SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 29 maja 2015

Part 265.

- Ogolić Ci.. kurz z półek.. A co myślałaś hehe… - Spojrzał kątem oka na Nellie, gdy jeszcze powoli smarowała dłonią ramię mężczyzny, poza tym naszykowała bandaż by troszkę lekiem rozgrzać mu ramię, dlatego chciała by miał je w cieple i zaraz powoli owijała mu rękę bandażem, poza tym uznała, że tak będzie bezpieczniej na jego uraz.
- A o cos chciałeś mnie zapytać, tak..? Słucham Sweeeney.. – Uśmiechnęła się do niego i zaraz pocałowała go w bolące go ramię, a gdy skończyła opatrywać mężczyznę, powoli zarzuciła na jego ciało koszule poprawiła mu ją na karku. A gdy mężczyzna podziękował kobiecie pocałunkiem w policzek i kącik ust zaraz odezwał się, gdy powoli zapinał guziki piżamy, ale w połowie spasował i położył się na łóżku. Nellie poprawiła mu poduszkę bo nie radził sobie z tym i przytulił ja tym samym do siebie, bo chciał by go posłuchała, a nie sprzątała teraz rzeczy do pateczki i brudne opatrunki, waciki i tak dalej.
- Ale nie sprzątaj teraz, wysłuchaj mnie przez chwilę.. Dziękuję Ci za opatrunki, sam bym sobie nie poradził z tym, jeszcze na karku, po omacku i przed lustrem. Ale nie o tym chce rozmawiać.. Nellie… Może jednak powinienem wrócić na piętro…? Skoro Satan mnie zwolnił.. A by przystąpić do tego konkursu potrzeba własnego zakładu.. to musiałbym zrezygnować, bo na pewno potem by mogli sprawdzić wiarygodność golibrodów, może i to sprawdzą… Będą sprawdzać zakłady… papiery… Ale to .. to zależy od Ciebie czy nadal chcesz mnie tutaj mieć, na piętrze.. – Kobieta uśmiechnęła się na to przyciągniecie Sweeney’a, gdy była blisko niego i poczuła zapach męskich kosmetyków na jego ciele jeszcze wyraźniej. Jego słowa także ją ucieszyły, wtedy miałaby go tu zawsze, a do tego wiedziała, ze zrezygnowałby z wynajmowanego mieszkania i mógłby przenieść się do niej, choć może za szybko wybiegała? Póki co cieszyła się jego słowami, że zakradła się pod jego ubranie i dłonią pogładziła jego splot słoneczny i jego ciało przy mostku, czując wyraźnie jego umięśnioną klatkę piersiową. Sweeney zamruczał na dotyk kobiety, było mu ciepło i mógł nawet za chwilę zasnąć. Dłonmi pogładził plecy kobiety i niektóre rzeczy z łózka które były jak waciki, opatrunki czy apteczka, zaraz jedną ręką przeniósł to na nocny stolik obok, a kobietę okrył kołdrą łącznie z jej plecami.
- Sweeney.. Nie ma za co. Lecz lekarz będzie konieczny Skarbie… nie chce byś mi się tu rozchorował od tego.. może czegoś nie dopatrzyłam. Może coś źle zrobiłam.. Na piętro..? Naprawdę chcesz tego..? Sweeney jeśli o mnie chodzi… ja bardzo bym się ucieszyła gdybyś tam był… oczywiście miałabym Cię blisko.. gdybyś zostawał u mnie na noc i nie uciekał do mieszkania.. O konkurs się nie przejmuj… nie musisz pokazywać nikomu ostatniego zatrudnienia, tutaj ja Cię zatrudniam, więc według mnie pracujesz tu cały czas… Zostaw dokumenty mnie, ja się tym zajmę, jedynie to trzeba górę doprowadzić do porządku.. Bardzo się cieszę na to co powiedziałeś, naprawdę.. – Kobieta ucałowała usta Sweeney’a co mężczyzna czule odwzajemnił i oddali się fali czułości przed snem. Nellie czuła ciepło do ciała mężczyzny, że pozwoliła sobie na rozpięcie jego piżamy, jedynie zostawiła zapięty ostatni guzik jego garderoby i jej dłonie przesuwały się delikatnie po jego ciele. Jeszcze szeptali do siebie kilka słów, Sweeney obejmował Nellie gładząc jej jedno ramie zmysłowo i nie wiedzieli kiedy, a oboje zasnęli.
Rano pierwsza obudziła się Nellie na powitanie zaraz ucałowała policzek Sweeney’a nawet jeśli jeszcze spał, to i tak nie musiał gonić do pracy. Nellie powoli wstała, w końcu chciała dziś otworzyć sklep jak zawsze, choć przypominając sobie wczorajszy incydent traciła zapał. Gdy powoli wstała obudził się i Sweeney i spojrzał na Nellie, gdy już zakładała na siebie szlafrok.
- Dzień dobry Nellie. Już wstajesz..? – Spoglądał na kobietę i zaraz sięgnął po swój zegarek ze stoliczka nocnego, by spojrzeć która jego godzina. Otwierając pokrywę widział, że za chwilę wybije ósma na co westchnął.
- O Witaj Kochany. Tak, trzeba otworzyć sklep.. podreperować budżet Skarbie.. wiesz..? Leż Sweeney przynajmniej nie musisz iść do pracy, odpoczniesz, wyzdrowiejesz.. wieczorem zmienimy opatrunki.. tylko teraz na moment zajrzę jak wygląda to wszystko hm..? A lekarz.. Może poszedłbyś do lekarza..? Tak bardzo proszę…  - Uśmiechnęła się kobieta do golibrody, do którego zaraz podeszła i przysiadła przy nim całując jego policzek i zaraz objęła go za plecami przy czym też zaglądała za opatrunki na jego ciele. Dalej widziała ropę i cicho westchnęła, liczyła, że po leku jednak będzie lepiej. Zakleiła opatrunek ponownie, ale też tak by skóra mężczyzny miała trochę powietrza. Mężczyzna oparł głowę o ramię kobiety i cicho zamruczał muskając jej lekko szyję.
- No tak. I jak to wszystko wygląda.. jest trochę lepiej..? Ale może nie potrzeba tego doktora… - Kobieta zaraz spojrzała uważnie na mężczyznę i westchnęła głaszcząc go po policzku.
- Niezbyt ładnie Sweeney, widzę w Twojej ranie ropę.. wolałabym by zobaczył to lekarz… wiesz..? Dobrze Ty się zastanów nad doktorem, a ja pójdę do łazienki, przygotuje śniadanie i zacznę już piec wypieki powoli.. – Nellie powoli wstała, była nieco zła na Todd’a, ze migał się od lekarza, więc wolałaby sobie przemyślał co powiedziała.
Gdy Pani Lovett korzystała z łazienki tedy Sweeney tez już wstał i udał się do kuchni, oczywiście nie zamierzał zignorować słów kobiety i chciał jednak wybrać się do doktora by sprawdził jego stan zdrowia i nie zachowywać się jak dziecko bojące się zastrzyków. Gdy Nellie kapała się i pielęgnowała swoje ciało. Todd postanowił przygotować dla nich śniadanie i szykował jajecznice, a tym samym też robił już masę ciasta na paszteciki, w końcu przepisy Nellie niektóre wysiały na tablicy, wiec podglądał tam i robił według jej przepisu. Te nadziewał też musem jabłkowym, inne konfiturami, a mięsne zostawił Nellie, jedynie ciasto jej zostawił owinięte folią. Az sam się dziwił, że tak szybko mu to szło, ale nie chciał przecież cały dnia dumać nad swoim życiem. Gdy Nellie po godzinie wyszła z łazienki już gotowa do pracy, była zaskoczona tym, że już w kuchni pachniały wypieki, a do tego zapach i śniadania.

czwartek, 28 maja 2015

Part 264.

Sweeney wzruszył ramionami na słowa kobiety, rozluźnił swoją apaszkę przy kołnierzyku, ale nie maił chęci jej zdejmować, tak było mu dobrze. Westchnął cicho i pogładził Nelmie po dłoni, gdy do siebie przytuliła lekko małą poduszkę.
- Teraz to mam wrażenie, że chyba przesadziłem ze słowami do Satan’a… Zwolnił mnie, no tak. Myśle, ze przez to, że ostatnio jak to stwierdził, nie szło mi najlepiej. Może za dużo tez tych zwolnień nabrałem i się uzbierało, a jak zobaczył mnie dziś pewnie uznał, ze poczuję się gorzej, pójdę znów na zwolnienie, a on znów nie będzie miał ze mnie pożytku. Ale już pomijając to, za to co powiedziałem.. przecież nie wydał mi jeszcze opinii.. Zwolnienie nie brzmi dobrze w papierach, ze sklepu Darling’a też zostałem zwolniony.. Od Satan’a to samo, nie wygląda to zbyt ładnie w mojej karierze zawodowej. A jakie tu dostane świadectwo..? „Zwolniony za często zwolnienia, niedokładność w pracy i tak dalej..” Co dalej.. co dalej.. co teraz..? Teraz wiem jedynie tyle, że.. że nic nie wiem..  – Wycofał się z ostatnich słów, jakie chciał powiedzieć. A zaraz Nelmie splotła palce mężczyzny ze swoimi i zabrała powoli głos.
- Sweeney, nawet jeśli tak było to. Teraz tego nie cofniesz.. Mimo to uważam, że każdemu może się zdarzyć potknięcie, choć pewnie jako pracodawczyni, tez patrzyłabym na pracowników dość ostro, że się z czegoś nie wywiązują. Nie otrzymałeś świadectwa..? Hm.. wiesz, jeśli będzie złośliwy napisze, że byłeś niedokładny i tak dalej, ale jeśli będzie chciał w Twoich oczach, a Ty w jego wyglądać szczerze to może nie będzie tak strasznie. Nie martw się, pewnie wyślę pocztą Twoje świadectwo by może już nie rozprawiać się z Tobą w twarzą w twarz.. – Pocałowała Sweeney’a policzek, a zaraz przytuliła się do jego ciała, choć delikatniej, bo wiedziała, że był trochę obolały, dlatego tez siedział taki struty na kanapie. Sweeney zaraz odwzajemnił pocałunek w policzek kobiety i uśmiechnął się do niej lekko.
- Przynajmniej nie najdzie Cię tu Gerard McCartney, mam nadzieje.. a jak najdzie to będę obok. Mogę tu zostać, prawda..? Od Satan’a dostałem odprawę za pracę.. i już… Coś czułem, że dziś pójdzie nie tak.. Ty i ja nie mieliśmy dobrego dnia. A ten Gerard co zrobił..? Co zniszczył? – Nellie podniosła jedna filiżankę po herbacie ze stołu i zaraz powoli opuściła ją na kolana Todd’a, w końcu była pusta i lekka, wiec nic się nie stało.
- Potłukł naczynia, chciał paszteciki, jabłecznik, kawę, podałam, a niebawem po tym wszystko wylądowało na podłodze i zaczął krzyczeć na głos, że truje tu ludzi.. Chciał się na mnie rzucić.. Boże dlaczego niektórzy mężczyźni to takie męskie świnie.. Pomogło mi tych dwóch Panów, których widziałeś.. Boże to był najgorszy dzień w pracy od dłuższego czasu.. Jedyne co nam dziś się udało to.. śniadanie z Twoją córką Sweeney… Jednak zaskoczyło mnie to, czemu spytała, jak długo jesteśmy razem.. I o dzieciach.. Och.. Wiesz Kochanie kładźmy się powoli spać hm..? To nam dobrze zrobi..  – Przytuliła Sweeney’a, który zaraz czule ucałował wargi kobiety, chwilę okazali sobie czułości, po czym Nellie pierwsza skorzystała z łazienki, trochę jej to zajęło, dlatego też Sweeney położył się przez ten czas na kanapie, jeszcze przeglądał dzisiejszą gazetę, ale powoli oczy mu się zamykały. Lecz z tego zasypiania wybudził go jakiś dźwięk pochodząc z przed sklepu i powoli wstał z kanapy i tam tez się udał, w sklepie było zgaszone światło, więc nie było go widać, gdy szedł powoli do okna. Gdy zbliżył się do okna, widział kręcące się tam dzieci i grające jeszcze w piłkę, choć było już dobrze na zegarku po dwudziestej trzeciej. Westchnął, gdyż to one były tym zamieszaniem, poza tym zaraz jakiś mieszkaniec z kamienicy obok sklepu Pani Lovett przepędził ich. Nellie w tym czasie brała kąpiel w wannie, choć nie chciała spędzić tu wieczności, bo inaczej Sweeney już dawno usnąłby tam, gdzie go zostawiła. Sweeney poprawił zasłonki w oknach, by nikt tu nie zaglądał i wrócił zaraz do salonu, gdzie niebawem kobieta zwolniał łazienkę i on teraz zajmował pomieszczenie. Nellie jeszcze w sypialni nieco balsamowała swoje nogi i ręce, czekała na Sweeney’a który niebawem wyszedł już w piżamie z pomieszczenia i zaraz znalazł się w sypialni kobiety, gdy ta właśnie zamierzała jeszcze coś poczytać. Lecz gdy zobaczyła mężczyznę zaraz poklepała miejsce obok siebie i gdy Sweeney przysiadł na łóżku, kobieta zbliżyła się do niego od tyłu i rekami nieco go objęła w celu by rozpiąć troszkę jego koszulę od ubrania do spania, co właśnie robiła.
- Wybacz, że Cię rozbieram, ale sprawdzę jak mają się Twoje ranki na karku i przy szyi.. A tak przez kołnierzyk trochę niewygodnie.. i zobaczę jeszcze Twoje plecki.. – Sweeney przytaknął kobiecie, po czym sięgnął po czasopismo jakie kobieta trzymała na stoliku nocnym i odparł.
- Dobrze. Nellie..? – Kobieta zaraz poszła na moment do łazienki po apteczkę i z nią wróciła, po czym zaraz zajmowała się ranami Todd’a, gdy zdejmowała jego opatrunki z ciała, widziała, że w jednym miejscu wdała się ropa, a Sweeney przy zdjęciu opatrunku zasyczał.
- Och, Sweeney… może jednak lekarz to byłby dobry pomysł hm..? Tu jest ropa.. a ja nie wiem czy leki jakie tu mam pomogą na to.. A co jak poczujesz się gorzej.. wda się infekcja..? Boli Cię to prawda.. zresztą co ja pytam, kark by nie bolał od takiego uderzenia… I tak jestem z Ciebie dumna za to co wczoraj zrobiłeś… Wiesz..? I jesteś moim Kochanym Golibrodą.. – Uśmiechnęła się do mężczyzny zaraz całując go lekko w łopatkę i ramię. Opatrywała jego rany powoli, choć widziała, że Sweeney przy tym się krzywił, ale rozumiała go, w końcu to nie było nic przyjemnego.
- Nellie..? Zastanowię się nad lekarzem dobrze..? Boli mnie, boli, najbardziej kark.. i ramię. Infekcja..? Ropa? Może to minie… Heh, Nellie… nie przesadzaj. Zdenerwował mnie, gdyby dzis tu był, kiedy ja przyszedłem, poprawiłbym wczorajszy cios, bo sobie na to zasłużył. To miłe. Bardzo się cieszę. Zawsze mogę ogolić Ci.. – Nellie zaśmiała się na słowa mężczyzny i zaraz odparła jak z okrzykiem, urażona jego ostatnimi słowami, bo było oczywiście w kontekście żartu.
- Sweeney..! – Zaśmiała się kolejny raz i powoli zakładała po uzyciu leku w płynie na rany Todd’a opatrunków, choć czuła, ze tej ropy jest trochę zbyt wiele by teraz mogła się jej pozbyć.

