SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 30 grudnia 2015

Part 284.

Turpin zerknął na kobietę, która oznajmiła, że kolacja jest gotowa i zaraz klasnął delikatnie w dłonie odzywając się zaraz głośniej do wszystkich. – Proszę Państwa, zapraszam wszystkich na kolację, zapraszam do jadalni… - Zaraz po słowach Turpina powoli wszyscy udali się do jadalni, gdzie zajmowali miejsca, oczywiście Panie siadały obok swoich Panów, choć Sweeney wyczuł poza choćby dwiema parami starszych nieco ludzi romans? Tak mu się wydawało, że większym zainteresowanie Pani Clenterine cieszył się Pan Banker niż jej własny mąż. Lecz nie wnikał w tą zażyłość, bo tak naprawdę co go to obchodziło. Nellie zaś zdawało się w Panu Darwensie miała potencjalnego amanta, który uśmiechał się do niej co jakiś czas puszczając oczko przy stole. A te spostrzeżenia Todd’a przerwał Pan Redford, kiedy stykał o kieliszek nożem do kolacji przy swoim talerzu i wstał z kieliszkiem w drugiej dłoni.
- Dziękuję wszystkim za chwilę uwagi. Mili Państwo.. chciałbym wznieść toast, za naszego drogiego przyjaciela Sędziego Turpina.. jak i też za najlepszego golibrodę w Londynie Pana Sweeney’a Todd’a.. Panie Turpin, to naprawdę ogromny zaszczyt, że czuwa Pan nad porządkiem w naszym mieście i możemy spać spokojnie… Wiedząc, że ma Pan wszystko pod kontrolą… Jak i też korzystając z usług Pana Todd’a i nie bojąc się o żadne zacięcie hehe.. Prawda Panie Todd..? Dlatego wznoszę dziś toast za tych dwóch dżentelmenów.. Panowie niech kolejny rok wam służy.. i będzie dla was korzystny..!  – Turpin oczywiście siedział przy stole z małym uśmieszkiem, ale gdy wspomniany był Todd ten uśmiech zdawał się być coraz bardziej mniejszy. Sweeney, jedynie przytaknął, a Turpin oczywiście wstał i dziękował za wszelkie słowa Pana Redford’a. – Dziękuję bardzo Henry… to miłe z Twojej strony.. dziękuję wam bardzo za przybycie… Za wszystko. Za wsparcie przez te lata.. no i myślę, że już niebawem wzmocni się jeszcze bardziej władza obrony miasta w naszym hrabstwie… Dlatego liczę, że wszyscy wspomożemy ten dobry gest, to przedsięwzięcie.. Panowie.. Panie prze okazji chciałbym ogłosić.. Bal charytatywny, który odbędzie się w Pałacu Kensington… z inicjatywy królewskiej rodziny, gdzie będziemy mile widziani.. Oczywiście później rozdam zaproszenia.. proszę mi tylko o tym przypomnieć… mogę zapomnieć.. Lata już czasem nie te.. prawda Skarbie..? –
Po słowach Turpina rozległy się ciche szepty  i oczywiście wszelkie potakiwania, że przybędą na ten bal. Todd patrzył na to wszystko jakby był w jakiś teatrze i właśnie brał udział w jakiejś sztuce w której wcale nie chciał. Każdy też napił się alkoholu podczas toastu no i Sędzia przystąpił do uroczystego krojenia indyka, po czym zaraz każdy otrzymał swój kawałek na talerz, jak i też trochę puree czy groszek i inne pyszności, choć Sweeney nie za bardzo miał apetyt na jedzenie. Nellie siedząc obok Sweeney’a zaraz pogładziła go dłonią po udzie pod stołem i szepnęła przy jego uchu.
- Widzisz wcale nie jest tak źle… Zjedz troszkę.. nieładnie tak nie tknąć nic z talerza.. Dobrze wszystko..? Sweeney..? – Mężczyzna upił łyczek wina z kieliszka, był to jego już trzeci kieliszek no ale to nic, nie czuł się nawet dotknięty tym alkoholem.
