SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 22 marca 2015

Part 234.

Sweeney popatrzył na atrakcje wesołego miasteczka i wybrał wzrokiem najbardziej tradycyjną karuzelę jaka istniała. Posiedzieli na ławce póki nie zjedli waty cukrowej, choć Sweeney czuł, że już kleją mu się ręce od tego smakołyku i szukał wzrokiem kupienia czegoś do picia. Zaraz spojrzał na kobietę i odparł do niej spokojnie. 
- Tak, tak. Teraz karuzela na nas czeka i mam nadzieję, że nikt nam w tym nie przeszkodzi. Wybaczysz mi na chwilę zaraz wrócę, tylko kupię coś do picia, bo kleją mi się ręce od tej waty.. a tu chyba raczej nie ma jak umyć rąk i gdzie..  – Po tych słowach Sweeney wstał z miejsca, przeprosił kobietę i udał się powoli do budki gdzie sprzedawca sprzedawał lemoniadę i Sweeney kupił dwie butelki, by mogli się napić czegoś mniej słodkiego, no i może nieco umaczać palce w napoju, choć pewnie niewiele to da, bo lemoniada raczej samą wodą nie była. Po chwili przyszedł z napojami do Nellie i przysiadł przy niej, wyciągając otwieracz z kieszeni, po prostu nosił taką rzecz ze sobą i zaraz otworzył butelki. Podał jedno naczynie kobiecie drugie wziął dla siebie, napił się nieco napoju, a zaraz też wylał nieco na swoje opuszki palców napoju, by mu się tak po wacie nie kleiły i wytarł w chusteczkę z materiału. 
- Hm.. może to coś da.. a potem poszukamy jakiejś fontanny czy czegoś.. To co gotowa na karuzelę..? Lubisz klauny..? Widziałem jednego.. Nigdy za ludźmi robiących z siebie, moim zdaniem idiotów, nie przepadałem.. to taki błazen.. zawsze kojarząc mi się z tymi królewskimi paziami.. Sam nie wiem czemu, ale coś w tym jednak jest. To co pokręcimy się na karuzeli..? – Posłał uśmiech kobiecie i zaraz po wypiciu napoi oboje pokierowali się w kierunku jednej takiej pozłacanej farbą karuzeli, gdzie można było zasiąść na konikach i zaraz stanęli przy karuzeli, czekając aż ta runda się skończy i oni będą mogli wsiąść. 
- Dobrze. Tak jestem gotowa. Chcę poczuć się jak dziecko, heh. Klauny..? Hm, wiesz nie zastanawiałam się nad tym, ale chyba nie byliby dla mnie przyjaciółmi. Nie lubię takiego wymuszonego uśmiechu. Coś w tym jest, masz rację. Lemoniada bardzo dobra.. ach nie pamiętałam już tego smaku.. taki z bąbelkami, dobry taki napój na orzeźwienie.. dobrze, że jednak nie jest taki zimny.. 
Nellie dokończyła picie lemoniady, chciało jej się pić, skoro Sweeney zaszczycił ja butelką napoju to dlaczego miała z tego nie skorzystać. Oczywiście Sweeney podszedł do jednego biletera i kupił dla nich dwa bilety, na tą karuzelę. A niebawem razem z Nellie weszli na podest, gdy karuzela się zatrzymała i wszyscy zeszli. Sweeney wyszukał czarnego konika wśród wszystkich i znalazł się obok konika Nellie na którego powoli kobieta wsiadła, gdy Sweeney podał jej dłoń. Zaraz przysiadł na swoim wybranym koniku, nieco posiedzieli nim w ogóle karuzela ruszyła, bo i inni wsiadali, potem karuzela została uruchomiona i ruszyli. 
- Dawno na mechanicznym koniu nie jeździłem, a na prawdziwym koniu.. hm.. ostatnio miałem jedynie kontakt wpadnięcia prawie pod powóz.. a czy jeździłem konno.. Powiem Ci Nellie, że chyba nie zdarzyło mi się to nigdy.. Czy to nie dziwne..? Lecz chyba te zwierzęta za bardzo za mną tez nie przepadają. A ja koni troszkę się boję, a czytałem gdzieś, że one to wyczuwają i boją się wtedy same jeszcze bardziej.. Dla mnie to trochę dziwne, ale rzekomo prawdziwe…  - Uśmiechnął się do Nellie, muzyczka też jak z katarynki grała, było głośno, bo było wiele ludzi, migały światełka, z ze specjalnych zasilaczy, a na dworze już o tej porze panowała ciemność. Kobieta uśmiechnęła się do mężczyzny, miło spędzali czas na karuzeli, zdarzyło im się też złapać za dłonie i oboje śmiali się, kiedy jeszcze ktoś puszczał spoza karuzeli, bańki mydlane, akurat które zniknęły z zetknięciem policzka Sweeney’a czy noska kobiety. 
