobą spokojnie. Edward z Heleną rozmawiali ze sobą jeszcze o zajściu rano, jakoś oboje nie mogli tego przeżyć, że ojciec Sweeney’a przerwał synowi schadzkę, z Panią Lovett w spiżarce i przerwał pewnie ważny dla nich moment. A Sweeney z Nellie zbierali nieco muszli, kobieta była ucieszona tym miejscem, aż w którymś momencie pochyliła się do Sweeney’a gdy przykucał i zbierał kilka muszli. Spojrzeli sobie w oczy i mężczyzna dotknął jej nosek swoim. 

czwartek, 12 lutego 2015

Part 221.

O ile nie uznają, że nie chcą przeszkadzać. 
- Nie martw się, na pewno prędzej czy później się zorientują.. - pocieszała go Nellie. Być może było to dziwne, lecz widziała też pozytyw w tym, że przypadkowo tam utknęli. Choć było nieco klaustrofobicznie, była z nim. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zaraz zdejmowała niektóre słoiki na podłogę by wstawić tam tort. W końcu zbyt wiele czasu poświęcili by się w tym momencie zniszczył. Znaleźli też stołeczek, który służył do sięgnięcia czegoś i skrzynkę, która była jednak zbyt spróchniała żeby na niej siedzieć. Sweeney usiadł na najwyższym stopniu tego stołeczka, a Nellie na jego kolanach. 
- Nie jest Ci zimno..? Szkoda, że nie zabraliśmy ze sobą tego koca.. - Sweeney tulił do siebie bardziej Nellie i głaskał ją po pleckach jedną ręką. 
- Nie.. na razie jest w porządku.. Oj już nie psuj sobie tym nerwów, nie przewidzieliśmy, że tak się stanie. Spokojnie, śmierć z głodu nam nie grozi, prawda..? Niedługo ktoś nas stąd wydostanie.. - Uśmiechnęła się minimalnie i spojrzała Sweeney'emu głęboko w oczy, które od zawsze znajdowały się na podium w liście rzeczy, które najbardziej jej się w nim podobały, tak samo jak kości policzkowe czy ton głosu mężczyzny. Ponieważ siedziała tak bokiem na jego kolanach miała wolną jedną rękę i splotła swoje palce z palcami Sweeney'a, a za chwilę przybliżyła jego dłoń do swoich ust i ucałowała opuszki jego palców. Pan Todd nie mógł zaprzeczyć, że spodobał mu się ten delikatny gest z jej strony i choć wciąż czuł się opornie z okazywaniem jej swoich uczuć, zerknął w odpowiedzi na jej wargi. Nellie to dostrzegła i również spojrzała na usta mężczyzny. Już zaczęli zbliżać się do siebie, gdy zza drzwi dobiegł ich znajomy głos. 
- Sweeney.. Nellie.. jesteście tu..? - Spytał Edward trochę głośniejszym głosem. Oboje przytaknęli mężczyźnie, odsuwając swoje twarze od siebie niechętnie, a ten zaraz przekręcił klucz od zewnątrz i byli uwolnieni. 
- Szukaliśmy Was wszędzie z mamą, buty na miejscu więc stwierdziliśmy, że nigdzie się nie wybr... Och.. wybaczcie mi, że przeszkadzam.. przeszkodziłem.. - Odwrócił od nich spojrzenie wycofując się ze spiżarni, sam żałował, że zjawił się tam akurat w tym momencie. Sweeney i Nellie zerknęli po sobie, a za chwilę stali już osobno trzymając tort i suknię. Oczywiście, że byli źli za przeszkodzenie, ale wreszcie byli uwolnieni, a do tego akurat mogli jeszcze powrócić. 
- Wymienilibyście wreszcie ten zamek.. Chcieliśmy zrobić mamie niespodziankę, a teraz jest już na nogach.. Więc wymieńcie.. bo jak oboje się tam kiedyś zatrzaśniecie to nie będzie wesoło..
Edward zerknął na Sweeney'ego spojrzeniem mówiącym "Nie powiesz mi, że Wam nie było wesoło", lecz tym razem nie zareagował na to. 
