SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 24 listopada 2015

Part 282.

Nellie była poruszona słowami Sweeney’a, cieszyła się, że to on wygrał, a jeszcze bardziej ujęły ją jego słowa, tym bardziej, że Sweeney odważył się na takie podziękowania publicznie, a przecież nie musiał jej dziękować. Ona tylko starała się go motywować i być przy nim. Rozumiała co mówił, kiedy wspomniał, że jedno niematerialne już stracił.. mimo, że pierw wygrał to stracił, chodziło mu o córkę. Choć nikt głębiej się nad jego słowami nie zastanawiał. Kobieta przesłała uśmiech Sweeney’owi pewnie byłaby bardziej wylewna, ale nie chciała pokazywać swoich uczuć przed całym Londynem, a tylko wobec swojej miłości życia. Nellie poprzez szept, odparła na słowa Sweeney’a, który jeszcze stał na podium.
- Nie masz za co dziękować. Jesteś najlepszy, mówiłam mój szczęściarzu. – Uśmiechnęła się, co Sweenry zaraz odwzajemnił choć może nie do końca ja rozumiał. No ale zaraz odzywał się do niego prowadzący, jak i Turpin, który musiał zachować człowieczeństwo w tej chwili i ściskał dłoń Todd’a jakby chciał mu ją zgnieść, ale i Todd robił to samo i uśmiechnął się lekko poprzez zaciśnięte zęby. A Turpin przysunął się do Todd’a i poklepał go lekko po ramieniu cicho szepcząc.
- Wygrałeś ten konkurs, ale nie myśl, że było mi łatwo zdecydować się na to, wolę już Ciebie niż Pirelliego na tym miejscu… ale nie ciesz się za bardzo… Więcej Ci się nie uda. – Todd na słowa sędziego po chwili odezwał się nad jego uchem, z pełną powagą, ale i sarkazmem.
- To już moja sprawa jak bardzo będę się z tej wygranej cieszył i nic Ci do tego.. Ty dziś za to napełnisz dobrze żołądek i śledzikiem i setą.. hm..? Lecz coś mam wrażenie, że zgaga Pana ostatnio nie opuszcza.. Aż czuję co Pan jadł jeszcze wczoraj.. – Mruknął, na co Turpin spojrzał na niego i zaraz objął się od siebie odsunęli, Todd otrzymał gratulacje i od burmistrza, jak i owacje od publiczności po raz kolejny raz. No i musiał zejść z podestu, Sweeney poszedł zaraz z Turpinem na tył sceny, gdzie musiał załatwić kilka formalności, no i przede wszystkim otrzymać dziś pieniądze. Nellie czekała na Sweeney’a była szczęśliwa, że to Sweeney wygrał ten konkurs, a Pirelli i Pan Barnem, byli oburzeni i wściekli. Kiedy Todd po jakiś 20 minutach pojawił się w końcu zza kontuaru z pakunkiem pieniędzy i bonami, w końcu reszta nagród miała trafić jeszcze dziś bądź jutro do uczestników, chodziło o zapasy kosmetyczne do salonów. Pirelli spojrzał na Todd’a wrogo i zaraz do niego doskoczył krzycząc mu niemal przed twarzą.
- To nie Panu, Panie Todd należy się nagroda..! Dopilnuję tego, by tak nie było..! – Pirelli położył dłoń na ramieniu Todd’a jakby chciał go pchnąć, ale Todd zdjął rękę z jego ramienia i przeszedł obok jedynie mówiąc.
- To niech Pan, Panie Pirelli sobie to zmieni.. mnie to już nie obchodzi.. I niech Pan ręce trzyma przy sobie, a pretensje ma do organizatorów, nie do mnie.. i jeszcze jedno, proszę mnie nie nachodzić w salonie.. bo nie będę miły.. Do widzenia. – Todd odszedł od Pirellie’go, który dalej się wygrażał ze swoimi nonsensami związanymi z konkursem. Kiedy Sweeney zbliżał się do Nellie, kobieta zaraz do niego podeszła i uwiesiła mu się nieco na szyi, jakby chciała jedną dłonią poprawić jego płaszcz i pogłaskała go po ramieniu, po czym oboje pocałowali się delikatnie w usta.
- Jestem z Ciebie dumna. Cieszę się niezmiernie Sweeney. Jesteś wspaniałym golibrodą i nie tylko! Chodź musimy to uczcić i bardzo dziękuję Ci za Twoją wypowiedź.. Jesteś uroczy, wiesz..? Robisz postępy mój Drogi… To teraz pójdziemy na dobry obiadek.. ale do domu… dobrze..? Zabrałam nieco rzeczy na piknik.. ale że pogoda nam nie sprzyja to wróćmy hm..?  - Sweeney uśmiechnął się do kobiety i cicho zamruczał, a zaraz spojrzał w jej oczy i szepnął spoglądając na jej twarz.
- Nie masz za co dziękować, powiedziałem prawdę. A ich zdania mam głęboko.. tym bardziej tego głupka stylizującego się na kogoś kim nigdy nie był i nie będzie.. Ale ja zapraszam Cię na obiad… Trochę się wzbogaciłem, nie będę skąpił heh. Tak pogoda niestety się popsuła, no ale z tym nic nie zrobimy.  – Todd spoglądał na kobietę, oczywiście w koło już robił się szum szept na ich temat, a przede wszystkim o wygranej Todd’a w co nie każdy był w stanie uwierzyć. Nellie zaraz wzięła Todd’a pod rękę, otrzymał buziaka w policzek i powoli dumnie oboje ruszyli przed siebie, a właściwie do karety. Inni dalej byli na placu, w końcu teraz zaczynała się uliczna biesiada i świętowanie, poza tym interes kwitł w najlepsze dlatego okoliczne sklepy powystawiały się tutaj, by zarobić i można było powiedzieć, że naprawdę szedł interes.
