SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Part 251.

- Czym się zajmuję? Jestem golibrodą. Pracuję w jednym zakładzie niedaleko stąd. To raczej nie jest intrygująca praca… Lubię ją, no ale mimo wszystko ten zawód w tych czasach, jest czasem aż nazbyt popularny. A ostatnio pamiętam, że była Pani z synkiem… jak on się miewa, zdrowy jest..? – Spoglądał na płeć piękną, Nellie zajmowała się potrawami dla klientów, poza tym skoro widziała, że Sweeney rozmawiał ze swoja córką, to nie chciała go niczym speszyć, dlatego się nie wtrącała, bo nie chciała go zdezorientować swoją obecnością, głosem, czymkolwiek. 
- Golibrodą, to ciekawe zajęcie. Podobno w mojej rodzinie było kilku mężczyzn zajmujących się tym zawodem. Och to bardzo popularne, to prawda. Lecz by to robić, trzeba mieć do tego talent, umiejętności i jeszcze nikomu nie zrobić krzywdy. Teraz podobno za dwa tygodnie jest konkurs na najlepszego golibrodę z jakimiś nagrodami, na placu Piccadilly Cirrus. Wybierze się Pan na niego..? Zapisy chyba są na niego w kolejnym tygodniu tak czytałam o tym w prasie ostatnio. A mój synek, o tak jest zdrowy, został w domu z nanią. Chciałam na trochę wyjść sama, zakupy z dzieckiem to nie jest najlepszy pomysł, jeszcze z tak małym dzieckiem. – Mężczyzna słuchał kobiety, widać interesowała się tym co dzieje się w mieście, tylko czemu akurat aż tak bardzo intrygował ją świat ludzi zajmujących się goleniem innych bród, wąsów i tak dalej. Choć ukrywając podobało mu się to, przynajmniej w tym jako anonimowy ojciec w tej sytuacji miał plus. Cieszył się z faktu, że jego wnuczek był cały i zdrowy, nie śmiał pytać o jej narzeczonego, lecz jako ojciec chciał dobra swojej córki, lecz w tej rozmowie nie mógł podjąć takiego tematu, bo pewnie poszedłby dalej i albo o coś by się wściekł, albo chciał ją do siebie przytulić, zatem wolał zostać na swoim froncie, bezpiecznym i neutralnym ze swoimi uczuciami. 
- Może to stąd Pani zainteresowanie tym fachem? No troszeczkę zdolności do tego jednak trzeba. W końcu nie pracuje się z manekinem, tylko z człowiekiem. Tak, właśnie tam. Miałem taki zamiar, by wziąć w tym udział. Zapisy na konkurs? To o tym nie wiedziałem. Cieszę się, że Pani syn jest zdrowy. Hm, pewnie tak… Łatwiej jak na tym wyjściu, zakupach jest ktoś więcej niż tylko mama z synkiem swoim. – Chwilę rozmawiali jeszcze ze sobą, aż do sklepu wszedł sędzia Turpin, który widząc Johannę ze swoim ojcem, aż zacisnął pięści, lecz zachowywał opanowanie, przecież nie chciał przy swojej przyszywanej córce robić jakiś awantur. A do tego nie chciał by prawda o tym, że Sweeney jest jej ojcem wyszła na jaw. Podszedł bliżej zaraz mijając się z Panią Lovett, gdy niosła dla klientów swoich potrawy, już na sam jego widok była zła. A gdy Turpin podszedł do Johanny i Sweene’a, przywitał się z kobietą całując jej policzek i odparł zaraz niczym uradowany. 
- Witaj Serdelko, jak się masz.. widzę, że gawędzisz sobie, a Tommy już za Tobą tęskni, byłem w domu na chwilę, ale zaraz idę zajrzeć do pracy. – Turpin nie trawił Sweeney’a a golibroda vice wersa, na co warknął, gdy Turpin witał się z jego córką. A gdy Panowie na siebie spojrzeli, Turpin odparł, gdy poklepał Todd’a po ramieniu.
- Dzień dobry Panie Todd. – Turpin udawał uśmiech szczery na twarzy, zaś Todd zaraz odrzekł, gdy spojrzał na dłoń mężczyzny na swoim ramieniu i rzekł. 
- Nie taki dobry Panie Turpin. – Warknął znów i tym razem sędzia zabrał głos.  – Och czyżby kłopoty w pracy..? –  Zaśmiał się pod nosem obejmując Johnanne, która nawet jakoś bardzo nie wyczuwała tego, że wibracje pomiędzy panami są bardzo negatywne. 
- Nie, czyjś widok psuje mi humor, Panie Turpin. – Tym razem to Sweeney się uśmiechnął, lecz wrednie, a po chwili zsiadł z krzesła i odezwał do swojej córki. 
- Miło było z Panią porozmawiać ta chwilę, lecz będę już szedł. Dziękuję za ten poświęcony mi czas.. Panie Turpin, żegnam. – Po tych słowach Sweeney ucałował dłoń Johanny i chciał odejść, jak Turpin złapał go za ramię i wziął na chwilę na bok mówiąc mu przy uchu.
- Ani słowa Johannie, o tym kim dla niej jesteś. Dla niej bezpieczniej jest, że jakiś tam golibroda jest obcym człowiekiem. Ja jestem jej ojczymem i tak ma zostać. Nie waż się Todd jej o sobie wspominać, nigdy. Pożałujesz jeśli zaczniesz gadać na swój temat. Pomyśl kto by chciał mieć ojca o tak niskiej stopie społecznej. Golibroda..? Co to za zawód.. każdy może to robić.. A Ty nie jesteś wyjątkiem. – Mówiąc te słowa do golibrody czuł się jakby uwolniony z głębiących go emocji. Todd słuchając tych słów nie wyrażał żadnych emocji, poza tym, że zacisnął jedną pięść, co zauważyła Nellie jak też nieco żyła na szyi Todd’a zaczynała miarowo się poruszać jak biło szybciej jego serce. Miała nadzieję, że tylko nie dojdzie pomiędzy nimi do bijatyki, bo nie byłoby to odpowiednie i nie sprzyjałoby tej sytuacji. Sweeney po chwili westchnął i przybliżył się nad uchem Turpina i odparł. 
- Moja córka powinna wiedzieć kim jestem, nawet jakby mnie znienawidziła, a ja miałbym czyste sumienie, że jej nie oszukuję. A Panu nic do tego. Dla Pana stała się nie wiedzieć czemu pasierbicą, moja córka.. której nawciskał Pan bzdur o tym, że nie żyją jej rodzice. Nie żyje moja żona dzięki Pan niech Pan o tym nie zapomina. I Panie sędzio, szantaże pańskie są po prostu żałosne. Pomyślałbym o tym, co by było gdyby Johanna dowiedziała się o tym, co Pan zrobił z moją rodziną przez te lata, a prze okazji jak mojej córce odebrał Pan wszystko, w tym i mnie. Nie odpuszczę tego, a już na pewno nie pozwolę by dłużej pańskie łapska dotykały moją córkę i mojego wnuczka. Proszę mieć to na uwadze. I powtarzam szantaże, w pańskim guście są naprawdę żałosne. Nie życzę sobie Pana ingerencji w moje życie, mojej córki i każdego kogo tylko znam. A tym bardziej nasyłania na sklep Pani Lovett kontroli, dobrze wiem, że to była pańska zagrywka. I nie, ja nie grożę Panu. Lecz liczę na to, że to wszystko co Pan „daje” mnie i innym ludziom, tego negatywnego, kiedyś odwróci się to przeciwko Panu i nikt Panu nie pomoże. Nawet moja córka, tym bardziej ona. – Uśmiechnął się do Turpina, bo widział Johanne, która posłała mu uśmiech, po czym grzecznie odszedł i oddalił się podchodząc do Pani Lovett, gdy właśnie szła w jego kierunku. 
- Zabije go, kiedyś go zabije, skończy na moim fotelu. Szmira jedna wielka tego miasta…  -Warknął i Nellie pogładziła zaraz jego policzek i ramię by się tylko nie denerwował. Sweeney pogładził się po skroni, by uspokoić swoje nerwy i Nellie odezwała się poprawiając mu kołnierzyk koszuli i jego apaszkę. 
- Nie denerwuj się, proszę Cię. Co Ci powiedział..? – Nellie miała chwilę wolną to mogła porozmawiać z Todd’em, choć zaraz ruszyła z nim na moment dosłownie do salonu, by tam chwilę z nim porozmawiać. Tam Todd przysiadł na kanapie i oparł się plecami o mebel, bo w końcu pracy cały czas stoi, zatem już bolał go trochę kręgosłup. 
- Staram się nie denerwować, ale przy nim.. Zaczął już mi grozić… Znalazł się tatuś zastępczy. Moja córka dowie się kim jestem, jak nie teraz to za jakiś czas, jak tylko będę miał na to siły. I będę dziadkiem, nie incognito, ale będę znał swojego wnuka i odwiedzał go, chodził na spacery i bawił. Obraził mnie stwierdzając, że jestem z niskiej klasy społecznej, bo jestem golibrodą, może i jestem i co to ma do rzeczy? Moja córka, jest aż taka wyniosła, że nie chciałaby mieć ze mną nic wspólnego..? Jakoś ze mną rozmawiała dziś i wie kim jestem.. nie uciekła… Kłamca jeden. Naprawdę przysięgam, że kiedyś mnie popamięta i to ja będę ostatnim, który będzie się śmiał. – Warknął cicho, wypowiadając te słowa, do tego oboje słyszeli jak Turpin coś na głos wypowiadał do ludzi, co najmniej jakby chciał się wybłyszczyć przy córce i chwalił sklep Pani Lovett, że każdy na niego patrzył z dozą dezorientacji. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział XX. Johanna dowiaduje się z jakim zawodem obcuje Pan Todd. Part 250.