- Tak, jest wręcz uroczo… sztucznie.. Nellie… nie jestem dzieckiem. Tak wspaniale wręcz… nie mogę się doczekać jak stąd wyjdziemy. – Uśmiechnął się do kobity jakby mówił jej coś miłego, nie chciał przecież by inni przy stole wyczuli jego sarkazm, że w ogóle tu przybyli. Kolacja mijała poprzez jedzenie, picie, rozmowy, oczywiście potem powoli towarzystwo gości odstępowało od stołu i przenosiło się znów do salonu, Sweeney też miał okazję porozmawiać ze swoją córką, gdy podeszła do niego i przysiadła w fotelu obok.
- Dobrze się Pan bawi, Panie Todd..? Wiem, że takie przyjęcia nie są zbyt rozkoszne, ale przyzwyczaiłam się do nich.. Tato.. często takie urządza kiedy ma tylko okazję.. A zmieniając temat.. Tommy naprawdę Pana lubi… - Zaraz przy kobiecie pojawił się jej narzeczony Charcie i pocałował lekko jej policzek przystając obok fotela- Och Kochanie jesteś.. znikasz ciągle… Proszę wybaczyć.. Ach ale Panowie się już znają.. prawda.? – Charlie przytaknął i wyciągnął dłoń do Todd’a, aż oboje się przywitali mocnym uciśnięciem dłoni. – Tak.. tak.. Pamiętam Pana… Zatem niebawem Pani wychodzi za mąż, za tego młodzieńca.. hm..? Mają Państwo śliczne dziecko… - Charlie uśmiechnął się na słowa Todd’a choć czuł do niego jakiś dystans, podobny do tego jaki odbijał się od Turpina, ale ten przemawiał bardziej do jego duszy, miał wrażenie, że Todd jest człowiekiem z którym można by było porozmawiać o wszystkim, a z Turpinem Charlie czuł się nieco bardziej spięty. Lecz Todd nie umniejszał jego zakłopotania jakie w nim tkwiło.
- Tak, dokładnie.. Och wiemy, że powinniśmy zrobić to wcześniej, w końcu Tommy musi mieć tatę, nie tylko obok, ale i w dokumentach, ten świat teraz tak funkcjonuje.. Prawda..? Dziękujemy bardzo.. Och Tommy to cudowne dziecko… a Pana polubił i to bardzo sobie cenimy, prawda Kochanie.. właśnie zajrzę do niego.. wolałam by dziecko tutaj nie nudziło się.. Poza tym takie przyjęcia nie są dla maluszków.. Zostawię was na chwilę.. Charlie zabaw naszego gościa, porozmawiaj z Panem Todd’em… - Kiedy kobieta zniknęła, a Panowie zostali sami, Nellie spojrzała na Todd’a kiedy spoglądał na Charlie’go i uśmiechnęła się, że mogli ze sobą porozmawiać, ona zaś miała miłe grono Pań, mimo że arystokratek, ale po bliższym poznaniu ich nie wydawały się tak wredne jak ich mężowie.
- Zatem.. jest Pan golibrodą.. słyszałem o konkursie, choć na nim nie byłem, nie mogłem.. Ale bardzo gratuluje tej wygranej.. Widać, że ma Pan fach w rękach..! Nienaganne baki.. i w ogóle.. – Todd podziękował mężczyźnie i zastanawiał się jak miał od niego wyciągnąć coś na temat tego czy wart jest jego córki by ją poślubić.
- Tak. To tylko konkurs… Dziękuję. Hm.. to lata wprawy. A Pan czym się zajmuje? – Todd uniósł lekko brew w końcu uznał, że od czegoś musi zacząć by wejść na temat swojej jedynej córki. Charlie w tym czasie wziął głęboki wdech i odezwał się po chwili.
- Hm… Zajmowałem się nieco nieruchomościami.. przez ostatnie dwa lata.. Ale też i miałem swój biznes, który podupadł… A teraz pracuję, w pewnym przedsiębiorstwie… jestem zastępcą dyrektora w fabryce win… Za to mogę podziękować sędziemu, to on mnie tam polecił.. i pracuję tam na razie od jakiś dwóch miesięcy.. ale jestem z tej pracy zadowolony.. może nie tak bardzo jakbym chciał, ale jednak.. narzekać na finanse nie mogę… Obecnie to właśnie remontowałem mieszkanie dla nas.. dla mnie dla Johanny i Tommy’ego.. Także nie jest źle. A Pan podobno mieszka z Panią Lovett…? – Charlie nieco zmarszczył brwi, na swoje słowa, ale tez nie chciał być wścibski w życie golibrody. A zaraz dodał. – A Johanna tak niebawem zostanie moją żoną… i zamieszkamy pod Londynem.. – Teraz znów Todd zmarszczył czoło i odezwał się do Charlie’go. – A sam Londyn niedobrym miejscem jest na mieszkanie..? Czemu pod Londynem..? Mieszkanie.. pod Londynem.. myślałem, że skoro już bardziej prowincja to dom.. A ja tak mieszkam z Panią Lovett.. w końcu wynajmuję u niej piętro i dzielę się kosztami z mojego utargu. – Charlie spojrzał na Pana Todd’a, kiedy ten widać było nieco chyba oburzył się na jego słowa o wyjeździe pod Londyn? Ale bardziej ufał temu, że tylko mu się tak wydawało.