Po kilku chwilach dotarli prawie do karety, jak jeszcze kilka osób gratulowało golibrodzie głównej wygranej, choć byli i tacy co potrafili dopiec słowami, bądź uznać, że im coś powinno skapnąć z tej sumy. Choć oczywiste było, że bardzo się mylili. Todd przyjął gratulacje no ale wylewny już taki w słowach nie był, a tym bardziej gestach, które kończyły się na uścisku dłoni. Aż powoli wsiedli do karety, Todd podał adres sklepu Pani Lovett, skoro nalegała na to by wrócić do domu wierzył, że jeszcze nie jedną będzie miał szansę ją gdzieś zabrać. Powoli usiedli w karecie, a gdy byli gotowi, Todd klepnął w ścianę karoty, by kierowca wiedział, że może ruszać i siedzą na miejscach. Nellie zaraz przytuliła się do boku Sweeney’a była ucieszona, że i on nie wyglądał na siedem nieszczęść. Przez podróż rozmawiali ze sobą o konkursie, ale przede wszystkim cieszyli się z tego jakie to miało zakończenie. Po przyjeździe do domu, oboje byli w kuchni przygotowując posiłek. Ten dzień minął dość przyjemnie, kiedy oboje kładli się spać Sweeney jeszcze krążył po domu, a tym i samym po sklepie Pani Lovett, gdzie szukał jeszcze kakao, ale nie mógł znaleźć. Choć tak naprawdę nie potrafił zasnąć przez to, że kolejnego wieczora mieli udać się na przyjęcie do Turpina. Todd przeczuwał, że nie będzie to nic uroczego, a raczej czuł kłopoty, które go czekają. A gdy w końcu znalazł się na kanapie, jak Nellie jeszcze piła herbatę i czytała książkę, spojrzała na Todd’a, gdy nerwowo mieszał łyżeczką w kubku, pewnie dawno już rozpuszczony cukier.
- Sweeney… Za chwilę przebijesz się do dna tego kubka, jak jeszcze zrobisz jeden obrót…  - Mężczyzna zaraz uniósł spojrzenie na kobietę i powoli przestał mieszać w kubku, przepraszając spojrzeniem Nellie, bo pewnie stał się tym powoli drażniący.
- Wybacz.. Po prostu nie wyobrażam sobie tego, że jutro mamy pójść na to przyjęcie… Dlaczego..? Dlaczego chcesz na to iść..? Mam go znosić..? Dziś już miałem go dość, a mogłem mu przyłożyć.. zlać.. jutro nie musielibyśmy iść…  - Todd tak jakby przytaknął sobie, a Nellie zaśmiała się na jego słowa i westchnęła powoli odkładając książkę z zakładką w środku na stoliczek obok i odparła.
- Chcę tam iść, bo tam będzie Twoja córka Słonko.. wiesz..? Poza tym chcesz pokazać temu łapówkarzowi, że się go boisz..? Przecież się go nie boisz, prawda? Dziś byłeś zdeterminowany Sweeney… twardy, mocny.. i nikomu się nie dałeś i nie dałeś sprowokować.. ani Twój wyraz twarzy nie był uległy względem kogokolwiek… Zmieniłeś się, ale nie myśl, że na złe.. Oczywiście, że na dobre. – Nellie uśmiechnęła się lekko, a Todd słuchał jej unosząc nieco jedną brew ku górze. Sweeney napił się napoju swojego i poprawił swój szlafrok na sobie okrywając się nim bardziej, chłodno mu było i skrzyżował zaraz ręce na klatce piersiowej odzywając się.
- Wiem. Ale czy Turpin jest moją rodziną, że muszę to robić… Zobaczysz jutro Nellie.. że on coś będzie knuł i choćby miał nie wiem, żyletkę, to nie zawaha się jej użyć… Ja zaś bez swojej brzytwy tam nie pójdę… Nigdy nic nie wiadomo. Och nie boję się go.. Ale to wszystko w moim życiu mnie przerasta, że znów się coś wydarzy nie po mojej myśli. Konkurs wygrałem.. czemu..? Bo Pirelli był w czymś gorszy..? Bo woleli tego złego, niż gorszego..? Co za tym wyborem stoi..? Może mam teraz dziękować do końca życia za tą wygraną..? Nie rozumiem tego.. A pieniądze.. mają zostać tutaj, czy przenieść je na konto..? Poza tym nie chciałbym o nich decydować całkiem sam… Może… może kupilibyśmy coś do Twojego sklepu, coś co potrzebujesz, nowy piec..? Jakiś sprzęt… zmienić wystrój może byś chciała.. nowe stoły, krzesła.. Albo coś do sypialni.. do łazienki, coś nowego, nową wannę..? Ja oczywiście nie mówię, że coś jest złe z tych rzeczy, tylko rzucam propozycje.. Hm..?  - Sweeney spoglądał na kobietę, która wyglądała teraz na myślicielkę, zastanawiała się nad jego słowami, jakby chciała z tego wywnioskować drugie dno? Może faktycznie cos się za tym kryło? Jakaś przysługa, którą miał Todd wykonać? W tym mieście i świecie, w tych czasach, ludzie nie robili niczego od serca i nic nie było za darmo. Lecz miała nadzieję, że konkurs był wygrany czysto, bez odwdzięczania się czymś. Nellie spojrzała na Todd'a i zsunęła z nosa okularki, które zaczynała powoli zginać i odezwała się w zamyślę, gdy dotknęła wargami zausznik okularów.
