SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 30 stycznia 2016

Part 299.

Nellie powoli sprzątała ze stolików okruszki, myła blaty i spojrzała znów w górę na sufit, dalej nie słyszała odpowiedzi od Sweeney’a nawet nie słyszała uchylnych drzwi, by mężczyzna odparł, że zaraz zejdzie czy coś w tym rodzaju. Skrzywiła się i odezwała jakby do siebie.
- Czemu się nie odzywa… Przecież nie sprzeczaliśmy się.. Ach, a może przyszedł ten mężczyzna co był wczoraj.. Pora właściwie odpowiednia… - Nellie położyła szmatkę na blacie i zaraz wytarła ręce w swój fartuch sklepowy i postanowiła pójść na górę zobaczyć co się dzieje, ale nim to zrobiła to na wszelki wypadek zabrała ze sobą wałek, bo był ciężki i mogła nim zrobić komuś krzywdę. W końcu nie wiedziała co działo się na piętrze, może Sweeney zamknął już sklep i przysnął tam ze zmęczenia? Nie miała pojęcia, ale w sercu czuła niepokój o niego.
W tym czasie, gdy Nellie szła powoli na górę, tak by nie było słychać skrzypienia po schodach, na piętrze u Pana Todd’a dalej był przybysz. Groził Todd’owi pochylając się i szepcząc na jego ucho.
- To jak będzie Panie Todd..? Pojedzie Pan..? Nie zmieniłem oferty zapłaty, zapłacę trzy razy tyle za tą podróż ile zarabia pan tu przez tydzień.. Chyba się opłaca co..? Weźmie Pan swoje narzędzia, kosmetyki, ubrania na zmianę na jedną noc u wuja… i wróci Pan do domu, z gotówką.. Czy to takie cholernie trudne..? – Sweeney zaśmiał się pod nosem i spojrzał na mężczyzny dłoń, która w dłoni ściskała nóż od listów, przy jego barku.
- To zabawne. Pan mnie pyta, czy mi grozi? Czy to trudne? Nie. Lecz, skoro to propozycja, to nie znaczy, że muszę się na to godzić, prawda? Nie jest to chyba moją pracą, żebym musiał jeździć do klienta. Nie ma na drzwiach napisane, że w usługę mogą wchodzić wizyty domowe, nie wchodzą, nie jeżdżę do klientów, klienci przyjeżdżają do mnie.. Rozumie to Pan i proszę zabrać ten nóż… Do otwierania listów się przyda, szkoda na to narzędzie krwi… a ja do mojej jestem bardzo, bardzo przywiązany. – Przybysz spojrzał na Sweeney’a po czym ze złości uderzył go w twarz, na co golibroda się skrzywił, ale przyjął to przysłowiowo na klatę. Obcy mężczyzna szepnął na ucho kolejne słowa golibrodzie.
- Zatem powiem inaczej… To rozkaz z mojej strony, ma Pan pojechać.. do mojego wujka, nie rozumiem słowa sprzeciwu. Nie przyjmuje i pojedzie Pan do mojego wuja. A dlaczego? Bo inaczej stanie się wypadeczek, Panu… bądź dla całego tego budynku, może elektryczność zacznie płatać figle, a najnowsza nie jest, poza tym ta piekareczka na dole jest bardzo urocza.. Chyba nie chciałby Pan, żeby stała się krzywda kobiecie, prawda? A teraz Pan mnie posłucha uważnie… Pojedzie Pan do Truro… pojutrze z samego rana będzie stała dorożka przed zakładem, sklepem Pani Lovett, woźnica będzie wiedział gdzie Pana zawieść. Woźnica będzie opłacony, nic Pan mu nie zapłaci. Na miejscu zajmie się Panem ktoś.. przenocuje Pan tam.. a kolejnego dnia spełni Pan usługę, zapłacę należne i wróci Pan do domu… Ja bym skusił się na taką ofertę, lecz to teraz już nie oferta, teraz albo Pan wykona moją prośbę, albo stanie się coś złego, Panu, bądź Pana bliskiej kobiecie, która jest na dole… - Wtedy też przybysz przycisnął do szyi golibrody nóż i szepnął na ucho mężczyzny.
- To jak, jesteśmy umówieni? – Mężczyzna spojrzał na golibrodę i kiedy Sweeney w końcu przytaknął, bo i tak nie miał wyjścia, poza tym nie wiedział, że ten osobnik nie ma kogoś znajomego, kto teraz mógłby na dole skrzywdzić Nellie, która właśnie cicho uchyliła drzwi do gabinetu golibrody i spojrzała na obu panów. Czuła, że jest coś nie tak.  Przybysz odczuł, że nie są sami i zaraz schował do rękawa nóż, a Sweeney’a poklepał po ramionach i odparł.
- Zatem widzimy się u wuja, Panie Todd.. dziękuję za przyjęcie tej.. tej prośby, wuj będzie bardzo ucieszony…! Proszę mi wybaczyć to wieczorne najście, po raz kolejny, no ale raczej w depeszę bym się nie fatygował, za długo by to trwało..! Będę już uciekał. Życzę spokojnego wieczoru Panie Todd.. Dobranoc. – Przybysz nie chciał by widziała go Pani Lovett, dlatego to wszystko mówił kiedy Sweeney siedział w fotelu i ten klepał go po ramionach, czasem go ściskając palcami na barkach, aż powoli opuścił zakład golibrody, przy wyjściu kiwnął głową na pożegnanie i wskazał palcem na Todd’a, jakby w geście „Obserwuje Pana.. Panie Todd..”, a zaraz opuścił pomieszczenie. Nellie dopiero po odczekaniu kilku chwil weszła do gabinetu Sweeney’a, który dotknął swojej twarzy dłonią, gdzie go nieco bolała. Kobieta podeszła bliżej Todd’a i odezwała się ciszej, by go nie wystraszyć swoją obecnością.
- Sweeney…? – Podeszła bliżej i zaraz stanęła przed mężczyzną, który spojrzał na nią i oparł głowę i zagłówek fotela.
- Tak? – Odezwał się do kobiety, która zaraz zbliżyła się do niego i pogładziła jego policzek.
- Przed chwilą był tu jakiś mężczyzna, czy to nie ten, który chciał byś obsłużył jego wuja? Sweeney… co się dzieje.. Co nieco słyszałam.. Nie wyglądał ten ktoś na przyjemniaczka i że ta usługa, to prośba, ani Twoja dobra wola. Masz zamiar tam się udać? – Sweeney przełknął ślinę i wyciągnął dłonie do Nellie, po czym przyciągnął ją na swoje uda, że usiadła na nich.
- Ja nie mam zamiaru, ja raczej zostałem do tego zmuszony. Nie rozumiem, co to za konserwatyści, by kazać mi tam jechać, pod groźbami skrzywdzenia Ciebie, czy mnie… Pojadę tam dla świętego spokoju. Mimo to nie rozumiem tego postępowania tego człowieka… Zrobię co trzeba i wrócę do domu. Hm? Nie zamierzam wchodzić z tym człowiekiem na drogę wojny… Dziś już dostałem i starczy mi… Poza tym skoro rzekomo zarobię dużo to może się to opłaca..? Chyba to nie jakieś oszustwo..? Choć dziwnie to brzmi, by tak nalegać o zadbanie brody wujka, nie sądzisz..? Ale mniejsza o to.. Zrobię to powrócę i będzie jak zwykle… - Sweeney wzruszył ramionami, a Nellie przytuliła się do ciała mężczyzny i pogładziła jego klatkę piersiową, poza tym widziała małą stróżkę krwi przy jednym jego kąciku ust. Zaraz dotknęła lekko dłonią jego podbródka, gdy oboje spojrzeli sobie w oczy, Sweeney nieco skrzywił się jak Nellie dotknęła jego brody kciukiem.
- Uderzył Cię. Boli Cię coś jeszcze, przyłożymy do tego coś zimnego… Hm..? – Kobieta spoglądała na Sweeney’a, gdy przymknął powieki i cichutko westchnął przełykając ślinę.
- To nieważne. Chodźmy na dół… Napiłbym się czegoś.. – Pani Lovett była zaniepokojona tym co dziś się wydarzyło, nie mówiła głośno, ale brzydko mówiąc, śmierdziało jej to czymś niedobrym. Nie wierzyła w wyjazd Sweeney’a, że miał polegać tylko na doprowadzenia do ładu na twarzy jakiegoś starca. Komu zależałoby tak bardzo na konkretnym golibrodzie? Hrabia? Musiał mieć to co chciał? A kim był? Burmistrzem? Królem? Bogiem? Nie. A cenił się za kogo? A może jego siostrzeniec, tak bardzo chciał dopiąć swego? Chyba za nie spełnienie zachcianki wujka nie zostanie stracony? To było już kpiącym przemyśleniem Nellie. Bała się tego wyjazdu Sweeney’a. Chciała pojechać z nim, zatrzymać się niedaleko, by mieć wszystko pod kontrolą, miała nadzieje, że Pan Todd nie będzie miał nic przeciwko temu.
Nellie pogładziła policzek Sweeney’a i lekko dłonią przesunęła po klatce piersiowej mężczyzny, dojechała dłonią po jego ciele aż do brzucha, gdzie zauważyła jak Sweeney nieco jakby chciał wpaść w fotel, byle tylko go nie dotknęła.
- Dla mnie jest ważne… Chodź Kochanie opatrzę Cię na dole.. – Powoli Nellie ucałowała policzek Sweene’a i wstając z jego ud sięgnęła do jego kieszeni spodni po klucz i po chwili zamknęła zakład Todd’a przekręcając tabliczkę, że zakład już nie pracuje. Todd powoli wstał z fotela, jeszcze co nieco posprzątał, no i oboje zeszli na dół. Sweeney zaraz w kuchni napił się wody z czajnika, kiedy przelał nieco do szklanki.
- A co zjemy na kolację? – Sweeney spojrzał do jednego garnka, gdzie był ugotowany gulasz. Lubił to danie, Nellie przyrządzała to może ostatnio dość często, bo nie musiała dużo spędzać czasu nad garnkiem, kiedy mogła tam po prostu wrzucić pół produkty.
- Gulasz, masz ochotę hm..? Jest z fasolką i groszkiem.. Wiem, często to robię.. Ale wiem, że lubisz.. Ale najpierw zajmę się Tobą. Chodź do salonu, odpoczniesz.. sklep zamknęłam, zakład zamknięty.. A teraz czas dla nas… - Oboje powoli przeszli do salonu, a tam Sweeney podszedł zaraz do barku i sięgnął po dwa kieliszki i butelkę ginu. Nellie skrzywiła si, ale nic nie powiedziała, chyba sama potrzebowała choć łyczek tego trunku.
- Tak, tak, zjem troszkę. Nellie… nic mi nie jest.. Chcę się napić. – zaraz wlał w oba kieliszki ginu i podał jedno naczynie kobiecie kiedy usiadła w salonie na kanapie i mężczyzna usiadł niedaleko niej. Po czym stuknął naczyniem o naczynie kobiety i upił łyk alkoholu, kobieta zrobiła to samo.
- Sweeney… nie bądź uparty… Zranił Cię? – Sweeney zmarszczył czoło i oparł się głową o zagłówek kanapy, a po chwili odparł do kobiety, kiedy na nia spojrzał ze swojej pozycji zmrużonymi nieco powiekami.
- Ja nie jestem uparty. Dobrze, trochę boli mnie brzuch… Ale proszę Cię nie traktuj mnie jak dziecko, które zostało skopane przez kolegów do nieprzytomności… Nie chcę użalania się nade mną i nawet nie myśl o pojechaniu ze mną do tego Hrabiego… Ja to załatwię, przynajmniej niebawem wrócę i zapomnę o tym dziwaku.. – Kobieta posmutniała, nie chciała by Sweeney odbierał jej troskę, jako matczyną opiekę nad nim, nad każdym jego „kuku”, kiedy coś mu dolegało. Nellie mimo to chciała wiedzieć jak czuje się Todd, zatem odstawiła kieliszek na stół i zerknęła na jego twarz. Sweeney wyglądał na zmęczonego, był na pewno, tak samo jak i Nellie, która pogładziła tors mężczyzny i delikatnie wsunęła dłoń pod jego kamizelkę. Mężczyzna zaś złapał kobietę za dłoń, lekko chwycił za jej nadgarstek i odezwał się szeptem.
- Skarbie… Nic mi nie jest, rozumiesz? Na to nie ma leku, nie mam niczego złamanego, najgorzej się nie czuję, potrzebuję odrobiny odpoczynku i… alkoholu… Jeżeli chcesz coś dla mnie zrobić, to będę Ci wdzięczny za małe naczynko Twojego gulaszu, kolacji z Tobą, hm? Możesz co najwyżej przynieść mi maść z żywokostu… Proszę Cię. Ale na pierwszym miejscu na mojej liście jest gulasz.

piątek, 29 stycznia 2016

Part 298.