Johanna wchodząc do sklepu Pani Lovett podeszła niedługo potem do lady i spoglądała na wypieki na tacach, jakie Nellie sprzedawała. Widać było po niej, że zastanawiała się co kupić, Nellie jej nie przeszkadzała w wyborze bo nie chciała być nachalna. Aż Johanna odezwała się, gdy Nellie właśnie szykowała kolejna porcje ciastek do pieca.
- Mogę prosić..? Chciałam trzy rogaliki z czekoladą i orzechami.. ii.. i może jeszcze.. hm.. może jednego ptysia.. tak, jeszcze ptysia. – Uśmiechnęła się do Nellie przyjaźnie kiedy Pani Lovett zaraz przytaknęła i chciała wywiązać nieśmiało jakąś rozmowę, może lekko ją przedłużyć. 
- Oczywiście. Już pakują. Ptysia, pewnie dla dziecka, hm..? Są delikatne troszkę kremiku nie zaszkodzi. – Zapakowała zaraz w papierowe opakowanie rogaliki, które chciała Johanna, Nellie się nieco przyglądała kobiecie, czy podobna jest do Sweeney’a, lecz bardziej widziała w niej matkę, niż ojca. 
- Tak, to świetnie, Tommy na pewno zasmakuje, a resztę zje tatuś.. Och Ci mężczyźni, mam wrażenie, że to przede wszystkim dla nich robimy jedzenie. Prawda? Wiecznie są nie najedzeni, a przynajmniej w domu, w moim domu. Jak nie ojczym, to mój narzeczony. Och pewnie wszyscy panowie w mojej rodzinie są tacy. – Zamyśliła się na moment, a do tego oglądała jeszcze babeczki z kremem, które miały różnokolorowe kremy, że aż Johanna pochyliła się nad szybą. Nellie zaś niekoniecznie widziała to po Sweeney’u owszem zjadł obiad, czy inny posiłek, ale raczej nie był takim żarłokiem, jak każdy miał napady jakiś swoich zachcianek czasami, lecz nie jadł na umór. Zaś Ci którzy tu przychodzili owszem, potrafili zjeść dwie porcje obiadu nawet i jeszcze deser. 
- Będzie mu smakować. Być może tak, ale chyba nie wszyscy jednak. Znaczy, nie wszyscy są tacy łakomi, choć patrząc na to co dzieje się dziś przy stolikach, to chyba zaprzeczam sama sobie. – Panie rozmawiały chwilę czasu, Nellie miała tez klientów, a Johanna jakoś się nie spieszyła więc gawędziła sobie o wszystkim i o niczym z piekarką. 
- Nareszcie pogoda się ładna powoli robi i można zakładać bardziej zwiewne suknie, prawda? Niż te zimowe, już trochę mnie to męczy, kiedy pogoda jest taka mało pewna. To tak rogaliki mam, ptysia, ach i jeszcze te babeczki, może trzy z tym advocatowym kremem poproszę. – Nellie zaraz przytaknęła kobiecie i po chwili sięgała szczypcami po babeczki i przekładała je do pudełka, by babeczki się w takim papierowym opakowaniu nie zniszczyły, dlatego zabezpieczała te w pudełku. W tym czasie też czas nie wiedział kiedy już zleciał, a do sklepu Pani Lovett zmierzał Pan Todd z innym mężczyzną, a do tego obaj rozmawiali o pracy, o goleniu, tym bardziej, że Sweeney rozmawiał ze swoim jednym klientem, obaj powoli wchodzili do sklepu Pani Lovett i klient Todd’a odparł. 
- Dobrze to pojawię się koło piątku, na wesele trzeba jakoś wyglądać. A co mogę do tego czasu zrobić, by zarost nie był taki szorstki, bo moja zona tego nie lubi, a z pieniędzmi trochę się wysypaliśmy i nie mogę codziennie teraz przyjść. Ma Pan jakąś radę? – Mężczyzna podrapał się po brodzie, którą Sweeney mu zostawił jak klient sobie tego życzył. Sweeney spoglądał na mężczyznę i odparł po chwili gdy uniósł brew.
- Dobrze, zapisałem Pana jak się umawialiśmy. Do tego czasu może Pan kupić Gollitte, krem do stosowania na twardy zarost, stosować go rano i wieczorem, wcierać w zarost, ale po użyciu niech Pan go nie usuwa, wchłonie się w skórę. Tyle mogę polecić, inne kremy i zabiegi, nie za bardzo polecam. Mydło raczej usztywnia zarost, zaś pianka której ja używam w pracy, jest w połączeniu z mydłem, ale działa inaczej, niż sama mydlina.. – Todd patrzył na mężczyznę, gdy tak stali przy drzwiach jak weszli do sklepu. Tym samym i Nellie zauważyła Sweeney’a, lecz by nie pokazać tego, że jest tu jego córka i żeby się nie zestresował udawała, że sprząta blat i rozmawiała oczywiście z Johanną, która skusiła się zamówić na teraz do zjedzenia małą bajaderkę. Klient Sweeney’a podziękował mu za rady uścisnęli sobie dłonie i mężczyzna podszedł zaraz do gablot z ciastkami by coś kupić. Zaś Sweeney zmierzył w kierunku blatu, gdzie była Pani Lovett i Johanna, lecz nie zauważył swojej córki i odezwał się do Nellie, gdy zaraz ściągnął ją wzrokiem. 
- Witaj Nellie. – Pochylił się nad blatem i jak sięgnął tak pocałował lekko jej policzek, po czym dodał. – Mogę mieć do Ciebie prośbę? Dostanę trochę wody? – Kobiety oboje na niego spojrzały, Johanna uśmiechnęła się na jego widok, mimo że on nie zauważył jej. Obie zastanawiały się, co go tak zmęczyło, że chciał wody, bo wyglądał na lekko zdyszanego mimo rozmowy z nieznajomym. 
- Witaj Sweeney. Ależ oczywiście, a coś się stało..? – Nellie zaraz sięgnęła po szklankę i z czajnika nalała do naczynia wody, co zaraz podała Sweeney’owi, jak ten upił już łyczek wody. Oparł się o blat i zaczął mówić, gdy rozpiął nieco swój cieńszy już płaszcz który miał na sobie. 
- Właściwie to nie. Dziękuję. To przez dostawę do zakładu, bo pracownik nie zabrał faktury, no i biegłem za powozem, by oddać dokumenty, no i jestem. – Westchnął cicho, Nellie przytaknęła głową i uśmiechnęła się do Todd’a, lecz jej uśmiech nieco znikł z twarzy, gdy Sweeney spojrzał na Johnanne i widać było po nim to, że nagle go sparaliżowało na jej widok. Johanna uśmiechnęła się niemal czule do niego i odezwała spokojnym tonem głosu. 
- Dzień dobry, Panu. Pamięta mnie Pan..? Poznaliśmy się niefortunnie na ulicy.. w potrzasku powozów… Ale mniejsza o to, miło że widzę Pana w dobrej formie. – Kobieta uśmiechnęła się uroczo do Todd’a, który nie chciał wyjść na nieuprzejmego, zaraz ocknął się ze swojej grubej zewnętrznej skorupy, mimo że miał ją cały czas na sobie i odparł, by tym samym nie zachować się jakoś nieadekwatnie do sytuacji.
- Dzień dobry, Pani. Hmmm.. tak pamiętam tamto zdarzenie. Dziękuję. Pani również widzę w dobrym samopoczuciu. – Tym czasem też Nellie miała klientów, więc postanowiła zostawić Todd’a i jego córkę samych, by mogli porozmawiać choć odrobinę. No a ona sama, zaraz podchodziła do stolików zapisując zamówienia klientów, którzy chcieli coś zjeść. Czasem sama zastanawiała się skąd Ci ludzie mają tyle czasu, że niektórzy naprawdę bardzo dużo czasu mogą spędzić w jej sklepie. 
- A dziękuję. A mogę o coś Pana spytać..? – Johanna spojrzała na Todd’a, gdy napił się kolejny łyk wody, uniósł na nią swoje spojrzenie i przytaknął po przełknięciu. Na co kobieta zaraz dodała, gdy widelczykiem przecięła swoje ciastko, jakie zamówiła. – Mogę wiedzieć, czym się Pan zajmuje? Intryguje mnie to odrobinę. – Znów posłała uśmiech mężczyźnie, gdy ten przysiadł obok kobiety na wysokim krześle i nieco odwrócił się jakby w stronę klientów, ale mimo to bardziej przodem do płci pięknej i zdjął torbę z ramienia, kładąc ją na blacie i tak zbyt wiele rzeczy w niej nie miał. 

środa, 22 kwietnia 2015

Part 249.

Po jego kąpieli, oboje leżeli w łóżku, przy zapalonej lampce, nieco jeszcze rozmawiając, choć wszystko zmierzało już ku zaśnięciu.
- Hm.. chyba awansowałem.. Znaczy.. pamiętam, że ostatnim razem kiedy nocowałem u Ciebie.. kanapa była moim miejscem.. A teraz.. Dlatego mówię, że awansowałem z kanapy.. - Sweeney uśmiechnął się pod nosem myśląc, że nawet nie było to tak dawno temu, a tak wiele zmieniło się na dobre, z małymi nieporozumieniami po drodze, ale zawsze.
- Masz rację.. heh.. oj tak.. Ale teraz już śpijmy, mój drogi, kochany Panie Todd.. - Nellie wtuliła się w Sweeney'ego, a ten jeszcze pocałował kobietę w czoło i zgasił lampę.
Rano obudzili się z tą satysfakcją, że to nie jest kolejny samotny poranek, lecz mają siebie nawzajem. Stąd pojawiło się też pozytywne nastawienie do tego dnia i szczery uśmiech na twarzy. Po śniadaniu, Nellie przygotowała Sweeney'emu pyszne kanapeczki do pracy, w końcu obiecała Helenie, że będzie o niego dbać. Golibroda w tym czasie prasował sobie koszulę do pracy i o czasie był już gotowy do wyjścia, wraz z zapakowanym posiłkiem.
- I jak wyglądam..? Zapomniałem, że mam tą koszulę.. Chyba pasuje, prawda..? - Sweeney poprawił jeszcze mankiet rękawa, licząc na szczerą opinię Nellie.
- Przystojnie.. jak zwykle.. - Puściła mu oczko, zerkając jakby miała wobec niego jakieś tajemnicze plany, a zaraz stanęła na palcach i poprawiła mu kołnierzyk.
-Ty też powinnaś się przebrać, bo jeszcze wpadniesz jakiemuś przechodniowi w oko.. Choć długo by w tym przypadku miałby bliskie spotkanie z moją brzytwą.. - Pogładził jej policzek dłonią i musnął usta Pani Lovett na pożegnanie. - Muszę już lecieć.. bo inaczej Satan naprawdę mnie zwolni, ale zobaczymy się później.. Miłego dnia w pracy..
- I Tobie na wzajem, do zobaczenia! - Po wyjściu Sweeney'a, Nellie spoglądała jeszcze za nim póki nie zniknął całkowicie z pola widzenia. Uśmiech długo nie schodził jej z twarzy. Lubiła w nim taką nutkę grozy, która zabrzmiała w tym co powiedział i tyczyła się każdego innego mężczyzny, a zarazem potrafił być tak czuły i kochany, że nie potrafiła wyjść z podziwu nad tym. Todd tak samo był uśmiechnięty przez cały poranek myśląc o Nellie i coraz bardziej odczuwając, że jego miejsce jest przy niej. Klienci również odczuwali dobry humor golibrody, a Satan chyba doszedł do wniosku, że na dobre wyszła mu na przerwa, bo tak jak kiedyś wydawał się być smutny i przygnębiony, teraz widział w nim nową osobę. W sklepie Pani Lovett było tak samo dużo klientów, co poprzedniego dnia, ale tym razem odwiedziła ją Isabel, więc przynajmniej kobiety mogły ze sobą porozmawiać, a czas leciał na tym szybciej.
- Musisz koniecznie opowiedzieć mi jak było ze Sweeney'm w Newcastle.. Jak jego rodzice..? Jak wyglądało to miasteczko? Odpoczęłaś trochę..? - Isabel zagadywała swoją przyjaciółkę, trochę podjadając masę, którą Nellie robiła właśnie do ciasta czekoladowego.
- Cudownie, bardzo mi się podobało..! Sweeney'a rodzice to przemili ludzie.. chyba w miarę mnie polubili, a ja polubiłam ich.. Miasteczko, och Isabel, tam na prawdę można odpocząć i złapać trochę oddechu, zwolnić.. Sweeney pokazał mi najciekawsze zabytki, byliśmy w muzeum, na plaży, w latarni morskiej.. Było uroczo.. Oj przestań, to na ciasto.. - Ukarała Isabel ścierką po rękach, po czym oboje zaśmiały się, a przyjaciółka piekarki spojrzała na nią podejrzliwie, a potem wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu.
- Czy Ty się właśnie zarumieniłaś wspominając o Panu Todd'zie..? Hm.. chyba dużo szczegółów ominęłaś, kochanie.. chyba mamy jednak okazję do jakiegoś wieczorku z pogaduszkami.. Bo widzę, że ktoś tu się zakochał i stara się to ukryć przede mną.. - Nellie spojrzała na nią, grając poważną. Unosiła wysoko swoje brwi. Isabel również uniosła swoje brwi i tak chwilę mierzyły się spojrzeniami, czekając, która pierwsza się podda. - Zaprzeczysz moim słowom..?
- No.. nie.. - Nellie w końcu zamrugała zerkając w dół i roześmiała się, a druga kobieta była z siebie dumna, że to po niej rozpoznała.
-Wiedziałam! No dobrze, teraz muszę lecieć.. ale wiedz, że nie odpuszczę Ci tych opowieści..
- Dobrze, obiecuję.. Ale czekaj jeszcze chwilę.. Znasz wielu fachowców, gdybyś mogła zorganizować mi kogoś od zwalczania szkodników byłabym wdzięczna.. Ostatnio mam tu mały problem ze szczurami, a nie chcę znów prosić Sweeney'a o pomoc w łapaniu ich skoro są od tego ludzie.. Zaproponował pomoc, ale są lepsze sposoby spędzania czasu niż łapanie szczurów.. - Ściszyła oczywiście przy tym głos, żeby żaden z jedzących gości nie usłyszał. Isabel obiecała jej pomóc i przysłać tutaj kogoś za jakiś czas. W końcu kobieta udała się do siebie, a Nellie wróciła na pełne obroty swojej pracy. Rozmyślała też o takich rzeczach jak zrobienie opłat za cały dom, bo w końcu zbliżał się już termin czy zrobieniu zakupów. Za około godzinę po wyjściu jej przyjaciółki, w sklepie zjawił się człowiek, który miał wypędzić wszystkie szczury z jej lokalu, dlatego też udostępniła mu wszystkie przestrzenie w których szczury mogły być. Przez okiennice swojego sklepu zauważyła przechadzającego się wraz ze swoim wiernym sługusem Bamfordem, Turpina. Niemal zaczęła już się w duchu modlić, żeby nie weszli do środka i całe szczęście jej prośby zostały wysłuchane. Kolejną miłą niespodzianką było pojawienie się w sklepie Johanny. Była sama, co mogłoby być dobrą okazją dla Sweeney'a, ale nie mogła przewidywać co zrobi, jeśli ją tu zobaczy i o ile zobaczy, bo do końca jego pracy było jeszcze trochę czasu. Nellie sama byłaby gotowa porozmawiać z córką Todd'a, jednak nie mogła się też tak wtrącać w nie swoje sprawy.

Part 248.

