SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Part 235.

Nellie ucieszyła się na tego niespodziewanego buziaka od Sweeney'a, nawet nie przeszło jej to przez myśl, lecz oczywiście lubiła, gdy wykonywał takie gesty. Czuła z nim wtedy większą bliskość. Aczkolwiek gdyby miała przyznać się nawet sama przed sobą, liczyłaby na coś więcej niż tylko pocałunek w policzek. Po chwili, gdy tak wirowali, wzięła dłoń mężczyzny w swoją i uśmiechnęła się do niego po raz kolejny tego wieczoru. 
- Tak na wszelki wypadek, żebyś nie wypadł. Hm.. paszteciki.. naprawdę wciąż czujesz ich zapach..? Minęło tak wiele czasu od tej chwili.. tak wiele zdążyło się wydarzyć.. Zrobię je dla Ciebie, kiedy wrócimy. Żeby już dłużej wspomnienie ich zapachu nie nękało Twoich zmysłów, heh. Bo zamierzamy wracać, za dzień, dwa, może trzy.. tak..? 
- Byłoby mi bardzo miło.. dziękuję.. Tak, pamiętam. Uwierz mi, że tego pięknego aromatu nie da się tak zwyczajnie wyrzucić z głowy hehe.. Tak, tak.. niestety, aż szkoda wracać do rzeczywistości.. i to jak.. Sam nie wiem, na pewno nie tydzień i na pewno też nie znikniemy z dnia na dzień.. Może na razie nie myślmy o sprawach wyjazdu, hm? - Sweeney zmienił dłoń złączoną z Nellie na lewą i objął kobietę prawą ręką. Pani Lovett oparła nieco głowę o jego ramię. 
- Dobrze, wiesz Sweeney, nie spieszy mi się do powrotu na Fleet Street absolutnie teraz gdy zobaczyłam jak tutaj jest niesamowicie.. lecz prawda jest taka, że wszystko co miłe mija bardzo szybko.. Hm.. och, chyba nasz chwilowy zawód przypominający bycie napojem dla jakiegoś ogromnego potworka się kończy.. - Zaśmiała się i tak, rzeczywiście wszystkie filiżanki powoli zwalniały, by za chwilę stanąć w miejscu i przyjąć na swoje miejsca kolejnych chętnych dorosłych i dzieci. Todd pomógł Lovett odpiąć pasy bezpieczeństwa, w końcu sam nie był już zapięty. Jednak gdy wstała, nieco zakręciło się jej w głowie od tego wirowania, ale golibroda zapewnił jej sobą podparcie od upadku. 
- Uh, przepraszam.. wiecznie te zawroty głowy.. nie mogę się ich wyzbyć. Już w porządku.. Dziękuję. - Nellie odetchnęła i zaraz wraz ze Sweeney'm opuścili filiżanki, by udać się w kierunku diabelskiego młyna. 
- Obiecaj mi, że to już ostatnia atrakcja, dobrze..? W końcu to też kosztuje.. - kontynuowała. Nie chciała, by mężczyzna wydawał pieniądze na takie rzeczy. Nikt z nich nie był milionerem. Sweeney westchnął cichutko i odparł. 
- Nie przejmuj się tym, naprawdę.. A teraz troszkę się pokręcimy, o ile wytrwamy w tej kilometrowej kolejce.. 
Kolejka była długa, lecz przesuwała się w miarę szybko, a przynajmniej tak im się zdawało, bo czas spędzili na rozmowie, nie nudząc się. Wreszcie, po jakimś czasie wsiedli do wagoniku, który był tak małych wymiarów, że więcej niż dwie osoby nie mogły się w nim zmieścić. Oczywiście młyn kręcił się bardzo powolnie kiedy 'pasażerowie' wsiadali. Dopiero potem przyspieszyła, choć wciąż nie była to jakaś zawrotna prędkość. W miarę upływu czasu znajdowali się coraz bliżej najwyższego punktu konstrukcji i Sweeney pokazywał Nellie jak pięknym widokiem jest wieczorne Newcastle widziane z tej perspektywy. 
- Patrz.. tam jest dom.. a tam samo centrum miasteczka, sklepik w którym kupowaliśmy dziś pamiątki.. plaża.. latarnia.. - Nellie spoglądała z uwagą na mężczyznę, kiedy tak skupiał się na tym, co mówił, a czasem przytakiwała, gdy doskonale wiedziała o jakie miejsce chodzi. Światła z miejskich latarni, odbijająca się w nich woda tuż nad samym morzem, tajemniczość i cisza wypływająca z tego widoku, gdyby oczywiście nie odgłosy z parku rozrywki, były w stanie wprowadzić człowieka w wyjątkową atmosferę. Na Nellie jako na osobę wrażliwą to oddziaływało. 
- Ten widok jest uroczy.. romantyczny.. nawet piękniejszy niż za dnia, piękniejszy niż się spodziewałam.. - Zerknęła na Sweeney'a, potem na widok, który się przed nimi rozpościerał, dość rozanielonym wzrokiem, a mężczyzna przytulił ją do siebie.