- Jak z jakiegoś dreszczowca się urwał… Jeszcze miałbym spać w jakimś starym zamczysku, gdzie pewnie straszy… A wujcio pewnie jest jakimś Draculą.. co to ludzie nie wymyślą… Ani mi się śni, tam wybierać.. ale skoro chcesz to wiedzieć jutro, to proszę bardzo.. Coraz bardziej dziwacznych mam klientów.. A podobno to ja jestem dziwny. Przychodzi w paskudny wieczór jak upiór i myśli, że się wystraszę.. – Sweeney pokręcił głową i westchnął pod nosem, aż zabrał się za sprzątanie pomieszczenia, z mętlikiem w głowie przez ostatniego „klienta”.
W czasie kiedy Sweeney miał przybysza na piętrze, Nellie kończyła pracę na dole, klientów, też już było mniej, a właściwie byli już ostatni. Zatem kobieta miała nieco czasu, widziała jak ktoś w płaszczu wchodził na piętro, kiedy spoglądała w okno, jak i teraz kiedy ten ktoś właśnie schodził i szybko zniknął zaraz kobiecie z widoku. Wtedy i Nellie już zabierała się za zamykanie sklepu i stała bliżej okien, spoglądała na postać, która znikała we mgle, ale miała wrażenie, że była z kimś jeszcze, kto na nią czekał. A potem słyszała już cichy stukot kopyt koni i dorożkę, którą zapewne ten człowiek odjechał w ten deszczowy i dość depresyjny wieczór. Zastanawiała się kto to był i czego chciał od Sweeney’a.
Todd powoli sprzątał na piętrze, właśnie sprzątał swoje stanowisko pracy i mył powoli podłogę. Zastanawiał się skąd ten zakapturzony mężczyzna się wziął, czemu przyjechał aż do Londynu, by to jego prosić o przysługę? Jaki miał w tym cel? Golenie było aż tak ważne? Równie dobrze mógł to zrobić miejscowy. Sweeney nie był łakomy na pieniądze i zamierzał odmówić jutro mężczyźnie tą propozycję wyjazdu do Truro. Powoli kiedy Sweeney skończył sprzątanie na piętrze i jeszcze sprawdził czy wszystko pozamykał, tak powoli zszedł na parter do Nellie, która właśnie szykowała dla nich kolację, kiedy uprzątnęła nieco sklep, by mogli zająć się już swoim prywatnym życiem, niż sklepem. Gdy zobaczyła Sweeney’a gdy zszedł do kuchni, gdzie kobieta robiła naleśniki z mięsem, a przynajmniej powoli zaczynała. Sweeney dał jej całusa i zaraz odparł choć kobieta sama chciała zadać mu pytanie o tym, o czym zaczął właśnie mówić.
- Wszystko dobrze Nelie..? Zamknęłaś już sklep hm..? – spojrzał na kobietę, gdy z uśmiechem przytaknęła mu na słowa i właśnie smażył się pierwszy naleśnik.
- Miałem dziwnego „klienta”, nie chciał bym go ogolił, a chcę bym pojechał Truro… Gdzie mieszka rzekomo jego wujek, jakiś hrabia.. który właśnie będzie miał setne urodziny i z tej okazji.. ja jako.. ehm.. najlepszy golibroda w Londynie, mam go ogolić, taka propozycja.. za cenę, która nie gra roli i zapłaci ile tylko zechce.. – Sweeney powoli szykował nakrycie w ich małej jadalni by mogli zjeść kolację i mówił cały czas do Nellie.
- Nie mam zamiaru się na to godzić.. nie jestem materialistą… Wolę zarobić mniej, ale tu.. a to brzmi troszkę dziwnie..? Poza tym ten mężczyzna, nie widziałem nawet jego twarzy, nie wiem kto to.. Ale nie chcę mi się wlec przez cały Londyn inne miasta, cały dzień, albo i dłużej by dotrzeć do tej miejscowości, gdzie nigdy nie byłem.. Poza tym zobacz co mi dał.. – Mężczyzna zaraz podszedł do Nellie i podał jej kartkę, którą wyjął z kieszeni. Przejął inicjatywę nad naleśnikami, a Nellie spojrzała na zawartość kartki, i ten dziwny druk na co zmarszczyła czoło i odezwała zaraz.
- Widziałam tą osobę jak wchodziła do Ciebie, a potem wychodziła… Dość dziwna postać, miałam wrażenie, że ktoś na nią czekał na dole, a potem odjechała dorożką. Hm.. co to za rodowód, z nietoperzem..? Hrabia, naprawdę? Cóż, nie sądziłam, że ktoś taki zawita do nas, a do tego byś golił jakiegoś staruszka na jego urodziny… Sweeney zrobisz co uważasz, mimo to co do zapłaty, to niech nie będzie taki cwany i połowę zapłaci Ci nim wyruszyłbyś.. O ile się na to zgodzisz.. a jak nie, to po kłopocie. Dziwny człowiek.. Nie pokazał swojej twarzy..? Może nie lubi kiedy ktoś na niego patrzy, ludzie są różni Sweeney…  - Mężczyzna lał ciasto na patelnie, by zrobić kolejnego naleśnika, a Nellie zaraz zajmowała się nadzieniem i układała farsz na naleśniki, a potem zwijała je w koperty.
- Nie zamierzam tam jechać… Nie chcę, poza tym nie chcę Cię tu zostawiać. Zresztą nikt mnie do tego nie zmusi. Jak nie awanturnik, to jakiś dziwak, który ma się za nie wiem kogo i uważa, że pobiegnę za każdego dolara golić jego wuja… To tak banalnie brzmi… Jakby nie mógł zrobić to ktoś miejscowy.. Przychodzi jak jakiś upiór.. nie wiedziałem, czego chce i nagle mówi o goleniu wuja.. to takie dziwne. – Niebawem oboje przysiedli do kolacji, kiedy skończyli przygotowania naleśników, Sweeney jeszcze naszykował wino, które wlał do obu kieliszków. Powoli jedli kolację i rozmawiali ze sobą o dzisiejszym spędzonym dniu, śmiali się, dobrze wieczór spędzali, nawet późniejszym wieczorem pozwolili sobie na wolne tańce by rozluźnić się przed snem.
(…)
Wieczór kolejnego dnia, Todd pracował na swoim piętrze. Brakowało jeszcze pół godziny na zegarze do ukończenia pracy, w duchu chciał by koszmarny nieznajomy z wczoraj nie pojawił się tutaj już. Nellie zaś na dole pracowała, ale o dziwo dziś miała już tylko dwóch klientów na dole, którzy jedli u niej kolacje złożoną z pasztecików i szarlotki.
Tym czasem Todd powoli sprzątał swój zakład, bo o tej porze już rzadko kto przychodził i nawet zamierzał zamykać zakład godzinę wcześniej. Właśnie szykował powoli wiadro i szczotkę na kiju, by umyć podłogę, a wtedy do zakładu zawitał mężczyzna, z którym wczoraj widział się Sweeney. Todd zerknął na przybysza, gdy się odwrócił i skrzywił się widząc tą dziwną postać, która zaraz zrobiła kilka kroków do przodu i stanął naprzeciwko Sweeney’a.
- Witam Panie Todd.. Pamięta mnie Pan? Byłem tu wczoraj w sprawie, ogolenia mojego wuja w jego posiadłości.. Liczę, że rozpatrzył Pan pozytywnie moją propozycję hm? Jaka jest Pana odpowiedź. – Sweeney spojrzał na mężczyznę i wytarł zaraz dłonie w ścierkę, którą miał zaczepioną o swój pasek z narzędziami do pracy, oczywiście w pobliżu dłoni miał brzytwy, gdyż ten człowiek wydawał mu się mało przyjazny.
- Dobry wieczór Panu. Tak, pamiętam. Lecz rozczaruję Pana.. Proszę mi wybaczyć, ale nie pojadę wykonać usługi do Pana wuja… Nie jestem materialistą, nie zależy mi aż do tego stopnia na pieniądzach, bym miał.. proszę mi wybaczyć, ale robić z około 2-3 dni przerwy od moich obowiązków tutaj.. by za przeproszeniem ogolić jednego staruszka… - Odparł z pełną powagą do mężczyzny, który nie był zadowolony z odpowiedzi Sweeney’a i warknął na niego, po czym odsunął się tak jakby myślał nad czymś intensywnie i wtedy odparł choć był odwrócony tyłem do golibrody.
- Hm… rozumiem, że może to nie jest takie proste.. ale wie Pan.. Panie Todd… - Mężczyzna odwrócił się do Todd’a podszedł do niego gwałtownie i popchnął go na ścianę łapiąc za szyję i ściskając. Golibroda nie spodziewał się tego i dłonią sięgał powoli za brzytwę, ale ten zaraz odparł.
- Mój wuj, nie lubi sprzeciwu, wybrałem Pana i to Pan pojedzie ogolić mojego wuja, czy się to Panu podoba czy nie… To dobry układ, dobra przysługa. Wujowi już wiele czasu nie pozostało, a ja chcę go uszczęśliwić i robię wszystko by te cholerne ostatnie, miesiące, tygodnie żył jak należy.. I nie radzę sięgać po brzytwę Panie Todd… chyba, że chce mieć ją Pan w swoim ciele.. Hm? – Sweeney przełknął ślinę, kiedy mógł i cały czas na jego twarzy był grymas i złości i bólu jednocześnie.
- Niech Pan mnie puści.. nie jestem niczyim sługą, bym miał wypełniać czyjeś polecenia, a tym bardziej kogoś takiego jak Pan..! – Warknął, wtedy mężczyzna spojrzał na Sweeney’a i zbliżył się do jego ucha szepcząc, a na koniec uderzył go w przeponę, co spowodowało, że Sweeney zgiął się w pół i jęknął z bólu, pozostając w tej pozycji.
- Chyba, źle się zrozumieliśmy… Zrobi Pan co mówię i pojedzie do wuja.. ja tylko chcę go zadowolić, nie zadowoliłby Pan swojego, dziadka, ojca, wujka, pradziadka czy kogoś z rodziny, wiedząc, że to ostatni czas jego na ziemi? Słuchaj golibrodo.. jeśli nie pojedziesz do Truro, sprawie że na zawsze stracisz zdolność wykonywania tego zawodu.. A rączki by się przydały, prawda..? – Sweeney spoglądał na mężczyznę, teraz bardziej widział jego twarz, wyglądał mało przychylnie, a do tego jeszcze raz uderzył Todd’a, niczym jakby wpadł w jakiś szał, bo pobił Sweeney’a kolejnymi ciosami, że Sweeney w rezultacie siadł przy ścianie, opierając się plecami o mur. Nawet nie miał okazji i szansy się obronić.
- Tak Pan rozwiązuje problemy? Jeśli ktoś na coś się nie zgadza zostaje pobity i zmuszony do wykonania czegoś? – Zakasłał i powoli próbował wstać, mimo że czuł się obolały i przychodziło mu to z niemały trudem, a po chwili dodał.
- Jeśli uderzy mnie Pan kolejny raz, to wtedy już nie będzie to zależało od Pana gróźb czy pojadę, czy nie, ale ode mnie, bo nie będę w stanie. – Te głosy i wcześniejszy rumor słyszała stłumione Nellie, zastanawiała się co się dzieje na górze, ale nie mogła od tak pójść na górę, kiedy jeszcze nie wyszli ostatni klienci, na szczęście szykowali się do wyjścia.
A tym czasem przybysz zbliżył się do Todd’a podniósł, a zaraz popchnął na fotel pracowniczy Todd’a i znalazł się za nim, gdzie groził Todd’owi nożem od listów? Tak widział, niczym jak Turpin, który go zranił takim nożem.
- Tutaj to nie Pan rządzi, może w swoim fachu, ale nie kiedy tu jestem. Jasne? Pojedzie Pan do mojego wuja, czy się to Panu podoba czy nie, tak trudno spełnić prośbę starca, który niemal stoi nad grobem? To mój kochany wujek, a Pan nie popsuje ostatnich dni jego życia. – Todd zastanawiał się co tak zależało mężczyźnie na tym goleniu wujka? Wujek nie potrafił jak i jego siostrzeniec przyjąć do wiadomości odmowy? Nie rozumiał tego. A do tego Nellie już zamknęła sklep i spoglądała nieco na schody, którymi zawsze schodził do niej Todd, po chwili podeszła do schodów i zawołała mężczyznę, ale z takim zapytaniem.
- Sweeney? Kochanie..? Wszystko w porządku? – Zmarszczyła czoło i westchnęła pod nosem, zamierzała jeszcze tylko sprzątnąć tu kilka stolików i zajrzeć na górę do mężczyzny, gdyż odpowiedzi nie dostała, co ją nieco zaniepokoiło.

czwartek, 28 stycznia 2016

Part 297.

Mężczyzna awanturujący się o to, że Todd’a chwilowo nie było na piętrze, oburzył się na słowa Sweeney’a i zaraz prychnął kierując się do wyjścia, aż zniknął. A zaraz Todd obsługiwał Pana, który nieco z nim gawędził i trwało tak może jeszcze z dziesięć minut, może więcej, nim Nellie pojawiła się obok Todd’a, gdy właśnie pakował kolejnej klientce szarlotkę, kiedy Nellie przejęła zaraz pałeczkę, jak tylko Todd skończył obsługiwać tę kobietę.
- Dziękuję Kochanie za pomoc.. słyszałam jakieś nieprzyjemności… Nawet na moment nie można zrobić dziś sobie przerwy.. Och.. Ale nie przejmuj się tym. Będą chcieli to sami przyjdą. – Uśmiechnęła się do Todd’a i pocałowała jego policzek szepcząc jeszcze na ucho.
- Dziękuję Sweeney za obiad.. to bardzo miłe, że pomyślałeś o tym by zjeść. – Mężczyzna uśmiechnął się do kobiety i odezwał do niej kiedy miał powoli wracać na piętro.
- To nieważne.. ja się nie przejmuję.. Nie ma za co, najważniejsze, że brzuszki najedzone… Kochanie, będę wracał na piętro, dobrze..? Jakbyś mnie potrzebowała, to krzycz. – Pocałował kobiety policzek, Nellie już obsługiwała kolejną osobę, a Todd zaraz powoli udał się na piętro. Otworzył ponownie swój zakład, zdejmując z drzwi tabliczkę i otworzył drzwi z klucza. Może przez dwadzieścia minut nikogo nie było, a potem przez kolejne półtorej godziny pojawiali się „brodacze” można by powiedzieć. Sweeney miał co robić na piętrze, Pani Lovett również, tym bardziej, że pojawiali się klienci, którzy chcieli na miejscu u niej zjeść coś dobrego, z tego względu, że była pora obiadowa, zatem ludzie gonili za takimi miejscami jak sklepy połączone z jedzeniem na Fleet Street.
Pan Todd właśnie otrzymywał należne za otrzymaną usługę i wychodził jego klient z zakładu, kiedy mijał się z kolejnym, którego Todd widział pierwszy raz w życiu. Uśmiechnął się do Todd’a mężczyzna w średnim wieku, z brodą nie do końca zadbaną i zaraz zdejmował płaszcz.
- Dzień dobry. Można? – Todd przytaknął na słowa przybysza i zaraz szykował dla niego fotel strzepując z niego resztki pyłku i pianki, która tam utkwiła na oparciu. Mężczyzna zawiesił swój płaszcz na wieszaku, zdjął tez i szalik, apaszkę i rozpiął koszulę, zaraz bezwładnie opadając w fotelu golibrody.
- Miło być tutaj i wyjść niebawem odświeżonym. Podobno jest Pan najlepszy w mieście… Dlatego też postanowiłem to sprawdzić na mojej brodzie.. – Todd szykował miksturę piany na twarz mężczyzny i uniósł brew na jego słowa odzywając się.
- Tak. To miłe. Zależy kto jak uważa. Zatem jak przycinamy brodę..? Po całości? Zostawiamy brodę? Wąsy? Jedno i drugie? Golimy poliki? Przycinamy baki..? – Golibroda przyjrzał się twarzy mężczyzny i odezwał gdy lekko złapał go za podbródek i spojrzał na jego szyję, niczym doktor na jakiś oględzinach pacjenta.
- Hm.. ma Pan wysuszoną skórę.. nie piecze Pana trochę..? Trzeba nawilżać zarost inaczej tworzą się bakterie, broda wtedy nie jest wskazana, trzeba to wyleczyć.. a tu jednak widzę, że ma Pan stan zapalny… - Mężczyzna chyba nie tego się tutaj spodziewał, ale nie sądził, że Todd jest aż taki dociekliwy pod względem golenia, zarostu męskiego, by bawić się w amatora dermatologa, czy znachora.
- Naprawdę? Oj czasem mnie piecze.. po mydle, czy innym kosmetyku… i co ja mam teraz zrobić..? – Spojrzał niepewnie na Todd’a, który pewnie nic nie zdziała i każde mu się przepadać. A Todd zamyślił się na chwilę i westchnął pod nosem, po czym okrył swojego pacjenta płachtą pod szyją i po chwili rzekł.
- Ja Pana ogolę.. ale całkiem… Okej? Dam Panu olejki nawilżające do twarzy, zarostu.. lecz, lekarz Pana nie ominie.. radziłbym udać się do specjalisty… olejki mogą albo złagodzić ten stan, albo go podrażnić, zatem też na początek uważałbym z ich używaniem, by sprawdził pan to na fragmencie swojej skóry… - Spojrzał na klienta i zaraz powoli nałożył pianę na jego zarost, po czym powoli i miarowo, ale pewnie zaczął go golić. Pacjent nie miał nic przeciwko goleniu po całości, chyba i tak nie miał wyboru. Mimo to w oczach Todd’a wydawał się dziwny, poza tym dopytał o sklep Pani Lovett, ale że Sweeney o tym nie chciał mówić, to klient znów pytał o dzieci Todd’a. Przy czym Sweeney nie przyznał się, że ma Johannę i warknął na klienta, kiedy zamykał za nim drzwi. Miał wrażenie, że to on był autorem listu, od nieznajomego, jaki dostali. Gdy wyszedł i zszedł ze schodów, znikając gdzieś, gdzie Todd już nie dostrzegał zaczął go papugować mową.
- A ma Pan dzieci..? Wygląda Pan na ojca.. o nie ma Pan, jak to się stało..? – Warknął pod nosem i mruknął do siebie. – Co Cię to obchodzi przygłupie! Pilnuj swojego nosa i swojego uczulenia, teraz brzytwę muszę wysterylizować… Co za ludzie.. jak nie jakiś awanturujący się kretyn, to jakiś kuglarz..! – Warknął znów i zaraz czyści brzytwę wkładając ją w środek dezynfekujący, więc do swojej kieszeni przy pasie roboczym włożył czystą brzytwę, mimo, że jedną już miał, ale zazwyczaj nosił dwie. Zerknął na zegarek była już godzina siedemnasta, zatem za godzinę mężczyzna zamykał już swój zakład. Nellie jeszcze pracowała w sklepie, więc oboje się nie oglądali praktycznie od obiadu do końca pracy. Sweeney przez ostatnią godzinę nie miał klienta, ale było jeszcze dwadzieścia minut do zamknięcia zakładu jak pojawił się w drzwiach mężczyzna, który wyglądał dość upiornie. Lecz nim Sweeney go zobaczył to był w łazience za ścianą zakładu. A na dworze od godziny padał deszcz i robiło się zimno. Golibroda zaraz zajrzał do zakładu, bo usłyszał skrzek drzwi i ku jego oczom ukazał się mężczyzna w długim płaszczu. Stał w drzwiach i na głowie miał założony kaptur, Todd uniósł lekko brew i odezwał się zaraz.
- Witam… Pan do mnie? Golenie? – Todd’a jakoś nie poruszali upiorni ludzie, wyglądający przerażająco, no może trochę, ale starał się tego nie okazywać, a poza tym dziś i tak był już zmęczony i było mu wszystko jedno. A zaraz przemówił ochrypły głos właściciela płaszcza.
- Dzień dobry.. a może dobry wieczór? Nieważne. Nie, znaczy tak.. do pana.. Ale nie skorzystam z Pana usług.. zapuszczam brodę.. Mam dla Pana propozycję.. – Todd spojrzał na mężczyznę, na którego mało padało światło z zakładu, poza tym kaptur zakrywał jego twarz i nie za bardzo go mógł dostrzec, ale tez nie podchodził bliżej, dla własnego bezpieczeństwa.
- Propozycję? Chce mi Pan coś sprzedać? To ja bardzo dziękuję, ale nie jestem zainteresowany.. – Mężczyzna spojrzał po zakładzie golibrody kątem oka, zaraz zlustrował Todd’a i odparł podchodząc nieco bliżej, gdy Todd czyścił brzytwę. A raczej robił to celowo, by przybysz może lekko chociaż dygnął na jego narzędzie pracy.
- Nie, nie przeszedłem tu sprzedawać. Tylko zaproponować Panu coś.. a raczej poprosić Pana o coś i liczę, że Pan mi nie odmówi… - Golibroda na chwilę przerwał czyścić brzytwę i spojrzał na przybysza zbliżając się do niego o dwa kroki raptem.
- Prosić? A o co? – Sweeney w razie czego w gotowości miał do użycia brzytwę, bo miał wrażenie, że może to ten człowiek wysłał tego anonima listownego? Skoro jechał teraz po tak cienkim lodzie to co mogło jeszcze się wydarzyć? Na dworze już było ciemno, do tego ten deszcz i wiatr sprawiał wrażenie, że było jeszcze bardziej mrocznie. Nieznajomy spojrzał na Todd’a i zaraz wyjął z kieszeni płaszcza kartkę, która nie była już najlepszej jakości.
- Tak. Chciałbym, by wyświadczył mi Pan przysługę… Wiem, że to nietypowe… Ale czy, wyświadczyłby mi Pan przysługę? Mój wuj, jest chory, nie rusza się z domu, z zamku właściwie.. bo tam mieszka.. Jest już stary. Sentymentalny, rozumie Pan, a poza tym od lat, nie rusza się z domu, jest niepełnosprawny, nie chce opuszczać posiadłości, boi się obcych miejsc.. odkąd.. – Na tych słowach mężczyzna przerwał i zaraz nieśmiało podał złożoną kartkę Todd’owi, który niepewnie ją przejął i przewiesił ręcznik przez ramię.
- A co ja miałbym zrobić, ogolić Pańskiego wujka..? Nie rozumiem.. – Todd roztworzył kartkę, na której był podany adres i dziwny znak jak z rodowej papeterii, co go nieco zastanowiło, kiedy widział na niej wydrukowanego nietoperza z rodowym znakiem i nazwiskiem.
- Tak, może to brzmi banalnie.. ale Mój wuj obchodzić będzie za pięć dni setne urodziny i chciałby wyglądać dobrze, dlatego jestem tu.. żeby najlepszy golibroda z Londynu uczynił ten dzień dla niego lepszym, samopoczucie, poza tym wuj chciałby wyglądać jak za młodych lat. Wuj jest hrabią, ja wiem że to już w sumie sto lat.. cudowny wiek, ale kto zabroni mu wyglądać jak na to zasługuje.. Na kartce podałem adres, gdyby Pan się zdecydował, ja zapłacę za Pana posługę każdą cenę… To nie gra roli, rolę gra to, czy zgodzi się Pan na ten czyn… Nie musi Pan odpowiadać teraz, wybrałem Pana bo jest Pan najlepszy, a nikt nie chcę brzytwą obchodzić się kiedy nie umie, ja nie umiem. Ale mam swojego golibrodę, dziś mój zarost jest zadbany. Ale dla wuja poszukałem kogoś kogo doceni, a Pana doceni na pewno… To jak? Do jutra, do tej samej godziny co dziś, zdecyduje się Pan? Zrozumiem jeśli Pan odmówi.. – Sweeney spoglądał na mężczyznę, nadal nie mógł dopatrzeć się jego twarzy, ale było w nim coś dziwnego i tajemniczego. Sweeney zerknął na miejscowość na kartce, jak widniała tam nazwa miasteczka, poza Londynem: Truro. Wiedział, że to nie było blisko, a droga zajmie prawie cały dzień, od świtu do zmroku, albo jeszcze dalej.
- Ładne lata. Gratuluję zatem Pana wujowi, takiego wieku. To rzadkość. Tak, rozumiem co ma Pan na myśli.. Wuj chce się poczuć jak za dawnych lat i rozumiem, że chce Pan by te urodziny były dla niego wyjątkowe…. Bo.. Mniejsza o to. Każdą cenę? Muszę to przemyśleć. – Sweeney spojrzał na mężczyznę dość posępnie, jakoś nie czuł, że zgodzi się na tą podróż tylko po to by ogolić jakiegoś staruszka. Obojętne za jaką cenę, dla niego nie było to warte zachodu, tym bardziej, że musiałby gdzieś nocować, a to mu się za bardzo nie uśmiechało, wtedy też odezwał się przybysz, jakby wyczytał myśli w jego głowie.
- Dziękuję Panu. Mam nadzieję, że rozpatrzy to Pan pozytywnie, jutro pojawię się o tej samej porze, poznać odpowiedź. O nocleg proszę się nie martwić, w zamku wuja jest dość komnat by jego wyjątkowy gość miał gdzie się przespać nim wróci do domu. – Przybysz podszedł bliżej do Todd’a i wysunął do niego dłoń w czarnej rękawiczce o złapał Todd’a za ramię jakby chciał go poklepać, ale w zamian za to ścisnął mocno jego ramię i rzekł ciszej.
- Liczę na współpracę Panie Todd. Wuj byłby bardzo niepocieszony, gdyby Pan odmówił, ja również. A tu by się nam nie podobało. W każdym razie..
Dobrego wieczoru, Panie Todd. Jutro o tej samej porze tutaj… Dobranoc. – Sweeney na ten uścisk ramienia spojrzał z taką niechęcią i mruknął cicho.
- Dobranoc. – Po czym przybysz opuścił powoli zakład Sweeney’a z takim poruszeniem płaszcza, jak Dracula, na co Sweeney podszedł do drzwi, gdy przybysz jakby zniknął zaraz? Miał wrażenie, że mu się to przewidziało, albo nieznajomy był tak szybki. Sweeney po nim zaraz zamknął zakład, przewieszając tabliczkę z napisem: „Zamknięte”.

