SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Part 274.

- „Króliczek” to Skarbie mąż tej kobiety, a po drugie, to z tym uratowaniem to chodziło jej o to, że pozbyłem się zarostu z twarzy tego jej mężulka, jak był tu przedwczoraj i przekonałem go do tego, że lepiej zgolić wszystko.. Tym bardziej, ze oni wczoraj wieczorem mieli wybrać się do tej kobiety rodziców na kolacje. A z zarostem biegało o to, że w tej rodzinie, jej rodzinie uważają, że „zarost to hańba” rozumiesz, co to znaczy..? To znaczy, ze jeśli jakiś pan ma zarost, a rodzina tego nie toleruje, to uważa to, za brak szacunku, bądź też uznaliby go za takiego.. krótko ujmując brudasa.. Teraz jasne..? Pomyślałaś, że mnie cos z nią łączy..? Nellie… no naprawdę, ale zajmijmy się kolacją, dobrze..? – Todd jadł spokojnie kolacje, czasem spoglądał na Nellie, która widać poczuła ulgę niebywałą na jego słowa. Uśmiechnęła się i zaraz wyciągnęła dłoń kiedy Todd’a jedna ręka spoczywała na blacie stołu i zaraz Pani Lovett pogładziła go po niej i szepnęła cicho.
- Przepraszam Sweeney, po prostu ta kobieta, jej wygląd… jej zachowanie i mówienie takim słownictwem, dla mnie było dość dziwne. O zarost taka sprawa z tego? Och co to ludziom nie przyjdzie do głowy, no ale panują takie czasy kiedy albo ten zarost mężczyzna ma i o niego dba, ale goli się całkowicie, niż czeka, aż broda rozwinie własna osobowość. „Króliczek”… Och kobiety bym powiedziała.. chyba bardzo zakochana w mężu, bo zazwyczaj słyszę po imieniu jak krzyczą na swoich lubych. – Sweeney ujął w dłoń, dłoń kobiety i przybliżył do swoich ust lekko całując i odparł także tak samo cicho jak i ona.
- Nim Kochanie, podejmiesz pewne środki, po prostu pierw zapytaj. Widzisz bywa tak z ludźmi, że i taka kosmetyczna sprawa waży nad czyimś losem rodzinnym, ech.  A ten „Króliczek” jakoś do niego nie pasuje, bardziej bym powiedział, że „Żyrafa: no ale rzecz gustu… - Zaśmiał się pod nosem i puścił oczko do Nellie, z którą spędził resztę wieczoru, choć dziś wyjątkowo położyli się wcześniej spać. Mimo tego, że Nellie jeszcze w łóżku czytała lekturę, Sweeney odwrócony na boku już spał. Kobieta pogładziła go po ramieniu, bo jak mężczyzna przez około pół godziny ruszał się na łóżku, spał niespokojnie.
- Sweeney..? Nie możesz zasnąć…? Kochanie, nie denerwuj się tym konkursem, ja wiem, że zrobisz co możesz… Pamiętaj, że nikt na Tobie nie wypiera presji i wcale nie musisz wygrać, dobrze wiemy, że może nie jest wszystko w tym kraju uczciwe i nawet jak ten konkurs skończy się fiaskiem, to nie będziemy z tego powodu rozpaczać, prawa? – Pochyliła się nieco nad ramieniem mężczyzny, który słuchał Nellie choć miał nieco przymknięte powieki, lecz pogładził dłonią po dłoni Pani Lovett.
- Tak, nie mogę spać. Wiem, ale to nie jest sprawiedliwe. A do tego Turpin ma się pojawić, na pewno coś namiesza, bym tylko wypadł na ostatnie miejsce w tym całym konkursie. A do tego ta kolacja w jego włościach za niedługo… Mam uczucie, jakby miało się tam coś wydarzyć, czego będę żałował, że w ogóle tam pójdziemy… To już takie uczucie przez to, że z nim nigdy nie wiadomo w co uderzy. Dasz mu palec, weźmie rękę i będzie chciał więcej. Wystarczy spojrzeć na ta jego twarz. Pomijając, że chodzi zaniedbany, bo od kilku dni nawet nie zajrzał do żadnego zakładu, widziałem go.. Wygląda niechlujnie, jak na kogoś takiego, z jego prezencją i stanowiskiem.. – Wzruszył ramionami i powoli obrócił się bardziej w stronę kobiety, Nellie pochyliła się nad mężczyzną i złączyli się wargami w czułym pocałunku. Kobieta powoli odłożyła tez książkę zaznaczając, gdzie skończyła czytać i zgasiła lampkę ze swojej strony łóżka. Przybliżyła się do Sweeney’a i przytuliła do jego ciała, gdy Sweeney gładził delikatnie jej plecy i cicho zamruczał.