- A co powiesz na masaż..? - Zapytała całkiem poważnie, odstawiając wino na bok. Sweeney nieco zdziwił się tą propozycją, ale oczywiście przystał na nią. Chciał poczuć kobiece ręce na swoim ciele, zwłaszcza ręce Nellie. Dawno nie miał z czymś takim do czynienia.
- Z przyjemnością.. Więc mów mi, co mam robić.. Zdjąć koszulę..? - Spojrzał na kobietę pewnie. Nellie przytaknęła, choć przez moment wydawało mu się, że widział w jej oczach nieśmiałość.
- Zatem ja również się przygotuję, przyniosę krem czy coś w tym rodzaju.. Tylko momencik.. - W swojej łazience spośród rozmaitych specyfików do pielęgnacji ciała znalazła odpowiedni do masażu lawendowy olejek. Związała swoje włosy w kok, by nie przeszkadzały jej podczas masażu. Gdy weszła do pokoju, Sweeney zdejmował górną część swojej garderoby. Stał tyłem do niej więc mogła pozwolić sobie na patrzenie. Do tej pory bez koszuli widziała go raz czy dwa i to raczej nie były zbyt sprzyjające okazje do podziwiania jego ciała, ponieważ miał na sobie rany, lecz teraz było zupełnie odwrotnie i kiedy tak przyglądała mu się przez chwilę dostrzegła jak dobrze jest zbudowany, jak niesamowite rysy mają jego mięśnie, kiedy odwrócił się do niej twarzą. Z jej ust wydało się nawet ciche "och", lecz jednak nie wystarczająco ciche, by tego nie usłyszał.
- Nellie..?
- Hm.. gdybyś położył się na brzuchu, byłoby perfekcyjnie.. - Sweeney zrobił, tak jak powiedziała, podkładając sobie pod głowę poduszkę. Nellie usiadła obok, czując, że na jej twarz wpływa rumieniec i odkręciła malutką buteleczkę z olejkiem, by zaraz wylać część jej zawartości na plecy mężczyzny. Na sam początek głaskała jego plecy całymi dłońmi, czy też zataczała koła opuszkami palców wokół łopatek.
- Możesz się rozluźnić, Twoje mięśnie są za bardzo spięte żebyś miał się dobrze zrelaksować, Sweeney..
Wraz z upływem czasu, Sweeney bardziej się relaksował, tak że zarówno jemu było przyjemniej, a Nellie lepiej było masować. Całą czynność z reguły zaczynała od pasa i kolistymi ruchami całych dłoni, opuszków czy też kciuków zmierzała w stronę barków, z każdym kolejnym kołem zwiększając siłę nacisku. Zastosowała również takie elementy jak ugniatanie, uciskanie czy oklepywanie, kończąc tym samym, czym zaczęła czyli głaskaniem. Dla Sweeney'a była to niesamowita przyjemność, nie raz podczas całego zabiegu zdarzyło mu się odetchnąć z ulgi czy zamruczeć. Do tego nie czuł już żadnej krępacji przy Nellie, a jego dolegliwości całkowicie przeszły. Gdy się podniósł, ujął w dłonie twarz Pani Lovett, a zaraz ich wargi spotkały się w pocałunku.
- To było... nie jestem w stanie tego nawet wyrazić.. Nellie, chciałbym odwdzięczyć Ci się tym samym, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie.. Nie wiem jak Ci dziękować.. - Wyszeptał do jej ucha, całując przy tym jego płatek.
- Po prostu zostań, zostań ze mną tutaj na noc.. Nie wracaj do siebie. Mam tutaj jeszcze jakieś Twoje rzeczy, więc być może nie będziesz musiał nawet rano wracać by się przebrać do pracy.. - Spojrzała w oczy mężczyzny z lekkim zawahaniem, bojąc się tak naprawdę jego odmowy. Jednak Sweeney zgodził się. Widząc jak bardzo Nellie pragnęła by został, nie śmiałby jej tutaj zostawić. Ubrania też nie grały jakiejś wielkiej roli. Ustalili też, że najpierw Nellie pójdzie wziąć kąpiel, a później Sweeney. Więc kiedy kobieta zajęła łazienkę, golibroda zajrzał do szafy, którą mu wskazała, by znalazł sobie coś do spania, czy też koszulę o której mu mówiła. Po prawie 30 minutach, wyjrzała z łazienki nawołując go.
- Sweeney.. mógłbyś podać mi mój szlafrok.. Prawdopodobnie wisi w szafie, jakimś cudem go zapomniałam.. - Todd podniósł się z łóżka, odnalazł część garderoby o którą prosiła i podał ją kobiecie, choć zatrzymał się w drzwiach i przyjrzał się jej, ponieważ była owinięta tylko ręcznikiem kąpielowym, co zdecydowanie podziałało na niego, jak i na jego wyobraźnię. Potem odczekał jeszcze kilka chwil, zanim Nellie otworzyła drzwi do łazienki, po czym oparł się o futrynę drzwi i spoglądał jak kobieta rozczesywała włosy i wcierała w nie różne odżywki. Była ubrana w biały szlafrok, sięgający jej prawie do kolan, a z drugiej strony podkreślający jej biust, co dostrzegł w jej lustrzanym odbiciu. Zupełnie jak w przypadku Nellie, on także widział ją do tej pory kilka razy w koszuli nocnej czy w szlafroku i dzięki temu mógł wywnioskować, że pomimo tego, że na co dzień nie ubierała się jakoś wyzywająco, a dość niepozornie, jeśli chodziło o odzież wieczorną, nocną była świadoma swoich atutów i nie ubierała się w rzeczy przypominające worki czy nie uwydatniające piękna jej figury. Po zdjęciu całego gorsetu i ciężkiej sukni Nellie wydawała się być jeszcze drobniejsza i delikatniejsza, a teraz zmysłowa i pociągająca. Sweeney położył ręce na talii kobiety i oboje chwilę przyglądali się swojemu wspólnemu odbiciu w lustrze. Potem tak zręcznie jak w tańcu obrócił Nellie przodem do siebie i podsadził ją na umywalkę.
- Wyglądasz naprawdę kusząco.. - Sweeney podniósł Nellie, łapiąc ją za tylną część ud, kiedy oplotła go w pasie nogami i objęła obiema rękoma. Już przez te kilka metrów, jakie dzieliła przestrzeń pomiędzy łazienką, a łóżkiem tonęli w namiętnych pocałunkach. Na pewno i wypite wino po części sprzyjało całej tej sytuacji.Gdy wreszcie dotarli do dużego łóżka na którym spała Nellie, Sweeney znalazł się nad kobietą, oczywiście nie przygniatając jej. Dłonie mężczyzny z delikatnością przesuwały się po jej ciele, bokach poczynając od pasa, przez coraz wyższe regiony, kończąc na dłoniach Nellie, które za każdym razem splatał ze swoimi. Swoim dotykiem sprawiał jej przyjemność, zwłaszcza w miejscach bardziej dla niej wrażliwszych, których wbrew pozorom na tym odcinku nie brakowało. Doskonale sprawdzały się także tradycyjne pocałunki w szyję. Dla Pani Lovett miało oczywiście też znaczenie to, że był tu z nią Sweeney, a nie ktoś inny. To też w dużej mierze wpływało na jej doznania. Poza tym czuła, że jest to jego podziękowanie za masaż, którym się tak zachwycał. Wreszcie gdy Sweeney potrzebował chwili odpoczynku, przewrócił się na bok i spoglądał na rozanieloną twarz Nellie, która również wyrównywała swój oddech. 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Part 247.

Tak po kilku minutach, zamyślona nad swoimi niecnymi planami zatrzymania Sweeny'a dzisiaj u siebie, powróciła na ziemię słysząc pytanie mężczyzny.
- Półwytrawne czerwone może być..? Nawet nie spodziewałem się, że masz tutaj taki szeroki asortyment.. chyba, że wykorzystujesz je też w sklepie, hm..? Białe, różowe, czerwone, słodkie i wytrawne.. - Z początku głos golibrody dochodził z salonu, lecz w końcu przyszedł do Nellie, do kuchni.
-Tych akurat nie wykorzystuję w sklepie, mam na to inne miejsce.. No co, nie patrz tak na mnie Sweeney.. - Zaśmiała się cichutko na miny, jakie robił Pan Todd by okazać swoje zdziwienie, że ma tutaj tyle alkoholu. - Swego czasu z Isabel miałyśmy taki zwyczaj, że pod koniec każdego tygodnia przychodziła do mnie, czy ja do niej i robiłyśmy sobie damski wieczór.. Dlatego mam je tu tak na wszelki wypadek gdyby ktoś wpadł, ale nie zasłaniam się.. nie ukrywam, że lubię wino.. Ono nie nadaje się tylko do picia, lecz też do gotowania, no i jest pożyteczne dla zdrowia.. I dzisiaj również będzie nam doskonale się komponowało, prawda..?
- No dobrze, skoro tak.. wierzę Ci.. hehe.. Po prostu wcześniej nie zaglądałem do Twojego barku..- Postawił butelkę trunku, na blacie niedaleko tego miejsca, gdzie Nellie gotowała, zaś sam objął ją od tyłu i musnął ustami szyję kobiety, na co gdy Nellie odwróciła głowę potarli się noskami i uśmiechnęli do siebie. - Widzę, że to, co gotujesz będzie tak pyszne, że już mi ślinka cieknie.. Hm.. może przy okazji zasłonimy okna, żeby ludzie nie wlepiali tu swoich oczu. - No i Sweeney podszedł do okien, by zasłonić wszystkie, bo robiło się już ciemno i doskonale było widać z zewnątrz to, co działo się w środku.
- Już niedługo będzie gotowe.. Możesz w tym czasie wyjąć dla nas kieliszki do wina i talerze.. A co słychać w pracy u Satan'a? Przez to całe zamieszanie związane z kontrolą nie miałam czasu zapytać.. - Mieszała jeszcze łyżką w gulaszu, a nawet dorzuciła do niego pewnych przypraw by smak był bardziej wyrazisty. Powoli szykowała już talerze, które podał jej Sweeney do włożenia kluseczek, które właśnie zaczęły dawać znaki, że są już gotowe do wyjęcia z wody. Sobie nałożyła mniej, a mężczyźnie więcej. Ostatnio nie miała zbyt apetytu na jedzenie, a dziś po wszelkich emocjach dnia tym bardziej się to wzmogło. Sweeney również zauważył to, że od jakiegoś czasu jadła mniej i miał zamiar nawet poruszyć tą kwestię.
- W pracy u Satan'a.. muszę przyznać, że czułem się trochę dziwnie po tak długiej nieobecności i jednocześnie wdzięczny, że wciąż mnie z niej nie wyrzucił.. Ja sam chyba postąpił bym inaczej mając takiego pracownika. Porozmawialiśmy trochę, właściwie o niczym specjalnym i od jutra wracam.. Pracownik, który był tymczasowo na moim miejscu, dziś dowiedział się, że to już koniec zastępstwa. A tak wszystko po staremu. - Oboje przeszli już do salonu i ustawili wszystko na stole i zasiedli do niego.
- Aha.. Widzisz Sweeney.. moja skromna opinia jest taka, że Twój szef doskonale wie, że wyrzucając Ciebie straciłby większość klientów i talent tego zakładu.. Gdyby było inaczej potraktowałby Cię jak przeciętnego Pirelli'ego.. i nie zaprzeczaj, tak jest.. W Newcastle wspominałeś coś o konkursie dla golibrodów.. mam nadzieję, że o nim pamiętasz.
- Dziękuję Ci za te miłe słowa, Kochana.. Konkurs.. tak, to już niebawem. Muszę jeszcze dokładnie sprawdzić datę, godzinę i adres. Skoro jest taka możliwość, czemu jej nie wykorzystać. - Wstał by nalać Nellie wina do kieliszka, a następnie do swojego. - Smacznego.
- Oczywiście, że tak.. Sprawdź koniecznie, na pewno przyjdę Cię wtedy dopingować. I nawzajem. - Nellie wraz ze Sweeney'm zabrali się do jedzenia obiado-kolacji. Mężczyzna zmarszczył czoło, na słowa kobiety.
- Ale jeśli będziesz miała tutaj dużo klientów naprawdę nie chcę żebyś zamykała sklep ze względu na mnie.
- Cii.. - Pokręciła głową.- Rozmawialiśmy już o tym. Dlatego sprawdzisz tą datę, a ja zorganizuję sobie dzień tak, żeby było dobrze i żebyś nie martwił się moim sklepem.. Wiesz, że jak już się na coś uprę to nie odpuszczę.
Po posiłku od razu pozmywali naczynia, by potem nie było trzeba do tego wracać, a potem rozsiedli się na kanapie w salonie. Nellie leżała, mając głowę na nodze Sweeney'a, podczas gdy on przeczesywał palcami jej włosy. Oboje czuli już rozluźnienie dzięki alkoholowi, jak lekkie, przyjemne kołysanie w głowie.
- Jak miło odpocząć po takim dniu, a jeszcze bardziej cieszy mnie, że nie jestem tutaj sam tylko z Tobą.. Całkowicie sami.. - Todd odetchnął jakby z ulgą, po czym przyjrzał się Pani Lovett, która miała przymknięte oczy i relaksowała się w ten sposób. Gdy ukradkiem spojrzała na zegarek, by zorientować się, która jest godzina, ucieszyła się, że wszystko idzie zgodnie z jej 'planem' i Sweeney nie wybiera się jeszcze do siebie.
- Może nie do końca sami, mamy małe zwierzątka tutaj.. hehe.. Jak się czujesz..? To wino jest całkiem mocne, nie przyjrzałam się etykiecie, kiedy kupowałam.. - Podniosła się do siedzenia i chwyciła swój kieliszek, by raz jeszcze stuknąć się z Panem Todd'em i napić.
- Jest dobre, czasem trafić dobre wino graniczy z cudem.. Hm.. dobrze się czuję, choć jestem zmęczony i nieco plecy mnie bolą.. - Starał się trochę rozprostować łopatki, ale zaraz skrzywił się na to i usiadł tak jak wcześniej. W tym momencie do głowy Nellie przyszedł pomysł jak sprawić by ten ból był jednak mniej dotkliwy.

Part 246.