środa, 27 stycznia 2016

Part 296.

- Co za zasady? Mówił Pan o zaroście? Jest szansa, że kobiety polubią owłosienie na twarzy mężczyzny? Och no właśnie, był Pan chory, ale na pewno już wszystko dobrze..? Ma Pan bandaż na dłoni, jakiś wypadek? O na flakonik zgodzę się, oczywiście. Jeśli to mogłoby mi pomóc ujarzmić te wąsiska i brodę, to byłoby świetnie… - Todd nakładał piankę na twarz mężczyzny, a zaraz przystępował do golenia z brzytwą w dłoni i klient przez ten czas nie mógł wiele się odzywać, by nie zostać zaciętym. Sweeney co jakiś czas wycierał brzytwę w ręcznik i mówił.
- Zasady no właśnie: dbać o zarost, przycinać regularnie, stosować na nie olejki, bądź wosk, ja polecam olejki… Poza tym mają aromatyczne zapachy i nie są tak drażniące dla pań. Sprawiają, że zarost staje się miękki i przy jakimś zbliżeniu z kobietą nie będzie to takie odrażające, by płeć piękna miała się odsunąć. A często tak jest? No i jeszcze jeden sposób? Właśnie to, że można w ogóle nie mieć zarostu.. Moda się zmienia.. Teraz modne są baki hm.. zaciągnięte na policzki. Dodaje to mroczności. Tak mi się wydaje hehe. Ale też nie każdy ma baki hm..? A włosy? No to już nie moja działka. Każdy ma takie jakie chce mieć i co teraz jest na czasie. – Sweeney zrobił jeszcze kolejne dwa ruchy, zaraz wziął ręcznik wilgotny i dość ciepły i podał klientowi, by przetarł swoją twarz po tym „zabiegu”, a zaraz sięgnął po lustro i stanął przed klientem pokazując mu jak wyglądał. 
- Lepiej teraz? Zostawiłem jak zawsze nieco baki, przyciąłem brodę i wąsy. Zacznę tu robić mały zabieg olejkiem, a do kolejnego przyjścia do mnie, będzie pan używał olejku.. Rano i wieczorem, wcieramy olejek w zarost.. zaraz pokarze jak to się robi hm..? – Sweeney umył ręce, a zaraz z półki sięgnął po olejek do zmiękczania zrostu i podszedł do fotela na którym siedział Pan Gibbs, otworzył flakonik i zaraz nałożył kilka kropli na dłoń, a przynajmniej tą zdrową i zaraz delikatnie wcierał olejek w zarost mężczyzny. Pan Gibbs przymknął przy tym oczy było mu przyjemnie i od czasu do czasu pomrukiwał, aż Sweeney skończył powoli pielęgnację nad swoim klientem. 
- Och tak, od razu mi lepiej. Moja żona stwierdziła, że czyni Pan cuda i dzięki Panu wyglądam jak człowiek hehe.. Olejek, bardzo przyjemne, proszę mi wybaczyć to pomrukiwanie, ale przez ten ostatni czas nic z tym nie robiłem, jedynie myłem mydłem i nic poza tym, ale teraz czuję się od razy młodszy. Przynajmniej byłem u fryzjera hehe, to całość tworzy jakąś kompozycje, hm..? Zapamiętam z olejkiem, zapamiętam..  – Pan Gibbs powoli wstał z fotela i jeszcze przejrzał się w lustrze, a zaraz powoli ubierał w swój płaszcz, Todd zaś przez ten czas naszykował dla swojego stałego klienta małą torebeczkę firmową z flakonikiem w prezencie i jeszcze dodał do tego dwie próbki wód perfumowanych męskich w malutkich wąskich flakonikach. 
- Bez przesady, ja tylko golę. Nic się nie stało, małych przyjemności nigdy za wiele. Tak widzę, to prawda. Włosy też zadbane i wygląda Pan elegancko jak zawsze, po tej mojej małej metamorfozie hehe.. Proszę bardzo, tutaj olejek i jeszcze mały prezent ode mnie. –Mężczyzna zaraz podał souvenir klientowi, gdy ten wyciągał portfel i płacił Todd’owi za usługę mówiąc pospiesznie. 
- Reszty nie trzeba, Panie Todd. Dziękuję bardzo za olejek.. za wszystko, skorzystam i może nie będę taki odrażający dla żony hehe.. Kto to wie! Dziękuję i do zobaczenia, za kilka dni. – Todd uśmiechnął się do mężczyzny, podziękował mu za dość solidny napiwek, który od niego dostał, jeszcze moment panowie ze sobą porozmawiali, aż klient opuścił pomieszczenie. Todd sprzątał po nim stanowisko pracy, no i na chwilę miał spokój, zatem na drzwiach wywiesił tabliczkę „Zaraz wracam” i zamknął drzwi, by nikt tu nie wszedł, kiedy go nie będzie. A po chwili Sweeney zszedł powoli na parter do sklepu Pani Lovett, gdzie Nellie właśnie wydawała resztę za zakup jednej kobiety, Sweeney mruknął tam „Dzień dobry” do klientki Nellie i podszedł do Pani Lovett obejmując ją jedną dłonią w talii i szepnął przy jej uchu.
- Wszystko dobrze..? Nie było tu Turpina? Widziałem jego przydupasa jak biegł chyba do niego… A poza tym zrobiłem sobie małą przerwę, był u mnie Pan Gibbs, zarósł strasznie, przez ten czas co nie pracowałem nawet nie był się ogolić.. no ale w końcu wygląda jak człowiek… - Sweeney zaraz sięgnął spod lady nieco cukru brązowego i zaraz sobie cukiernice na zaplecze, czyli do ich prywatnej kuchni. Lecz nim tam się udał wysłuchał pierw Nellie, która uśmiechnęła się na jego widok i dała mężczyźnie buziaka w policzek.
- Tak, wszystko dobrze. Nie, nie było go. Hm.. Pewnie tak jest, ale Kochanie, nie myśl o tym.. a jak ręka? Och Sweeney.. ważne, że poprawiłeś jego wygląd.. Zabierasz mi cukier, hm..? – Todd przytaknął kobiecie głową i zaśmiał się kiedy patrzyła na niego tak karcąco przez chwilę, że zabrał jej cukiernice spod lady. 
- To cieszę się. Jest dobrze, nie narzekam.. Hehe oj tak, a w pierwszej chwili go nie poznałem. Zabieram bo chcę robić nam kawę, chyba że już piłaś.. albo masz na coś innego ochotę, hm..? Oj cukier zabieram.. bo biały cukier to biała śmierć.. Ten jest zdrowszy. – Zerknął na Nellie i pocałował ją w szyję z boku szepcząc jej na ucho, kiedy zbliżał się do lady jeden ze stałych klientów Pani Lovett. 
- Rozumiem, że chcesz kawę. Zatem idę ją zrobić. Może troszkę czegoś zjemy, zbliża się pora obiadowa… - Mężczyzna zerknął na Nellie która spojrzała na zegarek z kieszeni kamizelki Todd’a i zamruczała w geście zgody co do pory obiadu. A kiedy schowała zegarek Todd’owi do kieszeni, ten zaraz udał się do kuchni z cukiernicą. W kuchni Sweeney spoglądał do garnków i zaraz też podgrzewał rosół jaki mieli na obiad, naszykował dwa talerze i przełożył do nich trochę klusek. Parzył też kawę, jak i podgrzewał paszteciki Pani Lovett by mogli je zjeść na obiad. Był głodny, a poza tym zrobił sobie przerwę obiadowa od pracy. Pani Lovett obsługiwała klientów, Sweeney pierwszy zjadł obiad w kuchni, by potem zmienić się z Nellie i zastąpić ją na trochę w sklepie. Po zjedzeniu obiadu, Sweeney zmył po sobie, by nie zostawiać bałaganu, a po kilku chwilach znów widniał za ladą Nellie z kubkiem kawy i odparł przy jej uchy, jak oboje żegnali jakąś klientkę. 
- Nellie, obiad w kuchni gotowy.. zastąpię Cię.. Idź zjeść bo wystygnie. – Puścił oczko do kobiety, a sam przystał przy ladzie całując kobietę w policzek, po czym Nellie powoli z uśmiechem na ustach oddaliła się do kuchni. Pani Lovett była nieco zaskoczona tym, że Sweeney naszykował jedzenie, co prawda nie gotował tylko podgrzał, ale mimo wszystko była z tego zadowolona. Todd często tak robił, ale kobietę zawsze to w jakimś stopniu zaskakiwało, że mężczyzna cokolwiek robił w kuchni, tym bardziej, że to kobieta była temu przeznaczona. Było tak od lat, a Todd mimo to, był zaprzeczeniem tego. Zdumiona była tym, że Sweeney tak smacznie naszykował dla niej dzisiejszy obiad. 
Mężczyzna w tym czasie obsługiwał klientów, w końcu nie raz zastępował Panią Lovett w sklepie, więc szło mu to całkiem nieźle. Cztery osoby były już zadowolone ze swoich zakupów, kolejna była Pani Bolwing, która nie przepadała za Sweeney’em zatem, gdy go zobaczyła już na dzień dobry na jej twarzy pojawił się grymas. Sweeney zaś nie zwraca na niej większej uwagi, jak tylko traktował ją jako kolejną klientkę. 
- Dzień dobry. A dla Pani co będzie? Co podać? – Kobieta odburknęła ciche „dzień dobry.. dobry.. zależy dla kogo..” a zaraz spoglądała kolejny raz na to co było dobrego za gablotą i cicho westchnęła. 
- Poproszę cztery bułeczki z sezamem… Dwie drożdżówki.. dwa rogaliki z marmoladą, jedną bajaderkę.. – Sweeney na słowa kobiety przytaknął i zaraz szykował co sobie życzyła. – I jeszcze kawałek tego sernika z polewą czekoladową… - Mówiła takim wyniosłym głosem jakby cały świat był przeciwko niej. Poza tym za nią stał jej sąsiad, który jej nie lubił i gdy patrzył na nią co jakiś czas przewracał oczami, kiedy usilnie próbowała być tu wielką damą i zarzucała co jakiś czas upiętymi włosami do tyłu. W końcu mężczyzna za nią się odezwał. 
- Nie jest Pani przezroczysta Pani Bowling… - Zaczął sarkastycznie i zaśmiał się pod nosem, spoglądał tez na Todd’a jak kroił ciasto, szło Todd’owi to sprawnie zaraz przekładał ciasto na naszykowany papier do zapakowania. 
- A czy ja Panu w czymś przeszkadzam..? Ja tu tylko robię zakupy..! – Prychnęła i spojrzała na Todd’a znów tym swoim dziwnym wzrokiem, kiedy kładł pakunki na ladę i zaraz ją powoli podsumował. 
- 12 funtów za wszystko. – Pani Bowling spojrzała na Todd’a kolejny raz tak samo wrednie i odezwała się głośniej w złości na końcu języka. 
- Tak drogo? Niemożliwe..! – Mężczyzna za kobietą zaśmiał się pod nosem, bo dobrze wiedział, że była chytra i na wszystkim skąpiła, ale na jedzeniu słodyczy i wypieków to sobie nie żałowała, czy dziecku. 
- Normalna cena jak w każdej piekarni, czy cukierni.. Kupuje Pani to co zapakowałem, czy z czegoś rezygnuje? Bo nie wiem co mam robić.. – Sweeney spojrzał na kobietę i westchnął, po czym Pani Bowling wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła na stole przed Todd’em, który wziął pieniądze i zaraz kobiecie wydawał resztę. Po pozbyciu się tej kobiety ze sklepu, mężczyzna następny w kolejce odezwał się do Sweeney’a.
- Ta to jest zakałą całej kamienicy… Gdybym tylko mógł to bym się jej pozbył, ale tej wiedźmy nic nie wypędzi..! A ja poproszę dwie bułeczki z sezamem i kostkę serniczka… - Spoglądał na Todd’a który oparł się dłońmi o blat, no i zaraz szykował kolejne zamówienie przez mężczyznę i odparł. 
- Chyba w każdej mieszka ktoś taki, kogo się nie trawi… Już pakuję. Sernik z lukrem, czekoladą, pianką, czy wiśniami..? – Kiedy mężczyzna decydował się na sernik, zaraz bliżej lady podszedł jeden klient Todd’a, może nie do końca był stałym klientem, ale jednak. Był dość zbulwersowany co dziwiło Todd’a i uniósł na niego brew po chwili marszcząc czoło. 
- Pan sprzedaje teraz w sklepie..?! A kto mnie ogoli, tam nikogo nie ma..?! –Todd zaraz kroił wybrany przez klienta sernik i odparł do mężczyzny, kiedy przekładał kostkę ciasta na papier i kartonik. 
- Chwilowo tak. Może Pan iść gdzieś indziej, ja wywiesiłem tabliczkę, że „Zaraz wracam” prawda? ZA 10 minut będę na piętrze, jeśli się Panu tak bardzo spieszy to nie zatrzymuję. Ale proszę nie podnosić na mnie głosu. Pomagam obecnie Pani Lovett by mogła zjeść obiad, tez jesteśmy ludźmi, prawda..? Zatem albo Pan spokojnie poczeka, albo proszę opuścić sklep, nie potrzebujemy tu awantur… A to jest naprawdę zbędne. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Part 295.

