SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 12 stycznia 2016

Part 290.

Pani Lovett opatrywała dłoń Sweeney’a, pierw i tak starała się zatamować krwawienie, a gdy spojrzała na jego twarz czuła, że Todd zaraz jej tu na chwilę odleci. Stracił nieco krwi przez ostatnią można powiedzieć, że godzinę i nie podobało jej się to. Owinęła mocno rękę Todd’a ręcznikiem i poszła szybko do kuchni, a zaraz przyniosła wodę w szklance i leki które podawała mężczyźnie.
- Sweeney… ja wiem, że jesteś zmęczony, ale jeszcze troszeczkę, może jednak wezwać lekarza, hm..? A jak zrobię coś nie tak..? – Todd spojrzał na Nellie unosząc jedną brew gdy przełknął wodą niezbyt smaczny płyn, który podała mu kobieta i odparł.
- Nie Nellie.. zrób to sama, chce mieć to za sobą.. Nieco kręci mi się w głowie, chyba za dużo wypiłem.. Rwie mnie trochę ta ręka.. a sądziłem, ze w poniedziałek znów ruszę do pracy, to chyba jednak masz rację, że nie… - Kobieta pogłaskała policzek mężczyzny i zaraz znów zajmowała się jego dłonią, oczywiście doszło do szycia dłoni mężczyzny, ale na szczęście był zmęczony i nieco znieczulony, że nie czuł tego wszystkiego tak bardzo. Potem Nellie założyła na dłoń Sweeney’a opatrunek i owinęła mu rękę bandażem. A gdy siedział w fotelu z przymkniętymi oczami zaraz pochyliła się do niego i pocałowała go w czoło cicho szepcząc przy jego uchu.
- Sweeney… Skończyłam.. Potem dam Ci jeszcze lek byś nie czuł bólu przez noc.. ale teraz możesz się iść kąpać… jak będziesz mnie potrzebował zawołaj.. dobrze..? Staraj się nie zamoczyć tej dłoni… teraz przez parę dni powinna tak zostać zabandażowana. Ale jutro sprawdzę na wszelki wypadek, czy wszystko w porządku… Sweeney… A nie boli Cię brzuch..? Przecież i tam Cię uderzył.. – Todd spojrzał na kobietę już nieco śnięty, miał chęć najchętniej zasnąć tu w fotelu, jeszcze jakby miało opcje rozkładania byłoby zapewne wspaniale, ale nie dało się tak. Uniósł lekko jedną brew i zdrową dłonią przeczesał swoje włosy i odparł, zaraz po tym jak tylko ziewnął zakrywając usta dłonią.
- Dziękuję Ci.. który to już raz.. a do tego który to już raz, nie mogę pracować przez zranione ręce.. tym razem jedną.. na Boga.. to jakieś fatum… Dobrze. Hm.. dziś raczej nie będę odprawiał SPA w łazience. Brzuch? Nie? No tak uderzył, ale to mi przeszło.. jedyną satysfakcję jaką odnoszę z tego wszystkiego, to… to jak teraz Turpin zwija się z bólu… Mnie boli ręka, on jutro nie będzie mógł normalnie chodzić.. hehe.. – Sweeney przez chwilę zaśmiał się diabelsko, a Nellie spoglądała na niego jakby nieco rozkojarzona, ale zaraz pokręciła głową i zaśmiała się razem z nim.
- A co myślałaś o jego niecnej śmierci..? Mówiłaś, że sobie wyobraziłaś, jego klęskę..? Zdradzisz mi ją? – Sweeney pociągnął kobietę lekko za dłoń do siebie i Nellie zaraz przysiadła delikatnie na udach Sweeney’a przytulając się do jego klatki piersiowej i dotykała jego ramienia.
