SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 17 maja 2015

Part 260.

- Och witam. Pewnie liczyła Pani na smakowitości, hm.. niestety dziś trochę zaspałam. A Pan Todd.. tak, Pan Todd nie najlepiej się czuje… Wczoraj mieliśmy dziwną sytuacje… Na szczęście nie jest to nic poważnego, przynajmniej mam nadzieje, że dobrze wszystkim się zajęłam.. – Spojrzała na Johanne, która widać zmartwiła się stanem Sweeney’a, który właśnie wracał do kobiet i zrobił im obu kawę, którą podał Panią w filiżankach na stół. Przywitał się tez pocałunkiem w policzek z Nellie i odezwał do niej.
- Nellie.. ja się będę szykował do pracy… Niedługo mam swoją zmianę… Poradzisz sobie…? – Obie kobiety patrzyły na mężczyznę w taki wyjątkowy, niczym zauroczony sposób. Sweeney poprawił swój sweter, bo było mu trochę zimno, co zauważyły obie Panie i zaraz jednocześnie dotknęły czoła mężczyzny. Sweeney spojrzał na nie, a gdy chciał coś powiedzieć, to odezwała się Nellie.
- Gorączki nie masz, ale jesteś ciepły… Sweeney, to nie jest dobry pomysł byś szedł dziś do pracy… Plecy Cię bolą, jesteś zmęczony…  - Todd skrzyżował ręce na klatce piersiowej i po chwili odezwał się do Nellie, uważnie słuchała ich Johanna, ze współczuciem patrzyła na parę.
- Nellie, jestem ciepły, bo było ciepło kiedy spałem.. Ale już jest mi zimno. Muszę iść do pracy. Wezmę tabletki i nie będę tego tak odczuwać. – Wzruszył ramionami, chyba sam za bardzo nie wierzył w to co mówił, tym bardziej jak Nellie patrzyła na niego dosadnym spojrzeniem. Johanna sama też zabrała głos, kiedy powoli wstała i spojrzała na Todd’a, a zaraz spytała się czy może i zerknęła na opatrunki na szyi i karku mężczyzny, które nieco wchodziły na jego ramiona i kręgosłup. A na koniec pogładziła mężczyznę po jego plecach, delikatnie, że ledwo to odczuwał i odpowiedziała.
- Panie Todd… jak się Pan nie zgodzi na odpoczynek to się obrażę… Ja mogę nawet iść do tego zakładu, gdzie Pan pracuje i powiedzieć, że musiał Pan wziąć wolne na kilka dni z powodu okaleczeń jakie ma Pan na ciele i nie jest Pan wstanie osiem godzin stać na nogach i golić brody…! Przecież tak nie można…! Prawda Pani Lovett..? – Sweeney patrzył na nie obie gdy i Nellie stała teraz przeciwko niemu, a w sztamie z jego córką.
- Sweeney… odpoczniesz kilka dni.. do końca tygodnia nic się nie stanie.. Dziś jest wtorek, pracujesz tam, do piątku, czasem i w soboty. Twój szef nie powinien robić w tym przeszkód.. Mam nadzieje. Och wiem, że już brałeś zwolnienie nie raz. Ale to nie jest taki pikuś! – Sweeney zrobił na nie oboje posępną minę i zamruczał cicho, po czym oparł się dalej o bufet w sklepie Pani Lovett i rzekł.
- Nie lubię was. Satan straci do mnie cierpliwość i w końcu mnie wyrzuci z tego zakładu… - Mimo to uśmiechnął się do Pań, w głębi duszy miał wyrzuty sumienia względem córki, że nadal jest dla niej obcy, ale nie zamierzał dziś jej powiedzieć prawdy. Za mało jeszcze ją znał. Z jego zamyśleń wyrwał go głos Johanny, która rozmawiała z Nellie i zaraz zwróciła się do niego.
