SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 10 lutego 2015

Part 210.

Nellie w końcu jakiś czas temu przyznała, że drzwi Fleet Street wciąż są dla niego otwarte, że zawsze może wrócić na swoje piętro, gdzie w końcu też oprócz miejsca pracy miał swój zakątek, gdzie mógł żyć. Być może kiedyś, pomyślał. Kiedy sprawy wyjdą na prostą, kiedy odzyska zdrowie. Kiedy nawiąże normalną relację ze swoją córką.. Sweeney wreszcie zauważył, że znów pogrąża się w zamyśleniu, a gazeta leży na podłodze, co oznaczało, że dawno przestał ją czytać. Schylił się po nią, co przyniosło mu trochę bólu, a niebawem był już na zewnątrz. Zmierzał do Pani Lovett, czując potrzebę kontaktu z rzeczywistym światem, a nie wytworami swojej wyobraźni. Kiedy był u boku Nellie nie dręczyły go te same myśli, co w samotności, potrafił się od nich zupełnie odciąć, dlatego jej potrzebował. Gdy wszedł do środka wciąż było pełno klientów, dlatego nie zauważył, że w środku była również Johanna ze swoją miłością. Przywitał się z Nellie czulej niż rankiem, choć teraz to ona była zamyślona, ale potem ożywiła się. 
- Och Sweeney.. właśnie myślałam o Tobie.. Obiad będzie za jakiś czas, chyba, że jesteś tak głodny, to przyrządzę.. - Przetarła czoło z drobinek potu. - Ale sam widzisz.. Choć za godzinę kończę.. - Wspięła się na palcach i zbliżyła do ucha Sweeney'ego. - Zajrzyj do salonu. Tylko wiedz, że potem wszystko Ci wytłumaczę.. Nie, nie martw się, trupa tam nie zastaniesz.. ale niespodziankę. I spokojnie, ta niespodzianka nie jest tutaj sama. Zaczekaj tam na mnie.. 
- Dobrze... - Zrobił niepewną minę i ruszył do salonu. Sam nie wiedział czego się spodziewać po tym dość tajemniczym przekazie Nellie. W miarę upływu dystansu dzielącego sklep i dom czuł podekscytowanie, a może i zawahanie? Wreszcie ku jego oczom ukazało się małe dziecko, śpiące i przykryte kocykiem. Z początku nie wiedział co począć i jak zareagować. Lecz wreszcie zbliżył się do dziecka, tego samego, które było razem z Johanną, a więc do swojego wnuka. Pochylił się nad Tommy'm i pogładził jego główkę tak delikatnie niczym jakby była ze szkła tłukącego się pod najmniejszym dotykiem. Tak naprawdę obawiał się tego, że mały się obudzi, zacznie płakać i Nellie będzie miała przez to jakieś problemy. W oczach Sweeney'ego zalśniły łzy. To wszystko było tak niewiarygodne.. że kiedykolwiek odzyska swoją córkę, a tym bardziej zostanie dziadkiem.. że nawet ktoś taki jak on potrafił się przy tym wzruszyć. Mimo tego dalej czuł się co najmniej jak złodziej i schował się gdy tylko usłyszał kroki, ale nie pojedyncze, szło więcej osób. Przypatrywał się temu przez szparę w uchylonych drzwiach. Nellie przyprowadziła do salonu Johannę i Charliego, najwyraźniej zamknęła już sklep bo zrobiło się cicho. Nawet nie zauważył kiedy upłynęła ta godzina. Pani Lovett wkroczyła do salonu z zamiarem skonfrontowania Sweeney'ego z Johanną, ale gdy go tam nie zastała, zrozumiała, że po prostu nie jest na to gotowy i gdzieś się ukrył.
- Wasz aniołek tak pięknie śpi, aż szkoda go budzić.. ale skoro musicie iść.. Och, wybaczcie, że trochę usłyszałam jak rozmawialiście.. hm.. jeśli Pan chce, może Pan poszukać miejsca gdzie zatrzymacie się na noc.. a Pani zostanie tu jeszcze z synkiem żeby nie marznąć.. - Zaproponowała parze.
- Naprawdę tak świetnie nas Pani ugościła i pomogła, Pani Lovett.. że głupio byłoby nam wykorzystywać Panią dalej.. ma Pani swoje życie, nie możemy tak po prostu zaprzątać go naszymi problemami.. I tak już nie wiem jak się Pani odwdzięczyć.. - Zamknął dłoń Nellie w swoich dłoniach i uśmiechnął się do kobiety zupełnie jak poprzednim razem.
- Nie oczekuję żadnych nagród, po prostu cieszę się, że mogłam minimalnie pomóc.. po prostu ludzki odruch.. - Wzruszyła lekko ramionami chcąc tak naprawdę uwolnić się spod tej fali chwalenia. Nigdy tego nie lubiła, a Charlie chyba miał do tego wyjątkową skłonność. 
- Oj coraz mniej mamy ludzi tak bezinteresownych, prawda, Johanno..? Ale Pani jest wyjątkowa i do tego ten talent do gotowania i pieczenia.. każdemu polecę Pani sklep.. - I ucałował dłoń Nellie, a ta podziękowała mu uśmiechem i delikatnie wyrwała się z uścisku jego dłoni pod pretekstem pomocy w ubieraniu Tommy'ego. Gdy dziecko było na nowo ubrane w kurteczkę i utulone kocykiem by nie zmarzło, Nellie odprowadziła narzeczonych do drzwi. 
- Wpadajcie częściej! - Odparła jeszcze kiedy wyszli, a w odpowiedzi usłyszała, że z pewnością tak będzie. Przekręciła wywieszkę by informowała, że sklep jest nieczynny i odetchnęła. Zaraz zjawił się przy niej Sweeney, który zasłonił okna by nikt teraz nie podglądał sklepu od zewnątrz i pomógł kobiecie w zebraniu naczyń ze stolików, a potem pozmywaniu ich. Panowała wtedy między nimi cisza, lecz wreszcie mężczyzna ją przerwał. 
- Jak zorientowałaś się, że to Johanna...? - Zmarszczył czoło wkładając ostatnią miskę do suszarki. Nellie włączyła wodę by ugotować w niej makaron na spaghetti.
- Po prostu skojarzyłam kilka faktów, to nie było takie trudne.. - A tak naprawdę pomyślała o znienawidzonej przez siebie Lucy, która teraz niczym powróciła do życia dzięki swojej córce. Johanny nie miała prawa nie lubić, w ogóle żywić w tej chwili jakichś uczuć, ale czego by nie zrobiła jej uroda przypominała mu o żonie Sweeney'ego co nie wywoływało w niej zbyt przyjemnych emocji.
- Cieszę się, że zobaczyłem Tommy'ego.. jest taki uroczy.. ale nie mam pojęcia jak powiedzieć jej kim jestem.. a tak bym tego chciał.. nie chcę kryć się przez całe życie.. nie chcę żeby dalej żyła w świadomości, że może.. jest sierotą..? Sam nie wiem czego się spodziewać po Turpinie.. przecież to on był na moim miejscu przez tyle lat.. Zemszczę się.... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.