SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 15 marca 2015

Part 231.

- No co Ty na pewno nie żonaty.. Dalej przeżywa Lucy.. a słuchaj Todd co z Twoją córką..? – Rob zaśmiał się i przy uchu Todd’a odparł do niego, co najmniej w taki sposób jakby przechodził orgazm. 
- Oooo.. jest pewnie cudowna w łóżku… seksowna… urocza… i chętnie bym ją poznał bliżej… - Zamruczał cicho na ucho Todd’a, Nellie mimo to, że przymknęła drzwi, to troszkę słyszała tej całej rozmowy i przyglądała się temu jak Todd sięga pod swój płaszcz choćby. Zaraz też pojawiła się obok niej Helena i odparła cicho, bo widziała, że tego wymaga sytuacja. 
- Nellie.. co się stało..? Czemu tu stoisz.. i nie wchodzisz do salonu.. co się dzieeee.. – Zaraz sama dopatrzyła się tego, że sąsiedzi, których i rodzice Sweeney’a nie lubili. Akurat ojca Sweeney’a nie było bo wyszedł, więc kobiety były same z młodym Todd’em, Helena chciała wyjść na zewnątrz, ale Nellie jej nie pozwoliła i szepnęła cicho. 
- Nie… niech Sweeney sam to załatwi, to o niego chodzi. W dalszym ciągu nie rozumiem, czemu mają do siebie taki stosunek. – Obie przyglądały się co działo się za drzwiami, kiedy Todd słyszał kolejne słowa o swojej córce i zaatakował Rob’a brzytwą przyciągając go do ściany między oknem, a drzwiami. Przesunął brzytwą po gardle mężczyzny i szepnął jakby mówił do kobiety. Po czym przesunął po policzku Rob’a, brzytwą i nieco ukrócił bako-brodę Rob’a a że był od niego leciutko niższy to Todd czuł przewagę, poza tym nie ruszali go mężczyźni, dziś poczuwał znieczulice.
- Jeszcze jedno słowo o mojej córce, a za chwilę ten głupi idiotyczny uśmiech, zniknie z Twojej twarzy.. Choć może go poszerzyć..? Brzytwa w mojej ręce jest jak złoto w kopalni, trudno odmówić…– Drugi z mężczyzn chciał odciągnąć Todd’a od Rob’a, ale nie udało mu się to, bo dostał z łokcia w klatkę piersiową, a potem Todd nacisnął niby niechcący na dłoń Trey’a, gdy przykucał przy nim. Wywrócił oczami, jakby Trey mazgaił się bez powodu. 
- Złamałeś mi rękę..! – Pisnął aż, a wtedy Todd spojrzał na Rob’a i odparł poważnie. 
- Nadal macie mnie za gówniarza..? I tak mam córkę, a jaka ona jest, jak wygląda i gdzie jest, to akurat nie wasza sprawa.. – Rob przełknął ślinę, bo  nie spodziewał się, że Todd będzie miał ich w garści. A po chwili na werandzie pojawił się Edward i od razu zabrał głos. 
- A co tu się dzieje.. sąsiedzi nas odwiedzili.. synu…? – Sweeney zaraz zerknął na ojca i odezwał się chowając powoli brzytwę, mimo to jeszcze odparł przy uchu Rob’a z początku.
- Niech Cię to tak nie cieszy, że masz szczęście, bo pojawił się mój ojciec.. ta brzytwa jest ostra… a ciało to delikatna powłoka ludzka, radzę uważać, a i trzymajcie się z dala od kobiety którą ze mną widzieliście, i tak nie jest wami zainteresowana. Kobiety też potrafią być bezwzględne, a uwierz, że ta jest… i nie radziłby z nią zaczynać. – A zaraz Sweeney odparł do ojca, patrząc w oczy Rob’a, gdy go wypuścił i popchnął z werandy by odszedł ze swoim kumplem.
- Panowie już wychodzą tato.  – Sweeney popatrzył na ojca, kiedy ten czekał aż obaj sąsiedzi opuszczą im dom, a gdy to nastąpiło, Sweeney spojrzał na ojca, który przytaknął synowi i kiedy Rob schodził ze schodów Edward złapał go za kołnierz i przyciągnął do siebie szepcząc cicho. 
