SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Part 246.

- Och podłoga już ma swoje lata, więc nic dziwnego, że czasami piszczy.. – Wzruszyła ramionami, mężczyzny przyznali kobiecie, racje, jeden nawet oglądał weki kobiety, niczym jakby miał zamiar sobie cos z tego przygarnąć. Zaraz Sweeney przystał przy mężczyźnie i odezwał się srogo.
- Jeśli jest Pan zainteresowany jakąś konfiturą, bądź inną miksturą obiadową, deserową i jaką tylko to myślę, że Pani Lovett nie będzie sprawiała problemów, by Pan mógł coś kupić. Mam rację, Pani Lovett..? – Mężczyzna spojrzał wrogo na Todd’a, że ten śmiał go wziąć za złodzieja, a Pani Lovett przytaknęła ochoczo i pewnie.
- Ależ chyba Pan nie myśli, ze ja.. mógłbym…! – Kontroler zdenerwował się az podnosząc od półek, kiedy Pan Todd trzymał dalej w dłoniach ściereczkę ze szczurem, miał wrażenie, że chyba go już udusił. No ale raczej nie był zwolennikiem tych gryzoni, więc można powiedzieć, że nie było mu szkoda tego futerkowa. Pani Lovett przesunęła się do Pana Todd’a i dotknęła dłonią jego ramienia, które jakby lekko masowała, by tylko nie zdenerwował się na zachowanie kontrolera, który dziś chyba cały chodził podminowany.
- Pan Todd nie miał nic złego na myśli Panie.. Volley.. . – Kobieta przeczytała jego nawiązko na plakietce, jakie miał przyczepione do swojej marynarki pod płaszczem. – Chciał jedynie powiedzieć, że jeśli Pan jest zainteresowany jakąś potrawą w spiżarni, to mimo, że sklep jest już po godzinach pracy, to ja Panom chętnie sprzedam kilka słoiczków, wybranych potraw.. mamy ty dżemy, rodzynki w likierze jeśli interesuje panów coś deserowego, wiśnie w wódce, czy przetwory na zimę jeszcze, z dyni, z malin, soki, konfitury, miody, nalewki też, jak i grzyby. Przeciery, warzywa w różnych zalewach, ogórki, pomidory suszone, czy w zalewie, korniszony, a nawet i bigos czy różne marynaty do mięs, bądź zup. – Mówiąc te słowa, Nellie przechadzała się w swojej spiżarni pokazując to o czym mówiła. Widać, że panowie byli zainteresowani spiżarką Pani Lovett, że chyba już nie chcieli oglądać jej magazynu, z mąkami, cukrami i innymi spożywczymi produktami.
- Dobrze, niech już Pani tak nie tłumaczy.. Coś wezmę… ale może podeślę jutro małżonkę, ona lepiej się zna na tych rzeczach, jeśli  będzie mogła tu zajrzeć i coś kupić.. to bardzo chętnie weźmiemy. No dobrze Panowie, chyba już obejrzeliśmy co potrzeba, nie mam zastrzeżeń do lokalu, spiżarni, magazyn sobie darujemy.. na pewno jest tak porządnie jak tutaj, widać tu rękę kobiety. – Panowie uśmiechnęli się do Pani Lovett, jeden pisał protokół drugi jeszcze oglądał słoiczki, a trzeci przecierał swoje okulary chusteczką. Po napisaniu protokołu jeden z panów dał dokument do podpisania przez Panią Lovett, która pierw przeczytała co było tam napisane, by nie podpisywała niczego w ciemno. Po czym w końcu powoli trzech męskich osobników opuściło sklep Pani Lovett. Przy czym kobieta zamknęła znów sklep na klucz i odetchnęła z ulgą, spoglądając na Todd’a, który przygasił światło w sklepie Pani Lovett i podszedł do niego powoli.
