SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 27 czerwca 2015

Part 271.

Pani Lovett pracowała, nie za bardzo zwracała uwagę na Satan’a, była po prostu zła, trochę sfrustrowana, że mężczyzna tu przyszedł, no ale przecież wyrzucić go nie mogła. Satan pił swoją kawę powolutku, mimo to widać było po nim, że żałował zwolnienia Sweeney’a, lecz nie mógł na to nic poradzić, kiedy pracownik szedł na zwolnienie niestety nie był wydajny dla zakładu i spowalniał ruch, pracę w salonie, co zmusiło Satana do podjęcia takich środków, a nie innych. Po wypiciu kawy, powoli wstał ze swojego miejsca i z filiżanką udał się do bufetu, gdzie postawił filiżankę, by kobieta nie musiała się fatygować do zabrania naczynia z tego stolika. Satan spojrzał na Panią Lovett, gdy właśnie wyjmowała z pieca kolejne wypieki, no i nie bronił się przed spojrzeniem na jej tylnie walory ciała. Kiedy jego wzrok spoczął na jej talii, a po chwili i na pośladkach, a gdy odwróciła się i przekładała z blachy bułeczki szczypcami, przez moment spojrzał na jej dekolt, lecz zaraz wybudzony z tego został, jak do sklepu Pani Lovett „zaszczycił swoją obecnością” Sędzia Turpin i jego podwładny Beadle Bamford, którzy zrobili tłok niemały, gdyż zaraz Bamford kogoś popchnął, zamiast przepuścić mężczyznę, który opuszczał sklep. Turpin spoglądał na Panią Lovett dość uważnie, co najmniej jakby wyczuwał, że nie był tu mile widziany. A do tego słyszał jakby takie zgrzytanie z piętra, bo Todd dalej zajmował się ukończeniem parkietu i ciął deski. Po chwili Turpin spoglądał na gablotę z ciastami i odezwał się do Nellie.
- Witam Pani Lovett… Cóż to za hałasy na piętrze, nie przeszkadza to gościom..? – Zmarszczył czoło, nie obchodził go to czy było tu głośno, lecz ciekawość go zjadała co tam na górze się wyprawiało. Poza tym jego sługus, niczym obżarty szczur z żółtymi zębami bym gotów sprawdzić co tez dzieje się nad nimi. Lecz Pani Lovett zaraz odparła przygotowując kawę dla kolejnych swoich gości.
- Witam Panów. Jak widać nie przeszkadza. Coś podać? – Uśmiechnęła się dość nieszczerze, do tego Satan stał obok niczym jakby chciał podsłuchać co działo się na piętrze. Lecz niebawem Todd zszedł na parter i czmychnął do łazienki za potrzebą, a poza tym chciał umyć twarz i nieco odpocząć od kurzu jaki był na piętrze i pyłu. A niedługo po tym Sweeney zajrzał do sklepu kobiety i spojrzał na Turpina, do którego skinął głową, witając się jak i tez do jego sługusa, choć tak naprawdę najchętniej pokazał im, gdzie są drzwi. Sweeney tez był nieco głodny wiec poczęstował się bułeczką z blachy, którą zresztą zostawiła mu kobieta by mógł coś przekąsić. No i właśnie Sweeney ugryzł kawałek ciepłej jeszcze bułeczki i jadł ją, a Nellie zaraz przygotowała dla niego herbatę, jak i sama co nieco sobie skubnęła, tym bardziej, że dziś klienci postawili chyba na słodycze niż inne potrawy, dlatego miała trochę więcej czasu by odpocząć za ladą. Turpin w dalszym ciągu wybierał co mógłby zjeść, tak samo jak i jego podwładny, który pewnie zjadłby wszystko, kiedy już się obleśnie oblizywał i zacierał ręce jakby szykował się na babeczkę jedną w sklepie i wykwintną z wisienką na samym czubeczku, którą to Nellie zabrała z gabloty, dla klientki przed Turpinem i pazernym grubasem.
- Pani Lovett… a co by mi Pani poleciła… W sumie, chodzi mi o ciasto, może jakieś z owocami? – Kobieta spojrzała na ciasta po czym pochyliła się do gabloty i zerknęła na wypieki jakie się tam znajdowały, po czym wskazała na ciasto z brzoskwiniami, czy porzeczką, jak już Turpin chciał owoce w cieście. Wtedy on zastanawiał się i pokazywał jeszcze inne.