Sweeney patrząc na list jaki przed chwilą przeczytał zmarszczył czoło i spojrzał na Nellie, która wyglądała teraz na myślicielkę. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć na to co usłyszeli, co zostało przeczytane. A po chwili Sweeney wziął rękę za głowę i dotknął swojego karku, a zaraz odezwał się do Nellie.
- To jakaś kpina… Nie wiem kto to, ale albo to jakiś zakochany gówniarz w Johannie, albo jakiś podstarzały erotoman, któremu tylko jedno w głowie. A co jakby to był Bekadle Bamford…? Pasowałby do tego co tu pisze, a do tego mógłby igrać z nami w porozumieniu z Todd’em. Obserwuje nas? Ktoś śledzi nasze kroki, a tym bardziej moje, odkąd wróciłem do Londynu.. to jakieś nienormalne. I ten ktoś uważa.. że ja się na to zgodzę? Turpina mogę pozbyć się sam, nie potrzebuję nikogo do tego. To śmieszne.. Znalazł się adorator mojej córki.. Mam pozbyć się z obcym człowiekiem Turpina, żeby dać mu wolną rękę co do mojej córki.. i może jeszcze ich zeswatać ze sobą, a to okaże się jakiś świrus.. Naprawdę, ludzie nie mają co robić to knują głupie intrygi. – Nellie uśmiechnął się na słowa Todd’a i wzięła w dłoń list od mężczyzny, przyglądała się pismu i odparła cicho.
- Dałabym sobie rękę uciąć, że widziałam już gdzieś to pismo.. Nie ma co się tym przejmować.. Za ta osoba chce tym zyskać, nie mam zielonego pojęcia, to dziwne… Johanna.. Ktoś tu chyba walczy z kompleksami i liczy na Twoją pomoc, choć ciekawi mnie kto to.. i jak bardzo różni się od Charles’a.. Nie ma nigdzie jakiegoś adresu zwrotnego.. czy czegoś..? Gdzie moglibyśmy na to odpisać i podrzucić list… Chciałabym pobawić się w detektywa.. hehe.. i dowiedzieć kto to. Słonko moje, Sweeney, nie ma co się tym przejmować.. Choć dzięki temu mamy ciekawy wieczór. A może to sam Turpin się z nami bawi..? Choć to takie małostkowe, prawda? – Sweeney uniósł brew i zaśmiał się na słowa Nellie opierając głowę o oparcie kanapy i spojrzał w sufit.
- Nellie kto by to nie był, to po prostu jest kiepskim amatorem-podrywaczem i nie ma na tyle odwagi, by podejść do mojej córki, a tym bardziej zrobić cokolwiek, by jej zaimponować. Tu nie chodzi o Turpina i zemstę, ale o moją córkę.. a ten „Nieznajomy” jest pewnie jakimś obleśnym klientem Twoim… Wybacz, ale przecież połowa z nich już pewnie ma cukrzyce, miażdżyce i inne choroby, których nie znam… A może to jakiś dzieciak, nastolatek?! Nie chcę się nad tym głowić, w każdym razie nie reagujmy na to, zobaczymy co dalej zrobi ten .. Ktoś, Nieznajomy. – Sweeney wzruszył ramionami, oboje się tym nie przejęli, choć tak naprawdę zastanawiali się kto to napisał. Nellie odłożyła list na stół i przybliżyła się do Sweeney’a wtulając się w jego ciało, kiedy mężczyzna objął ją swoimi ramionami i przymknął lekko powieki. Pochylił się do szyi Nellie i pocałował ją w nią, powoli składając pocałunki przy jej uchu i pogładził lekko ją po biodrze. Zamruczał cicho błądząc po plecach kobiety drugą wolną dłonią i zaraz oboje spojrzeli sobie w oczy.
- Chodźmy już do sypialni hm..? Jest późno, trzeba położyć się spać. Chodź Nellie… Czas się wyspać. To jest jakiś żart z tym listem.. nawet jak ktoś wie, kim jestem naprawdę, to nie zmienia faktu, że nie mogę być w tym kraju, w Londynie, po tylu latach Turpin nic nie może zrobić, a poza tym do tej pory jakoś nie wystawił swoich szponów, by powtórzyć moją nieoczekiwaną próbę wysiedlenia z tego terytorium.. – Nellie objęła Sweeney’a i uśmiechnęła się do niego, brakowało jej tego przysłowiowego męskiego ramienia do którego mogła się przytulić. No i tak powoli oboje zebrali się z salonu, pogasili światła i udali się na piętro do sypialni, gdzie zaraz Sweeney jak i Nellie zdejmowali z siebie szlafroki i kładli się spać. Choć pozwolili sobie przed snem na chwilę czułości, oboje potrzebowali tego, a przede wszystkim chwili zapomnienia o rzeczywistości.
(…)
Ranek. Właśnie na zegarku wybiła godzina siódma, co sprawiło, że Sweeney przecierał powieki, a Nellie jeszcze spała, choć o tej porze była zwykle na nogach, by otworzyć niebawem sklep i szykowała pierwsze wypieki. Mężczyzna zbliżył się do kobiety na łóżku i objął ją lekko od tyłu jedną dłonią cicho mrucząc do niej. Nie chciał jej gwałtownie budzić. Nellie westchnęła i wyszeptała cicho, kiedy powoli się budziła.
- Sweeney.. Która jego godzina..? – Mężczyzna spojrzał na zegarek i kiedy obraz mu się ustawił, bo sam dopiero się rozbudził odparł zaspanym nieco głosem.
- Siódma siedem… - Oparł głowę o poduszkę za głową Nellie, która zaraz przytuliła się do mężczyzny ciała, kiedy powoli odwróciła w jego stronę. Pogładziła go po klatce piersiowej i ramieniu, gdy wtuliła się głową w jego splot słoneczny.
- Późno już. Powinnam szykować wypieki na dzisiejsze otwarcie sklepu. – Nellie nie miała jakoś ochoty na otwieranie dziś sklepu, była zmęczona ciągłą pracą, wstawianiem rano i pracowaniem do wieczora, robieniem wypieków – ciast, ciastek, bułeczek, pasztetów, czy pierogów i innych dobrych smacznych potraw.
- A jakbyś zrobiła sobie dziś wolne? Może wywieszę kartkę, że w dzisiejszym dniu sklep nieczynny z powodu.. choroby? Chyba aż tak bardzo nie będziemy stratni hm..? Zresztą za dwa dni ja wracam do pracy, trzeba w końcu popracować i też z piętra mieć zysk, z ręką jest dobrze, dlatego czas ruszyć. Nie chcę być przez Turpina stratny na pracy. – Sweeney spojrzał na Nellie i przesuwał lekko dłonią po jej ramieniu, krążył opuszkami palców po jej przedramieniu i zamykał do czasu do czasu oczy.
- Wolne? Jeden dzień wolny od pracy..? To mi proponujesz, a co byśmy robili, poprzez dzień wolny? Stratni chyba nie, może ten jeden dzień to dobra okazja na odpoczynek.. Poza tym jutro weekend i może do poniedziałku zrobimy sobie wolne od sklepu hm..? Dobrze Kochanie.. dobrze, wiem, w poniedziałek wracasz na piętro. Przynajmniej wygrałeś konkurs, to taki straty nie jesteś.. ważne, by Twoje rączki były całe i zdrowe… - Kobieta spojrzała na mężczyznę, kiedy Sweeney zamknął oczy, oddychał miarowo i przytulił czulej do siebie kobiete, a zaraz szepnął jej przy uchu.
- Póki co.. jest po sióóódmej… Tak? To pośpijmy jeszcze, potem wywieszę tabliczkę, że sklep dziś nieczynny… To wstawanie rano też męczy, poza tym powinnaś kogoś zatrudnić do pomocy… A nie robić wszystko sama… - Sweeney spędził z Nellie poranek tak naprawdę w łóżku, przy rozmowie, ale w końcu jednak oboje zasnęli i spal do około dziesiątej. Lecz po przebudzeniu nie narzekali na czas, Sweeney też wywiesił tabliczkę, że do poniedziałku sklep nieczynny z powodu choroby. Zatem nikt nie dobijał się do sklepu i nie łapał za klamkę, choć było sporo klientów nieco zawiedzionych, że nie dostaną piątkowych pasztecików, ale cóż raz mogli obejść się bez nich.
(...)
Pan Todd i Pani Lovett przez weekend nie narzekali na nudę, poza tym mogli zająć się sobą i ten weekend sprawił, że zapomnieli nieco o bożym świecie, skupili uwagę na sobie. A można było powiedzieć, że poprawili nieco relacje między sobą. Nie skupiali się na wszystkim w koło tylko na swojej dwójce. Nellie była bardzo zadowolona z tego czasu, a poza tym w niedziele na obiad udali się do Państwa Redfordów, którzy ich zaprosili. O dziwo ten czas i spędzenie tam czasu według obaw Sweeney’a nie był taki zły, a nawet sympatyczny. Zagrał partyjkę w szachy z Henry’m, kobiety zaś plotkowały o wszystkim co się w koło działy. Panów także obgadały, co było widać, jak czasem szeptały coś na ich temat. Były i tańce i jedzenie, alkohol, jak i śmiech i dobry humor towarzyszył im przez cały czas.
Do domu więc wrócili oboje zadowoleni, by móc rano ponownie wejść w wir tygodniowej rutyny, która towarzyszyła im tak naprawdę przez wiele lat.
Todd powrócił do pracy, zatem od samego poniedziałku może nie miał wielu klientów, ale jednak niektórzy stali klienci, byli zadowoleni, że ich ulubiony golibroda już otworzył swój zakład. Sweeney w czasie jednej małej przerwy, wyjrzał na zewnątrz, ze swojego piętra i obserwował okolice przez dłuższą chwilę. Popijał herbatę i spojrzał na Bamforda, kiedy ten przechodził niedaleko, kierując się w ten swój dziwny sposób© zapewne do Turpina, a zaraz po schodach skradał się Pan Gibbs stały bywalec u Todd’a, a kiedy ten zobaczył jego zarost, jaki zakwitł na jego twarzy odparł na powitanie.
- Witam Panie Gibbs..! A co to za hodowla na Pana twarzy, ale Mikołajem Pan już nie będzie, już po świętach hehe.. Zapraszam.. to co tak jak zawsze, czy coś zmieniamy.. z tego zarostu można wykombinować i chyba małe warkoczyki.. To co robimy..? – Pan Gibbs zaśmiał się na słowa Sweeney’a i odparł zaraz kiedy człapał się po schodach, a że miał już swoje 60 lat, to wchodził nieco mniej sprawnie, niż młodzi panowie.
- Dzień dobry Panie Todd. No właśnie spóźniłem się z tym trochę. Hehe warkoczyki mówi Pan..? No chyba mnie już nie wypada być wikingiem.. Moja żona by mnie wyrzuciła za to z domu i tak już była zła, że nic z tym nie zrobiłem, ale czekałem na Pana.. Co ja bym zrobił gdyby Pan zamknął zakład na dłużej..! Byłaby to katastrofa hehe.. A jeśli mowa o moim zaroście, co robimy, to tak jak zwykle…  - Pan Gibbs dotarł na piętro, gdzie zaraz Todd zaprosił mężczyznę do środka i zamknął za sobą drzwi. Po czym powoli przystępował do przygotowania piany i spoglądał na brodę klienta, który już zasiadł w fotelu okryty materiałem, by nie pobrudzić ubrania.
- Może nie byłoby tak strasznie. Przyzwyczaiłaby się hehe. Kobiety nie lubią za bardzo zarośniętych panów… sa na to pewne zasady, czemu tak jest. Hm.. jednak lepiej byłoby gdyby Pan troszeczkę podcinał brodę, nie mówię, że sam, ale w jakimś zakładzie.. Może użyjemy nieco olejku na zarost, jak go przytnę i na baki hm..? Dam Panu jeden flakonik do pielęgnacji hm..? Na jakieś dwa miesiące powinno wystarczyć, powie mi Pan czy pomaga.. z tego konkursu dostałem kosmetyki, zatem trzeba je wykorzystać, a ode mnie taki mały prezent hm..? A zakład zamknąć musiałem, miałem trochę niesprawną dłoń.. Ale teraz już jest dobrze. No to zaczynamy hm..? – Uśmiechnął się do Pana Gibbs’a i zaraz powoli nakładał pianę na zarost mężczyzny, co szło Todd’owi jak zawsze sprawnie.

piątek, 22 stycznia 2016

Part 294.