- Ja także nie pamiętam kiedy była na koniu. Ale ten też jest fajny, przynajmniej z niego nie spadnę, bo dotykam prawie stopami ziemi.. Och bańki! Znikają przy zderzeniu o Twój policzek. A konie mówisz.. tak.. boją się, gdy ktoś czuje strach to prawda.. ale teraz skup się nad tym co miłe Sweeney… - Uśmiechnęła się do mężczyzny i w tym momencie nagle zgasły wszystkie światła na karuzeli, że rozejrzeli się, po otoczeniu, bo trudno było zauważyć coś co działo się tutaj. Lecz po niedługim czasie wszystko wróciło do normy, wtedy Sweeney wyraźniej poczuł jak kobieta trzyma go za dłoń mocniej, bo po prostu nieco się, wystraszyła. Sweeney pogładził kobiety dłoń kciukiem i uśmiechnął się, gdy dalsze obroty na karuzeli przebiegły już w miłej atmosferze i miło spędzili czas, do momentu wysiadki. Potem patrzyli na co by jeszcze mogli wejść i znaleźli niesamowicie duże filiżanki, gdzie i tam się wybrali po zakupili biletów. No i wsiedli do tej jednej karuzeli, do filiżanki i przysiedli naprzeciwko siebie, opinając się pasami i trzymali się przed sobą takiego jakby koła, dużego, co było taką podporą dla nich by nie wypaść z karuzeli. 
- Czuję się jakbyśmy byli dla kogoś napojem.. Wiesz..? Jeszcze dzbanek gdzieś był na tej platformie, dobrze, że nie jesteśmy jako wisienki na torcie.. Trochę jak z bajki „Jas i Małgosia”, domek z czekolady, piernika, smaczny, można go zjeść, może i taki domek to dobry pomysł, ale mieszkać bym w nim nie chciał, bo po pierwsze wszystko za bardzo by pachniało. Po drugie, gdyby go się zjadło, byłby problem, bo trzeba by było zrobić kolejne wypieki. No i pewnie ciekawi by tam chcieli zajrzeć. A ja raczej nie chciałbym kogoś tuczyć słodyczami. Poza tym mogę Ci coś powiedzieć w tajemnicy..?  - Sweeney spoglądał na kobietę odzywając się do niej, a Nellie słuchała go z uwagą, choć gdy mówił o bajcie nieco zaśmiała się w delikatny sposób i przytaknęła głowa na ostatnie jego słowa. 
- Och ja tak samo, ale czy to nie urocze, że świat idzie do przodu i na takiej karuzeli jeszcze nie byłam. Och na torcie nie byłoby się chyba czego złapać. Och, chyba Cię słodycze dziś tak ogarnęły.. Ale masz rację, tez nie chciałabym mieszkać w takim słodkim domku. Powiedzieć w tajemnicy..? Proszę bardzo.. słucham. – Zaskoczyły ją nieco ostatnie słowa Sweeney’a, tym bardziej, gdy mężczyzna odpiął się, a wirowali i bała się o niego, że się zaraz poobija i jeszcze wypadnie z tej wielkiej filiżanki i się potłucze. Lecz Sweeney zwinnie przedostał się obok Nellie i uśmiechnął się siedząc obok po czym pochylił się nad jej uchem i szepnął cichutko. 
- Tak naprawdę to mam ochotę na Twoje paszteciki.. to taka moja dzisiejsza tajemnica.. na to mam chęci. Brakuje mi tego smaku, mięsnego i kruchego ciasta pasztecikowego… Takie z makiem paszteciki mięsne.. Robiłaś je ostatnio jak, jak odszedłem z Twojego sklepu… Ale cały czas czuje zapach tego ciasta.. Mógłbym liczyć na to, że zrobisz dla mnie je kiedyś..? – tak niespodziewanie musnął kobietę w policzek, by ją troszeczkę zachęcić, poza tym kiedy kręcili się w filiżankach w koło nikt ich nie oglądał i mógł sobie na to pozwolić i pewnie jeszcze na więcej, lecz na więcej się mimo wszystko nie odważył. 