- Tak, wiem, Sweeney.. Wiem.. Tak, mama jest na nogach, ale jeśli zatrzymałbym ją chwilowo w kuchni zdążylibyście przejść do salonu i udałoby się.. - No i tak jeszcze chwilę w trójkę dogadywali się co do szczegółów planu i zaraz Edward ruszył na górę. Sweeney i Nellie nasłuchiwali jego kroków i kiedy wydawało im się, że para była w kuchni, przemknęli do salonu. Tam postawili ciasto na stole po uprzednim zdjęciu z niego wszelkich zabezpieczeń i tylko czekali gdy zjawi się Helena. Wreszcie dołączył do nich Edward i w trójkę zaczęli śpiewać "Sto lat". Helena była wyraźnie zaskoczona i wzruszona. Zaraz wszyscy zabrali się do składania jej życzeń no i oczywiście kobieta zdmuchnęła symboliczną świeczkę na torcie. Sweeney podarował jej paczkę, która ją zaciekawiła, bo była sporych rozmiarów i zaraz wyjęła z niej sukienkę i przymierzyła do siebie nie kryjąc zadowolenia. 
- Och, Sweeney.. skąd wiedziałeś..? Ostatnio zamierzałam trochę odświeżyć garderobę.. jest piękna.. dziękuję Ci skarbie. - Ucałowała syna w policzek, a wtedy szepnął jej na ucho. - Nellie również miała w tym swój udział, pomagała mi wybierać, a tort jest głównie w jej wykonaniu.. 
Helena uśmiechnęła się jeszcze bardziej dowiadując się o wkładzie Pani Lovett w jej niespodziankę i tak samo musnęła jej policzek w podziękowaniu. 
- Tobie też dziękuję Nellie.. jest idealna.. A ten tort.. aż zrobiłam się głodna.. hehe..
Nellie uśmiechnęła się nieco skromnie. Cieszyła się, że Helenie wszystko się spodobało. 
- Na prawdę, nie ma za co.. Cieszę się, cieszymy, że mogliśmy sprawić Pani małą przyjemność.
Edward chrząknął jakby dla przypomnienia, że wciąż się tam znajduje, a z nim prezent urodzinowy. Wręczył żonie zestaw biżuterii z białego złota, na co składały się kolczyki, bransoletka i naszyjnik. Na to również bardzo się ucieszyła, a całość wraz z sukienką tworzyła zgrany zestaw. 
- Dziękuję Wam bardzo, bardzo mnie zaskoczyliście.. A teraz pokroimy słodkie pyszności.. Nellie przyniosła talerzyki i łyżeczki do ciasta, gdy kazała Helenie usiąść przy stole. Przynajmniej w ten sposób chciała ją wyręczyć. Zaraz wszyscy zajadali się tortem, a Nellie zbierała za niego pochwały. Wkrótce gdy najedli się ciastem, Nellie ze Sweeney'em poszli do kuchni by od razu zmyć wszystkie naczynia, a gdy wrócili do salonu wyglądało na to, że Edward podzielił się tym co zobaczył z Heleną w spiżarni bo byli znów tak samo ożywieni jak po tym co wczoraj zobaczyli na korytarzu. Zadawali pytania z rodzaju jak minęła noc, jak się spało.. jakby oczekiwali jakichś pikantnych szczegółów, jakby w ogóle oczekiwali że podzieliliby się z nimi czymś takim. Nellie czasem myśląc o tym zakrywała twarz by nie roześmiać się, a Sweeney spoglądał głównie na swojego ojca żeby troszkę się pohamował ze wszystkimi swoimi domysłami, które mógł się założyć, że snuł w głowie. 
- Może wybierzemy się na spacer..? Tak dla zdrowia.. Dziś jest całkiem ładna pogoda.. i nie tak zimno.. - zaproponowała Nellie. Wszyscy zgodnie zdecydowali się na zaczerpnięcie powietrza i już niebawem byli wyszykowani do wyjścia. Na początek skierowali się do centrum miasta, gdzie było więcej atrakcji niż w okolicy samego domu.