Mężczyzna oglądał wybrane przez Nellie buty i szal i uśmiechnął się do niej, nie miał nic przeciwko temu, poza tym jeśli miało jej to poprawić humor, choćby jej, to dlaczego miałby jej odmówić. Poza tym chciał zapłacić za to co sobie wybrała, choć Nellie nie chciała go naciągać, bo wiedziała, że Todd dzielił z nią finanse i część odkładali na wszelkie ważne sprawy jak rachunki i inne sytuacje, czy rzeczy, które będą wymagały wsparcia finansowego, nawet coś co nie tylko obejmowało sklep Nellie i zakład Sweeney’a.
- Ładne, ładne, oczywiście. Och te buty ładniejsze od tamtych.. Przynajmniej jak na moje oko. Bardzo ładne. Oj Nellie… Sukni i tak masz całą szafę. To co kupujemy te rzeczy..? – Kobieta przytaknęła i uśmiechnęła się na słowa mężczyzny, cieszyła się, że jego naburmuszenie minęło, że się tutaj pojawili, no i że jeszcze chciał zapłacić za jej wybór w tym butiku, ale mimo tego nie chciała przepuścić chwili rozmowy z nim i odezwała się. Turpin w tym czasie stał bokiem i oglądał jeden frak.
- Och witam Panie sędzio, co za niespodzianka. – Pani Lovett spoglądała na mężczyznę, który spojrzał na nią poważnym i nieco wyniosłym spojrzeniem, unosząc jedną brew i odparł.
- Witam Pani Lovett. – Po chwili mężczyzna ich przeprosił i poszedł kawałek dalej oglądać kolejne ubrania, wolał nie wchodzić już w rozmowę z nimi, a poza tym widać było, że jednak z chodzeniem miał małe problemy, co nie dało mu się całkiem zamaskować, bo chodził co najmniej tak jakby dopadł go ból lędźwi, chodził nieco sztywno. Po chwili oboje udali się do kasy, gdzie Todd płacił za buty i szal Nellie, ekspedientka pakowała w papier ich zakup, a Turpin nieco podglądał ich pomiędzy frakami, a tym bardziej obserwował Todd’a. Sweeney nie był jakoś rozradowany, cały czas miał przed oczami Johannę, która niedawno wpadła na niego, a widząc Turpina w tym sklepie, miał ochotę go zatłuc laską, które tu oglądał. Po zapłaceniu za zakupy, Todd zabrał buty, bo było to duże pudło i zaraz trzymał je pod pachą, a Nellie zabrała szal i oboje wyszli powoli ze sklepu, a na koniec jeszcze słyszeli jak sprzedawczyni mówiła do Turpina, że za moment zamyka sklep.
Wracając do domu, przyspieszyli kroku z powodu dalszych opadów śniegu, aż w końcu dotarli do sklepu i schowali się do środka, zamykając drzwi.
- Uch, co za zima… Chyba spada temperatura, zimno się robi.. Pewnie w nocy będzie mróz.. żeby tak Turpin poślizgnął się na prostej drodze, byłoby uroczo… Już musiał w sklepie wsadzić swoje trzy grosze, ale Nellie.. świetnie zagrałaś obojętną względem niego.. tylko powitanie i nie ma nas. Powiedział, że Johanna mu uwierzyła w jego kłamstwa, czyli w to, że dopuściłem się tego cudzołożenia.. Ech.. Nie wygląda jakby to zmyślił. Johanna wpadła na nas… i nie wyglądała na osobę, która mimo tej pogody spieszyła się tak bardzo, czy chciałaby z nami rozmawiać.. a tym bardziej ze mną. Ale jeszcze dowie się, że Benjamin Barker żyje. – Mężczyzna podał pudło z butami kobiecie, opakowane w papier, Nellie mu podziękowała, a zaraz oboje zdejmowali ubrania wierzchnie. Kobieta poszła też do kuchni, by nastawić wodę, by mogli napić się gorącej herbaty.
- Pogody Sweeney nie zmienisz… Poza tym nigdzie daleko się nie wybieramy, co najwyżej do sklepu.. po produkty, coś do jedzenia, nie tylko to co tu sprzedaję. Sweeney, Sweeney.. Może i Johanna teraz jest taka obojętna.. to za szybko by miała zmienić zdanie co do Ciebie.. W sensie, że jest inaczej niż powiedział sędzia. Nie myśl o tym.. Tego nie zmienisz, to Johanna musi zrozumieć.. z czasem.. Może i my z czasem pokażemy jej, że nie jest tak ja myślała, a kiedyś na pewno zdrady Turpina wyjdą na jaw. Nie można wiecznie się ukrywać. Choć dziwie się, że ani Johanna, ani Berta nic nie podejrzewają? A może już to odkryły, ale udają, że nic złego się nie dzieje? Wiesz.. Skandale, zła opinia, ale i tak całe miasto szeptem o tym huczy.. Lecz zapewne chodzi tu o finanse, gdyby Berta została sama, wiele by nie miała, a przy Turbinie, ma wszystko i jeszcze więcej, Johanna to samo, skoro Charlie nie jest bogaty, czy z bogatego domu. Sweeney, spędźmy, a chociaż postarajmy się spędzić miły wieczór hm..? Nie myśląc o Turbinie, o Bercie.. Chcę mieć Cię trochę dla siebie, a nie kolejny wieczór z myślą, co knuje sędzia i inni.. Johanna za jakiś czas przekona się na pewno, że Bernard, nie jest taki idealny, za jakiego go uważa. Chodź, napijemy się herbaty.. Może jednak coś zjemy, hm..? Słodyczy nie, ale zostały kluseczki i gulasz, może po małej miseczce, hm..? Jestem nieco głodna. – Spojrzała na Sweeney’a, kiedy ten był już w salonie i tam układał poduszki na kanapie i zaraz przytaknął lekko płci pięknej, a gdy zauważył dzisiejszą gazetę na stole zaraz po nią sięgnął i przysiadł przysiadając na kanapie.
- Dobrze Nellie.. już nie rozmawiajmy o tym… Głodna? No dobrze, to i ja zjem, byle nie było cukru, czekolady i wszystkiego co ma związek z cukiernią.. Mam dosyć na jakiś miesiąc, po dzisiejszej degustacji u tej kobiety. – Nellie uśmiechnęła się i zaraz zajmowała się kolacją, a mężczyzna czytał gazetę, poza tym jeszcze zajął się naprawieniem lampki na stoliku obok kanapy bo nie działała. Zatem poszedł po narzędzia i co nieco przy niej majstrował. A Nellie zajrzała co tak Sweeney rozkręcał i uśmiechnęła się, że zabrał się choćby i o tej wieczornej porze za naprawienie lampki i może przez ten czas nie myślał o problemach. Kombinował z naprawą, na chwilę zaświeciła lampka, ale zaraz zgasła, więc Todd próbował lampkę wskrzesić by paliła się stale przy załączeniu do prądu, ale na razie mu to nie szło.
- No i jak to załączyło, a teraz nie chce… - Sweeney nieco pokombinował a drucikami i zamruczał zastanawiając się co robił nie tak. Nellie szykowała kolację i spędzali tak domowo ze sobą czas. Powoli tez i kolację zjedli w salonie, bo nie chciało im się jeść w jadali, poza tym tu było wygodniej usiąść na kanapie i zjeść posiłek. Rozmawiali ze sobą na wszystko co nie dotyczyło ich obecnych zmartwień i problemów.
- Uda Ci się naprawić tą lampkę? Może powinieneś zająć się tym jutro już.. hm..? Poza tym Twoja ręka powinna jeszcze odpocząć.. Wiesz..? Tyle światła nam wystarczy. Jest widno, nie martw się tym światłem, choć cieszę się, że zauważyłeś brak tego światła.. a może to po prostu żarówka się przepaliła? – Todd napił się łyk herbaty i odstawił też talerz na stół, bo właśnie skończył jeść kolację.
- Tak myślę. Tak jutro, chciałem tylko sprawdzić, co jest nie tak. Oj przecież nie siłuje się z lampką. Żarówka? Nie. Sprawdzałem, to nie żarówka. Spokojnie naprawię to jutro, dziś już nie za bardzo mam do tego głowę. Ale chyba będę musiał kupić nowy włącznik, bo ten tak troszkę hm.. zwichrowany. – Todd wzruszył ramionami i podziękował kobiecie za kolację. Spędzali kolejną godzinę w salonie, a potem już Nellie sprzątała po kolacji, Todd korzystał z łazienki, potem Nellie się kapała i oboje jeszcze byli w salonie, choć powoli zbierali się już do sypialni. Sweeney jeszcze wszedł na chwilę do sklepu za ladę i zabrał stamtąd kasetkę, w końcu Nellie chciała jeszcze przeliczyć dzisiejszy utarg, bo zapomniała zrobić to wcześniej. Todd już miał zanieść kasetkę kobiecie i zrobił to kiedy słyszał takie ciche pukanie w okno, pierw myślał, że to może opady deszczu ze śniegiem? Może padał jeszcze deszcz? Ale brzmiało to tak nie naturalnie, że zbliżył się do okien i nikogo nie widział, zaś kiedy spojrzał lekko w stronę drzwi, zauważył tam jakąś kopertę, zatem wziął klucze i powoli otworzył drzwi i zaraz podniósł kopertę z ziemi, która chwilę temu była wsunięta nieco w szparę między futryną a drzwiami. Koperta była podpisana dość arystokratycznym pismem słowami: „Do Pana S.Todd’a”, uniósł brew i zaraz zamknął drzwi, ale jeszcze pierw zerknął na ulicę, czy nie ma tam nikogo podejrzanego. No ale raczej nikogo nie zauważył, jedynie jakąś postać wchodzącą kilka kamienic dalej do bramy, ale skąd mógł wiedzieć kto to. Zamknął zaraz drzwi i wzdrygnął się od zimna i okrył się bardziej szlafrokiem, w końcu gdyby wyszedł na dwór, w piżamie i szlafroku, nie byłoby tak miło dla jego ciała.
Po czym zamykał drzwi na klucz, czy zamek i wrócił zaraz do salonu, gdzie Nellie jeszcze kończyła rozdział swojej książki: „Sekret w bajaderce”. Spoglądał na kopertę i odparł do Nellie pokazując jej kopertę.
- Kochanie.. spójrz.. byłem po kasetkę.. Pamiętasz..? A Wedy usłyszałem jakby stukanie w szybę, czy parapet.. i wyjrzałem oknem.. A zauważyłem, że jest coś w drzwiach.. ta koperta.. a na niej co… ”Do Pana S. Todd’a”. Dziwne.. Może to wiadomość z kolejną groźbą Turpina..? – Pani Lovett wyjrzała spod swojej laktury i zsunęła nieco okulary z nosa i zrobiła zdziwioną minę na to co mówił Todd, ale przede wszystkim na to co trzymał w dłoni i odezwała się.
- Czyżby zagadka dla nas to ma być? Znów jakiś dowcipniś… Otwórz, zobacz co jest w środku… Raczej strychniny tam nie będzie.. – Nellie zażartowała, a zaraz mężczyzna poszedł do kuchni po nóż i wrócił z nim przysiadając obok Nellie, kiedy przybliżyła się do niego i okryła jego nogi kocem, choć najpierw wsunęła nieco swoje stopy na jego uda. Mężczyzna po chwili wyciągnął list ze środka i rozwinął list. A po chwili zaczął czytać, jak Nellie spoglądała na korespondencje w jego dłoniach spod swoich okularów, które nieco zsunęła z nosa.
- „Panie Todd,
Nie zna mnie Pan. Lecz ja z nam Pana. Choć właściwie może powinienem zatytułować list, Panie Barker? Wiem, kim Pan jest, kim Pan był i dlaczego Pan zmienił swoją osobowość. A raczej tożsamość.
Turpin prawda? To on zmusił Pana do wyniesienia się z miasta. Zgwałcił Pana żonę, odebrał córkę, stracił Pan żonę i córkę. Stara się Pan odzyskać dziecko, przynajmniej próbuje. Proszę nie myśleć, że jestem przeciwko Panu i ujawnię kim Pan jest. Starczy, że ja to wiem, Pani Lovett wie i Turpin. Chcę pomóc, a właściwie chcę się zemścić, bo jestem w podobnej sytuacji do Pana, choć mnie dziecko nie zostało odebrane, a nawet dzieci nie powiadam. Zemsta jest słodka i taka należy się Turpinowi. Szkoda, że nie mieszka sam, arszenik mam w domu, byłby cudownym dodatkiem to trutki, ale w tym problem, że nasz winowajca nie mieszka sam i kto wie, w czyje ręce trafiłby torcik. Wygląda Pan na kogoś rozsądnego, dlatego proponuje Panu współpracę. Ja nie wyjawię światu kim Pan jest, Pan pomoże mi zemścić się na Turpinie, ale w zamian za to… Chciałbym poznać Pana córkę. Brzmi dziwnie?” – Sweeney prychnął a te słowa, nie sądził, że w tym liście ukaże się coś takiego, co go naprawdę odrzuciło na dzień dobry. – „Może. Ale Johanna jest uroczą kobietą, mógłbym jej dać wszystko czego potrzebuje, pieniądze, opiekę, a przede wszystkim moją miłość, kocham Pana córkę, choć jej nie znam, ale zdarza mi się ją obserwować… a Charles chyba nie podoba się za bardzo Panu, prawda? To nie jest dobra partia dla Pana córki. Jeśli zastanowi się Pan nad moją propozycją i zgodzi się na nią proszę zawiesić od wewnętrznej strony Pana zakładu na drzwiach ręcznik. Niech Pan to uczyni w ciągu zbliżającego się nowego tygodnia, czekam do przyszłej niedzieli. Mam nadzieje, że uda nam się podjąć współpracę.
Nieznajomy”.

czwartek, 21 stycznia 2016

Part 293.