- Chyba nie było tak strasznie.. lecz szczury jednak są.. O właśnie..! – Zajrzał w ściereczkę, którą cały czas trzymał i spojrzał na szczura, który jeszcze dychał, a zaraz strzepał go z materiału, kiedy tylko poszedł do kuchni wypuścił szczura oknem wzdrygając się na jego widok. – Nie lubię tych zwierząt, same szkodniki.. ale Turpin uważa, że tu wszędzie jest czysto.. Pewnie uważa, ze to ludzie mają brudno i stąd biorą się plagi tych gryzoni..  Jakby nie widział tych śmieci w niektórych uliczkach.. wylęgarnia zarazków i bakterii.. Tak czy owak trzeba pozbyć się szczurów… weszły tu na pewno jakąś dziurą.. i mam wrażenie, że są w Twoim magazynie, nie byłem tam.. ale lepiej by nie dostało się nic z nich do jedzenia.. Dziś jest późno, ale jutro mogę Ci po południu z tym pomóc. Jutro już idę do pracy, więc koło 17-tej, mógłby tu się pojawić? – Uniósł brew spoglądając na kobietę, która uśmiechnęła się do niego i przysunęła się do Todd’a słuchając jego słów, na co odezwała się do niego gładząc lekko jego policzek.
- Ech te szczury, ale nie zauważyłam niczego w magazynie, choć nie miałam siły sprzątać przy mace i ją układać w tych kilku kilowych workach.. Sweeney, Sweeney, nie mówmy o tym teraz dobrze…? Oboje mieliśmy ciężki dzień. Naprawdę jestem Ci bardzo, ale to bardzo wdzięczna za pomoc, uratowałeś mnie. Poza tym muszę pochwalić to jak dokładnie sprzątasz, nawet nie sądziłam.. Jutro zajmiemy się magazynem, oczywiście, że chcę byś mi pomógł i przyszedł. Ale teraz zjedzmy kolację i odpocznijmy dobrze..? Zaraz coś nam przygotuje… rozgość się w salonie… - Nellie podeszła do mężczyzny i zaraz przyciągając go do siebie za koszulę i pocałowała czule w usta, co Sweeney czule odwzajemnił mrucząc przy jej wargach, dając tym samym znak, że jest mu przyjemnie. Tak też golibroda niebawem udał się do salonu, by nieco odpocząć, bo już plecy bolały go od tego stania na nogach. A Nellie przysiadła sobie w kuchni na takim wysokim taborecie i przygotowywała gulasz, z kluseczkami, co dziś gotowała jako danie dnia, a że sporo zostało to mogli sobie zjeść taką kolację. Sweeney też zajrzał za jakiś czas do kobiety i oparł się o framugę drzwi i tak nieco niepewnie odparł.
- A mogę wziąć jakieś wino z Twojego barku.. Obiecuję, że się nie upiję, ani nie upiję Ciebie, tylko po lampce, góra dwóch lampek wina czerwonego do kolacji. Zgoda..? – Uśmiechnął się niewinnie do kobiety, która zmrużyła oczy przez chwilę się śmiejąc, ale przytaknęła mu głową.
- Tak możesz, oj nie posądzam Cię przecież o upicie siebie, czy mnie, poza tym przyda się nam po tym całym dniu nerwów. Prawda..? Może poszukaj.. a zresztą Panowie chyba lepiej się znają na wyborze win, a dziś na kolacje, gulasz i makaron, takie małe kluseczki. Dobierz coś do tego.. jeśli możesz. – Kobieta puścił oczko do Sweeney’a, poza tym obmyślała nieco jak zatrzymać Sweeney’a na dłużej, niż żeby zaraz po kolacji uciekał do siebie. Lecz liczyła, że może wino go trochę rozluźni i może senny zostanie tu na noc. A rano, no cóż miała tutaj jeszcze jakąś jego koszulę, którą to sobie zostawiła niczym na pamiątkę, no ale skoro musiała oddać to trudno, choć pomyślała, że zawsze zostanie ta którą Todd miał na sobie. A reszta ubrań, miała zamiar później poszukać może jakiś zamiennych spodni czy kamizelki, może jeszcze coś w jej porządkach się utrzymało co należało do golibrody. W tym czasie też Sweeney poszedł szperać do barku kobiety i szukał odpowiedniego napoju alkoholowego do ich dania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.