SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 4 lutego 2015

Part 207.

- Co Pan wyprawia..?! Chce Pan zginąć pod kołami i kopytami ! – Warczał, że niemal pluł z ust, na co Sweeney złapał za nadgarstki woźnicy i odparł także nie był zachwycony tym wydarzeniem. 
- Tak najlepiej zwalić wszystko na mnie, to nie ja zza rogu wyjechałem powozem, poza tym i ile dobrze pamiętam, to woźnica ma taki śmieszny obowiązek krzyknąć na przechodniów tak zwane: „Z drogi” jak jedzie, a zbliża się niebezpieczeństwo, wypadek.. a Pan co zrobił..? Jeszcze uderzył na koniec konia, by wierzgnął przede mną kopytami co..? – Warknął na mężczyznę, a zaraz dołączył się kolejny woźnica, który zaczął krzyczeć na tego który szarpał Todd’em, zaś Todd odepchnął od siebie mężczyznę z całej siły i odparł gdy jego popchnął aż na konia. 
- Nie życzyłem sobie, żadnego szarpania mną, nie umie Pan rozmawiać z ludźmi, nie moja wina, że obaj się tu znaleźliście, a jak akurat przechodziłem.. Poza tym drugi powóz i tak jechał, tak, że to Pan by na niego wpadł.. a do mnie te pretensje..? Zresztą pierwszeństwo miał Pan..  – Wskazał na tego co się do nich zbliżył z ubrudzonym policzkiem od mąki.
- Pan ma rację, to Pan się piekli, a to Pan miał ostatni pierwszeństwo na drodze…! – Mężczyźni zaczęli na siebie krzyczeć, aż z karety wysiadła młoda kobieta, może miała z dwadzieścia trzy albo cztery lata, a na rekach miała półtora roczne dziecko. Sweeney spojrzał na kobietę i przełknął ślinę, nie wiedział, czemu na jej widok zabiło mu mocniej serce. Spoglądał na kobietę w tym zamieszaniu, gdy jeden woźnica z drugim krzyczeli na siebie jak przekupy na straganach. Kobieta zbliżyła się do woźnicy, który prowadził powóz którym jechała i odezwała się. 
- Proszę Pana…  Czy zawiezie mnie Pan na Baltmoore Street, czy mam sobie sama radzić..? Ta sprzeczka jest zbędna, widziałam to wydarzenie i naprawdę ale to strata czasu sprzeczać się dalej o to co się stało. Najważniejsze, że Panu i nikomu nic się nie stało… - Sweeney spojrzał na kobietę i uznał, że lepiej będzie jak już sobie pójdzie. Choć zaraz pociągnął go jedne z woźniców za płaszcz i burknął mu przy uchu. 
- To Pana wina..! – Sweeney spojrzał na twarz mężczyzny i oparł po chwili. 
- Gdyby była moja wina, to załatwiłbym to inaczej, ale to nie była Pana kolej na drodze.. Proszę mnie puścić… Inaczej nie będę sympatyczny. – Woźnica zaraz puścił Sweeney’a i wyzwał go pod nosem, na co Todd spojrzał na niego niczym jak z mordem w oczach. Sweeney nie chciał dłużej być w tej sytuacji, więc wycofał się i przeszedł na drugą stronę ulicy, widział jak kobieta kłóciła się z woźnica, dla którego ważniejsza była ta prawie kraksa niż zawiezienie kobiety tam, gdzie sobie tego życzyła. Golibroda przyglądając się kobiecie, dopiero teraz wiedział, czemu tak spięcie czuł się w jej obecności, a jednocześnie czuł ulgę, było to Johanna, jego córka. Widząc jej ruchy, jej zachowanie, widział w niej Lucy, a do tego teraz jego latorośl była z własnym dzieckiem? Za to gdzie był ojciec dziecka? Miał nadzieję, że jego córka dobrze wyszła za mąż, za kogoś kogo kocha. Czuł ból w sercu, że nie był z nią przez te lata, a dla niej był całkiem obcy, po prostu był sobie teraz „Panem, przechodniem z ulicy, który omal nie wpadł pod powóz”. Stał przy jednej wystawie i spoglądał niby na to co był w sklepie, ale tak naprawdę patrzył w odbicie szyby i jeszcze bardziej czuł się nieswojo kiedy widział, jak zbliżała się w jego kierunku kobieta z dzieckiem. A gdy zbliżyła się do niego zaraz odezwała delikatnie by go nie speszyć. 
