SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 3 stycznia 2016

Part 285.

Pan Redford był niemal oczarowany Panią Lovett podobała mu się, mimo że miał żonę, jak i też starał się nie zwracać na jej zazdrosne spojrzenia. Może jej mąż nie był specjalnie jakoś pociągający, przystojny, ale za to był bogaty i to żonę Redforda denerwowało, że była przy jej „Portfelu” inna kobieta. Sama znów zalotnie spoglądała na Sweeney’a on się jej podobał, no choć wiedziała, że bogaty nie jest i pieniądze z wygranej konkursu na długo by nie starczyły, ale wizualnie lubiła takich mężczyzn jak on, takich skrytych, zamkniętych w sobie i tajemniczych. Mimo to, kiedy ona chciała podejść do Todd’a tak zaraz Turpin porwał ja do tańca, a Todd’a zabrała na parkiet jego córka i zaczęli tańczyć wolny taniec.
Nellie zerknęła na Todd’a, kiedy blisko miał swoją córkę i spoglądał na nią podczas tańca. Nellie słuchała Redford’a co do niej mówił i lekko zaczął koło na jej biodrze, jakby chciał z nią co najmniej romansować i przenieść się niebawem do pustego pokoju na coś iście zdradliwego i podłego względem swojej materialnej żony.
- Zatem ma Pani piekarnie, cukiernie.. w jednym, to na pewno ciągnie mężczyzn, którzy lubią poczuć w ustach trochę słodyczy hm..? Co z tego słyszałem, mieszka Pani z Panem Todd’em.. ale on nie wygląda na kogoś kto lubi słodycze, dość szczupły jest. Chyba Pani jeszcze nie trafiła w jego podniebienie hehe.. Ale ja bym chętnie czegoś skosztował.. na przykład z truskawką… taką jedną na jakieś soczystej, pysznej babeczce, jak Pani hehe… - Zaśmiał się pod nosem i obrócił Nellie w koło poprzez taniec, że aż opadła na jego ramię na koniec, bo tak ją pociągnął na sam koniec. Aż kobietą to wstrząsnęło, choć nic nie powiedziała, to za chwilę wyczuła spojrzenie dwóch gałek ocznych w swój dekolt i za chrząkała odzywając się, jak i poprawiła szal, który miała na ramionach i nieco się nim okryła.
- Och Panie Redford… Czy ja wiem.. Myślę, że nie ma na to określonego przepisu, kto kupuje u mnie wypieki… Hm.. tak, tak. Pan Todd lubi słodycze, ale nie jest wielkim łasuchem, ma swoje ulubione słodycze jak każdy, ale jego sylwetka jest odpowiednia… Ma szybką przemianę materii. Hm… Czy nie trafiłam w jego podniebienie..? Może nie do końca, ale trafiłam w jego serce, to mnie najbardziej cieszy. Hm.. jeśli ma Pan ochotę na coś z truskawką to zapraszam do mojej piekarni, na pewno coś się znajdzie.. choć teraz mam tylko importowane truskawki, ze sztucznej hodowli, niestety to nie ta pora by rosły naturalnie ich okres, przekwitł już… - Kobieta miła mu o truskawkach i nie tylko, rozmawiali ze sobą, mimo podchodów Redford’a Nellie potrafiła wybrnąć z tego co stawało się dla niej kłopotliwą sytuacją. A w tym samym czasie kiedy tańczył Todd z Johanną, także toczyła się pomiędzy nimi rozmowa, a nie martwa cisza.
- Cieszy mnie, że Państwo przyszliście, to dużo dla mnie znaczy, ja wiem.. że mój.. mój ojczym nie jest zbyt lubiany wśród mieszkańców, ze względu na to jaką funkcję pełni, ale każdy z nas jest człowiekiem, prawda..? Każdy potrzebuje jakiejś odmiany, poczucia tego, że jest się ważnym… Ja sama żałuję, że nie mogłam poznać swoich rodziców.. lecz tego nie zmienię… Cieszę się, że mam chociaż ojczyma.. i macochę… Ale dobrze wszystko Panie Todd..? – Sweeney słuchał kobiety tańcząc z nią ten wolny taniec, lecz nie wszystkie jej słowa go cieszyły. Tym bardziej jak żal jej było Turpina, co najmniej jakby znajomych nie miał, a tym bardziej tych grubych bogaczy. Przywykł już do wizji, że Johanna, miała zakodowane w głowie to, że jej rodzice nie żyją. Czyli choćby on, bo matka Johanny niestety nie żyła. Sweeney jednak ciągle zastanawiał się, gdzie podziała się zona Turpina, bo jeszcze jej na przyjęciu nie widział.