środa, 27 maja 2015

Part 263.

- Witam. Mogę już przyjąć zamówienie..? - Stanęła przed nim z notesikiem i ołówkiem, w bezpiecznej odległości.
- Oczywiście.. paszteciki, kawę, jabłecznik... poproszę.. - Puścił oko do kobiety, a kiedy ta zapisała sobie co powiedział i odeszła, usłyszała jego gwizd, który był na pewno skierowany w jej kierunku. Póki co jednak nie chciała się unosić, no i też nie była tutaj sama, co działało na jej korzyść. Gdy podała mu gotowe zamówienie znów oddaliła się za swoją ladę, gdzie mimo to bacznie go obserwowała. Nie tak długo potem na podłogę spadł widelec, nóż, łyżka, potem po kolei filiżanka, talerz z pasztecikami i talerzyk z jabłecznikiem. Wszystko oczywiście było zrobione przez Gerarda umyślnie, by ją wyprowadzić z równowagi.
- Obrzydliwe.. jak można to jeść.. Wszyscy się potrujecie.. Na pewno dodaje tam czegoś tajemniczego... Nie jedzcie tego ludzie... - Prowadził swój monolog, kiedy niemal wszyscy zgromadzeni w sklepie skupili teraz uwagę na nim i Nellie, patrząc co pocznie. Ręce kobiety zacisnęły się na małym nożyku kuchennym. Małym, lecz wyjątkowo ostrym. Chwyciła przedmiot w dłoń i splotła ją z drugą za plecami, tak na wszelki wypadek i zaczęła się do niego zbliżać.
- Nie waż się mówić tak o moich potrawach.. i mnie oczerniać.. Nie waż się niszczyć mojej zastawy.. Zapłacisz za wszystko łącznie z uszkodzonym oknem.. - Wycedziła przez zaciśnięte zęby, potem zwracając się do ogółu. - Tak, proszę państwa.. ten człowiek to szaleniec.. wczoraj napadł na mnie i mojego lubego.. a teraz to..?! - Gerard słysząc to, w mgnieniu oka poderwał się ze swojego miejsca i znalazł przy Nellie niemal się na nią rzucając.
- A teraz co zrobisz kiedy nie ma przy Tobie ukochanego Todd'a? Co?! Kto Cię obroni laleczko? - Jego łapska coraz bardziej zbliżały się do niej, lecz w tym momencie dwóch mężczyzn odciągnęło go od niej. Nie miał z nimi szans, mógł się jedynie rzucać twierdząc, że to mu coś da. - Nie myśl, że pozwolimy Ci obrażać Panią Lovett.. - Syknęli mu do ucha, a Nellie wymierzyła swój nożyk niebezpiecznie blisko twarzy Gerarda i szepnęła do niego. Nie chciała oczywiście, by wszyscy słyszeli co powie.
- Jeśli jeszcze raz najdziesz mnie lub Sweeney'a ktoś może skaleczyć tą arystokratyczną buźkę.. no może kiedyś arystokratyczną.. teraz to już ostatnie dno.. Więc radzę się tutaj nie zbliżać nigdy więcej.. - Dzięki dwóm pomocnikom Nellie, udało się wywlec go daleko na zewnątrz, gdzie został jeszcze tak uświadomiony pięścią o tym, żeby już nie wracać na Fleet Street, że z pewnością zapamiętał. Przynajmniej na jakiś czas. Do tego jeden z klientów, który pomagał kobiecie zabrał mu portfel, by choć w ten sposób zwróciły się wszelkie straty spowodowane dzisiaj przez niesfornego klienta. Nellie podziękowała obu mężczyznom, mając u nich wielki dług wdzięczności, bo jednak nie każdy ruszył od zaraz z pomocą. Ale byli to jej stali klienci więc na pewno był sposób na podziękowanie, choćby w sposób darmowego obiadu, czy czegoś w tym rodzaju. Zanim Nellie weszła z powrotem do lokalu, musiała się trochę uspokoić na zewnątrz, a niebawem dołączył do niej Sweeney.
- Czemu tutaj stoisz, Nellie..? Coś się stało..? Jesteś zdenerwowana.. - Objął ją ramieniem, by zaraz stanąć w drzwiach wejściowych otwartych na oścież. Mimo, że był zaniepokojony jego wzrok wydawał się być nieobecny, co kobieta zauważyła mimo swojego stanu.
- Gerard się tutaj pojawił. Znowu. Całe szczęście tych dwóch panów mi pomogło. - Wskazała na nich, znajdowali się już w pomieszczeniu. - Jak zwykle spowodował straty, ale już mniejsza z tym.. na pewno znajdzie się coś ciekawego tutaj.. - Pokazała mężczyźnie skórzany portfel, który był całkiem pokaźnych rozmiarów więc na pewno znajdowało się tam sporo funtów. - Najbardziej się zraziłam tym, że szedł na mnie z rękami..
- Jak to... już ja mu pokażę, niech jeszcze raz się tutaj pojawi to skończy razem z braciszkiem... Ja również nie mam wspaniałych wieści z dzisiejszego dnia.. Satan wyrzucił mnie z pracy.. wciąż nie mogę pojąć czemu.. ale może tak miało po prostu być.. nie wiem... - Sweeney westchnął, a Nellie spojrzała na niego z niedowierzaniem. Zdecydowanie nie był to dla nich obojga najlepszy dzień.. za dużo złych rzeczy się stało.
- Słucham.. To niedorzeczne.. Przecież nie uczyniłeś niczego złego... A być może i tak miało być, lecz jakby nie patrzeć jest to cios.. Przykro mi.. ech.. Teraz muszę jeszcze odprawić ostatnich ludzi, potem porozmawiamy i odpoczniemy, dobrze..? Jestem strasznie zmęczona.. A Ty odpocznij w salonie.. masz za sobą dość przeżyć na dzisiaj.. - Jednak Sweeney pomógł kobiecie mimo iż był przygnębiony i zarazem jego własne nogi potykały się o siebie. Po zrobieniu większości porządków, oboje padli wyczerpani na kanapę.
-Cóż to był za dzień, a wcale się na taki nie zapowiadał.. Jednak wciąż nie mogę pojąć co strzeliło do głowy Satanowi.. Myślałeś już o tym, co teraz..? - Nellie oswobodziła swoje stopy z butów w jakich chodziła po sklepie i częściowo po domu, ale z reguły w czasie pracy i oparła się o ramię Sweeney'a, któremu jednak nie tak łatwo było się rozluźnić tego wieczora. 

niedziela, 24 maja 2015

Part 262.

- W takim razie ja też już idę.. dziękuję za pyszne śniadanie i rozmowę.. A po smakołyki wpadnę któregoś dnia jeszcze w tym tygodniu.. Gdyby jednak był potrzebny lekarz, tutaj zostawiam swój tymczasowy adres.. - Zapisała na kartce ze swojego notesu adres, który potem okazał się być adresem domu Turpina, no i zaraz pożegnała się z parą. Nie roztrząsali tego, że Johanna trochę się zagalopowała z pytaniem, bo Sweeney naprawdę śpieszył się do pracy wiedząc, że i dojście do zakładu zajmie mu trochę więcej niż zwykle. Nellie pomogła założyć mężczyźnie koszulę, a kiedy poprawiał ostatnie szczegóły swojego wyglądu tradycyjnie zapakowała mu kanapki do pracy.
-Wolałabym żebyś został tutaj, jesteś osłabiony i nie będziesz mieć na nic siły.. Oj dobrze, wiem.. Satan i poprzednie zwolnienia.. Ale może sam się zorientuje i da Ci trochę wolnego.. Ja być może wyjdę do sklepu i odwiedzę Isabel, lub otworzę na trochę sklep. W każdym razie będę kiedy skończysz pracę. - Nellie cmoknęła na pożegnanie policzek golibrody. Miała zatroskaną minę, ale nie miała takiej mocy, by Sweeney zmienił swoją decyzję.
-Nie martw się Nellie.. dam sobie radę, choć nie jest wyśmienicie to powinienem wytrzymać.. Muszę już lecieć, do zobaczenia.. - Zerknął na wskazówki zegara coraz bliższe godzinie 10, pożegnał się z kobietą i ruszył do pracy. Nie był jakoś pozytywnie nastawiony względem tego dnia, poranna wizyta Johanny znów zaprzątnęła jego umysł. Również dlatego golenie klientów szło mu dzisiaj wolniej, zdarzyło mu się zaciąć kilku, co prawie wcale mu się nie zdarzało. Ale też nie mogli mieć do niego reklamacji, bo jednak nie golił manekinów tylko żywe, ruszające się osoby. U niektórych golibrodów zacinanie było standardem, więc Todd nie miał jakichś wielkich wyrzutów sumienia z tego powodu. Po kilku godzinach pracy, właściwie pod sam koniec kiedy już nikt nie zjawiał się w ramach otrzymania jakiejś usługi, Satan rozejrzał się po ulicy i przekręcił plakietkę by informowała o zamknięciu. Nie było w tym nic dziwnego, tak z reguły robił. Dopiero potem okazało się jakie były intencje szefa, niestety na niekorzyść golibrody.
- Sweeney, musimy porozmawiać.. Usiądziemy..? - Spytał, choć raczej nie brzmiało to jak pytanie. Panowie ustawili sobie krzesła tak żeby być twarzą w twarz i zasiedli na nich.
- A więc.. co takiego, szefie..? - Todd oparł swoją głowę na ręce, którą zaś trzymał na oparciu krzesła. Coś mu podpowiadało, że miłych wieści nie usłyszy.
- Ostatnio zauważyłem, że jesteś bardzo zamyślony.. Nie przykładasz się tak jak dawniej do pracy.. Każdy ma jakieś problemy, lecz mój zakład dzięki Tobie wszedł na wysoki poziom, a teraz.. Teraz klienci nie są już tak samo zadowoleni jak kiedyś.. Rozumiem też, że miałeś wielokrotne problemy zdrowotne, teraz widzę, że też jest coś nie tak.. Ale niestety nie mogę sobie pozwolić na kolejne dni na Twoją rekonwalescencję..
- Rozumiem szefie, ale wcale nie zamierzam brać zwolnienia z powodu tych kilku małych ran.. Rozumiem, że jest to forma pewnego upomnienia i od tej pory obiecuję poprawę.. Wiem, że problemy powinno się zostawiać w domu i nie przenosić ich do pracy, dlatego jest mi głupio i przepraszam.. - Choć Sweeney tak naprawdę jakoś nie czuł wielkiej skruchy, ale wiedział, że czasem należy trochę podkoloryzować.. Oboje wchodzili sobie w słowo.
- Teraz niestety muszę powiedzieć coś, co nie sądziłem, że w ogóle kiedyś powiem, ponieważ zawdzięczam Ci naprawdę wiele.. ale w takich warunkach ta współpraca nie może trwać dłużej.. Jest mi z tym naprawdę ciężko i chcę rozstać się w przyjacielskich relacjach, choć wiem, że przez jakiś czas będziesz miał mi to za złe.. - Satan sięgnął do swojego portfela i wyciągnął z niego 1500 funtów. - To dla Ciebie, choć do końca miesiąca zostało jeszcze trochę przynajmniej w ten sposób mogę się jakoś odwdzięczyć.. - Sweeney przyjrzał się gotówce dłuższą chwilę, jakby chciał spojrzeć czy tak samo w niej, jak i w tej rozmowie kryje się jakaś zasadzka, lecz w końcu schował gotówkę do kieszeni. Nie wiedział jak na to wszystko zareagować, w pierwszej chwili poczuł się jakby grunt runął mu spod nóg.
- Rozumiem.. znaczy.. mało to wszystko jest dla mnie jasne.. To całe mówienie.. że jestem dobry, do tylu rzeczy się przyczyniłem.. ale zostałem zwolniony.. jest śmieszne.. Jestem ciekaw, czy wszystkim pracownikom, którzy byli tutaj przede mną wcisnął Pan taki kit.. Nie mam słów.. - Sweeney podniósł się z miejsca, by założyć płaszcz, a potem zatrzymać się jeszcze przed wyjściem i warknąć na niego. - Aha.. nie wiem, czy będą to przyjacielskie relacje.. nie wiem czy jakiekolwiek będą. Żegnam. - I wyszedł trzaskając drzwiami, zostawiając Satana z niewypowiedzianymi słowami na ustach. Lepiej było, że po prostu wyszedł niż gdyby miało się to zakończyć się na rękoczynach zwłaszcza gdy nie był w pełni sił. Był zdenerwowany, niestety wszystkie jego złe przeczucia tyczyły się właśnie tego. Lecz z drugiej strony otworzyła się ta druga furtka jaką był własny zakład. Jednak musiało minąć trochę czasu, by to do niego dotarło. Czasu spędzonego na samotnym spacerze po okolicy Fleet Street. Wiedział, że te skumulowane złe emocje muszą teraz z niego wyjść, bo nie chciał przenosić tak zdenerwowanego nastroju do domu Nellie. Kusiło go też wstąpienie do baru, by odreagować poprzez kieliszek, ale pomijając fakt, że Pani Lovett była dla niego pełna zrozumienia we wszystkich kwestiach, ten fakt bardzo nie przypadły jej do gustu. I oczywiście nie załatwił problemu pracy. Dzięki sumie jaką otrzymał od Satana mógł podrasować wygląd zakładu, który generalnie był w bardzo dobrym stanie. Wystarczyło tam posprzątać i ewentualnie kupić nowe atrakcyjne elementy wystroju. Podczas gdy Sweeney na spacerze przemyślał istotne sprawy, Nellie zajmowała się ostatnimi klientami w sklepie. Ruch był raczej średni, ale zawsze jakieś pieniądze wpadały do kasy. Około pół godziny przed zamknięciem lokalu zjawił się tam ten sam typ przez, którego Sweeney był teraz poszkodowany, czyli brat McCartney'a. Właścicielkę sklepu przeszło obrzydzenie kiedy zobaczyła, kto jest jej nowym klientem, a widząc jego szydzący uśmieszek miała ochotę powiększyć zaczerwienienie i siniak na twarzy Gerarda, co akurat było dziełem golibrody. Jednak na twarz nałożyła fałszywą maskę, która mogła ulec dużej zmianie w każdej chwili.

