SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 25 października 2015

Part 278.

Pirelli ku niezadowoleniu obu panów, Satana, jak i Todd’a, był mimo wszystko w wyborowym humorze, a do tego jak zwykle musiał przedstawić coś okolicznym mieszkańcom. Pirelli zaraz z jakiejś torby, którą przyniósł mu jego mały służący, dziecko, które dla niego pracowało, a zaraz podszedł dumny bliżej rantu podestu i odparł pokazując ludziom flakonik z brunatną ale i jednocześnie złocistą zawartością.
- Proszę Państwa, z okazji konkursu jeśli można.. Chciałem przedstawić wam moją ofertę, nowego, jakże wspaniałego eliksiru na nasze męskie zarosty, by broda, wąsy, baki były miękkie i przyjemniej Panie nasz całowały hehe..! Tak! To coś dla nas Panowie, eliksir na bazie lawendy i moich tajnych specyfików.. Może Panowie zechcą zobaczyć..? –Młodzieniec zaraz przyniósł flakoniki Todd’owi i Satan’owi by zobaczyli zawartość tego co było w środku. Pirelli jeszcze rozdawał publice, a najbardziej było w tym denerwujące, że nikt nie sprzeciwiał się, że to konkurs, a nie sprzedaż iście cyrkowa, na którą wyglądało.
Todd w którymś momencie otworzył flakonik, oczywiście zerknął na karteczkę ze sznurkiem, która była uczepiona rączki flakonu z ceną: 30 Funtów. Zatem tanie to, to nie było. Lecz Sweeney w rozróżnianiu zapachów i kosmetyków nie był najgorszy, jeśli chodziło o zioła. Wyczuł w tym olejki eteryczne, kolendrę, ale też i cytrusy, brzozę, jak i mięte, mentol i bazylie, a do tego i skrzyp. Nie wszystko mu tu pasowało, do tego lawenda, trochę zbyt intensywnie pachniała i wychodził z tego dość zróżnicowany zapach, niby słodki, ale zaraz i drażniący nos. Satan jednak nie wytrzymał i odparł głośniej, w kierunku też i prowadzących konkurs.
- Myślałem, że to konkurs, a nie zakupy… Widzę trochę inaczej wychodzi. Może przejdziemy do powinności, przecież po to tu jesteśmy, prawda? – Willess zaraz podszedł bliżej do sceny i spojrzał poważnym spojrzeniem na Adolfa Pirelli’ego i rzekł.
- Pan Satan ma racje, dlatego proszę skończyć tą maskaradę, to nie jest prezentacja kosmetyczna, tylko konkurs, i to poważny. Poza tym Pan specyfik nie jest już taki nowy.. wąchałem. Radzę popracować nad recepturą, coś podobnego powstało już we Francji.. – Adolfo na słowa Willess’a, poczuł się oburzony, zaraz momentalnie kazał chłopczykowi zabrać wszystkie flakoniki, Todd’owi i Satan’owi prawie wyrwał z dłoni. Na co Sweeney uniósł lekko brew, ale nie wzruszyło go to zachowanie Pirelli’ego wcale. Ludzie z tłumu też się odezwali po sprawdzeniu nosem, co tez zawartość flakoniku miła w środku, Nellie, także. Nikt nie był specjalnie poruszony, a Nellie cicho obok kilka pań odrzekła. – Trochę ziół i przypraw powiedziałabym, żaden rarytas… skrzyp we flakoniku raczej nie pomoże na miękki zarost, tylko jeszcze bardziej sprawi by rósł… - Po tym przerywniku można by rzec, dopiero Willess wypowiedział się wchodząc na podium.
- Proszę golibrodów o przygotowanie.. i błagam już bez żadnych promocji, prezentacji i innych zabieraczy czasu… Panie Pirelli, mówię to do Pana.. proszę się nie popisywać, to nie jest konkurs na najlepiej ubranego golibrodę..  – Pokręcił głową, gdy patrzył jak Pirelli poprawiał swoje ubranie, a zaraz machał niczym torreador płachtą, którą okrywał klienta ubranie by się nie poplamiło pianką do golenia.
– Skończył Pan mnie instruować? Pracuje jak chcę, to moje rzeczy, moja własność. Skoro nie oceniamy tu elegancji, a ta prostotę.. to zacznijmy już…  - Adolfo obraził się niemal jak dziecko, Sweeney zaś przygotowywał produkty do golenia, jakie każdy miał z nich dostępne, jak i kątem oka zerkał, gdzie był jego potencjalny klient, na którego mierzył właśnie wzrokiem.
- Panowie czas wybrać klientów. Może zaczniemy od Pana.. Pana Todd’a.. Panie Todd, proszę bardzo wybrać z publiczności któregoś z mieszkańców. Panowie bardzo proszę się pokazać tutaj… dziś golimy za darmo… to naprawdę dobra okazja by nie płacić choć raz za golenie..! – Willess zerknął na Todd’a, który przypatrywał się mężczyznom z zarostem i po niedługiej chwili znalazł swojego klienta w tłumie i zaraz odparł. – Pan w granatowym płaszczu. – Mężczyzna w granatowym ubraniu zaraz obejrzał się dookoła, przy czym Sweeney dodał. – Tak, tak o panu mówię, zapraszam. – W końcu i każdy z golibrodów miał swojego klienta na fotelu, zaraz płachty poszły w górę i narzeczone zostały na ubrania klientów, wszystko wyglądało z Nellie perspektywy dość magicznie, tym bardziej, że panowie zrobili to równo.