- Hm.. co prawda to prawda. Tak, ale nie każdy ma czyjeś życie w garści, jak to bywa z Sędzią Turpinem, gdy los czyjś jest w jego rękach. Rozumiem.. Przykro mi, ale może nie wszystko jest takie pewne, przecież Pani niw widziała grobów rodziców, to skąd pewność, że nie żyją? A przynajmniej jedno z nich..? Tak.. tak, wszystko dobrze.. Ale zastanawiam się co stało się z Panią Turpin..? Nie widziałem jej w ogóle… - Todd spoglądał na swoją córkę obejmując ją w tańcu, na chwilę nawet przymknął powieki, kiedy mógł czuć jej zapach, jej włosów, czuć przy sobie jej obecność, kiedy ostatnio miał ją w ramionach była malutkim niemowlęciem.
- Dokładnie tak jest.. – Johanna na chwilę zastanowiła się, po za tym potrzebowała chwili wytchnienia, przez co starała się zrozumieć, a raczej samą siebie, jak to jest, że przy Tondzie czuła się bezpiecznie, tym bardziej teraz, gdy trzymał dłonie na jej biodrach i przylgnęła nieco do jego ciała. – Ma Pan rację, tak.. zgadzam się z tym.. Tak nie widziałam grobów… wiem to od ojczyma, ale chyba nie miałby powodu, by ukrywać przede mną coś takiego.. prawda.? Przynajmniej nie wygląda mi na kogoś kto robiłby coś tak okrutnego, a poza tym dlaczego? Przecież to, że dajmy na to żyje ktoś z mojej rodziny chyba w niczym nie przeszkadza bym mogła to wiedzieć.. Ach Berta…? Hm.. dzisiaj najlepiej się nie czuje.. ale miała niebawem zejść, także może już niebawem się to sprawdzi.. Bolała ją głowa, czasem łapią ją migreny.. Dlatego przyjęcie dziś nie było bardzo dla niej odpowiednie, ale mimo to na pewno jeszcze zejdzie do nas… Proszę się o to nie martwić. – Johanna uśmiechnęła się do Sweeney’a, dalej tańczyli i rozmawiali, choć starali się oboje trzymać bardziej neutralnych tematów. Niebawem też faktycznie przywitała wszystkich Berta, żona Turpina. Ślubu nie mieli, ale każdy praktycznie myślał, że tak. A Berta kochała sędziego, ale nigdy nie podejrzewała go o romanse z innymi kobietami, a prawdą było to, ze Turpin lubił się zabawić, wysoko płacąc za każdą przyjemność, albo traktując kobiety tak jak potraktował żonę Sweeney’a. Ale przede wszystkim korzystał nie raz z londyńskich burdeli, oczywiście nikt nie mógł pisnąć słówka, że go tu widział, ale i tak miasto wiedziało swoje, te mury widziały już nie jedną sytuacje, nie jedno wydarzenie, czy to historyczne, czy nie i gdyby mury miały serce, pękłyby już dawno, niż trwało to z powodu starości tego imperium Anglii.
Po jakimś krótkim czasie Sweeney porwał z rąk Redforda Nellie i oboje spojrzeli sobie w oczy, zaraz Nellie ucałowała policzek mężczyzny i szepnęła mu przy uchu.
- Dalej jest tak źle, że tu przyszliśmy hm..? Brzuszek nieco najedzony… Nie masz aż tak niezadowolonej miny jak wcześniej, choć widzę, że coś Cię trapi… Czy się mylę..? Sweeney..? W końcu mam chwilę z Tobą.. Och.. ten mężczyzna.. widzisz go, ten w czerwonej kamizelce… Jeszcze troszkę, a chyba potrzebowałabym Twojej pomocy… Och bogatym w głowie tylko jedno.. choć na Ciebie głodnie i kąsająco wręcz patrzy żona tego grubaska.. – Nellie uśmiechnęła się i wtuliła się w ciało mężczyzny tym bardziej, że w tle słyszeli kolejną wolną piosenkę. Sweeney pocałował lekko kobietę za uchem i odparł do niej obserwując nieco gości.