- Zaraz będzie milej się spało. Dopilnuje tego. Turpin..? No tak wspominałeś o nim, cóż nie przejmuj się nim, pewnie konkurs z góry jest dobrze opłacony, któryś z golibrodów pewnie zapłacił majątek za to by wygrać i wzbogacić się, choć jak odjąć od tego podatek, to nagroda będzie mniejsza. Niech sobie chodzi zaniedbany, tylko pokazuje jakim jest obleśnym człowiekiem. Za to mój Sweeney ma idealną cerę gładką i równą bez zbędnego zarostu, choć to widzę bródkę zapuszczasz hm..? – Uniosła lekko czoło, kiedy podrapała Sweeney’a po brodzie wyczuwając króciutki zarost i uśmiechnęła się delikatnie do mężczyzny. Pod kołdrą nieco zaczepiała go w pasie, a Sweeney utkwił dłonią na udzie kobiety. Pozwolili sobie na kilka pocałunków podczas rozmowy o tym, że Sweeney faktycznie chciał zapuścić troszkę brodę. Podroczyli się ze sobą i pozwolili na drobne czułości, nim oboje znużył sen i zasnęli w swoich objęciach.
(…)
Nazajutrz było dość nerwowo z samego rana, kiedy Sweeney z Nellie wstali, kobieta powoli zajmowała się prasowaniem koszuli mężczyzny, by elegancko prezentował się na konkursie. Sweeney zaś przygotowywał się narzędziami na piętrze, czyścił swoje brzytwy, bo tylko je miał zabrać, swój pas do ich ostrzenia i oczywiście pas na biodra, gdzie chował swoje ostre przedmioty. Potem Nellie szykowała śniadanie, której zjedli nieco w ciszy. A później Sweeney ubierał się już w koszulę uprasowaną przez Nellie, przy czym mu nieco pomogła i założyła mu jego apaszkę, która zgrabnie przewiązywała jak trzeba i pocałowała Sweeney’a w brodę i wargi szepcząc, gdy oparła dłonie o jego klatkę piersiową.
- Poradzisz sobie, zobaczysz. W końcu będę niedaleko. Nie ma czym się denerwować, po prostu Kochanie zrób to co potrafisz najlepiej, ogól tych modelowych obdartusów. Czy to będzie na czas, czy na dokładność, nieważne.. po prostu zrób to tak jak powinno być. Hm..? – Pogładziła Sweeney’a policzki i
poprawiła mu koszule, a zaraz i kamizelkę, którą na siebie zakładał i cicho westchnął przytakując kobiecie.
- Tak, poradzę sobie. Tak będzie, mimo to denerwuje mnie to, że będzie tam Turpin, patrzył wszystkim na ręce, a do tego ma być ten cholerny Adolfo Pirelli, dlaczego on zawsze pcha to dupsko, nie tam gdzie potrzeba. Nellie? Dziękuję Ci za pomoc. Ale Kochanie, nie chce tam iść sam, dlatego proszę Cię, ale skup się teraz na sobie hm..? Ja pozmywam naczynia. O jedenastej dobrze by było gdybyśmy mogli powoli się już stąd zebrać. – Nellie uniosła jedną brew i sięgnęła po szczotkę do ubrań i strzepała z marynarki Todd’a dwa jakieś strzępki włókna.
- Już się szykuję, nie martw się zdążymy. Och nie zwracaj uwagi na nich, nie są Ciebie warci, ani jeden, ani drugi rób swoje. Przygotuje się i może zabiorę co nieco byś miał chociaż czegoś się tam napić, bo nie wiem, czy to miasto jest na tyle bogate by dla uczestników chociaż przygotować łyczek herbaty. A później może wybierzemy się na mały piknik..? Co nieco wczoraj upiekłam… spędźmy ten dzien. Miło, niezależnie od wyników, hm..? – Po uzgodnieniu dalszego ciągu dnia po konkursie, Nellie udała się do łazienki szykować na konkurs, w końcu dziś sklep, jak i zakład Todd’a był zamknięty, zresztą wiele punktów było z tego powodu zamkniętych, Londyn mało kiedy ostatnio miał jakieś atrakcje dla mieszkańców stąd też czekali na ten konkurs z zapartym tchem.

