SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 30 grudnia 2015

Part 284.

Turpin zerknął na kobietę, która oznajmiła, że kolacja jest gotowa i zaraz klasnął delikatnie w dłonie odzywając się zaraz głośniej do wszystkich. – Proszę Państwa, zapraszam wszystkich na kolację, zapraszam do jadalni… - Zaraz po słowach Turpina powoli wszyscy udali się do jadalni, gdzie zajmowali miejsca, oczywiście Panie siadały obok swoich Panów, choć Sweeney wyczuł poza choćby dwiema parami starszych nieco ludzi romans? Tak mu się wydawało, że większym zainteresowanie Pani Clenterine cieszył się Pan Banker niż jej własny mąż. Lecz nie wnikał w tą zażyłość, bo tak naprawdę co go to obchodziło. Nellie zaś zdawało się w Panu Darwensie miała potencjalnego amanta, który uśmiechał się do niej co jakiś czas puszczając oczko przy stole. A te spostrzeżenia Todd’a przerwał Pan Redford, kiedy stykał o kieliszek nożem do kolacji przy swoim talerzu i wstał z kieliszkiem w drugiej dłoni.
- Dziękuję wszystkim za chwilę uwagi. Mili Państwo.. chciałbym wznieść toast, za naszego drogiego przyjaciela Sędziego Turpina.. jak i też za najlepszego golibrodę w Londynie Pana Sweeney’a Todd’a.. Panie Turpin, to naprawdę ogromny zaszczyt, że czuwa Pan nad porządkiem w naszym mieście i możemy spać spokojnie… Wiedząc, że ma Pan wszystko pod kontrolą… Jak i też korzystając z usług Pana Todd’a i nie bojąc się o żadne zacięcie hehe.. Prawda Panie Todd..? Dlatego wznoszę dziś toast za tych dwóch dżentelmenów.. Panowie niech kolejny rok wam służy.. i będzie dla was korzystny..!  – Turpin oczywiście siedział przy stole z małym uśmieszkiem, ale gdy wspomniany był Todd ten uśmiech zdawał się być coraz bardziej mniejszy. Sweeney, jedynie przytaknął, a Turpin oczywiście wstał i dziękował za wszelkie słowa Pana Redford’a. – Dziękuję bardzo Henry… to miłe z Twojej strony.. dziękuję wam bardzo za przybycie… Za wszystko. Za wsparcie przez te lata.. no i myślę, że już niebawem wzmocni się jeszcze bardziej władza obrony miasta w naszym hrabstwie… Dlatego liczę, że wszyscy wspomożemy ten dobry gest, to przedsięwzięcie.. Panowie.. Panie prze okazji chciałbym ogłosić.. Bal charytatywny, który odbędzie się w Pałacu Kensington… z inicjatywy królewskiej rodziny, gdzie będziemy mile widziani.. Oczywiście później rozdam zaproszenia.. proszę mi tylko o tym przypomnieć… mogę zapomnieć.. Lata już czasem nie te.. prawda Skarbie..? –
Po słowach Turpina rozległy się ciche szepty  i oczywiście wszelkie potakiwania, że przybędą na ten bal. Todd patrzył na to wszystko jakby był w jakiś teatrze i właśnie brał udział w jakiejś sztuce w której wcale nie chciał. Każdy też napił się alkoholu podczas toastu no i Sędzia przystąpił do uroczystego krojenia indyka, po czym zaraz każdy otrzymał swój kawałek na talerz, jak i też trochę puree czy groszek i inne pyszności, choć Sweeney nie za bardzo miał apetyt na jedzenie. Nellie siedząc obok Sweeney’a zaraz pogładziła go dłonią po udzie pod stołem i szepnęła przy jego uchu.
- Widzisz wcale nie jest tak źle… Zjedz troszkę.. nieładnie tak nie tknąć nic z talerza.. Dobrze wszystko..? Sweeney..? – Mężczyzna upił łyczek wina z kieliszka, był to jego już trzeci kieliszek no ale to nic, nie czuł się nawet dotknięty tym alkoholem.