sobota, 21 marca 2015

Part 233.

 - Mhm.. Nie, absolutnie nic Cię nie ominęło, Sweeney.. Wyglądałeś na dość zamyślonego, stąd moje pytanie.. Myślałam, że coś natchnęło Cię do przemyśleń.. 
- Naprawdę wyglądam na takiego myśliciela? 
- Swego czasu nim byłeś.. 
- Lecz te czasy już minęły, moja droga Nellie.. Wiele można przegapić poprzez zamykanie się w swoim małym światku i już nigdy nie chcę powtarzać tego samego błędu.. bo przecież nie można określić tego inaczej.. - Dotknął dłoni Pani Lovett, która była trochę bliżej niego i przyjrzał się kobiecie uważniej dostrzegając jakby chwilowy grymas niezadowolenia na jej twarzy, co jednak widocznie starała się przed nim ukryć. To właśnie był jego problem, że albo nie potrafił wyrazić tego co chciał, albo przesadzał tym samym wywołując w niej uczucia, których wywołać nie chciał. Nellie westchnęła niemal niesłyszalnie dla Sweeney'a, uznając, że nie ma sensu psuć sobie dobrego nastroju starymi wspomnieniami i ścisnęła dłoń mężczyzny przesyłając mu taki impuls od siebie. Nie chciała dalej brnąć w ten temat, a więc podjęła się innego. 
- Nie mówiłeś mi jeszcze co skłoniło Cię do opuszczenia Newcastle.. do wybrania Londynu.. Lecz pewnie była to bardziej Twoja decyzja niż rodziców, hm..? - Sweeney zmarszczył czoło na jej pytanie i oparł głowę o fotel by ułożyć sobie w głowie to, co zamierzał powiedzieć. 
- Tak, to ja wpadłem na ten pomysł, choć też można powiedzieć, że nie do końca.. bo całkiem przypadkiem, choć oczywiście nic bym nie zrobił gdyby rodzicie mnie w tym nie wsparli finansowo, bo przecież jeszcze nie pracowałem, a właściwie zabierałem się za ostatni stopień edukacji.. A że w gazecie natrafiłem na dość interesującą ofertę w Londynie.. wszystko powoli się potoczyło, mimo że nie było łatwo, rzadko wyjeżdżałem gdzieś dalej, a co dopiero do tak odległego miasta.. Potem.. potem wiesz jak to się potoczyło.. Znalazłem tam pracę i zostałem. Bywały i trudne momenty w których tylko marzyłem o powrocie tutaj. Ale z czasem się przyzwyczaiłem.. - Wzruszył ramionami. - Mam jeszcze całkiem miłe wspomnienia z czasów kiedy nasza znajomość wydawała się być całkiem przelotna, lecz jednak istniała.. Wydaje się jakby minęły wieki od tego momentu.. 
- O tym też z przyjemnością posłucham, jak to było z Twojej perspektywy Sweeney.. - Okryła się bardziej swoim ponczem i uśmiechnęła wesoło do golibrody. Te wspomnienia z młodości zawsze wywoływały uśmiech na jej twarzy, a dość długo do nich już nie wracała. 
- Oczywiście.. zawsze miło powspominać te czasy.. Hm.. O ile się nie mylę, był to koniec tygodnia i prywatka koleżanki mojego znajomego, który akurat wyciągnął mnie wtedy z domu.. choć nie byłem wielkim entuzjastą takich wydarzeń.. Wszystko przebiegało raczej spokojnie, ale kiedy zobaczyłem Cię po raz pierwszy, kiedy weszłaś muszę przyznać, że przykułaś moją uwagę.. i chyba nie tylko moją.. hehe.. Miałaś włosy prawie do pasa i beżową sukienkę.. Potem chyba raz spotkaliśmy się na kawie i nasz kontakt się nagle urwał.. nie mam pojęcia czemu, lecz widać, że gdzieś było zapisane, że jeszcze się spotkamy.. - Todd puścił oczko kobiecie i napił się herbaty, bo jak zwykle gdy dużo mówił, zasychało mu w gardle. Nellie zaś pokiwała głową z aprobatą, będąc urzeczona tym, że tak dokładnie wszystko zapamiętał.. i tym, co powiedział o niej. Zupełnie jakby to było wczoraj.  - Wow! Zaskoczyłeś mnie. Naprawdę. Prędzej spodziewałabym się, że wszystko uogólnisz, bo to jednak było lata temu i nie miałam prawa oczekiwać czegoś takiego, ale tutaj.. Masz pamięć.. - Sweeney zaśmiał się na to pozytywne zaskoczenie kobiety, a zaraz w oknie dostrzegł Edwarda próbującego złapać wzrok syna, a kiedy tak się stało, wskazał mu na Panią Lovett i na czas, który symbolizował pukaniem w zegarek na nadgarstku. Rzeczywiście czas leciał, a jeśli jeszcze mieli zamiar odwiedzić wesołe miasteczko warto było powoli zacząć się zbierać. 