- To jest sernik z bezą. Nie ma tu owoców, sernik z owocami niestety już się skończył. Dziś już nie będzie, piekłam ostatnie wypieki na dzisiaj. – Mężczyzna więc wskazał na ciasto z brzoskwiniami, ale zaraz zmienił zdanie, kiedy kobieta widziała, go przez szybę gabloty i chwilę chciał na zastanowienie, przy czym Sweeney udawał, że poprawia coś w szafce za lada, a tak schylił się do Nellie i szepnął jej na ucho.
- Powiedz, że z arszenikiem jest cudowne ciasto.. Szkoda, że takiego nie mamy.. nafaszerowałbym każde trucizną byle tylko miał to zjeść sam, i z tym szczurem obok… Obrzydzenie mnie bierze jak patrzę na tego Bamforda. Turpin chyba dalej nie ma pojęcia, że Johanna nas zaprosiła na to przyjęcie… - Sweeney spojrzał kątem oka na kobietę i uśmiechnął się do niej, a Nellie odwzajemniła jego uśmiech i szepnęła.
- Byłoby cudownie, ale niestety tak się go nie pozbędziemy.. Wiem, też mnie denerwuje, trzęsie się do słodyczy jak małe dziecko. Hm, też tak myślę, lecz chyba w końcu mu powie, poza tym naprawdę idziemy, prawda..? – Sweeney przytaknął na słowa kobiety, ale tak trochę jakby był na tak i nie, że przewróciła oczami i dała mu buziaka w policzek.
- Hm.. no tak, idziemy. Gdyby nie Johanna i Tommy, to nawet nie chciałbym o tym słyszeć. – W końcu Turpin zdecydował się na ciasto z porzeczką, co Nellie zaraz wy
jmowała z gabloty i pytała się ile chciał ciasta, ale chciał całość, zatem zaraz spokojnie pakowała na papier, a ze Sweeney’em mogła porozmawiać już potem, przecież nie o wilku, który stał przed nimi. Sweeney napił się herbaty i spoglądał na pakowane ciasto przez Nellie, która zaraz pakunek przewiązała sznurkiem i zapakowała w torbę papierową. Przejęła pieniądze od Turpina i wydała mu resztę, zaś kolejny był jego sługus, który zażyczył sobie ptysia, lecz nie było ich na stanie sklepu, a na zapleczu i wtedy odparł Sweeney.
- To ja przyniosę, jednego..? Są jeszcze na zapleczu. – Bamford przytaknął głowa, no cóż niezbyt bogato sobie dogadzał, a ptyś przechodził sam w sobie słodycz w słodycz, poprzez ten specyficzny cudowny krem. A wracając do Todd’a, który udał się na zaplecze zobaczył na ptysie na jednej tacy spośród innych wypieków dzisiejszego dnia i sięgnął po jednego delikatnie kiedy założył na dłoń rękawiczkę i podniósł czapeczkę ptysia, po czym postanowił oddać nieco swojego DNA na ptysia, skoro z Turpin’em mu się nie udało, tak uda mu się zasmakować jeszcze bardziej w podniebieniu Szczura. Tak po oddaniu sliny na krem ptysia, Todd ładnie to przyklepał czapeczką z ciasta i uradowany wrócić z zaplecza z ptysiem, którego zaraz postawił w pudełeczku naszykowanym przez Panią Lovett. A tu zaraz Bamford odparł unosząc brew spokojnie.
- Nie, nie, nie do pudełeczka, zjadłbym na miejscu, dobrze..? I jeszcze może poproszę herbatę malinowa, jak jest..? – Nellie przytaknęła i zaraz ptysia przełożyła na talerz, dodała do tego łyżeczkę, herbatę także miała malinową, więc zaraz ją przygotowała i ze swoim posiłkiem mężczyzna sam pokierował się do jednego stolika. A Sweeney cicho się zaśmiał popijając swoją herbatę, zaś Nellie patrzyła na niego nieco podejrzliwie, ale w końcu sama się zaśmiała, choć nie do końca wiedziała o co chodzi Todd'owi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.