- Tak, jest wręcz uroczo… sztucznie.. Nellie… nie jestem dzieckiem. Tak wspaniale wręcz… nie mogę się doczekać jak stąd wyjdziemy. – Uśmiechnął się do kobity jakby mówił jej coś miłego, nie chciał przecież by inni przy stole wyczuli jego sarkazm, że w ogóle tu przybyli. Kolacja mijała poprzez jedzenie, picie, rozmowy, oczywiście potem powoli towarzystwo gości odstępowało od stołu i przenosiło się znów do salonu, Sweeney też miał okazję porozmawiać ze swoją córką, gdy podeszła do niego i przysiadła w fotelu obok.
- Dobrze się Pan bawi, Panie Todd..? Wiem, że takie przyjęcia nie są zbyt rozkoszne, ale przyzwyczaiłam się do nich.. Tato.. często takie urządza kiedy ma tylko okazję.. A zmieniając temat.. Tommy naprawdę Pana lubi… - Zaraz przy kobiecie pojawił się jej narzeczony Charcie i pocałował lekko jej policzek przystając obok fotela- Och Kochanie jesteś.. znikasz ciągle… Proszę wybaczyć.. Ach ale Panowie się już znają.. prawda.? – Charlie przytaknął i wyciągnął dłoń do Todd’a, aż oboje się przywitali mocnym uciśnięciem dłoni. – Tak.. tak.. Pamiętam Pana… Zatem niebawem Pani wychodzi za mąż, za tego młodzieńca.. hm..? Mają Państwo śliczne dziecko… - Charlie uśmiechnął się na słowa Todd’a choć czuł do niego jakiś dystans, podobny do tego jaki odbijał się od Turpina, ale ten przemawiał bardziej do jego duszy, miał wrażenie, że Todd jest człowiekiem z którym można by było porozmawiać o wszystkim, a z Turpinem Charlie czuł się nieco bardziej spięty. Lecz Todd nie umniejszał jego zakłopotania jakie w nim tkwiło.
- Tak, dokładnie.. Och wiemy, że powinniśmy zrobić to wcześniej, w końcu Tommy musi mieć tatę, nie tylko obok, ale i w dokumentach, ten świat teraz tak funkcjonuje.. Prawda..? Dziękujemy bardzo.. Och Tommy to cudowne dziecko… a Pana polubił i to bardzo sobie cenimy, prawda Kochanie.. właśnie zajrzę do niego.. wolałam by dziecko tutaj nie nudziło się.. Poza tym takie przyjęcia nie są dla maluszków.. Zostawię was na chwilę.. Charlie zabaw naszego gościa, porozmawiaj z Panem Todd’em… - Kiedy kobieta zniknęła, a Panowie zostali sami, Nellie spojrzała na Todd’a kiedy spoglądał na Charlie’go i uśmiechnęła się, że mogli ze sobą porozmawiać, ona zaś miała miłe grono Pań, mimo że arystokratek, ale po bliższym poznaniu ich nie wydawały się tak wredne jak ich mężowie.
- Zatem.. jest Pan golibrodą.. słyszałem o konkursie, choć na nim nie byłem, nie mogłem.. Ale bardzo gratuluje tej wygranej.. Widać, że ma Pan fach w rękach..! Nienaganne baki.. i w ogóle.. – Todd podziękował mężczyźnie i zastanawiał się jak miał od niego wyciągnąć coś na temat tego czy wart jest jego córki by ją poślubić.
- Tak. To tylko konkurs… Dziękuję. Hm.. to lata wprawy. A Pan czym się zajmuje? – Todd uniósł lekko brew w końcu uznał, że od czegoś musi zacząć by wejść na temat swojej jedynej córki. Charlie w tym czasie wziął głęboki wdech i odezwał się po chwili.
