SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 23 czerwca 2015

Part 270.

Kobiety patrzyły na mężczyznę jeszcze kilka chwil, dopiero ocknęły się, jak Sweeney klasnął w dłonie i pokręcił głową, z niedowierzaniem, że to pewnie chodziło o drabinę. A zaraz Nellie zachrząkała by zacząć mówić i dotknęła przedramienia Sweeney’a i uśmiechnęła się nieco, jakby speszona. 
- Sweeney… ale my myślałyśmy, że naprawdę coś Ci się stało… Nie gniewaj się, ale to był okropny huk, na dole bardziej to słychać, tym bardziej, ze tu wymieniasz parkiet… Kochanie, może powinieneś wziąć kogoś do pomocy..? – Pani Lovett pogładziła Sweeney’a po jego dłoni, zaś Johanna nieśmiało zerkała na gabinet, w końcu wcześniej tu nie była. Mężczyzna uniósł lekko jedną brew i powoli wycierał swoje dłonie w szmatkę. 
- Naprawdę wyglądam już na totalnego nieudacznika? Nic się tu nie stało, jest wszystko w porządku. Nie, sam skończę to pomieszczenie, poza tym rozmawialiśmy Nellie, o tym… Tak jest lepiej. Skończę za jakieś dwa trzy dni. Jak się Pani ma, Johanno..? Wszystko dobrze..? Tommy zdrowy..? O właśnie mamy dla niego prezent, zaraz go przyniosę. Może zejdziemy na parter, tu trochę zbyt intensywnie pachnie farbą, ale potem to się wywieje. – Po chwili zaraz w trójkę byli na dole, a Pan Todd udał się do sypialni i zaraz stamtąd przyniósł zapakowany prezent dla wnuczka, którym była grzechotka i miś pluszowy. Po chwili wręczył pakunek kobiecie. 
- Proszę to dla Tommy’ego, proszę tylko nie odmawiać… To dla dziecka, Tommy na pewno ucieszy się z prezentu. – Johanna nie zdążyła już nawet i chwilę wcześniej zareagować na słowa Sweeney’a, oczywiście, nie chciała przyjąć prezentu, bo uznawała, że nie trzeba, a poza tym, że się wykosztowali, ale oboje byli nie ugięci i udało im się udobruchać Johanne, by nie odmawiała tego podarku. 
- Och, ale naprawdę.. nie trzeba było… To na pewno drogo kosztowało Państwa… Ja naprawdę… dziękuję bardzo, Tommy na pewno będzie zadowolony. A ja także myślałam, że na piętrze coś się złego wydarzyło. I nikt nie ma Pana za nieudacznika, przy remontach różne rzeczy się dzieją.. trzeba uważać.. Zadrapał sobie Pan trochę lewą rękę, na pewno do zmiany parkietu.. Trzeba będzie to odkazić, by nie wdała się infekcja. A Tommy tak… jest zdrowy, wszystko jest w porządku, nie narzekam i dziękuję, że Pan pyta. A jak przygotowania do konkursu..? To już w piątek, zostały jeszcze cztery dni. – Johanna posłała delikatny uśmiech Sweeney’owi, który napił się łyczek z filiżanki Nellie jej kawy i puścił do niej oczko. 