środa, 20 maja 2015

Part 261.

- Och, Sweeney.. wiesz co.. No dobrze, przynieś resztę i potem sobie porozmawiamy.. - Nellie odprowadziła raz jeszcze mężczyznę wzrokiem, kiedy robił kolejny kurs do kuchni, jakby w ten sposób chciał nade wszystko udowodnić, że nadaje się do pracy i przewróciła oczami. - No naprawdę, taki uparciuch z niego.. ciekawe jak wspaniale będzie się czuł po tylu godzinach pracy.. bo pozytywnie to raczej nie wpłynie..
- Dlatego może naprawdę przekona Pani Pana Todd'a do wizyty lekarza.. biorąc pod uwagę nawet to, że poszedłby do pracy, ale później zobaczyłby się ze specjalistą to już jakiś mały progres.. - Zaproponowała po raz kolejny córka golibrody, bo chciała zrobić coś pożytecznego dla tego człowieka, po prostu było jej go szkoda, a za każdym spotkaniem czuła od niego pozytywne wibracje, lubiła go spotykać bo był taki ludzki, nie zachowywał się sztucznie jak większość osób poznanych na ulicy. Wtedy też znów pojawił się przy nich Sweeney wraz z w sam raz na śniadanie lekkimi ciasteczkami owsianymi i herbatą dla siebie oraz Nellie, ponieważ lubiła pić to i to.
- Widzę, że wciąż ten sam temat na tapecie.. Naprawdę nie czuję się aż tak źle, chyba bym nie kłamał.. Poza tym wykorzystałem już tyle wolnego u Satan'a, że nie odważyłbym się spojrzeć mu w twarz i jeszcze raz poprosić o kilka dni.. Dlatego za pół godziny wychodzę.. a Nellie doskonale potrafi się zająć moimi ranami.. - Powolnie zajął miejsce obok Pani Lovett czując niemal każdy milimetr swoich zranień i żałując słów, które wypowiedział, jednak nie było zbytnio innego wyjścia z pracą. Nellie mogła w razie jakiegoś nagłego wypadku po prostu nie otworzyć sklepu, ale on póki co pozostawał na niczym choć był ten plan B, który mógł go uratować i rozwiązać kwestię konkursu. Przydałoby się mu kilka dni na regenerację, ale czuł, że to zwolnienie tylko nad nim wisi w takim wypadku. Musiał więc zacisnąć zęby i jakoś przetrwać cały nadchodzący tydzień, kiedy rany będą najbardziej dokuczliwe.
- Nie jestem wykwalifikowanym lekarzem, weź to pod uwagę.. Dobrze, pójdziesz do pracy.. inaczej będziemy się tak sprzeczać cały dzień, ale liczę, że Satan domyśli się i nie będzie teraz oczekiwał od Ciebie cudów.. Ale przynajmniej od lekarza się nie wymiguj, dobrze? - Spojrzała na niego znów dosadnie, nie uznając sprzeciwu, a kiedy przytaknął uśmiechnęła się i zabrała za kanapkę z twarożkiem, zachęcając do tego samego Johannę. - Proszę się częstować.. Co prawda sklep jest dzisiaj zamknięty, ale z przyjemnością podzielę się z Panią jakimiś słodkościami, czy daniem na wynos.. A jak tam u małego Tommy'ego, hm? - Nellie spojrzała na kobietę z zaciekawieniem, popijając kawę. Cała ta sytuacja siedzenia tutaj z Johanną może była trochę niecodzienna, zwłaszcza, że oboje wraz ze Sweeney'm niedawno wyszli z pod pościeli, lecz nie czuła się tym jakoś bardzo zestresowana. Może trochę minimalnie, lecz i tak raczej atmosfera była naturalna, domowa.
- Dziękuję, dziękuję.. Tommy to aniołek, no poza niektórymi momentami, Pan Todd może to potwierdzić.. hehe.. Teraz pewnie jeszcze śpi, potem zamierzam wybrać się jeszcze na zakupy, ale mały jest pod opieką Charlie'ego i mojego ojczyma.. Czasem też muszę wyjść trochę do ludzi żeby troszkę odpocząć.. Pewnie doskonale Pani rozumie.. - Johanna spojrzała na swojego ojca i kobietę tak jakby ostatnim zdaniem chciała zasugerować, że Pani Lovett doskonale wie jak to jest wychowywać dziecko, no ale Nellie wiedząc co Sweeney powiedział córce odnośnie dzieci tylko odpowiedziała uśmiechem, nie chcąc rozwijać tematu dzieci, bo kto wie na czym by się skończył. Zresztą w przeciwieństwie co myślała, nie miała doświadczenia z dziećmi i tym samym nie miała nad czym się tam rozwodzić. Gdy wspomniała o Turpinie kątem oka zerknęła jak ręce mężczyzny mocniej zacisnęły się na kubku. Cóż, chyba jednak trzeba było sprowadzić tą rozmowę na nieco inne tory.
- Tak, rozumiem.. A jak ostatecznie z mieszkaniem..? No i kiedy planują Państwo ślub..? Mam nadzieję, że nie uzna mi Pani tego za wścibskie, lecz takimi pięknymi wydarzeniami z życia trzeba się dzielić, na pewno wypijemy Wasze zdrowie.. - Nellie podniosła swój kubek z kawą niczym jak toast i mrugnęła do Johanny, na co ta zaśmiała się lekko.
- Trwają ostatnie poprawki, niedługo się wprowadzamy.. Ależ nie szkodzi, proszę pytać.. Ślub ma się odbyć w okolicach lipca, lub w pierwszym jego tygodniu. Na pewno liczmy na słoneczną pogodę, ale żeby też nie było za ciepło. Na pewno Państwa poinformujemy, Pani Lovett..
- Cieszę się, to ważny moment w życiu zamieszkać w swoim własnym gniazdku z ukochanymi osobami.. Och naprawdę..? To bardzo miłe.. - Nellie ucieszyła się na słowa córki golibrody, w końcu takie wieści zawsze były dla nich istotne, a jeśli mowa tu o zaproszeniu.. Można było uznać, że oboje przypadli jej do gustu.
- A pozostając przy tym temacie.. - na chwilę zawahała się, lecz była to jedna z tych sytuacji kiedy mówiło się coś przed przemyśleniem tego. - od jak dawna jesteście Państwo razem.. Mój ojczym wspominał coś zarówno o Panu Sweeney'u, jak i o Pani.. lecz tak naprawdę chciałabym usłyszeć to z pierwszej ręki.. Tworzycie Państwo tak ładną parę.. - Nellie aż zaniemówiła na słowa kobiety, nie miała pojęcia jak odpowiedzieć, ale tym razem odezwał się Todd.
- Hm.. muszę już zbierać się do pracy, wybaczy Pani, ale porozmawiamy o tym przy innej okazji.. Nellie odnalazłabyś mi tą błękitną koszulę..? - Spojrzał na kobietę wzrokiem mówiącym jej żeby też coś prędko wymyśliła, no ale jego córka również postanowiła się już zbierać.

niedziela, 17 maja 2015

Part 260.

- Och witam. Pewnie liczyła Pani na smakowitości, hm.. niestety dziś trochę zaspałam. A Pan Todd.. tak, Pan Todd nie najlepiej się czuje… Wczoraj mieliśmy dziwną sytuacje… Na szczęście nie jest to nic poważnego, przynajmniej mam nadzieje, że dobrze wszystkim się zajęłam.. – Spojrzała na Johanne, która widać zmartwiła się stanem Sweeney’a, który właśnie wracał do kobiet i zrobił im obu kawę, którą podał Panią w filiżankach na stół. Przywitał się tez pocałunkiem w policzek z Nellie i odezwał do niej.
- Nellie.. ja się będę szykował do pracy… Niedługo mam swoją zmianę… Poradzisz sobie…? – Obie kobiety patrzyły na mężczyznę w taki wyjątkowy, niczym zauroczony sposób. Sweeney poprawił swój sweter, bo było mu trochę zimno, co zauważyły obie Panie i zaraz jednocześnie dotknęły czoła mężczyzny. Sweeney spojrzał na nie, a gdy chciał coś powiedzieć, to odezwała się Nellie.
- Gorączki nie masz, ale jesteś ciepły… Sweeney, to nie jest dobry pomysł byś szedł dziś do pracy… Plecy Cię bolą, jesteś zmęczony…  - Todd skrzyżował ręce na klatce piersiowej i po chwili odezwał się do Nellie, uważnie słuchała ich Johanna, ze współczuciem patrzyła na parę.
- Nellie, jestem ciepły, bo było ciepło kiedy spałem.. Ale już jest mi zimno. Muszę iść do pracy. Wezmę tabletki i nie będę tego tak odczuwać. – Wzruszył ramionami, chyba sam za bardzo nie wierzył w to co mówił, tym bardziej jak Nellie patrzyła na niego dosadnym spojrzeniem. Johanna sama też zabrała głos, kiedy powoli wstała i spojrzała na Todd’a, a zaraz spytała się czy może i zerknęła na opatrunki na szyi i karku mężczyzny, które nieco wchodziły na jego ramiona i kręgosłup. A na koniec pogładziła mężczyznę po jego plecach, delikatnie, że ledwo to odczuwał i odpowiedziała.
- Panie Todd… jak się Pan nie zgodzi na odpoczynek to się obrażę… Ja mogę nawet iść do tego zakładu, gdzie Pan pracuje i powiedzieć, że musiał Pan wziąć wolne na kilka dni z powodu okaleczeń jakie ma Pan na ciele i nie jest Pan wstanie osiem godzin stać na nogach i golić brody…! Przecież tak nie można…! Prawda Pani Lovett..? – Sweeney patrzył na nie obie gdy i Nellie stała teraz przeciwko niemu, a w sztamie z jego córką.
- Sweeney… odpoczniesz kilka dni.. do końca tygodnia nic się nie stanie.. Dziś jest wtorek, pracujesz tam, do piątku, czasem i w soboty. Twój szef nie powinien robić w tym przeszkód.. Mam nadzieje. Och wiem, że już brałeś zwolnienie nie raz. Ale to nie jest taki pikuś! – Sweeney zrobił na nie oboje posępną minę i zamruczał cicho, po czym oparł się dalej o bufet w sklepie Pani Lovett i rzekł.
- Nie lubię was. Satan straci do mnie cierpliwość i w końcu mnie wyrzuci z tego zakładu… - Mimo to uśmiechnął się do Pań, w głębi duszy miał wyrzuty sumienia względem córki, że nadal jest dla niej obcy, ale nie zamierzał dziś jej powiedzieć prawdy. Za mało jeszcze ją znał. Z jego zamyśleń wyrwał go głos Johanny, która rozmawiała z Nellie i zaraz zwróciła się do niego.
- A co z tym konkursem Panie Todd…? Pani Lovett.. słyszała Pani o tym konkursie dla golibrodów…? – Sweeney zastanowił się chwilę, bo to jednak też była kłopotliwa sytuacja, skoro tylko właściciele zakładów mogli brać udział w konkursie, a on nim nie był. A teraz gdyby Satan zwolnił go z posady, miałby problem z głowy, lecz czy tak się stanie..? Z jednej strony szkoda byłoby mu tracić tą prace, pieniądze, ale z drugiej strony, jeśli piętro mogłoby znów żyć i on zarabiałby sam, z każdego golenia, o ile oczywiście by ludzie korzystali z jego usług, byłby zadowolony. Mimo to jakoś nie potrafił do końca się przemóc, by pracować nad sklepem Pani Lovett. Pani Lovett widząc trochę speszenie Todd’a sama zabrała głos.
- Ach tak, wczoraj właśnie byłam ze Sweeney’em na Picadilly Cirrus i zgłosił się do konkursu… Prawda, Kochanie…? Jestem pewna, że Sweeney, to wygra. Och nie jestem skromna.. Wierzę, że się uda po prostu. Sweeney zna się na goleniu męskich zarostów najlepiej na świecie. – Panie tym samym patrzyły na mężczyznę, na co ten nieco się zawstydził, że aż jego policzki nabrały nieco kolorów i odparł.
- Przesadzasz. Może zrobię śniadanie hm..? Na pieczenie czegoś może teraz za długo by czekać, ale kanapki z twarożkiem.. hm..? Mogą być? Na pewno jeszcze coś dobrego wynajdę. I nie rób ze mnie ofiary losu Nellie, poradzę sobie, jeszcze nogi i ręce mam całe. Jestem sprawny i głowa też jest w porządku. – Nellie nie miała już wyjścia jak pozwolić mu na zrobienie śniadania, a poza tym miło było spędzić trochę czasu razem, poza tym pomyślała, że to całkiem miłe, że sklep był zamknięty, a oni tutaj sobie byli w trójkę. Sweeney poszedł więc przygotowywać śniadanie, powoli mu szło, bo trochę kark miał taki unieruchomiony i powoli się schylał, ale radził sobie krojąc bułeczki i robiąc samemu twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką. A Panie rozmawiały nieco o mężczyźnie choćby.
- To miłe, że oboje mogą Państwo na siebie liczyć.. Zatem Pan Todd bierze udział w konkursie, cieszę się, bo wcześniej z nim o tym rozmawiałam i właśnie miał taki zamiar. Na pewni wybiorę się na ten konkurs, chciałabym zobaczyć jak to wygląda, w końcu nie mam okazji zobaczyć na co dzień takiego można powiedzieć widowiska, na powietrzu… - Uśmiechnęła się delikatnie i popijała kawę, nieco ją posłodziła, choć czasem jak i Nellie spoglądała w stronę kuchni, gdzie zniknął Todd, niczym jakby obawiała się, że źle się czuł, a i obu nie przyznawał.
- Ja naprawdę mogę pójść do szefa Pana Todd’a i powiedzieć, że potrzebuje kilku dni regeneracji, po przykrym incydencie, przecież nie musze mu opowiadać szczegółów prawda? Niedokładnie wiem co się stało, ktoś napadał Pana Todd’a przed sklepem..? Najważniejsze, że nic straszniejszego się nie stało… Może jednak potrzebna jest wizyta lekarska..? Mam znajomego lekarza, to przyjaciel mojego narzeczonego Charlie’go… Mógłby zbadać Pana Todd’a, mogłabym się tu z nim nawet po południu dziś jeszcze zjawić… Hm..? - Spoglądała na Nellie, a zaraz też z kuchni i z talerzykami z jedzeniem pojawił się Sweeney i zaraz stawiał talerze na stole, jak i też bułeczki, twaróg, pokrojone pomidory i przystał przy stoliku, ze ścierką na ramieniu i odparł do swojej córki.
- Żadnych lekarzy, nie jestem obłożnie chory i nie idę do pracy, tylko dlatego, że pewnie obie byście się na mnie obraziły. Mam rację? Zaraz przyniosę resztę. - Uśmiechnął się do pań i kobiety były uradowane słowami mężczyzny, jedynie boczyły się na jego brak zgody na wizytę u lekarza.

poniedziałek, 11 maja 2015

Part 259.

