SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 19 stycznia 2016

Part 292.

Kobieta w sklepie Pani Lovett dobrze spędzała czas z właścicielką, jak i jej partnerem, Panem Todd’em. Rozmawiali sporo czasu o tym co się wydarzyło wczoraj, Todd nie rozumiał dlaczego tak naprawdę Turpin był aż tak bezlitosny w swoich działaniach. Czasem mężczyzna wyłączał się z rozmowy i zastanawiał co teraz sądzi o nim jego własna córka? Nienawidzi go? Jest aż tak zdesperowana przez Bernarda, że wierzy mu we wszystko co ten człowiek powie? Czy jest coś co sprawia, że jednak jest inaczej? Czy Bernard przekabacił zonę na swoją stronę, by Johanna nie dowiedziała się prawdy? A co na to Berta? A może w ogóle po tym wieczorze kłamstw, nie rozmawiają, choć każdy myśli sobie? Chyba nie. Widział jak Johanna była niedaleko, gdyby wierzyła, że to brednie, może przyszłaby do nich powiedzieć choć słowo, a tak jednak się nie stało. Todd czuł się zagubiony, niczym jak bezbronne dziecko, choć starał się być silny i nie okazywać tego, że tak naprawdę zabolało go to co wczoraj miało miejsce. Czuł się i był upokorzony przez Turpina, wolał pozostawać nawet w sklepie niż wychodzić, jakby potem na ulicy miałby spotkać kogoś, kto uwierzył w te brednie. Poza tym nawet nie wiedział, że to co się stało wczoraj dosięgnęło jeszcze okolice? Miasto? Nie znał tych ludzi z przyjęcia. Charlotte wydawała się kobietą zaufaną, ale wolał trzymać z nią dystans, może nie do końca była uczciwa i chciała od nich coś wywęszyć? Wolał trzymać się z boku i za wiele nie mówić. Poco? Nie chciał psuć sobie bardziej opinii, która i tak była już dość mocno zszargana.
- Sweeney..? Jesteś tu z nami? Kochanie..? – Nellie z Charlotte patrzyły na Todd’a, który był nieco zamyślony i dopiero, gdy Nellie dotknęła jego ramienia i posłała delikatny uśmiech. A gdy mężczyzna na nią spojrzał widziała w jego oczach smutek i domyślała się, że sytuacja z wczoraj bardzo go uraziła. Bo niby kogo by to oszczerstwo nie uraziło? Mężczyzna przytaknął lekko głową, a Nellie by Sweeney poczuł się wśród nich dobrze odparła dotykając jego czoła.
- Sweeney, może się położysz hm..? Osłabiony jesteś.. ja niebawem zrobię coś do jedzenia i Ci przyniosę ciepłego.. hm..? – Nim mężczyzna się odezwał to Charlotte zaraz odparła jakby w pośpiechu.
- Och ja zaraz będę uciekać, proszę się nie martwić. Sweeney, Nellie ma rację odpocznij. Ja już będę właściwie szła. Dziękuję bardzo za gościnę, zapraszam do siebie.. och tak spiszę zaraz adres! – Kobieta ze swojej torby wyjęła zaraz notes i zapisała w nim adres swojego domu, wyrwała kartkę i podała Nellie uśmiechając się. – Jeśli macie życzenie to zapraszam.. Byłabym jednak wdzięczna byście podeszli do mnie do sklepu i powiedzieli kiedy możecie do nas wpaść.. na kolację. Byłoby miło, przyrządziłabym coś dobrego, może indyka? Kaczkę nie każdy lubi, hm..? – Sweeney spojrzał na Charlotte i zajrzał na adres napisany na kartce wiedział mniej więcej, gdzie to jest.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo za zaproszenie. Na pewno skorzystamy. Oczywiście, uprzedzimy o wizycie, by nie było z dnia na dzień.. Prawda Nellie..? Indyk? Ja nie mam nic przeciwko.. Kaczka, no faktycznie, ja za nią nie przepadam.. Wolę indyka, kurczaka. – Uśmiechnął się delikatnie, a Charlotte przytaknęła, Nellie zaraz także się odezwała.
