SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 13 czerwca 2015

Part 268.

– Nellie zaraz pokiwała głową ochoczo i uśmiechnęła się udając, wielką fankę sztuki malarskiej i jakiej tylko. – A konkurs… tak.. tak.. jest w kolejną środę… Tak, startuję w nim. Zobaczymy, na pewno wielu takich jak ja zgłosiło się do tego przedsięwzięcia. Zatem nie wydajmy werdyktu, póki co jestem troszkę sceptycznie do tego nastawiony, wszystko zależy kto będzie z jury. Można być genialnym i nie wygrać, poza tym teraz tyle jest korupcji wkoło.. prawda.? – Uśmiechnął się lekko tu jakby mógł to wepchnąłbym Turionowi brzytwę w biodro, gdyż dobrze wiedział, że ten człowiek był skorumpowany chyba najbardziej niż sam Londyn w sobie.
Johanna westchnęła, no ale rozumiała parę może wyczuła nutę tego, że nie byli zbyt zachwyceni na zaproszenie, lecz wierzyła, że jej nie zawiodą, poza tym zaraz Sweeney przekazał synka matce, który chciał do niej. Dziś nie potrafił skupić się nawet na dziecku i pobawić z nim przez chwilę. Być po prostu jak dziadek w duchu karcił się za to, ale dziś od momentu wypowiedzi Johanny, czuł niemal gorycz na języku. Kobieta jednak nie dała za wygraną, oczywiście nie chciała nalegać, by nie uznali jej za jakąś oszalała, która koniecznie musi widzieć ich na przyjęciu, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że może nie czuliby się tam dobrze, lecz nie chodziło o Turpina, a raczej nie tylko o niego, ale tez o innych tam ludzi, którzy nie byli z ich sfery „kieszeni”.
- Och rozumiem. W porządku. Lecz jeśli tylko będą Państwo chcieli przyjść, poza tym jeszcze przyjdę i przyniosę zaproszenie. Och Panie Todd, niech Pan nie będzie taki skromny.. już pewnie pół miasta liczy na Pana zwycięstwo i wcale bym się nie zdziwiła. Musi Pan w siebie wierzyć. Przyjdę kibicować…! Och, dobrze, będziemy się już zbierać, zapomniałam, że jeszcze
muszę podejść na pocztę. – No i tak po kilku chwilach Johanna pożegnała się ze Sweeney’em i Nellie, dziękując za posiłek, po czym z uśmiechem na ustach, udała się w stronę poczty z dzieckiem. Sweeney wstał z krzesła, Nellie powoli zaczęła sprzątać ze stołu, a mężczyzna odezwał się spokojnym tonem głosu.
- Wierzysz w to, że Turpin nas zaprosił..? Przecież to banał, to Johanna tego chce, ale on..? On przed nią gra eleganta… a ja staram się nie wyjść z równowagi.. Naprawdę tego nie dostrzega.. i jeszcze chce byśmy tam poszli..? Poco..? Przecież tam będą sami arystokraci, wiesz o czym oni rozpowiadać będą cały wieczór..? O akcjach i obligacjach… Kto sprzedał, kto kupił. Kto więcej zarobił. Naprawdę interesujące byłby to przyjęcie. I uważam, że choć nie idziemy do galerii sztuki, to może jednak pójdziemy..? – Nellie słysząc słowa Sweeney’a cicho westchnęła, bo czuła i widziała, że jej Ukochany jest dziś, a przynajmniej od wizyty swojej córki zły, jak nigdy. Podeszła do mężczyzny i od tyłu złapała go za ramię podsuwając rękę pod jego pachę i oparła się nieco o jego łopatkę głową i zaraz wychyliła się by spojrzeć na jego twarz, gdy mężczyzna pogładził ją po dłoni.