Part 220.

Nellie zaś przez ten czas kiedy Sweeney brał kąpiel, leżała już pod kołdrą, lecz przy palącej się lampce. Przez cały czas rozmyślała o tym co zaszło między nimi na korytarzu nim jeszcze się rozdzielili. Czuła dotyk jego ust na swoich ustach, na swojej skórze, a na samo wspomnienie tych gestów ogarniało ją błogie uczucie. Zanim usnęła odtwarzała sobie jeszcze raz wszystko w głowie wiele razy. Tak jak do tej pory pragnęła żeby to kiedykolwiek doszło do skutku, tak teraz apetyt wzrastał coraz bardziej i bardziej i w Nellie narastała ochota by wymknąć się ze swojego pokoju i zostać tylko z nim. W rzeczywistości mało wadziło jej to, że rodzice Sweeney'a niemal pochłaniali ich swoim wzrokiem, ponieważ będąc w jego ramionach niewiele się tak naprawdę liczyło.
Ranek Nellie powitała w wyjątkowo dobrym nastroju, co wcale nie zdarzało się tak często. Lecz teraz, z okna rozpościerał się piękny widok na morze, a Sweeney znajdował się tylko kilka metrów dalej od niej. Uśmiech nie schodził z jej ust. Po fazie lekkiego zaspania, ubrała suknię, odwiedziła łazienkę w celu porannej toalety, aż znalazła się w kuchni. Wyglądało na to, że cały dom jeszcze spał więc zachowywała się najciszej jak tylko mogła, choć czasem jak na złość coś spadło, a coś głośniej zabrzęczało, ponieważ niezbyt potrafiła odnaleźć się w tym miejscu. Jednakże w rezultacie zrobiła sobie kawę z którą wyszła na werandę po okryciu się kocem. Od dawna pragnęła zacząć tak nowy dzień, w swoim wymarzonym miejscu. Morze w jakiś sposób napawało ją optymizmem, przypominało jej że w życiu jeszcze wiele może się zdarzyć i zupełnie tak jak ono jest nieskończone, życie może napisać jeszcze wiele scenariuszy by odmienić człowiekowi los. Sama nie wiedziała do końca czemu tak myśli, lecz właściwie cieszyła się na to, że morze jest taką potęgą, która zawsze będzie wpływała na nią pozytywnie, dodawała siły w jakiś magiczny sposób. Nawet nie zorientowała się gdy Sweeney przyłączył się do niej na werandzie i objął kobietę od tyłu zamykając wokół niej swoje ręce. Chwilę pokołysali się razem w ciszy. Nellie czuła się w ten sposób bardziej bezpieczna, a Sweeney znów wyraźnie wyczuwał niesamowity zapach jej kosmetyków i skóry. 
- Witaj, ranny ptaszku. Przeszukałem pół domu żeby Cię znaleźć.. Nie jest Ci czasem za zimno, hm..? - Sweeney szepnął jej na uszko, jednocześnie tuląc Nellie do siebie bardziej. 
- Witaj, drogi poszukiwaczu.. - Zachichotała. - Kawa mnie ogrzała, lecz teraz chyba ktoś robi to zdecydowanie skuteczniej.. - Odchyliła głowę by zerknąć choć trochę na Sweeney'ego, a wtedy mimowolnie musnął jej szyję, na co po całym jej ciele rozeszły się ciarki i wydała z siebie coś w rodzaju westchnięcia zmieszanego z mruknięciem. Zdecydowanie szyja była jednym ze słabszych punktów Nellie, a Sweeney jakby od tak to odkrył. On również poczuł się przyjemnie, zwłaszcza kiedy obserwował jak kobiecie spodobał się ten gest. Gdy odwróciła się już przodem do Sweeney'a na jej bladej skórze pojawił się zauważalny rumieniec. Nie znosiła tego uczucia piekących policzków, lecz teraz nie zwracała jakoś na to większej uwagi. Przygryzła dolną wargę zaczepiając palcami o koszulę mężczyzny. - Hm.. może skoro Twoi rodzice jeszcze się nie obudzili.. zajmiemy się przygotowaniem dzisiejszej niespodzianki dla Twojej mamy, hm..? Wyjmiemy tort i suknię, naszykujemy talerzyki.. - Sweeney przytaknął kobiecie i zaraz przepuścił ją przodem w drzwiach i poprowadził do spiżarni w której wszystko ukrył wczorajszego dnia. Wiedział gdzie znajduje się prezent Edwarda dla Heleny i też zamierzał go przy okazji wyjąć. Gdy znaleźli się już w odpowiednim pomieszczeniu, Nellie z podziwem spoglądała na wszystkie półki jakie się tu znajdowały. 
- Zapasów i cudeniek, że hej.. Na kilka zim co najmniej... hehe.. cóż, chyba mogłabym prowadzić sklep wspólnie z Panią Todd. 
- Tak.. znaczy nie, bo tak byście się tym pochłonęły, że widział bym Was tylko w święta.. - Zaśmiał się krótko, schylając po urodzinowe ciasto. Nellie oparła się o drzwi, a Sweeney zaraz dodał. - Potrzymasz to..? Jeszcze suknia.. Hm.. a jak Ci się tutaj podoba, nawet jeszcze nie pytałem..? - Podał Nellie zapakowany tort do potrzymania, ponieważ inne półki były zajęte, a nie chciał tego stawiać na podłodze. Schylił się po prezent. 
- Prawdę mówiąc obawiałam się, że będę bardziej skrępowana, że stres mnie zje przy pierwszej lepszej okazji.. ale ku mojej uciesze okazało się zupełnie odwrotnie.. Cieszę się, że poznałam Twoich rodziców.. Z Twoją mamą bardzo dobrze mi się rozmawia.. A poza tym.. ten tutejszy klimat.. ach, same pozytywy. Zazdroszczę Ci, że się tu wychowywałeś. 
- Powiem Ci w sekrecie, że mojej mamie też się spodobałaś.. i tacie też.. hehe.. chyba każdy tak naprawdę się stresował.. lecz grunt, że już jesteśmy po tej fazie.. No dobrze, chyba możemy już wracać na górę. - Zaprezentował Nellie znajomą paczkę w której znajdowało się ubranie i kobieta zaraz nacisnęła klamkę by otworzyć drzwi, lecz coś nie chciało ruszyć. 
- Sweeney.. może Ty spróbuj.. - Nellie usunęła się do tyłu, robiąc mu miejsce, bo uznała, że źle naciska czy jakoś bez siły, lecz jego próby również poszły na marne. 
- Wychodzi na to, że utknęliśmy.. A mówiłem żeby wreszcie wymienić ten zamek, bo to nie pierwszy raz jak drzwi się zatrzasnęły.. to nie.. - Sweeney zdenerwował się na to zatrzaśnięcie. Próbował różnych sposobów, ale nic nie dawało rezultatów. Pozostawało im więc czekać aż Helena lub Edward wpadną na pomysł gdzie są.  