- Pewnych rzeczy się nie zapomina. A teraz możemy już szykować się ku wyjściu, pora zacząć drugą, równie przyjemną część dnia. - Wstał i podał dłoń Pani Lovett by sama wstała, zabrali ze sobą wszystko, co potrzebne i wyruszyli do wesołego miasteczka, które znajdowało się kilka mil od domu Todd'ów i bardziej w okolicy morza niż centrum miasta, co może nie było do końca przemyślane ze strony organizatorów. 
- Wkrótce będzie tu zimno od wody, nie podoba mi się to całe umiejscowienie.. - Nellie chwyciła Sweeney'a pod rękę i trochę spowolniła tempo ich marszu. 
- Racja, ale przecież jak zrobi nam się zimno, wrócimy. Uśmiechnij się, jesteśmy tu po to, by się troszkę odprężyć.. Dobrze..? - Sweeney przytaknął, w myślach już odsuwając część swoich myśli, które podpowiadały tylko by narzekał, na bok. Po zakupieniu biletów wstępu przekroczyli bramy tego przejezdnego parku rozrywki, by rozejrzeć się za czymś wartym uwagi i nie przeznaczonym wyłącznie dla dzieci. 
- Nadal masz ochotę na watę cukrową..? Widzę, że tam możemy ją kupić.. 
- Owszem, to taki smak dzieciństwa.. i wciąż jestem łakomczuchem.. - Nellie zachichotała, a zaraz u jej stóp pojawił się mały, wyraźnie smutny chłopczyk, który trochę szarpał jej suknię, by zwróciła na niego uwagę. 
- Zgubilem mamę... - powiedział. Pani Lovett spojrzała to na niego, to na Sweeney'a z zakłopotaniem. Nie miała pojęcia co zrobić w tej sytuacji, no i tak samo nie miała doświadczenia w sprawach opieki nad dziećmi. Po chwili jednak ukucnęła przy chłopczyku, starając się dowiedzieć jakichś podstawowych informacji. 
- A ile masz latek.. jak masz na imię..? 
- Alan, mam cztely lata.. 
- Dobrze, a gdzie ostatnio byłeś z mamą..? - Chłopczyk wskazał rączką karuzelę znajdującą się jakieś 20 metrów dalej i zarówno Nellie, jak i Sweeney spojrzeli w tamtą stronę. Kobieta wzięła Alana na ręce, choć Sweeney chciał ją w tym wyręczyć, lecz chłopczyk akurat ją wybrał sobie na swoją opiekunkę. Uspokajała malca jak tylko potrafiła podczas drogi do karuzeli i potem, gdy szukali jego matki w innych miejscach. Sweeney z jednej strony nie był zadowolony, że dziecko zabiera im ten czas, który mieli spędzić wspólnie, a z drugiej.. nie wiedział, że Nellie tak potrafi zajmować się dziećmi, nie posiadając własnych i robiło to na nim wrażenie. Poszukiwania zajęły ponad pół godziny, jednakże wreszcie okazały się owocne i znaleźli się rodzice malca, którzy nawet chcieli wręczyć Nellie nagrodę pieniężną za pomoc, ale nie skorzystała z tego, ponieważ nie uważała tego za coś nadzwyczajnego ani za usługę za którą pobiera się opłaty. Wreszcie kupili sobie ze Sweeney'em po małej wacie cukrowej i przysiedli na ławeczce by ją spokojnie zjeść. - Uroczy był ten malec.. choć troszkę smutne, że tak mu się przytrafiło.. Cieszę się, że nasze poszukiwania się powiodły.. Teraz my wyruszymy na karuzelę.. Tylko jest tu tego troszkę.. sama nie wiem na co się zdecydować..