sobota, 1 sierpnia 2015

Part 273.

(….)
Kolejne dni mijały, Sweeney powoli z Nellie zakończył remont na piętrze, łącznie z szyldem, drzwiami, snującymi to co dzieje się za nimi, a nawet mini zasłonką, która nie ukazywała co dzieje się w gabinecie Sweeney’a. Mężczyzna ze swojej reszty pieniędzy przeznaczonej na remont udał się do drukarni, gdzie zostało dla niego wydrukowanych około 30 egzemplarzy ulotek z informacją o jego zakładzie, co niebawem zostało przez niego osobiście rozwieszone w okolicy Fleet Street i nie tylko. Tym bardziej, że mężczyzna wiedział, gdzie się z tym zaprezentować, by pozyskać klientów, a tym bardziej przy jakiś salonach, czy barach, gdzie mężczyźni nie wychodzili z nich szczególnie schludnie, a tym bardziej przy mieszkalnych kamienicach, gdzie mężczyźni nie tracili w domu czasu na golenie, bo połowa też niezbyt potrafiła to robić. Sweeney powoli zaczął swoją działalność na piętrze i do samego dnia konkursu na golibrodę na Piccadilly Circus. Klientów Todd nie miał wielu, lecz cieszył się, że w ogóle ktokolwiek przyszedł i nawet trafili się klienci z jego poprzedniego miejsca pracy, z czego był zadowolony, bo może dzięki temu rozniesie się plotka, że ma swój zakład i można do niego przyjść się ogolić i wyglądać przy tym schludnie.
Nellie pracowała w sklepie na dole, ze Sweeney’em może w ciągu dnia bardzo się nie widywała, bo była zajęta, on miał niezbyt dużo klientów, no ale jednak zjawiał się na dole i kiedy tu był, to wywieszał kartkę na drzwiach piętra, że jest na dole i żeby zajrzeć do sklepu Pani Lovett, wtedy on będzie miał pojęcie o nowym kliencie. Lecz niestety tak zdarzyło mu się tylko raz i w ciągu jednego dnia miał około piętnastu klientów, czyli jak na taki gabinet i osiem godzin pracy znacznie za mało, by dobrze zarobić. Kiery wieczorem więc przyjął ostatniego klienta i wycierał mu już powoli twarz wilgotnym ręcznikiem.
- Ile się należy Panie Todd? Będzie Pan tu jutro, znaczy będzie otwarty jutro zakład..? – Sweeney w tym czasie składał ręczniki do prania i odwrócił się do Pana Muray’a, który zaraz wyjmował sakiewkę z pieniędzmi.
- 10 funtów. Nie, jutro zakład jest nieczynny w związku z jutrzejszym konkursem na placu Piccadilly Circus. Ale później już pracuje normalnie. Ale jutro nic się nie stanie jak Pan nie przyjdzie, zarost nie urośnie, poza tym jest wieczór, zatem na jutro będzie Pan wyglądał jak po brzytwie.. oczywiście, jak po goleniu. – Pan Muray zaraz zapłacił należność Sweeney’owi, mężczyzna jeszcze przejrzał się w lustrze uśmiechnięty i odparł do golibrody.
- O zarost się nie martwię, po prostu lubię czasem z Panem pogawędził, poza tym odkąd Pan przestał pracować w zakładzie Satan’a przestałem tam chodzić, teraz pracuje tam taki młody knypek, niezbyt dokładnie goli, uczeń jakiś… No i życzę powodzenia i wygranej w jutrzejszym przedsięwzięciu.. a o której to się zaczyna? - Sweeney popatrzył na klienta i odezwał się po chwili, gdy nieco czyścił fotel dla swoich „pacjentów”.
- Hm, każdy gdzieś zaczyna, no ale jednak trzeba się trochę wykazać większą precyzją, niż co kawałek mieć reklamacje, że zarost nie został usunięty jak należy.. Dziękuję, a może powinienem nie zapeszać, nie wiem. Mimo to dziękuję, a zaczyna się w południe. Przyjedzie z kilkunastu golibrodów z różnych miejsc, także jutro o wszystkim się przekonam. Oczywiście, że korci mnie wygrana, ale kto wie kto to wygra. Ludzie czasem lubią działać, przeciwko komuś, jeszcze jak znajdzie się tam Turpin, a ma podobno być i czuwać nad przebiegiem konkursu. – Kiedy Muray chciał już zacząć mówić, wtedy do gabinetu z drugiej strony oczywiście, od wnętrza budynku, zajrzała Pani Lovett do mężczyzn i sądziła, że Sweeney jest już sam, a tu niespodzianka.