- Myślisz, że zacznie prowadzić jakąś grę, związaną z tym, że zwyciężyłeś w konkursie..? Och to by była już desperacja Sweeney... Wolałabym byśmy jutro po prostu grzecznie tam poszli, posiedzieli, potańczyli, zjedli.. i  po prostu po angielsku wyszli.. rozumiesz..? Nie rzucając się w oczy nikomu. Czy to trudne? Mam nadzieję, że będzie prostą drogą.. którą pokonamy razem.. A jesli chodzi o pieniądze z wygranej.. Sweeney to Twoje pieniądze i to Ty decydujesz co z nimi zrobisz.. Och nie wiem.. może w banku byłby bezpieczniejsze.. Teraz tyle napadów.. lecz nam już chyba to nie grozi, po ostatnim splądrowaniu sklepu.. Co by tu chcieli wynieść, wałek do ciasta, a u Ciebie mydło..? Pieca nikt nie wyniesie.. poza tym.. nie popadaj w paranoje, a pieniądze, nie lepiej nieco zaoszczędzić, niż je wydać..? A może załóż wolną lokatę dla swojego wnuczka, albo córki..? Włóż tam trochę pieniędzy z wygranej,.. tak dziadkowie robią... A nawet i rodzice... a to byłby bardzo miły gest, Zawsze mógłbyś tam dorzucić co jakiś czas nieco oszczędności... by móc dać wsparcie bliskim.. Nie chodzi mi o to, że tak odkupisz to co straciłeś, pieniądze to namiastka.. ale Sweeney, pamiętaj, że pieniądz też jest ważny.. Może kiedyś będziesz mógł dać wnuczkowi te pieniądze, tą lokatę, a pieniądze, miałby na studia... To dobra inwestycja tej nagrody. Lecz chciałabym byś sam sobie zrobić z tych pieniędzy przyjemność też, a nie tylko innym w koło... wiesz..?

niedziela, 15 listopada 2015

Part 281.

Pani Lovett delikatnie zmarszczyła czoło na słowa Todd’a i westchnęła, niestety rozumiała go, choć pewnie wcale nie chciała, kiedy wspomniał o swojej żonie, byłej żonie, a jego byciu wdowcem. Po kilku chwilach odezwała się do Sweeney’a bliżej jego ucha.
- Trupa? Nie rozumiem… Sweeney, daj spokój naprawdę, dziś na pewno nie będzie ten dzień taki fatalny jak za kilka chwil poznamy wyniki, zobaczysz! – Ludzie zbierali się przy scenie, by nie przepychać się w ostatniej chwili do ogłoszenia wyników na najlepszego golibrodę. Sweeney powoli zebrał się z ławki razem z Nellie i odezwał kiedy ruszyli bliżej sceny, przeciskając się nieco pomiędzy innymi ludźmi, ale mimo to nie rozdzielali się.
- Turpina miałem na myśli… Podobne prawda..? Tego nie wiemy Nellie.. ani Ty, ani ja… Poza tym może wróćmy już do domu… adres podany, zatem nagroda pocieszenia przyjdzie do mnie sama… przecież transport na te różne bajery do golenia zapewniają i dowożą to do zakładów… Na pieniądze nie mam co liczyć.. Zresztą tyle jest tych przemądrzałych twarzy tutaj, że nie wiesz kto tak naprawdę jest tu szczery i prawdziwy.. Każdy jest podejrzany i może być podejrzany, niemal o wszystko… - Kiedy Todd tak mówił, zaraz na podium sceny pojawiło się trzech mężczyzn, burmistrz, sędzia Turpin i Benjamin Willess, organizator konkursu, który po chwili przemówił do publiki.
- Witam ponownie wszystkich na placu Piccadilly Cirrus! Dziękuję, że państwo zostaliście i nie rozeszliście się do domów.. ja wiem, że to trwało i trwało, lecz jestem Państwu bardzo wdzięczny za tak liczne przybycie.  Ale już nie przedłużam i za chwilę ogłoszę zwycięzcę, ale pierw nagrody pocieszenia… i pozostałe, zwycięzca, mam nadzieję że będzie usatysfakcjonowany.. i uważam, że jest godzien wygrać ten konkurs… Zatem zaczynamy..! –Mężczyzna zaraz spojrzał na papier jaki miał w reku, a nawet kilka kartek, z czego miał czytać, w końcu nie zapamiętał nazwisk uczestników konkursu. Jeszcze chwilę rozmawiał z Turpinem, który czasem zerkał na Todda, niczym jak z oburzeniem, ale i powagą i chyba, czymś jeszcze nie był zachwycony, gdyż jego wyraz twarzy był nader ponury. A Willess po chwili zakasłał przez mikrofon i mówił znów.
- Nagrody pocieszenia w postaci kosmetyków, pianek, wosków, jak i też rabaty na święta, przy kolejnych zakupach do salonów, wędrują do…. Pana Millow, do Pana Franstein’a... Cevil’a… Gillman, Barows…-Wymienionych zostało jeszcze kilku na co, Sweeney uniósł lekko brew, a Nellie złapała go czule za dłoń i oparła głowę o jego ramię wsłuchując się w słowa prowadzącego, jak zaraz wymienieni Panowie weszli na podium, dostali bony na zakupy, jak i też  złote brzytwy, małe figurki, jak i  po oklaskach i wszelkich gratulacjach zostali zaproszeni do jeszcze kilku formalności, by ich nagrody dotarły do ich salonów, poprzez umówienie kilku szczegółów. Sami nagrodzeni, byli wręcz oburzeni i twierdzili, że zostali niesłusznie ocenieni, cóż, gdyby nie wysoka wygrana nikt by tak na to nie patrzył, lecz pieniądze zawsze robiły swoje. Kobiety, czy też żony panów, nie były zbyt zachwycone, co innego jakby to były chociaż kosmetyki dla pań! Lecz niestety były to tylko i wyłącznie męskie kosmetyki, ewentualnie z czego panie mogłyby skorzystać to z wosku, bądź Panki do golenia, lecz kobiety zazwyczaj używały swoich zapachów do pielęgnacji ciała, niż coś co pachniało wodą kolońską, czy piżmem. W kolejnym punkcie konkursu, było trzecie miejsce, które zajął Pan Banks – trafiło do niego 5 tysięcy funtów i kosmetyki na pół roku do salonu, jak i bon na zniżki w wybranych salonach w Londynie, na własne zakupy, w określonej oczywiście cenie na kuponie.