środa, 18 marca 2015

Part 232.

 - To dobrze.. Cóż.. chyba gdyby taka dwójka stawiła mi czoła mianowałbym siebie tytułem całkowitej sieroty.. ale te czasy kiedy oni mieli nade mną jakąś przewagę bo byli we dwójkę minęły, mimo, że wciąż jest teoretycznie dwoje na jednego. No nieważne, Nellie. Nikomu nic się nie stało i to jest najważniejsze. Powiedzmy, że to spotkanie się nie wydarzyło, a już za jakiś czas trochę powrócimy do czasów dzieciństwa w wesołym miasteczku.. Będzie fajnie, zobaczysz. 
- Hm.. czyli byłeś tam już wcześniej, tak..? - Nellie wygładziła rękaw swojej sukni, który niezbyt pięknie układał się po zdjęciu płaszcza i uniosła brew spoglądając na mężczyznę. 
- Tak, byłem. Nie raz. Z tego, co mi się wydaje to przejezdne wesołe miasteczko jest takie samo od lat. To mała miejscowość więc też pewnie nie przyciąga ludzi, który zajmują się tego rodzaju rozrywkami.. Teraz pewnie nawet nie będzie zbyt wielu ludzi... Zresztą chyba mam już dość spotkań na dzisiejszy dzień.. - Zaśmiał się dokładnie przez dwie sekundy pod nosem, na co Nellie się uśmiechnęła, a zaraz do salonu wkroczyła Helena wraz z Edwardem i potrawami. 
- Odsapnęliście troszkę po spacerze..? Dziś na obiad bardziej miejscowy smakołyk.. Nellie spróbujesz czegoś tutejszego, a nie tylko rzeczy, które można przyrządzić zawsze i wszędzie w każdej części tego kraju.. - Kobieta postawiła Pani Lovett i sobie talerz z pieczonym łososiem i warzywami na parze, a Edward zrobił tak samo, zaniósł posiłek synu i na swoje miejsce. Nellie uśmiechnęła się na to co powiedziała matka Sweeney'a, starania jakie włożyła w przygotowania tego z pewnością smacznego dania dawało się wyczuć na odległość. 
- A więc ryba.. Oj tak, to świetna odmiana w jadłospisie.. na co dzień nie je się takich rzeczy, choć są bardzo zdrowe.. Och, jest wyśmienite. - Zachwycała się Nellie, kiedy panowie patrzyli się na siebie porozumiewawczo, że Helena i Nellie wciąż prawią sobie komplementy odnośnie jedzenia, że stale to sobie powtarzają. Lecz najwyraźniej jedna drugiej chciała w ten sposób zaimponować, a w końcu trzeba było przyznać, że kłamstw sobie nie opowiadały. 
- Co planujecie potem..? Bo pewnie coś planujecie, hm..? - Edward spytał Sweeney'a, kiedy kobiety wciąż rozmawiały ze sobą na temat, który był ich tematem numer jeden, czyli gotowanie. Były tak tym zaabsorbowane, że nie słyszały rozmowy mężczyzn. Sweeney wytarł serwetką kącik ust i odparł do ojca. 
- Obiecałem Nellie wesołe miasteczko, ale jeszcze troszkę odpoczniemy.. Myślę, że jeśli nam się spodoba wrócimy trochę później wieczorem, więc nie czekajcie z kolacją, tak jak poprzednio z obiadem.. - Rzucił ojcu całkiem poważne spojrzenie, ponieważ nie chciał by rodzice opóźniali swój posiłek czy też wyglądali na nich w oknach. Tym samym chciał też zaznaczyć, żeby ojciec nie dodawał tutaj swoich typowych komentarzy odnośnie Pani Lovett, bo to jego życie i nie powinien już tak ingerować w jego relacje z.. kobietami, bo nie miał kilkunastu lat. Edward pochylił się trochę ku niemu, jakby chciał przekazać mu coś w tajemnicy.
- Dobrze, spokojnie, zapamiętam i przekażę mamie. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że Nellie wspominała mi coś o latarni morskiej, myślę, że gdybyś ją tam zabrał byłaby naprawdę ucieszona. Ale ja tylko przekazuję. Decyzja należy przecież do Ciebie. - Uśmiechnął się kącikiem ust do syna i wrócił do wcześniejszej pozycji by napić się popołudniowej herbatki. Gdy każdy napełnił już swój brzuch jedzeniem, naczynia zostały pozmywane, Edward wrócił do piwnicy by dalej robić porządek w swoich szpargałach, również uporządkować te, które mogły się przydać do ewentualnego remontu, a Helena zajęła się robieniem urodzinowego tortu na zamówienie jakie otrzymała. Sweeney i Nellie mieli wolną rękę co do zajęć, poczuli, że nie są obserwowani i nie muszą ukrywać się z tym, że po prostu spędzają razem czas. Nellie odniosła zakupione pamiątki do swojej sypialni i na chwilę rozdzieliła się z mężczyzną, który również odwiedził swój pokój w tym czasie. Pani Lovett usiadła przy toaletce stojącej w rogu pokoju, tak, że w odbiciu jej lustra odbijały się drzwi i przyjrzała się swojej twarzy przez chwilę. Wydawało jej się, że nie była już taka blada jak zwykle, choć też nie była do końca pewna czy zaszły jakieś zmiany w wyglądzie skóry, ponieważ mało prawdopodobne było iż się opaliła, lecz całkiem możliwe, że po prostu uważała ponad wszystko, że obecność nad morzem ma zbawienny wpływ na człowieka i tak się również objawia. Wczepiła we włosy kokardkę, której kolor nie był do końca określony, a raczej pomieszany jako róż z czerwienią, kiedy jej uwagę przykuła książka w szufladzie toaletki. Wydała się być całkiem interesująca, zdążyła nawet przeczytać kilkanaście stron zanim dostrzegła w lustrze uchylające się drzwi i Sweeney'a w nich. Nie usłyszała nawet pukania. 
-..Przepraszam jeśli przeszkadzam.. -Nellie zerknęła na niego w lustrze, trochę wahał się między tym, czy ma wyjść, czy jednak zostać. Odłożyła książkę na jej pierwotne miejsce i wczepiła drugą kokardkę, po drugiej stronie głowy we włosy, czując, że lekkie ciepło wpływa na jej policzki. Od jakiegoś czasu tak już się działo, kiedy on pojawiał się przy niej. Nie było do końca logicznego wyjaśnienia dla tego, tak samo jak cała historia uczuć jakimi kiedykolwiek darzyła i darzy Sweeney'a nie jest logiczna. Po prostu tak się działo. 
- Nie.. no coś Ty, Sweeney.. Wybacz, zaczytałam się po prostu. Chciałeś mi coś powiedzieć..? - Odwróciła się by nie patrzeć na niego w lustrze, tylko normalnie. 
- Pomyślałem, że posiedzimy jeszcze trochę na werandzie zanim pójdziemy. Przyniosłem dwa fotele wiklinowe, ciasteczka i herbatę też się da zorganizować jeśli jest ochota. Zechcesz mi w takim razie towarzyszyć..? 
- Tak! - Uśmiechnęła się uroczo, a przynajmniej tak Sweeney to odbierał i zaraz schodzili już na dół, by zaraz znaleźć się już na samej werandzie. Zajęli miejsca w swoich fotelach i napawali swój wzrok przez kilka chwil widokiem morza. Nellie popijała przy tym herbatkę. Skierowała głowę w stronę Sweeney'ego, odetchnęła świeżym morskim powietrzem i rzekła. 
- O czym myślisz? - Todd zerknął na kobietę powoli, spojrzeniem jakby szukającym gdzieś w powietrzu konkretnej odpowiedzi, ale nie do końca potrafił takową znaleźć. 
- Trochę wstyd powiedzieć prawdę, że po prostu chwilę nie myślałem o niczym i nie odzywałem się z tego powodu, lecz taka jest.. Wyłączyłem się na moment. Nie straciłem czegoś ważnego, hm..? - Nellie uśmiechnęła się subtelnie lewym kącikiem ust i podparła swoją głowę na dłoni.

niedziela, 15 marca 2015

Part 231.