wtorek, 10 lutego 2015

Part 219.

- Tak. A czemu pytasz..? Bo wodę niosę.. lekarstwa muszę wziąć… Ale nie martw się, nie jest ze mną źle, trochę bolą mnie jeszcze żebra, ale jest znacznie lepiej niż kiedy to wszystko się stało. Mmmm… jakiś nowy zapach… czuję go w całym holu..  – Uśmiechnął się kącikiem ust na zapach jaki używała Nellie do kąpieli, bądź balsamowania ciała, bo bardzo mu się podobał.
- Ach oczywiście. Rozumiem. Może mogę na to jakoś zaradzić.. posmarować Ci bolące miejsca..? – Nellie nie miała tu na myśli jakiś podtekstów względem Sweeney’a, chciała po prostu by nie męczył się w nocy i spał jak suseł niż rano był niewyspany i zmęczony poprzednią nocą.
- Hm… nie, nie. Wolę by zostało jak jest, wybacz… Ale może powoli się wszystko uspokoi i nie będzie dokuczać. A potrzebujesz jeszcze czegoś..? – Mężczyzna spojrzał na kobietę, nie mógł zaprzeczyć, że pociągała go. Lecz co do okazania zainteresowania kobietą szło mu strasznie opornie nawet teraz, kiedy byli tu sami. Nie potrafił się otworzyć by wykonać jakiś gest.
- Dobrze. Rozumiem. Oby, ale jak będzie Ci coś dokuczać możesz mnie obudzić wtedy coś poradzimy na to, dobrze..? Obiecasz mi to..? Nie, nie, dziękuję Ci bardzo. Położę się już. Dobrej nocy Sweeney. Uważaj tylko w łazience i nie poślizgnij się, nie chcemy kolejnego urazu… - Pogładziła jego policzek, kiedy stali naprzeciwko siebie. Sweeney jedną dłoń przeniósł bardzo delikatnie, że prawnie dla Nellie nieodczuwalnie na jej biodro.
- Dobrze. Obiecuję. – Przyłożył dłoń do serca niczym jakby obiecywał jej pod jakąś przysięgą, a zaraz dodał dalej.
- Jak sobie życzysz. Dobrze, będę uważał. No chyba nie masz mnie za taką ofiarę losu… Nie biegam po łazience. Dobranoc Nellie, spokojnych snów. – Oboje zbliżyli się do siebie by dać sobie buziaka na dobranoc, lecz nim do tego doszło tak na piętro wdrapała się matka Todd’a i zaraz się odezwała przerywając im pożegnanie.
- Och tu jesteście… Chciałam życzyć wam dobrej nocy… Nie przeszkadzajcie sobie.. Dobranoc Nellie, dobranoc syneczku.. – Uśmiechnęła się czule, niczym jakby troszeczkę czekała aż się pocałują. Sweeney nie zbyt oderwał się od Nellie, kiedy był przy niej blisko jedynie, nieco głową i spojrzeniem na nią zerknął i wskazał jej wzrokiem, że pożegnania się na osobności, bez jej podglądania. A gdy znów bardziej spojrzał na Nellie, która spoglądała na jego matkę, nie zauważył, że tuż przed jego ustami znalazły się usta Nellie i tak całkiem niezamierzenie pocałował ją w nie. Oboje aż na siebie spojrzeli, Nellie była tym zaskoczona, ale mimo to, bardzo ucieszona nawet jeśli Sweeney zrobił to poprzez przypadek. Przełknął ślinę i poczuł jak Nellie objęła go za kark i przytuliła się do niego, tym samym Helena umknęła z korytarza, gdyż nie chciała psuć im tej chwili. No ale oczywiście zza rogu przy schodach podglądała dalszy rozwój wydarzeń, do tego zaraz przy niej wylądował jej mąż i odparł do niej.
- Co Ty robisz..? – A kobieta zaraz było słychać jago go ucisza, przez słowa „Ciiiiiiiiiii” Sam zaraz się wychylił spoglądając na Sweeney’a, który obejmował Nellie, a kobieta szeptała mu do ucha cichutko, w końcu to ona widziała rodziców Sweeney’a jak podglądali ich.
- Tylko mnie za to nie przepraszaj Sweeney… Twoi rodzice nas obserwują i stoją na schodach.. wiesz..? – Ucałowała policzek Sweeney’a przytulając się do jego ciepłego ciała, Todd spojrzał na kobietę nieśmiało po tym pocałunku i odezwał się nad uchem kobiety.
- Ale… No dobrze. Hm, szpiedzy na schodach. Nie dajmy im za dużo oglądać, jesteśmy zmęczeni i czas się położyć. Prawda? – Oboje posłali sobie ciepłe uśmiechy, choć Nellie liczyła, ze może choć jeszcze jeden raz ich usta spotkają się ze sobą, lecz mężczyzna pobujał się nieco w miejscu z kobietą, przeczesując jej włosy i pocałował jej policzek, a zaraz szyję. Pani Lovett była naprawdę można powiedzieć, że w siódmym niebie, na gesty golibrody, wierzyła tez, że nie robi tego na pokaz przy rodzicach, on po prostu tego chciał.
- Nellie życzę Ci dobrej nocy, wyśpij się. Mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze spało. Przynajmniej łóżko nie skrzypi. Dobranoc. – Pogładził Nellie po pleckach jak się do siebie powoli odsuwali i jeszcze na policzkach złożyli nawzajem czuły pocałunek. Pani Lovett jeszcze złapała Sweeney’a za jego koszulę kusząco, lecz na tym te czułości jak na dziś się skończyły. Pożegnali się w końcu na dobre buziakiem od Sweeney’a w powietrzu, a Nellie zaraz udała się do swojej sypialni, za to Sweeney, niepostrzeżenie udał się do łazienki, lecz nim tam trafił zajrzał na schody, jak rodzice podsłuchiwali i pokręcił na nich głową szepcząc, gdy oparł się ramieniem o ścianę.
- Ładnie to tak podsłuchiwać hm..? Mamo, tato.. ja jestem dorosły… Idźcie spać hm..? Koniec oglądania nic się nie wydarzy… a tym bardziej proszę mi nie podsłuchiwać pod drzwiami bo zacznę chrapać..! Dobranoc.. mamo, tato.. – Pochylił się do rodziców i dał im po buziaku w policzek. Po czym rodzice się tłumaczyli jakimiś nagle krzywymi schodami, bądź krzywo ustawionym obrazie na ścianie.
- Och synku, bo tak tu wiesz… i te schody… trzeba będzie naprawić… Dobrze idź spać..
- Dobranoc synu..!
Sweeney udał się do łazienki, zaś rodzice, kiedy schodzili po schodach aktywnie rozmawiali o tym co widzieli na piętrze. Byli poruszeni i podnieceni tym co dziś zobaczyli. Sweeney stanłą przed lustrem w tym czasie przed umywalką i zdejmował z siebie ubranie by wziąć kąpiel, kiedy zdjął koszulę oparł się o umywalkę i uśmiechnął się, czując jak jeszcze w pomieszczeniu roznosił się zapach Nellie, jej kosmetyków, zapachów tych których używała do pielęgnacji ciała. W końcu Sweeney sam brał kąpiel, która zbyt dużo czasu mu nie zajęła, a niebawem było już w swojej sypialni, gdzie przysiadł na łóżku i sięgnął jeszcze po książkę, która zaciekawiła go z półki nad łóżkiem. Aż zaczął powoli czytać kryminał, leząc pod kołdra na łóżku, lecz długo to nie potrwało, bo wkrótce i Sweeney’a zabrał Morfeusz w swoje senne ramiona. 

Part 218.

