SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział XXII. Przyjęcie u Turpina i niechęć Todd'a. Part 283.

Mężczyzna spoglądał na Nellie i czuł się przez nią niczym dziecko zaciągnięte do kąta za karę, no może nie aż tak dosadnie, lecz jednak czuł presje z jej strony, że koniecznie chciała udać się na to przyjęcie. Westchnął i spojrzał w kubek, a zaraz znów przeniósł spojrzenie na kobietę wzruszył lekko ramionami i zabrał głos.
- Nie sądzę, że Turpin chce grac w jakąś gierkę. Chyba.. Już czuję się zagubiony.. Hm.. Tak rozumiem.. ale czuję, że tak gładko tam nie będzie. A wiesz czemu? Bo jesteśmy z tej gorszej sfery, nie należymy do arystokracji, a do mieszczan.. A to jest spora różnica. Może to nie jest trudne, co mówisz.. ale gorzej to Nellie jest zrobić, patrzeć im wszystkim w oczy. A na razie pieniądze chyba zostaną tutaj… Nie wiem co mogliby wynieść, ale złodziej połakomi się na wszystko, dla kasetki zrobią wszystko.. Jak jakiś czas temu.. Nad lokatą pomyślę, to dobry pomysł. Dla wnuczka oczywiście.. Przecież nie jestem sknerą… Idziemy już spać hm..? Skoro jutro tam idziemy.. to chciałbym się wyspać.. Bo jutro pewnie z nerwów nie zasnę…
- Sweeney powoli wstał i zabrał naczynia ze stołu zabierając je do kuchni, a niebawem z Nellie udali się do sypialni spać. Nellie starała się nieco rozchmurzyć poprzez myśl o kolejnym dniu jutro, aż w końcu oboje zasnęli.
(…)
Wieczór kolejnego dnia. Oboje szykowali się już do wyjścia, oczywiście Nellie założyła suknie, którą miała na specjalnie okazje, jeszcze za czasów można powiedzieć bycia z McCartney’em. Sweeney zaś założył swój najlepszy garnitur, bo nie wypadało wyglądać inaczej, oczywiście w połączeniu z kamizelką, ale tez nie zapomniał zabrać brzytwy ze sobą. To jedyne czym mógłby się przed Turpinem obronić, nie mając choćby zwykłego wazonu pod ręką czy jakiejś mosiężnej figurki, gdyby zaszła potrzeba użycia siły. Kiedy byli powoli gotowi, no choć Nellie oczywiście jak to kobieta sporo czasu spędzała przed toaletką, gdzie poprawiała swój makijaż włosy, czy malowała jeszcze paznokcie. Sweeney wtedy też już z nudów poprawiał swoje baki, choć wiele czasu mu to nie zajęło, no ale nie znalazł sobie innej rozrywki, poza czytaniem wczorajszej gazety.
Lecz niebawem w końcu wychodzili, Nellie już zamykała sklep, a Sweeney jeszcze wkładał na siebie swój płaszcz i poprawiał kołnierz, na dłoniach miał założone swoje rękawiczki bez palców, bo na dworze było dość chłodno, a jemu tak było cieplej. Nellie też trzymała w jednej dłoni pakunek z ciastem jaki upiekła i także zabierali ten kawał słodkości na przyjęcie owinięty papierem i związany szarym sznurkiem.
Po zamknięciu sklepu, powoli ruszyli w kierunku kamienicy w której mieszkał Turpin. Niewiele ze sobą w drodze rozmawiali, a przynajmniej Nellie mówiła, a Sweeney w większej mierze jej przytakiwał czy patrzył na nią.