- No co Ty na pewno nie żonaty.. Dalej przeżywa Lucy.. a słuchaj Todd co z Twoją córką..? – Rob zaśmiał się i przy uchu Todd’a odparł do niego, co najmniej w taki sposób jakby przechodził orgazm. 
- Oooo.. jest pewnie cudowna w łóżku… seksowna… urocza… i chętnie bym ją poznał bliżej… - Zamruczał cicho na ucho Todd’a, Nellie mimo to, że przymknęła drzwi, to troszkę słyszała tej całej rozmowy i przyglądała się temu jak Todd sięga pod swój płaszcz choćby. Zaraz też pojawiła się obok niej Helena i odparła cicho, bo widziała, że tego wymaga sytuacja. 
- Nellie.. co się stało..? Czemu tu stoisz.. i nie wchodzisz do salonu.. co się dzieeee.. – Zaraz sama dopatrzyła się tego, że sąsiedzi, których i rodzice Sweeney’a nie lubili. Akurat ojca Sweeney’a nie było bo wyszedł, więc kobiety były same z młodym Todd’em, Helena chciała wyjść na zewnątrz, ale Nellie jej nie pozwoliła i szepnęła cicho. 
- Nie… niech Sweeney sam to załatwi, to o niego chodzi. W dalszym ciągu nie rozumiem, czemu mają do siebie taki stosunek. – Obie przyglądały się co działo się za drzwiami, kiedy Todd słyszał kolejne słowa o swojej córce i zaatakował Rob’a brzytwą przyciągając go do ściany między oknem, a drzwiami. Przesunął brzytwą po gardle mężczyzny i szepnął jakby mówił do kobiety. Po czym przesunął po policzku Rob’a, brzytwą i nieco ukrócił bako-brodę Rob’a a że był od niego leciutko niższy to Todd czuł przewagę, poza tym nie ruszali go mężczyźni, dziś poczuwał znieczulice.
- Jeszcze jedno słowo o mojej córce, a za chwilę ten głupi idiotyczny uśmiech, zniknie z Twojej twarzy.. Choć może go poszerzyć..? Brzytwa w mojej ręce jest jak złoto w kopalni, trudno odmówić…– Drugi z mężczyzn chciał odciągnąć Todd’a od Rob’a, ale nie udało mu się to, bo dostał z łokcia w klatkę piersiową, a potem Todd nacisnął niby niechcący na dłoń Trey’a, gdy przykucał przy nim. Wywrócił oczami, jakby Trey mazgaił się bez powodu. 
- Złamałeś mi rękę..! – Pisnął aż, a wtedy Todd spojrzał na Rob’a i odparł poważnie. 
- Nadal macie mnie za gówniarza..? I tak mam córkę, a jaka ona jest, jak wygląda i gdzie jest, to akurat nie wasza sprawa.. – Rob przełknął ślinę, bo  nie spodziewał się, że Todd będzie miał ich w garści. A po chwili na werandzie pojawił się Edward i od razu zabrał głos. 
- A co tu się dzieje.. sąsiedzi nas odwiedzili.. synu…? – Sweeney zaraz zerknął na ojca i odezwał się chowając powoli brzytwę, mimo to jeszcze odparł przy uchu Rob’a z początku.
- Niech Cię to tak nie cieszy, że masz szczęście, bo pojawił się mój ojciec.. ta brzytwa jest ostra… a ciało to delikatna powłoka ludzka, radzę uważać, a i trzymajcie się z dala od kobiety którą ze mną widzieliście, i tak nie jest wami zainteresowana. Kobiety też potrafią być bezwzględne, a uwierz, że ta jest… i nie radziłby z nią zaczynać. – A zaraz Sweeney odparł do ojca, patrząc w oczy Rob’a, gdy go wypuścił i popchnął z werandy by odszedł ze swoim kumplem.
- Panowie już wychodzą tato.  – Sweeney popatrzył na ojca, kiedy ten czekał aż obaj sąsiedzi opuszczą im dom, a gdy to nastąpiło, Sweeney spojrzał na ojca, który przytaknął synowi i kiedy Rob schodził ze schodów Edward złapał go za kołnierz i przyciągnął do siebie szepcząc cicho. 
- Nie zadzieraj z Todd’ami, bo źle na tym wyjdziesz. Koledzy mojego syna ze szkoły, a nadal tacy nie dorośli… swoją drogą, zapraszam do zakładu, wyglądasz jak wilkołak Rob… – Mężczyzna pokręcił głową i spojrzał na syna, gdy ten schował brzytwę w pochwę i podszedł do ojca. Obaj wyglądali mrocznie, w ich oczach niemal można było teraz odczytać chęć zrobienia komuś krzywdy. 
- Co jeden to głupszy, a w Twoim wieku. Czego chcieli..? – Mężczyzna spojrzał na syna, który odparł do ojca i patrzył na uciekających sąsiadów, kiedy Todd celowo zszedł z werandy szybszym krokiem, a zaraz z powrotem pojawił się obok ojca. 
- Tego co zwykle, ponabijać się. Zresztą teraz szybko się tu nie pokażą. Chodźmy do domu, bo wietrznie się robi.. A co do „wilkołaka” masz rację. Choć na złość, dociąłbym coś innego. – Spojrzał na ojca i uśmiechnął się kiedy Edward się zaśmiał bo obaj pomyśleli o tym samym, jak choćby o przyrodzeniu Rob’a. Powoli oboje udali się do domu, gdzie praktycznie wpadli na kobiety, które stały za drzwiami.
- Wszystko w porządku… Edwardzie.. Sweeney..? – Kobiety pomogły panom zdjąć ubrania wierzchnie, przy czym Edward odzywał się do swojej żony. 
- Oczywiście. Przecież dobrze wiesz, że oni w rezultacie są tchórzami.. poza tym ładnie to tak podglądać.. hm..? – Ruszyli zaraz do jadalni, gdzie Helena już i tak przygotowywała obiad w kuchni. 
- Och Edwardzie.. Martwiłyśmy się… tym bardziej jak Sweeney został sam z nimi na werandzie.. Pamiętasz jak kiedyś chcieli popchnąć Sweeney’a ze schodów.. Byłam przecież w szkole, po tym wypadku.. – Westchnęła, a Sweeney przewrócił oczami, jak matka poszła do kuchni. Wtedy też Sweeney i Nellie przysiedli w jadalni by chwilę porozmawiać na osobności, choć usiedli już do stołu, jak Helena ich tam zaprosiła. 
- To.. „koledzy” ze szkoły.. z pierwszej klasy podstawowej.. Od początku ich nie lubiłem, a oni mnie, znaliśmy się jeszcze wcześniej jako dzieci. A to co powiedziała mama, to było tak, że faktycznie spadłem z tych schodów, ale pociągnąłem za sobą tego z tymi wilkołaczymi bakami… i od tamtego okresu, moi rodzice, z rodzicami Roba, są wrogami, bo jedni zganiali na drugich, przez kogo ten wypadek. Ja miałem chyba złamaną nogę, a Rob.. chyba nos złamał.. Nie pamiętam już tego dokładnie co było. Nieważne. Tak czy inaczej, nie lubimy się. Ale wszystko w porządku, nic Ci nie zrobili..? Teraz mam nadzieje, ze na jakiś czas dadzą sobie spokój.. Ale nie psujmy sobie humoru i tego dnia, przez nich. Masz ochotę wybrać się potem do tego wesołego miasteczka ze mną?  - Uniósł lekko brew, na kobietę, słysząc jak matka w kuchni już powoli z ojcem, prawdopodobnie szykowali się do zabrania potraw na stół.
- Rozumiem Sweeney, och nie przejmuj się tym, nic mi się nie stało. Nie mniej jednak zaskoczyli mnie Ci ludzie.. Och tak, baki miał jednak troszkę już staromodne.. Złamałeś nogę jako dziecko, w szkole? Współczuję, ale bardzo się cieszę, że teraz nie jesteś poturbowany i dochodzisz do siebie. Ależ tak, skoro mówiliśmy o tym wcześniej, to dlaczego miałoby się to teraz zmienić. Chciałabym się tam udać, poczuć taką dziecięcą wolność na karuzeli… 