- Och podłoga już ma swoje lata, więc nic dziwnego, że czasami piszczy.. – Wzruszyła ramionami, mężczyzny przyznali kobiecie, racje, jeden nawet oglądał weki kobiety, niczym jakby miał zamiar sobie cos z tego przygarnąć. Zaraz Sweeney przystał przy mężczyźnie i odezwał się srogo.
- Jeśli jest Pan zainteresowany jakąś konfiturą, bądź inną miksturą obiadową, deserową i jaką tylko to myślę, że Pani Lovett nie będzie sprawiała problemów, by Pan mógł coś kupić. Mam rację, Pani Lovett..? – Mężczyzna spojrzał wrogo na Todd’a, że ten śmiał go wziąć za złodzieja, a Pani Lovett przytaknęła ochoczo i pewnie.
- Ależ chyba Pan nie myśli, ze ja.. mógłbym…! – Kontroler zdenerwował się az podnosząc od półek, kiedy Pan Todd trzymał dalej w dłoniach ściereczkę ze szczurem, miał wrażenie, że chyba go już udusił. No ale raczej nie był zwolennikiem tych gryzoni, więc można powiedzieć, że nie było mu szkoda tego futerkowa. Pani Lovett przesunęła się do Pana Todd’a i dotknęła dłonią jego ramienia, które jakby lekko masowała, by tylko nie zdenerwował się na zachowanie kontrolera, który dziś chyba cały chodził podminowany.
- Pan Todd nie miał nic złego na myśli Panie.. Volley.. . – Kobieta przeczytała jego nawiązko na plakietce, jakie miał przyczepione do swojej marynarki pod płaszczem. – Chciał jedynie powiedzieć, że jeśli Pan jest zainteresowany jakąś potrawą w spiżarni, to mimo, że sklep jest już po godzinach pracy, to ja Panom chętnie sprzedam kilka słoiczków, wybranych potraw.. mamy ty dżemy, rodzynki w likierze jeśli interesuje panów coś deserowego, wiśnie w wódce, czy przetwory na zimę jeszcze, z dyni, z malin, soki, konfitury, miody, nalewki też, jak i grzyby. Przeciery, warzywa w różnych zalewach, ogórki, pomidory suszone, czy w zalewie, korniszony, a nawet i bigos czy różne marynaty do mięs, bądź zup. – Mówiąc te słowa, Nellie przechadzała się w swojej spiżarni pokazując to o czym mówiła. Widać, że panowie byli zainteresowani spiżarką Pani Lovett, że chyba już nie chcieli oglądać jej magazynu, z mąkami, cukrami i innymi spożywczymi produktami.
- Dobrze, niech już Pani tak nie tłumaczy.. Coś wezmę… ale może podeślę jutro małżonkę, ona lepiej się zna na tych rzeczach, jeśli  będzie mogła tu zajrzeć i coś kupić.. to bardzo chętnie weźmiemy. No dobrze Panowie, chyba już obejrzeliśmy co potrzeba, nie mam zastrzeżeń do lokalu, spiżarni, magazyn sobie darujemy.. na pewno jest tak porządnie jak tutaj, widać tu rękę kobiety. – Panowie uśmiechnęli się do Pani Lovett, jeden pisał protokół drugi jeszcze oglądał słoiczki, a trzeci przecierał swoje okulary chusteczką. Po napisaniu protokołu jeden z panów dał dokument do podpisania przez Panią Lovett, która pierw przeczytała co było tam napisane, by nie podpisywała niczego w ciemno. Po czym w końcu powoli trzech męskich osobników opuściło sklep Pani Lovett. Przy czym kobieta zamknęła znów sklep na klucz i odetchnęła z ulgą, spoglądając na Todd’a, który przygasił światło w sklepie Pani Lovett i podszedł do niego powoli.
- Chyba nie było tak strasznie.. lecz szczury jednak są.. O właśnie..! – Zajrzał w ściereczkę, którą cały czas trzymał i spojrzał na szczura, który jeszcze dychał, a zaraz strzepał go z materiału, kiedy tylko poszedł do kuchni wypuścił szczura oknem wzdrygając się na jego widok. – Nie lubię tych zwierząt, same szkodniki.. ale Turpin uważa, że tu wszędzie jest czysto.. Pewnie uważa, ze to ludzie mają brudno i stąd biorą się plagi tych gryzoni..  Jakby nie widział tych śmieci w niektórych uliczkach.. wylęgarnia zarazków i bakterii.. Tak czy owak trzeba pozbyć się szczurów… weszły tu na pewno jakąś dziurą.. i mam wrażenie, że są w Twoim magazynie, nie byłem tam.. ale lepiej by nie dostało się nic z nich do jedzenia.. Dziś jest późno, ale jutro mogę Ci po południu z tym pomóc. Jutro już idę do pracy, więc koło 17-tej, mógłby tu się pojawić? – Uniósł brew spoglądając na kobietę, która uśmiechnęła się do niego i przysunęła się do Todd’a słuchając jego słów, na co odezwała się do niego gładząc lekko jego policzek.
- Ech te szczury, ale nie zauważyłam niczego w magazynie, choć nie miałam siły sprzątać przy mace i ją układać w tych kilku kilowych workach.. Sweeney, Sweeney, nie mówmy o tym teraz dobrze…? Oboje mieliśmy ciężki dzień. Naprawdę jestem Ci bardzo, ale to bardzo wdzięczna za pomoc, uratowałeś mnie. Poza tym muszę pochwalić to jak dokładnie sprzątasz, nawet nie sądziłam.. Jutro zajmiemy się magazynem, oczywiście, że chcę byś mi pomógł i przyszedł. Ale teraz zjedzmy kolację i odpocznijmy dobrze..? Zaraz coś nam przygotuje… rozgość się w salonie… - Nellie podeszła do mężczyzny i zaraz przyciągając go do siebie za koszulę i pocałowała czule w usta, co Sweeney czule odwzajemnił mrucząc przy jej wargach, dając tym samym znak, że jest mu przyjemnie. Tak też golibroda niebawem udał się do salonu, by nieco odpocząć, bo już plecy bolały go od tego stania na nogach. A Nellie przysiadła sobie w kuchni na takim wysokim taborecie i przygotowywała gulasz, z kluseczkami, co dziś gotowała jako danie dnia, a że sporo zostało to mogli sobie zjeść taką kolację. Sweeney też zajrzał za jakiś czas do kobiety i oparł się o framugę drzwi i tak nieco niepewnie odparł.
- A mogę wziąć jakieś wino z Twojego barku.. Obiecuję, że się nie upiję, ani nie upiję Ciebie, tylko po lampce, góra dwóch lampek wina czerwonego do kolacji. Zgoda..? – Uśmiechnął się niewinnie do kobiety, która zmrużyła oczy przez chwilę się śmiejąc, ale przytaknęła mu głową.
- Tak możesz, oj nie posądzam Cię przecież o upicie siebie, czy mnie, poza tym przyda się nam po tym całym dniu nerwów. Prawda..? Może poszukaj.. a zresztą Panowie chyba lepiej się znają na wyborze win, a dziś na kolacje, gulasz i makaron, takie małe kluseczki. Dobierz coś do tego.. jeśli możesz. – Kobieta puścił oczko do Sweeney’a, poza tym obmyślała nieco jak zatrzymać Sweeney’a na dłużej, niż żeby zaraz po kolacji uciekał do siebie. Lecz liczyła, że może wino go trochę rozluźni i może senny zostanie tu na noc. A rano, no cóż miała tutaj jeszcze jakąś jego koszulę, którą to sobie zostawiła niczym na pamiątkę, no ale skoro musiała oddać to trudno, choć pomyślała, że zawsze zostanie ta którą Todd miał na sobie. A reszta ubrań, miała zamiar później poszukać może jakiś zamiennych spodni czy kamizelki, może jeszcze coś w jej porządkach się utrzymało co należało do golibrody. W tym czasie też Sweeney poszedł szperać do barku kobiety i szukał odpowiedniego napoju alkoholowego do ich dania. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Part 245.

Sweeney sprzątał tez na sklepie Pani Lovett za ladą, jak i tez na nieco ją zastąpił, gdy kobieta poszła nieco wysprzątać magazyn, czy spiżarkę. Sweeney urzędował przez pewien czas jak właściciel sklepu, może nieco pomylił się w zamówieniach, ale i tak ludzie go mimo wszystko polubili. A tym bardziej wydawało się, ze kobiety, bo Sweeney, nie był dziś tak bardzo ponury, jak to miało miejsce zazwyczaj. Poza tym było też nieco jego klientów tutaj, którzy już się z nim umawiali na przyjście do zakładu, lecz kazał im po prostu przyjść w godzinach pracy otwarcia zakładu pana Satan’a. Znalazło się też dwóch mężczyzn, którzy prosili go o rady, by nie mieć po goleniu własnym szorstkiej skóry i  dał im na to pewne rady, choć z jednego zażartował, na co żona mężczyzny zaczęła się śmiać, bo mówił bujdy, co było zabawną sytuacją. Sklep tętnił życiem, do tego gdy Nellie wróciła, było naprawdę miło, poza tym powoli przygotowywali się do zamknięciu sklepu, a szczurów więcej kobieta nie znalazła. Jednak trafił się jeden gość, który usłyszeć musiał ich rozmowę i zagadał Todd’a, gdy ten stał przy jednym stoliku, przyjmując już ostatnie zamówienie.
- Przepraszam Pana.. Ale czy lokal nie ma dziś kontroli, wieczorem…? Teraz jakaś plaga z tym, już niektóre sklepy zostały temu poddane i pomyśleć, że to wszystko to sklepy zazwyczaj z żywnością.. Lecz poważnie mówiąc, mam nadzieje, że nie macie tu szczurów, bo podsłuchałem Państwa rozmowę i..  – Mężczyzna spoglądał na Todd’a, gdy Nellie patrzyła na niego zakłopotana, a Sweeney zaraz zaczął odpowiadać.
- Jak kontrolerzy zdążą przyjść to tak.. Szczury..? Jakie szczury..? Nie mówiłem o szczurach tylko szczurołapach takie stare przesądy, nieważne… No cóż, niebawem zamykamy. –Sweeney zachował się tak jakby w ogóle nie było problemu, poza tym powoli też zaczynał myć podłogę wokół lady, by było czysto. Nellie uśmiechnęła się do Sweeney’a, gdy spotkał się z jej spojrzeniem i puścił do niej oczko. Nellie zakręciła się nieco obok Todd’a i odezwała się, gdy stał przy ladzie, a ona obok niego.
- Dziękuję Sweeney, wyprowadzasz mnie dziś z każdej kłopotliwej sytuacji. Ach a najgorsze jeszcze przed nami.. Mam wrażenie, że to jest celowe, celowe bo nas nie było. A tu przynajmniej mnie nie było i pewnie ta kontrola jest specjalnie by zamknąć mój dobytek. Co ma na celu Turpin, chciałabym wiedzieć… Chciałabym wiedzieć, co ten człowiek w sobie ma, że może mieć kontrole nad wszystkimi w Londynie. Niebawem jeszcze zacznie sprawdzać domy, mieszkania, by sprawdzić, czy odpowiednio żyjemy i mieszkamy. – Mężczyzna przytaknął kobiecie, po czym powoli po ostatnich gościach sprzątali już sklep. Oboje byli nieco zdenerwowani, że zaraz zjawią się kontrolerzy, no i tak faktycznie się stało, jak tylko Sweeney kładł ostatnie krzesła na stołach, gdy pojawili się kontrolerzy, którzy weszli do sklepu, w końcu drzwi nie zostały jeszcze zamknięte. Mieli ze sobą jakiś pisemny raport i nie tylko, jeden mężczyzna miał walizkę, pewnie, gdzie badał jakieś nieczystości i tak dalej. Jeden z mężczyzn zaraz odezwał się do Nellie, która na nich patrzyła, a Sweeney póki co zachowywał się, jakby tylko tu sprzątał po pracy. A kobieta za panami zamknęła drzwi, by podczas kontroli nikt nieproszony nie wtargnął do sklepu, wykorzystując sytuację. Poza tym sklep już był zamknięty, godziny pracy dobiegły dziś końca.
- Wróciliśmy ponownie, zatem zajmiemy się swoją praca, proszę sobie nie przeszkadzać. – Kobieta spojrzała na mężczyzn podejrzliwie i nie zamierzała opuszczać ich na krok, bo mogliby nawet po prostu coś upozorować, gdyby nie widziała co robią. Poza tym Todd wskazał by za nimi poszła, po czym niebawem sam zaraz dołączył do kuchni, gdzie mężczyźni sparzali czystość sklepu, a tym samym i zaplecza. Jeden sprawdzał ilość kurzu, drugi jakimiś płynami z walizki sprawdzał jak bardzo było tu wszystko często myte i pokazując odczynnik fioletowej ściereczki po zabarwieniu odezwał się.
- No proszę jestem pod wrażeniem, czysto. Gdyby barwnik był zielony zamknęlibyśmy Pani sklep.. przynajmniej do czasu dezynfekcji pomieszczeń. – Spojrzał na kobietę z nie małą powaga, no i tak po opuszczeniu kuchni, zajrzeli i na lokal, gdzie byli przyjmowani klienci, gdzie była ta sama procedura, niczym test białej rękawiczki czystości, jak w bogatych pałacach, czy zamkach królewskich. Potem przyszedł czas na spiżarkę pod sklepem, która miała spore gabaryty, bo zajmowała połowę piwnicy. Tam mężczyźni dogłębniej się rozglądali i wszystko sprawdzali, do tego Nellie ujrzała małe szczura, który chował się za słoikami, którego zaraz ściągnęła do fartuszka, ale musiała się go pozbyć wiec, zaraz mimiką twarzy przyciągnęła spojrzeniem Pana Todd’a, który do niej podszedł i w ścierkę zabrał szczurka, co ścisnął w dłoni, by szczur nie wydostał się z jego dłoni. Po czym podszedł jak gdyby nigdy nic do okienka górnego i uchylił, je tym samym wypuszczając szczura za okno i odparł z uśmiechem na ustach, gdy nieco uchylił okienko.
- Tak troszkę duszno się zrobiło tutaj. Prawda..? – Nellie przytaknęła, poprawiając etykiety na słoiczkach na jednej półce, mężczyźni w sumie też przytaknęli, nie zauważając, że nad jednym z nich właśnie na rurach przechadzały się dwa szczurki. Jednak Todd i Lovett to zauważyli na co aż wstrzymali oddechy, gdy jeden szczurek spadł na ramie jednego sanepidiologa, wtedy Todd udał, że strząsa jakieś śmieci z jego płaszcza i zgarnął w rękaw szczura, który nieco go połaskotał po ręku i Todd odwracając się złapał szczura w ścierkę, którą ściskał w dłoni, że nawet w przez chwilę w tej ciszy, było słychać pisk szczura, na co Sweeney skrzywił się do Pani Lovett, która tym razem zadziałała i pokazała Sweeney’owi by jeszcze raz zrobił to samo ze szczurem, wtedy kobieta weszła na jedną z desek podłogowych i odparła.

sobota, 18 kwietnia 2015

Part 244.