Sweeney spojrzał na matkę i przytaknął jej głową, zaraz upijając nieco soku ze szklanki, a Helena cały czas spoglądała na swojego syna i odezwała się, dotykając jego dłoni. 
- Synku… opowiesz mi o tym co się stało podczas aresztowania Twojego..? – Matka na razie chciała porozmawiać o zdrowiu swojego dziecka, ale nie umykało jej to, że chciała porozmawiać o Pani Lovett. Spodobała się jej i na pewno chciałaby mieć taką synowa jak ona, zaradną kobietę, której praca nie jest obca i ma w sobie tyle ciepła i czułości, by zająć się swoim Ukochanym. 
Sweeney westchnął pod nosem i obracał w dłoniach szklankę, po czym spoglądając na matkę odezwał się spokojnym tonem głosu. 
- No tak, aresztowali mnie, za rzekome zabójstwo jakiegoś szewca.. Mamo… w aresztach ludzi nie traktują jak ludzi. Czułem się jak pies, któremu nawet już budę odebrano… Zostałem tam pobity, wiecznie tym strażnikom coś nie pasowało, albo się strasznie nudzili… Mam połamane żebra.. nie myśl tylko, że tak tu przyjechałem ze złamaniami, teraz już jest to wszystko na dobrej drodze. Lecz boli mnie to wszystko, i długo będzie. Albo zawsze będzie, kiedy pogoda się zmieni, czy coś w tym rodzaju. Tak lekarz mówił. Teraz upłynęło do tamtego momentu… z około półtora miesiąca.. Więc jeszcze to wszystko leczę. Nellie mi pomaga. Pomagała mi jak byłem chory, bo i przeziębienie mnie złapało. Lecz naprawdę nie ma sensu o tym opowiadać.. Władza w Londynie, upatrzyła sobie mnie jak tego złego. Przynajmniej teraz mam spokój.. – Uśmiechnął się do matki, która zmartwiła się tym, że jej syn nadal nie czuł się jeszcze najlepiej. 
- Synku… Boże szkoda, że jednak nie mieszkasz z nami, nie byłoby tych nieporozumień… Tego problemu. Lecz znów nie znałbyś Nellie.. Jest śliczną kobietą. Sweeney…a do tego uczynną… wiem, że Ci się podoba, widzę to w Twoich oczach… Pokaż jej to, niech wiem, że jest dla Ciebie ważna, należy się jej to, jeśli naprawdę czujesz do niej coś więcej niż przyjaźń. Sweeney… ja wiem co przeżyłeś… Lucy, lecz jej już Kochanie nie ma z nami. Pomyśl o tym, że ona chciałaby widzieć Cię szczęśliwym. Nasza wnuczka, Twoja córka… Kochanie.. ja wiem, że to trudne jest lecz, pamiętaj że zawsze możesz mieć jeszcze dzieci. Jesteś jeszcze młody, teraz jest dobry wiek na to. – Mówiła te wszystkie słowa szczerze, a jej syn spoglądał na nią i słuchał z niemałą uwagą, kiedy kobieta dawała mu rady. A im więcej mówiła o tym by jej synowi było dobrze, tym bardziej on przekonywał się do tego, że nie jest przegrany w życiu, że jeszcze może być szczęśliwy. 
- Tego nie wiesz, miasto jak każde inne z pozoru. Mamo… ale ja nie przyjechałem tutaj byście mnie swatali z Nellie… Ja po prostu nie mam jakoś tyle śmiałości…  Poza tym skąd wiesz co czuję do Nellie..? Widzisz ją pierwszy raz.. a to, że mi się podoba to drugie.. Mamo… mamo…  -Sweeney zastopować chciał matkę w słowach, kiedy mówiła o ego córce i w końcu odezwał się po chwili, gdy upił kolejny łyk soku z naczynia. 
- Mamo.. To nie takie proste mieć dzieci.. By je mieć najpierw potrzebna jest do tego kobieta.. a przynajmniej mnie… Mamo…. Nim tu, przyjechaliśmy… Ja.. ja widziałem moją córkę… A nie.. ona nie wie kim jestem.. Ma synka, Tommy’ego.. półtora roczne dziecko, mój wnuczek.. Narzeczony. Pewnie niedługo wezmą ślub, chciałem z wami o tym porozmawiać, ale błagam Cię, zostawmy ten temat na jutro, dobrze..? Chciałem byście o tym wiedzieli.. I nie pytaj czemu nie stwierdziłem kim jestem, nie porozmawiałem z własną córką. Ktoś obcy dla niej, jak ja… Sam bym nie uwierzył gdyby ktoś obcy do mnie podszedł, nawiązał rozmowę i powiedział, że jest moim ojcem. – Westchnął kolejny raz, Helena była w szoku po tym co usłyszała od syna, ale podczas tej intymnej dla nich rozmowy obiecała, że ten temat zostawi do jutra w spokoju. Jeszcze rozmawiali ze sobą jakiś czas. Nellie też udała się do jednej sypialni na piętro, bo chciała by Sweeney porozmawiał ze swoją matką. 
Z godzinami zrobił się wieczór, oczywiście wszyscy znów zasiedli do stołu, kiedy była kolacja. Rozmowy znów rozwiązywały się. Edward oczywiście spoglądał na syna, jakby chciał mu powiedzieć „Nie krepuj się na piętrze, przecież ja z mamą śpimy na dole”. Sweeney uśmiechnął się na to spojrzenie ojca i pokręcił głową, choć nie oszukiwał sam siebie w duchu, że czuł się jakby rodzice go dziś naprawdę pchnęli w stronę Nellie. Czuł się właśnie tak jakby dostał od nich kopniaka i chciał zrobić ten pierwszy ruch. 
Po kolacji jeszcze nieco gawędzili w salonie, lecz Sweeney jak i Nellie około dwudziestej pierwszej byli już dość senni, że pożegnali się z rodzicami Todd’a i oboje powoli poszli na piętro, gdzie w holu zatrzymali się koło sypialni i Todd odparł. 
- Wybacz za moich rodziców, jeśli byli z czymś natarczywi i za dużo chcieli wiedzieć, ale rodzice tacy są. Nie mogę nad wszystkim panować… Zmęczona..? – Spojrzał na kobietę, gdy stała przy swojej sypialni łapiąc powoli za klamkę. 
- Och Sweeney, nic się nie stało. Niczym mnie nie urazili, są bardzo mili. Tak jestem troszkę zmęczona… Podróż i pobudka wczesna, dają o sobie już znać. – Kobieta uśmiechnęła się do Sweeney’a i pogładziła go po policzku. Rozstali się gdyż kobieta zaraz ze swoimi przyborami łazienkowymi uciekła do łazienki, a Sweeney zaszył się w swojej sypialni na ten czas. Położył się na łóżku i cicho westchnął. A powoli rozpinał swoją kamizelkę, potem zdjął z szyi apaszkę, a zaraz powoli rozpinał swoją koszulę, którą wkrótce zmienił na koszulkę od piżamy. Rozmyślał o Pani Lovett., przypomniał sobie jak ojciec mówił mu o jej nazwisku. 
W tym czasie Nellie zażywała kąpieli w łazience, używała swoich kosmetyków, balsamem smarowała swoje ciało, czesała swoje włosy po ich osuszeniu i była gotowa do spania. 
Kiedy wychodziła już z łazienki, to i Sweeney pojawił się na korytarzu, był już w stroju od piżamy, poza tym i w jego oczach można było wyczytać senność i wołanie o poduszkę pod głowę. A tak naprawdę wracał z kuchni ze szklanką ciepłej wody, by popić wodą swoje lekarstwa. Spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej kiedy Nellie zbliżyła się do niego, myślała że Sweeney źle się czuje i dlatego też ma wodę, bądź z innych przyczyn. 
- Sweeney…? Dobrze się czujesz…? – Zmrużyła lekko oczy, a Sweeney zaraz na kobietę spojrzał i odparł otwierając drzwi do swojej sypialni. 