- Poco to było… Ta bójka… Sweeney… przecież Cię prosiłam… Sweeney… - Mężczyzna słuchał kobiety, ale jego wzrok wydawał się jakby trochę nieobecny, kiedy dotknął swojego karku. Jedno ramię go usilnie bolało, bo jedną stroną ciała dosadniej został pokrzywdzony. Nellie powoli starała się na razie opatrzyć choćby jego ucho, z którego sączyło się trochę krwi.
- Wybacz, ale nie toleruję chamów. Kolejny cwaniaczek, przyjdzie kolejny raz, a pozbędę się go jak jego brata. Kiedy stał z boku i patrzył na mnie, to poruszał ustami i cały czas do mnie gadał, kim ja jestem, co zrobić z Tobą. Mam mówić dalej..? Na moim miejscu też nie stałabyś bezczynnie, a uderzyła czym popadnie pod ręką, albo uderzyła go w twarz, chyba się nie mylę co..? – Spojrzał na Nellie, kiedy słuchając jego słów nieco się zdziwiła, skoro prawdą było co mówił Sweeney, to nic dziwnego, że puściły mu nerwy. Nellie powoli też pomogła Sweeney’owi zdjąć kamizelkę, jak apaszkę z szyi. A gdy usłyszeli jakiś hałas przed sklepem, wtedy Sweeney wstał i przeprosił na moment Nellie i zajrzał na sklep, oczywiście w ciemności by nie było go widać. Lecz na dworze tylko widział jak dwoje ludzi kłóci się z jakimś mężczyzną targającym jakąś skrzynie, a Gerarda już nie było na ziemi. Powoli wrócił do salonu, gdzie czekała Nellie i wskazała na kanapę by na niej usiadł. Delikatnie też pozwoliła sobie na rozpięcie jego koszuli, a po chwili zdjęcie jej z niego, choć widziała, że jest to dla mężczyzny bolesne. A gdy widziała jego plecy, jeszcze bardziej zmartwiła się. Sweeeny może nie miał tam jakiś ran, lecz wylewy miał w dwóch miejscach już i obszerny siniak na jednym ramieniu, co aż przechodziło na przód jego ciała. No i oczywiście kark, który wyglądał najgorzej, bo był zakrwawiony, tu Sweeney miał przy włosach rozciętą skórę i to trochę go osłabiało.
- Już dobrze Sweeney… oprzyj się bokiem o kanapę, tak gdzie Cię nie boli… Tylko nie mdlej mi tutaj.. Ja wiem, że to boli… ale zaraz dam Ci coś przeciwbólowe i zajmę się tym.. Ach i jeszcze Twoja ręka.. – Spojrzała na kostki dłoni Sweeney’a, które sobie nieco poharatał. Lecz najpierw zajmowała się jego karkiem, przemywała mu go, gdy przyniosła w misce trochę wody i ręcznikiem przemywała jego ranki. Sprawdzała, że nie ma tam nigdzie nawet odrobiony szkła, ale na szczęście niż nie było. Powoli zabezpieczyła ranki Sweeney’a maściami, nie wymagało to szycia, więc mogła zrobić to sama. A następnie powoli Sweeney’owi pozakładała opatrunki na karku, przy jego włosach też. Zajęła się i jego dłonią, którą po opatrzeniu i sprawdzeniu, czy nic sobie nie złamał, obandażowała dla bezpieczeństwa. A siniaki mogła jedynie posmarować maścią mężczyźnie by szybciej zniknęły i przestały mu dokuczać poprzez ból. Gdy skończyła, lekko przytuliła Sweeney’a do siebie i pocałowała jego policzek. Podała mężczyźnie też tabletki przeciwbólowe, jak i naszykowała też saszetkę leku, by przyspieszyć gojenie jego ranek, co zaraz wszystko mu podała, jak małemu dziecku.
- Teraz będzie lepiej…. Ale Sweeney, kolejnym razem, po prostu nie reaguj…. Nie chce by coś Ci się stało, gdyby tak pchnął Cię na szybę i pękłaby, nie chcę myśleć, co by było z Twoim ciałem… A teraz odpocznij… -Sweeney przytulił lekko Nellie do siebie i pogładził jej policzek dłonią, a gdy spoglądał jej w oczy odparł.
- Dziękuję Ci za pomoc. Nellie… czasem nie ma się na to wpływu, kiedy są to sekundy, ale postaram się, dobrze..? Liczmy po prostu na to, że nie trafi się podobna sytuacja, a ten dupek odda Ci pieniądze, za tą szybę. – Oboje przytulili się do siebie, Sweeney też jak mógł to skorzystał z łazienki, w końcu przepuściła go Nellie. A po nim ona udała się do łazienki, by wziąć kąpiel i nieco odpocząć. Zaś Sweeney położył się na łóżku na nieco na brzuchu i nawet nie wiedział kiedy a zasnął. Kobieta, gdy wróciła z łazienki, spojrzała rozczulonym spojrzeniem na mężczyznę, który jeszcze tak poprzez sen przyciągnął do siebie małą poduszkę i przytulał do siebie. Niebawem i Nellie położyła się spać, okryła delikatnie kołdrą plecy mężczyzny by nie było mu zimno w nocy i musnęła lekko jego skroń.
Ranek już o szóstej powodował gwar na ulicy i ruch, w końcu niektórzy zbierali się do pracy, do znów codziennych obowiązków. Zaś w domu-sklepie Pani Lovett panowała cisza, bo oboje spali. Neillie nieco przytuliła się do ramienia Sweeney’a, a gdy wybijała godzina dziewiąta na zegarze, kobieta dalej spała razem z mężczyzną. Mimo, że sklep powinien być już otwarty, tutaj panowała cisza, za to Sweeney uchylił powieki i mruknął sennie. Spojrzał na Nellie, na zegarek i uniósł lekko brew ku górze, a powoli też wysunął się z łóżka, zastanawiał się, czy Nellie dziś nie otwierała sklepu, czy po prostu postanowiła zrobić wolne poprzez wczorajszy incydent. Sweeney dziś do pracy szedł na późniejszą zmianę, więc za godzinę musiał być na miejscu, choć zastanawiał się jak sobie poradzi, gdy bolą go plecy. Może nie było to aż takie straszne, bo miał przecież na sobie wczoraj płaszcz i jakoś to amortyzowało uderzenie, ale mimo to czuł się trochę osłabiony. Gdy wstał z łóżka udał się do toalety, a gdy wychodził z niej, zajrzał na sklep i widział jak ktoś stoi przy drzwiach. Zaraz wrócił się do salonu i sięgnął z kanapy po swój granatowy sweter, który na siebie założył powoli i tak owinął się nim, po czym powili udał się do drzwi, sięgnął z wieszaka po klucze i otworzył drzwi, a zaraz ku jego oczom ukazała się jego córka Johanna i posłał jej delikatny uśmiech.
- Dzień dobry. – Spojrzał na córkę, która posłała mu delikatny uśmiech i odezwała się po chwili, widząc, że jednak dziś sklep nie za bardzo jednak prosperuje.
- Witam Panie Todd. Pan tutaj..? Sklep zamknięty…? Och myślałam, że rano kupię coś dobrego na śniadanie… - Todd spojrzał na kobietę, a zaraz wpuścił ją do środka sklepu, bo na dworze nie było zbyt ciepło, no i on stojący w tym swetrze, spodniach, nie było mu zbyt po plecach ciepło.
- Tak, tak sklep zamknięty, ja niebawem też idę do pracy. Przykro mi, ale jakoś tak dziś wyszło, że jeszcze sklep zamknięty.. mieliśmy wczoraj mały problem… No i tak się to troszkę na dziś przeciągnęło. - Spojrzał na swoją córkę, po czym zaprosił ją do stolika, gdy Johanna zdjęła płaszcz swój i przysiadła swobodnie. A gdy Sweeney odwrócił się do niej tyłem i tak zerknęła i na pękniętą szybę, choć wcześniej ją już widziała i na szyję mężczyzny oklejoną w opatrunkach, domyśliła się, że to przez taki incydent, cokolwiek się tu stało, Nellie nie otworzyła dziś sklepu. - Rozumiem, Panie Todd… A dobrze się Pan czuje..? Pan wybaczy, ale widziałam tą szybę, Pan jest ranny… - Sweeney na chwilę zniknął do kuchni, po czym w tym samym czasie pojawiła się i Nellie w szlafroku, była nieco zaskoczona i głupio jej było, że nie otworzyła sklepu, lecz tak naprawdę nikt jej nie zabraniał, bo to była jej własność. Widząc Johanne uśmiechnęła się szerzej, wiedząc że Todd na pewno ucieszył się z rana widząc córkę. Podeszła bliżej Johanny i panie powitały się muśnięciem w policzek.

piątek, 8 maja 2015

Part 258.

Sweeney objął w talii jedną dłonią Nellie, na dłoniach miał oczywiście swoje rękawiczki bez palców, tak było mu cieplej, poza tym Nellie miała też takie. Powoli już było coraz ciemniej, na ulicach powoli były pustki, a do tego samemu na pewno byłoby mało przyjemnie iść ulicą, kiedy za nimi słyszalne było stukanie obcasami męskich butów. W razie co Sweeney jak zawsze brzytwę miał w gotowości pod płaszczem przy pasku.
- Nellie, dziękuję Ci za pomoc, za poratowanie mnie podczas tej .. hm.. nie wiem, rekrutacji na konkurs.. Inaczej wycofałbym się i zrezygnował… Ale tak teraz zastanawiam się, co jak mój szef będzie chciał wystąpić w tym konkursie…? Będę musiał tego się dowiedzieć, w razie co zwolnić się z jego zakładu..? Czy nie spojrzałby na mnie podle na takim konkursie..? – Uniósł brew zastanawiając się nad tym, zaś Nellie przez chwilę zastanawiała się nad słowami mężczyzny, gdy dochodzili powoli do sklepu.
- Sweeney… zaskoczyłeś mnie tym… Hm, jak Twój szef będzie w tym startował.. nie pomyślałam o tym. Nie wiem, dowiedz się tego.. Poza tym jak to się bardziej rozniesie… musi być prawdą, że posiadasz zakład, bo ludzie uznają to za brak kompetencji i nie wyjdziemy na tym dobrze… A nagroda jest warta Sweeney tego konkursu.. Pomyślimy o tym, ale jutro teraz już jest prawie wieczór.. chodź, zimno trochę jest wieczorami jeszcze… - Powoli dochodzili do sklepu, Nellie zaraz wyjmowała klucze by otworzyć drzwi, kiedy niespodziewanie pojawił się przy nich mężczyzna, który odezwał się przy uchu kobiety.
- No proszę Nellie Lovett… Pamiętasz mnie..? Myślałem, że jednak sklep zamknięty, ale widzę, po zniknięciu mojego brata, nadal tu wszystko tętni życiem.. i do tego ten golibroda.. – Kobieta przełknęła ślinę, bo czuła jak Sweeney łapie, brata William’a McCartney’a za ramię. Serce biło jej mocno, czuła że ten wieczór nie skończy się najlepiej.
- Zostaw Nellie. – Sweeney burknął na Gerarda i fuknął niemal na mężczyznę. Zaś Gerard spojrzał na Todd’a, jakby był dla niego powietrzem i dalej mówił do kobiety.
- Powiedz, żeby Twój kochanek puścił mnie… Musimy porozmawiać.. a on jest zbędny do tego.. Zaginął mój brat, chciałbym wiedzieć, gdzie go ostatni raz widziałaś, może to Todd mu coś zrobił.. co.. dojdę do tego…! – Ostatnie słowa aż wysyczał podniesionym tonem głosu, na co Nellie spojrzała kątem oka na Todd’a, nie wiedziała co ma zrobić, tym bardziej, że Sweeney nie zamierzał odejść jak potulny baranek.
- Sweeney… Proszę… - Gerard celowo za Nellie jeszcze bezgłośnie mówił do Todd’a, który na niego patrzył: „Jesteś cholernym sukinsynem, który wpieprzył się niepotrzebnie. Dowiem się co stało się z moim bratem, a do tego zajmę się ta pięknością. Te piersi, ach… Te pośladki.. Och…”  bezgłośnie mężczyzna mówił jeszcze dalej, lecz Sweeney nie wytrzymał i odepchnął z całej siły mężczyznę od Nellie, że ten aż wylądował na ziemi. Gerard zaśmiał się i odparł zaraz, gdy wstawał.
- Hm, czyżby Sweeney był nieposłuszny wobec uroczej damy..? –Oczywiście robił wszystko, by wyszło na to, że to Sweeney jest prowokatorem tej sprzeczki. Do tego gdy wstał, otrzepał się i posłał taki niewinny im uśmiech, lecz gdy zaraz ruszył na Sweeney’a, Nellie aż krzyknęła ze strachu co może się wydarzyć.
- Sweeney… Proszę… Puść go…! – Oczywiście kobieta już sama nie wiedziała do kogo to mówi, bo obaj panowie zaczęli się szarpać, a gdy Gerard odsunął się od Todd’a, który strzepał z siebie kurz, ten niemal rzucił się na Todd’a, że Todd’a plecami uderzył o szybę sklepu, że ta nieco pękła. Nellie była w szoku słysząc ten trzask, bo nie wiedziała, czy to dźwięk szyby, czy Sweeney miał coś pogruchotane. Ponowie kobieta krzyknęła, a na dodatek wołała kogoś by panów rozdzielił, lecz niekoniecznie ludzie chcieli się mieszać.
- Zostaw go… Boże.. Sweeney…! Pomocy…! Niech mi ktoś pomoże…! Pomocy…! Proszę Pana…!!! – Gerard spojrzał na kobietę, gdy Sweeney był nieco zgięty przy wystawie jej sklepu i specjalnie jeszcze raz w niego uderzył ciałem. Zaś wtedy Sweeney po tym ciosie przełknął ślinę, ale wyprostował się i to Gerarda uderzył z pieści w twarz na tyle mocno, że niespodziewanie Gerard stracił równowagę, upadł i nie było do tego przytomny bo stracił świadomość. Sweeney uniósł brew na to co właśnie dokonał i poruszał swoją pięścią, bo teraz jednak po tym ciosie sam czuł jakby uderzył w coś twardego. Ludzi nie było za bardzo już na ulicach, a jeśli to omijali to miejsce w bezpiecznej odległości. Nellie spojrzała na Sweeney’a i nie wiedziała co powiedzieć, ani co mieli teraz zrobić z bratem William’a, lecz zabrała głos, widząc, że Sweeney przy szyi i z ucha nieco krwawił/
- Kochanie… Chodźmy do domu… - Spojrzała na mężczyznę, gdy zaraz Sweeney zerknął na nią i sięgnął do swojej kieszeni płaszcza, a zaraz i do kieszeni spodni, wyjął ołówek, jak i kartkę, którą miał pustą, ale nieco już zużytą i odparł zaraz do kobiety.
- Chwileczkę, jeszcze tylko zostawię liścisk. – Po czym zaraz Sweeney zerknął na szkodę wyrządzoną przez mężczyznę, w postaci pęknięć na szybie, napisał na kartce taką wiadomość: W związku z pękniętą szybą, Sklepu Pani Lovett, jesteś winny wypłacić jej należną sumę za szkodę jaką spowodowałeś. Cena wynosi 300 funtów. Z poważaniem – Sweeney Todd. PS. Masz czas do końca tygodnia, w innym razie załatwię to inaczej i przeprosiny względem Pani Lovett konieczne”. Po czym złożył kartkę i zaraz przykucnął przy Gerardzie i wsunął mu to do kieszeni spodni, by nigdzie kartka Se nie zagubiła. Nellie była jeszcze bardziej zszokowana, ale była tym samym dumna z Todd’a, że pokonał mężczyznę, który był od niego nie dało się ukryć, ale trochę potężniejszy i wyższy. Mimo to martwiło ją to, jak wyglądał Sweeney. Zaraz mężczyzna podniósł się i Nellie zbliżyła się do niego, bo widziała, że Sweeney nieco się zachwiał.
- Chodź już… Sweeney… Opatrzę Cię zaraz… - Kobieta martwiła się o mężczyznę, tym bardziej, że poprzez tą bójkę miał nieco rozbitą głowę tyłu, do tego ta krew z okolic ucha, miała nadzieje, że to nic poważnego. Choć tym bardziej martwiła się o jego plecy. Powoli wzięła Sweeney’a pod rekę i doprowadziła go do drzwi, które otworzyła, weszła z mężczyzną do środka zamykając sklep. No i udali się do salonu, gdzie Sweeney zaraz powoli przysiadł na kanapie, jak kobieta zapaliła tam światło. Sweeney powoli zdjął z siebie płaszcz, choć czuł ból pleców, kręgosłupa na co cicho syknął. A Nellie zaraz zdjęła swój płaszcz i z apteczką podeszła do mężczyzny przykucając przy nim.

