SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział XXI. Remont nad sklepem Pani Lovett. Part 269.

Pani Lovett przytaknęła na słowa mężczyzny, uważała, że to będzie nowa alternatywa, a poza tym był dziadkiem, zatem wypadało wnuczkowi coś kupić, nawet jak jego córka nie wiedziała, że przez ten cały czas rozmawia ze swoim ojcem. Sweeney coraz bardziej czuł się zdeterminowany, chciał by córka wiedziała o tym, że on żyje i wcale nie umarł. Bolało go, to że wiedziała takie bzdury, a do tego Turpin był do wszystkiego zdolny by zniszczyć ich relacje. Dlatego tez obawiał się, że jak poszliby na to przyjęcie, to ten człowiek z zemsty, z wściekłości, powiedziałby coś niestosownego co nie byłoby prawdą. Nawet pomyślał o czymś, czym Turpin mógłby go przybić, niczym jakby przybił kolejny gwóźdź do jego trumny. Lecz nie powiedział o tym na głos, miał nadzieje, że jego wizje, jego niby przeczucia nie spełnią się i nawet jeśli siłą rzeczy pójdą na to przyjęcie, to nie będzie ono takie przygnębiające i przede wszystkim nie obróci się przeciwko nim. Ten dzień Sweeney spędził w sklepie z Panią Lovett pomagał jej w pracy, choć jeszcze koło 16 zostawił ją samą, gdyż chciał co nieco kupić do wystroju piętra, na co kobieta mu pozwoliła i dała wolną rękę. Lecz pierw udał się do doktora, do pobliskiego szpitala, na wizytę by obejrzał jego obrażenia, z ostatniej przygody z bratem William’a McCartney’a. Nie było jednak powodów do paniki, nie było to groźne, ani nie zagrażało zdrowiu Sweeney’a, jedynie otrzymał leki na okłady chorych miejsc, syrop z lekiem przeciwbólowym i tabletki zapobiegające infekcji. Po wizycie u lekarza, Sweeney udał się do apteki wykupić lekarstwa, a potem stojąc na chodniku i przeliczając ile zostało mu oszczędności, golibroda postanowił zamówić kilkanaście może więcej desek drewnianych, by zmienić parkiet. Kupił też farbę do ścian, by zmienić kolor, by nieco rozjaśnić to miejsce i kupił jasno żółta delikatną farbę w sporej puszce, a nawet i dwie. Kupił tez kilka dodatków, jak folia, pędzle i inne akcesoria, by zając się tym małym remontem na piętrze. A do tego kupił też farbę na szybę, by mógł na niej napisać, swój zakład, by ludzie wiedzieli, że można tu wejść i na chwilę się odprężyć, bądź i nie pod brzytwą Sweeney’a. Szyld Pani Lovett miała nad drzwiami pietra, od zewnątrz, wiec Sweeney miał zamiar tylko go odświeżyć i napisać i tutaj, o swoim zakładzie.
(…)
Kolejne dni sprowadzały się do tego, że Pani Lovett, co rano piekła słodkości, i nie tylko, otwierała sklep i gościła gości do wieczora. Zastanawiała się tak naprawdę, czy pójście na przyjęcie to dobra decyzja, tym bardziej kiedy otrzymali już zaproszenie od Johanny, która wpadła do nich raptem na kilka chwil. Nellie rozmawiała z nią i czuła jak kobieta rozglądała się, czy jest gdzieś Sweeney, no ale mężczyzna był zajęty na piętrze remontem, który robił sam, choćby ze względu na koszta, nie miał tyle pieniędzy by opłacać tu kogoś za pomoc. Poza tym Nellie prosiła go, już nie z czystej chęci zatrzymania go przy sobie, ale z faktu finansowego, by zrezygnował z wynajmowania pokoju dwie przecznice dalej i zamieszkał u niej, w końcu czynsz jaki płacił tam, tu był nieco niższy i nie musiałby co parę dni tam się udać po coś co było mu potrzebne, a nawet i ubrania.