- Och, masz jeszcze klienta, dzień dobry Panu. Sweeney zejdź jak już skończysz pracę, dobrze? – Uśmiechnęła się delikatnie, a Sweeney zaraz przytaknął kobiecie na jej słowa, kiedy zaraz zniknęła za drzwiami. Todd uśmiechnął się do klienta i ten kontynuował, choć już powoli zbierał się do wyjścia, bo zakładał na siebie marynarkę i poprawiał apaszkę przy szyi.
- Chyba w czymś przeszkadzam, już znikam. Cóż to prawda, no ale jednak nie każdy skupia się na tym co ważne. Nie ma za co, liczę że Pan wygra. Nie żebym ja napierał jakoś , ja jedynie życzę Panu powodzenia. O Turpin… tego gdzie by nie zaniosło.. słyszał Pan, że awansował? To będzie klęska dla Londynu i okolic. Byle tylko w konkursie za bardzo łap nie maczał. Uciekam, dziękuję Panie Todd… i czekam na te próbki z woda kolońską, które Pan ma dostać… Miłego wieczoru Panie Todd. – Panie uścisnęli sobie na pożegnanie dłonie i Todd rzucił na koniec.
- O Turpinie słyszałem tak. Hm, okaże się co z tego wyniknie. Nie ma za co Panie Muray. Jeśli dostanę próbki, Pan dowie się o nich pierwszy. Dobranoc, ja także życzę miłego wieczoru. – No i po pożegnaniu się Muray opuścił gabinet Sweeney’a, ten natomiast w miarę szybko posprzątał w swoim zakładzie, zabrał ręczniki do prania i zbiegł zaraz na dół wewnętrznymi schodami do sklepu Pani Lovett, gdzie kobieta czekała już na niego z kolacją w jadalni, a on zaniósł właśnie ręczniki do łazienki i zaraz znalazł się w pomieszczeniu, gdzie kobieta.
- Hm.. jak uroczo.. Wybacz, że tak długo.. ale on zawsze lubi pogawędzić. – Zaraz oboje przysiedli do stołu i mężczyzna zaraz wlał soku w ich szklanki. – A Nellie zaraz kroiła zapiekankę i przekładała na ich talerze.
- Coś nam się należy z tego dnia, prawda? Wiem, wiem.. Sweeney, ale musisz odpocząć, jutro jest konkurs. A jako Twój wspólnik, przygotowałam kilka dokumentów, że pracujesz tu legalnie i byłam w urzędzie, zarejestrować wszystko, by w razie jakiś „Ale” co do konkursu, nikt nie mógł się doczepić, poza tym data jest cofnięta o dwa tygodnie wstecz. Poza tym.. Kochany Ty mój, była w sklepie, dziś.. Kobieta, która pytała o Ciebie, nie znam jej. – Nelie patrzyła na Sweeney’a podejrzliwie, kiedy ten napił się soku i omal nim nie zakrztusił.
- Tak, to prawda. Naprawdę? Dziękuję, więc teraz nie będzie już kłopotów w razie czego, hm..? Zastanawiam się jak jutro będzie wyglądał ten konkurs. Kobieta..? Ale nie rozumiem, czego chciała..? Ode mnie..? – Zmarszczył czoło i zastanawiał się o czym Nellie mówiła, powoli oczywiście jedli kolacje, w końcu nikt nie zamierzał rzucać talerzami, z powodu tego, że przyszła dziś do sklepu jakaś kobieta i pytała o niego.
- Tak, tak. Nie wiem, powiedziała, że bardzo Ci dziękuję, że uratowałeś ją od niechybnego czynu, czy coś takiego… i że jej „Króliczek” jest Ci wdzięczny za golenie… tak to zrozumiałam, cos mniej więcej takiego powiedziała… Może mi wyjaśnisz, o jakiego „Króliczka” chodzi… do tego jej „Króliczka”… - Nellie nadziała kawałek zapiekanki na widelec, niczym jakby chciała tak nadziać Sweeney’a. Oczywiście zachowywała spokój, lecz troszkę kuło ją w sercu, co dziś powiedziała obca dla niej kobieta, a do tego miała wrażenie, że Sweeney przed nią coś ukrywał. Mężczyzna westchnął i przełykając kawałek zapiekanki spokojne spoglądając na Nellie jakby z uniesioną lekko brwią.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.