- Nie ma za co i zwrotów nie przyjmujemy, prawda Skarbie..? A na piętrze tragedii nie było, po prostu potknąłem się o drabinę i ona się przewaliła, a ja po prostu przystałem obok. Tak, tak wiem… Oj nie przesadzajmy, przemyję wodą i będzie w porządku… Cieszę się. To bardzo dobrze. Do konkursu..? Właściwie to póki co remontuje gabinet, znaczy miejsce do pracy… Jak skończę to wykorzystam talent swój na klientach… O ile ktoś tu przyjdzie, bo jednak do tej pory to miejsce było zamknięte. – Sweeney wzruszył ramionami na swoje słowa. Cieszył się oczywiście, że u jego córki było wszystko dobrze, miał chęć wypytać ja o przyszłego męża, no ale nie mógł przecież być taki wścibski, jako po prostu osoba znajoma z przypadku jakby nie było. A co do zakładu i pracowania tutaj, zastanawiał się czy to wypali w tak krótkim czasie do konkursu, no i czy miał jakieś szanse, bo gdzieś o uszy obiło mu się, że w konkursie wystąpi choćby jego wróg Włoch Adolfo Pirelli, wierzył jednak w to, że to tylko plotki bez pokrycia. Panowie nienawidzili się gdyż już wcześniej rywalizowali ze sobą, dlatego Sweeney wiedział, że gdy ten człowiek się tam pojawi to już nie będzie tak wesoło, bo będą toczyć ze sobą wojnę. Poza tym nie miał pojęcia za bardzo co zrobić by zareklamować zakład, który będzie otwarty tu za kilka dni, nie miał przecież z Nellie na to funduszy. Jeszcze chwilę porozmawiali z Johanną, aż opuściła progi sklepu Pani Lovett i para została sama, choć zaraz pojawili się klienci których obsługiwała kobieta. Sweeney miał wrócić na piętro, kiedy jeszcze parzył kawę dla siebie, w kuchni, jak zaraz do sklepu zawitał niespodziewanie były pracodawca Sweeney’a. Nellie widziała go może raz w życiu niezbyt pamiętała kim on był, tym bardziej, że teraz w sklepie miała małe zamieszaniem przy ladzie i pakowaniu pieczywa, czy innych bułeczek na wynos. Jak i pilnowała innych potraw, by się jej nie spaliły. Wtedy też z gotową kawą, za ladę zajrzał Sweeney, chciał po prostu Nellie oznajmić, że idzie na piętro dalej pracować. A ku jego oczom, widok jaki zastał sprawił, że zaniemówił, gdy Satan zbliżył się z drugiej strony lady i odparł zaskoczonym spojrzeniem na Todd’a. 
- Panie Todd… Pan tutaj… Witam. – Satan nie za bardzo wiedział, czy się uśmiechnąć czy mieć poważną minę, a Sweeney z obojętnością odezwał się zaraz. 
- Dzień dobry Panie Satan. – Sweeney nie zamierzał dodawać więcej, poza tym co Satana teraz obchodził los golibrody, który u niego wcześniej pracował, przecież go zwolnił. Todd jednak nie miał zamiaru kontynuować rozmowy z byłym szefem i zaraz pochylił się nad uchem Nellie i szepnął. 
- To mój były szef, Satan.. pamiętasz..? Bądź miła, nie potrzeba mi wrogów przed konkursem, dobrze Kochanie..? Zrób to dla mnie… Idę na górę pracować dalej. Jakby coś się działo to wołaj. Nie rozmawiaj z nim tylko o tym, czemu mnie zwolnił.. to w tej chwili nie jest istotne, podaj mu co chce i już. Hm? – Nellie słuchała słów swojego lubego, aż w końcu przytaknęła mu, kiedy lekko pocałował jej płatek ucho. Przeprosił i Satana, w końcu to, że został zwolniony z pracy nie zwalniało go z tego, że miałby się jakoś nietaktownie zachować. A po chwili poszedł z kubkiem kawy na piętro, zaś Satan spoglądał za Todd’em, widać było, że nieco żałował zwolnienia mężczyzny z pracy, ze swojego zakładu, lecz zaważyły na tym zwolnienia Sweeney’a, na co Satan nie mógł sobie pozwolić, bo jednak golibroda był mu potrzebny od poniedziałku do piątku w salonie, a nie z jakimiś tygodniowymi przerwami. Nellie obsłużyła Satana który zażyczył sobie bułkę słodką z serem i bajaderkę, a do tego na miejscu chciał napić się kawy, więc zajął miejsce i czekał na swój napój. Nellie pracowała dalej normalnie, bez jakiś ekscesów, a niebawem też przyniosła i kawę Satanowi i odparła.
- Bardzo proszę Pańska kawa, jeszcze Pan sobie czegoś życzy..? – Przystanęła przy stoliku, gdzie siedział golibroda. 
- Właściwie to mam prywatne pytanie… Nie wiem czy mogę..? Ale skoro zacząłem, to mogłaby mi Pani udzielić informacji, jak radzi sobie Pan Todd..? Co teraz robi..? Ja wiem, że nie powinienem… nie obrażę się, jeśli Pani mi nie powie.. Po prostu chciałbym wiedzieć.. – Obawiał się reakcji Nellie i chyba miał w tym słuszność, bo kobieta nie chciała udzielać mu jakiś wykwintnych informacji. 
- Och… Pan Todd świetnie sobie radzi. Jeszcze coś proszę Pana..? – Uśmiechnęła się nieco z przekąsem, Satan wyczuł, że nic więcej się od płci pięknej nie dowie, więc podziękował jej za odpowiedź skinięciem głosy i pokręcił głową przecząco, zatem kobieta odeszła od jego stolika do innych klientów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.