- Nie zadzieraj z Todd’ami, bo źle na tym wyjdziesz. Koledzy mojego syna ze szkoły, a nadal tacy nie dorośli… swoją drogą, zapraszam do zakładu, wyglądasz jak wilkołak Rob… – Mężczyzna pokręcił głową i spojrzał na syna, gdy ten schował brzytwę w pochwę i podszedł do ojca. Obaj wyglądali mrocznie, w ich oczach niemal można było teraz odczytać chęć zrobienia komuś krzywdy. 
- Co jeden to głupszy, a w Twoim wieku. Czego chcieli..? – Mężczyzna spojrzał na syna, który odparł do ojca i patrzył na uciekających sąsiadów, kiedy Todd celowo zszedł z werandy szybszym krokiem, a zaraz z powrotem pojawił się obok ojca. 
- Tego co zwykle, ponabijać się. Zresztą teraz szybko się tu nie pokażą. Chodźmy do domu, bo wietrznie się robi.. A co do „wilkołaka” masz rację. Choć na złość, dociąłbym coś innego. – Spojrzał na ojca i uśmiechnął się kiedy Edward się zaśmiał bo obaj pomyśleli o tym samym, jak choćby o przyrodzeniu Rob’a. Powoli oboje udali się do domu, gdzie praktycznie wpadli na kobiety, które stały za drzwiami.
- Wszystko w porządku… Edwardzie.. Sweeney..? – Kobiety pomogły panom zdjąć ubrania wierzchnie, przy czym Edward odzywał się do swojej żony. 
- Oczywiście. Przecież dobrze wiesz, że oni w rezultacie są tchórzami.. poza tym ładnie to tak podglądać.. hm..? – Ruszyli zaraz do jadalni, gdzie Helena już i tak przygotowywała obiad w kuchni. 
- Och Edwardzie.. Martwiłyśmy się… tym bardziej jak Sweeney został sam z nimi na werandzie.. Pamiętasz jak kiedyś chcieli popchnąć Sweeney’a ze schodów.. Byłam przecież w szkole, po tym wypadku.. – Westchnęła, a Sweeney przewrócił oczami, jak matka poszła do kuchni. Wtedy też Sweeney i Nellie przysiedli w jadalni by chwilę porozmawiać na osobności, choć usiedli już do stołu, jak Helena ich tam zaprosiła. 
- To.. „koledzy” ze szkoły.. z pierwszej klasy podstawowej.. Od początku ich nie lubiłem, a oni mnie, znaliśmy się jeszcze wcześniej jako dzieci. A to co powiedziała mama, to było tak, że faktycznie spadłem z tych schodów, ale pociągnąłem za sobą tego z tymi wilkołaczymi bakami… i od tamtego okresu, moi rodzice, z rodzicami Roba, są wrogami, bo jedni zganiali na drugich, przez kogo ten wypadek. Ja miałem chyba złamaną nogę, a Rob.. chyba nos złamał.. Nie pamiętam już tego dokładnie co było. Nieważne. Tak czy inaczej, nie lubimy się. Ale wszystko w porządku, nic Ci nie zrobili..? Teraz mam nadzieje, ze na jakiś czas dadzą sobie spokój.. Ale nie psujmy sobie humoru i tego dnia, przez nich. Masz ochotę wybrać się potem do tego wesołego miasteczka ze mną?  - Uniósł lekko brew, na kobietę, słysząc jak matka w kuchni już powoli z ojcem, prawdopodobnie szykowali się do zabrania potraw na stół.
- Rozumiem Sweeney, och nie przejmuj się tym, nic mi się nie stało. Nie mniej jednak zaskoczyli mnie Ci ludzie.. Och tak, baki miał jednak troszkę już staromodne.. Złamałeś nogę jako dziecko, w szkole? Współczuję, ale bardzo się cieszę, że teraz nie jesteś poturbowany i dochodzisz do siebie. Ależ tak, skoro mówiliśmy o tym wcześniej, to dlaczego miałoby się to teraz zmienić. Chciałabym się tam udać, poczuć taką dziecięcą wolność na karuzeli… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.