SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Part 238.

Golibroda zerknął na kobietę, gdy zadała mu pytanie, a raczej dała do namysłu propozycje, przeniesienia się z kawalerki do sklepu Nellie, gdzie miałby dla siebie pięterko, do tego i mały swój zakładzik pracowniczy. Oczywiście propozycja była interesująca, przyciągało go to, lecz uważał, że musi to dobrze przemyśleć, nie chciałby potem wyszły jakieś inne sytuacje, które to zakłócą. Poza tym nie chciał odpowiadać na to już teraz, podawać dokładność odpowiedzi, potrzebował czasu, by jednak ten temat przedyskutować w swojej ciszy. Podrapał się po brodzie i pochylił nad uchem kobiety, gdy obejmował Panią Lovett w talii.
- Muszę to przemyśleć, nie chcę by była to odpowiedź z mojej strony nieprzemyślana, a impulsywna. Nie mówię, że nie zgodzę się na to, kusi mnie to. Lecz z naszymi kłopotami na drodze, wolę chyba dmuchać na zimno o odpowiedź Ci dam w Londynie hm..? Tak czy inaczej dziękuję Ci za tą propozycje, za ten gest. – Posłał kobiecie delikatny uśmiech, jak i nie chciał by myślała, że nie odpowiada mu jej propozycja, widząc zawahanie w jej oczach. Na co mężczyzna zbliżył swoje wargi do warg Nellie i czule ją w nie pocałował. A gdy kobieta chciała zaraz coś powiedzieć, tak położył palec na jej wargach i odparł.
- Naprawdę chciałabyś mnie znów widzieć na Fleet Street.? Czasem mam wrażenie, że przynoszę Ci tam pecha, gdy jestem w pobliżu… lecz niestety w mojej kamienicy nie ma takich zapachów obiadowych czy innych, jak w Twoim sklepie. A to jednak przyciąga. Lecz najbardziej przyciągasz mnie Ty. 
- Cieszę się Sweeney. Ależ oczywiście, że masz czasu tyle ile potrzebujesz, by to przemyśleć, ja Cię do niczego nie zmuszam. Och wiesz to tylko zapachy. A w kamienicy nawet gdyby takie były, to czy ktoś zaprosił Cię na obiad? Wątpię. Ludzie są czasem zbyt zamknięci na siebie, na innych. – Kobieta uśmiechnęła się lekko i przytuliła do ciała Sweeney’a był taki ciepły, że mogłaby przy nim zostać do rana. Spać koło niego, lecz wiedziała, że tak w domu się nie stanie, lecz po jej głowie chodziły różne myśli. Może dzisiejszy wieczór jej sprzyjał i wydarzy się coś jeszcze, oczywiście tylko pozytywnego. 
- Powoli wracamy do domu..? Za godzinę miał być ten woźnica..! Minęła godzina..? – Sweeney spojrzał na Nellie, całkiem zapomniał, że umówił się z woźnicą, a miał wrażenie, że minęło więcej czasu niż tylko 60 minut na zegarze. Kobieta wzruszyła ramionami i wyjrzała przez okno, tak naprawdę nie obraziłaby się, gdyby woźnica nie przyjechał, lecz kiedy wychyliła się bardziej widziała powóz, z zapalonymi latarenkami, który naprawdę na nich czekał, na co cicho i bezradnie westchnęła. 
- Właśnie powóz stoi na dole, może po prostu na nas czeka..? Idziemy..? Jeszcze tylko chwilę popatrzę w morze, dobrze..? Ten widok tak uspokajają i stwarza, że człowiek ma chęć na refleksje i przemyślenia. Och czemu morza nie ma w Londynie..  – Uśmiechnęła się lekko i przytuliła do Sweeney’a gdy stał za nią, że wtuliła się w jego klatkę piersiową, gdy zaraz ją objął otulając ramionami. 
- Hm, wiec jest, to dobrze. Inaczej przyszłoby nam iść piechota, albo tu zostać na noc, a nie jest tu zbyt ciepło. Dobrze. Tak, no nie można chyba mieć wszystkiego Nellie… Londyn nie słynie raczej z relaksu, czy miłego i świeżego powietrza nawet. – Rozmawiali ze sobą oboje jeszcze chwilę, aż pozakładali na siebie ubrania wierzchnie i powoli pożegnali się z latarnią, jej wysokością, a zaraz znaleźli się w powozie. Woźnica zaraz zabrał ich we wskazane miejsce przez mężczyznę i jechali do domu rodziców Sweeney’a. Trzymali się za ręce, jeszcze pozwolili sobie na kilka czułych pocałunków, aż dojechali pod dom Todd’ów. Golibroda zapłacił za przewóz i niebawem z Nellie dokradł do domu chodnikiem. Rodzice mężczyzny powoli kładli się spać, bo było już późno dosyć. Lecz znaleźli chwilę by jeszcze w salonie ich zatrzymać, Edward poprawił swój szlafrok i przysiadł w fotelu, jak Sweeney przysiadł w drugim, a kobiety na kanapie i jeszcze pili wieczorną herbatkę. 