- Nie stresuj się Sweeney pamiętaj, że jesteśmy w tym wszystkim razem.. i razem opuścimy to przyjęcie nie inaczej.. ale przede wszystkim sami dobrze się bawmy, hm..? Może zaprzyjaźnisz się trochę z Charlie’m hm..? Wypadałoby Sweeney… byś co nieco o wiedział o człowieku który wkrótce będzie mężem Twojej córki… No rozchmurz się, to nie rozprawa w sądzie, tylko przyjęcie.. Nie może być tak źle…
Kobieta ścisnęła nieco Sweeney’a mocniej gdy trzymała go pod rękę i pocałowała lekko jego policzek. Nie sądziła, że mogłoby coś popsuć to przyjęcie a tym bardziej sam Turpin, może nie będzie się do nich uśmiechać,  już na pewno nie szczerze, ale przecież chodziło tylko o to by miło spędzić czas, coś zjeść i wrócić do siebie. Poza tym by nie iść z pustymi rękami na przyjęcie, tak wstąpili jeszcze do sklepu z alkoholem i Sweeney wybierał nie za drogie wino, w końcu byli pewni, że każdy coś przyniesie więc oni nie mogli postąpić inaczej. Wkrótce po zakupie alkoholu na przyjęcie znaleźli się już na ulicy Fetter Street, aż zawitali przed drzwi, za którymi krył się Turpin niczym diabeł w ludzkiej skórze. Sweeney spojrzał na Nellie, która poprawiła mu apaszkę przy szyi i odezwała się po chwili.
- Spokojnie… to tylko przyjęcie… Poza tym może zjemy coś dobrego.. napijemy się.. porozmawiamy, a potem wrócimy do siebie.. To tylko kilka godzinek Skarbie.. no dalej pukaj.. miejmy wejście za sobą, hm..? – Pocałowała policzek Sweeney’a, który wyciągnął dłoń w kierunku drzwi i zaraz pociągnął za tą mroczną klamkę z uchwytem by zapukać. Poczekali chwilę, Sweeney już chciał się wycofać i wracać do domu, aż tu nagle drzwi się uchylił i otworzył im lokaj, przy czym Nellie zaraz wysunęła zaproszenie na przyjęcie z kieszeni płaszcza Sweeney’a i mu podała mówiąc.
- Dzień dobry… Proszę mamy zaproszenie na przyjęcie. – Lokaj przyjął od kobiety zaproszenie i spojrzał po ich twarzach, gdy wyczytał cicho ich nazwiska, a zaraz z taką niechęcią wpuścił ich do środka z markotnym dźwiękiem w głosie.  – Proszę. Zapraszam. – A gdy weszli do środka już było słychać gwarne rozmowy pierwszych gości, jak i stukot kieliszków z alkoholem, a zaraz też przywitał ich Turpin, który nie mniej jednak musiał być uprzedzony poprzez Johannę, że przybędą, bo na powitanie udawał iście przemiłego, aż z lejącą się z jego ust sztucznością dobroci.
- Och no proszę kto zawitał w mych skromnych progach.. Nasz niesamowity Pan Todd, znakomity golibroda i Pani Lovett… Mmm.. a cóż tu mamy…? – Nellie także starała się być miła, jak i podała Turbinowi pakunek jaki przynieśli, a Todd zaraz i podał gospodarzowi wino.
- Dzień dobry Panie Turpin.. Och tutaj pyszne ciasto mojej roboty.. z wiśniami i przekładane na biszkopcie z kremem czekoladowym.. troszeczkę na bazie tortu.. I wino… - Turpin był zadowolony z ciasta jak i wina, nie spodziewał się tego, że cokolwiek przyniosą, zazwyczaj goście, przynosili jakiś trunek, czy czekoladki, kupne.. dlatego ciasto własnej roboty dla takiego łasucha miało pewnie lepsze znaczenie, no ale nie mogli liczyć z powodu trochę mąki, cukru i innych dobrych rzeczy na to, że będzie ich lepiej traktował od swoich arystokratów-gości.
- Witam, witam.. same słodkości.. i wino.. ale naprawdę nie trzeba było.. Heleno… zaniesiesz do kuchni hm.. ciasta rozumiem, że możemy próbować hm..? Już czuję, że pachnie cudownie.. – Nellie przytaknęła i zaraz znalazła się Helena, która była można powiedzieć, panią domu, która panowała tutaj przede wszystkim nad kuchnią, po prostu tu pracowała. Zaraz lokaj pomógł im się pozbyć wierzchnich ubrań, pojawiła się też Johanna, która zaraz się z nimi przywitała, na co Turpin patrzył z niemałą złością.