- Proszę przemyśleć przyjście na przyjęcie, dobrze…? – Johanna uśmiechnęła się delikatnie zależało jej na tym by przyszli, a do tego ciągle nie powiadomiła swojego ojczyma kogo chce i kogo zaprosiła na przyjęcie.
- Dobrze, proszę się tego nie obawiać, damy znać kiedy podejmiemy decyzję. A może jakieś bułeczki, mam takie dobre rogaliki z wiśnią, hm..? – Pani Lovett spoglądała na Johanne delikatnym spojrzeniem i uśmiechem, słyszała, tez jak na piętrzę Sweeney pracował, bo aż było tutaj słychać, jak piłował drewno. Johanna aż uniosła lekko spojrzenie w górę na te hałasy, po czym Nellie odezwała się, właśnie przekładając świeże drożdżówki na tacę w gablocie.
- Och Sweeney remont robi na piętrze. Zmienia parkiet, maluje ściany i tak dalej… - Kobieta posłała Johannie delikatnie uśmiech, na co Johanna przytaknęła głową i odwzajemniła uśmiech piekarki.
- Ach rozumiem, rozumiem. To znaczy, że Pan Todd teraz tutaj na piętrze będzie przyjmował swoich klientów, słyszałam, że kiedyś tu pracował. A cóż ja wezmę… A może są rogaliki z czekoladą..? Mój ojczym za nimi przepada chciałabym zrobić mu niespodziankę małą. A ja wezmę dwa z wiśnią. Tak dwa z czekoladą, dwa z wiśnią. A coś dla Tommy’ego, by się znalazło..? – Johanna spoglądała na Nellie kiedy pakowała do papierowej torby to co sobie życzyła, a zaraz Pani Lovett do torby włożyła słoiczek musu jabłkowego i odezwała się do młodej kobiety.
- Dla Tommy’ego mam mus jabłkowy, świeżutki. Dobrze..? A kolejnym razem przygotuje dla niego biszkopty, hm..? Bo dziś nic takiego nie mam, ale rogalik i można troszkę dziecku podać… Na pewno nie zaszkodzi, no tylko oczywiście może bardziej te z wiśnią niż czekoladą. A może na przyjęcie Pana Turpina, mogłabym coś upiec..? – Nellie powoli zapakowała ciastka Johannie i położyła je przed nią na ladzie, zaraz podała ceną ciasteczek ile razem wszystko kosztowało. A zaraz Johanna sięgała po pieniądze do swojej torby.
- Och, dziękuję bardzo, będzie mu smakować, jego ulubiony. Byłoby miło. Dobrze, tak, tak wiem.. małym dzieciom za bardzo czekolady się nie podaje, jeszcze nie w tym wczesnym wieku. Naprawdę… Upiec..? Och.. byłoby.. – Johanna chciała dokończyć zdanie, lecz wtedy z piętra panie usłyszały huk, jakby coś spadło, potłukło się, bądź coś przygniotło człowieka. Zaraz obie pomyślały o Sweeney’u i nie kończąc już rozmowy, obie pobiegły na piętro. Gdzie Sweeney właśnie podnosił drabinę i stawiał ją przy ścianie. Kiedy Nellie wpadła z Joanną do jego gabinetu, akurat zerknął w ich stronę ze zdziwieniem jak obie miały lekko otwarte usta i odparł.
- Cos się stało..? O witam Panią, Panno Johanno.. – Mężczyzna, uśmiechnął się do obu kobiet, poprawił swoją koszulę, robocza, która miał trochę w farbie umazaną. A gabinet? Wyglądał całkiem nie źle, Sweeney w połowie zrobił już podłogę no i właśnie z tej samej strony malował ścianę, by choć dziś zrobić część tego co sobie zamierzył. Kobiety przez dłuższa chwilę spoglądały na niego, jakby widziały go pierwszy raz w życiu, aż w końcu podszedł do nich i zabrał głos ponowie.
- Halo… Co się stało, ktoś jest na dole..? Mam to sprawdzić..? No chyba nie jesteście tu ze względu na to, że drabina mi się przewaliła…prawda..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.