- Jeśli Sweeney lepiej się poczuje na pewno uprzedzimy o naszej wizycie. Ale nie musisz Charlotte już uciekać.. Och z mięsem różnie bywa.. Sweeney nie lubi słodkiego nadzienia kaczki.. – Charlotte powoli wstała ze swojego miejsca, więc i Sweeney to zrobił i zaraz Nellie. Nellie jeszcze podeszła zaraz szybko za ladę powiedziała nieco bardziej ochoczo.
- Skoro już od nas uciekasz, pozwól że spakuje co nieco do domu i dla Twojego męża, hm..? Nie jest zbyt słodkie. Dam też paszteciki, moją specjalność! – Kobieta uśmiechnęła się szczerze, była wdzięczna bardzo, a poza tym była szczera w swoich zamiarach, choć oni niekoniecznie musieli w to wierzyć. Sweeney nie miał pewność, nie ufał nikomu, a dziś nie za bardzo dopisywał mu humor, może z początku tak, ale kiedy ujrzał swoją córkę, jak takim żalem spojrzała na sklep Nellie było mu jeszcze bardziej przykro. Nellie zaraz spakowała co nieco dla Charlotte i jej męża, pożegnali się niebawem i dziękowali sobie, Charlotte za podarek jedzenia, jak i ugoszczenie jej w sklepie, a Nellie ze Sweeney’em za zaproszenie. Aż pożegnali kobietę i wypuścili ją ze sklepu. Po czym zostali sami i mężczyzna zamykał drzwi na zamek, a nieco niżej na klucz.
- Nie uważasz, że może ta Charlotte ma jakiś cel w tym spoufalaniu się z nami, takiemu.. poznaniu, zapraszaniu… Znamy ją, jej męża od wczoraj. On nie wygląda na kogoś kto by się aż tak z nami bratał. Może pozory mylą, ale może to wymysł Turpina, by nas sprawdzić, jak bardzo jesteśmy mu przeciwni, albo jak tu się nas pozbyć.. Może przez to sprawdza moją reakcję po wczorajszym..? Mam ochotę go rozszarpać po tym co powiedział.. Gdyby nie było tak ludzi, ten nóż miałby w gardle.. Ale jeśli kiedyś pokonam go i będę miał okazję się pozbyć, zrobię to.. ale bez świadków… - Sweeney patrzył przez okno na ulice, gdzie już było dość ciemno i paliły się latarnie, powoli też zasunął zasłonkę i spojrzał na Nellie kiedy powoli sprzątała ze stolików już i na chwilę przerwała swoją pracę by wysłuchać mężczyzny.
- Sweeney… A czy mieliby tak duzo czasu na porozumienie się..? Poza tym myślisz, że to wszystko było ukartowane? Ja bym nie chciała brać w tym udziału.. Poza tym czy to naprawdę takie złe, że ktoś chce z nami się poznać? Sweeney… nie czuję poprzez moją kobiecą intuicję, że to jakiś podstęp. Uwierz, że nigdy mnie to nie zwiodło… Dlatego kiedy lepiej się poczujesz, pójdziemy do nich i zobaczymy. Wiem, że źle się czujesz nie tylko fizycznie, ale i psychicznie i teraz wszystko co dzieje się w koło nas jest dziwne.. podejrzliwe, ale Sweeney, taka wariacja, nie pomaga w niczym.. – Nellie podchodziła powoli do Sweeney’a, gdy ten ruszył akurat do salonu kobiety i odparł kiedy za nim weszła, a on przysiadł w fotelu.
- Nie wiem. Nie wiem. Ja ludziom nie ufam. Moja intuicja tak nie działa jak Twoja. A może jej nie ma, nieważne. Byle tylko ten Bedford, nie miał się ze mną na bakier, bo nie będę tam siedział z przymusu… Nie pomaga w niczym moja „wariacja”? Ja nie zwariowałem, ale nie spoufalaj się tak z ta kobietą. Ile ją znasz? Parę godzin? Uważasz, to za co? Za przyjaźń? Za to, że z Charlotte odbierasz na tych samych falach? Bo co? Bo prowadzicie podobny interes? Powtarzam, że znamy ich od wczorajszego wieczora. Ją i jej męża. A rozmawiasz z nią jakbyś ją znała przynajmniej rok. Nie czujesz tego, że w jakiś sposób to Twoja rywalka na rynku gospodarczym? – Sweeney poczuł złość na słowa Nellie nie rozumiał dlaczego tak bardzo była pewna tej sytuacji. Kobieta zaraz westchnęła i przysiadła na kanapie bliżej Sweeney’a i pogładziła go po dłoni, którą trzymał na podłokietniku fotela. Pani Lovett zmarszczyła czoło na słowa Sweeney’a i zastanawiała się nad nimi chwilę, zaś Sweeney zaraz zabrał ze stołu puste filiżanki i przeprosił kobietę, ale zaniósł naczynia do kuchni. Pani Lovett prychnęła na słowa Sweeney’a i poszła zaraz za nim, kiedy nieco sprzątać zaczął w kuchni.
