SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 13 października 2015

Part 277.

Podczas konkurencji, trzech golibrodów, pojawili się na podium ich potencjalni klienci, których sami sobie wybrali z publiczności, w końcu dla klientów to była darmowa okazja na pozbycie się zarostu na twarzy, tyle że musieli godzić się na zgolenie całego zarostu. Gdyż, gdyby trafił się klient, który chciałby zostawić wąsy, czy bródkę, to nie byłoby to do końca sprawiedliwe dla innych uczestników. Kiedy klienci zasiedli w fotelach, oczywiście każdy uśmiechał się do publiczności, choć dla Todd’a wydawało się to lekko dziwne, przecież to tylko golenie, a nie pozowanie do zdjęcia. No ale zaraz trójka golibrodów, przygotowywała się do pracy, zakładała swoim klientom fartuchy, by nie pobrudzić pianką do golenia ich ubrań. No i powoli zaczął się cały proces golenia. Każdy z golibrodów zajął się swoi
m „pacjentem”, Pan Millow choćby trafił na dość marudnego klienta, który ciągle chciał coś mówić, a przecież w konkursie nie chodziło o najlepszy kontakt werbalny, a o dokładne golenie. Zatem Pan Millow pozostawał w tyle, choć może nie liczył się tu za bardzo czas w konkursie, a dokładność, lecz mimo to chodziło o skupienie się na pracy, Anie na czymś innym. Sweeney przyglądał się temu co działo się na podium, w myślach obierał swoją strategię, jak i też upatrywał sobie kogoś z publiczności, kto nie zachowywał się dość hałaśliwie, poza tym nie wiedział, czy jego poprzednicy wybiorą ta osobę co on, wiec wybierał sobie potencjalnie trzech kandydatów na krzesło do swojego mini salonu na podium. Nellie była niedaleko Sweeney’a, który nieco zaczynał się od niej oddalać i chodzić pomiędzy publiką, spoglądając na nich, jak i na konkursantów, którzy byli zestresowani im bardziej byli bliżej końca. No wtedy właśnie Pan Barows, zaciął swojego klienta całkiem niespodziewanie przy brodzie, na co publiczność zaczęła wydawać dziwne dźwięki i skowyt, jakby stało się coś strasznego, no oczywiście dla Pana Barows’a oznaczało to, że niestety ale jego wygrana skazana była już na nagrodę pocieszenia, wtedy ludzie zaczęli ze sobą szeptać.
- A taki dobry się wydawał.. Och myślałam, że wygra.. – Kobiety jedna z drugą dyskutowały o mężczyźnie, a do tego dołączyła i trzecia, kto rej widocznie golibroda spodobał się.
- Nagroda pocieszenia, przecież nie jest taka zła, prawda..? – Jedna dama oglądając przez swoje koronkowe rękawiczki słonie paznokcie odezwała się do kobiety z cichym westchnięciem, ale jednocześnie takim dość surowym spojrzeniem w oczach.
- Może tak. Ale teraz mężczyzna bez pieniędzy, to troszeczkę przykre, prawda..? Pan Barows nie wygląda na mężczyznę z wyższych sfer.. Poza tym, żaden golibroda na takiego nie wygląda hehe… Każdy z nich jest mieszczaninem co najwyżej… - W tym momencie Pan Todd spotkał się ze spojrzeniem danej kobiety, która wyczuwając, że za głośno to powiedziała, uśmiechnęła się niewinnie, ale i zadziornie, bo Todd jednak jej się podobał, choć miała męża z tych swoich wyższych sfer, w końcu jej mąż był bankierem, zatem niczego nigdy jej nie brakowało, w końcu sama była z bogatej rodziny. No a jednak mieszczański konkurs kusił wszystkich.
Na podium powoli zakończyła się pierwsza tura, wygrał ją Pan Banks, za najlepsze ogolenie swojego klienta, najdokładniejsze, najgładsze i klient jednym słowem był bardzo zadowolony. Pozostali panowie niestety pozostawali z nagrodami pocieszenia, które niebawem mieli otrzymać, lecz wszystko po zakończeniu tej imprezy.
Kolejna tura w której wystąpili Pan Gillman, prowadzący i swój salon fryzjersko-kosmetyczny ze swoim fachem, jak i też sklep wielobranżowy, kolejnym golibrodą był Pan Franstein – który był tak naprawdę z zawodu szewcem przekwalifikowanym na golibrodę, a trzecim kandydatem do głównej nagrody w konkursie w tej turze był Pan Cevill, znany ze swojego fachu w Anglii, poprzez swoje różne znajomości. Panowie dzielnie ze sobą walczyli, mimo, że zerwał się wiatr nie przeszkadzało im to zbytnio, choć jeden poprzez upuszczenie brzytwy stracił te naście sekund, do powrócenia do dalszych czynności nad twarzą swojego klienta.
Sweeney przystał nieco, a za nim stanęła Pani Lovett, która oparła dłoń o jego ramię i pochyliła się nad jego uchem.
- Sweeney… denerwujesz się..? Pamiętaj zrób to jak najlepiej potrafisz, wyobraź sobie, że jesteś na piętrze z klientem.. i po prostu robisz swoje… - Pogładziła go po ramieniu i uśmiechnęła się delikatnie, gdy pocałowała jego policzek. Sweeney spojrzał kątem oka na kobietę i lekko przytaknął. Oczywiście, że był trochę spięty, co na pewno kobieta wyczuwała, gdyż czuła jak spięte Todd miał ramiona. Zaraz z koszyka jaki miała chciała dać Todd’owi coś do zjedzenia, lecz kiedy zauważył jak sięga, po babeczkę z serwetką odezwał się do kobiety.