wtorek, 5 maja 2015

Part 257.

- A czy nie może już być niczego bez okazji..? Choć przyznaję, że tego samego dnia kilka miesięcy temu pojawiłaś się znów na Fleet Street. Więc być może jest to jakaś, a nawet nie jakaś, a duża okazja do świętowania. - Objął Nellie i spojrzał jej w oczy. - Bynajmniej dla mnie. - Pani Lovett była zachwycona tym, co Sweeney powiedział, a może nawet trochę się wzruszyła. Biorąc pod uwagę, że przechodził teraz ciężkie chwile, a wciąż nie zapominał o niej czyniło ten gest jeszcze bardziej uroczym niż mógł się wydawać. Kobieta pocałowała mężczyznę, choć i w tym zaraz przerwał im starszy pan na spacerze z psem, który coś na nich mruczał pod nosem. Todd zaproponował jeszcze spacer przed udaniem się do domu, no a Nellie cieszyła się na to wszystko, że jednak nie oddalają się od siebie. Spacerowali w kierunku Picadilly Circus, gdzie bez względu na pogodę czy porę życie zawsze tętniło. Było tam pełno ulicznych artystów i Londyńczyków, którzy chcieli się nieco inaczej rozerwać niż siedząc wieczorem w domu czy w barze. By jednak trochę oderwać się od tego zgiełku wybrali drogę nad brzegiem Tamizy, a nie przechodzącą prosto przez ulice. 
- A o to nasza mała namiastka morza.. choć raczej nie odważyłabym się w niej wykąpać.. Ale w lato zawsze miło jest tutaj spędzić czas, na pikniku.. Prawda? - Nellie zwróciła się do Sweeney'a, choć była prawie pewna, że właśnie jej nie słuchał. 
- Tak.. Dokładnie.. - Przytaknął, choć takim nieobecnym tonem, na co kobieta zmarszczyła czoło i puściła jego ramię, które trzymała, żeby w ten sposób się ocknął. 
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz, Sweeney..? Bo mam wrażenie, że nie.. Wiem, że to wszystko jest dla Ciebie trudne, ale myślisz, że lubię kiedy jesteś tu tylko fizycznie..? Też mnie to męczy, ale naprawdę.. najpierw robisz mi tak miłą niespodziankę, a potem czuję się jakbym sama była na tym spacerze, albo co najmniej z lalką, która tylko przytakuje.. - Założyła ręce na biodra i spojrzała z małym wyrzutem na niego. Sweeney bezradnie przeczesał palcami swoje włosy patrząc się w pustą przestrzeń przed sobą i próbując zebrać myśli w coś sensownego. 
- Wiem, Nellie.. przepraszam.. Nie chcę żebyś pomyślała, że to co mówiłaś mnie nie interesowało.. Po prostu wyłączyłem się, bo niektóre myśli nie mogą dać mi spokoju.. Nie chciałem żebyś odebrała to tak jak odebrałaś.. 
- Och, proszę Cię... nawet jeśli w Twojej głowie wciąż toczy się wojna i nasuwa milion pytań to nie jesteś z tym sam. Nie zapominaj. Jestem przy Tobie i nie musisz męczyć się z tym wszystkim sam. Ja zawsze Cię wysłucham. Ale nie możesz cały czas się zamartwiać bo zaraz popadniesz w depresję i nic nie pomoże.. Mów mi o wszystkim co Cię dręczy, ale słuchaj również tego, co ja mam do powiedzenia.. - Mężczyzna w końcu spojrzał na Nellie, doskonale wiedząc, że ma rację, ale niestety sytuacja z Johanną nie wychodziła mu z głowy i żeby teraz na czymś się skupić, czy to w pracy czy poza nią jak teraz potrzebował trochę wysiłku. Nie chciał zepsuć tej relacji pomiędzy nimi, ale przez jakiś czas na pewno wszelkie gesty, romantyzmy których było pełno na ich mini-wakacjach odeszły teraz gdzieś na dalszy plan, bo nie było nastroju do takich rzeczy. Oczywiście, że Nellie była wystarczająco mądra by to zrozumieć, jednak i ją ta sytuacja zaczynała powoli przerastać i nawet nie uznawał za dziwne, tego co powiedziała i że w ogóle powiedziała. 
- Może przejdziemy się jeszcze trochę..? To dobrze nam zrobi.. Lub zacznijmy od początku, jakby ostatnich dziesięciu minut wcale nie było. - Zaproponował przyglądając jak kobieta prowadzi wewnętrzną bitwę o tym czy czasem nie pokazać mu, że dosadniej powinien przeprosić, ale chyba jednak ta strona przegrała. 
- W takim razie... od początku. - Nellie schowała ręce do kieszeni i ruszyła przodem, lecz zaraz Sweeney dołączył obejmując ją jedną ręką i oboje lekko zaśmiali się by rozładować trochę napięcie po tej mini sprzeczce. Po pół godzinnej wędrówce dotarli do placu łączącego ze sobą kilka ulic, gdzie odbywało się przedstawienie objazdowej trupy teatralnej wystawiającej sztukę Szekspira, grajkowie uliczni dbali o to by nie było cicho, a kelnerzy z restauracji częstowali potrawami na wynos, by w ten sposób zareklamować lokale w których pracowali. Nellie dostrzegła pewne stoisko i plakaty wokół niego mówiące o konkursie dla  golibrodów, dokładnie o tym w którym Sweeney miał zamiar wziąć udział. 
- Sweeney.. zapisałeś się już na ten konkurs..? Bo jeśli nie, mamy na to doskonałą okazję.. - Wskazała palcem odpowiednie miejsce do którego zaraz podeszli. Siedział tam mężczyzna, który raczej był antyreklamą jakiegokolwiek zakładu golibrody, lecz widocznie w ten sposób chciał sobie dorobić. 
- W czym mogę państwu pomóc? - spytał kiedy tylko podeszli. 
- Jestem zainteresowany uczestnictwem w konkursie. Z tego co widzę mogę się tutaj na niego zapisać.. - Sweeney podrapał się po brodzie zwracając uwagę, że temu mężczyźnie naprawdę przydałaby się wizyta u golibrody.. te zapuszczone, zaniedbane wąsy i zarost raczej nie przemawiały na korzyść. Sam widział, że Nellie trzymała się raczej daleko od nieznajomego. Może dlatego, że się go brzydziła, tego nie był w stanie określić. 
- Pana imię i nazwisko.. adres pańskiego zakładu.. wiek.. doświadczenie.. lata przebyte w zawodzie.. adres zamieszkania.. - mężczyzna podał Todd'owi ołówek i zeszyt do pisania, choć mówił tak jakby sam miał wszystko zanotować z tego co podyktuje. Sweeney trochę zdziwił się na zamieszczenie adresu zakładu, bo zabrzmiało to jakby uczestnik musiał koniecznie posiadać własny. 
- Zakład? Znaczy.. golibroda, który nie posiada własnego zakładu nie może wziąć udziału w konkursie, tak? - Sweeney uniósł brew, wydawało mu się to trochę dziwne. No i świadczyłoby o tym, że raczej nie weźmie udziału. 
- Doskonale Pan rozumuje, tak.. Nagroda w końcu też nie jest byle jaka, więc organizator również postawił pewne wymagania. - Sweeney spojrzał na Nellie z pytaniem, bo trochę szkoda byłoby przepuścić taki konkurs, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W przeciwieństwie do kobiety, która w swoim spojrzeniu chciała mu przekazać żeby nie zdziwił się tym co powie, bo powinno wyjść przekonująco po tej jego chwili zawahania. 
- Och.. kochanie.. nie martw się.. powiemy Gilbertowi, że na pewno będą jeszcze inne konkursy.. Wie Pan.. nasz przyjaciel akurat nie posiada własnego zakładu.. Ale za to mój mąż ma swój zakład przy Fleet Street 186, tuż nad moim sklepem.. Proszę zanotować. - Uśmiechnęła się przekonująco do mężczyzny, który raczej gustował w rozmowie z nią niż z jej domniemanym mężem, a kiedy zapisywał już część danych Sweeney'a, wykorzystała ten moment by szepnąć Todd'owi na ucho. 
- Mam nadzieję, że się nie obrazisz.. Czasami tak trzeba.. trudno byłoby zmarnować taką okazję, kiedy mam pewne przeczucia co do wyników.. Będziemy bardziej wiarygodni. - Sweeney zdziwił się tym co powiedziała, albo raczej tym, że w mgnieniu oka wymyśliła coś tak perfekcyjnego, choć nie okazał tego żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Część prawdy na pewno była w tym kłamstwie, puste pomieszczenie cały czas czekało na powrót golibrody, choć do tej pory nie myślał o tym poważnie. Wiedział, że być może pewne konsekwencje to za sobą niosło, że naprawdę będzie musiał się tam przenieść i zacząć pracować w razie gdyby ktoś się napatoczył by sprawdzać czy naprawdę jest jak mają zapisane, lecz chyba nie stanowiło to jakiegoś wielkiego problemu. I tak pomieszkiwał u Nellie. Zresztą na razie nie myślał o tym, i tak miał zbyt dużo rzeczy na głowie w porównaniu do których przeprowadzka czy odejście z pracy od Satan'a było drobiazgiem. Todd i Lovett spojrzeli na siebie tak tajemniczo jak kiedyś, gdy prowadzili wspólny biznes opierający się na kanibalizmie. Te tajemnice zawsze ich spajały. 
- Dobrze, w takim razie chyba zanotował Pan już wszystko.. Chciałbym się jeszcze dopytać o nagrodę przewidzianą za pierwsze miejsce, lub pierwsze trzy miejsca. 
- Nagrodą za pierwsze miejsce jest dziesięć tysięcy funtów, a dodatkowo organizator dorzuca pięć tysięcy na kapitalny remont, rozreklamowanie czy zakupienie nowych sprzętów do zakładu. O to tu poniekąd chodzi w posiadaniu własnego biznesu. A co do nagród za drugie i trzecie miejsce, prawdopodobnie sumy będą mniejsze, to nie jest jeszcze ustalone. - Sweeney z kobietą podziękowali za wszelkie informacje i udali się znów spacerkiem do domu.

poniedziałek, 4 maja 2015

Part 256.