- Hm… Zajmowałem się nieco nieruchomościami.. przez ostatnie dwa lata.. Ale też i miałem swój biznes, który podupadł… A teraz pracuję, w pewnym przedsiębiorstwie… jestem zastępcą dyrektora w fabryce win… Za to mogę podziękować sędziemu, to on mnie tam polecił.. i pracuję tam na razie od jakiś dwóch miesięcy.. ale jestem z tej pracy zadowolony.. może nie tak bardzo jakbym chciał, ale jednak.. narzekać na finanse nie mogę… Obecnie to właśnie remontowałem mieszkanie dla nas.. dla mnie dla Johanny i Tommy’ego.. Także nie jest źle. A Pan podobno mieszka z Panią Lovett…? – Charlie nieco zmarszczył brwi, na swoje słowa, ale tez nie chciał być wścibski w życie golibrody. A zaraz dodał. – A Johanna tak niebawem zostanie moją żoną… i zamieszkamy pod Londynem.. – Teraz znów Todd zmarszczył czoło i odezwał się do Charlie’go. – A sam Londyn niedobrym miejscem jest na mieszkanie..? Czemu pod Londynem..? Mieszkanie.. pod Londynem.. myślałem, że skoro już bardziej prowincja to dom.. A ja tak mieszkam z Panią Lovett.. w końcu wynajmuję u niej piętro i dzielę się kosztami z mojego utargu. – Charlie spojrzał na Pana Todd’a, kiedy ten widać było nieco chyba oburzył się na jego słowa o wyjeździe pod Londyn? Ale bardziej ufał temu, że tylko mu się tak wydawało.
- Tak, mieszkanie pod Londynem.. Niestety nie stać mnie na dom… oczywiście pierw były takie plany, ale z czasem wszystko się pozmieniało jak straciłem pracę.. Śmierć pracodawcy nie była do przewidzenia… Sędzia nie jest zadowolony z tego, że będziemy pod Londynem.. ale myślę, że to nam dobrze zrobi.. nie chcemy być ciągle pod nadzorem.. i okiem kogoś.. rozumie Pan? Poza tym potrzebujemy trochę intymności.. Ah.. tak.. rozumiem, kiedyś myślałem, że się oboje nie lubicie.. a wręcz nienawidzicie.. ale mniejsza o to.. Pani Lovett i tak ma najlepsza piekarni-cukiernie w całym Londynie.. Zajadam się każdą jej smakowitością jaką Johanna przyniesie do domu. –Todd przytaknął, poniekąd rozumiał chłopaka, ale nie odpowiadało mu to, że miał zamiar przenieść się z jego córką znacznie dalej niż sądził, wtedy jak będzie miał z nią kontakt? Znikomy? A może i żaden? Bo poco zawitałby aż tam, pod miasto..? Nie podobało mu się to, poza tym odczuwał jakąś złą energię od Charlie’go, jakby coś ukrywał. Choć wiedział, że nie powie mu o co chodzi, ale miał wrażenie, że coś nie do końca jest tu układającą się idealną bajką i idealnym związkiem dla jego córki. Tylko jak miał to sprawdzić? Śledzić Charlie’go, by się tego dowiedzieć? Lecz różnie dobrze, może i ten dom oddziaływał na nim tak negatywnie? A może nie?
- Yhm… rozumiem. Tak, rozumiem. Tak, Pani Lovett robi same cudowne wypieki. Hm.. tak, nie lubiliśmy się, a przynajmniej mnie Pani Lovett była obojętna. Cieszę się, że Panu smakują wypieki Nellie, to miłe.. naprawdę.. a gdzie zamierzają państwo osiąść pod miastem..? Jakieś wyjątkowe miejsce..? Czy po prostu dobra oferta mieszkania się trafiła..? – Charlie chciał odpowiedzieć Todd’owi na jego słowa, lecz zaraz zjawił się Turpin i przerwał tą rozmowę.
- Jak się bawią moi goście..? Charlie to już prawie jak rodzina hehe.. To co? Po kieliszeczku..? Hm.. w tamtym sezonie to miałem jeszcze czas robić nieco alkoholu, ale teraz za dużo obowiązków, nie miałem czasu na nawet wiśnióweczkę…ale zasmakowałem ostatnio w cydrze… Dobry truneczek, na wieczór..  – Po chwili każdy z Panów otrzymał kieliszek z alkoholem i stuknęli nimi, po chwili upijając po łyczku. Pozostali goście rozmawiali ze sobą, bądź w części bardziej swobodnej od stołu, gdzie z gramofonu grała muzyka kilkoro gości tańczyło w tym i Nellie tańczyła z jednym z gości.
- Nie pamiętam kiedy tańczyłem, ale za to Pani świetnie to wychodzi hehe… - Redford zaśmiał się i puścił oczko do Nellie. Kobieta posłała mu delikatny uśmiech i odparła, kiedy tańczyła z nim powolny taniec.