- Nie wierzę w to. Myślę, że Johanna, Cię lubi, a ja.. no może mnie też lubi, choćby za wypieki. Sweeney… Nie wiem, czy to dobry pomysł iść tam, a jeszcze gorszy nie iść tam w ogóle… Oczywiście, że tego nie chcę. I masz rację, Turpin obraca się w towarzystwie arystokratów, a nie przeciętnych mieszczan jak my. Lecz, pomyśl o swojej córce.. Też nie podobał mi się ten pomysł do czasu jak Johanna tu była, ale teraz zastanawiam się nad tym.. Poza tym, Skarbie nie zapominaj, że nie chcemy by Twoja córka sądziła, że jest inaczej niż jest.. Prawda..? Wiem, że chcesz się jej przyznać, że jesteś jej ojcem, a Tommy to Twój wnuczek.. Dziś są w Tobie złe emocje, lecz jutro spojrzysz na to inaczej.. Nie powinniśmy tak reagować.. Poza tym Twojej córce Sweeney byłoby miło, gdybyś był na tym przyjęciu, poza tym nie musimy być w towarzystwie Turpina, ani z nim rozmawiać, wystarcza krótkie.. ech.. gratulacje.. Będę się czuła jakbym połknęła roczny pasztecik, kiedy będę mu winszować tego stanowiska.. – Wtedy Sweeney zmarszczył czoło i zsunął brwi bliżej oczu, po czym odwrócił się na pięcie do Nellie i odparł patrząc w jej oczy, kiedy kobieta umieściła spokojnie dłonie na jego klatce piersiowej.
- A może to dobry moment, by powiedzieć Johannie, kim naprawdę jestem..? Może przyjęcie to za duże wyzwanie i niezbyt dobra okoliczność.. Ale na sama myśl, jak będzie zachowywał się sędzia, przy Johannie.. nie zniosę tego. Będzie się nią chwalił, obnosił, jakby co najmniej chociaż przyczynił się do jej spłodzenia. Nienawidzę go. Jakbym mógł to bym wypruł z niego wnętrzności i jelita owinął mu w koło jego szyi, zacisnął tam dłoń, poderżnął mu gardło stopniowo by długo konał, potem.. Potem spytał się czy mam golić wszystko czy nie.. i pozbył się i jego genitaliów.. – Nellie spoglądała na Todd’a, a gdy coraz bardziej brnął nie obrzydzało jej to niczego, choć miała wrażenie, że po tych słowach, jakby to wszystko naprawdę wykonał to przy pierwszym razie już by jednak Turpin nie przeżył dalszej części umierania, bo byłby już dość mocno sztywny.
- Kochanie.. Uważam, że to jest jednak do przemyślenia, a przyjęcie, nie jest zbyt dobrym pomysłem.. Powinieneś to zrobić wtedy, gdy nikogo poza wami nie będzie i nikt wam nie przeszkodzi, dodałabym też, że miejsce takie by Johanna nie uciekła, ale tak się nie da… Ale przyjęcie.. Och Skarbie, wiem.. wiem.. Oboje to wiemy, że tak będzie, lecz nie możesz się dać wyprowadzić z równowagi. Sweeney, już przy wypruciu z sędziego wnętrzności pozbawiłbyś go życia… Nie martw się, kiedyś nadejdzie ten dzień, że to on będzie się przed Tobą uginał i obawiał… Będzie tak, obiecuje. No już nie złość się. Poza tym może kolejnym razem, dziadku… kupilibyśmy coś dla Tommy’ego.. jakąś zabawkę..? – Sweeney przytulił do siebie Nellie i na jego twarzy namalował się pół uśmiech, choć do końca był przeszyty złością na sędziego. Westchnął cicho i lekko przytaknął głową na jej słowa, po czym dodał.
- Może i masz rację, ale nie mogę powiedzieć, że zostawię to obojętnie, gdy będę widział Turpina przy Johannie, oboje wiemy, że ona jemu się podoba, a to, że został jej „ojczymem” to moim zdaniem tylko przykrywka i chęć tego, bym czuł szpikulec w sercu, a jakby mógł to by.. ech… nie dokończę dalej, bo szlag mnie trafi… Wiesz co mam na myśli. O tym marzę, by to on obawiał się mnie, a nie ja jego, zresztą, co on może w tym momencie mi zarzucić..? Nic i nie pozwolę by ktoś jeszcze popsuł nasze relacje i cokolwiek innego. Dziadku..? Mimo, że to mnie uskrzydla, to czuję się stary heh.. Dobrze, kupimy Tommy’emu jakąś zabawkę, ale nie mam pojęcia co on lubi… jest jeszcze mały.. może jakąś nową grzechotkę..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.