Drugie miejsce, na czego wyczekiwanie czekali wszyscy, Sweeney, już miał wrażenie, że o nim zapomnieli i w ogóle nie brali go pod uwagę i może na koniec ogłoszą  że dostał jedynie jakiś tam koszyczek pianek i wosków do golenia.
- Drugie miejsce mam zaszczyt ogłosić.. że na drugim miejscu znalazł się Pan.. Pan.. Satan..! Gratuluje.. 7 tysięcy funtów trafia do pana i oczywiście zestaw kosmetyków na rok, plus bony.. jak dla każdego uczestniczka z pierwszych trzech miejsc…! Panie Satan.. zapraszam na podium…! Był Pan naprawdę rewelacyjny..!  -Satan był nieco zaskoczony tym zbiegiem okoliczności, tym, że zajął drugie miejsce, był zaskoczony. A Pirelli stojący niedaleko podium, już powoli zbliżał się do niego z szyderczym uśmiechem, co najmniej jakby miał pewność, że to miejsce jest tylko jego i jego. Gdy Satan dotarł na podium, miał chwilę czasu na powiedzenie czegoś do wszystkich zatem wykorzystał to na te słowa. – Dziękuję bardzo. To naprawdę dla mnie wyjątkowy dzień, nie sądziłem, że wśród tylu dobrych, a raczej wspaniałych golibrodów, zajdę aż tak wysoko.. To nieocenione, że można jednym ludziom pomóc wyglądać lepiej, zostać za to nagrodzonym.. Tym bardziej, że wśród nas wszystkich uczestników nie było na pewno łatwo wybrać tych najlepszych.. Drugie miejsce, to dla mnie wspaniała nowina.. Dziękuję bardzo…! Dziękuję..! – Pan Satan także dostał wyróżnienie w postaci statuetki, większej niż uczestnicy z nagrodami pocieszenia. Dla tego zawodu było to naprawdę ważne, tym bardziej, że każdy z nich otrzymywał tez i dyplom na renomowany salon, oczywiście tylko pierwsze trzy miejsca, no ale niektórym bardzo przecież to się przyda. No i w końcu nadszedł czas na pierwsze miejsce do czego po raz kolejny zbierał się po gratulacjach Satanowi, Willess.
- A teraz czas na zaszczytne miejsce.. pierwsze… Tak prawda, że oczekiwane..? Pamiętam, jak w zeszłym roku, byłem w Paryżu i rozstrzygał się tam konkurs.. było hucznie.. ja wiem, że pogoda za bardzo nam nie sprzyja.. Powoli zaczyna się ściemniać, och a chyba miało być dziś słonecznie..? –  Publika już się denerwowała, a najbardziej chyba Pirelli, a prezenter no cóż, chciał potrzymać troszkę ludzi w napięciu. Sweeney tracił już chęci by stać tutaj, w końcu pamiętam, że choćby Pirelli jeszcze nie dostał nagrody, zatem na pewno to oni nie bez potrzeby pchał się już na schodki podium. Nellie szepnęła przy tym do Todda na ucho.
- Och zaraz sama usnę z nudów.. Satan zajął drugie miejsce.. ale nadal tego nie rozumiem został jeszcze Pirelli.. Ty i.. i ten mężczyzna z siwą bródką..
- Scott Barnem, wiem… ale to wszystko oznacza tylko jedno, że ktoś w ogóle został odcięty od konkursu.. może chodźmy już do domu, hm..? Zimno się robi.. – Nellie uniosła brew na Todd’a jakby chciała mu powiedzieć: „Zwariowałeś.. przecież zaraz będzie konkurs rozstrzygnięty, nie możemy tego przegapić!”. Złapała go mocniej za dłoń i pocałowała w policzek gładząc go po nim.
- Sweeney… chcę wysłuchać do końca, dopiero pójdziemy… Niezależnie od wyniku, będę z Ciebie dumna, ale teraz nie uciekaj mi stąd.. bo  się obrażę.. a chyba tego nie chcesz. Poza tym chcę popatrzeć na tego komedianta Pirelliego, och skąd on się wziął w ogóle… -  Prowadzący zaraz dalej zaczął mówić, a Turpin spoglądał na pchającego się Pirelliego na scenę, no ale na razie nikt na to nie reagował.
- A pierwsza nagroda, pierwsze miejsce, należy dziś do… Adolfo Pirr… - Na moment prezenter zamilkł bo zaraz i burmistrz i Turpin podeszli do niego i zaczeli szeptać ze sobą, wskazując mu na  notatki, gdzie było napisane co innego i znów zabrał głos, Ludzie już się denerwowali i mężczyzna w tłumie krzyknął.
- Szybciej z tymi wynikami…! To tylko naście uczestników, a trwa i trwa..! Kto wygrał…?! – Benjamin na te słowa zaraz kolejny raz uśmiechnął się przepraszająco do publiki i odparł tak jakby obiło się Az o mury w okolicy placu, na którym byli.
- Przepraszam bardzo za usterki.. pomyłka, pomyłka… Zwycięzcą konkursu na najlepszego golibrodę i zdobycie pierwszego miejsca.. jest Pan.. Sweeney Todd…! Zapraszam na podium Panie Toddd.. i gratulujemy…!!! –Benjamin spoglądał na Todd’a, w końcu jego sobie zapamiętał, bo tak mentalnie można by rzec, że go polubił. Sweeney słysząc te słowa uniósł wyżej brew i był zaszokowany tym co słyszał, Nellie go ucałowała zaraz w usta, co odwzajemnił w ostatniej chwili, no i ruszył na podium , choć przed nim wszedł Pirelli i dramatyzował zaraz.
- Ale jak to, ten ochłap wygrał..?! Przecież to ja jestem wygranym.. to Pan wyczytał moje nazwisko.. jak Pan może zmieniać zdanie…! – Todd pojawł się na podium i zaraz Adolfo spojrzał na niego wrogością, a gdy Todd przyjmował zaraz statuetkę, Pirelli pchnął Todd, by zabrać mu ją, lecz Sweeney sobie na to nie pozwolił, poza tym Turpin zaraz przytrzymał Pirelliego i odparł.