- Przepraszam Pana bardzo…  - zerknęła, gdy Sweeney odwrócił się do niej, ona sama czuła się przy nim w jakiś sposób jakby bezpiecznie, mimo tego wydarzenia przed chwilą. Niczym jakby serce podpowiadało jej, że ten człowiek jej nie skrzywdzi. 
- Przepraszam za woźnicę, nie sądziłam, że jest taki kłótliwy, poza tym to nie Pana wina.. nic się Panu nie stało…? Wszystko w porządku? – Sweeney przytaknął kobiecie na stan zdrowia i spojrzał na jej dziecko, które na niego patrzyło, był to chłopiec, bardzo podobny do Johanny. 
- Nic się nie stało. Niech się Pani tym nie przejmuje… to tylko sprzeczka, poza tym poco stać i krzyczeć na siebie pół dnia, tego się nie cofnie.. – Wzruszył ramionami, aż dziwił się, że tak łatwo poszło mu powiedzieć do niej na „Pani”, choć tak najbardziej chciał powiedzieć do niej ‘Córeczko”, lecz nie wiedział jak miał się do tego zabrać. Do tego miał to zrobić już teraz? Bał się, że kobieta ucieknie i więcej jej nie zobaczy. Spojrzał na synka swojej córki, był taki słodki, że nie oparł się by pogładzić jego policzek, a w tym czasie wyszła ze sklepu Pani Lovett i zerknęła właśnie na Sweeney’a z jakąś kobietą. Zaskoczyło ją to troszeczkę, ale na razie stała i spoglądała na nich. Sweeney widząc, że do kobiety zbliża się jakiś mężczyzna, elegancko ubrany chciał wiedzieć kim jest dla niego córki. Mężem? Narzeczonym? A może kimś całkiem innym? Mężczyzna nieco podbiegł i spojrzał na Todd’a jakby nieco podejrzliwie. 
- Dzień dobry. Kochanie… słyszałem co się stało..? Wszystko w porządku… możemy już iść z Tommy’m..? Załatwiłem powóz… Pojedziemy innym, wybacz że Cię zostawiłem, ale musiałem jechać do banku. – Sweeney skinął lekko głową i przywitał się. 
- Dzień dobry. – Patrzył przez moment na całą trójkę i zaraz kobieta odezwała się do Todd’a z lekkim uśmiechem. 
- Przepraszam Pana jeszcze raz za to zamieszanie. Pan wybaczy, ale musimy już iść, Tommy jest chory… Do widzenia.  - Pocałowała dziecko w główkę i posłała przepraszające i pożegnalne spojrzenie mężczyźnie, na co ten skinął głową i odparł cicho. 
- Do widzenia i zdrowia życzę. – Spojrzał na odchodząca parę, którą lustrował wzrokiem, pewnie gdyby wszystko potoczyło się inaczej ta rozmowa też by tak nie przebiegła, a partnera swojej córki wziąłby w obroty i wypytał powoli o wszystko. Choć w zachowaniu kobiety nie wyczuł, że była spięta przy swojej miłości, choć to był dobry znak. Mimo to, przykro mu było, że jego wnuczek był chory. Patrzył na ulice, kiedy powozy powoli w końcu odjechały z ulicy, a Johanna z rodziną zniknęła zaraz w jednym powozie. 
Nellie zaraz powoli zbliżyła się do Todd’a i nieco zaskakując go pocałowała jego policzek i odezwała się na powitanie. 
- Witaj Sweeney. A do mnie nie zajrzysz…? Dobrze się czujesz…? – Przyglądała się mężczyźnie i liczyła, że powie jej kim była ta kobieta, no ale nie chciała sama wychodzić z tym stwierdzeniem, by nie wyglądało, że go szpiegowała i śledziła. 
- Witaj Nellie. Zajrzę, zajrzę.. Wynikło małe zamieszanie na ulicy… Tak.. tak.. dobrze się czuję. – Uśmiechnął się do Nellie, lecz jakoś nie miał sposobności by powiedzieć, jej o tym kogo widział. Uznał, że chwilowo zatrzyma to dla siebie. Ocknął się ze swoich myśli i odparł. 
- Wybacz, trochę dziś jestem zamyślony. A gdzie się wybierasz…? Mógłbym napić się u Ciebie herbaty? Zimno dziś jakoś… Właściwie szedłem do Ciebie, byłem wysłać list do rodziców… Potem jeszcze muszę wstąpić do sklepu, po parę produktów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.