Nellie zastanawiała się nad słowami Todd’a, mógł mieć rację, ale czy na pewno? Nie wiadomo, Turpin był tak naprawdę do wszystkiego zdolny. Przecież jakiś czas temu nasłał na nich sanepid, przychodził by sprawdzić co knują, w końcu padały na nich podejrzenia o McCartney’a, lecz nikt nie mógł im niczego udowodnić, nie można było. Nie dało się. Ten wieczór spędzili już na bardziej przyjemnych rozmowach, a przynajmniej starali się. Pani Lovett planowała wypieki na kolejny dzień, a Todd? Właściwie to planował się już tylko położyć. Poza tym Nellie jeszcze sprawdzała jego dłoń pod bandażami, czy wszystko dobrze się goi, ale nie było powodów do zmartwień, na szczęście!
(…)
Kolejne dni w Londynie mijały dość spokojnie, a przynajmniej pozoru i na ulicy Fleet Street, gdzie znajdował się sklep Pani Lovett. Któregoś dnia, kiedy Todd miał lepsze samopoczucie i lepiej się czuł, to Nellie zamknęła wcześniej sklep i udała się ze Sweeney’em do sklepu Pani Redford. Tam kobieta poczęstowała ich czekoladkami, sokiem, czy herbatą, a nawet i czekolada, kawą, czym tylko chcieli. Oczywiście nie próbowali wszystkich napoi jakie kobieta posiadała na stanie sklepu. Uprzedzili kobietę trzy dni wcześniej, że przyjadą w gościnę do jej domu i jej męża w sobotę, kiedy wszyscy będą mieć czas. Charlotte oczywiście ucieszyła się z tej wieści. Była bardzo zadowolona, że jej nie odmówili tego proponowanego zaproszenia. A gdy wyszli ze sklepu kobiety tuż przed zamknięciem, mieli zamiar jeszcze pójść na krótki spacer. Nellie wzięła pod rękę Sweeney’a i odezwała się cicho patrząc na jego twarz, gdy zmarszczył czoło jak wiatr smagał ich policzki.
- Widzisz nie było tak źle, smakowały Ci czekoladki..? Nie takie oszukane jak czasami w sklepach, hm..? – Sweeney przytaknął kobiecie głową i rzekł.
- Tak były dobre. Och Nellie.. nie wracajmy do tego… Przejdźmy się po prostu, chwila ciszy też nie zaszkodzi. Kobiety mogą rozmawiać cały czas, jak wam się to nie nudzi? No dobrze, niemiło jest siedzieć w ciszy, ale czuję się dziwnie, kiedy was słucham i w sumie jestem bierny w tej rozmowie, nie znam się na tych kucharskich miksturach.. ”A ile kakao dodałaś do piernika? A blok czekoladowy z czym robiłaś? Andruty są takie chrupkie…” Nellie.. chyba dziś odmówię jednak kolacji, zjadłem tego za dużo i waszą rozmową też się najadłem, naprawdę! –Todd przewrócił oczami i powoli skręcił z Nellie w kierunku budynków, gdzie mieszkał Turpin, ale nie mogli inaczej dostać się do bardziej zalesionych miejsc okolicy jak tylko przejść obok. Kiedy szli po drugiej stronie chodnika, niż dom Turpina, zaczął właśnie nieco sypać śnieg. Nellie jeszcze bardziej przylgnęła do Todd’a, gdy objął ją ramieniem i powoli szli spacerem, ale im bardziej padało to mieli chęć wracać do domu.
- Może jednak spacer przełożymy na jutro..? Za bardzo pada… będziemy mieć wszystko mokre… a do tego ten wiatr.. zimno jest. – Sweeney zapytał Nellie i kobieta przytaknęła, zatem zawrócili, ale postanowili przejść przez ulicę i wrócić koło budynków, gdzie tak nie wiało. Gdy się to udało, jak przepuścili powóz niespodziewanie na nich natrafiła Johanna, a że padało to praktycznie na nich wpadła i oparła się o klatkę piersiową ojca, a zaraz szybko się odezwała, nie patrząc nawet kto to.
- Przepraszam bardzo.. nie zauważyłam Pana. – A za chwilę Johanna spojrzała na Todd’a i przełknęła ślinę, cofnęła się o krok i zdjęła dłoń z jego ubrania.
- Nic się nie stało. – Todd nie zamierzał rozwijać tematu, bo wiedział, że to była Johanna, gdy na niego tylko wpadła, czuł od niej specyficzny zapach, zapach matki Johanny, miały w sobie coś podobnego właśnie w tej woni. Johanna zaraz spojrzała i na Nellie, która zerkała na nią poważnie, a młoda kobieta cicho szepnęła jeszcze. – Przepraszam… - A zaraz minęła ich przechodząc obok Nellie i ruszyła w swoją stronę. Nellie ukradkiem odwróciła się głową i zauważyła, że córka Sweeney’a a właściwie Benjamina Barkera spojrzała się za nimi. Oni sami zaraz ruszyli, Todd zrobił posępna minę, ale nic się nie odzywał. Nellie pogładziła go po jego plecach i powiedziała cicho.
- Wracajmy do domu. Napijemy się czegoś ciepłego i pójdziemy spać. Przez ten śnieg marzy mi się już łóżko… Kochanie… nie martw się tym.. Zobaczysz, że za jakiś czas się to zmieni.. na pewno. A Twoją opinie naprawimy, nie wiem jeszcze jak, ale zrobię wszystko by Johanna poznała prawdę. A teraz przyspieszmy kroku… Ech, akurat teraz musiało zacząć padać. – Sweeney spojrzał posępną miną na kobietę i lekko przytaknął, po czym szli nieco szybciej, Sweeney poprawił kołnierz od swojego płaszcza i powoli wracali do sklepu. Choć Nellie zatrzymała się chwilowo z mężczyzną przed jedną wystawą z ubraniami dla pań i panów. Poza tym chciała nieco oderwać Sweeney’a od złych i ponurych myśli. A zaraz zerknęła na swojego partnera, który uniósł brew na jedną sukienkę kobiecą, która wydawała się zbyt bufiasta? Tym bardziej z tyłu ciała.
- Wejdziemy na chwileczkę? Chciałabym coś zobaczyć? W środku nie pada i na pewno jest cieplej niż tutaj.. Proszę. – Mężczyzna wzruszył ramionami było mu to obojętne tak naprawdę czy wejdą do tego sklepu czy nie. No i po chwili Nellie wciągnęła Sweeney’a do butiku, gdzie zaraz znaleźli się wśród wieszaków na których wisiały cudowne i bogato zdobione suknie. Nellie jednak interesowało coś innego niż suknia z mnóstwem halek i falban. Kobieta spoglądała na szale i buty. Sweeney nie obejrzał się kiedy kobieta już nawet mierzyła jedne buty, czy przymierzała szal, a on zaczął spacerować po sklepie. Spoglądał na koszule i kamizelki, czy krawaty, nawet dotknął jedne tkaniny, potem kolejnej i tak nieco się w to wciągnął, oczywiście zajrzał tez na dział kobiecy do Nellie i spoglądał na szale jakie oglądała, aż odparł.
- Jesteśmy tu już z pół godziny, za kolejne pół sklep zamkną.. Nellie.. Proszę Cię, naprawdę coś kupujemy, czy idziemy do domu…? Ładnie Ci jest we wszystkim.. Ale proszę Cię, nie te buty… są okropne.. –warknął niemal na sznurowane buty, na obcasie, kozaki, które przymierzała wcześniej Nellie i pudło z butami stało niedaleko koło pufy na której kobieta przymierzała obuwie. – Może nie znam się za bardzo na modzie, ale one są dość.. dość takie męskie.. mimo tego obcasa.. Poza tym masz nowe kozaki w domu.. kupowałaś jakiś czas temu i ani razu ich nie założyłaś. – Nellie uniosła brew na słowa Todd’a, cieszyła się, że jednak teraz myślał o tych banalnych butach, niż cały czas o swojej córce, a buty chciała kupić po prostu do pacy w sklepie, bo były wygodne, a nie do chodzenia w nich po mieście. Pani Lovett spojrzała na Pana Todd’a i pogładziła go po policzku zaraz w niego całując czule.
- Kochanie.. Zaraz wyjdziemy, spokojnie.. Oj jakiś Ty niecierpliwy jesteś. Sweeney, buty chce kupić do pracy, do sklepu, wygodne są, poza tym mają niski obcas.. Och może nie są takie kobiece do sukni, ale jak stoję w sklepie, chciałabym by moje nogi odpoczywały… Pooglądaj jeszcze krawaty, może jakiś Ci się spodoba.. – Sweeney westchnął no i zrobił minę taką mówiącą „No dobrze..” a po chwili udał się pooglądać te krawaty, choć raczej nie myślał o ich kupnie. Ale skoro Nellie chciała coś kupić, to nie miał nic przeciwko temu, ale jakoś jego nastrój zakupowy dziś był na dość niskim poziomie. Spoglądał na ubiór manekina jego frak, koszulę, spoglądał na krawat, aż lekko dotknął materiału, ale zaraz i za ten materiał złapał inny mężczyzna, a gdy Todd spojrzał kto to, to przewrócił oczami. No tak jak na uwieńczenie tego wieczoru był to jego oskarżyciel ostatniego wieczoru, sędzia Turpin! Mężczyzna spojrzał na golibrodę i jego dłoń po czym spojrzeli po sobie, jakby mieli zaraz stanąć w ringu i odparł.
- No proszę kogo tu mamy, Pan Todd. – Sweeney uśmiechnął się tak samo złośliwie co Turpin i odparł po chwili, gdy oglądał laski, którymi podpierali się nieco starsi panowie, lub Ci co uchodzili za wielkich magnatów. Todd wyciągnął jedną z kosza i oglądał, a zaraz wycelował ją tak na odległość Turpina, gdy się nieco przemieścili.
- Sędzia Turpin.. czyżby chodzenie już nie przeszkadzało? – Zachichotał pod nosem, na co Turpin zbliżył się do Todd’a i odgiął od siebie laskę, którą celował w niego Todd i wysyczał niemal przy jego twarzy.
- Bawi Cię to, co? Żeby Cię tak nie bawiło to, kiedy zaczniesz podchodzić Johannę… Masz się do niej nie zbliżać. Na szczęście Johanna uwierzyła mi, w to że zgwałciłeś moją Bertę.. A Berta, to akurat najmniejszy problem… wszystkich przekonam, że to zrobiłeś.. Uwierz mi. –Todd uniósł brew i prychnął, tykając lekko laską Turpina po plecach i szepnął.
- A żebyś wiedział, że bawi mnie to. Spuchnięte co? Tak ma być. Naprawdę czuję się.. nie umiem wyrazić słowami jak… Ale wiem jedno, Bóg Cię osądzi za to, choć ja tego nie zrobię, Bóg ma to coś, co pozwala mu to uczynić. A Johanna to moja córka.. i jak mówiłem, choćby na łożu śmierci dowie się, że jestem jej ojcem. A to Ty zgwałciłeś moją żonę i mi ją zabrałeś, a mnie wygnałeś z miasta. Publicznie mnie skompromitowałeś, przez swoje kłamstwo, a teraz jeszcze mi grozisz, z dokładką? Dziękuję, ale już dziś jadłem. Poza tym przepraszam.. ale właśnie ktoś na mnie czeka. Nim Turpin zdążył się odezwać, Sweeney spojrzał na Nellie, która widziała już postać Turpina i zrobiła minę podobną do Todd’a z zapytaniem na twarzy: „A ten czego tu szuka? Panem i tak nie zostanie choć za takiego się ma?” Podchodziła do nich, a Todd wyminął zgrabnie sędziego i odezwał spokojnie do Nellie.
- Kochanie to co dziś sprawi, że mój portfel się nieco opróżni, hm..? – Uśmiechnął się do kobiety, gdy Nellie spojrzała na Todd’a i zaraz przybliżyła się do niego, gładząc lekko zakładkę jego płaszcza zupełnie nie zwracając w tym momencie uwagi na osobowość jaka stała plecami odwrócona do niej i odezwała się uroczo, trzepocząc nieco rzęsami do Sweeney’a. Ale prawdą było to, że chciała by jej uległ ku temu zakupowi, więc nie do końca był to przed sędzią teatr odgrywany przez kobietę.
- Och mówiłam Ci, chciałabym te buty.. ale znalazłam ładniejsze.. I ten szal… prawda, że śliczny.. nad suknią pomyślę.. nic jeszcze nie skradło tak mojego serca, jak Ty. Podobają Ci się te buty?  – Nellie pokazywała Sweeney’owi zdobycz, w pudle jakim je cały czas trzymała już. Co prawda sklep za parę chwil się zamykał, ale przecież klient w ostatniej chwili to jak żyła złota.

wtorek, 19 stycznia 2016

Part 292.

Kobieta w sklepie Pani Lovett dobrze spędzała czas z właścicielką, jak i jej partnerem, Panem Todd’em. Rozmawiali sporo czasu o tym co się wydarzyło wczoraj, Todd nie rozumiał dlaczego tak naprawdę Turpin był aż tak bezlitosny w swoich działaniach. Czasem mężczyzna wyłączał się z rozmowy i zastanawiał co teraz sądzi o nim jego własna córka? Nienawidzi go? Jest aż tak zdesperowana przez Bernarda, że wierzy mu we wszystko co ten człowiek powie? Czy jest coś co sprawia, że jednak jest inaczej? Czy Bernard przekabacił zonę na swoją stronę, by Johanna nie dowiedziała się prawdy? A co na to Berta? A może w ogóle po tym wieczorze kłamstw, nie rozmawiają, choć każdy myśli sobie? Chyba nie. Widział jak Johanna była niedaleko, gdyby wierzyła, że to brednie, może przyszłaby do nich powiedzieć choć słowo, a tak jednak się nie stało. Todd czuł się zagubiony, niczym jak bezbronne dziecko, choć starał się być silny i nie okazywać tego, że tak naprawdę zabolało go to co wczoraj miało miejsce. Czuł się i był upokorzony przez Turpina, wolał pozostawać nawet w sklepie niż wychodzić, jakby potem na ulicy miałby spotkać kogoś, kto uwierzył w te brednie. Poza tym nawet nie wiedział, że to co się stało wczoraj dosięgnęło jeszcze okolice? Miasto? Nie znał tych ludzi z przyjęcia. Charlotte wydawała się kobietą zaufaną, ale wolał trzymać z nią dystans, może nie do końca była uczciwa i chciała od nich coś wywęszyć? Wolał trzymać się z boku i za wiele nie mówić. Poco? Nie chciał psuć sobie bardziej opinii, która i tak była już dość mocno zszargana.
- Sweeney..? Jesteś tu z nami? Kochanie..? – Nellie z Charlotte patrzyły na Todd’a, który był nieco zamyślony i dopiero, gdy Nellie dotknęła jego ramienia i posłała delikatny uśmiech. A gdy mężczyzna na nią spojrzał widziała w jego oczach smutek i domyślała się, że sytuacja z wczoraj bardzo go uraziła. Bo niby kogo by to oszczerstwo nie uraziło? Mężczyzna przytaknął lekko głową, a Nellie by Sweeney poczuł się wśród nich dobrze odparła dotykając jego czoła.
- Sweeney, może się położysz hm..? Osłabiony jesteś.. ja niebawem zrobię coś do jedzenia i Ci przyniosę ciepłego.. hm..? – Nim mężczyzna się odezwał to Charlotte zaraz odparła jakby w pośpiechu.
- Och ja zaraz będę uciekać, proszę się nie martwić. Sweeney, Nellie ma rację odpocznij. Ja już będę właściwie szła. Dziękuję bardzo za gościnę, zapraszam do siebie.. och tak spiszę zaraz adres! – Kobieta ze swojej torby wyjęła zaraz notes i zapisała w nim adres swojego domu, wyrwała kartkę i podała Nellie uśmiechając się. – Jeśli macie życzenie to zapraszam.. Byłabym jednak wdzięczna byście podeszli do mnie do sklepu i powiedzieli kiedy możecie do nas wpaść.. na kolację. Byłoby miło, przyrządziłabym coś dobrego, może indyka? Kaczkę nie każdy lubi, hm..? – Sweeney spojrzał na Charlotte i zajrzał na adres napisany na kartce wiedział mniej więcej, gdzie to jest.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo za zaproszenie. Na pewno skorzystamy. Oczywiście, uprzedzimy o wizycie, by nie było z dnia na dzień.. Prawda Nellie..? Indyk? Ja nie mam nic przeciwko.. Kaczka, no faktycznie, ja za nią nie przepadam.. Wolę indyka, kurczaka. – Uśmiechnął się delikatnie, a Charlotte przytaknęła, Nellie zaraz także się odezwała.
- Jeśli Sweeney lepiej się poczuje na pewno uprzedzimy o naszej wizycie. Ale nie musisz Charlotte już uciekać.. Och z mięsem różnie bywa.. Sweeney nie lubi słodkiego nadzienia kaczki.. – Charlotte powoli wstała ze swojego miejsca, więc i Sweeney to zrobił i zaraz Nellie. Nellie jeszcze podeszła zaraz szybko za ladę powiedziała nieco bardziej ochoczo.
- Skoro już od nas uciekasz, pozwól że spakuje co nieco do domu i dla Twojego męża, hm..? Nie jest zbyt słodkie. Dam też paszteciki, moją specjalność! – Kobieta uśmiechnęła się szczerze, była wdzięczna bardzo, a poza tym była szczera w swoich zamiarach, choć oni niekoniecznie musieli w to wierzyć. Sweeney nie miał pewność, nie ufał nikomu, a dziś nie za bardzo dopisywał mu humor, może z początku tak, ale kiedy ujrzał swoją córkę, jak takim żalem spojrzała na sklep Nellie było mu jeszcze bardziej przykro. Nellie zaraz spakowała co nieco dla Charlotte i jej męża, pożegnali się niebawem i dziękowali sobie, Charlotte za podarek jedzenia, jak i ugoszczenie jej w sklepie, a Nellie ze Sweeney’em za zaproszenie. Aż pożegnali kobietę i wypuścili ją ze sklepu. Po czym zostali sami i mężczyzna zamykał drzwi na zamek, a nieco niżej na klucz.
- Nie uważasz, że może ta Charlotte ma jakiś cel w tym spoufalaniu się z nami, takiemu.. poznaniu, zapraszaniu… Znamy ją, jej męża od wczoraj. On nie wygląda na kogoś kto by się aż tak z nami bratał. Może pozory mylą, ale może to wymysł Turpina, by nas sprawdzić, jak bardzo jesteśmy mu przeciwni, albo jak tu się nas pozbyć.. Może przez to sprawdza moją reakcję po wczorajszym..? Mam ochotę go rozszarpać po tym co powiedział.. Gdyby nie było tak ludzi, ten nóż miałby w gardle.. Ale jeśli kiedyś pokonam go i będę miał okazję się pozbyć, zrobię to.. ale bez świadków… - Sweeney patrzył przez okno na ulice, gdzie już było dość ciemno i paliły się latarnie, powoli też zasunął zasłonkę i spojrzał na Nellie kiedy powoli sprzątała ze stolików już i na chwilę przerwała swoją pracę by wysłuchać mężczyzny.
- Sweeney… A czy mieliby tak duzo czasu na porozumienie się..? Poza tym myślisz, że to wszystko było ukartowane? Ja bym nie chciała brać w tym udziału.. Poza tym czy to naprawdę takie złe, że ktoś chce z nami się poznać? Sweeney… nie czuję poprzez moją kobiecą intuicję, że to jakiś podstęp. Uwierz, że nigdy mnie to nie zwiodło… Dlatego kiedy lepiej się poczujesz, pójdziemy do nich i zobaczymy. Wiem, że źle się czujesz nie tylko fizycznie, ale i psychicznie i teraz wszystko co dzieje się w koło nas jest dziwne.. podejrzliwe, ale Sweeney, taka wariacja, nie pomaga w niczym.. – Nellie podchodziła powoli do Sweeney’a, gdy ten ruszył akurat do salonu kobiety i odparł kiedy za nim weszła, a on przysiadł w fotelu.
- Nie wiem. Nie wiem. Ja ludziom nie ufam. Moja intuicja tak nie działa jak Twoja. A może jej nie ma, nieważne. Byle tylko ten Bedford, nie miał się ze mną na bakier, bo nie będę tam siedział z przymusu… Nie pomaga w niczym moja „wariacja”? Ja nie zwariowałem, ale nie spoufalaj się tak z ta kobietą. Ile ją znasz? Parę godzin? Uważasz, to za co? Za przyjaźń? Za to, że z Charlotte odbierasz na tych samych falach? Bo co? Bo prowadzicie podobny interes? Powtarzam, że znamy ich od wczorajszego wieczora. Ją i jej męża. A rozmawiasz z nią jakbyś ją znała przynajmniej rok. Nie czujesz tego, że w jakiś sposób to Twoja rywalka na rynku gospodarczym? – Sweeney poczuł złość na słowa Nellie nie rozumiał dlaczego tak bardzo była pewna tej sytuacji. Kobieta zaraz westchnęła i przysiadła na kanapie bliżej Sweeney’a i pogładziła go po dłoni, którą trzymał na podłokietniku fotela. Pani Lovett zmarszczyła czoło na słowa Sweeney’a i zastanawiała się nad nimi chwilę, zaś Sweeney zaraz zabrał ze stołu puste filiżanki i przeprosił kobietę, ale zaniósł naczynia do kuchni. Pani Lovett prychnęła na słowa Sweeney’a i poszła zaraz za nim, kiedy nieco sprzątać zaczął w kuchni.
- Popadasz w paranoje… Och Sweeney, a co oni nam mogą zrobić? Zabić nas czekoladą ze sklepu Charlotte, blokiem czekoladowym? Czekoladkami? Zastanów się mój drogi.. Nie powiem, żebym narzekała, na taką znajomość, rozpoczętą.. Poza tym Kochanie.. spójrz na mnie i przestań sprzątać.. – Todd spojrzał na Panią Lovett opierając się o blat dłonią, a kobieta podeszła do niego i pogładziła go po jego kamizelce w okolicach jego klatki piersiowej i splotu słonecznego. – Słonko… Charlotte, może i masz rację, że jest rywalką, ale zauważ, że ona ma bardziej „Pijalnie czekolady”, ciasta gdzie zawsze znajdziesz we wszystkim czekoladę… och pójdziemy tam jutro to zobaczysz. Nie stresuj się. Nikt nam niczego nie zepsuje i Ciebie już o nic nie osądzi… Ja wiem, jak się czujesz.. No dobrze może nie do końca, ale Sweeney.. Nie zgwałciłeś Berty, nie możesz czuć się winny za to oszczerstwo, ja wiem, że przecież to nie miało miejsca. Poza tym Johanna, gdyby chciała to wyjaśnić to by tu przyszła.. Założę się, że jest już dobrze „urobiona” przez Bernarda, by nic nie mogło zmienić jej zdanie. A pewnie sądzi, że zrobiłeś to jakiś czas temu, a ja to wybaczyłam.. ta niecną zdradę, bo może wtedy nie byliśmy ze sobą w takim.. hm.. w takiej zażyłości, jak teraz? Na pewno tak jest. Ale nie możemy oszaleć z tego powodu. Ignoruj innych, ja jestem z Tobą. Dobrze wiemy, co Turpin zrobił Tobie, Twojej rodzinie.. i trzymajmy się prawdy, prawdziwej, nie kłamstw. A mnie nikt nie skrzywdzi. – Nellie spojrzała na Sweeney’a i powoli przytuliła się do niego. Nie chciała by się denerwował, poza tym widziała, że potrzebował odpoczynku, a tylko cały dzień martwił się o to co pomyślała o nim jego córka. Sweeney pogładził plecy Nellie i cicho westchnął całując lekko jej skroń i odparł do niej przy uchu.
- Po prostu nie rozumiem tego, od wczoraj, Ty znalazłaś sobie znajomą… ja zostałem gwałcicielem.. także mnie to po prostu zastanawia wszystko. A do tego na pewno moja córka nie chce mnie znać i pewnie myśli, że jesteś ze mną w zmowie.. Albo..! Tak przyszło mi do głowy, że pewnie myśli, że to my jesteśmy źli, „nie lubimy” Turpina i tak z jakiegoś złości przeleciałem jego żonę… Bo mnie aresztował, pamiętasz? Za jakieś zabójstwo to było… Nie wiem czy wtedy Johanna o tym miała pojęcie, ale Turpin może jej powiedzieć, właśnie to! .. że nie był pewny, czy ja coś zrobiłem, ale miał podejrzenia.. i mnie aresztował, a ja z zemsty po wyjściu z aresztu, poszedłem do jego żony… omamiłem ja, albo zmusiłem do.. no powiedzmy to grzeczniej, ale do rzeczy nieczystej..? Beznadziejnie to brzmi.. ale tak to wygląda. Chyba, że wymyślił coś innego...

