SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 1 lutego 2015

Part 199.

- Kochanie… zjesz coś ciepłego hm…? Nie zostawię Cię samego dzisiaj. Musisz mieć opiekę. Jadłeś coś dzisiaj…? Bolą Cię żebra…? Sweeney? - Pogładziła policzek mężczyzny. Sweeney cicho westchnął i zaraz odezwał się do kobiety gdy na nią spojrzał.
- Nie jestem głodny.. Nic mi nie będzie, sama pewnie jesteś zmęczona po pracy w sklepie… Odpocznij. Jadłem, ale nie mam za bardzo apetytu… Wszystko mnie już boli… Przepraszam Cię, ale dziś nie jestem najlepszym towarzyszem, jestem zły, że znów się coś przytrafiło… że jak nie jakiś niekontrolowany wypadek, to przeziębienie… Wybacz, że dziś nie witam Cię jak wczoraj, ale to tak nagle mnie zmogło dziś, że nie wiem kiedy.. jedyne co dziś zrobiłem to odebrałem paczkę, którą przesłali mi rodzice… Mam coś dla Ciebie, ale potem Ci dam. Wkurzył mnie listonosz wydzwaniał jak najęty do drzwi… Ech i jeszcze uznał mnie za, za pijaka pewnie… Bo wpadł w południe i wyrzutami mnie obrzucił, że ja leniuchuje w domu, a on pracuje.. – Podłożył jedną rękę pod głowę i spojrzał na kobietę, gdy ta pogładziła go po drugiej ręce i na moment przeprosiła bo już kolacja była podgrzana, wiec w kuchni się nią zajęła i zaraz przyniosła wszystko na tacy. Pierw rosół do zjedzenia dla Sweeney’a, pomogła mu usiąść na łóżku i karmiła go powoli, położyła mu ściereczkę przy szyi, za ubraniem by się nie poplamił i dalej karmiła go.
- Zjedz troszeczkę.. poczujesz się lepiej, suchy prowiant nie jest dobrym rozwiązaniem jeśli jesteś chory. Nie przepraszaj mnie i mną się nie przejmuj, jutro nie otworzę sklepu i zostanę z Tobą, jeśli mnie nie wyrzucisz. Wiem Sweeney, że jesteś zły.. a ja przeczuwałam, że nie jest z Tobą najlepiej, nastawiłam się na to.. i uwierz mi, że nie mam do Ciebie o to pretensji. Słoneczko, nie zawsze mamy na wszystko wpływ.. a Ty zaczniesz brać leki na odporność, tak wiem, teraz trzeba to wyleczyć, ale zimno jest… a Ty jesteś nieodporny na takie pogody, trzeba zrobić z tym porządek.. – Uśmiechnęła się lekko, kiedy Sweeney jadł rosół, widać było że był głodny. Była pewna, że zjadł tylko coś rano, a potem już nawet nie wstawał do kuchni, by coś sobie zrobić na obiad. Po zjedzonej kolacji przez mężczyznę, łącznie z pulpetami jakie przyrządziła, tez kobieta sama nieco zjadła. Dała Sweeney’owi herbaty z malinami, widziała w salonie, że dostał paczkę, więc za pewnie o niej tak mówił. Sprawdzała czy spadła mu gorączka, ale było już trochę lepiej. Zatem leki które sam wziął zaczęły działać, ale przy tym był cały mokry, że kobieta pomogła mu dojść do łazienki by mógł się przebrać. Wtedy też nastąpił dzwonek do drzwi na co westchnął, bo kto dobijał się do niego o tej porze.
- Zobaczę kogo niesie… - Zmarszczył czoło, zaś Nellie zaniosła piżamę Sweeney’a do łazienki. Mężczyzna zaraz otworzył zamek i spojrzał na sąsiada z trzeciego piętra, który był pijany w trupa dosłownie i niemal rzucił się na Todd’a, który go przytrzymał do siebie.
- A Tyyyyyyyy kto.. sooo robisz w moim domuuuuuuuu…! Sooo…? Gźieeeee esteś Helennnnnn…! – Krzyczał, że aż Nellie wyszła z łazienki sprawdzić co się dzieje, a Sweeney odepchnął do siebie mężczyznę i trzymał go z drugiej strony drzwi mówiąc spokojnym tonem głosu.
- Jak zwykle pijany… Nie mieszkasz tu sąsiedzie, tylko dwa piętra wyżej… I radze się ogarnąć, bo to już piąty raz w tym miesiącu… - Warknął na niego, na co sąsiad mruczał i bełkotał coś pod nosem, aż słychać było kroki po schodach, jak w szlafroku zeszła żona sąsiada i spojrzała na Todd’a przepraszająco.
- Panie Todd.. dobry wieczór.. ja przepraszam za męża… To się więcej nie powtórzy… Gilbert…! Natychmiast do domu, Ty pijaku…!
- Stradziłaśśśśś mnie…?! Z nim.. z goli.. goli-odą..? Sooo…?! Jak mogłaś.. ja wracam dooo domu.. a Ty z nim..?! – Sąsiad omal się nie zatoczył i nie stoczył po schodach, na co Todd go przytrzymał za ubranie i miał chęć przywalić za te bezpodstawne oszczerstwa.
- Nie wiem czy taki dobry wieczór… Proszę Pani.. ja już mam dość tego ciągłego nachodzenia mnie, przez Pani męża… Z pracy wrócił pijany…? To niech się ocknie... ja nie będę wiecznie znosił obelgi za to, że Pani mężowi, ubzdurało się, że tu mieszkacie..
Niellie podeszła bliżej i spojrzała na tą cała sytuację, poczuła jakby zazdrość poprzez sąsiadkę, bo była dość atrakcyjną kobieta, mimo, że teraz ubrana była tuż do położenia się spać. Miała wrażenie, że Sweeney ją ciągle lustruje wzrokiem, lecz tak nie było, miał ochotę trzasnąć drzwiami przed nosem, ale niezbyt wypadało.
- Gilbert do domu… Tu nie mieszkamy i z nikim Cię nie zdradziłam… ale jeszcze jeden taki raz i przysięgam, że się z Tobą rozwiodę i wyjadę do mojej matki, razem z dziećmi.. chcesz dalej robić mi wstyd przy sąsiadach.. Dobry wieczór Pani.. ja strasznie przepraszam, że przeszkodziłam… Przepraszam.. Dobranoc.. – Sąsiadka spojrzała na Nellie z przepraszającym uśmiechem i zaraz za ubranie pociągnęła swojego męża, który powoli wchodził na piętro myląc ciągle nogi. Bełkotał coś o policzeniu się z Todd’em, czyli to co zwykle mówił po pijaku. Todd pokręcił głową, a Nellie odezwała się.
- Dobry wieczór… Rozumiem. W porządku. Dobranoc.. Chodź Sweeney… musisz się przebrać.. – Złapała go za dłoń, kiedy burknął do sąsiadki. – Dobranoc. – I zamknął zaraz drzwi opierając się o drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.