- Nellie, nie teraz, proszę Cię.. Nie jestem głodny, jeśli Ty chcesz proszę bardzo… ale to na chwilę obecną nie poprawi mi humoru. – Kobieta już nie wiedziała co zrobić by mężczyznę pocieszyć, wiedziała że lubił słodycze, ale teraz naprawdę ich nie chciał, może wielkim łasuchem nie był. Lecz widać, był zestresowany tym konkursem. Nellie pogładziła plecy Sweeney’a i zaraz stanęła przed nim odzywając się do niego, gdy spojrzał jej w oczy.
- Niezależnie od wyniku Sweeney, będę cieszyć się razem z Tobą z Twojej wygranej, wiesz..? I nieważne, że to wygrasz, czy dostaniesz nagrodę pocieszenia, ja Cię nie zostawię i dziś będziemy świętować z Twojej nagrody, zobaczysz. – Sweeney uniósł brew na kobietę i uśmiechnął się do niej kącikiem ust, pochylając do kobiety i ucałował jej policzek, zaraz pochylając się nad jej uchem.
- Nellie… bo pomyślę, że to Ty się bardziej denerwujesz niż ja. Proszę Cię, ja po prostu przyglądam się póki co, dopóki mnie nie wytypują na to podium, i proszę Cię.. ale słodycze, teraz…? Nie, nie jestem głodny, a poza tym potrzebuję się skupić, a nie jeść… Nie chcę z cukrem pudrem na twarzy stać na podium, tylko z brzytwą… Wiesz..? Poza tym spójrz.. masz tu konkurencję… Poza tym nabrałaś tu cały koszyk jedzenia… Nie za ciężko trochę, to na nasz piknik, po wszystkim.. Neeeellie… - Mężczyzna zaśmiał się do kobiety, kiedy Nellie spojrzała za wzrokiem mężczyzny, jak jedna z mieszczanek chodziła wśród ludzi z koszem jedzenia i sprzedała słodkości z cukierni, czy bułeczki z makiem z piekarni. Nellie założyła ręce na klatkę piersiową, mimo tego, że na zgięciu łokcia trzymała ramię kosza.
- A to trzpiotka..! Jak tak może! To konkurencja dla mojego sklepu, że tez wcześniej o promocji mojego sklepu nie pomyślałam, ale mam dobre rzeczy na nasz piknik… Nie sprzedam tego nikomu, mam tu dobre wino, potrawki i nie tylko, babeczki… Och, co za kobieta! Dobrze Sweeney skup się na konkursie Mój Drogi! – Kobieta pomiziała Sweeney’a po brodzie i kolejna tura konkursu była za nimi, którą to wygrał Pan Cevill.
Kolejna tura, właśnie się zaczęła i na scenę zaraz przez mikrofon był zaproszony Pan Satan – były pracodawca Todd’a, następnym był sam Pan Todd, który dostał buziaka na szczęście od Nellie i zaraz powoli poszedł w kierunku podium, a ostatnim uczestnikiem tej tury był Adolfo Pirelli, na co Sweeney, aż warknął na samą myśl, że zaraz ten furiat się tu zjawi. Powoli Satan wszedł na podium, za nim Sweeney, obaj mężczyźni spojrzeli na siebie. Todd spoglądał wrogo, Satan znów jak na konkurencje, ale może niezbyt silną, a przynajmniej takie zrobił wrażenie swoim zachowaniem. A gdy pojawił się Pirelli, jak zawsze zachowywał się jak Pan i władca okolicy i jeszcze nie wiadomo, czego, te jego ubrania, żaboty, Sweeney patrzył na to dość obco, a jednocześnie z takim zdziwieniem w oczach. Pirelli zaraz wręcz śpiewająco wszedł na podium w swoim zielonym surducie, do tego ta koszula żabotami, wyglądał nieco komicznie, a raczej bardzo z tą swoją dziwną fryzurą przeczesanymi włosami po bokach z przedziałkiem i na końcu niczym zawinięte loki, co bardziej przypominało kobiecą fryzurę, niż męską.
- Do dzieła, nareszcie, nareszcie moja kolej.. och cóż za wyrachowana konkurencja, chyba nikt nie twierdzi, ze wygra ktoś inny…prawda… hehe.. cóż za otumanienie w oczach obu…
- Satan słysząc słowa Pirellie’go odezwał się po chwili, a Sweeney powoli odsłonił swój płaszcz, który powoli zaczął zdejmować, by przygotować się do działania, poza tym z tej perspektywy widział, że mieszczanie urządzili sobie zakłady na wygraną pomiędzy golibrodami. W końcu jakiś młody chłopak zbierał od wszystkich pieniądze na zakłady i spisywał na kartce kto na kogo dał i ile, bo z pieniędzmi bywało różnie. A Satan mówił do Pirellie’go.
- Czyżby „włoski” arystokrata miał nas za kogoś gorszego..? – Zmarszczył czoło i podszedł bliżej do mężczyzny, choć Todd  był na środku podium i spojrzał na panów szepcząc w stronę dawnego pracodawcy.
- Nie warto… Nie lepiej skupić się na konkursie, niż docinkach tego.. ekhem.. kogoś..? – Szepnął te słowa, na co Satan warknął w stronę mężczyzny w zielonym ubraniu i powoli zaczął się wycofywać, poklepując Todd’a po ramieniu. W końcu wiedział, że Todd w konkursie będzie chyba jednym mężczyzną z nielicznych, który będzie po prostu sobą i będzie uczciwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.