Obu was nie lubię.. ale to Todd wykazał się talentem Panie Pirelli.. a nie komedianckim zachowaniem i reklamą swoich kosmetyków.. zostaje Pan zdyskwalifikowany za to.. i za to, sam fakt ilu ludziom nie podobało się traktowanie chłopca z którym Pan był… To niedopuszczalne… Poza tym, nie uważa Pan, że piąty konkurs z kolei na którym Pan się pojawia to lekka przesada..? – Benjamin zaraz na podium rozmawiał z Todd’em, a zaraz sługa Turpina pomagał swojemu Panu pozbyc się Pirellie’go z podium, który ciągle krzyczał, jakie to jest niesprawiedliwe, że przegrał. Zaś prowadzący konkurs odparł do Todd’a i wszystkich zebranych.
- Panie Todd.. na początek chciałem przeprosić za ta pomyłkę… Ale niestety poprzez nasze notatki troszkę pomieszałem.. Proszę mi wybaczyć, lecz to Panu należy się główna nagroda, perfekcjonizm w pańskich dłoniach jest wypisany w Pana oczach..! Niestety oczywiście muszę stwierdzić proszę Państwa.. Panie Todd.. że Pan Pirelli i Pan Barnem, zostają usunięci z konkursu, gdyż jak doszły nas słuchy i nie tylko… Panowie brali już wcześniej udział w konkursach, a nie o to chodzi, by zajmowac nowym uczestnikom miejsce… Na to każdy ma szanse raz. Panie Todd.. szczere gratulacje, statuetka i nagrody są Pana.. – Benjamin ściskał rękę Todd’a, gdy ten trzymał w jednej dłoni nagrodę, ze złota, oczywiście była pozłacana, inaczej chyba na każdego uczestnika byłby zamach związany z kradzieżom ich statuetek. Tym samym i Sweeney dostał możliwość wypowiedzenia się na forum, i podziękowania.
- Dziękuję. Choć nadal w to nie wierzę, nie wierzyłem, że dostanę nawet nagrodę pocieszenia.. a że wygram ten konkurs..? Nie spodziewałem  się tego w ogóle.. To naprawdę szalona niespodzianka… Pomyłka? Hm.. Mam nadzieję, że potem mój salon nie zostanie zniszczony poprzez tą pomyłkę.. Może to żart, może nie.. ale raczej niczego w życiu nie wygrałem… No może jedno, ale niematerialne… Nie chciałbym by i tą rzeczową nagrodę ktoś mi odebrał.. Pieniądze? Wykorzystam dobrze.. zaopiekuję się nimi mógłbym powiedzieć.. A przede wszystkim dziękuję Nellie Lovett, że wspierała mnie i dalej wspiera przez cały konkurs. W każdym razie.. Nellie.. jestem Ci wdzięczny, że po prostu jesteś przy mnie. Motywujesz mnie do tego co dzieje się w koło… i to Tobie należy się ta wygrana. Dziękuję.

sobota, 14 listopada 2015

Part 280.

Mężczyzna westchnął i zatrzymał się z Nellie w jednym miejscu, lecz z dala od innych budek z jedzeniem, czy powozów z jakimiś przetworami, kawą i czym tylko. Popatrzył kobiecie w oczy i odezwał się po chwili, lecz w jego wyrazie twarzy, dało się wyczuć irytację względem Turpina.
- Ten buc, stwierdził, że Johanna zbyt często nas odwiedza.. Twój sklep…  I wiele innych słów, równających się z tym, że Johanna nie chciałby mieć takiego ojca jak ja… Nawet podważył to, że nie mam własnego domu… Ja Nellie nie chcę iść do jego domu, na to całe przyjęcie… darujmy je sobie… Nim tam obrzuci mnie kolejnym błotem, a ja więcej już nie wytrzymam. – Warknął pod nosem w stronę Turpina, gdy taki ubawiony nad wyraz szedł niedaleko nich z córką Sweeney’a. Toddowi było przykro, że był tak traktowany, a wszystko było za sprawą tego, że mężczyznom podobała się jego żona, to Todd został za to wszystko ukarany, a do tego stracił żonę, a zarazem i córkę, więc swoją własną rodzinę. Ciągle nie potrafił się z tym pogodzić. Gdy tak patrzył tempo wzrokiem, zaraz poczuł ciepłe dłonie Nellie na swoich policzkach, gdy kciukami przesunęła przy oczodołach mężczyzny i szepnęła. – Sweeney… Nie przejmuj się tym.. Dobrze wiemy, oboje.. Ty i ja, że on to robi wszystko po to by Cię sprowokować, albo byś przestał łudzić się o kontakt z córka, taki normalny kontakt.. A my, nie możemy na to pozwolić.. Kochasz Johanne.. poza tym zostałem dziadkiem, nie możemy od tego się odsunąć i usunąć z ich życia.. Ty nie możesz.. nie możesz na to pozwolić.. Sweeney, żyjemy tylko raz… Chyba nie chcesz, by Twoja córka myślała, że jej ojciec umarł, prawda? Musimy dowieść temu, że jesteś, żyjesz i chcesz ją odzyskać… z rąk tej bestii! Todd… ja wiem, że nie chcesz tego przyjęcia, ale mimo wszystko, nie mamy na nie jeszcze zaproszenia więc… A jeśli je dostaniemy od Twojej córki, nie odmawiaj jej, zrób to dla niej, dla mnie. Nie pokazuj Turpinowi, że jest nad Tobą… To Ty masz tu większe prawa, niż on choć wiem, że wygląda to obecnie inaczej… - Uśmiechnęła się do niego i zaraz zbliżyła nieco swoje usta do jego ust i lekko go w niej pocałowała. Chciała Sweeney’a jakkolwiek uspokoić, choć widziała że był naprawdę bardzo poirytowany tym co miało miejsce kilka chwil temu. Te słowa, poruszyły go, choć i tak starał się trzymać, lecz przy Nellie niemal sypał się na kawałki. Przed nią nie potrafił udawać, że jest silny, mocny i że wszystko zniesie. Nellie pogładziła policzek Sweeney’a i powoli spacerowali po placu, jak i też zajęli sobie ławkę, w końcu były porozstawiane na czas konkursu.