 - Nie jest Ci zimno..? - Pogładził dłonią jej plecki, jednocześnie wdychając zapach jej włosów i rozpoznając czekoladową nutę szamponu. Kobieta cieszyła się, że znów są w takiej chwili sam na sam, gdzie nikt nie mógł im przeszkodzić. Po prostu razem.
- Nie, teraz kiedy mnie przytulasz.. nie jest mi zimno.. Sweeney.. czy teraz ja mogę podzielić się swoją tajemnicą z Tobą..? Choć nie wiem czy to tajemnica.. ale zaliczmy to do tego rodzaju.. - Uniosła wtuloną w jego płaszcz głowę, by odnaleźć spojrzenie mężczyzny. Sweeney rozpoznawał w tonie jej głosu, że zamierza powiedzieć mu coś osobistego, zawsze, choć może nie było wielu takich sytuacji, lekko gubiła się w tym, co mówiła.. widać to było po niej. 
- Zamieniam się w słuch. - Uśmiechnął się najbardziej zachęcająco jak tylko potrafił. 
- Nie powiedziałabym, że lubisz takie rozrywki.. wciąż czymś mnie zaskakujesz, ale mniejsza z tym. Nie do tego zmierzam.. Wiesz.. teraz jest tutaj dość wyjątkowo. Być może ostatnio mówię to dość często, bo tak mi się tutaj podoba.. Ale.. jest tak wyjątkowo, bo jesteśmy tutaj razem i nie wyobrażam sobie, żeby siedział tutaj obok mnie ktoś inny.. Więc.. hm.. to był mój mały sekret.. - Patrzyła jeszcze przez chwilę na Sweeney'a, lecz za chwilę odwróciła od niego swój wzrok na morze. Z pewnością był to doskonały moment na pocałunek, lecz Nellie postanowiła się od tego powstrzymać, choć miała wrażenie, że czasami tylko tego było jej potrzeba. Nie chciała wyjść na natrętną osobę, nie byłaby damą gdyby teraz rzuciła się na niego z pocałunkami, nie chciała zostać w ten sposób odebrana. Wiele wyraziła już w słowach i miała tylko nadzieję, że Pan Todd dobrze to zinterpretuje. Sweeney odruchowo znów przytulił ją do siebie. Mimo iż wiedział, że może spodziewać się czegoś takiego, był zdumiony. Chyba wciąż nie mógł uwierzyć, że Nellie darzyła go tak dużą sympatią, zupełnie jak on ją. Jednak nie potrafił wydusić z siebie czegoś co miałoby ład i skład, więc dalej milczał. Trochę obawiał się jak Nellie to jego milczenie odbierze, lecz wiedział, że była cierpliwa i wyrozumiała i starał się trzymać tych myśli. Pobyt na diabelskim młynie skończył się dość szybko, bo po dwóch kolejnych okrążeniach. Sweeney wraz z Nellie kierowali się już ku wyjściu, bo wspólnie ustalili, że to już ostatnia atrakcja i pora wracać, lecz wtedy coś przykuło uwagę mężczyzny. Była to budka, gdzie rzucało się krążkami na butelki, by zdobyć określone nagrody. W tym wypadku były to różnego rodzaju maskotki, niektóre nawet miały jakieś napisy na swoich ubrankach. Te pluszaki zdecydowanie różniły się od tych, które pamiętali z dzieciństwa Todd i Lovett. Jednakże Sweeney'owi wpadła w oko jedna zabawka, którą postanowił wygrać dla Nellie i chciał by jeszcze poświęcili te kilkanaście minut na tą małą zabawę. Może było to miejsce przeznaczone bardziej dla dzieci, ale nikt nie mógł im przecież zabronić. 
- Masz ochotę troszkę porzucać do celu.. hm..? Ciekawie to brzmi.. hehe.. Ale patrz, tam. - Wskazał jej ten lokal. Akurat nie było tam nikogo innego prócz pracownika. - To jak? Ostatni przystanek, hm..? - Nellie się zgodziła, no i za chwilę próbowała już swoich sił w rzucaniu takim gumowym zielonym krążkiem na główki przezroczystych butelek znajdujących się kilka metrów dalej.
 - Nie takie to proste jak się wydaje z daleka.. hehe.. może gdybym zabrała ze sobą okularki.. Na pewno nie dam rady wrzucić tam trzech.. ale przynajmniej postaram się uratować swój honor jednym.. - No i tak, po wielu próbach, potłuczonych butelkach, Nellie udało się wycelować jeden krążek w sam raz na butelkę. Nawet Sweeney próbował jej pomagać, lecz w ten sposób bardziej ją sobą rozpraszał niż koncentrował na celu.. 
- Może teraz Ty spróbujesz Sweeney, hm..? Może wygrasz misia..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.