SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 3 maja 2015

Part 254.

- Zaskakuje mnie to, że wpadamy na siebie.. Ale to miłe, Londyn nie bywa zbyt przyjemnym miastem, czy pomocnym.. – Uśmiechnęła się lekko kobieta do Sweeney’a, i pogładziła synka po główce, gdy powoli karmiła go musem jabłkowym, a Sweeney dziecko położył jeszcze dodatkowo jedną chustę by się ubrudził spodenek. 
- Hm.. pewnie jak większość miast w tym kraju. Wielka Brytania i tak uchodzi za najbardziej ponure państwo w Europie, chyba to przez ten klimat tutaj.. Choć tam, gdzie mieszkają moi rodzice ta reguła się nie sprawdza….  – Sweeney wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie do kobiety, miał nadzieje, że tutaj nie zjawi się Turpin, który zepsuł by ich wspólne spędzenie czasu. Pomagał chłopcu wytrzeć buzie, było mi miło, że mógł nieco spędzić czasu ze swoim wnuczkiem. Może przy tym czuł się trochę staro, lecz widząc tego chłopca czuł się uszczęśliwionym dziadkiem pod słońcem. 
- Och naprawdę..? A gdzie jeśli mogę wiedzieć..? Tak uroczo byłoby na wakacje wyjechać nad morze.. Poczuć morskie powietrze, piasek na twarzy sypiący poprzez wiatr. – Kobieta upiła łyczek kawy i spojrzała na Sweeney’a, gdy podał malcowi buteleczkę soczku i pomagał mu się napić. Był to dla niej uroczy widok, poza tym miała wrażenie, że Tommy’emu Sweeney przypadł do gustu i czuł się przy nim bezpiecznie. Tym bardziej, ze widział go nie pierwszy raz, no ale jednak dziecko szybko poczuło dobre fale od tak naprawdę dziadka. 
- Newcastle.. To miejscowość nad morzem.. byłem tam jakiś czas temu, no nie tak daleki bardzo, ale byłem. Szkoda tylko, że nie było cieplej, bo to jednak dopiero wejście wiosny kalendarzowej.  Tak, to miłe uczucie, gdy można poczuć morską bryzę.. Może uda się Pani pojechać nad morze, gdy zrobi się cieplej. Co Tommy, pobawiłbyś się w piasku, zbudował zamek, byłoby miło… - Pogłaskał włoski chłopca, który uśmiechnął się do Todd’a, gdy ten poruszał jego zabawką z grzechotką przed dzieckiem. Widział, że dziecko było nieco senne, to za spojrzeniem kobiety, gdy się zgodziła wziął dziecko na kolana, gdzie Tommy wygodnie usiadł i przytulił się do niego. 
- Och no tak, oczywiście. To miło. Ale może i Panu uda się i w miesiące wakacyjne gdzieś wybrać. A ja.. hm.. nie wiem.. na lato szykuje się ślub, mój z narzeczonym.. Czas najwyższy, dziecko w końcu musi mieć prawnie rodzinę a my ciągle narzeczeństwem, przez różne problemy. Żałuję jednak, że nie wszystko ułożyło się jakbym chciała. Lecz co poradzić. Ważne, że Charlie jest wymarzonym jak to mój ojczym powiedział.. „Wymarzonym mężem dla mnie..” Charlie jest dobry owszem, bardzo go kocham, lecz czasem jak to się mówi, młodzi nie zawsze rozumieją starszych, prawda.. ? A Pan… ma dzieci..? Pan wybaczy, że pytam, to tylko moja ciekawość.. Myślę, że jest Pan, czy byłby Pan kochającym ojcem.. Tommy już śpi u Pana.. Och, mój malec czas na jego drzemkę, a niedobra mama zabrała go na zakupy.. Uroczo wygląda w Pana ramionach. – Kobieta była nieco oczarowana tym, że ze Sweeney’em miała tematy do rozmowy, z ojczymem także, był dla niej dobry, lecz przy Sweeney’u odczuwała jakby spokój, a Turpin wpływał na nią czasami lekko stresująco. 