- Hm.. Nellie, jeszcze nie wyszliśmy, a ja bym się tak bardzo nie cieszył. Może pierwsze nerwy gdzieś sobie poszły… Nie wiem, ten Charles.. narzeczony Johanny, wydał mi się dziś dziwny… Kolejną ma pracę, nie umie utrzymać jednej.. stwierdził, że wcześniej jego pracodawca zmarł, a teraz pracuje jako zastępca dyrektora w fabryce win… Poza tym planują mieszkać pod Londynem.. czyli zabierze mi córkę.. a ja co mam zrobić? Pojechać tam..? Gdziekolwiek to jest.. i co.. przypadkiem odnaleźć to mieszkanie..? – A kiedy Nellie mówiła o mężczyźnie w czerwonej kamizelce Sweeney zerknął na niego dyskretnie i powrócił spojrzeniem na Nellie. – Widzę masz powodzenie… Hm… chciał skorzystać z chwili rozproszenia i zabrać Cię na tak zwaną stronę..? Hm.. i tak byś się mu nie dała.. żona..? Niestety nie ucieszyłby ją mój budżet, a ona właśnie ku temu jest z tym grubasem… - Nellie zmarszczyła czoło na słowa mężczyzny, aż ją to zdziwiło, że Sweeney czuł niepewność oddawania, a raczej pozwalania na to by jego córka wychodziła za Charles’a, no ale w świetle tego paskudnego prawa, nie miał prawa wtrącać się w to. A może po prostu mylił się? Może to wszystko było prawdą? Może Charles miał po prostu pecha. Nie wiem, ale to jest dziwne… Oni wszyscy wydają mi się dziwni. – Sweeney wzruszył ramionami i spojrzał na Nellie, która zaraz pogładziła go czule po policzku i zerknęła w stronę Turpina, kiedy właśnie im się przyglądał stojąc z kieliszkiem z drugiej strony salonu.
- Hm… Sweeney może po prostu za dużo dziś informacji i dlatego jesteś tym taki zakłopotany hm..? Może aż tak nie jest, poza tym co Charlie miałby robić? Jakieś nielegalne rzeczy..? Wątpię, nie wygląda na takiego. – Sweeney zaprzeczył i odezwał się znów do Pani Lovett przy jej uchu.
- Turpin też nie wygląda na pierwszy rzut oka na kogoś wrednego, a jednak taki jest.. Poza tym może sam do końca nie wie jaki jest Charles.. hm..? A zmieniając temat, czy mi się wydaje, czy połowa gości jest już na gazie.. hm..? Ten z którym tańczyłaś, myślałem, że zaraz usiądzie na tej kobiecie co ma taki dziwny rechoczący śmiech… Nellie mam prośbę.. Zatańcz z Charlie’m i podpytaj się go nieco o jego życie z Johanną.. o Tommy’ego.. Może ja mam już na wszystko tu złą aurę, ale jeśli nie tylko ja to widzę, to coś jest na rzeczy, prawda..? Spróbuj.. kto by Ci odmówił… - Mężczyzna przesuwał dłońmi po biodrach kobiety i pod sam koniec tańca zbliżył swoje usta do jej ust i delikatnie ją pocałował, no ale oczywiście nie przeciągając tego całusa, bo nie chciał przecież zgorszyć tego towarzystwa, poprzez takie zachowanie. A poza tym chciał Nellie tym przekupić do tańca z narzeczonym jego córki. Nellie odwzajemniła jego pocałunek a zaraz spoglądając mu raz w oczy to na wargi odezwała.
- No już.. spokojnie… Zrobię to. Ale bądź ostrożny hm…? Nie możemy wyciągać pochopnych wniosków, jeszcze Skarbie nic się złego nie stało… Hm.. i widzę, że partnerka Turpina, także na Ciebie zerka, jakby miała Cię zaraz połknąć… Nie widziałam jej wcześniej.. niedawno się zjawiła… Może nie była zadowolona na tą całą maskaradę. Kto wie… A Ty Mój drogi, nie pij już za wiele, bo potem chciałabym byś szedł do domu o własnych nogach… A trochę już wypiłeś, obserwuje Cię Mój miły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.