Konkurs trwał dalej, ostatnia tura kończyła się i miały zostać podsumowane wyniki, sprawność i szybkość, jak i przede wszystkim dokładność golenia, w czym teraz to sami „pacjenci” będą uczestnikami, kiedy narada konkursu zebrać się miała za kilka chwil za tą całą sceną odbywającego się konkursu. Turpin ze swoim sługą także udał się na naradę, bo przecież jak mogłoby zabraknąć największej kanalii na takim zgromadzeniu. Sweeney i tak spodziewał się tego, że wybiorą kogoś poprzez swoje matactwa, zatem był przygotowany na otrzymanie nagrody pocieszenia. Nellie zaraz dała z termosu napić się gorącej herbaty by mógł nieco odsapnąć i żeby jego organizm nie wyziąbł, w końcu dziś wcale nie było tak ciepło jak zapowiadało się rano.
Kiedy Sweeney w zamyśleniu spoglądał na kubek herbaty, który ogrzewał jego palce dłoni, w końcu reszta jego rąk była okryta rękawiczkami bez palców, aż nagle usłyszał kobiecy głos, wcale nie podobny do Nellie, ale dość dobrze mu znajomy. Uniósł spojrzenie w górę, a ku jego oczom ukazała się jego córka Johanna. Do której to zaraz Nellie uśmiechnęła się uroczo i oboje zrobili jej miejsce na ławce by mogła się do nich przysiąść.
- Witam jeszcze raz.. Pani Lovett… Och ja wiem, miałam wcześniej zawitać w sklepie.. lecz nie udało mi się. Panie Todd… wszystko dobrze..? Denerwuje się Pan konkursem? Och na pewno jest wszystko w porządku i był Pan jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym.. Niektórzy wydawali mi się bardziej kokietować publikę, by tym zwyciężyć, no ale przecież nie liczyło się to kto jak dużo powie, a jak ogoli swojego klienta, prawda..? – Todd przytaknął, to było najtrafniejszym rozwiązaniem, jakie teraz mógł zrobić. A Nellie zaraz i poczęstowała napojem Johannę i zawinęła do połowy w serwetce ciastko które jej podała. – Och Pani Lovett.. jakie to miłe, dziękuję bardzo… - Pani Lovett uśmiechnęła się, a zaraz Johanna zaczęła kontynuować swoje słowa.
- Chciałam Państwa zaprosić serdecznie na przyjęcie, na jutro… O którym wcześniej mówiła.. o awansie mojego ojczyma… Zaraz dam zaproszenie… tylko zjem dobrze..? Mam nadzieję, że zaszczyca nas Państwo swoją obecnością.. – Pani Lovett widząc, że Sweeney chciał już odmówić, bo szepnął cicho.. „Z wielkim żalem.. ale..”
 – Och będzie nam bardzo miło, prawda Kochanie? Pojawimy się. A na którą możemy się zjawić hm? Wiem, że w zaproszeniu będzie godzina, ale skoro już tu Pani jest..  – Posłała uśmiech kobiecie, a na Sweeney’a spojrzała nieco surowo, by jej po prostu przytaknął i się nie odzywał. Po zjedzeniu ciastka i wypiciu ciepłego napoju, Johann’a zaraz wręczyła kopertę z zaproszeniem Nellie, która jej podziękowała za nie, Sweeney także choć jego uśmiech był dość naciągany niestety. Po chwili też Johannę wołał jakiś młodzieniec którego Todd nie poznawał, ale miał wrażenie, ze to wcale nie jest dobry człowiek, kobieta wstała z ławki, oddała kubek Nelmie i odezwała się po chwili.
- To mój znajomy… Wybaczą mi Państwo..? Troszkę czasu się nie widzieliśmy, a dziś ten konkurs to dla niektórych jedyna okazja by spotkać się na tym placu…  -Todd przytaknął niechętnie i wstał z ławki okazując swoje maniery, pocałował kobietę w dłoń, zaraz i pożegnała się z Panią Lovett i opuściła ich. Przy czym oboje spoglądali na młodego panicza w kapeluszu na głowie, niczym melonik. Todd mruknął pod nosem, widząc jak mężczyzna wręcza kobiecie bukiet róż.
- Nie znam, pierwszy raz go widzę, a już go nie lubię. Kwiaty? Przecież Johanna, ma narzeczonego, a on na niego nie wygląda.. ”Mój znajomy..” Znajomy, daje kwiaty znajomej..? Czy coś zmieniło się w ludzkich manierach i jestem do tyłu z tą modą? Znajomy… Znajomy mojej córki wręcza jej kwiaty.. całuje w policzek, patrzy w oczy.. spójrz..  – Nellie obserwowała parę, jak Sweeney wszystko komentował i niestety, wyglądało to tak, jakby „znajomy” był skrycie zakochanym mężczyzną w Johannie. Nie miał może tej prezencje nie był taki wysoki jak narzeczony Johanny, a najgorsze było to, że miał takie dzikie spojrzenie, jakby knuł coś niedobrego, miał w tym spojrzeniu coś z Turpina! Po chwili też Johanna zniknęła w tłumie z nieznajomym.
Zaraz też ktoś z podium, mówił głośno do wszystkich by ludzie nabrali skupienia do osoby stojącej wyżej od nich wszystkich.