czwartek, 14 stycznia 2016

Alan Rickman. Pamięć i wspomnienie.

Witajcie i wybaczcie, że przerywam posty, ale jakoś nie potrafię nie wspomnieć tu o kimś, kto powiedziałbym jest częścią tego co tu tworzę. Otóż jak pewnie większość z was, czytających mój blog i lubiących historię Sweeney'a Todd'a, czy film w reżyserii Tim'a Burtona, wie że dziś 14.01.2016 roku zmarł Alan Rickman. Niezastąpiony i jedyny w swoim rodzaju aktor wszech czasów. Część tego bloga, aktor, który grał bezwzględnego sędziego Turpina. Mimo, że go tutaj tak wszyscy nie lubimy, prawda? Przecież wyrządził tyle zła, to i tak dobrze wiemy, i ja wiem, że to tylko postać, którą zagrał Alan Rickman i nikt inny by go nie zastąpił, nikt. Dlatego dziś wspominam tu o nim i gdyby się dało to dedykowałbym mu ten blog, gdyby tylko mógł go przeczytać, choćby tłumacze musieli mu to odtworzyć po angielsku.
Aktor, reżyser, scenarzysta, jeden z ulubieńców Wielkiej Brytanii zmarł w wieku 69 lat. Jak poinformowała rodzina aktora, Rickman przegrał walkę z rakiem.
Pierwszą prestiżową nagrodę BAFTA przyniosła mu rola szeryfa z Nottingham w "Robin Hoodzie: Księciu Złodziei". Później zdobył tę nagrodę jeszcze dwukrotnie: za najlepszą rolę drugoplanową w filmie "Rozważna i romantyczna" w 1996 r., a następnie, w tej samej kategorii, za rolę w filmie "Michael Collins" w 1997 r. W 1996 r. postanowił też spróbować swoich sił po drugiej stronie kamery. Napisał scenariusz do filmu, który sam wyreżyserował. Film "Zimowy gość" przyniósł Rickmanowi nagrody na festiwalach filmowych w Wenecji i Chicago. Rok później, w 1997 r., za tytułową rolę w produkcji "Rasputin" został uhonorowany Złotym Globem. Alan Rickman miał na swoim koncie m.in. nagrodę Emmy, Złotego Satelitę i nagrodę specjalną Camerimage im. Krzysztofa Kieślowskiego. Nie tylko "Harry Potter" Widzowie mogli zobaczyć go także w filmach: "Pachnidło: Historia mordercy", "To właśnie miłość", "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street", "Szklana pułapka". Jego ostatnią rolą była postać generała porucznika Franka Bensona w produkcji "Eye in the sky". U jego boku wystąpiła Helen Mirren. Sławę wśród młodszej widowni przyniosła mu rola Severusa Snape'a, nauczyciela eliksirów w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart w cyklu superprodukcji o przygodach czarodzieja Harry'ego Pottera.
W każdym razie czyż nie był to genialny aktor? Jeśli chcecie zostawić komentarz, notkę, jakieś swoje własne przemyślenia, to bardzo zapraszam. Wszystko czytam co piszecie, nawet jak na coś nie odpowiadam. A na koniec moi drodzy, wznieśmy... Różdżki w górę!

środa, 13 stycznia 2016

Part 291.

Charlotte spojrzała na Sweeney’a i pogładziła go po ramieniu pobłażliwie, po czym odezwała się spokojnym tonem głosu. Zresztą podobał się jej Todd więc, nie mogła zachować się inaczej, ale też nie chciała go wcale odbijać Pani Lovett, a poza tym sama była mężatką i nie zrobiłaby czegoś wbrew temu jakie śluby składała w kościele.
- Panie Todd… a właściwie mogę mówić… Sweeney? Jestem Charlotte… Byłoby mi tak łatwiej… Nie musimy być aż tacy oficjalni.. rozumiem, że wczoraj pierwszy raz się widzieliśmy i poznaliśmy, ale jestem prosta.. nie lubię tego arystokratycznego podejścia do życia i picia z uniesionym małym paluszkiem.- Sweeney uniósł jedną brew przyglądając się jej i delikatnie przytaknął głową, a Nellie po chwili przyniosła do stolika talerzyk pełen słodkości do spróbowania plus filiżanka herbaty.
- Dobrze, zatem miło mi Cię poznać Charlotte.. Cóż… nie wszystko co jest dla „wyższych sfer” jest gustowne.. chyba.. – Uśmiechnął się delikatnie, a zaraz obok niego pojawiła się Nellie i kiedy po chwili wyszedł ostatni klient. Kobieta podeszła do drzwi wejściowych do sklepu i postanowiła zamknąć sklep na dziś by nikt im nie przeszkadzał. Utarg dziś miała naprawdę dobry, a poza tym mało już ludzi zaglądało do jej sklepu o tej wieczornej porze. Po chwili więc przewiesiła tabliczkę z „Otwarte” na „Zamknięte” wtedy też widziała, jak Johanna wychodziła z piekarni z Charles’em i spojrzała w kierunku Pani Lovett, na której twarzy robiło się nieco zawiedzione spojrzenie, a po chwili z lekko spuszczoną głową zasunęła zasłonkę sklepową by nikt nie zaglądał im do sklepu i zaraz udała się do Sweeney’a i do ich gościa.
- Spróbuj Kochana moich wypieków. Zamknęłam już sklep, by nam nikt nie przeszkadzał…za to mamy czas dla siebie. – W trójkę siedzieli przy stoliku, Johanna spoglądała na sklep Pani Lovett, do czasu, aż Sweeney przeciągnął zasłonkę, by już nikt nie mógł nic zobaczyć co robią w sklepie. Johanna westchnęła, czuła jakąś dziwną pustkę w sobie, sama nie wiedziała czemu, bo jeśli nawet Sweeney zrobił coś złego, czemu ją to tak ujmowało? Bo mu wcześniej ufała, a teraz czuła się zawiedziona? Zaraz z jej zamyśleń wyrwał ją Charles, gdy pociągnął ją poprzez ulice w kierunku domu i zaczął o czymś mówić.
W sklepie Pani Lovett panowała miła atmosfera przy rozmowach, przede wszystkim rozmawiały kobiety ze sobą o wypiekach, o czekoladach, babeczkach, ciastach, bułeczkach i nie tylko. Sweeney obierał zaś ze skorupek orzeszki i jadł. Choć Nellie mu w którejś chwili zabrała miseczkę i odparła przy jego uchu.
- Kochanie.. przestań już… chcesz to zrobię Ci coś do jedzenia, ale nie męcz tak chorej ręki.. – Todd spojrzał na Nellie i wzruszył ramionami, a zaraz uśmiechnął się do ich gościa i zabrał głos. – A Pani.. znaczy Twój mąż, pewnie przepada za tymi wszystkimi słodkimi potrawami, jak mogę to tak nazwać..? – Charlotte upiła łyk herbaty z filiżanki i za moment odpowiedziała.
- To prawda, mógłby jeść je bez przerwy, ale niestety nie może jeść zbyt wiele .. nabawił się wrzodów.. a cukier to też kwasy, więc dużo mu jeść tego nie wolno, bo wtedy nie najlepiej się czuje. Lecz jak to mężczyzna, nie zawsze o to dba, a ja nie zawsze go z tym przytemperuje, a to brzuszysko rośnie i rośnie.. Och.. A tak naprawdę ma to chyba po swoim ojcu, czy dziadku, którzy też byli tacy rośli… Szkoda, że to nie mięśnie a tłuszcz.. Hehe. No ale kiedy za niego wychodziłam nie był taki otyły. Ale kocham go, jest czasami upierdliwy, ale nie zamieniłabym go na nikogo innego. Na pewno ma w sobie więcej uczuć ciepła, w ogóle je ma, niż ten zarozumiały sędzia Turpin.. Bernard, nigdy nie był prawdziwy w tym co robił.. Mój ojciec zna go od małego… Bernard, zawsze był człowiekiem, który miał w sobie władze, lubił rządzić, podobno nawet jako dziecko. Kiedy grał, nigdy nie był spontaniczny, tylko obierał jakąś strategię by ograć przyjaciół. Słyszała z opowieści.. że ukradł koledze skarbonkę z pieniędzmi, rozbił ją, zabrał pieniądze, a skarbonkę mu podłożył do szuflady biurka, czy pod łóżko.. Gdzie potem oberwał za to młodszy brat tego malca, choć zupełnie nic nie zrobił… Dzieci są dla siebie podłe, to fakt.. Ale nie sądziłam, że aż tak. – Zamyśliła się na moment, a zaraz próbowała babeczki, jaką przygotowała Pani Lovett, choć żeby kobiecie nie było jakoś w niesmak, że sama je, oni także się do tego przyłączyli, kiedy Nellie jeszcze przyniosła talerzyk z kokosankami.
- Turpin jest nieobliczalny, to się nie zmieni… Będę szczęśliwy jak coś wydarzy się i kiedyś nadejdzie dzień, że nie będziemy musieli go znosić.. Prawda? Byle tylko na jego miejsce nie wskoczył taki sam mądrala.. ale kto to wie? Nikt, ale też nie powiem, że taka wola jest nieba i z nią się zgadzać trzeba, bo nie sądzę, by tu Bóg miał coś do powiedzenia w tej sprawie… - Sweeney przeprosił na chwilę Panie i wstał od stolika, a zaraz poszedł do kuchni, obie Panie za nim nieco spojrzały. Charlotte zgadzała się z obojgiem, no i teraz z ta wypowiedzią Sweeney’a, czuła że byli jak jej bratnie dusze, które chciały nieco zmienić ten świat tym bardziej odmienić go z takich ludzi jak Bernard Turpin.
- Co do wypowiedzi Sweeney’a to zgadzam się w stu procentach… Och tyle ludzi mogłoby zając jego miejsca, mam na myśli Turpina, i mogłoby być nam w tym mieście lepiej.. a do tego naprawdę nie znoszę tego obleśnego grubasa, z którym się prowadza.. Byłam zdziwiona, że nie był wczoraj na tym przyjęciu… A tak poza tymi dwiema.. ehm.. mendami.. muszę przyznać, że same pyszności pieczesz Kochana… Nie powinnam tyle jeść, bo ograniczam słodycze, szczerze nawet ich nie jadam, tylko próbuje to co muszę w sklepie, by klientom smakowało.. Wiesz jak to jest, próbujesz, by wiedzieć, czy innym zasmakuje. Prawda? – Kobieta uśmiechnęła się lekko do Nellie, która zaraz odezwała się zdejmując z siebie fartuszek, bo nie miała dziś zamiaru już nic pichcić, a przynajmniej niczego dla sklepu.
- Hm… prawda. Tak. Och też nie lubię tego Bamford’a, tak samo mu źle z oczu patrzy jak Turpin’owi… Ale niestety nie wybiera się osobników mieszkających wśród nas. Dobrze, że nie mamy go tu jako sąsiada, ani jednego, ani drugiego.. Och słodkości dodają chociaż szczyptę humoru do tego naszego smutnego życia i przecenionego sadzą i smołą w Londynie.. Gdzie się podział Sweeney…? Wczoraj trochę źle się czuł przez ranną dłoń… Więc martwię się, tym bardziej, że sama założyłam mu szwy… - Obie damy rozmawiały ze sobą, Sweeney w tym czasie zaparzał herbatę w kuchni i spoglądał przy okno na ulice, gdy zauważył swoją córkę, to go tam przyciągało, że nie potrafił się oderwać.
- My także nie mieszkamy blisko sędziego i tego drugiego, więc tym lepiej. Tak, słodycze to nasz taki mały pomocnik na smutki, dlatego ludzie lubią wchodzić do naszych sklepów.. właśnie dziś robiłam bloki czekoladowe.. Z waflami, herbatnikami, a jutro myślałam, jakby smakował z krakersami, byłby nieco słony, ale może nie byłoby to takie straszne, poza tym mój mąż na pewno by spróbował.. Dla niego robię mniej słodkie, wtedy słodycze bardziej sa przyswajalne pod jego chorobę. Hm.. Sweeney.. nie wiem, może poszedł odpocząć..? Po wczorajszym bym się nie dziwiła.. ale nie pracuje teraz prawda..? – Nellie ugryzła kawałek kokosanki i przełknęła, Charlotte po chwili zrobiła to samo.
- Tak, tak.. Jesteśmy jak recepta na złe samopoczucie i humor. Lepsze niż cyrk prawda? Na pewno będzie smaczny taki blok, kiedyś też robiłam.. dobre były.. tak. Ale jakoś niezbyt mnie zachęca schodzenie po słodkości do piwnicy, bo tam najzimniej.. Wolę mieć coś pod ręką, chociaż może zrobię.. To dbasz o swojego męża, to urocze. Kobiety bywają różne, a tym bardziej w gotowaniu, nie wszyscy potrafią się dla kogoś nawet i w tym poświęcić o to by słodycze były mniej słodkie niż powinny. Może tak.. Ale nie słyszałam, jakby szedł na górę.. Tak, siłą rzeczy nie mógł dziś pracować… Dlatego napisał kartkę, że zakład zamknięty przez najbliższy tydzień. – Po chwili wrócił Sweeney z taca, na której były napoje, zaparzył herbaty z miodem i cytryną, w końcu Charlotte kończyła już swój napój i robił się chłodny, zatem jeszcze jedna filiżaneczka czegoś na odporność zarazem nie zaszkodzi. Kobiety uśmiechnęły się na jego widok i na widok też napojów jakie przyniósł.
- Och Skarbie… przyniosłeś nam coś ciepłego, o miłe, dziękujemy bardzo. Usiądź, no chyba, że chcesz się położyć, to nie będziemy się zatrzymywać prawda Charlotte..? – Sweeney uśmiechnął się do kobiet i zaraz przysiadł przy stoliczku z nimi, a ich gość odezwał się.
- Tak, dziękujemy bardzo. Właśnie rozmawiałam z Nellie o tym, że robię teraz w sklepie, bloki czekoladowe.. i tak pomyślałam, że jeśli jutro nie macie nic pod wieczór do zrobienia.. możecie wpaść do mnie.. ale nie mówię, że do sklepu.. do domu także.. napiszę adres jeśli macie ochotę, a ze sklepu zabiorę jeden blok do domu.. No niestety, albo i stety nie wiem.. nie mam tak dobrze jak Ty Nellie, że mieszkam tam, gdzie pracuję. Na pewno to w jakiś sposób jest dobre, ale przyzwyczaiłam się do tego, że do pracy trzeba dojeżdżać powozem.. Choć i tak w okresie zimowym skróciłam sobie prace o godzinkę, w końcu jestem właścicielką. Wiem, może to troszeczkę takie samolubne, ale mnie samą przytrafiają dreszcze, gdy spoglądał na ta ciemność za oknem, kiedy nie minie jeszcze połowa dnia. Poza tym martwiłyśmy się o Ciebie Sweeney… wiesz? – Mężczyzna uniósł brew na kobietę i zaśmiał się pod nosem, biorąc kokosankę z talerzyka i odparł.
- A czemu? Znaczy to bardzo miłe.. ale jeszcze oddycham, czyli jest w porządku. Oj robiłem tylko herbatę i tak przyciągnął mnie widok za oknem.. nie to o czym obydwie zapewne myślicie, w każdym razie dobrze się czuje, dlatego bez obaw, to tylko dłoń.. Boli mnie, owszem, ale bez paniki.. Powtarzam, że to tylko dłoń, owszem straciłem wczoraj może troszkę więcej krwi niż powinno się to wydarzyć, ale nie musimy z tego robić tragedii.. Bardziej jednak boli mnie fakt, o co oskarżył mnie sędzia.. A raczej jakbym mógł zrobiłbym coś znacznie bardziej niedobrego..