Part 217.

Helena zgarnęła z talerza resztki i nalała na niego płyn, po czym zaczęła myć, zerkając kątem oka na gościa. 
- Tak, naprawdę, nie kłamię, że był wyśmienity. Sweeney pokazywał mi Pani przepisy, już wtedy czułam, że doskonale Pani gotuje, choćby po tym, że niektóre dania były dość oryginalne, a składniki bardziej wyważone od tych, które znamy z powszechnych przepisów.. Zresztą on sam chyba odziedziczył po Pani talent, bo jak na mężczyznę, naprawdę można się pozytywnie zdziwić. - Nellie uśmiechnęła się szeroko na wspomnienie tego, co przygotował Sweeney kiedy zaprosił ją do siebie na kolację, lecz chyba jeszcze milej wspominała sam wieczór i moment gier. Helena zauważyła, że Pani Lovett często wspominała o Sweeney'm. Tak naprawdę zadając to pytanie nie spodziewała się, że usłyszy wspomnienie o swoim synu, ale już powoli dzięki temu zauważała, że nie jest relacją jednostronną, że Sweeney przepada za tą kobietą, lecz również ona za nim.
- To miło słyszeć takie rzeczy z Twoich ust, Nellie. A Sweeney..? Sama już nie pamiętam kiedy ostatnio próbowałam czegoś co przygotował.. Na pewno bardziej usamodzielnił się kiedy opuścił Newcastle, czyli odległe lata temu.. Ale to bardzo dobrze. Powiem Ci w tajemnicy, że Edward wcale nie nadaje się do gotowania. Czasem mam wrażenie, że spaliłby nawet wodę na herbatę.. - Nellie zaśmiała się na słowa kobiety i przejęła od niej zmywanie, gdy zabolały ją plecy i wskazała jej by wygodnie usiadła przy stole, a ona się tym zajmie. Helena dorównywała Nellie jeśli chodzi o gadulstwo, zwłaszcza kiedy miała dobrego słuchacza i zarazem rozmówcę, więc po tej chwili przerwy dodała. - Ach, te piekielne plecy.. Czasem potrafią dać w kość.. Ale nieważne.. Och mam do Ciebie jeszcze kilka pytań Nellie.. jeśli się nie obrazisz, że tak Cię wypytuję, hm..? - Pani Lovett trochę przyspieszyła mycie talerzy, by nie stać cały czas tyłem do Heleny. 
- Ależ nie. Proszę śmiało pytać. - Przysiadła się do niej przy stole, który stał w kuchni. 
- Martwiłam się ostatnio o Sweeney'ego.. nie pisał do nas zbyt wiele, potem ten list w którym pisał o aresztowaniu.. Och, to było takie podłe.. Byłaś przy tym kiedy to się stało..? Jak ogółem radzi sobie..? - Nellie zerknęła przez okno, gdzie właśnie drzewa zmagały się z wiatrem, a niebo raz rozjaśniało się, raz ciemniało. 
- Cóż.. to długa historia.. Nie było mnie wtedy w Londynie.. więc nie mogę wcale ze szczegółami opowiedzieć jak doszło do tego aresztowania, na pewno było upozorowane przez kogoś kogo oboje ze Sweeney'm uważamy za wroga.. Martwiłam się, bo nie dostałam od niego żadnego telegramu przez siedem dni.. czułam wewnętrzny niepokój i moje obawy potwierdziły się kiedy wróciłam. Uważam, że Sweeney bardzo dobrze sobie radzi z wyjątkiem tego, że coś ciągle przydarza mu się ze zdrowiem, niczym paskudny pech.. przez to nie jest do końca w stanie pracować. Jest skazany na zwolnienie i widzę w nim tylko jeden plus - spędzamy ze sobą więcej czasu. Tak, naprawdę kiedyś nasze stosunki nie były tak dobre jak teraz. Wiele przeszliśmy by osiągnąć to, co jest teraz. - Mimo, że znała matkę Sweeney'ego krótko tak naprawdę czuła, że może powiedzieć jej o wielu rzeczach, oczywiście z wyjątkiem niektórych. Wspomniała jej więc o swoich przejściach z McCartney'em i o tym jaką Sweeney był przez kilka lat osobą, jak nie mógł się pozbierać po cierpieniu zadanym przez Turpina, po śmierci Lucy. Nellie nakreśliła jej zmianę jaka w nim zaszła. Czasami może okazywała zbyt wiele emocji, ale chyba nie potrafiła przekazać pewnych rzeczy inaczej. Niektóre uczucia Pani Lovett względem Sweeney'ego, Helena mogła odczytać właśnie choćby z mimiki jej twarzy, czy też z tego co mówiła, lecz między wierszami. Choć oczywiście Nellie nie przesadzała z tymi wyznaniami. Helena cieszyła się, że znalazła w Nellie osobę z którą można otwarcie porozmawiać, w taki 'ludzki' sposób. W końcu też stresowała się kogo to Sweeney przywiezie do rodzinnego domu. Czas na tych rozmowach zleciał kobietom szybko, nim się obejrzały do kuchennych drzwi zapukał Sweeney. 
- Przeszkadzam..? - Rzucił w ich stronę, stojąc w progu. 
- Ależ skąd, tak sobie właśnie rozmawiałyśmy. Może napijesz się z nami herbatki, hm..? - Helena machnęła ręką do syna by się przyłączył i wskazała mu na krzesło obok siebie. Sweeney zajął wskazane miejsce i nalał sobie soku do szklanki, bo jakoś nie miał ochoty na ciepły napój. 
- A gdzie zgubiłeś ojca..? 
- Uciął sobie drzemkę poobiednią.. - Wzruszył ramionami. - Nie mogłem już dłużej słuchać jego pochrapywania i oto jestem. - Nellie uśmiechnęła się kącikiem ust na pojawienie się Sweeney'ego, a Helena zrobiła minę z rodzaju "Czyli tak jak zawsze".. 
- Hm.. rozmawiałyście o czymś ciekawym..? - Helena i Nellie spojrzały na siebie, a Sweeney dostrzegł w tym spojrzeniu zawiązaną nić porozumienia, na co właściwie się ucieszył. Obie w tym samym momencie rzekły. 
- Babskie pogaduszki. 
- Hm.. dobrze, okej.. w takim razie nie będę wnikać.. - Rzucił im podejrzliwe spojrzenie, lecz z dozą uśmiechu. W tym momencie Nellie przyszła do głowy myśl, że może to dobry pomysł by zostawić Sweeney'ego samego z Heleną i wymyśliła coś by się wywinąć z kuchni. 
- Hm.. nie obrazicie się jeśli zniknę na chwilkę do toalety... przypudrować nosek i poprawić fryzurę..? - Przeczesała palcami swoje włosy i zrobiła wyniosłą minę, po czym zaśmiała się, bo oczywiście nie miała zamiaru tego robić, a prędzej zażartować sobie z arystokracji i tym delikatnym sposobem się wymknąć. Sweeney również się zaśmiał i pochylił przed Nellie. 
- Będziemy czekać z niecierpliwością, Madame. - Tak naprawdę domyślił się intencji Pani Lovett i zaraz wraz z matką odprowadził ją wzrokiem kiedy wychodziła z kuchni. Helena westchnęła cichutko i spojrzała na syna. 
- Urocza kobieta, nieprawdaż..?