- Uwaga…! Proszę o uwagę…! Za kilka minut dowiemy się kto zostaje zwycięzcą konkursu na najlepszego golibrodę w okolicy, bardzo proszę się nie rozchodzić! Proszę tu zostać i czekać.. tym bardziej prośba do wszystkich uczestników! Jeszcze kilka chwil! – Mężczyzna nieco głośno krzyczał, by poprzez te wszystkie ludzi szepty i rozmowy był słyszalny, bo inaczej czuł się zagłuszony tłumem istot na placu. Sweeney spojrzał na mężczyznę na podium był to kolejny sługus Turpina, można by powiedzieć, że nawet podobny był do niego, pewnie miał go za swój ideał. Nellie pogładziła Sweeney’a po ramieniu, by się tak nie burzył i odezwała się do niego.
- Widziałam Sweeney.. Lecz teraz nic nie zrobisz, może on po prostu taki jest.. niektórzy lubią być tacy mili.. Och Kochanie.. skup się na konkursie, zaraz ogłosza wyniki.. a tą sprawą zajmiemy się potem, poza tym nie zapominaj, że Twoja córka jest zaręczona, masz wnuka Panie Todd.. to chyba coś znaczy, prawda? Przecież, chyba nie uważasz, że Twoja córka… spogląda z jakimś wyjątkowym urokiem, na tego mężczyznę, prawda..? – Sweeney spojrzał na Nellie i zastanowił się przez chwilę, a po chwili odparł.
- Oczywiście, że nie… Ale nie zapomniałem jak to było z moją żoną, nie wybaczyłbym sobie tego, gdyby ktoś potrafił coś takiego zrobić mojej córce.. a najgorsze jest to, że przez tego chodzącego Trupa.. nie mogę nic zrobić… -Mówił ciszej, gdyż wiedział, że gdyby teraz uniósł głos, pewnie wzbudziłby jakieś zainteresowanie takimi słowami.

niedziela, 1 listopada 2015

Part 279.

W momencie, gdy Pirelli się oddalił, Todd dopiero odezwał się na słowa Satan’a, choć wypowiedział je nieco jakby smutno i obojętnie, co wyczuł mężczyzna, tym bardziej gdy panowie uścisnęli sobie dłonie, tak dość przekornie. – Cieszę się. Zatem do zobaczenia na wynikach. – Todd nie wspomniał o pracy u Satan’a, gdyż do dziś czuł się urażony nieco zwolnieniem z pracy, lecz za to dzięki temu, dziś mógł stać tutaj i brać udział w konkursie. Po tych uciśnięciu sobie dłoni, powoli obaj zeszli z podium, za co dziękował im prowadzący konkurs.
Gdy Sweeney znalazł się na dole zaraz znikąd pojawił się przy nim sędzia Turpin, choć już miała iść ku nim Pani Lovett, ale na chwilę się powstrzymała widząc, wiecznie zalotne w swoim kierunku spojrzenia Bamforda. A na Nellie szczęście akurat została zaczepiona przez Panie klientki, które chętnie odwiedzały jej sklep, zresztą po jednej nawet było widać, że nie szczędziła swojej wątroby i trzustki na dobre pasztety, czy słodycze. Mimo to kobieta stała tak by mieć na oku Todd’a i Turpina, kiedy ze sobą rozmawiali, Todd wyglądał na niezadowolonego, co zresztą nie dało się ukryć, kiedy Turpin był w pobliżu. Turpin poprawił swój płaszcz i odezwał się do Sweeney’a z przekornym uśmiechem na ustach.
- Widzę, że konkurs najgorzej Panu nie poszedł. Zobaczymy kto wygra, może nagroda pocieszenia nie będzie taka straszna, prawda..? – Todd zmarszczył czoło i poprawił pod płaszczem swój pas z brzytwami, przy czym warknął na Turpina cicho.
- Sugeruje Pan coś? Chyba wynik nie jest ustawiony z góry hm..? Dobrze Pan wie, że wyjdzie to szybciej czy później na jaw.. – Todd zerknął zaraz na Bumforda, który znalazł się przy nich, na co Turpin zaraz dotknął Todd’a za ramię i zmusił go wręcz do tego by się przeszli, na co Nellie miała jeszcze większe oko, choć skupiała się też na rozmowie z paniami, lecz nie podobało jej się to zachowanie sędziego. Turpin w tym czasie trzymał rękę na ramieniu Todd’a, przez co Sweeney był niepocieszony, ale że zbyt wiele osób się patrzyło i sędzia straciłby reputacje wśród mieszczan, to powstrzymał się przed zdjęciem jego dłoni. Choć miał na to wielkie chęci, by go przez siebie niemal przerzucić. Turpin pochylił się w trakcie tego spaceru nad uchem Todd’a i rzekł.
- Panie Todd.. co to za ponura mina..? A czy ja coś powiedziałem o ustawianiu konkursu..? Och nie, nie.. niech mnie kara boska spotka, jak coś ustawiłem..! Oczywiście, że nie. Nie o konkursie chciałem porozmawiać.. Ale.. obaj wiemy, że Johanna jest moją córką.. nie zmienisz tego Todd.. nie zmienisz, myślisz, że ona chciałaby poznać swojego ojca..? Wątpię. Golibroda, co jej zaoferujesz? Mieszkasz u Pani Lovett… nie masz swojego kąta Todd.. A tak wiem wynajmowałeś coś… tutaj niedaleko. Ja wszystko wiem o moich mieszkańcach. Lecz zaczyna mi się nie podobać to, że tak często u Pani Lovett jest moja córka.. – Kiedy Panowie szli tak prosto, stanęli pomiędzy dwoma powozami, wtedy Todd zdjął dłoń Turpina ze swojego ramienia i odwrócił się do niego warcząc niemal przez słowa.