- Hm…  - Sweeney przyjął wyraz twarzy myśliciela i spojrzał na trójkę mężczyzn, którzy zastanawiali się co wybrać z karty menu Pani Lovett. Po chwili Sweeney zdjął z siebie swój płaszcz i odezwał się do Nellie nad jej uchem, gdy stała wpatrując się w gości swoich w lokalu.
- Zróbmy tak.. zajmij się nimi, zgadaj ich. Wiesz o co mi chodzi.. wdzięki kobiety zawsze działają.. choć potem ich zabiję, ale mniejsza o to.. Żartuję.. aaaa może nie, lecz skupmy się na tym, by sklep lśnił. Ja tu posprzątam w kuchni, powycieram i pomyje wszystko przez ten czas w kuchni i nie tylko, a Ty pracuj normalnie.. W końcu na razie zaglądać tu nie będą, a poza tym im częściej robi się porządki tym lepiej. Nie mogą czepiać się tego, ile razy wycierasz blat ścierką. – Spojrzał na Nellie i pocałował ją lekko w policzek, w końcu teraz nie było za bardzo czasu na czułości. Kobieta przymknęła na chwilę oczy, gdy Sweeney objął ją jedną ręką, by poczuła, że jest z nią i ją wspiera. 
- Dziękuję Sweeney.. Choć już sama nie wiem co tu będą sprawdzać, chyba nie moje prywatne pomieszczenia.. prawda..?  Sweeney, to nie jest zabawne.. Chcę się ich pozbyć i nie mam zamiaru zamykać sklepu, bo nakurzyło się przez te kilka dni, to nie miesięczne kurze przecież. – Oparła się czołem o klatkę piersiową mężczyzny i pogładziła jego brzuch, choć usłyszała jak nieco w brzuchu mu zaburczało, na co po chwili szepnęła. 
- Zrobię Ci coś do jedzenia i przyniosę, dobrze..? Jadłeś coś dzisiaj..? – Sweeney przytaknął kobiecie po czym zaraz przytulił ją mocniej do siebie i odezwał się, gdy wyjrzał nieco z kuchni na mężczyzn, którzy byli z kontroli i sowicie nad czymś debatowali. 
- Dobrze, dziękuję. Troszeczkę, musiałem spotkać się z szefem z pracy, trochę sprzątałem w mieszkaniu.. a w piekarni już nie miałem za bardzo co kupić, bo byłem za późno w sklepie, a inny był zamknięty i w sumie dziś przełknąłem kawałek bułki i twarożek.. Oni… ci z kontroli czystości, jakości, czy czego tam, nie będą sprawdzać Twoich pokoi mieszkalnych, łazienki, tylko sklep.. kuchnie… magazyn, spiżarkę… lokal z gośćmi.. i już. Ale chyba nie będą czekać do samego zamknięcia, kiedy zaczną tu robić swoje testy sprawdzalności, jak bardzo jest tu czysto..  – Pocałował czoło Nellie i spojrzał na nią, kładąc dłonie na jej ramionach, tylko że po bokach jej ciała, a nie bliżej szyi i rzekł opanowanym w miarę głosem. 
- Zróbmy co musimy i potem jeszcze będziemy się z tego śmiać. Jednak zastanawia mnie, co to ma na celu przez Turpina, na pewno tu był, widział że sklep jest zamknięty i wykorzystuje to, by poprzez tą kontrole zamknąć sklep. Ale na to nie pozwolimy. – No i tak powoli po tym jak dali sobie buziaka w usta, oboje zabrali się do swojej pracy. Sweeney zaczynał sprzątanie kuchni, po tym jak jeszcze Nellie pokazała mu, gdzie trzyma środki czystości, jak płyny wszelkiego rodzaju, ściereczki, gąbki i tak dalej. Mężczyzna podwinął rękawy od swojej koszuli i zaraz zabrał się za robienie porządków. Zaś Nellie poszła za ladę sklepową, gdzie zaraz ruszyła do kontrolerów, by złożyć od nich zamówienie, co by zjedli. Choć najchętniej wyrzuciłaby ich stąd. Mężczyźni spoglądali na nią, byli kobieciarzami, co było widać, kiedy jeden poprzez drugiego zapuszczał żurawia na jej dekolt, bądź też obserwowali jej ruchy sukni, co najmniej jakby co najmniej jeden miał chęć klepnąć jej pupę. Sweeney nieco widział tych męskich spojrzeń i warknął cicho do siebie. Lecz powoli wrócił do pracy, jak Nellie powróciła do robienia po zamówieniach dań dla tych konowałów. Sprzątanie sporo zajęło czasu Sweeney’owi, kuchnia za to po jakimś długim czasie lśniła, łącznie z podłogą, Sweeeney nawet zaczynał okno przecierać, kiedy to na podłodze zauważył szczura i złapał go w ścierkę i odezwał się.
- No co Ty… nie masz co robić, chcesz popsuć renomę Nellie sklepu, przykro mi, ale tu nie zamieszkasz, szukaj innej lokalizacji.. – Sweeney po chwili otworzył okno i wypuścił szczura na dwór. A dalej zajmował się przecieraniem szyby czy ramy okiennej. Oczywiście, ze był już zmęczony, w końcu i zdjął i chustę z szyi i rozpiął dwa guziki od koszuli. Od Nellie dostał w czasie sprzątania posiłek, który bardzo mu smakował, do tego i ciepłą herbatę i nawet babeczkę z kremem na deser. Kiedy uwinął się ze sprzątaniem w kuchni spojrzał na Nellie gdy wkładała za ladą bułeczki słodkie do pieca i kiwnął na nią głową by do niego przyszła. Nellie wycierając lekko w ściereczkę ręce, udała się do kuchni, gdzie był Todd i widząc jego starania, chciała rzucić się na jego szyje, kiedy jej kuchnia wyglądała tak olśniewająco czysto. 
- Och jak tu cudownie…  Boże jak czysto, chyba jeszcze nigdy tu tak nie było i tak uroczo pachnie wszystkimi płynami… Sweeney bardzo Ci dziękuję za pomoc. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. Na pewno jesteś zmęczony, obiecuję, że odwdzięczę się wieczorem, jak tylko to piekło się skończy. – Kobieta okręciła się w koło i pocałowała Todd’a w policzek, gdy wpadła na niego niemal z tego swojego piruetu, na co się uśmiechnął. 
- Cieszę się, że podoba Ci się moje sprzątanie. Teraz do niczego się nie przyczepią, w szafkach też posprzątałem, nie było tak strasznie.. ale muszę Ci coś powiedzieć… Masz tu szczury..? A przynajmniej jednego wygnałem za okno… Może maja tu jakieś lęgowisko.. Trzeba będzie dobrze poszukać i je stąd przepędzić nim, będzie ich więcej.. Tutaj wszystko wejdzie kanałami ściekowymi.. – Sweeney spoglądał na kobietę, mówiąc do niej te słowa, na co kobieta wyglądała na zdziwioną jakby opowiadał jakieś niestworzone historie. 
- Jak to szczury…? Szczury w moim sklepie…?!  - Golibroda zmarszczył czoło, bo kobieta nieco podniosła głos i dosunął palce do jej ust i cicho szepnął, by tak nie afiszowała tego co widział. 
- Kochanie, ciszej… Nie chcesz chyba by to słyszeli ludzie co są w sklepie, co..? Może to przypadek, że się tu zjawił.. nie wiem, ale informuje Cię, że trzeba będzie to sprawdzić.. – Sweeney spoglądając na kobietę widział w niej i zdenerwowanie i to, że miała dość tego dnia, a dzień wyjątkowo się dłużył. Potem też i przybywało i odchodziło klientów, tych najedzonych, jak i tych co jeszcze nie jedli. Niektórzy brali też jedzenie na wynos. A kontrolerzy po zjedzeniu swojego posiłku, postanowili wyjść też na trochę, bo jednak od siedzenia na krzesłach czasu nie przesuną, a do zamknięcia zostawały jeszcze dwie godziny. 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Part 243.