Part 216.

Nellie zerknęła pierw na Helenę, by sprawdzić czy to ona pierwsza chce mówić, ponieważ Sweeney zadał właściwie im obu pytanie, ale kobieta raczej czekała aż to ona się odezwie. - Mhm, tak. Chyba można powiedzieć, że mieliśmy szczęście co do podróży. Złapaliśmy wcześniejszy pociąg na wypadek gdyby wynikły problemy spowodowane śniegiem czy po prostu pechem.. Lecz wszystko przebiegło idealnie i zdążyliśmy zawitać w sam raz na pyszny obiadek. - Nellie posłała kobiecie ciepły uśmiech - w końcu wiedziała jakie to miłe uczucie być docenionym za własną pracę. Helena odwzajemniła uśmiech, po czym odparła. - Cieszę się, że Wam smakuje.. Co u nas? Och, Sweeney.. po staremu.. Edward wciąż goli brody, ja zajmuję się domem. Czasem robię ciasta czy potrawy na zamówienie. Nie żebym zamierzała otworzyć sklep czy restaurację, lecz po prostu lubię to i dzięki temu się tak nie nudzę.. Och na stare lata przydałaby się dwójka malutkich dzieci, które zajęłyby nam czas.. prawda, Edwardzie..? - Edward trochę niechętnie oderwał się od jedzenia i przytaknął, co już po jakimś czasie zauważyła Nellie, że właściwie jest typem takiego potakiwacza i potwierdziło się to, co Sweeney przekazał jej w pociągu na jego temat. Osobiście uważała, że mężczyzna nie powinien tak podporządkowywać się kobiecie i mieć własne zdanie, lecz i tak na pierwszy rzut oka uznała go za miłego człowieka. Sweeney na ostatnie zdanie matki przewrócił oczami, bo była to jasna sugestia dotycząca wnuków. Wciąż pamiętał ich radość kiedy pierwszy raz ujrzeli malutką Johannę, zupełnie jakby to było dzisiaj, lecz teraz? Nadeszły takie czasy, że ciężko było planować następny dzień, zawsze działo się coś zaskakującego, a co dopiero mówić o planowaniu dzieci. Sweeney był wewnętrznie przygotowany na takie sugestie czy też pewne zdania, które być może jeszcze nie padły, lecz wisiały w powietrzu, bo nie był tutaj w końcu sam tylko z kobietą, a rodzice od dawna chcieli dla niego dobrze. By się pozbierał i rozpoczął nowe życie. Już wyczuwał swoją najbliższą rozmowę z Heleną, kiedy w pobliżu nie będzie ani Nellie, ani Edwarda. Wiedział, że Helena nie jest natrętną osobą pod względem wypytywania, ale miał wrażenie, że rodzice i tak potrafią odczytać jego uczucia niczym otwartą książkę. Matka Pana Todd'a odezwała się po chwili znów widząc minę syna. 
- A co do remontu.. wypadałoby wymienić kilka rzeczy, które szwankują.. dodać troszkę świeżości.. Nieprawdaż? Weranda to był dość spontaniczny akt.. powiedzmy, że usilnie chciałam coś tutaj zmienić i trochę odmalowałam.. hehe.. chyba nie jest aż tak źle, prawda..? Cóż, pomyślimy jeszcze nad dalszymi zmianami. Może sami nam coś podpowiecie za kilka dni. A co słychać w Londynie, w wielkim świecie? - Zerkała to na Sweeney'ego, to na Nellie. 
- Praca. Rutyna. Szara codzienność. Aż się człowiekowi marzy odwiedzić inne miejsce, tym bardziej w zimę.. Nabrać trochę oddechu, świeżego, niczym niezmąconego morskiego powietrza.. Prawda, Sweeney..? - Mężczyzna skinął głową, przetarł kąciki ust od rosołu, który właśnie skończył i odpowiedział. 
- Zwłaszcza, że ostatnie miesiące nie należały do tych najlepszych.. a wręcz pechowych.. Nellie wiele mi pomogła w tym okresie. - Sweeney zerknął na kobietę, a ta uśmiechnęła się lekko kierując swój wzrok najpierw ku dołowi, a potem na Pana Todd'a. Dotknęła też jego dłoni, tak delikatnie bowiem czuła, że oboje są pod ostrzałem spojrzeń rodziców Sweeney'a oczekujących choćby najmniejszego znaku świadczącego o tym, że są ze sobą bliżej niż przyznali. Takie odnosiło się wrażenie. Pani Lovett przeniosła swoje spojrzenie na Helenę i Edwarda.