- Jak śmiesz. Johanna jest moją córką. Wystarczy, że jestem jej ojcem, rodziny się nie wybiera, poza tym to nie Ty jesteś moją córką, by mnie oceniać. Tak myślę, że chciałaby poznać swojego ojca… Choć wyśpiewałeś jej, że nie żyję. Lecz jak na Twój pech wróciłem. Nie znajdziesz nam mnie niczego, by mnie stąd przepędzić. Nie mam swojego kąta, dlatego moja córka, nie może wiedzieć kim jestem..? Ach tak zapomniałem! Popsułoby to sędziowską reputacje, gdyby inni się dowiedzieli, kim jest naprawdę ojciec Joanny, a Ty ją mi zabrałes, mnie wypędziłeś, bo tak łatwiej… Zniszczyłeś moje życie, wychowanie mojego dziecka.. i masz cpazelność jeszcze rozmawiać ze mną o tym, że moje własne dziecko, przychodzi do sklepu ni Lovett… i co… Może konspiruję z nią? A może Pani Lovett podaje jakieś mikstury w ciastach, by Johanna była mi uległa..? – Turpin złapał Todd’a za ubranie i szarpnął nim, na co Todd odparł atak i popchnął Turpina na powóz bo już nie wytrzymał i nie obchodziło go już kto to zobaczy, bo najchętniej ukróciłby żywot tego pasożyta i użył swojej brzytwy na jego gardle. Sędzia uderzył plecami o powóz, że prawie zemdlał, lecz po chwili odzyskał świadomość i znów zbliżył się do Todda, po raz kolejny łapiąc go za ubranie i odezwał złośliwie. – Zrób to jeszcze raz, a będziesz miał po konkursie, a wynik obejrzysz przez piwniczne okno… A ja dopilnuje byś nie wygrał tego konkursu..! – Sweeney westchnął pod nosem, tak naprawdę był mu już obojętny ten konkurs i jego wygrana, komu by przypadła. Lecz nie ruszył tym razem Turpina, poco miałby trafić za kraty? Za szarpnięcie kogoś takiego? Nic nie wartego? Nie było to opłacalne.
Turpin jednak trochę bał się Todd’a czuł ile złości miał w sobie ten człowiek, tym bardziej, że Sweeney użył na nim dość dużo siły, skoro aż podczas tego uderzenia Turpin’a o powóz, też aż się zatrząsł. A Panowie nie mieli tak naprawdę pojęcia, lecz w jednym powozie był ktoś, kto wszystko słyszał o czym mówili, było to szokujące, okrutne wręcz i gdyby tylko można było to Turpin już miałby nóż w plecach.
Golibroda odparł po chwili na słowa sędziego, gdy przechodziła niedaleko córka Turpina, która ich zauważyła i obaj posłali jej kojące uśmiechy i Todd skłonił się nieco, choć tak naprawdę jakby mogli to przeszliby do walki wręcz.
- Nie waż się więcej wchodzić pomiędzy mną, a moją córką. Może sobie przychodzić do Pani Lovett kiedy tylko chce, jest dorosła, a Ty jako jej żałosny niby ojczym, wujo czy cholera wie kto, możesz tylko na to patrzeć.. a spróbuj tylko tknąć moją córkę, jak próbowałeś dotknąć mojej żony, to zabiję Cię i nie będą mnie obchodzić konsekwencje…  - Turpin zaśmiał się na słowa Todd’a, w końcu córka Sweeney’a zbliżała się w ich kierunku, lecz jeszcze z kimś rozmawiała to mieli chwilę czasu na swoją wymianę zdań, a raczej walkę na słowa.
- Krótki byłby Twój żywot Todd.. poza tym nie przypominam sobie, że jesteśmy na „Ty”… Och podejrzewasz mnie o niemoralne zachowanie…?! Jak śmiesz…! – Todd aż ruszył głową kiwając na „nie”, lecz nie było to odpowiedzią na Turpina słowa tylko dezaprobatą na jego zachowanie wobec Sweeney’a żony, a Johanna nie była jego córką, więc golibroda mógł pomyśleć co tylko chciał o tym człowieku. Już miał Sweeney coś powiedzieć, kiedy podeszła do nich Johanna i zaraz przywitał się z nią Sweeney, po czym kobieta złapała pod ramię Turpina i odezwała się spokojnym głosem.
- O czym tak plotkujecie? – Kobieta posłała panom uśmiech, nie miała pojęcia tak naprawdę o czym rozmawiają, nawet nie domyślała się, że chodziło o nią. A Sweeney jak nigdy dziś był pewny siebie swoich racji, które nie mniej jednak miał. Przecież nie mówili przed chwilą o obcej osobie, tylko o jego dziecku, jego jedynym dziecku, które ciągle było od niego tak daleko, nawet stojąc teraz naprzeciwko niego. Turpin by wyprzedzić Sweeney’a patrzył na niego złośliwie i odparł po pocałowaniu Johanny w policzek, udając jakże to dobrego i kochanego ojczyma.
- Och Kochanie, gratulowałem Panu Todd’owi, w końcu na podium uważam, że był.. hm.. najlepszy ze wszystkich kandydatów do wygranej.. nie uważasz..? Może uda mu się wygrać nagrodę główną.. Panie Todd, gratuluję jeszcze raz, na pewno nie będzie źle… - Sweeney patrzył na Joannę i Turpina, po czym lekko się uśmiechnął, ale z takim strasznym niechceniem tego i odparł kiedy chciał już odejść.
- Dziękuję Panie Sędzio. Państwo wybaczą, ale Nellie na mnie czeka.. Do zobaczenia. – Johanna oczywiście uśmiechnęła się i zaraz przytuliła do ojczyma, spoglądając na odchodzącego Todd’a, choć z jednej strony czuła jakby coś jej przemykało przed oczami, lecz zaraz gdy pojawił się przy nich narzeczony kobiety i ich synek, rozwiała złe myśli. Sweeney przyspieszył ze złości kroku i zaraz Nellie do niego podeszła i pocałowała w policzek szepcząc cicho, gdy wzięła go pod ramię i dumnie szła poprzez plac.
- Co się stało..? Czego znów chciał…? Nic się nie stało..? Nie widziałam… Znów się czymś odgrażał..? Sweeney… Pamiętaj, że dziś to Twój dzień, Ty jesteś zwycięzcą, dla mnie, jak nie dla tych wszystkich kanalii mieszczańskich, co tylko knują za plecami komu tu dopiec…

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.