- Tak, mieszkanie pod Londynem.. Niestety nie stać mnie na dom… oczywiście pierw były takie plany, ale z czasem wszystko się pozmieniało jak straciłem pracę.. Śmierć pracodawcy nie była do przewidzenia… Sędzia nie jest zadowolony z tego, że będziemy pod Londynem.. ale myślę, że to nam dobrze zrobi.. nie chcemy być ciągle pod nadzorem.. i okiem kogoś.. rozumie Pan? Poza tym potrzebujemy trochę intymności.. Ah.. tak.. rozumiem, kiedyś myślałem, że się oboje nie lubicie.. a wręcz nienawidzicie.. ale mniejsza o to.. Pani Lovett i tak ma najlepsza piekarni-cukiernie w całym Londynie.. Zajadam się każdą jej smakowitością jaką Johanna przyniesie do domu. –Todd przytaknął, poniekąd rozumiał chłopaka, ale nie odpowiadało mu to, że miał zamiar przenieść się z jego córką znacznie dalej niż sądził, wtedy jak będzie miał z nią kontakt? Znikomy? A może i żaden? Bo poco zawitałby aż tam, pod miasto..? Nie podobało mu się to, poza tym odczuwał jakąś złą energię od Charlie’go, jakby coś ukrywał. Choć wiedział, że nie powie mu o co chodzi, ale miał wrażenie, że coś nie do końca jest tu układającą się idealną bajką i idealnym związkiem dla jego córki. Tylko jak miał to sprawdzić? Śledzić Charlie’go, by się tego dowiedzieć? Lecz różnie dobrze, może i ten dom oddziaływał na nim tak negatywnie? A może nie?
- Yhm… rozumiem. Tak, rozumiem. Tak, Pani Lovett robi same cudowne wypieki. Hm.. tak, nie lubiliśmy się, a przynajmniej mnie Pani Lovett była obojętna. Cieszę się, że Panu smakują wypieki Nellie, to miłe.. naprawdę.. a gdzie zamierzają państwo osiąść pod miastem..? Jakieś wyjątkowe miejsce..? Czy po prostu dobra oferta mieszkania się trafiła..? – Charlie chciał odpowiedzieć Todd’owi na jego słowa, lecz zaraz zjawił się Turpin i przerwał tą rozmowę.
- Jak się bawią moi goście..? Charlie to już prawie jak rodzina hehe.. To co? Po kieliszeczku..? Hm.. w tamtym sezonie to miałem jeszcze czas robić nieco alkoholu, ale teraz za dużo obowiązków, nie miałem czasu na nawet wiśnióweczkę…ale zasmakowałem ostatnio w cydrze… Dobry truneczek, na wieczór..  – Po chwili każdy z Panów otrzymał kieliszek z alkoholem i stuknęli nimi, po chwili upijając po łyczku. Pozostali goście rozmawiali ze sobą, bądź w części bardziej swobodnej od stołu, gdzie z gramofonu grała muzyka kilkoro gości tańczyło w tym i Nellie tańczyła z jednym z gości.
- Nie pamiętam kiedy tańczyłem, ale za to Pani świetnie to wychodzi hehe… - Redford zaśmiał się i puścił oczko do Nellie. Kobieta posłała mu delikatny uśmiech i odparła, kiedy tańczyła z nim powolny taniec.
- Jeszcze mnie Pan nie depcze, więc nie mogę narzekać. Dziękuję, choć ja sama niekoniecznie miewam okazję by posłuchać dłużej muzykę, a tym bardziej ruszyć w wir tego co słyszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.