- Sweeney również dużo mi pomagał.. Spędziliśmy razem święta, przynajmniej ten czas był dla nas miły. 
- Oj w takim razie nie wypuścimy Was stąd póki nie odpoczniecie, racja Heleno..? A jak rozwija się Pani biznes, Pani Lovett..? - tym razem głos zabrał Edward. Sweeney zdusił w sobie śmiech na to jak jego ojciec znów użył nazwiska Nellie, chyba naprawdę mu się spodobało. 
- Przede wszystkim proszę mówić mi Nellie.. nie będzie tak strasznie oficjalnie, zaoszczędźmy sobie tego.. Biznes.. wydaje mi się, że utrzymuję sklep na dobrym poziomie.. Tak naprawdę jedną z tych przykrych rzeczy, które się ostatnio zdarzyły była kradzież zarówno w moim sklepie, jak i domu.. Więc.. można by rzec, że staram się teraz po tym.. stanąć na nogi? Cieszę się, że mimo istnienia w branży już od dłuższego czasu ludziom nie nudzą się posiłki u mnie.. Teraz staram się co jakiś czas wprowadzać do oferty nowe pozycje, by wciąż trochę powiewało świeżością.. - Wywód Nellie przerwał Sweeney, który lekko puknął swoją ręką, rękę Nellie przy czym szepnął patrząc na rodziców. 
- "Najlepsze paszteciki w Londynie".. Aż ślinka cieknie, a potem spodnie coraz ciężej się zapinają.. - Poklepał się po brzuchu i zaśmiał, a zaraz wszyscy poszli w jego ślady i atmosfera przy stole rozluźniła się. Cała czwórka złożyła talerze po zjedzonej zupie i pojawiło się drugie danie. 
- A może pokazałbyś Nellie ciekawsze miejsca, zabytki w naszym miasteczku, hm..? Równie dobrym pomysłem może być spacer po plaży.. Daleko nie macie, a czytałam dziś w gazecie, że ma zrobić się troszkę cieplej.. Może nie tętni tu życie tak samo jak w Londynie, ale z pewnością można znaleźć coś dla siebie. - Zapewniała Pani Todd. 
- Na pewno się gdzieś wybierzemy, mamo. Lecz jeszcze nie dzisiaj, dziś i jutro na pewno zostaniemy tutaj z Wami... A Ty, tato, jak z pracą..? Klientów nie brakuje..? Jak jest..? - Edward poluzował apaszkę przy szyi i odparł. 
- Nie narzekam.. choć szczerze mówiąc czasem nudzą mi się już te same twarze.. hehe.. no ale cóż poradzić? Nie powiem żebym chciał się wybrać już tak prędko na emeryturę.. zanudziłbym się.. i tylko denerwował mamę podjadaniem obiadu w kuchni.. - Zaśmiał się znów pod nosem, a Helena pokręciła głową udając, że straszliwie ją to irytuje i też zaśmiała się krótko dodając. 
- Oj lepiej żebyś w najbliższym czasie nie odchodził z pracy, bo z emeryturki nie miałbyś już takich luksusów w kuchni i raju w brzuchu.. - Nellie i Sweeney zaśmiali się kiedy Helena puściła do nich oko. Rodziców Sweeney'a można było uznać za naprawdę wesołych ludzi, co podobało się Pani Lovett. Niebawem pyszny obiad Heleny zniknął ze stołu prawie w całości i wszyscy byli najedzeni do tego stopnia, że musieli odczekać trochę ze zmywaniem, bo nikt nie miał siły się do tego zabrać. Wreszcie gdy trochę odpoczęli Helena wraz z Nellie udały się do kuchni. Oczywiście panowie proponowali swoją pomoc, by nie wyszło, że we wszystkim są obsługiwani, ale Edward ugiął się pod protestami żony, a Sweeney odpuścił widząc, że jego matka chce na osobności porozmawiać z Nellie. Ciekawiło go czego będzie dotyczyć ta rozmowa, lecz przecież nie mógł stanąć pod drzwiami i podsłuchiwać. Nellie zaś była poniekąd zestresowana będąc tak sam na sam z Panią Todd, ponieważ chciała w jej oczach wypaść jak najlepiej, a troszkę nie wiedziała czego się spodziewać. 
- A tak naprawdę Nellie, smakował Ci mój obiad, hm..? Tylko proszę, naprawdę szczerze. 

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.