-Tak bardzo chciałabym móc Cię zapewnić Sweeney, o tym co będzie. A gdybym miała już pewność do reakcji Johanny najchętniej przyspieszyłabym czas, bo kiedy tak patrzę na Ciebie.. łamie mi się serce, chciałabym znaleźć wyjście z tej sytuacji.. - Skupiła wzrok na guziku koszuli mężczyzny, nie potrafiła wytrzymać jego spojrzenia przez które przemawiało tak wiele niepewności i cierpienia. - Johanna jest rozsądną kobietą.. choć ani Ty, ani tym bardziej ja nie znamy jej aż do tego stopnia by to przyznać.. lecz kiedy opowiesz jej wszystko od początku.. może wyda jej się to absurdem, lecz kiedy na spokojnie to przemyśli.. wszystkie tajemnice w jej życiu się rozwiążą.. wszystkie kłamstwa wpajane od dziecięcych lat.. Nie potrafię sobie wyobrazić tego żeby też odwróciła się od Ciebie przez to, że dowiaduje się o wszystkim dopiero teraz.. Myślę, że jest wystarczająco mądra i wyrozumiała żeby zrozumieć, że to wszystko nie jest dla Ciebie takie proste, że rzeczy, które jej powiesz nie są do powiedzenia od tak.. że te spotkania miały swoją wartość.. że starałeś się ją trochę poznać.. I że na pewno postąpiła by w podobny sposób.. na pewno nie wyznałaby prawdy od zaraz.. Johanna zrozumie czemu nie szukałeś jej przez tyle lat, zresztą sama mogę doskonale jej opowiedzieć w jakiej rozpaczy byłeś po stracie Lucy i mając świadomość, że człowiek, który spowodował, że runęło wszystko w Twoim życiu zabrał Johannę jako własną córkę.. - Nellie przytuliła do siebie Sweeney'a myśląc jakby tu go jeszcze pocieszyć, lecz czuła, że i z niej gdzieś ten optymizm do świata ucieka. Ponadto naprawdę czuła pewien niepokój jeśli córka mężczyzny jednak nie wykazała się wobec niego zrozumieniem, a Todd pogrąży się w swojej dawnej skorupie i znów nastąpi powtórka z przeszłości.. - kochająca go Nellie i Sweeney uwięziony w labiryncie gorzkiej porażki. Za nic nie chciała mieć z tego powtórki, jednak to było jej powodem do lęku. Musiała też wspierać go w tych chwilach, nie okazując zwątpienia, a zwłaszcza nie mogła mu powiedzieć, że w niego nie wierzy, bo do tego sprowadzałby się ostatecznie ten czarny scenariusz. 
- Gdyby tylko tak się stało.. nie pragnę niczego więcej.. Jednak wciąż nie mogę wyzbyć się tych wszystkich wątpliwości.. są jak towarzyszące mi zawsze demony szepczące pytania - co będzie, jak to się skończy..? Wiem, że nic nie wydarzy się do momentu poznania prawdy.. Może naprawdę jestem tchórzem, Nellie..? Powinienem wreszcie jej to powiedzieć, a nie zwlekać jakby miał wydarzyć się cud.. - Sweeney zamknął oczy, by uchronić się przed falą łez, jaka czuł, że zaraz do nich napłynie. Przy kimś innym może wstydziłby się swojego zachowania, lecz przy Nellie.. wiedział, że go nie wyśmieje i nie uzna tego za głupie nawet jeśli jest dorosłym mężczyzną, a nie małym dzieckiem. 
- Nie.. nie kochanie, nie.. nie pozwolę Ci tak siebie określać. Nie jesteś tchórzem w żadnym tego słowa znaczeniu.. Musisz pogodzić się z tym, że potrzeba czasu, a kiedy nadejdzie odpowiednia chwila, będziesz o tym wiedział. Musisz myśleć o spotkaniach z Tommy'm.. o ślubie Johanny i Charlie'ego, przecież będziesz chciał prowadzić swoją córkę do ołtarza, prawda..? O tych wszystkich pozytywnych rzeczach, które będą Cię napędzać.. nie odwrotnie. A czy nie dobrym pomysłem byłoby napisać list do rodziców..? Na pewno chcieliby wiedzieć coś więcej niż zdążyłeś przekazać kiedy odjeżdżaliśmy.. przemyśl to.. - Mężczyzna skinął prawie niezauważalnie głową, nie zabierając głosu, bo czuł, że z tych wszystkich emocji i tak nie będzie w stanie niczego powiedzieć. Choć napisanie listu do Heleny i Edwarda było dobrym pomysłem i zamierzał to niedługo zrobić. Wieczór może nie był do końca radosny, oboje nie tryskali szczęściem, ale było spokojnie, cicho. Zmęczenie jednak dało o sobie znać i Sweeney usnął na łóżku nim jeszcze zdecydowali się iść spać. Pani Lovett zauważając to, odłożyła czytaną przez siebie książkę na szafkę nocną wraz z okularami i pochyliła się nad nim, przykrywając mężczyznę kołdrą i gładząc go po włosach. Chyba zawsze rozczulał ją ten widok Sweeney'ego kiedy spał. Przynajmniej teraz nie było widać po nim tych wszystkich zmartwień, jednakże nie spał do końca spokojnie. Nellie też niebawem poszła spać, a właściwie zaraz po kąpieli. W ten sposób odcięła się od lekkiego przygnębienia, które ją dzisiaj dopadło. 
Kolejny poranek, czy też dalszy przebieg dnia nie różnił się zbytnio od poprzednich. Przebiegał raczej według tego samego schematu, z tym, że Nellie po zamknięciu sklepu prędko wybrała się jeszcze na pocztę, by zrobić wszelkie opłaty, bo zbliżał się już termin, no i była jeszcze w jednym sklepie, by zrobić zamówienie na specjalne produkty do sklepu. Gdy wracała ze sklepu na dworze było już prawie całkowicie ciemno, w sklepowych wystawach paliły się jedynie lampy, a mieszkańcy Londynu powoli kierowali się do swoich domów. Choć niektórzy zwyczajnie przechodzili się czerpiąc już prawie wiosennego powietrza, niestety zanieczyszczonego dymami wydobywającymi się z kominów. Wśród przechodniów kobieta zauważyła kogoś niesłychanie podobnego do swojego byłego narzeczonego Williama. Przez moment nawet stanęła jak wryta i spoglądała na niego zupełnie jak gdyby zmartwychwstał. Była tym nieco zdezorientowana, zwłaszcza, że owy tajemniczy mężczyzna przechadzał się już niedaleko jej sklepu, dlatego stanęła za rogiem jakiegoś lokalu udając, że przygląda się wystawie. Do tego założyła na głowę kaptur płaszcza. Jednak przez cały czas zerkała kątem oka na tamtego człowieka, aż w końcu zniknął z jej pola widzenia i jednocześnie olśniło ją, że mógł to być brat McCartney'a. Może widziała go tylko dwa razy w życiu, ale byli do siebie zdumiewająco podobni. Coś w nim powodowało, że czuła się niepewnie i zamiast wrócić do swojego bezpiecznego domu stała tam niemal nie mogąc się ruszyć. Nagle na jej ramieniu znalazła się czyjaś ręka, chwilowo nie miała pojęcia kto to i przeszyły ją ciarki, zadrżała, że zaraz stanie się coś strasznego, lecz głos jaki usłyszała wcale nie należał do kogoś, kto by jej zagrażał. 
- Witaj Nellie.. Co Ty tutaj robisz, czemu tak stoisz, hm..? Całe szczęście, że tutaj przechodziłem, bo gdybym nie zastał Cię w domu zmartwiłbym się. - Sweeney przywitał się z kobietą przez muśnięcie w kącik ust, lecz zaraz przyjrzał jej się uważnie, bo wyglądała jakoś inaczej. - Wyglądasz na wystraszoną, coś się stało..? - Na twarzy Nellie widać było wypisaną ulgę, gdy go zobaczyła i niemal rzuciła się mężczyźnie na szyję.
 - Sweeney.. jak dobrze, że jesteś.. chyba widziałam brata McCartney'a.. i nie poczułam się komfortowo w tej sytuacji.. a byłam zapłacić rachunki tak jak Ci mówiłam, tylko to mnie nieco tutaj zatrzymało.. - Golibroda aż westchnął z zaskoczenia, na to co właśnie usłyszał i rozejrzał się wokół. 
- Brat McCartney'a.. w tej okolicy.. Cóż.. mam nadzieję, że na długo tu nie zawitał.. Teraz już nie masz się czego bać, Nellie.. Poza tym, mam coś dla Ciebie.. - Zza pleców wyjął mały bukiecik róż i wręczył go kobiecie, która aż otworzyła usta na tą niespodziankę. 
- Ale.. ale.. z jakiej to okazji..? Są prześliczne, dziękuję.. - Zanurzyła nos w kwiatkach wdychając ich niesamowitą woń i uśmiechnęła się promiennie, podczas gdy w jej oczach rozbłysk krótki blask.

niedziela, 3 maja 2015

Part 255.

.. A potem zajmę się przygotowaniem kolacji. Opowiesz mi potem jak było.. dobrze.. Wytrzymajmy jeszcze te pół godziny, no może już mniej, nim sklep zamknę. Kupiłeś to o co prosiłam..? – Sweeney udał się z kobietą za ladę i tam nieco pokazał jej co kupił, na co bardzo ucieszyła się, że wszystko miała do przyrządzenia ryby i nie tylko. Lecz mimo to bardziej cieszyło ją to, że Sweeney był tu już z nią i nigdzie nie wychodził, w końcu od tego tygodnia pomieszkiwał z nią, co wolała nie wybijać mu z głowy by wrócił do swojego mieszkania, bo nawet gdyby był tylko jej znajomym, to cieszyła się, że miała do kogo wieczorami się odezwać i nawet oprzeć głowę o męskie ramię. Zaraz też kobieta zabrała się za swoją prace w sklepie, a Sweeney zaniósł koszyk z zakupami do kuchni i wlał zaraz do czajnika wody i wstawił go na gaz, tym samym ściągnął zaraz z siebie płaszcz i zawiesił go w odpowiednim dla niego miejscu. Po czym udał się na chwilę do salonu by odpocząć i przysiadł w fotelu, choć niebawem zajrzał na sklep do Pani Lovett, gdzie już żegnała ostatnich klientów i w końcu zamknęła sklep, zbierając ostatnie talerze ze stołów. W czym pomógł jej Sweeney, bo wycierał ścierką stoły i powoli ustawiał krzesła na stołach, by potem umyć podłogę, aż odezwała się Nellie bo panowała pomiędzy nimi cisza, to przez zamyślenie Todd’a. 
- Sweeney… Proszę Cię, nie milcz tak… Powiedz mi, wszystko dobrze, w pracy.. Nikt się nie naprzykrza..? – Spojrzała na mężczyznę, gdy spojrzał na kobietę i stawiał przedostatnie krzesło na stół. 
- Przepraszam Cię. Zamyśliłem się… Tak, tak, w pracy w porządku, trochę mnie jedynie kręgosłup dokucza od tego stania.. Dziś było dużo klientów, chyba wszyscy już szykują się do weekendu.. A u Ciebie to widzę, że jak zawsze pełno gości.. Hm..? Ale to dobrze, lepiej mieć nadmiar klientów, niż kiedy nikt nie zagląda. A tak interes kwitnie, prawda..? – Uśmiechnął się przepraszająco do kobiety, gdy zaraz oboje po posprzątaniu sklepu, z łącznym umyciem podłogi udali się do kuchni. Mężczyzna napił się herbaty, Nellie zajmowała się przyrządzeniem ryby i nie tylko. A Sweeney postanowił zrobić ciasteczka, dlatego też wyrabiał ciasto, dodając do tego różne dodatki i razem pracowali w kuchni. Rozmawiali przy tym nieco, lecz Nellie unikała tematu córki Todd’a bo widziała, że to nie był łatwy dla niego temat. Po godzinie dopiero kiedy zasiedli do posiłku i nawet ciasteczka były już po upieczeniu mogli spokojnie usiąść w salonie i porozmawiać, gdzie też jedli kolacje. Obojgu bardzo smakowało, Sweeney aż zamruczał przy kęsach ryby i puścił oczko do Nellie, bo cudownie przyrządziła rybę i nie tylko. Do tego mieli słodkie pierwsze w tym roku ziemniaczki z koperkiem, co było idealnym połączeniem. Do tego dziś popijali herbatę do posiłku, nie zawsze musiało być coś alkoholowe. A potem rozmawiali, a nawet Nellie dla rozluźnienia wyjęła karty i grała ze Sweeney’em na jego ciasteczka, które raczej wygrywała za każdym wyciągnięciem kolejnych kart. Lecz przede wszystkim chciała z nim porozmawiać o tym co go męczyło. 
- Ciągle wygrywasz… Raczej marny ze mnie gracz. Raczej o zakład bym nie poszedł. – Spojrzał na kobietę, a mimo to zabrał z jej piramidy jedno ciasteczko i zaraz ugryzł jedząc. Na co Nellie uchyliła usta i chciała go trzepnąć w dłoń, ale nie zdążyła. 
- Sweeney, no wiesz co.. Jak dziecko… A teraz mój drogi.. może.. pomasowałbyś mi stopy..? – Widząc zdziwiona minę mężczyzny zaśmiała się i odezwała ponownie, gdy zaraz z fotela przeniosła się obok niego na kanapę i wytarła z jego brody okruszki, tym bardziej, że znów pojawił się tam mini zarost golibrody. 
- No dobrze, żartowałam, choć.. choć byłoby miło.. Cały dzień na nogach.. Ty tak samo.. Och, na szczęście tydzień dobiega końca… Opowiesz mi o… Wiesz o czym.. Sweeney widzę że Cię coś męczy.. możesz mi powiedzieć.. – Mężczyzna popatrzył na płeć piękną i westchnął cicho, w rezultacie oboje położyli się na kanapie, choć jakby naprzeciwko siebie i Sweeney naprawdę masował Nellie stopy, poza tym wolała by się czymś zajął, gdy będzie jej opowiadał o nie łatwych dla niego sprawach. 
- Nellie.. ale dziś chcesz ze mnie wyciągać… Nie wiem co mam Ci powiedzieć.. Byłem na tym targu w porcie, dziecko płakało… i odwróciłem się, a to był mój wnuk, płakał, widocznie oddalił się do Johanny, ale byłem przy nim, zaraz pojawiła się moja córka.. I zapytała czy pójdę z nią na kawę. Miałem się nie zgodzić? Zgodziłem. Tam z nią rozmawiałem.. Ale ta rozmowa nie była do końca dla mnie łatwa.. gdy zapytała mnie.. Ech.. zapytała.. czy mam własne dzieci…  - Nastąpiła chwila ciszy pomiędzy nimi, aż Sweeney dodał, a Nellie była troszkę zaskoczona tym co wydarzy się dalej, co usłyszy od mężczyzny. Nellie az poprawiła poduszkę za głową i uniosła się lekko, ale czując jak Sweeney na chwilę przestał masować jej stopę czekała na ciąg dalszy. 
- Powiedziałem jej.. że mam dziecko.. Co miałem stwierdzić, że nie..? Przecież moje dziecko siedziało przede mną… A mój wnuk siedział z czasem na moich kolanach.. nawet mogłem mojego wnuka przytulić, dać mu pić z butelki.. było to dla mnie naprawdę niesamowite, choć starałem się okazać przy tym normalność tego co robie.. Nie, nie pytała mnie więcej o dzieci, a ja zmieniłem temat..  Powiedziała, że byłby, albo jestem na pewno dobrym ojcem.. Hm.. gdyby wiedziała kim jestem, i że wiem o niej.. to chyba zmieniłaby to zdanie o mnie.. Ale to nie zmienia faktu, że chciałbym ją widzieć więcej i więcej. Powiedziała mi troszkę o Charlie’m.. Wiesz.. narzeczony Johanny.. Wydaje się w porządku, ale ja najchętniej sprawdziłbym sam jego intencje wobec mojej córki. A w dalszym ciągu nie mam pojęcia, gdzie ona mieszka… A jak słyszę jak wspomina o Turbinie to mam chęć o wszystkim jej powiedzieć.. Lecz czasem się zastanawiam czy nie lepiej, gdyby tak zostało jak jest..? Nie wiem czego mam oczekiwać, gdy Johanna dowie się prawdy..  – Wzruszył ramionami i oparł głowę o poduszkę, Nellie zsunęła nogi z ciała Sweeney’a, w końcu cały czas jej nogi były na jego brzuchu, ale już nie chciała go męczyć i uciskać jego brzucha. 
- Dobrze zrobiłeś, że tak jej powiedziałeś.. Kiedy się dowie.. Sweeney, nie chciałabym byś to ukrywał… w końcu i tak może to wyjść na jaw.. Oboje wiemy, że Turpin tego nie wyjawi, ale Ty, nie chcesz chyba udawać, obcego, albo tylko znajomego, czy nawet dobrego znajomego.. Widziałam, jak któregoś dnia zerkałeś na wystawę sklepu Jonkin’a.. Oboje wiemy, że sprzedaje zabawki.. a Ty na pewno jako dziadek chętnie byś kupił nie jedną zabawkę Tommy’emu, prawda..? Skarbie, nawet jak Johanna zmieni o Tobie zdanie, pamiętaj, że dziś dzięki temu, że przyznałeś się do posiadania dziecka, zapunktowałeś tym.. Nie powiedziałeś, jej że nie… Wiem, że potem nie będzie to dla niej i dla Ciebie łatwe. Ale kiedyś nadejdzie czas, że usiądziecie i powiesz jej prawdę o sobie. O Benjaminie Barkerze, zobaczysz. – Nellie powoli przybliżyła się do Sweeney’a, choć przysiadła na kanapie z boku przy mężczyźnie i pogładziła jego ciepły policzek. A po chwili odezwała się do mężczyzny, gdy przymknął powieki i tak niespodziewanie przyciągnął do siebie kobietę, by ją po prostu przytulić. Nie tylko dlatego, że chciał to zrobić, ale to była też jego chwila słabości, że nie czuł się dobrze w tej sytuacji. Nellie przymknęła powieki, gdy czuła zapach perfum i tym samym i pianki do golenia od Sweeney’a, było to dla niej przyjemne. Policzek oparła o policzek Sweeney’a. 
- Jestem z Tobą i wiem, że poradzisz sobie. Przejdziemy przez to razem, będę się starała by Johanna, nie zareagowała naprawdę tak jak czujesz to w swoich koszmarach w umyśle. – Uśmiechnęła się i pocałowała policzek mężczyzny, co odwzajemnił jej tym samym. 
- Dziękuję. Choć naprawdę nie wiem co można w tej sytuacji polepszyć. Czy tych spotkań przypadkowych nie uzna, za… Nie uzna mi za złe.. że nie mówię jej tego.. Wiem, powiesz mi, że przecież sam tego nie wiedziałem i poznałem ją i ujrzałem jako dorosłą kobietę. Lecz wątpię, że to będzie miało jakieś znaczenie… A jeśli zapytałaby, czy szukałem ją przez te lata..? Co mam powiedzieć.. co miałbym powiedzieć..? .. że wiem kto mi ją odebrał i nic przez te lata nie zrobiłem.. nawet jak powróciłem… Męczy mnie to, boli mnie już głowa od tych myśli Nellie.. ale nie potrafię tak uciąć nagle tego i zapomnieć.. Ciągle czuję zapach mojego wnuka, jak pachnie mlekiem, posypką, kremem do nawilżania skóry dziecka, i tymi innymi specyficznymi kosmetykami dla dzieci… - Spojrzał na kobietę, gdy spotkała się z nim wzrokiem i lekko przeczesał jej rozpuszczone włosy gładząc delikatnie jej policzek. W jej oczach szukał jakby odpowiedzi na swoje pytania, na które i ona nie znała rozwiązania i tego co przyniesie czas. 