środa, 11 marca 2015

Part 230.

- Możemy się jeszcze przejść, ale wieczorem chciałbym Cię zabrać do wesołego miasteczka, dobrze by było przed tym odpocząć, hm..? Teraz po powrocie do Londynu, wiesz że wracam do pracy, prawda..? Będzie mniej czasu, poza tym ostatnio słyszałem o jakimś konkursie dla ludzi z moim fachem.. Który ma się odbyć tydzień po naszym powrocie, chciałbym wziąć w tym udział… Nie mówiłem o tym? Widocznie zapomniałem. Lecz chciałbym znaleźć się wśród golibrodów..  Do wygrania są pieniądze, nie pamiętam już jakie sumy, bo za pierwsze trzy jest jakaś suma.. za pierwsze miejsce wiem, że jest. 10 tysięcy funtów. Może mi się uda.. jak nie pojawi się kolejny wkurzający Adolfo Pirelli… Nienawidzę, takich ludzi. 
Zmarszczył czoło i przypomniał sobie, jak Pirellie’go załatwił na dobre czajnikiem i nie miał litości, a Pani Lovett wtedy była zaskoczona zachowaniem Todd’a, lecz pomogła mu pozbyć się ciała. Kobieta słuchając słów Todd’a znów wyczuwała w nim tego Sweeney’a, który powrócił ze swojej tułaczki, lubiła w nim to, kiedy był taki na dystans i jego oczy były skupione na tym co ważne. Choć wolała by teraz skupiał się na przyjemniejszych rzeczach niż na pracy. Lecz suma jaką usłyszała oczywiście, że gdyby Sweeney wygrał konkurs byłaby oczarowana jego umiejętnościami. Dotknęła ramienia mężczyzny i szli uliczką dalej, choć zatrzymali się przy jednej wystawie, gdzie właśnie był zakład fryzjerski i też jeden mężczyzna golił męskie brody. Sweeney przyglądał się umiejętnością golibrody, który zaraz spojrzał na niego i wskazał na brzytwę, czy nie życzyłby sobie by mu choćby przyciąć baki, na co Sweeney pokręcił głową, że dziękuje, ale nie skorzysta. 
- To bardzo miłe Sweeney, mógłbyś wystartować. A nagroda, całkiem miła. Och na pewno wygrasz, musisz wziąć w tym udział. A tacy jak Pirelli, to na pewno się znajdą, ale wierzę w Ciebie i wiem, że uda Ci się. Będę trzymała kciuki. Powiesz mi kiedy to będzie, zamknę na ten czas sklep i przyjdę Ci pokibicować.. Idziemy..? Czy masz ochotę może skorzystać z usług golibrody hm..?  - Uśmiechnęła się i zaraz ruszyli dalej, gdzie powoli podeszli pewnymi krokami do powozu, w którym sprzedawano naleśniki na gorąco, co zaraz zamówili po tym jak oboje zdecydowali się na spróbowanie tego słodkiego specjału. Naleśniki były zrulowane i nadziane masą umieszczaną na koniec do podania. A masa składała się z masła orzechowego, no nie był to wyrób idealnej jakości, ale większość ludzi to lubiło, poza tym było to tanim produktem. Dalej spacerowali jedząc naleśniki, więc tez panowała między nimi cisza przez ten czas. Sweeney zjadł pierwszy i serwetkę zaraz wrzucił do kosza po wytarciu kącików ust. 
- A wracając do konkursu, będzie mi miło jeśli się pojawisz. Lecz jak będzie dobry utarg, to nie przesadzaj z zamykaniem sklepu, po konkursie przyjdę do Ciebie i opowiem jak było. – Uśmiechnął się do kobiety i dodał. 
- Smakuje Ci..? Naleśniki są dobre.. choć nie może do końca jak te domowe.. ale to jest z myślą o tych najbiedniejszych… Czasem dostają za darmo, jak zostaje już mało masy ciasta.. żadne pocieszenie, ale wiesz jakie życie jest w tych czasach. Nie żyjemy jak książęta. Poza tym zastanawiam się nad tym by znaleźć sobie coś innego, niż ta kawalerka w której jestem.. dobre to miejsce, fakt. Lecz ludzie czasem mnie tam denerwują. – Wzruszył ramionami, po czym powoli wracali do domu. Mężczyzna niczego nie kupował, może było kilka drobiazgów co podobały mu się, lecz uznał, że nie będzie niepotrzebnie wydawał swoich pieniędzy, w końcu tez nie posiadał majątku. 