- Witam. Bardzo się cieszę, że znaleźli państwo czas i ochotę gościć u nas, prawda tato…? – Gdy Sweeney usłyszał jak kobieta zwraca się do Turpina, to aż coś nim wewnętrznie potrząsnęło. Lecz stłumił to w sobie, tym bardziej, że zaraz Nellie złapała go nieco za w pasie dłonią i pogładziła go, by się uspokoił.
- Witamy. Tak, oczywiście, nie mogliśmy odmówić, prawda Sweeney.. hm..? –Turpin zaś na słowa Johanny, zaraz odezwał się nieznacznie przytakując głową. – Tak, tak.. no cóż zapraszamy do salonu.. do reszty gości… John… proszę podać trunki dla państwa… Zapraszamy. Zajrzę do Tommy’ego, dobrze… ? – Turpin miał iść na piętro, kiedy to Johanna stwierdziła, że pójdzie zobaczyć jak ma się jej synek, który miał właśnie popołudniową drzemkę, a zaraz Turpin wprowadził ich na salony, można byłoby rzec. Gdy drzwi się otworzyły aż buchała w nich ta sztuczność uśmiechów ludzi, z bogatymi kieszeniami. Nellie zaraz została przyciągnięta do dam, które tu były, kobiety zawsze łatwiej zdobywały jakoś swoje zaufanie, tym bardziej, że wśród tych wszystkich kobiet, były dwie właścicielki piekarni i kawiarni. Todd zaś zaraz sięgnął od kelnera z tacy kieliszek z winem i napił się go dla rozluźnienia. Spojrzał na tych wszystkich gogusiów w surdutach, jak zaraz jeden z nich dotknął od tyłu ramienia Sweeney’a i poklepał go po nim obejmując i odparł na głos.
- I tu jest nasz zwycięzca konkursu, zatem dziś świętujemy podwójnie.. Sędzia Turpin i Pan SweeneyTodd.. Najlepszy golibroda i nasz wspaniały deputowany miasta…! Najlepszy sędzia w całym Londynie i jeszcze dalej..! – Sweeney spojrzał na wąsatego Pana Redford’a uniósł lekko brew, po czym nie wiedział kiedy a został wciągnięty w męski krąg arystokratów. Kolacja dla wszystkich gości była już niebawem gotowa, lecz póki co wszyscy plotkowali, mimo to Sweeney był najbardziej nie udzielającym się gościem tego wieczoru, w rozmowach. Poza tym kiedy słyszał już kolejny raz o produkcji wina, czy plantacji z nie wiadomo już czym, jak i też o kolejnych podróżach za morzem, a Sweeney raczej nie miał się czym chwalić, dlatego też nie wypowiadał się. A połowa z tych ludzi fałszerstwo miała wypisane na ustach, na twarzach. Zaraz też Sweeney poczuł dłoń Turpina na swoim policzku, gdy go poklepał jak stanął przy swoich bogatych przyjaciołach.
- Panie Todd.. dobrze się Pan bawi..? Wydaje się pan nieobecny.. Ach Panowie niebawem kolacja, na pewno jesteście głodni.. dziś wspaniały indyk będzie kulminacją tego wieczora.. Jest naprawdę wyśmienity.. nie żebym już próbował.. ale pachnie cudownie hehe.. Och jest mój Kochany wnuczek..! – Turpin zaraz podszedł do Johanny, gdy trzymała Tommy’ego na rekach, który przyglądał się wszystkim, ale za sędzią ewidentnie dziecko nie przepadał.  Johanna zaraz odezwała się w do Sweeney’a, który także stał niedaleko i Tommy złapał go za dwa place, gdy Todd wysunął dłoń w kierunku chłopca.
- A jakie uczucia towarzyszą Panu po wygranej konkursu..? Nie spodziewał się Pan tego.. hm..? – Todd przytaknął na słowa kobiety i uśmiechnął się w stronę chłopca. – Hm.. na razie jeszcze sam tego nie wiem.. Ale tak nie spodziewałem się tej wygranej.. Mimo to naprawdę miłe uczucie coś wygrać. – Już Turpin miął się coś odezwać, kiedy to zaraz Helena do nich podeszłą bliżej i odezwała się spokojnie. – Proszę Państwa.. kolacja gotowa.. zapraszam do jadalni…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.