- Och nie ma za co. Ważne byś wyzdrowiał… Och mimo tego co się stało, humor bardzo Cię widzę nie opuścił, hm..? Och jaki jesteś okrutny, ale bardzo dobrze zrobiłeś… Och marzyłam o tym, że powóz wjechał na drogę przez którą przechodził Turpin i go potracił na tyle, że już nie było co ratować.. Czyż nie wyglądałoby to na wypadek? A Teraz Kochanie.. czas się kłaść spać… hm..? Musimy odpocząć… - Oboje jeszcze spędzili kilka chwil ze sobą, rozmawiając czy snując coś niedobrego, ale potem czas nadszedł na kąpiel, podczas której Sweeney poczuł przygnębienie, smutek, rozczarowanie siebie samego, zawód, który sprawił, że czuł się beznadziejnie. A wszystko teraz docierało do niego z potrójną siłą, że pewnie jego córka uwierzyła Turbinowi w jego słowa, o gwałcie. Ale gdyby tylko wiedziała, że to sędzia jest tak zepsuty zmieniałby o nim zdanie.
Ta noc nie należała do wspaniałych, Todd spał niespokojnie, Nellie czuła to, tym bardziej, gdy obudził się w nocy zlany potem jakby przyśnił mu się jakiś koszmar. A co działo się u Johanny i w jej umyśle? Johanna niestety siłą przekonania przez sędziego, w jego kłamstwa – uwierzyła, że Sweeney jest złym człowiekiem. Zaczynała nim gardzić, choć rozsądek podpowiadał jej sprzeczne myśli, z tym jaka była kłamliwa rzeczywistość jaką usłyszała od swojego przybranego wuja. Leżała na łóżku i zastanawiała się jakim trzeba być człowiekiem by dopuścić się gwałtu na kobiecie. A tej nocy też Turpin starał się wytłumaczyć Bercie kłamstwo jakie dziś wypowiedział. Kobieta nie mogła w to uwierzyć, że ją wmieszał w to wszystko. Oczywiście szantaż także miał miejsce, gdyż Berta miała brata Bena, który był złodziejaszkiem, który do teraz był na wolności. Zatem Turpin szantażował kobietę, że jeśli powie komuś prawdę, to jej brat trafi do więzienia na długie lata. Berta nie potrafiła sobie tego wyobrazić, że jej mąż zmuszał ją do kłamstwa, a przede wszystkim wobec Johanny, co było dla niej dziwne. Lecz nie miała wyjścia jak w razie co niestety skłamać. Sędzia oczywiście Bercie nakłamał o Sweeney’u jaki jest, kobieta nie do końca mu wierzyła, skoro już tak łgał na tego mężczyznę, to nie rozumiała co za tym szło? A już w ogóle nie miała pojęcia, że Sweeney jest ojcem Johanny.
(…)
Następne dni mijały zwyczajnym torem zdarzeń, no może poza wyjątkiem piętra Pana Todd’a, który jedynie przyjął od producentów konkursu, należną część nagrody w postaci olejków, pianek i innych kosmetyków, co wchodziło w zestaw nagrody do pieniędzy. Oczywiście radził sobie z przekładaniem tego towaru na półki, jak i zaglądał co tez były to za kosmetyki, no ale skoro jemu jakoś bak nie zniknął i zarost był miękki jeszcze bardziej, to znaczyło, że nie było to byle co.
Dalej oczywiście przeżywał przyjęcie u Turpina, co Nellie zauważyła po dwóch dniach, że Sweeney wpadł jakby w swój odwieczny nastrój wycofanego nieco człowieka, który już nie był tak bardzo rozmowny jak jeszcze dwa dni temu.
Godzina do zamknięcia sklepu, kiedy też ostatni klienci jeszcze przychodzili po ostatnie wypieki Pani Lovett. Todd siedział przy jednym stoliku i pił herbatę, ale zaraz wstał z filiżanką i odniósł ją do zlewu i powrócił za ladę do Nellie. Spojrzał na jeden duet przy stoliku, matka z dorosłą córka, wyobraził sobie przez chwile jakby była tu Johanna i z Lucy, a zaraz gdy jego wzrok przesunął się na okna, zauważył Johanne, która szła z Charlie’m i o czymś dyskutowała z nim. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną, a zaraz nieco spojrzała w stronę sklepu Pani Lovett, a chwilę później udała się do konkurencji po drugiej stronie ulicy. Nelle cicho westchnęła, bo domyślała się, że jednak jest gorzej niż sobie to wyobrażała. A Sweeney dojadł swojego rogalika wcześniej pozostawionego i odparł do Nellie.