- Tak, tak. Dobre. Rozumiem, och tak jak z kukurydzą, tak samo jest. Chcesz się przeprowadzić..? Sweeney… wiesz, że możesz zatrzymać się u mnie.. ja wiem, że źle Cię potraktowałam.. I na pewno masz o to uraz i żal do mnie.. Och gdybym wiedziała, że to wszystko się tak potoczy, uciekałabym jak najdalej… William, stanął na mojej drodze. Ach dalej nie mogę tego zrozumieć dlaczego na niego trafiłam i wydawał mi się taki dobry, idealny.. a wyszedł z niego diabeł. Lecz jeśli niczego nie znajdziesz.. co sobie założysz, a spakowałbyś rzeczy z kawalerki i nie miał gdzie pójść, to wiedz, że możesz przyjść do sklepu.. Ja Cię nie namawiam na to.. ale jeśli źle się tam czujesz.. –Kobieta wzięła Sweeney’a pod rękę gdy powoli dochodzili do domu, aż nagle kiedy Sweeney miał odezwać się do kobiety, zaczepiło ich dwóch mężczyzn na co Sweeney cicho mruknął. 
- Trupia teatralna.. – Warknął, a kobieta spojrzała nieco zdezorientowana bo nie wiedziała o co chodzi, kiedy mężczyźni stanęli im na drodze, Sweeney pociągnął Nellie by nie zatrzymywali się, lecz dwóch młodych Panów, w ich właściwie wieku, zatrzymali ich. Jeden położył dłoń  na mostku Todd’a by go zatrzymać i odparł takim władczym głosem. 
- Pan Mruk…! Gdzie pędzisz Todd.. nie poznajesz kolegów, sąsiadów..? – Mężczyzna poprawił Todd’owi ubranie na co Todd się przyjrzał i strącił rękę mężczyzny z siebie. Drugi zaś osobnik był zainteresowany kobieta, spoglądał na jej dekolt, co Nellie zaraz zakryła swoim płaszczykiem który miała na sobie. 
- A cóż to za piękność prowadzisz? Nie przedstawisz nas..? – Mężczyzna zakręcił się koło Nellie, a Todd na niego spojrzał, jak i na tego co stał przed nim i odparł. 
- Nie dla psa kiełbasa, zejdźcie nam z drogi. – Warknął i odepchnął od siebie mężczyznę przed sobą. Na co ten zaraz zezłoszczony złapał za fałdy płaszcza Todd’a i odparł przy jego uchu puszczając oczko do Nellie. Kobieta była troszkę zaskoczona tymi dwoma młodzieńcami, bo nie wiedziała kim są i szepnęła do Todd’a
- Sweeney… - złapała się jego łokcia bo nie chciała by w tak perfidny sposób atakowali ją dwaj mężczyźni, tym bardziej, że ich w ogóle nie znała.
- Uuuu… Pan Todd się zezłościł.. Myślałeś, że Cię nie poznamy.. to dla nas ta metamorfoza, byś nie był rozpoznawalny, żuczku..? 
- Nie obchodzą mnie wasze docinki. Nie dla was się tak nie zmieniłem. Przykre? Nie wątpię. Wy dwaj, sąsiedzi od siedmiu boleści wiecznie ze mną rywalizujący w szkole, cudowne czasy.. a dziś zaczynacie to samo.. nie wyrośliście? – Mruknął do mężczyzny i spojrzał na Nellie, gdy trzymała go pod rękę i położył na jej dłoni swoją dłoń i przepchnęli się przez dwóch mężczyzn. Sweeney wtedy odezwał się do kobiety, gdy Rob’a i Trey’a zostawili nieco w tyle, poszli szybko dość w kierunku domu. 
- Wybacz. To sąsiedzi, dawno temu chodziłem z nimi do szkoły i nigdy się nie lubiliśmy. Rob i Trey… Dwaj idioci.  – Sweeney czuł, że za nimi idą, lecz dochodzili już do werandy domu po skręceniu na chodniku i kiedy byli już na schodach, Rob i Trey podeszli. Sweeney otworzył drzwi Nellie by mogła wejść do środka i wskazał by to zrobiła i nie czekała tu na niego. A  dwaj dowcipnisie, grali na nerwach Sweeney’a mówiąc jeden przez drugiego. 
- Poderwałeś cizie, nie ma co..!
- A ten dekolt widziałeś.. Tyłek.. tez miała niezły.. Sweeney poderwał kobietę hehe.. a może to Twoja zona.. o wybacz.. honory.. hehe.. 

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.