Sweeney znów wziął na swoje kolana Panią Lovett i powrócili do pocałunków, do przytulania.. Droga powrotna minęła im dzięki temu zdecydowanie szybciej niż w tamtą stronę. Oczywiście nie brakowało przerw na toaletę czy na posiłek. Przez te kilka godzin podróży nikt nie dosiadł się do nich, dzięki czemu wreszcie mieli swoją upragnioną samotność we dwoje, bez żadnych przeszkód. Gdy wreszcie dojechali na stację w Londynie, od razu dało się poczuć jego atmosferę. Bolesny powrót do rzeczywistości po tych kilku dniach sielanki. Najpierw udali się do domu na Fleet Street, a raczej Pan Todd nie chciał żeby było odwrotnie i kobieta wracała sama do domu. Chciał też się upewnić czy wszystko jest tam na swoim miejscu i nie doszło do drugiego włamania. Chyba oboje odczuwali lekki stres z tego powodu. Jednak wszystko było dokładnie w takim samym porządku, jak w dniu wyjazdu. Sweeney pomógł kobiecie wnieść jej walizki do wnętrza lokalu, no i został tam jeszcze na trochę.
-Może napijesz się czegoś ciepłego, hm..? Obiadu niestety nie mam, popsułby się przez tyle dni.. ale mogę coś odgrzać.. - Nellie rozpakowywała torbę z jedzeniem od Todd'ów, którym Sweeney się z nią podzielił, bo mimo iż zostawił sporą część w domu, i tak było tego wystarczająco dużo, że sam nie byłby w stanie wszystkiego zjeść.
-Nie, naprawdę dziękuję Nellie. Jesteś zmęczona, powinnaś teraz odpoczywać, a nie gotować, a ja będę się zbierać.
-W takim razie mam do Ciebie jeszcze jedną sprawę.. znaczy po prostu chciałam Ci przypomnieć o swojej propozycji. Nie odpowiadaj mi teraz, ani nawet jutro, ale przemyśl to na spokojnie, tak jak miałeś zamiar. Cena za Twoje mieszkanie jest kosmiczna.. nie oszukujmy się.. że tutaj nie byłoby Ci lepiej. Cii.. nie odpowiadaj mi teraz. Uszanuję każdą Twoją decyzję, ale przemyśl to. - Gdy odstawiła już wszystkie słoiki do szafki, podeszła do Sweeney'a i założyła mu ręce za kark. - Wiem, że Ty też jesteś zmęczony, dlatego już puszczam Cię do domu, ale nie ukrywam, że będę tęsknić i liczę, że jutro zjawisz się tutaj tak szybko jak znajdziesz wolny czas, hm..?
-Owszem, też będę tęsknić, moja droga i odwiedzę Cię najszybciej w miarę możliwości. Muszę też zorientować się co w pracy, zwolnienie dobiega końca niestety.. Nad tamtym również się zastanowię i dam Ci wkrótce odpowiedź. Teraz będę już uciekał, choć sto razy wolałbym zostać tutaj z Tobą. - Mężczyzna przytulił do siebie mocno Nellie, również pocałunkom znów nie było końca. Ciężko było im się rozstać, a gdy to nastąpiło myślami wciąż byli przy sobie. Sweeney wrócił do swojego mieszkania w kamienicy, wypakował część swoich rzeczy, lecz niebawem zmorzyła go chęć snu, wziął szybką kąpiel i odpłynął w objęcia Morfeusza. Nellie uwinęła się ze wszystkim i umiejscowiła pamiątki z nad morza w widocznych miejscach, tak aby mogły przypominać jej o tych wspaniałych chwilach. Rankiem Nellie miała ochotę na więcej snu niż pozwalały jej na to określone godziny otwarcia sklepu, lecz wiedziała, że nie może pozwolić sobie na kolejny dzień przerwy w sprzedaży. Niechętnie zebrała się z łóżka, doprowadziła do ładu i otworzyła sklep. Klienci zaczęli napływać od razu, część była nawet zaciekawiona czemu sklep był zamknięty. Godziny płynęły dość wolno. Przełomowym momentem tego dnia było pojawienie się po 14 trzech mężczyzn, zdecydowanie wyróżniających się z tłumu. Mieli w sobie coś niepokojącego, intuicja podpowiadała Pani Lovett, że nie przyniosą jej żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie. Jeden z nich bardziej wychylał się do przodu, niż pozostała dwójka. To właśnie on podszedł do lady i nawiązał rozmowę z Nellie.
-Pani Eleanor Lovett, właścicielka tego lokalu?
-Tak.. owszem. W czym mogę panom pomóc..?
- Zostaliśmy tutaj przysłani na rutynową kontrolę czystości, z pewnością mającą duże znaczenie dla dalszego funkcjonowania tego miejsca. Z tego, co widzę ruch ma pani duży, więc wyznaczam godzinę do zamknięcia. Gdy wszyscy klienci wyjdą, będziemy w stanie pracować.
-Rutynową kontrolę..? - Nellie wytarła ręce brudne od mąki w ścierkę, z wycelowanym w tego mężczyznę palcem. Oczywiście, że zdenerwowała się. - Przysłani? Niby przez kogo?! Rutynową kontrolę? Przykro mi, ale coś takiego nigdy nie miało tu miejsca, więc ciężko określić to rutynowym. "Wyznaczam godzinę"? Przepraszam, nie wiem czy pamięta Pan jeszcze pierwsze wypowiedziane przez siebie zdanie.. Ja jestem właścicielką tego lokalu, i to ja będę decydować kiedy go udostępnię, a na pewno żaden głodny klient nie opuści tego miejsca. Poza tym, chcę zobaczyć dokumenty, które potwierdzą, że nie mam przed sobą zwykłych oszustów.. - Kontrolerom wyraźnie opadła szczęka, na to, że Lovett im się postawiła, nie spodziewali się tego. Jednak ich 'szef' zachował spokój i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania zadane przez kobietę, na koniec okazując jej dokument świadczący o pełnionym przez niego stanowisku.
-Jesteśmy skierowani przez Sędziego Turpina, człowieka, który jest przykładem dla tego miasta.. Na pewno miała go pani przyjemność kiedyś poznać. Dobrze, rozumiem. W takim razie możemy wydłużyć ten czas, jednakże będziemy mieć na wszystko oko i rozpoczniemy kontrolę najszybciej jak to tylko będzie możliwe. Teraz może już pani wracać do swojej pracy, a my usiądziemy w tamtym rogu.
-Chwileczkę.. chwileczkę.. Przykro mi, ale to, że są panowie kontrolerami czystości nie zwalnia z tego, że tutaj nie siedzi się od tak, bez zamawiania niczego, to nie jest park. - Chciała specjalnie zrobić im na złość. - I tak, miałam tą nieprzyjemność poznania waszego wspaniałego Sędziego. - Zaśmiała się gorzko.  -Widzę, że ktoś został tutaj dobrze opłacony, by mówić takie rzeczy.. Wszystko jasne, pieniądze rządzą człowiekiem.. A więc teraz proszę namyślić się przy stoliku, co do zamówienia, albo opuścić ten lokal. - Kontrolerzy udali się do stolika, a Nellie zmierzyła ich swoim gardzącym spojrzeniem. W tym momencie zauważyła też, że Sweeney jakimś cudem od kilku minut przypatrywał i przysłuchiwał się całej tej sytuacji, aż w końcu podszedł i przywitał się z nią.
-Witaj. Co to za ludzie.. Ale dobrze im powiedziałaś.. Tylko nie wiem czego chce od Ciebie Turpin.. - Sweeney oddalił się z Panią Lovett bardziej w głąb kuchni, żeby nie wszyscy ich słyszeli. Kobieta westchnęła ciężko i przetarła swoje czoło. W tej sytuacji odeszła jej nawet ochota na takie powitanie z Panem Todd'em, jakie planowała wczorajszego dnia. Wyraźnie było po niej widać zdenerwowanie i bezsilność.
-Całe szczęście, że się zjawiłeś.. Nie wiem, Sweeney.. Nie mam zielonego pojęcia, czego on ode mnie chce.. Problem polega na tym, że kuchnia nie tryska czystością, w końcu przez kilka dni mogło zrobić się tu brudno.. Raczej wszystko jest utrzymane w czystości, ale tak im nie powiem.. Dzisiaj po prostu otworzyłam sklep.. a teraz nie posprzątam tutaj z dokładnością, z nimi obserwującymi i głodnymi ludźmi na głowie.. Nie wiem co robić..

Part 242.

-Taak.. z głodu na pewno nie umrzemy.. - Zaśmiała się pod nosem i odpięła kilka guzików swojego płaszcza, by niedługo go zdjąć, bo we wnętrzu pociągu było ciepło. - Twoi rodzice to przemili ludzie, zawsze będę to powtarzać. Ale wiem, że te niektóre komentarze są dość męczące, choć wiadomo, że chcą dla Ciebie jak najlepiej.. Choć takie pouczanie z czasem staje się nudne, prawda..? Myślę, że rodzice już tacy są, zwłaszcza kiedy są starsi.. Moi rodzice pewnie też byliby podobni gdyby sprawy potoczyły się nieco inaczej.. - Zdjęła swój płaszcz i powiesiła go. Sweeney zaraz postąpił tak samo i znów usiedli obok siebie, tak że mężczyzna obejmował kobietę ramieniem, podczas gdy ona położyła na jego ramieniu głowę.
-Tak, to prawda, co mówisz, jednak czasem mam wrażenie, że chcą dla mnie aż za dobrze. Rozumiem to, ale jak na razie jestem tym nieco zmęczony.. Niedługo na pewno zatęsknię za rodzicami, ale na razie mam dość choćby niektórych rzeczy mówionych ze strony ojca czy też wypytywania mamy.. głównie o Ciebie.. tajemniczych spojrzeń.. prób prześwietlania nas.. Jak byśmy byli unikatową atrakcją w sklepie. Ja zwyczajnie nie jestem tak otwarty, nigdy nie będę, nie zmienię się do tego stopnia.. A momentami czułem się jak na spowiedzi.. - Sweeney i tak stał się ostatnio bardziej otwarty, doskonale wiedział, że Nellie wysłucha go i zrozumie. Możliwe, że to ona właśnie była dla niego jedną z miliona osób, która potrafiła zburzyć jego mury obronne budowane przez naście lat. Gdyby tylko potrafił zauważyć to kilka lat temu, zaoszczędziłby sobie dalszego i dalszego pogłębiania się w beznadziei i rozpaczy. Teraz nie mógł już z tym nic zrobić, prócz doceniania tego, że Nellie wciąż jest przy nim i nie uciekła by wieść życie z kimś, kto prawdziwie doceniał ją od początku.
-Wiem Sweeney, ale nie sądzisz, że poradziliśmy sobie świetnie przy Twoich rodzicach..? Wydaje mi się, że nie daliśmy im niczego po sobie poznać.. Spójrz na to z tej strony.. może warto docenić nasze zdolności, hm? Dałeś sobie świetnie radę.. jestem pewna, że Twoja mama zna dobrze Twój charakter.. ale mimo wszystko próbowała jakoś do Ciebie dotrzeć, rozszyfrować przez zwyczajną ludzką ciekawość.. co dzieje się u jej syna w sferze uczuciowej.. Zresztą myślę, że nie ma też sensu rozkładać tego tak bardzo na czynniki pierwsze.. Nikt nie lubi czuć się jak na spowiedzi, ale mamy już takie są.. Twoja też próbowała wziąć mnie na spytki, widziałam to w jej oczach... no i cóż, gdyby naprawdę do tego doszło jakoś przebrnęłabym przez to.. A więc niestety, trzeba przywyknąć do tego pouczania i przesłuchiwania.. - Przesuwała kciukiem po dłoni mężczyzny, kiedy ten wsłuchiwał się w jej słowa. Gdy on sam wspomniał o spowiedzi, znów poczuła się niczym przestępca przyłapany na gorącym uczynku. Za każdym razem widziała tą sytuację, gdy Sweeney w kościele mówił, co leżało mu na sercu, a ona jak gdyby nigdy nic siedziała i słuchała wszystkiego. Nie lubiła tego uczucia, lecz wiedziała, że będzie nieustannie za nią podążało dopóki nie wyzna mu prawdy. O ile wyzna. Nie była co do tego pewna, tak samo jak jego reakcji. Nie chciała burzyć tego, co pomiędzy nimi powstało, więc po prostu musiała nosić to w sobie. Do przedziału nikt nie wsiadał, z czego chyba oboje się cieszyli. Marzyli o samotności po tych kilku dniach. Wreszcie po chwili ciszy, golibroda odparł.
-A gdyby moja mama jednak znalazła idealną okazję do wypytania Cię w mojej sprawie, co byś jej powiedziała.. Jestem tego ciekawy.. - Nellie podniosła głowę i zmrużyła swoje oczy na cwaniacki uśmiech Pana Todd'a.
-Naprawdę, Sweeney..? A może Ty mi powiesz, hm..? No bo wiesz.. gdyby Twoja mama mnie spytała, byłybyśmy same określiłabym to damskimi pogaduszkami, do których panowie raczej nie powinni się przysłuchiwać.. - Założyła rękę na rękę, siadając tak obok Sweeney'a tak, że widziałaby jego profil, lecz on zaraz również usiadł podobnie, że oboje siedzieli patrząc sobie prosto w oczy, lecz siedząc bokiem do siedziska.
-Co ja bym powiedział.. Myślę, że panie mają pierwszeństwo.. więc najpierw chciałbym usłyszeć coś od Ciebie.. - wzruszył nonszalancko ramionami i oparł się wygodnie plecami o ściankę na której znajdowało się okno, czekając na kolejny ruch Nellie, która przewróciła oczami wyrażając, że za takim rodzajem dżentelmena nie przepada. Ustępującym jej pierwszeństwa byle sam nie musiał mówić. Przez chwilę wyglądała na zamyśloną.
-Przed chwilą narzekałeś na zbytnią ciekawość, a teraz..? Hm.. No nieważne.. A co dostanę w zamian jeśli powiem..? - Uniosła wymownie brwi i przygryzła lekko wargę, na co spojrzał Sweeney, jak na zachętę do pocałunku.
-Nagroda będzie zależna od tego, co powiesz. - Sweeney jakby od niechcenia podrapał się po swojej brodzie. Nellie wstała, jakby wcale nie poruszona pociągiem będącym w ruchu, wyjrzała przez okienko drzwi przedziału i zasłoniła je zieloną roletą poprzez ściągnięcie jej w dół. Potem przeszła do okna i wyjrzała przez nie, przy czym westchnęła. Gdy Sweeney znów usiadł w normalny sposób, znalazła się na jego kolanach i zaczęła swoją opowieść, specjalnie nadając jej ton jak gdyby mówiła do matki Sweeney'a.
-Cóż.. chyba zna Pani charakter swojego syna.. potrafi być bardzo zamknięty w sobie.. Nasze relacje na przestrzeni lat były naprawdę skomplikowane.. Jednak od pewnego czasu coś się zmieniło, zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, choć przyjaźń damsko-męska jest zawirowana.. I tak z czasem uświadomiłam sobie, że może nie do końca myślę o nim w granicach przyjaźni, zdarzyło mi się na tym przyłapać.. Lecz w drodze do Newcastle mogłam tylko marzyć o rzeczach, które staną się w tym miejscu.. Potem byliśmy na plaży i stało się to.. - Ucałowała usta Sweeney'a krótko, obejmując jego twarz w dłonie. - i sprawiło, że poczułam się jakby moje serce zaraz miało stanąć ze szczęścia. Potem zrobił mi niesamowitą niespodziankę zabierając mnie do latarni. - Nellie oparła swoje czoło o czoło Sweeney'a.- Tam.. Nie będę się tutaj rozdrabniać.. Ale od tej pory.. chyba możemy nazwać to nowym rodzajem przyjaźni.. - Sweeney zamruczał w odpowiedzi i nie mogąc już dłużej się od tego powstrzymać pocałował Nellie, wplatając ręce w jej włosy. Niestety nie trwało to długo, ponieważ do ich przedziału zapukał konduktor z prośbą o okazanie biletów. Nieco ich to speszyło, lecz przecież nie było tutaj zakazu okazywania sobie czułości. Sweeney zaraz wyjął z ich bagażu podręcznego bilety, konduktor je obejrzał, przeprosił za wtargnięcie i wyszedł. Golibroda zaśmiał się na to.
- A już miałem powiedzieć, że cieszę się, że wreszcie zostaliśmy sami, ale na to chyba można liczyć tylko w domu.. A teraz.. Na czym to skończyliśmy..?

sobota, 11 kwietnia 2015

Part 241.