- Dobrze się bawiliście w wesołym miasteczku..? Tak do późna, czyli udało się hm..? – Sweeney uniósł lekko brew i spojrzał na ojca, gdy napił się herbatki i spoglądając kątem oka na Nellie  dał jej znać, że sam powie, nie chciał mówić rodzicom, że byli w latarni, bo zaraz by sobie o nich pomyśleli swoje. 
- Tak, bawiliśmy się dobrze. Zjedliśmy też tam kolacje, nieco słodyczy.. okazja niczym dla dzieci, ale i dorośli korzystają z tego. No i jak widzicie trochę nam się tam zamieszkało.. prawda Nellie..? Ale już wróciliśmy powozem… Było miło i zabawnie, choć Ci ludzie poprzebierani za zabawnych, nie fascynują mnie do dziś. Ale po tylu latach zjadłem trochę waty cukrowej, a potem odlepiałem się sokiem od tego.. fajne, ale się strasznie klei. – Uśmiechnął się lekko bliskich, a do Nellie puścił oczko, tym samym spojrzała na niego porozumiewawczym spojrzeniem, że nie wyda ich, gdzie jeszcze byli dzisiejszego wieczoru. 
- Tak bawiliśmy się bardzo dobrze, poczułam się znów jak mała dziewczynka, a może raczej po prostu jak dziecko, które mogło spędzić miło czas w takim miejscu. Będziemy się kłaść powoli, hm..? Jesteśmy zmęczeni, wy na pewno też, jutro możemy głębiej o tym porozmawiać, a teraz przepraszam wszystkich, ale chciałabym już się powoli położyć, dobrze..? – Helena przytaknęła Nellie głowa i uśmiechnęła się sama już zbierała się, by iść spać, i spojrzała wymownie na swojego męża, co najmniej jakby na tę noc miała wobec niego jakieś niecne plany. Choć Sweeney raczej wyczuł, że to jego matka chce go sprowokować, by jeszcze ten czas spędził z Nellie, lecz nie zamierzał wchodzić w sfery intymne i dość bliskie z Panią Lovett, poza tym jeśli miałoby do tego dojść, to nie w tej chwili, i nie w tym domu. 
- Oczywiście, my też już się kładziemy spać, Edwardzie…? Zapraszam..  Nie mecz teraz dziecka swoimi pytaniami, niech odpoczną oboje. – Helena spojrzała na męża, który podniósł się niechętnie i gdy syn wstał, ojciec złapał go za ramię i szepnął zaraz na ucho.
- Synku, no daj w końcu popracować pewnym narządom… Inaczej całkiem zmarnieje..  – Sweeney aż na ojca słowa zaniemówił i jedynie spojrzał na niego dość niepewnie i szepnął jedynie ciche.  – Dobranoc, mamo, tato.. – Po czym uciekł na piętro doganiając Pania Lovett na schodach i odezwał się do niej, gdy oboje byli prawie na piętrze.
- Uciekaj do łazienki.. nim rodzice znów  się tu pojawią, z jakimiś „zapomnieliśmy..” albo coś innego.. Robią się z tym już denerwujący.. i pamiętaj, że nie byliśmy w żadnej latarni jeszcze.. Mój ojciec jest trochę dość bezpośredni w sprawach damsko-męskich.. a ja naprawdę tego nie lubię. – Spojrzał na kobietę, gdy jeszcze podeszli do siebie i przytulili się do swoich ciał. Sweeney pocałował lekko wargi kobiety i puścił do niej oczko, zaraz otwierając drzwi od łazienki, niczym z pokłonem i w zabawny sposób, gdy po przymykał jej drzwi od pomieszczenia. 
- Hm.. rozumiem.. Tak, zauważyłam, że nie chciałeś tego wyjawić, to będzie nasz sekret. Nie przejmuj się tym Sweeney, wszystko jest dobrze. Daj jeszcze buziaka, bo może nie zobaczymy się już na dobranoc.. Więc życzę Ci słodkich snów i dobrej nocy. - Oboje znów spotkali się w czułym pocałunku, Nellie niemal nie wciągnęła mężczyzny do łazienki, ale słysząc głosy rodziców, przerwali im ten czas, że oboje się wycofali i Sweeney obrócił oczami i szepnął do Nellie. 
- Śpij dobrze, tylko nie zasypiaj w wannie, bo niebawem to sprawdzę, hehe. Ale mówię poważnie. Uciekaj, ja uciekam do pokoju, nim znajdzie się tu tajna eskorta królewska. – Sweeney powoli zniknął z pola widzenia Nellie, gdy przymknął jej drzwi od łazienki no i szybko udał się do swojego pokoju. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.