Part 254.

- Zaskakuje mnie to, że wpadamy na siebie.. Ale to miłe, Londyn nie bywa zbyt przyjemnym miastem, czy pomocnym.. – Uśmiechnęła się lekko kobieta do Sweeney’a, i pogładziła synka po główce, gdy powoli karmiła go musem jabłkowym, a Sweeney dziecko położył jeszcze dodatkowo jedną chustę by się ubrudził spodenek. 
- Hm.. pewnie jak większość miast w tym kraju. Wielka Brytania i tak uchodzi za najbardziej ponure państwo w Europie, chyba to przez ten klimat tutaj.. Choć tam, gdzie mieszkają moi rodzice ta reguła się nie sprawdza….  – Sweeney wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie do kobiety, miał nadzieje, że tutaj nie zjawi się Turpin, który zepsuł by ich wspólne spędzenie czasu. Pomagał chłopcu wytrzeć buzie, było mi miło, że mógł nieco spędzić czasu ze swoim wnuczkiem. Może przy tym czuł się trochę staro, lecz widząc tego chłopca czuł się uszczęśliwionym dziadkiem pod słońcem. 
- Och naprawdę..? A gdzie jeśli mogę wiedzieć..? Tak uroczo byłoby na wakacje wyjechać nad morze.. Poczuć morskie powietrze, piasek na twarzy sypiący poprzez wiatr. – Kobieta upiła łyczek kawy i spojrzała na Sweeney’a, gdy podał malcowi buteleczkę soczku i pomagał mu się napić. Był to dla niej uroczy widok, poza tym miała wrażenie, że Tommy’emu Sweeney przypadł do gustu i czuł się przy nim bezpiecznie. Tym bardziej, ze widział go nie pierwszy raz, no ale jednak dziecko szybko poczuło dobre fale od tak naprawdę dziadka. 
- Newcastle.. To miejscowość nad morzem.. byłem tam jakiś czas temu, no nie tak daleki bardzo, ale byłem. Szkoda tylko, że nie było cieplej, bo to jednak dopiero wejście wiosny kalendarzowej.  Tak, to miłe uczucie, gdy można poczuć morską bryzę.. Może uda się Pani pojechać nad morze, gdy zrobi się cieplej. Co Tommy, pobawiłbyś się w piasku, zbudował zamek, byłoby miło… - Pogłaskał włoski chłopca, który uśmiechnął się do Todd’a, gdy ten poruszał jego zabawką z grzechotką przed dzieckiem. Widział, że dziecko było nieco senne, to za spojrzeniem kobiety, gdy się zgodziła wziął dziecko na kolana, gdzie Tommy wygodnie usiadł i przytulił się do niego. 
- Och no tak, oczywiście. To miło. Ale może i Panu uda się i w miesiące wakacyjne gdzieś wybrać. A ja.. hm.. nie wiem.. na lato szykuje się ślub, mój z narzeczonym.. Czas najwyższy, dziecko w końcu musi mieć prawnie rodzinę a my ciągle narzeczeństwem, przez różne problemy. Żałuję jednak, że nie wszystko ułożyło się jakbym chciała. Lecz co poradzić. Ważne, że Charlie jest wymarzonym jak to mój ojczym powiedział.. „Wymarzonym mężem dla mnie..” Charlie jest dobry owszem, bardzo go kocham, lecz czasem jak to się mówi, młodzi nie zawsze rozumieją starszych, prawda.. ? A Pan… ma dzieci..? Pan wybaczy, że pytam, to tylko moja ciekawość.. Myślę, że jest Pan, czy byłby Pan kochającym ojcem.. Tommy już śpi u Pana.. Och, mój malec czas na jego drzemkę, a niedobra mama zabrała go na zakupy.. Uroczo wygląda w Pana ramionach. – Kobieta była nieco oczarowana tym, że ze Sweeney’em miała tematy do rozmowy, z ojczymem także, był dla niej dobry, lecz przy Sweeney’u odczuwała jakby spokój, a Turpin wpływał na nią czasami lekko stresująco. 
- Zobaczymy, to zależy od tego czy dostanę urlop, w tym i w zeszłym roku, miałem nazbyt dużo zwolnień, że nie wiem co z tego wyniknie. Och ślub, to duże przedsięwzięcie. Gratuluje. Najważniejsze, że Pani jest szczęśliwa z narzeczonym, to Pani zdanie na ten temat najbardziej się liczy, no chyba żeby wybranek Pani był nie fair w stosunku do Pani. A Tommy tak, musi mieć rodziców jakby nie było prawnie zapisanych w dokumentach, wtedy ze wszystkim łatwiej, a poza tym to zawsze jakieś bezpieczeństwo, nawet i dla Pani… Jeśli rozumie Pani co mam na myśli, mężczyźni nie zawsze okazują się do końca szczerzy… No ale mniejsza o to. – Sweeney zawahał się nad pytaniem kobiety, bo cóż miał jej odpowiedzieć, że ma dzieci? Ją? Ona jest jego córką. Nie wiedział co miał odpowiedzieć jej na to pytanie, ale nie chciał kłamać. Choć wiedział, że, gdy we przyszłości dowie się kim on jest, może go znienawidzić, lecz nie chciał wypierać się braku posiadania dzieci. Wolał na ten czas wyjść na ojca, który nie wie, gdzie jest jego dziecko, niż udawać, że nigdy nie skusił się na posiadanie potomstwa. – A ja.. Tak, mam dziecko. Hm, pewnie tak. Cieszę się, że Pani dziecko przy mnie nie płacze, bo inaczej chyba wolałbym odejść, niż wszystkich w koło denerwować, a tym bardziej Tommy’ego. Heh, dziękuję. – Posłał kobiecie lekki uśmiech, rozmowa przebiegała im spokojnie, na szczęście Johanna nie dopytywała się o potomstwo Todd’a, Byli tu jeszcze około pół godziny rozmawiając choćby o jedzeniu, o zdrowiu, o Tommy’m, Sweeney nawet nieco dowiedział o przyszył mężu córki. Aż ich spotkanie dobiegło powoli końca, Tommy się przebudził i kobieta postanowiła wracać z nim do domu, by tam malec mógł w normalnych warunkach odpocząć. Oboje pożegnali się ze sobą, a rachunek w kawiarni uparł się opłacić Sweeney, choć tyle co mógł jako obcy, zrobić dla swojej córki. Choć czuł, że robi błąd nie przyznając się jej do swojej prawdziwej tożsamości. Było mu z tym coraz ciężej, kiedy wracał do sklepu Pani Lovett, był zamyślony w swoich przemyśleniach, że omal nie wszedł na kogoś. Lecz powoli dotarł do skelu Pani Lovett, gdzie kobieta powoli już zamykała lokal, choć jeszcze obsługiwała ostatnich klientów i wywieszała kartkę, że więcej klientów już dziś nie obsługuje, można jedynie do zamknięcia kupić coś jedynie z gablot. Wtedy tez Nellie spojrzała na Sweeney’a po drugiej stronie szyby i zrobiła podejrzaną minę na niego, ale zaraz uśmiechnęła się, gdy widziała jego dłoni koszyk z zakupami. No i zaraz wpuściła go do środka odzywając się. 
- Och jesteś. Tak tłoczno było w porcie..?  -Uniosła brew jakby zazdrosna, że przez tyle czasu ktoś obsługiwał go w sklepach, czy na targu. Lecz Sweeney zaraz przesunął się, gdy jeden klient wychodził i kłaniał się przed Nellie, stały bywalec który na koniec jeszcze szepnął całując Nellie dłoń. 
- Całuję rączki, do zobaczenia jutro! – Mężczyzna uśmiechnął się i zaraz wyszedł ze sklepu, Pani Lovett zdążyła jedynie uśmiechając się do klienta, poza tym przyzwyczaiła się do tego, że zawsze ją witał ucałowaniem w dłoń i tak samo żegnał. Sweeney uniósł brew za mężczyzną, no ale nie obrażał się zaraz o to, choć jakiś tam minimalny ucisk w sercu poczuł przez ta chwilę. 
- W porcie nie było tłoczno Nellie.. znaczy było jak zawsze, ale.. ale spotkałem tam Johanne.. i zaprosiła mnie na kawę, dla mnie to wiesz, jak spotkanie na wagę złota, tym bardziej bez tego sędziny. Poza tym choć trochę mogłem potrzymać na kolanach własnego wnuka. Wybacz, że jestem później.. Ale chyba nie masz mi tego za złe hm..? Ile jeszcze czasu do zamknięcia sklepu..? – Spojrzał na kobietę, gdy pocałował ją na powitanie w policzek jeden i drugi. Nellie przytaknęła Sweeney’owi na jego słowa i rozumiała, że chciał spędzić czas z córką jak i swoim wnuczkiem, kiedy miał okazje. Kobieta pogładziła chłodny policzek Sweeney’a, dalej widziała w jego oczach zamyślenie i smutek, jak i przygnębienie, a może i przerażenie? Lecz nie chciała by całe życie zamartwiał się nad relacją z córką i chciała by niebawem mógł z nią sobie wyjaśnić wszystko, o ile będzie na to miał siły i będzie gotów. W końcu nie chciała by Johanna odrzuciła go. Nie po tym ile przeżył i wiedziała, że byłoby jeszcze ciężej golibrodzie pozbierać się po tym jakby Johanna odtrąciła go na zawsze. 
- Rozumiem. W porządku, och Johanna, cieszę się, że mogłem spotkać się z nią i wnukiem.. Nie martw się, nie jestem zła, martwiłam się nieco, że Cię tak długo nie ma. Ale już jestem spokojna. Och chodź… ogrzejesz się, zaraz zrobię Ci coś ciepłego do picia.. 

sobota, 2 maja 2015

Part 253.