- Och dobrze Sweeney,  sobie życzysz.. Na chwilkę przerwa, zjedzmy śniadanie.. Więc o 12:30 macie pociąg, tak..?  - Kobieta spojrzała na Nellie witając się z nią zaraz poprzez to zamieszanie w kuchni i powoli śniadanie lądowało na stole, Sweeyne jeszcze wynurzał z wody jajka gotowane, które obierał ze skorupki. 
- Dziękuję mamo. – Zaraz i Sweeney przywitał się z kobietą, przez chwilę szepcząc jej na ucho, w które prawie ją pocałował. 
- Wszystkie słoiki by nam chciała dać z domu.. Mówiłem, że wyjazd to drugi kołowrotek chomika.. tak jest już teraz…  - Uśmiechnął się nieznacznie do kobiety, no i wkrótce oboje skończyli obierać jajka ze skorupki, Sweeney je przekroił i udekorował majonezem i nieco szczypiorkiem co drugie jajko. Powoli wszyscy znaleźli się przy stole, Edward jedynie jeszcze zaparzał herbatę i kawę. Śniadanie zjedli w rodzinnej atmosferze, każdy jadł co tylko chciał i na co miał ochotę. Kiedy w trakcie śniadania oboje rodziców Todd’a na chwilę odeszli od stołu Nellie odezwała się do mężczyzny, gdy dotknęła jego brody, na której widziała jeszcze nieco zarostu. 
- Nie ogoliłeś się jeszcze, czy to nowy trend modowy..? – Uśmiechnęła się delikatnie do Sweeeney’a po czym pogładziła lekko jej policzek. 
- Yyy… nie, ogoliłem się, jedynie chce sprawdzić jak bardzo mnie to zmieni twarzową, jak zapuszczę nieco brody… To tylko test, ale chyba nie wyglądam z tym jakoś dziwnie..?  - Spojrzał na Nellie unosząc lekko brew, kobieta pokręciła głową, nawet się jej to podobało, Todd miał twarzową urodę, wiec mógł mieć nawet i wąsy. Lecz co do całowania to nie byłaby pewna, czy nie będzie jej kuł, no ale to była broda, na szczęście nie część nad wargą górną, co jeszcze dało się przeżyć. 
Tak po śniadaniu, powoli szykowali się do wyjazdu, dopakowywali ostatnie rzeczy, jedzenie od rodziców Todd’a, co tez nieco zajęło im miejsca, Sweeney nieco schował też do swojej torby. No i około 11:40 wyruszyli ze starszymi Todd’ami karetą na stacje, na dworzec. W końcu rodzice Sweeney’a chcieli im towarzyszyć do końca nim odjadą. Tak wiec nawet się nie spodziewali, kiedy szybko czas mijał i była już 12:15. Wtedy podjechał pociąg, który stał tu z około 15 minut. Helena żegnała się z Nellie, przytulając ją do siebie i szeptała.
- Dbajcie o siebie… dobrze..? Miej na Sweeney’a oko.. Bo coś czuję, że nie zawsze dobrze dzieje się w Londynie, nie chcę by stała mu się kolejna krzywda. I uważaj na siebie, mam nadzieje, że Sweeney Cię odwiedza i dba o to byś czuła się przy nim dobrze. – Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, Nellie jej przytaknęła odzywając się po chwili, gdy widziała, jak ojciec żegna się z synem, co ją rozczuliło. 
- Proszę się nie martwić, Sweeney to dobry mężczyzna, często ukrywa co czuje, ale ja wiem, że z czasem otworzy się bardziej. Oczywiście, że dba o to. O wszystko. Dziękujemy bardzo za wszystkie potrawy, na pewno ich skosztujemy, a przynajmniej co nieco przez te kilka godzin jazdy. Proszę dbać i o sobie… Sweeney tęskni za Państwem, choć tego tak nie okazuje, ale czasem widać, ze chciałby tu znów być. – Panie tuliły się do siebie i życzyły nawzajem wszystkiego co najlepsze. Sweeney zaś rozmawiając z ojcem, odezwał się do niego spoglądając w jego oczy. 
- Tato… przez ten cały pobyt, może nie wiem, nie było kiedy.. czy jak, o tym porozmawiać.. Ale spotkałem się z Johanną… Ma synka.. Tommy’ego.. i partnera…  Przypadkiem przed wyjazdem do was, na nich się natknąłem.. Nie poznała mnie.. poza tym była małym dzieckiem, kiedy ostatni raz była w moich ramionach.. Chciałem z Wami o tym porozmawiać, no ale skupiliśmy się na czymś innym i tak wyszło.. a ja nie za bardzo wiem, co mam robić… Powiedzieć mojej córce kim jestem, dla niej..? A co jak mnie nie zaakceptuje..  – Spojrzał w oczy ojca i westchnął cicho, był trochę zdezorientowany, poza tym zaraz obok nich pojawiły się panie, na co też słyszały choćby część tej rozmowy. Helena nie mogła w to uwierzyć, poza tym cieszyła się, że jej wnuczka żyła, że miała się dobrze, no i uważała, ze Sweeney powinien jej o wszystkim opowiedzieć, a Edward raczej uznawał, że lepiej by zostali obcy i to rodziców nieco różniło, gdyż Edward sądził, że Johanna nie będzie chciała znać swojej przeszłości i wolał by jego syn nie przechodził potem jakiegoś załamania, a poza tym bał się o jego zdrowie, że Sweeney sobie z taką stratą nie poradzi. 
- Synku… zrób co uważasz.. Wiem, ze Johanna tu do nas nie przyjedzie.. ale zaprzyjaźnij się z nią… poznaj.. Powiedz kim jesteś.. Powinna wiedzieć, nie ma co ukrywać. Edward nie ma racji, to Twoja córka, musi znać prawdę. A my dziadkowie będziemy bardzo dumni, jeśli będziemy mogli kiedyś zobaczyć naszą wnuczkę i nie tylko..  – Helena zaraz przytuliła syna do siebie, zaś Edward objął Nellie i odparł do niej cicho. 
- Poza tym nie obrazimy się, jeśli wy zechcecie mieć dzieci.. Dzieci to nasza podpora.. wtedy nie czujemy, że jesteśmy sami na tym świecie.. Mówię śmiertelnie poważnie. Człowiek z latami to docenia, docenia, że ma dzieci, że jest ktoś kto może przyjechać i odwiedzić starych Toddów.. Pomyślcie i o własnych.. Byłyby śliczne. – Edward puścił oczko do Nellie i kobiety nieco zachichotały, choć zaraz Helena doprowadziła do ładu swojego męża, gdy obejrzał się za młodszą elegancką kobietą. No i w końcu nadszedł czas pożegnań, konduktor w końcu dawał znać gwizdkiem, że ostrzega, ale zaraz będą odjeżdżać. Zatem po ostatnich uściskach z rodzicami golibrody, wsiedli do pociągu ze swoimi rzeczami, w czym pomógł im Edward. Znaleźli wolny przedział, gdzie już z pociągu machali Todd’om, gdyż pociąg powoli zwalniał hamulec, po kolejnym gwizdku.
- Piszcie do nas…! Będziemy czekać… Sweeney napisz później o córce jak się z nią zobaczysz…! Nellie zapakowałem tam dobre przeciery do zupy.. wykorzystaj je..! Trzymajcie się ciepło..! – Helena żegnała się z nimi ostatnimi słowami razem z mężem, który przytakiwał kobiecie. 
- Napiszemy mamo! Dobrze.. Dobrze.. Dbajcie o siebie.. napisze pod koniec tygodnia…!
- Oczywiście, wykorzystam, dziękujemy bardzo.. Do zobaczenia kolejnym razem.. Zadbam o to, by Sweeney’a brzuszek nie był głodny..! Proszę się o to nie martwić..! – No i tak słowa były coraz mniej słyszalne, pociąg przyspieszał i powoli opuścił stacje, mimo, że Sweeney jeszcze stał przy oknie, a potem już przysiadł w przedziale naprzeciwko kobiety i westchnął. A po chwili wstał i wyjrzał z ich przedziału, czy nikt tam się nie kręcił, z powrotem zamknął przesuwane drzwi i usiadł obok Nellie obejmując ją ramieniem.
- I koniec naszych wakacji.. Z jednej strony zostałbym tu dłużej, ale z drugiej strony, jak mam kolejny raz słyszeć o tym co powinien mężczyzna, to czuję się dość dziwnie.. jakbym był kimś dziwnym… Więc mamy zapas jedzenia na jakiś czas na to wygląda. Hm? 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Part 240.

- Och Nellie.. nie jesteście tu po to by sprzątać, tylko odpoczywać.. Ja sobie ze wszystkim poradzę. Poza tym nie chciałabym się z wami żegnać w takich warunkach i nie wiem, myć podłogi w ostatni dzień waszego pobytu.. tym i innymi sprawami zajmę się później, to nie ucieknie. Będę miała co robić. – Kobieta pogładziła po dłoni Nellie, chciałaby i ją jakoś zapytać o relacje z synem, lecz uznała, że chyba teraz to nie jest najlepszy pomysł, kiedy Sweeney był tutaj i pewnie rozgniewałby się, gdyby dalej prowadziła swój konspiracyjny wywiad, by potem zdać relacje z ich przyjaźni mężowi. 
Sweeney spojrzał na Nellie i uśmiechnął się delikatnie do niej, gdy przysiedli w kuchni do śniadania i Todd robił tez kawę dla pań, a przez ten czas zastanawiał się jak tu zabrać Nellie gdzie sam na sam choćby wieczorem, gdyż kolejnego dnia już wyjeżdżali do Londynu, wrócić do swoich obowiązków. Dlatego ten dzień właściwie był dla nich ostatnim wolnym. Sweeney podszedł do stolika przy którym siedziały kobiety poczynając jeść śniadanie, a przynajmniej Nellie, bo Helena jadła już nieco wcześniej i przyniósł gotową dla nich kawę, którą zaparzył, na koniec nieco dolał mleka i wymieszał każdą filiżankę. 
- Dziś w sumie nasz ostatni dzień mamo. Jutro o 12:30 mamy pociąg, więc dziś nasze ostatnie chwile na odpoczynek. Potem niestety trzeba wracać do obowiązków i trochę zarobić. Tym bardziej, że zbliża się moja zapłata za wynajmowanie mieszkania w kamienicy. – Westchnął cicho, bo wiedział że miały być podwyżki opłat i miał nadzieje, że nie uszczypnie do bardzo jego budżetu miesięcznego. Nellie zauważyła ten grymas u Sweeney’a domyśliła się, że za bogato u niego z pieniędzmi nie jest i wyglądał jakby w myślach popijając kawę liczył swoje oszczędności, które miały być spłatą za ten miesiąc. Helena także zauważyła zmartwiony wyraz twarzy syna i zmarszczyła lekko czoło.
- Syneczku.. masz problemy finansowe…? Coś nie tak..? Ile płacisz, za mieszkanie w kamienicy..? – Mężczyzna ocknął się i uniósł brew spoglądając na swoją matkę, po czym zaczął nieco kręcić, by nie denerwować matki, czy żeby nie wydało się to, że tak naprawdę trochę przepłaca za mieszkanie w kamienicy na piętrze. 
- Nie, nie. Wszystko dobrze. Hm.. około 376 dolarów… - Jedynie nie dodał do tego studolarówki z przodu, bo jednak cena była trochę wygórowana, ale liczył, że jakoś przetrwa ten kolejny miesiąc i może znajdzie jeszcze jakąś dodatkową prace, by chwilowo chociaż trochę popracować więcej, ale zarobić i też więcej mógłby. 
Matka Sweeney’a nieco była zaskoczona ceną, bo da niej nadal było to wiele, skoro słyszała, że Sweeney miał malutkie mieszkanko, a płacił aż tyle, a do tego nie miał tam wody ciepłej zawsze, bo jednak woda w rurach też czasami szwankowała. Ten temat jednak trochę się zmienił gdy, Sweeney zagadał o tym co dziś mogliby robić. W rezultacie po śniadaniu i przygotowaniu się do wyjścia, postanowili zabrać matkę mężczyzny na spacer i tak przespacerowali się jadąc na promenadę nad morze, gdzie spędzili czas do popołudnia. Tam spacerowali, czy też znaleźli się w jednej z kawiarni, która przypomniała bardzo paryskie miasto. A późniejszym popołudniem powrócili do domu, gdzie wszyscy spędzali czas w kuchni, by przygotować obiad, tym bardziej, że z pracy miał wrócić Edward, a gdy to nastąpiło wszyscy znaleźli się przy stole na obiedzie, przy którym to Edward opowiadał o tym co dziś działo się w pracy. 
- Niektórzy klienci mnie zadziwiają… Naprawdę! Dziś przyszedł jeden taki, z zarostem, który chyba już hodował półtora miesiąca i gdy zgoliłem mu jeden policzek to on uznał, że może jednak zarost był mu bardziej pisany.. i może drugiego tak bardzo nie golić.. to szybciej urośnie zarost.. Ludzie naprawdę mnie zadziwiają, jak on chciał wyglądać? Jakby nie dokończył golenia..? – Zaśmiali się na jego słowa, po czym wszyscy spożywali posiłek, a czas biegł nieubłaganie, Helena nie chciała by zajmowali się dziś jakimiś obowiązkami domowymi o których mówiła wcześniej Nellie. 
- A Ty Sweeney tez miewasz dziwnych klientów..? – Ojciec spojrzał na syna, na co Sweeney chwilę dłuższą się zastanowił i po chwili dodał zaraz. 
- Hm, czy ja wiem.. zdarzył mi się taki co pamiętam, przyszedł się ogolić, ale zaraz przyszła jego zona, jak już nałożyłem piankę i zaczęła wrzeszczeć na niego, że nic nie robi, tylko dba o siebie, no i podejrzewam, że nie wyglądał tak uroczo dla żony tylko innej kobiety.. Tak czy owak przepędziła go z zakładu.. Bywali różni, na przykład jeden przysnął przy goleniu, jeden się poruszył i przyciąłem mu wąsy.. co poradzić, nie moja wina, ze dla klienta, czasem bywa to nudne. Przynajmniej sami się nie golą, a my mamy klientów. Są i tacy co pokłócą się i o cenę.. Ale i tak chciał nie chciał muszą zapłacić. – Rozmawiali tak i o pracy golibrody i nie tylko, mijał czas do wieczora i kolacji, po której powoli i Sweeney i Nellie zaczynali się pakować w swoich pokojach. Nie byli zbyt zadowoleni wyjazdem, choć z jednej strony wiedzieli, że nie będą musieli się ukrywać przed Todd’a rodzicami, by potem uniknąć jakiś komentarzy. Potem każdy kapał się przed snem, Nellie ze Sweeney’em spotkała się raptem na korytarzu, gdzie przez chwilę rozmawiali o jutrzejszym wyjeździe i tym razem pozwolili sobie raptem na pocałunek w policzek, bo spłoszył ich Edward. 
Kolejny dzień z samego rana przez Todd’ów był zamieszaniem, kiedy Helena szykowała na drogę jedzenie dla obojga, na co Sweeney odparł do matki, gdy widział jak ustawiała słoiki, które mieli zabrać ze sobą do Londynu. 
- Mamo trochę nie przesadzasz..? Zobacz ile to wszystko razem waży, jeszcze mam torbę Nellie i swoją… gdzie tą mam wziąć na plecy..? Poco tyle tych słoików, umiemy sobie poradzić z gotowaniem.. Mamo… Ja wybiorę z tego co zabierzemy dobrze..  –Spojrzał na matkę, która już chciała coś powiedzieć, lecz spojrzenie syna tym razem było nie znoszące żadnego, ale to absolutnie żadnego sprzeciwu, na co wtedy wtargnęła Nellie do kuchni i spoglądała jak Sweeney przestawiał słoiki z różnymi przetworami. A zaraz i Edward się pojawił i odparł jak syn ustawiał słoiki na blacie i zaraz była połowa tego co naszykowała jeo matka. 
- Co tak segregujesz słoiki…? – Edward spojrzał na syna, zaś Nellie podeszła bliżej młodego Golibrody, który zerknął na ojca i zaraz zaczął krążyć pomiędzy jadalnią a kuchnią by nakryć do śniadania. 
- Ja ich nie segreguje, ja wybieram co zabierzemy, a co zostanie wam.. przecież tego wszystkiego jest za wiele.. Dżem okej, ale jakieś inne rzeczy, mamo rodzynki z alkoholem do deseru, czy to naprawdę jest tak bardzo nam potrzebne.. mogę to zrobić w domu u siebie..  – Kobieta westchnęła i szykowała im kanapki na drogę, jak i też miała zamiar dać im herbaty w termos, który przywiózł ze sobą Sweeney. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Part 239.