- Jeszcze mnie Pan nie depcze, więc nie mogę narzekać. Dziękuję, choć ja sama niekoniecznie miewam okazję by posłuchać dłużej muzykę, a tym bardziej ruszyć w wir tego co słyszę.

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział XXII. Przyjęcie u Turpina i niechęć Todd'a. Part 283.

Mężczyzna spoglądał na Nellie i czuł się przez nią niczym dziecko zaciągnięte do kąta za karę, no może nie aż tak dosadnie, lecz jednak czuł presje z jej strony, że koniecznie chciała udać się na to przyjęcie. Westchnął i spojrzał w kubek, a zaraz znów przeniósł spojrzenie na kobietę wzruszył lekko ramionami i zabrał głos.
- Nie sądzę, że Turpin chce grac w jakąś gierkę. Chyba.. Już czuję się zagubiony.. Hm.. Tak rozumiem.. ale czuję, że tak gładko tam nie będzie. A wiesz czemu? Bo jesteśmy z tej gorszej sfery, nie należymy do arystokracji, a do mieszczan.. A to jest spora różnica. Może to nie jest trudne, co mówisz.. ale gorzej to Nellie jest zrobić, patrzeć im wszystkim w oczy. A na razie pieniądze chyba zostaną tutaj… Nie wiem co mogliby wynieść, ale złodziej połakomi się na wszystko, dla kasetki zrobią wszystko.. Jak jakiś czas temu.. Nad lokatą pomyślę, to dobry pomysł. Dla wnuczka oczywiście.. Przecież nie jestem sknerą… Idziemy już spać hm..? Skoro jutro tam idziemy.. to chciałbym się wyspać.. Bo jutro pewnie z nerwów nie zasnę…
- Sweeney powoli wstał i zabrał naczynia ze stołu zabierając je do kuchni, a niebawem z Nellie udali się do sypialni spać. Nellie starała się nieco rozchmurzyć poprzez myśl o kolejnym dniu jutro, aż w końcu oboje zasnęli.
(…)
Wieczór kolejnego dnia. Oboje szykowali się już do wyjścia, oczywiście Nellie założyła suknie, którą miała na specjalnie okazje, jeszcze za czasów można powiedzieć bycia z McCartney’em. Sweeney zaś założył swój najlepszy garnitur, bo nie wypadało wyglądać inaczej, oczywiście w połączeniu z kamizelką, ale tez nie zapomniał zabrać brzytwy ze sobą. To jedyne czym mógłby się przed Turpinem obronić, nie mając choćby zwykłego wazonu pod ręką czy jakiejś mosiężnej figurki, gdyby zaszła potrzeba użycia siły. Kiedy byli powoli gotowi, no choć Nellie oczywiście jak to kobieta sporo czasu spędzała przed toaletką, gdzie poprawiała swój makijaż włosy, czy malowała jeszcze paznokcie. Sweeney wtedy też już z nudów poprawiał swoje baki, choć wiele czasu mu to nie zajęło, no ale nie znalazł sobie innej rozrywki, poza czytaniem wczorajszej gazety.
Lecz niebawem w końcu wychodzili, Nellie już zamykała sklep, a Sweeney jeszcze wkładał na siebie swój płaszcz i poprawiał kołnierz, na dłoniach miał założone swoje rękawiczki bez palców, bo na dworze było dość chłodno, a jemu tak było cieplej. Nellie też trzymała w jednej dłoni pakunek z ciastem jaki upiekła i także zabierali ten kawał słodkości na przyjęcie owinięty papierem i związany szarym sznurkiem.
Po zamknięciu sklepu, powoli ruszyli w kierunku kamienicy w której mieszkał Turpin. Niewiele ze sobą w drodze rozmawiali, a przynajmniej Nellie mówiła, a Sweeney w większej mierze jej przytakiwał czy patrzył na nią.