- Zobaczymy, to zależy od tego czy dostanę urlop, w tym i w zeszłym roku, miałem nazbyt dużo zwolnień, że nie wiem co z tego wyniknie. Och ślub, to duże przedsięwzięcie. Gratuluje. Najważniejsze, że Pani jest szczęśliwa z narzeczonym, to Pani zdanie na ten temat najbardziej się liczy, no chyba żeby wybranek Pani był nie fair w stosunku do Pani. A Tommy tak, musi mieć rodziców jakby nie było prawnie zapisanych w dokumentach, wtedy ze wszystkim łatwiej, a poza tym to zawsze jakieś bezpieczeństwo, nawet i dla Pani… Jeśli rozumie Pani co mam na myśli, mężczyźni nie zawsze okazują się do końca szczerzy… No ale mniejsza o to. – Sweeney zawahał się nad pytaniem kobiety, bo cóż miał jej odpowiedzieć, że ma dzieci? Ją? Ona jest jego córką. Nie wiedział co miał odpowiedzieć jej na to pytanie, ale nie chciał kłamać. Choć wiedział, że, gdy we przyszłości dowie się kim on jest, może go znienawidzić, lecz nie chciał wypierać się braku posiadania dzieci. Wolał na ten czas wyjść na ojca, który nie wie, gdzie jest jego dziecko, niż udawać, że nigdy nie skusił się na posiadanie potomstwa. – A ja.. Tak, mam dziecko. Hm, pewnie tak. Cieszę się, że Pani dziecko przy mnie nie płacze, bo inaczej chyba wolałbym odejść, niż wszystkich w koło denerwować, a tym bardziej Tommy’ego. Heh, dziękuję. – Posłał kobiecie lekki uśmiech, rozmowa przebiegała im spokojnie, na szczęście Johanna nie dopytywała się o potomstwo Todd’a, Byli tu jeszcze około pół godziny rozmawiając choćby o jedzeniu, o zdrowiu, o Tommy’m, Sweeney nawet nieco dowiedział o przyszył mężu córki. Aż ich spotkanie dobiegło powoli końca, Tommy się przebudził i kobieta postanowiła wracać z nim do domu, by tam malec mógł w normalnych warunkach odpocząć. Oboje pożegnali się ze sobą, a rachunek w kawiarni uparł się opłacić Sweeney, choć tyle co mógł jako obcy, zrobić dla swojej córki. Choć czuł, że robi błąd nie przyznając się jej do swojej prawdziwej tożsamości. Było mu z tym coraz ciężej, kiedy wracał do sklepu Pani Lovett, był zamyślony w swoich przemyśleniach, że omal nie wszedł na kogoś. Lecz powoli dotarł do skelu Pani Lovett, gdzie kobieta powoli już zamykała lokal, choć jeszcze obsługiwała ostatnich klientów i wywieszała kartkę, że więcej klientów już dziś nie obsługuje, można jedynie do zamknięcia kupić coś jedynie z gablot. Wtedy tez Nellie spojrzała na Sweeney’a po drugiej stronie szyby i zrobiła podejrzaną minę na niego, ale zaraz uśmiechnęła się, gdy widziała jego dłoni koszyk z zakupami. No i zaraz wpuściła go do środka odzywając się. 
- Och jesteś. Tak tłoczno było w porcie..?  -Uniosła brew jakby zazdrosna, że przez tyle czasu ktoś obsługiwał go w sklepach, czy na targu. Lecz Sweeney zaraz przesunął się, gdy jeden klient wychodził i kłaniał się przed Nellie, stały bywalec który na koniec jeszcze szepnął całując Nellie dłoń. 
- Całuję rączki, do zobaczenia jutro! – Mężczyzna uśmiechnął się i zaraz wyszedł ze sklepu, Pani Lovett zdążyła jedynie uśmiechając się do klienta, poza tym przyzwyczaiła się do tego, że zawsze ją witał ucałowaniem w dłoń i tak samo żegnał. Sweeney uniósł brew za mężczyzną, no ale nie obrażał się zaraz o to, choć jakiś tam minimalny ucisk w sercu poczuł przez ta chwilę. 
- W porcie nie było tłoczno Nellie.. znaczy było jak zawsze, ale.. ale spotkałem tam Johanne.. i zaprosiła mnie na kawę, dla mnie to wiesz, jak spotkanie na wagę złota, tym bardziej bez tego sędziny. Poza tym choć trochę mogłem potrzymać na kolanach własnego wnuka. Wybacz, że jestem później.. Ale chyba nie masz mi tego za złe hm..? Ile jeszcze czasu do zamknięcia sklepu..? – Spojrzał na kobietę, gdy pocałował ją na powitanie w policzek jeden i drugi. Nellie przytaknęła Sweeney’owi na jego słowa i rozumiała, że chciał spędzić czas z córką jak i swoim wnuczkiem, kiedy miał okazje. Kobieta pogładziła chłodny policzek Sweeney’a, dalej widziała w jego oczach zamyślenie i smutek, jak i przygnębienie, a może i przerażenie? Lecz nie chciała by całe życie zamartwiał się nad relacją z córką i chciała by niebawem mógł z nią sobie wyjaśnić wszystko, o ile będzie na to miał siły i będzie gotów. W końcu nie chciała by Johanna odrzuciła go. Nie po tym ile przeżył i wiedziała, że byłoby jeszcze ciężej golibrodzie pozbierać się po tym jakby Johanna odtrąciła go na zawsze. 
- Rozumiem. W porządku, och Johanna, cieszę się, że mogłem spotkać się z nią i wnukiem.. Nie martw się, nie jestem zła, martwiłam się nieco, że Cię tak długo nie ma. Ale już jestem spokojna. Och chodź… ogrzejesz się, zaraz zrobię Ci coś ciepłego do picia.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.