- Z czego mam się cieszyć.. może już nawet nie warto mnie pocieszać. Gdyby nie ten Turpin.. - Sweeney oparł się dłońmi o parapet i spojrzał właściwie nie dostrzegającym niczego spojrzeniem w dół, na co Nellie pogładziła się po skroni nie mając już kompletnie pojęcia, co robić. Zapadła chwila ciszy.
-Teraz nie chcę żebyś pomyślał, że znowu się naprzykrzam i kładę nacisk żebyś tutaj ze mną zostawał, ale trochę Cię już znam i kiedy pójdziesz do domu będziesz cały czas o tym rozmyślał.. Tutaj pewnie też, ale nie będziesz z tym sam.. Zatem jeśli chcesz możesz zabrać z domu potrzebne rzeczy i wrócić.. Oczywiście uszanuję każdą Twoją decyzję. - Odeszła do biblioteczki, niby by poprawić coś na półce, lecz tak naprawdę chciała dać mu wolną przestrzeń do myślenia bez swojego wpływu.
- Dobrze.. wrócę niebawem. - Sweeney przeanalizował większość plusów i minusów zostania tutaj na Fleet Street 186 i w swoim mieszkaniu i zdecydował, że tylko Nellie nie pozwoli mu odgrodzić się od realnego świata i pogrążyć w jego mrocznym. Nie chciał być już tym człowiekiem mimo wszystko. Zarzucił na siebie płaszcz i zaraz był już w drodze do siebie. Zapakował sobie najpotrzebniejsze ubrania, bieliznę i środki do higieny, których brakowało mu poprzedniego dnia u Nellie, bo jednak był przyzwyczajony do swoich. Ten wieczór, jak i kolejne wieczory tego tygodnia spędzali leżąc wspólnie na kanapie i głośno myśląc jak rozwiązać bieżące problemy, czy też gotując jakieś ciekawe specjały w kuchni. Po prostu zawsze starali się znaleźć sobie jakieś przyjemne zajęcie w głównej mierze po to, by nie smucić się za wiele. W czwartek, gdy tydzień pracy powoli kierował się ku weekendowi, Pani Lovett poprosiła Pana Todd'a, kiedy wrócił z pracy o zrobienie małych zakupów spożywczych do domu, ponieważ chciała przyrządzić rybę, wzorowaną na tej, którą jedli jeszcze w Newcastle. No i ku temu Sweeney udał się do portu przy Tamizie, ponieważ jedynie tam można było dostać świeże i okazałych rozmiarów ryby. Po tym zakupie, który był głównym celem udał się do sklepu spożywczego, choć bardziej można było to określić straganem czy rynkiem, gdzie miał również kupić określone przyprawy i warzywa. Podczas gdy wybierał spośród pojemników włoszczyznę, usłyszał płacz małego dziecka. Z początku nie był do końca pewien skąd dźwięk ten dochodził, było tłoczno i pełno było tutaj głosów dzieci wrzeszczących na swoich opiekunów w domaganiu się o coś. Sweeney jednak nie musiał się daleko rozglądać. Niedaleko niego stał chłopczyk, który prawdopodobnie zgubił swoją mamę lub tatę. Nie wiedział czy podejść, czy nie, bo przecież był nieznajomy, nie miał zobowiązań wobec tego brzdąca. Przynajmniej tak to na początku wszystko wyglądało. Coś jednak podkusiło go i zaraz stawiając koszyk z zakupami na podłodze, ukucnął przy chłopczyku.
- Zgubiłeś się..? Gdzie Twoja mama, hm..? - zerknął na dziecko z zaciekawieniem, bo kogoś mu przypominało. Te oczy.. były do kogoś podobne, tylko z początku nie zdawał sobie sprawy do kogo. Miał też nadzieję, że chłopiec nie rozpłacze się jeszcze bardziej na jego widok. Jednakże wszystko wskazywało na to, że dziecko mimo wszystko się minimalnie uspokoiło, że ktoś przy nim jest.
- Zgu..zguu-biłem.. - Przyznał robiąc smutną minkę i kierując swoje oczka w dół. Sweeney rozejrzał się, czy nikt czasem nie zmierza tutaj w poszukiwaniu swojego dziecka i nic tego nie zapowiadało. Każdy był zaabsorbowany swoimi zakupami. Usłyszał jednak głos przebijający się przez tłum, choć niedaleko. Znajomy głos, który krzyczał.
- Tommy! Och Tommy, gdzie jesteś..?
Sweeney wstał i pomachał z pozoru do nikogo, lecz z zamiarem zwrócenia na siebie uwagi i na to, co mówił.
- Być może tutaj jest Pani zguba...! - Pomachał jeszcze raz do tłumu, po czym schylił się znów do malca i wziął go na ręce. - Nie martw się, znajdziemy Twoją mamę. - No i tak, niedługo potem ku jemu zaskoczeniu, mamą, która szukała swojego synka, była Johanna. Gdy ją zobaczył znów nieco go zamurowało i ucieszył się, że jednak nie pozostał obojętny na płacz dziecka. Jednak tym razem chciał wypaść normalnie, bez bardzo widocznego zaskoczenia, dlatego uśmiechnął się i ucałował dłoń kobiety.
- Witam Panią.. cóż za ciekawy zbieg okoliczności, prawda? Jak się Pani miewa? A malca oddaję w dobre ręce.. - Postawił swojego wnuka znów na sklepowym gruncie, tym samym biorąc swój koszyk. Pragnął przytulić go do siebie, lecz chyba nie chciałby zostać uznany za całkowitego dziwaka przez swoją córkę.
- Witam Pana, Panie Todd.. Tak, muszę to przyznać.. ostatnio mamy szczęście do spotykania siebie. To miłe, bo zawsze dobrze rozmawia mi się z Panem.. Miewam się w porządku, lecz Tommy zdenerwował mnie tym zniknięciem. Wystarczyło na chwilę odwrócić głowę i już go nie było.. Gdyby nie Pan, pewnie straciłabym tutaj kilka razy więcej czasu. Nie wiem jak dziękować. - Złapała syna za rączkę, by już nie uciekł i widocznie rozchmurzyła się na taki finał. Wcześniej widać było jej zdenerwowanie, lecz teraz zdawało się to ustąpić.
- I to samo chciałbym przyznać ze swojej strony.. Och naprawdę nie ma za co dziękować, zrobiłem to, co powinien zrobić każdy człowiek na moim miejscu. A co do Tommy'ego.. każda mama potrzebuje czasem trochę oddechu, tak mi się wydaje.. opiekunka zachorowała..? - Sweeney spoglądał na córkę z zapytaniem. Nie chciał zadawać jakichś nachalnych pytań, ale też korzystając z okazji chciał dowiedzieć się czegoś konkretnego. Ponad wszystko starał się wypaść przed nią naturalnie.
- I tak mam u Pana dług.. i jestem straszliwie wdzięczna. Tak, tak.. dokładnie, opiekunka się rozchorowała. Wiem, że nie jest to najlepszy pomysł zabierać takie dziecko na zakupy, lecz niestety nie miałam innego wyjścia.. Prawda, Tommy..? - Johanna wzięła dziecko na ręce, a Sweeney w tym momencie przejął od niej torby z zakupami. - Mam pewien pomysł.. tutaj niedaleko jest bardzo przyjemna kawiarnia.. być może jeśli miałby Pan chwilkę wolnego czasu moglibyśmy wypić tam wspólnie kawę? - Kolejne pozytywne zaskoczenie golibrody. Niezmiernie ucieszył się na tą propozycję.
- Z miłą chęcią, muszę jeszcze tylko dokończyć zakupy.. myślę, że Pani Lovett nie obrazi się jeśli wrócę nieco później. - Uśmiechnął się promiennie, wiedząc, że Nellie oczywiście wszystko zrozumie, a tym bardziej ucieszy się z jego szczęścia. Tak po dokończeniu wszelkich zakupów, cała trójka udała się do kawiarni, a Sweeney'owi i jego córce nie brakowało tematów do rozmów.

piątek, 1 maja 2015

Part 252.

Nellie pokierowała Sweeney'a by usiadł, choć aktualnie rozpierała go złość i być może gdyby nie byłoby tutaj tylu świadków, a zwłaszcza Johanny to Turpin mógłby skończyć inaczej. Zresztą kobieta przeczuwała, że tak czy inaczej kiedyś to się stanie, że to nie jest tylko marne gadanie i dokona się zemsta na sędzim i jakoś wcale nie czuła żalu z tego powodu. Nienawidziła go równie tak samo jak golibroda, choć ilość odniesionych przez niego szkód nie mogła się w ich przypadku absolutnie równać.
-To straszne.. i niewyobrażalne.. Znaczy ten człowiek jest niewyobrażalny.. Jak zwykle ma tupet mówiąc tak do Ciebie, a za kogo on się uważa? Gdyby tak wszystkie jego kłamstwa ujrzały światło dzienne, byłby nikim.. Już miałam nadzieję, że on dzisiaj nie zawita w sklepie.. a teraz.. - Nellie podsłuchała czy Turpin znajduje się jeszcze w sklepie. - mam nadzieję, że zaraz sobie pójdzie... Gdybym mogła najchętniej wywiesiłabym tabliczkę z zakazem zbliżania się jego do tego miejsca.. i do nas i do Johanny.. - Złapała się chwilowo za głowę wzdychając. - Sweeney.. Sweeney.. posiedź tutaj jeśli nigdzie Ci się nie spieszy i uspokój się trochę, dobrze? Zostało mi jeszcze jakieś 45 minut do zamknięcia. - Nellie jeszcze raz pogładziła mężczyznę po policzku, próbując złapać jego spojrzenie, lecz Todd wpatrzył się w jeden punkt tak dobrze jej znanym nieobecnym wzrokiem i tylko skinął głową. Pani Lovett wróciła do swojego stanowiska za ladą, by obsłużyć ostatnich klientów, którzy się pojawili. Sędzia Turpin wraz z Johanną zniknęli prawie jednocześnie z momentem, kiedy tam wróciła. Cieszyła się, że ich.. wróg zniknął przynajmniej na jakiś czas, ale też co do córki Sweeney'a, sama ją polubiła, a tym bardziej chciałaby żeby znała już prawdę. Chyba po prostu bardzo pragnęła jego szczęścia, żeby po tylu latach smutku jednak coś uległo zmianie. Gdy wreszcie zamknęła sklep, wróciła do Sweeney'a, lecz oparła się o futrynę drzwi i przez chwilę go obserwowała, bowiem Sweeney postawił sobie na stole butelkę ginu i szklaneczkę z kredensu, ale jeszcze jej nie ruszył. Po prostu pochylał się lekko nad stolikiem i wahał. Gdy kobieta w końcu przekroczyła próg salonu, spojrzał na nią z zapytaniem czy za chwilę go za to skarci i zabierze butelkę do barku, lecz tylko usiadła obok niego na kanapie.
-Nie, Sweeney, nie zabiorę Ci tego.. to Twoja decyzja, ale to w żadnym stopniu nie polepszy tej całej sytuacji.. Jemu trzeba będzie stawić czoła, a to.. Da Ci tylko chwilową ulgę, a może nawet i nie.. Więc to Twój wybór. Jednak nie chcę mieć powtórki z tego co kiedyś.. nie chcę Cię stracić i mieć przed sobą kogoś zupełnie innego.. - Nellie patrzyła na Sweeney'a w taki sposób, by naprawdę zrozumiał, że nie ma sensu szukać ucieczki w alkoholu. Patrzyła z powagą, ale i troską. Sweeney podniósł się ze swojego miejsca, odrzucając pokusę napicia się i przeszedł się po salonie, który był dość takich rozmiarów by swobodnie bez potykania się o meble można było zatoczyć kilka kółek.
-Gorszą rzeczą od obrażania mnie, od wszystkiego.. jest to, że Turpin może spędzać z nią czas, może robić to, czego pozbawił mnie przez tyle lat.. Może nazywać się jej ojczymem.. choć nie wiem jakim prawem, lecz ja wciąż tylko pozostaję nieznajomym panem, którego przypadkiem spotyka. To łamie moje serce. Gdyby tylko Johanna wiedziała o wszystkim.. - Sweeney miał bardzo smutny wyraz twarzy, do tego stopnia, że Nellie jeszcze bardziej odczuwała jak zła ta cała sytuacja jest i że powinni robić już coś w kierunku, by to wszystko zmienić.
-To nie może trwać w nieskończoność, Sweeney.. Znaczy.. wiem, że nie da rady zmienić się tego wszystkiego przez moment.. Nie znajdziemy też nagle czegoś na Turpina, żeby Johanna się od niego odwróciła, lecz być może spotkania Was do siebie zbliżą, nawet takie przypadkowe.. Wiem, wiem, że to będzie trudne.. ale nie można robić niczego i oczekiwać, że stanie się cud.. - Kobieta zatrzymała Sweeney'a w tym jego nerwowym chodzeniu, by po prostu uspokoił się przy niej. Tym samym zastanawiała się co jeszcze może mu powiedzieć, ponieważ kiedyś już rozmawiali na ten temat i mogła się właściwie tylko powtarzać.. Choć czasem człowiek potrzebował i takiego powtórzenia, zapewnienia. - I wszystko co powiedział Ci Turpin nie jest prawdą.. o Twoim zawodzie, o tym, że Johanna nie chciałaby Cię znać.. Bo jesteś kimś więcej niż on. - Ujęła twarz mężczyzny w dłonie. - Powinieneś wręcz o tym zapomnieć.. a przypomnieć sobie w odpowiednim momencie, takim jak zemsta. Damy sobie radę z kimś takim.. Kiedyś role się odwrócą.. - Sweeney przytulił się do Nellie, czując z jednej strony taką bezsilność, a z drugiej jakąś małą iskierkę nadziei. Kobieta pogładziła go po plecach, a za dosłownie chwilę ten moment przerwał im człowiek, który przyszedł powybijać wszystkie szczury, jakie znajdowały się w podziemiach budynku i nie tylko.
-Pani Lovett?! - krzyknął, szukając właścicielki. W końcu trafił do salonu.
-Hm? Ah tak. Sweeney, poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? Muszę tylko zapłacić panu, pomógł wytępić szczury, dzięki czemu my nie musimy się tym już zajmować. - Uśmiechnęła się lekko do owego mężczyzny i zaraz przeszła obok niego kiedy stał w progu drzwi, by pójść przodem. Gdy przechodziła nie omieszkał zerknąć na jej pupę, co zauważył Sweeney i chrząknął, by dać mu taki subtelny znak żeby sobie na to nie pozwalał. Fachowiec od czarnej roboty spojrzał na golibrodę jakby wcale nie zorientował się co to miało znaczyć i ruszył za kobietą. Widać po nim było, że nadawał się tylko do takiej, a nie innej pracy. Za jakieś pięć minut Nellie wróciła do salonu zadowolona, że przynajmniej ta sprawa jest już z głowy. Sweeney stał i patrzył się przez okno.
-I le wziął? - mruknął do kobiety.
- Dwadzieścia funtów.. to jeszcze nie tragedia. Cóż, lepiej zapłacić niż mielibyśmy się męczyć. Miał tego chyba pół worka, a szczury są bardzo zwinne i szybkie, sam wiesz.. - również zerknęła przez okno, lecz po chwili oparła się o ścianę, tak że stała przodem do jego profilu. - Błagam nie bądź taki przygaszony.. kochanie.. Bo ja już sama nie mam pojęcia jak Cię pocieszać, co zrobić żebyś się uśmiechnął..

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.