- Nie stresuj się Sweeney pamiętaj, że jesteśmy w tym wszystkim razem.. i razem opuścimy to przyjęcie nie inaczej.. ale przede wszystkim sami dobrze się bawmy, hm..? Może zaprzyjaźnisz się trochę z Charlie’m hm..? Wypadałoby Sweeney… byś co nieco o wiedział o człowieku który wkrótce będzie mężem Twojej córki… No rozchmurz się, to nie rozprawa w sądzie, tylko przyjęcie.. Nie może być tak źle…
Kobieta ścisnęła nieco Sweeney’a mocniej gdy trzymała go pod rękę i pocałowała lekko jego policzek. Nie sądziła, że mogłoby coś popsuć to przyjęcie a tym bardziej sam Turpin, może nie będzie się do nich uśmiechać,  już na pewno nie szczerze, ale przecież chodziło tylko o to by miło spędzić czas, coś zjeść i wrócić do siebie. Poza tym by nie iść z pustymi rękami na przyjęcie, tak wstąpili jeszcze do sklepu z alkoholem i Sweeney wybierał nie za drogie wino, w końcu byli pewni, że każdy coś przyniesie więc oni nie mogli postąpić inaczej. Wkrótce po zakupie alkoholu na przyjęcie znaleźli się już na ulicy Fetter Street, aż zawitali przed drzwi, za którymi krył się Turpin niczym diabeł w ludzkiej skórze. Sweeney spojrzał na Nellie, która poprawiła mu apaszkę przy szyi i odezwała się po chwili.
- Spokojnie… to tylko przyjęcie… Poza tym może zjemy coś dobrego.. napijemy się.. porozmawiamy, a potem wrócimy do siebie.. To tylko kilka godzinek Skarbie.. no dalej pukaj.. miejmy wejście za sobą, hm..? – Pocałowała policzek Sweeney’a, który wyciągnął dłoń w kierunku drzwi i zaraz pociągnął za tą mroczną klamkę z uchwytem by zapukać. Poczekali chwilę, Sweeney już chciał się wycofać i wracać do domu, aż tu nagle drzwi się uchylił i otworzył im lokaj, przy czym Nellie zaraz wysunęła zaproszenie na przyjęcie z kieszeni płaszcza Sweeney’a i mu podała mówiąc.
- Dzień dobry… Proszę mamy zaproszenie na przyjęcie. – Lokaj przyjął od kobiety zaproszenie i spojrzał po ich twarzach, gdy wyczytał cicho ich nazwiska, a zaraz z taką niechęcią wpuścił ich do środka z markotnym dźwiękiem w głosie.  – Proszę. Zapraszam. – A gdy weszli do środka już było słychać gwarne rozmowy pierwszych gości, jak i stukot kieliszków z alkoholem, a zaraz też przywitał ich Turpin, który nie mniej jednak musiał być uprzedzony poprzez Johannę, że przybędą, bo na powitanie udawał iście przemiłego, aż z lejącą się z jego ust sztucznością dobroci.
- Och no proszę kto zawitał w mych skromnych progach.. Nasz niesamowity Pan Todd, znakomity golibroda i Pani Lovett… Mmm.. a cóż tu mamy…? – Nellie także starała się być miła, jak i podała Turbinowi pakunek jaki przynieśli, a Todd zaraz i podał gospodarzowi wino.
- Dzień dobry Panie Turpin.. Och tutaj pyszne ciasto mojej roboty.. z wiśniami i przekładane na biszkopcie z kremem czekoladowym.. troszeczkę na bazie tortu.. I wino… - Turpin był zadowolony z ciasta jak i wina, nie spodziewał się tego, że cokolwiek przyniosą, zazwyczaj goście, przynosili jakiś trunek, czy czekoladki, kupne.. dlatego ciasto własnej roboty dla takiego łasucha miało pewnie lepsze znaczenie, no ale nie mogli liczyć z powodu trochę mąki, cukru i innych dobrych rzeczy na to, że będzie ich lepiej traktował od swoich arystokratów-gości.
- Witam, witam.. same słodkości.. i wino.. ale naprawdę nie trzeba było.. Heleno… zaniesiesz do kuchni hm.. ciasta rozumiem, że możemy próbować hm..? Już czuję, że pachnie cudownie.. – Nellie przytaknęła i zaraz znalazła się Helena, która była można powiedzieć, panią domu, która panowała tutaj przede wszystkim nad kuchnią, po prostu tu pracowała. Zaraz lokaj pomógł im się pozbyć wierzchnich ubrań, pojawiła się też Johanna, która zaraz się z nimi przywitała, na co Turpin patrzył z niemałą złością.