- Widziałaś to co ja..? Moja córka już tu nie przyjdzie.. odkąd Turpin wszystkim w usta włożył tą swoją żabę z kłamstwem, mniej ludzi tu bywa.. Tylko co ma Twój sklep, do mnie..? Bo stoisz za mną? Do tego ten Charles… Ech… Coraz bardziej nie widzę w nim męża dla mojej córki.. kłócił się z nią o coś…  - Nellie obsługiwała właśnie jedną kobietę, gdy tak Todd szeptał do Pani Lovett i odezwała się zaraz wydając resztę kobiecie i życzyła jej smacznego.
- Tak. Nie wiem Sweeney czemu tu nie zajrzy, ale zapewne właśnie przez to, że uważa, że popieram ten … gwałt. A Charles, to trudny osobnik na to wygląda.. Nie wiem czy on na pewno jest taki zły, ale nie możemy pozwolić na to, by Johanna wyszła za niego, jeśli on ma wobec niej złe zamiary, choć znów zastanawia mnie fakt, że został ojcem i przecież z Twoją córką ma Tommy’ego.. Och Sweeney.. Odpocznij, nim ten ślub nastąpi, jeszcze dużo może się zmienić.. a jak wiesz, oni mają zamiar pobrać się latem.. – Mężczyzna przytaknął i na słowa kobiety i oparł się łokciami o blat spoglądając na przechodniów, ale przede wszystkim obserwował piekarnie po ukosie sklepu Pani Lovett. Westchnął, a wtedy pojawiła się Charlotte w wyjątkowo dobrym uśmiech, żona pana Redforda, która zawitała do nich pełna niczym blasku i słońca na twarzy.
- Och kogo moje oczy widzą… Nellie.. Wybaczysz, przejdziemy na „Ty” już nie mogłam się doczekać, by was odwiedzić.. Panie Todd.. witam.. Zamknęłam dzisiaj sklep szybciej, by jeszcze zdążyć do was przyjść nim zamkniecie. Na pewno na wieczór macie jakieś plany, a ja nie chciałabym przeszkadzać.. – Kobieta Zbliżyła się do lady i zaraz przywitała się z obojgiem, tak naprawdę miała gdzieś wywód wczorajszy Turpina, bo mu w nic nie wierzyła, więc widziała, że kłamał jak w wielu sprawach.
- Witamy.. Och dobrze, w takim razie Charlotte.. może skosztujesz czegoś dobrego z mojego sklepu… Tylko nie mów, że będziemy się prześcigać na słodycze, która co lepsze piecze..  –Zaśmiała się i kobieta zaraz przysiadła przy jednym stoliczku, gdzie podprowadził ją Todd i pocałował kobietę w dłoń na powitanie. A ona pogłaskała go po rannej dłoni i odparła.
- Chętnie, och oczywiście że nie, poza tym trochę nasze sklepy się od siebie różnią.. i tak czuje że codziennie pachnę cała czekoladą hehe.. Macie tu bardzo przytulnie.. A pana dłoń Panie Todd, nie zapytam czy lepiej, bo od wczoraj na pewno nie czuje się Pan wspaniale..?... ale ważne, że już po tym.. echem.. cyrku.. Tak szczerze, będę z wami szczera.. ale ja w nic nie ufam temu człowiekowi.. zresztą mój mąż to samo.. Połowa „znajomych” sędziego gra na ładne oczy, a myśli co innego, a towarzystwie przytakuje.. No dobrze, ja nie, bo nie lubię jakiś podłych oszczerstw.. a i tak dobrze wiemy, gdzie Turpin chodzi i co robi własnej żonie.. – Todd przytaknął kobiecie, Nellie zaraz szykowała coś dobrego na talerzyk dla ich gościa, kawałeczek jednego ciasta, drugiego, babeczkę, no i oczywiście herbatę, bo kobieta jak wczoraj rozmawiała z Nellie mówiła, że po południu kawa, to już zabójstwo, co było poniekąd prawdą.
- No właśnie tak jest.. Nie jest wspaniale, ale ręki mi nie urwało hehe.. Hm.. cóż, prawda jest taka, że Turpin zrobi wszystko by zawsze wyjść na powierzchnie. A ja nic nie zrobiłem Bercie, tak naprawdę nie znam za bardzo tej kobiety… Zresztą może spróbuje Pani, czegoś pysznego wyrobu Nellie.. ja tu tylko robię póki co za gorsze tło hehe..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.