- A co z tym konkursem Panie Todd…? Pani Lovett.. słyszała Pani o tym konkursie dla golibrodów…? – Sweeney zastanowił się chwilę, bo to jednak też była kłopotliwa sytuacja, skoro tylko właściciele zakładów mogli brać udział w konkursie, a on nim nie był. A teraz gdyby Satan zwolnił go z posady, miałby problem z głowy, lecz czy tak się stanie..? Z jednej strony szkoda byłoby mu tracić tą prace, pieniądze, ale z drugiej strony, jeśli piętro mogłoby znów żyć i on zarabiałby sam, z każdego golenia, o ile oczywiście by ludzie korzystali z jego usług, byłby zadowolony. Mimo to jakoś nie potrafił do końca się przemóc, by pracować nad sklepem Pani Lovett. Pani Lovett widząc trochę speszenie Todd’a sama zabrała głos.
- Ach tak, wczoraj właśnie byłam ze Sweeney’em na Picadilly Cirrus i zgłosił się do konkursu… Prawda, Kochanie…? Jestem pewna, że Sweeney, to wygra. Och nie jestem skromna.. Wierzę, że się uda po prostu. Sweeney zna się na goleniu męskich zarostów najlepiej na świecie. – Panie tym samym patrzyły na mężczyznę, na co ten nieco się zawstydził, że aż jego policzki nabrały nieco kolorów i odparł.
- Przesadzasz. Może zrobię śniadanie hm..? Na pieczenie czegoś może teraz za długo by czekać, ale kanapki z twarożkiem.. hm..? Mogą być? Na pewno jeszcze coś dobrego wynajdę. I nie rób ze mnie ofiary losu Nellie, poradzę sobie, jeszcze nogi i ręce mam całe. Jestem sprawny i głowa też jest w porządku. – Nellie nie miała już wyjścia jak pozwolić mu na zrobienie śniadania, a poza tym miło było spędzić trochę czasu razem, poza tym pomyślała, że to całkiem miłe, że sklep był zamknięty, a oni tutaj sobie byli w trójkę. Sweeney poszedł więc przygotowywać śniadanie, powoli mu szło, bo trochę kark miał taki unieruchomiony i powoli się schylał, ale radził sobie krojąc bułeczki i robiąc samemu twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką. A Panie rozmawiały nieco o mężczyźnie choćby.
- To miłe, że oboje mogą Państwo na siebie liczyć.. Zatem Pan Todd bierze udział w konkursie, cieszę się, bo wcześniej z nim o tym rozmawiałam i właśnie miał taki zamiar. Na pewni wybiorę się na ten konkurs, chciałabym zobaczyć jak to wygląda, w końcu nie mam okazji zobaczyć na co dzień takiego można powiedzieć widowiska, na powietrzu… - Uśmiechnęła się delikatnie i popijała kawę, nieco ją posłodziła, choć czasem jak i Nellie spoglądała w stronę kuchni, gdzie zniknął Todd, niczym jakby obawiała się, że źle się czuł, a i obu nie przyznawał.
- Ja naprawdę mogę pójść do szefa Pana Todd’a i powiedzieć, że potrzebuje kilku dni regeneracji, po przykrym incydencie, przecież nie musze mu opowiadać szczegółów prawda? Niedokładnie wiem co się stało, ktoś napadał Pana Todd’a przed sklepem..? Najważniejsze, że nic straszniejszego się nie stało… Może jednak potrzebna jest wizyta lekarska..? Mam znajomego lekarza, to przyjaciel mojego narzeczonego Charlie’go… Mógłby zbadać Pana Todd’a, mogłabym się tu z nim nawet po południu dziś jeszcze zjawić… Hm..? - Spoglądała na Nellie, a zaraz też z kuchni i z talerzykami z jedzeniem pojawił się Sweeney i zaraz stawiał talerze na stole, jak i też bułeczki, twaróg, pokrojone pomidory i przystał przy stoliku, ze ścierką na ramieniu i odparł do swojej córki.
- Żadnych lekarzy, nie jestem obłożnie chory i nie idę do pracy, tylko dlatego, że pewnie obie byście się na mnie obraziły. Mam rację? Zaraz przyniosę resztę. - Uśmiechnął się do pań i kobiety były uradowane słowami mężczyzny, jedynie boczyły się na jego brak zgody na wizytę u lekarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.