- Popadasz w paranoje… Och Sweeney, a co oni nam mogą zrobić? Zabić nas czekoladą ze sklepu Charlotte, blokiem czekoladowym? Czekoladkami? Zastanów się mój drogi.. Nie powiem, żebym narzekała, na taką znajomość, rozpoczętą.. Poza tym Kochanie.. spójrz na mnie i przestań sprzątać.. – Todd spojrzał na Panią Lovett opierając się o blat dłonią, a kobieta podeszła do niego i pogładziła go po jego kamizelce w okolicach jego klatki piersiowej i splotu słonecznego. – Słonko… Charlotte, może i masz rację, że jest rywalką, ale zauważ, że ona ma bardziej „Pijalnie czekolady”, ciasta gdzie zawsze znajdziesz we wszystkim czekoladę… och pójdziemy tam jutro to zobaczysz. Nie stresuj się. Nikt nam niczego nie zepsuje i Ciebie już o nic nie osądzi… Ja wiem, jak się czujesz.. No dobrze może nie do końca, ale Sweeney.. Nie zgwałciłeś Berty, nie możesz czuć się winny za to oszczerstwo, ja wiem, że przecież to nie miało miejsca. Poza tym Johanna, gdyby chciała to wyjaśnić to by tu przyszła.. Założę się, że jest już dobrze „urobiona” przez Bernarda, by nic nie mogło zmienić jej zdanie. A pewnie sądzi, że zrobiłeś to jakiś czas temu, a ja to wybaczyłam.. ta niecną zdradę, bo może wtedy nie byliśmy ze sobą w takim.. hm.. w takiej zażyłości, jak teraz? Na pewno tak jest. Ale nie możemy oszaleć z tego powodu. Ignoruj innych, ja jestem z Tobą. Dobrze wiemy, co Turpin zrobił Tobie, Twojej rodzinie.. i trzymajmy się prawdy, prawdziwej, nie kłamstw. A mnie nikt nie skrzywdzi. – Nellie spojrzała na Sweeney’a i powoli przytuliła się do niego. Nie chciała by się denerwował, poza tym widziała, że potrzebował odpoczynku, a tylko cały dzień martwił się o to co pomyślała o nim jego córka. Sweeney pogładził plecy Nellie i cicho westchnął całując lekko jej skroń i odparł do niej przy uchu.
- Po prostu nie rozumiem tego, od wczoraj, Ty znalazłaś sobie znajomą… ja zostałem gwałcicielem.. także mnie to po prostu zastanawia wszystko. A do tego na pewno moja córka nie chce mnie znać i pewnie myśli, że jesteś ze mną w zmowie.. Albo..! Tak przyszło mi do głowy, że pewnie myśli, że to my jesteśmy źli, „nie lubimy” Turpina i tak z jakiegoś złości przeleciałem jego żonę… Bo mnie aresztował, pamiętasz? Za jakieś zabójstwo to było… Nie wiem czy wtedy Johanna o tym miała pojęcie, ale Turpin może jej powiedzieć, właśnie to! .. że nie był pewny, czy ja coś zrobiłem, ale miał podejrzenia.. i mnie aresztował, a ja z zemsty po wyjściu z aresztu, poszedłem do jego żony… omamiłem ja, albo zmusiłem do.. no powiedzmy to grzeczniej, ale do rzeczy nieczystej..? Beznadziejnie to brzmi.. ale tak to wygląda. Chyba, że wymyślił coś innego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.