Oczywiście ją interesował tylko Sweeney, który miał w sobie wdzięk szyk, podziwiała go, choć mogłaby przysięgnąć, że teraz, gdy patrzyła na Satan’a, to wyglądał jak krewny jej miłości. Powoli Panowie zabrali się do przygotowania pianki do golenia, naostrzyli swoje brzytwy, każdy robił to w swój sposób. Pirelli jakby mógł to ukróciłby palce chłopcu, który dla niego pracował, że aż Sweeney zareagował na to w którejś chwili.
- Widać, że nie Pana dziecko, skoro tak Pan je traktuje… - Pirelli na te słowa mężczyzny, zaraz obrócił się do niego i zbliżył o dwa kroki machając przy tym brzytwom, na co Sweeney uniósł lekko brew i westchnął. –  Coś Panu Panie Todd nie pasuje w moich metodach, może niech Pan zajmie się klientem, nim całkiem ostygnie… - Golibroda na słowa elegantka, zaśmiał się pod nosem i odparł kiedy zaraz przechodził do golenia swojego klienta, aż był gotowy i poprawił mu płachtę, oczywiście była związana przy szyi, by nie zsunęła się podczas pracy.
– Jak ostygają to nieżywi, żywi ciągle oddychają, jest od nich ciepło.. A im dłużej tu Pan będzie gawędził ze mną, to pański klient, tak ostygnie, że pójdzie na kawę i zrezygnuje z tej usługi.. – Wtedy też Pirelli podszedł do Todd’a i pochylił się przy jego uchu, chciał coś powiedzieć, ale jego klient odparł zaraz lekko oburzony.
– Ten Pan ma rację..! Zimno jest, niech Pan się pospieszy.. warunki jak na konkurs trochę niefortunne, a przy Pana gadaniu wydłuży się bardziej.. żwawo…! Gdyby Pan miał tu swój gabinet to chyba bym  nim nie zagościł..! – Mruknął pod nosem, kiedy Pirelli zaraz zabrał się za golenie swojego marudy, a na Sweeney’a patrzył jak na wroga numer jeden, Satan zaś pozostawiał na razie poza kręgiem złości Adolfa. Panie golili swoich ochotników, a może bardziej wybrańców, w końcu nikt sam się nie zgłaszał. Sweeney skupiał się na swoim zdania, robił to dobrze, ale i niezbyt wolno, tym bardziej, że nie lubił jak Pirelli parodiować przed klientem, czy przed publiką, tym bardziej, że przypomniał sobie słowa Nellie jak mówiła mu o tym by – czuł się jak na piętrze nad jej sklepem. Tak też właśnie robił, Nellie spoglądała na niego uważnie i trzymała kciuki uśmiechając się w stronę mężczyzny, mimo że Todd jej nie widział, bo przecież musiał wiedzieć co robi.
Oczywiście Sweeney’owi i Satan’owi zajęło to dość niewiele czasu, a Pirelli był w połowie. Sweeney jeszcze nałożył na twarz swojego klienta ręcznik wycierając mu trochę twarz od pianki i użył jeszcze krem przeciw podrażnieniom. No i było po wszystkim, oczywiście Panowie- klienci otrzymali od swoich golibrodów, tzw. Żeton, który był z imieniem i nazwiskiem tego kto ich golił, by potem nie było nieporozumień, bo różnie mogło dziać się wśród tłumu. Pirelli był ostatni w tym trio, lecz specjalnie się tym nie przejmował, mimo, że na golenie też mieli określony czas.
Kiedy Sweeney odłożył rzeczy na miejsce, zaraz wyczyścił swoja brzytwę i schował, jak i wkładał na siebie płaszcz, usłyszał od Satan’a następujące słowa. – Panie Todd. To był zaszczyt z Panem pracować, tutaj i nie tylko tutaj.. – Uśmiechnął się niepewnie i wyciągnął dłoń do golibrody z Fleet Street. Sweeney spojrzał na mężczyznę i tak naprawdę zastanawiał się co miał odpowiedzieć, a zaraz przeszkodził im Pirelli wchodząc pomiędzy nich i obu poklepał po ramionach tym swoim kobiecym zachowaniem. – No Panowie czas dać wejść tu ostatnim kandydatom! I tak wiadomo kto wygra, prawda? Zatem dziękuję wam za towarzystwo… i wszystko… - Obaj popatrzyli na ancymona Pirelli’ego jakby pojawił się tu niemal znikąd i spojrzeli na siebie unosząc równocześnie po jednej brwi i cicho westchnęli by już się nie komentować tego samouwielbienia Pirelli’ego, aż ich w końcu opuścił, wołając chłopca, który niósł walizkę z pewnie zestawem upiększającym fryzurę tego przebierańca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.