Nellie zaś zamknęła drzwi łazienki na czas jej pobytu tam, na klucz, by nikt przypadkiem nie wszedł tam w tym czasie i rozpoczęła swój codzienny kąpielowy rytuał. Pod strumień płynącej, gorącej wody dolała płynu o zapachu czekolady, niesamowicie pachnącego i niezwykle relaksującego. W wodzie zanurzyła się z myślami, że to był jeden z piękniejszych dni w jej życiu. Zwłaszcza jeśli chodziło o Sweeney'ego. Ostatni raz postanowiła wrócić do wspomnień tego, jaką nienawiścią darzyła go jeszcze kilka miesięcy temu. Z jaką zawziętością obiecywała sobie, że już nigdy nie zbliży się do niego. Zaśmiała się krótko do siebie podsumowując w głowie to wszystko. Chciała to wyrzucić z pamięci i już nigdy nie wspominać.
- Zachowywałam się tak dziwnie...
Teraz prędzej czuła motylki w brzuchu na wspomnienie mężczyzny, zupełnie jakby doświadczała czegoś takiego po raz pierwszy. A do Pana Todd'a z pewnością czuła coś więcej niż zwykłą przyjaźń. Po kąpieli, gdy znalazła się w swoim pokoju, co prawda miała jeszcze ochotę odwiedzić Sweeney'a przed snem, ale znów nie chciała czuć tego niepokoju, że ktoś zaraz odwiedzi jego pokój i ich spotkanie będzie w innej atmosferze niż powinno. Wyrwała czystą karteczkę ze swojego notesika, sięgnęła po pióro i napisała na nim swoim eleganckim stylem pisma: "Dziękuję za dzisiejszy dzień i  wieczór. Było naprawdę niesamowicie. Nie mogę doczekać się kiedy znów Cię zobaczę. ~N.". Do tego specjalnie pomalowała usta czerwoną szminką i odcisnęła ich ślad na kartce. Następnie znalazła się na korytarzu z którego przeszła pod pokój Sweeney'a. Schyliła się i zwinnie wsunęła karteczkę szczeliną pod drzwiami, po czym znów wróciła do siebie. Golibroda zaś również był już po kąpieli, ponieważ skorzystał z łazienki na dole, bo był już trochę zmęczony i nie chciało mu się zbytnio czekać czy też poganiać Nellie do wyjścia. Właśnie spoglądał na nocne niebo, kiedy wydawało mu się że słyszy odgłosy stóp. Mimowolnie odwrócił się w stronę drzwi, a kiedy znów wrócił do patrzenia przez okno zorientował się, że coś mignęło mu przed oczami. Gdy czytał treść zapisaną na kartce papieru był pod wrażeniem, że Nellie wpadła na coś takiego. Mimo, że nie byli teraz już ze sobą, znów poczuł jej obecność. Zwłaszcza dzięki temu odciskowi ust. Położył się do łóżka, lecz nie był w stanie zasnąć. Walczył z chęcią odwiedzenia Nellie, ale w końcu nie wytrzymał i zanim nawet świadomie podjął tą decyzję już wchodził do sąsiedniego pokoju, w którym znajdowała się kobieta. Z początku delikatnie uchylił drzwi, by zorientować się czy już śpi, lecz mimo, że dochodziła północ, Nellie leżała i czytała książkę przy świetle lampy naftowej. Uniosła głowę na pojawienie się mężczyzny, a ten jeszcze raz oglądając się za siebie, wszedł do środka.
- Wybacz Nellie.. Nie przeszkadzam..? - Usiadł na krześle przysuniętym do łóżka i pochylił się w stronę kobiety.
- Właśnie czytam bardzo ciekawy rozdział.. Nie no żartuję.. hehe.. Nie mogłam usnąć.. - Przymknęła książkę odkładając ją na stolik nocny i podniosła się nieco na łóżku.
-Tak samo jak ja, a Ty chyba doskonale wiesz jak spowodować, żebym nie przestawał o Tobie myśleć.. Ta kartka była strzałem w dziesiątkę.
- Hm.. Słucham dalej.. - Uśmiechnęła się subtelnie kącikiem ust, przesuwając się trochę do drugiego końca łóżka, by zrobić mężczyźnie miejsce. W końcu na krzesełku nie było jakoś szałowo wygodnie. Sweeney spojrzał uważnie na Nellie i zaraz wślizgnął się i przykrył częścią kołdry.
- Zwyczajnie nie mogłem się oprzeć.. Nie wiem jak to robisz.. a do tego tak pięknie pachniesz.. mm.. A teraz pozwól mi zrobić jedyną rzecz o której w tej chwili marzę.. - Sweeney pocałował kobietę czule. Dziś oboje byli spragnieni swojej bliskości dość wyjątkowo. Nellie przytuliła się do Sweeney'a, a on nakrył ich oboje kołdrą, choć już ciepło ich ciał wystarczało by się ogrzać. Po jakimś czasie gdy Nellie zaczynała już usypiać u boku Sweeney'a, on bardziej czuwał niż zasypiał, a kobieta nie chciała by teraz ją opuszczał.
- Nie idź jeszcze.. zostań.. przecież rodzice Ci nic nie zrobią.. Proszę.. - Szepnęła i starała się go przekonywać, aż w końcu uległ i oboje usnęli. Jednakże rano Sweeney wymknął się do swojego pokoju, akurat kiedy Edward szykował się do pracy. Miał jednak nadzieję, że nie będzie musiał potem wysłuchiwać kolejnych rzeczy z podtekstami od ojca. Todd położył się i usnął jeszcze na godzinkę. Nellie obudziła się z małym rozczarowaniem, że mężczyzny nie ma obok, choć wiedziała, że był przy niej przez większość nocy i rozumiała powody dlaczego wrócił do siebie. Rankiem Sweeney spotkał na dole krzątającą się po kuchni Helenę, Nellie jeszcze tam nie było.
- Witaj synku, jak tam noc? Wyspany..? - matka cmoknęła syna w policzek, po czym wróciła do robienia kanapek na śniadanie. Może trochę liczyła na to, że powie jej coś więcej niż przy Edwardzie o Pani Lovett.
- Witaj mamo.. W porządku. Tak, wyspałem się. Tutaj śpi mi się zdecydowanie lepiej niż w Londynie, może to ten inny klimat.. A Ty? - Zaparzył sobie kawy i usiadł przy stoliku, mieszając napój.
- Może w takim razie powinniście zostać tu na dłużej, hm..? A Nellie już wstała..? Mi też się dobrze spało.. A tutaj masz śniadanko.. chyba, że chcesz coś ciepłego, to zrobię. - Postawiła na stole talerz z różnymi rodzajami kanapek i usiadła na przeciw Sweeney'a.
- Gdyby nie praca.. z pewnością zostalibyśmy na dłużej, lecz.. rozumiesz.. Nellie co prawda prowadzi własny sklep, można powiedzieć, że jest własnym szefem, ale przecież też musi zarobić na utrzymanie.. A w moim przypadku.. byłem na zwolnieniu tyle czasu, że głupio byłoby prosić szefa o dodatkowe kilka dni wolnego.. Więc to wszystko nie jest takie proste jak byśmy chcieli.. Nie wiem, jeszcze nie widziałem się z Nellie dzisiaj, być może niedługo tutaj przyjdzie.. - Wzruszył ramionami, tak naprawdę ukrywając uśmiech, który przychodził mu na myśl o kobiecie, ponieważ wiedział, że wtedy Helena odczyta z niego wszystko. - Absolutnie wystarczy mi to, co zrobiłaś. Dziękuję. A tata dziś w pracy..?
- Ale będziecie przyjeżdżać tutaj co jakiś czas prawda..? Tak, jest w pracy, dziś wyjątkowo od rana. Właśnie.. kochanie.. co do Nellie..? Czy coś się zmieniło od momentu Waszego przyjazdu..? Kochanie, jestem Twoją matką.. widzę jak Ty na nią patrzysz, widzę jak ona na Ciebie patrzy.. choć byście nie wiem jak starali się to przed nami ukryć.. To widać. - Sweeney spojrzał na matkę jakby z zapytaniem czy naprawdę jest to aż tak widoczne, a z drugiej strony zastanawiał się co powie. Miał kłamać? To nie miało sensu. Mówić, że nie chce zamieszania z ich strony? Też nie. Całe szczęście z tej sytuacji uratowała go Nellie, która nagle pojawiła się w drzwiach, jak zwykle olśniewająca.
- Dzień dobry wszystkim! Och cóż za wyśmienity ranek.. dziś naprawdę się rozpogodziło.. Dla takich dni warto przetrwać ponurą zimę.. Och.. przeszkodziłam w czymś..? - Nellie dziś wyjątkowo tryskała pozytywną energią, jakby nic nie potrafiło jej zatrzymać. Zwłaszcza gdy widziała obiekt swoich westchnień tuż obok. Sweeney wraz z Heleną pokręcili zgodnie głowami, jakby tematu nie było, no i Helena odezwała się do kobiety.
- Witaj Nellie, czekaliśmy na Ciebie. Jak noc..? Ah, jeszcze nie spytałam się.. co dziś robicie ciekawego, hm..? Jakieś plany czy jeszcze nie..? - Matka Sweeney'a spojrzała na kobietę jakby zamierzała odczytać z niej tą tajemnicę, którą miała wrażenie ukrywała wraz z jej synem przed nią. Nellie nie potrafiła zbytnio skupić wzroku na jednym punkcie i uśmiechnęła się na pytanie o tym jak minęła noc, lecz poczuła też w tej chwili sygnał od Pana Todd'a, żeby się nie wydawać i starała się opanować wszystko co mogło wydawać się dziwne czy tajemnicze. Sama wiedziała, że widzi teraz wszystko w barwach bardziej kolorowych niż zwykle, ze względu na wszelkie emocje, które teraz wzięły nad nią górę. A co dopiero mogły pomyśleć  osoby, które nie znały jej tak dobrze.
- Bardzo dobrze. Hm.. właściwie to nie planowaliśmy jeszcze niczego na dzisiaj.. Chyba widziałam już wszystko, czym Newcastle może się poszczycić.. aczkolwiek spacer nigdy nikomu nie zaszkodził i zawsze możemy się na takowy wybrać, a potem nawet zostać tu i pomóc w domowych pracach.. Bo zawsze coś znajdzie się do pracy, prawda..?

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.