- Witam. Bardzo się cieszę, że znaleźli państwo czas i ochotę gościć u nas, prawda tato…? – Gdy Sweeney usłyszał jak kobieta zwraca się do Turpina, to aż coś nim wewnętrznie potrząsnęło. Lecz stłumił to w sobie, tym bardziej, że zaraz Nellie złapała go nieco za w pasie dłonią i pogładziła go, by się uspokoił.
- Witamy. Tak, oczywiście, nie mogliśmy odmówić, prawda Sweeney.. hm..? –Turpin zaś na słowa Johanny, zaraz odezwał się nieznacznie przytakując głową. – Tak, tak.. no cóż zapraszamy do salonu.. do reszty gości… John… proszę podać trunki dla państwa… Zapraszamy. Zajrzę do Tommy’ego, dobrze… ? – Turpin miał iść na piętro, kiedy to Johanna stwierdziła, że pójdzie zobaczyć jak ma się jej synek, który miał właśnie popołudniową drzemkę, a zaraz Turpin wprowadził ich na salony, można byłoby rzec. Gdy drzwi się otworzyły aż buchała w nich ta sztuczność uśmiechów ludzi, z bogatymi kieszeniami. Nellie zaraz została przyciągnięta do dam, które tu były, kobiety zawsze łatwiej zdobywały jakoś swoje zaufanie, tym bardziej, że wśród tych wszystkich kobiet, były dwie właścicielki piekarni i kawiarni. Todd zaś zaraz sięgnął od kelnera z tacy kieliszek z winem i napił się go dla rozluźnienia. Spojrzał na tych wszystkich gogusiów w surdutach, jak zaraz jeden z nich dotknął od tyłu ramienia Sweeney’a i poklepał go po nim obejmując i odparł na głos.
- I tu jest nasz zwycięzca konkursu, zatem dziś świętujemy podwójnie.. Sędzia Turpin i Pan SweeneyTodd.. Najlepszy golibroda i nasz wspaniały deputowany miasta…! Najlepszy sędzia w całym Londynie i jeszcze dalej..! – Sweeney spojrzał na wąsatego Pana Redford’a uniósł lekko brew, po czym nie wiedział kiedy a został wciągnięty w męski krąg arystokratów. Kolacja dla wszystkich gości była już niebawem gotowa, lecz póki co wszyscy plotkowali, mimo to Sweeney był najbardziej nie udzielającym się gościem tego wieczoru, w rozmowach. Poza tym kiedy słyszał już kolejny raz o produkcji wina, czy plantacji z nie wiadomo już czym, jak i też o kolejnych podróżach za morzem, a Sweeney raczej nie miał się czym chwalić, dlatego też nie wypowiadał się. A połowa z tych ludzi fałszerstwo miała wypisane na ustach, na twarzach. Zaraz też Sweeney poczuł dłoń Turpina na swoim policzku, gdy go poklepał jak stanął przy swoich bogatych przyjaciołach.
- Panie Todd.. dobrze się Pan bawi..? Wydaje się pan nieobecny.. Ach Panowie niebawem kolacja, na pewno jesteście głodni.. dziś wspaniały indyk będzie kulminacją tego wieczora.. Jest naprawdę wyśmienity.. nie żebym już próbował.. ale pachnie cudownie hehe.. Och jest mój Kochany wnuczek..! – Turpin zaraz podszedł do Johanny, gdy trzymała Tommy’ego na rekach, który przyglądał się wszystkim, ale za sędzią ewidentnie dziecko nie przepadał.  Johanna zaraz odezwała się w do Sweeney’a, który także stał niedaleko i Tommy złapał go za dwa place, gdy Todd wysunął dłoń w kierunku chłopca.
- A jakie uczucia towarzyszą Panu po wygranej konkursu..? Nie spodziewał się Pan tego.. hm..? – Todd przytaknął na słowa kobiety i uśmiechnął się w stronę chłopca. – Hm.. na razie jeszcze sam tego nie wiem.. Ale tak nie spodziewałem się tej wygranej.. Mimo to naprawdę miłe uczucie coś wygrać. – Już Turpin miął się coś odezwać, kiedy to zaraz Helena do nich podeszłą bliżej i odezwała się spokojnie. – Proszę Państwa.. kolacja gotowa.. zapraszam do jadalni…

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.