wtorek, 12 stycznia 2016

Part 290.

Pani Lovett opatrywała dłoń Sweeney’a, pierw i tak starała się zatamować krwawienie, a gdy spojrzała na jego twarz czuła, że Todd zaraz jej tu na chwilę odleci. Stracił nieco krwi przez ostatnią można powiedzieć, że godzinę i nie podobało jej się to. Owinęła mocno rękę Todd’a ręcznikiem i poszła szybko do kuchni, a zaraz przyniosła wodę w szklance i leki które podawała mężczyźnie.
- Sweeney… ja wiem, że jesteś zmęczony, ale jeszcze troszeczkę, może jednak wezwać lekarza, hm..? A jak zrobię coś nie tak..? – Todd spojrzał na Nellie unosząc jedną brew gdy przełknął wodą niezbyt smaczny płyn, który podała mu kobieta i odparł.
- Nie Nellie.. zrób to sama, chce mieć to za sobą.. Nieco kręci mi się w głowie, chyba za dużo wypiłem.. Rwie mnie trochę ta ręka.. a sądziłem, ze w poniedziałek znów ruszę do pracy, to chyba jednak masz rację, że nie… - Kobieta pogłaskała policzek mężczyzny i zaraz znów zajmowała się jego dłonią, oczywiście doszło do szycia dłoni mężczyzny, ale na szczęście był zmęczony i nieco znieczulony, że nie czuł tego wszystkiego tak bardzo. Potem Nellie założyła na dłoń Sweeney’a opatrunek i owinęła mu rękę bandażem. A gdy siedział w fotelu z przymkniętymi oczami zaraz pochyliła się do niego i pocałowała go w czoło cicho szepcząc przy jego uchu.
- Sweeney… Skończyłam.. Potem dam Ci jeszcze lek byś nie czuł bólu przez noc.. ale teraz możesz się iść kąpać… jak będziesz mnie potrzebował zawołaj.. dobrze..? Staraj się nie zamoczyć tej dłoni… teraz przez parę dni powinna tak zostać zabandażowana. Ale jutro sprawdzę na wszelki wypadek, czy wszystko w porządku… Sweeney… A nie boli Cię brzuch..? Przecież i tam Cię uderzył.. – Todd spojrzał na kobietę już nieco śnięty, miał chęć najchętniej zasnąć tu w fotelu, jeszcze jakby miało opcje rozkładania byłoby zapewne wspaniale, ale nie dało się tak. Uniósł lekko jedną brew i zdrową dłonią przeczesał swoje włosy i odparł, zaraz po tym jak tylko ziewnął zakrywając usta dłonią.
- Dziękuję Ci.. który to już raz.. a do tego który to już raz, nie mogę pracować przez zranione ręce.. tym razem jedną.. na Boga.. to jakieś fatum… Dobrze. Hm.. dziś raczej nie będę odprawiał SPA w łazience. Brzuch? Nie? No tak uderzył, ale to mi przeszło.. jedyną satysfakcję jaką odnoszę z tego wszystkiego, to… to jak teraz Turpin zwija się z bólu… Mnie boli ręka, on jutro nie będzie mógł normalnie chodzić.. hehe.. – Sweeney przez chwilę zaśmiał się diabelsko, a Nellie spoglądała na niego jakby nieco rozkojarzona, ale zaraz pokręciła głową i zaśmiała się razem z nim.
- A co myślałaś o jego niecnej śmierci..? Mówiłaś, że sobie wyobraziłaś, jego klęskę..? Zdradzisz mi ją? – Sweeney pociągnął kobietę lekko za dłoń do siebie i Nellie zaraz przysiadła delikatnie na udach Sweeney’a przytulając się do jego klatki piersiowej i dotykała jego ramienia.
- Och nie ma za co. Ważne byś wyzdrowiał… Och mimo tego co się stało, humor bardzo Cię widzę nie opuścił, hm..? Och jaki jesteś okrutny, ale bardzo dobrze zrobiłeś… Och marzyłam o tym, że powóz wjechał na drogę przez którą przechodził Turpin i go potracił na tyle, że już nie było co ratować.. Czyż nie wyglądałoby to na wypadek? A Teraz Kochanie.. czas się kłaść spać… hm..? Musimy odpocząć… - Oboje jeszcze spędzili kilka chwil ze sobą, rozmawiając czy snując coś niedobrego, ale potem czas nadszedł na kąpiel, podczas której Sweeney poczuł przygnębienie, smutek, rozczarowanie siebie samego, zawód, który sprawił, że czuł się beznadziejnie. A wszystko teraz docierało do niego z potrójną siłą, że pewnie jego córka uwierzyła Turbinowi w jego słowa, o gwałcie. Ale gdyby tylko wiedziała, że to sędzia jest tak zepsuty zmieniałby o nim zdanie.
Ta noc nie należała do wspaniałych, Todd spał niespokojnie, Nellie czuła to, tym bardziej, gdy obudził się w nocy zlany potem jakby przyśnił mu się jakiś koszmar. A co działo się u Johanny i w jej umyśle? Johanna niestety siłą przekonania przez sędziego, w jego kłamstwa – uwierzyła, że Sweeney jest złym człowiekiem. Zaczynała nim gardzić, choć rozsądek podpowiadał jej sprzeczne myśli, z tym jaka była kłamliwa rzeczywistość jaką usłyszała od swojego przybranego wuja. Leżała na łóżku i zastanawiała się jakim trzeba być człowiekiem by dopuścić się gwałtu na kobiecie. A tej nocy też Turpin starał się wytłumaczyć Bercie kłamstwo jakie dziś wypowiedział. Kobieta nie mogła w to uwierzyć, że ją wmieszał w to wszystko. Oczywiście szantaż także miał miejsce, gdyż Berta miała brata Bena, który był złodziejaszkiem, który do teraz był na wolności. Zatem Turpin szantażował kobietę, że jeśli powie komuś prawdę, to jej brat trafi do więzienia na długie lata. Berta nie potrafiła sobie tego wyobrazić, że jej mąż zmuszał ją do kłamstwa, a przede wszystkim wobec Johanny, co było dla niej dziwne. Lecz nie miała wyjścia jak w razie co niestety skłamać. Sędzia oczywiście Bercie nakłamał o Sweeney’u jaki jest, kobieta nie do końca mu wierzyła, skoro już tak łgał na tego mężczyznę, to nie rozumiała co za tym szło? A już w ogóle nie miała pojęcia, że Sweeney jest ojcem Johanny.
(…)
Następne dni mijały zwyczajnym torem zdarzeń, no może poza wyjątkiem piętra Pana Todd’a, który jedynie przyjął od producentów konkursu, należną część nagrody w postaci olejków, pianek i innych kosmetyków, co wchodziło w zestaw nagrody do pieniędzy. Oczywiście radził sobie z przekładaniem tego towaru na półki, jak i zaglądał co tez były to za kosmetyki, no ale skoro jemu jakoś bak nie zniknął i zarost był miękki jeszcze bardziej, to znaczyło, że nie było to byle co.
Dalej oczywiście przeżywał przyjęcie u Turpina, co Nellie zauważyła po dwóch dniach, że Sweeney wpadł jakby w swój odwieczny nastrój wycofanego nieco człowieka, który już nie był tak bardzo rozmowny jak jeszcze dwa dni temu.
Godzina do zamknięcia sklepu, kiedy też ostatni klienci jeszcze przychodzili po ostatnie wypieki Pani Lovett. Todd siedział przy jednym stoliku i pił herbatę, ale zaraz wstał z filiżanką i odniósł ją do zlewu i powrócił za ladę do Nellie. Spojrzał na jeden duet przy stoliku, matka z dorosłą córka, wyobraził sobie przez chwile jakby była tu Johanna i z Lucy, a zaraz gdy jego wzrok przesunął się na okna, zauważył Johanne, która szła z Charlie’m i o czymś dyskutowała z nim. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną, a zaraz nieco spojrzała w stronę sklepu Pani Lovett, a chwilę później udała się do konkurencji po drugiej stronie ulicy. Nelle cicho westchnęła, bo domyślała się, że jednak jest gorzej niż sobie to wyobrażała. A Sweeney dojadł swojego rogalika wcześniej pozostawionego i odparł do Nellie.
- Widziałaś to co ja..? Moja córka już tu nie przyjdzie.. odkąd Turpin wszystkim w usta włożył tą swoją żabę z kłamstwem, mniej ludzi tu bywa.. Tylko co ma Twój sklep, do mnie..? Bo stoisz za mną? Do tego ten Charles… Ech… Coraz bardziej nie widzę w nim męża dla mojej córki.. kłócił się z nią o coś…  - Nellie obsługiwała właśnie jedną kobietę, gdy tak Todd szeptał do Pani Lovett i odezwała się zaraz wydając resztę kobiecie i życzyła jej smacznego.
- Tak. Nie wiem Sweeney czemu tu nie zajrzy, ale zapewne właśnie przez to, że uważa, że popieram ten … gwałt. A Charles, to trudny osobnik na to wygląda.. Nie wiem czy on na pewno jest taki zły, ale nie możemy pozwolić na to, by Johanna wyszła za niego, jeśli on ma wobec niej złe zamiary, choć znów zastanawia mnie fakt, że został ojcem i przecież z Twoją córką ma Tommy’ego.. Och Sweeney.. Odpocznij, nim ten ślub nastąpi, jeszcze dużo może się zmienić.. a jak wiesz, oni mają zamiar pobrać się latem.. – Mężczyzna przytaknął i na słowa kobiety i oparł się łokciami o blat spoglądając na przechodniów, ale przede wszystkim obserwował piekarnie po ukosie sklepu Pani Lovett. Westchnął, a wtedy pojawiła się Charlotte w wyjątkowo dobrym uśmiech, żona pana Redforda, która zawitała do nich pełna niczym blasku i słońca na twarzy.
- Och kogo moje oczy widzą… Nellie.. Wybaczysz, przejdziemy na „Ty” już nie mogłam się doczekać, by was odwiedzić.. Panie Todd.. witam.. Zamknęłam dzisiaj sklep szybciej, by jeszcze zdążyć do was przyjść nim zamkniecie. Na pewno na wieczór macie jakieś plany, a ja nie chciałabym przeszkadzać.. – Kobieta Zbliżyła się do lady i zaraz przywitała się z obojgiem, tak naprawdę miała gdzieś wywód wczorajszy Turpina, bo mu w nic nie wierzyła, więc widziała, że kłamał jak w wielu sprawach.
- Witamy.. Och dobrze, w takim razie Charlotte.. może skosztujesz czegoś dobrego z mojego sklepu… Tylko nie mów, że będziemy się prześcigać na słodycze, która co lepsze piecze..  –Zaśmiała się i kobieta zaraz przysiadła przy jednym stoliczku, gdzie podprowadził ją Todd i pocałował kobietę w dłoń na powitanie. A ona pogłaskała go po rannej dłoni i odparła.
- Chętnie, och oczywiście że nie, poza tym trochę nasze sklepy się od siebie różnią.. i tak czuje że codziennie pachnę cała czekoladą hehe.. Macie tu bardzo przytulnie.. A pana dłoń Panie Todd, nie zapytam czy lepiej, bo od wczoraj na pewno nie czuje się Pan wspaniale..?... ale ważne, że już po tym.. echem.. cyrku.. Tak szczerze, będę z wami szczera.. ale ja w nic nie ufam temu człowiekowi.. zresztą mój mąż to samo.. Połowa „znajomych” sędziego gra na ładne oczy, a myśli co innego, a towarzystwie przytakuje.. No dobrze, ja nie, bo nie lubię jakiś podłych oszczerstw.. a i tak dobrze wiemy, gdzie Turpin chodzi i co robi własnej żonie.. – Todd przytaknął kobiecie, Nellie zaraz szykowała coś dobrego na talerzyk dla ich gościa, kawałeczek jednego ciasta, drugiego, babeczkę, no i oczywiście herbatę, bo kobieta jak wczoraj rozmawiała z Nellie mówiła, że po południu kawa, to już zabójstwo, co było poniekąd prawdą.
- No właśnie tak jest.. Nie jest wspaniale, ale ręki mi nie urwało hehe.. Hm.. cóż, prawda jest taka, że Turpin zrobi wszystko by zawsze wyjść na powierzchnie. A ja nic nie zrobiłem Bercie, tak naprawdę nie znam za bardzo tej kobiety… Zresztą może spróbuje Pani, czegoś pysznego wyrobu Nellie.. ja tu tylko robię póki co za gorsze tło hehe..

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.