SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 21 stycznia 2016

Part 293.

Nellie zastanawiała się nad słowami Todd’a, mógł mieć rację, ale czy na pewno? Nie wiadomo, Turpin był tak naprawdę do wszystkiego zdolny. Przecież jakiś czas temu nasłał na nich sanepid, przychodził by sprawdzić co knują, w końcu padały na nich podejrzenia o McCartney’a, lecz nikt nie mógł im niczego udowodnić, nie można było. Nie dało się. Ten wieczór spędzili już na bardziej przyjemnych rozmowach, a przynajmniej starali się. Pani Lovett planowała wypieki na kolejny dzień, a Todd? Właściwie to planował się już tylko położyć. Poza tym Nellie jeszcze sprawdzała jego dłoń pod bandażami, czy wszystko dobrze się goi, ale nie było powodów do zmartwień, na szczęście!
(…)
Kolejne dni w Londynie mijały dość spokojnie, a przynajmniej pozoru i na ulicy Fleet Street, gdzie znajdował się sklep Pani Lovett. Któregoś dnia, kiedy Todd miał lepsze samopoczucie i lepiej się czuł, to Nellie zamknęła wcześniej sklep i udała się ze Sweeney’em do sklepu Pani Redford. Tam kobieta poczęstowała ich czekoladkami, sokiem, czy herbatą, a nawet i czekolada, kawą, czym tylko chcieli. Oczywiście nie próbowali wszystkich napoi jakie kobieta posiadała na stanie sklepu. Uprzedzili kobietę trzy dni wcześniej, że przyjadą w gościnę do jej domu i jej męża w sobotę, kiedy wszyscy będą mieć czas. Charlotte oczywiście ucieszyła się z tej wieści. Była bardzo zadowolona, że jej nie odmówili tego proponowanego zaproszenia. A gdy wyszli ze sklepu kobiety tuż przed zamknięciem, mieli zamiar jeszcze pójść na krótki spacer. Nellie wzięła pod rękę Sweeney’a i odezwała się cicho patrząc na jego twarz, gdy zmarszczył czoło jak wiatr smagał ich policzki.
- Widzisz nie było tak źle, smakowały Ci czekoladki..? Nie takie oszukane jak czasami w sklepach, hm..? – Sweeney przytaknął kobiecie głową i rzekł.
- Tak były dobre. Och Nellie.. nie wracajmy do tego… Przejdźmy się po prostu, chwila ciszy też nie zaszkodzi. Kobiety mogą rozmawiać cały czas, jak wam się to nie nudzi? No dobrze, niemiło jest siedzieć w ciszy, ale czuję się dziwnie, kiedy was słucham i w sumie jestem bierny w tej rozmowie, nie znam się na tych kucharskich miksturach.. ”A ile kakao dodałaś do piernika? A blok czekoladowy z czym robiłaś? Andruty są takie chrupkie…” Nellie.. chyba dziś odmówię jednak kolacji, zjadłem tego za dużo i waszą rozmową też się najadłem, naprawdę! –Todd przewrócił oczami i powoli skręcił z Nellie w kierunku budynków, gdzie mieszkał Turpin, ale nie mogli inaczej dostać się do bardziej zalesionych miejsc okolicy jak tylko przejść obok. Kiedy szli po drugiej stronie chodnika, niż dom Turpina, zaczął właśnie nieco sypać śnieg. Nellie jeszcze bardziej przylgnęła do Todd’a, gdy objął ją ramieniem i powoli szli spacerem, ale im bardziej padało to mieli chęć wracać do domu.
- Może jednak spacer przełożymy na jutro..? Za bardzo pada… będziemy mieć wszystko mokre… a do tego ten wiatr.. zimno jest. – Sweeney zapytał Nellie i kobieta przytaknęła, zatem zawrócili, ale postanowili przejść przez ulicę i wrócić koło budynków, gdzie tak nie wiało. Gdy się to udało, jak przepuścili powóz niespodziewanie na nich natrafiła Johanna, a że padało to praktycznie na nich wpadła i oparła się o klatkę piersiową ojca, a zaraz szybko się odezwała, nie patrząc nawet kto to.
- Przepraszam bardzo.. nie zauważyłam Pana. – A za chwilę Johanna spojrzała na Todd’a i przełknęła ślinę, cofnęła się o krok i zdjęła dłoń z jego ubrania.
- Nic się nie stało. – Todd nie zamierzał rozwijać tematu, bo wiedział, że to była Johanna, gdy na niego tylko wpadła, czuł od niej specyficzny zapach, zapach matki Johanny, miały w sobie coś podobnego właśnie w tej woni. Johanna zaraz spojrzała i na Nellie, która zerkała na nią poważnie, a młoda kobieta cicho szepnęła jeszcze. – Przepraszam… - A zaraz minęła ich przechodząc obok Nellie i ruszyła w swoją stronę. Nellie ukradkiem odwróciła się głową i zauważyła, że córka Sweeney’a a właściwie Benjamina Barkera spojrzała się za nimi. Oni sami zaraz ruszyli, Todd zrobił posępna minę, ale nic się nie odzywał. Nellie pogładziła go po jego plecach i powiedziała cicho.
- Wracajmy do domu. Napijemy się czegoś ciepłego i pójdziemy spać. Przez ten śnieg marzy mi się już łóżko… Kochanie… nie martw się tym.. Zobaczysz, że za jakiś czas się to zmieni.. na pewno. A Twoją opinie naprawimy, nie wiem jeszcze jak, ale zrobię wszystko by Johanna poznała prawdę. A teraz przyspieszmy kroku… Ech, akurat teraz musiało zacząć padać. – Sweeney spojrzał posępną miną na kobietę i lekko przytaknął, po czym szli nieco szybciej, Sweeney poprawił kołnierz od swojego płaszcza i powoli wracali do sklepu. Choć Nellie zatrzymała się chwilowo z mężczyzną przed jedną wystawą z ubraniami dla pań i panów. Poza tym chciała nieco oderwać Sweeney’a od złych i ponurych myśli. A zaraz zerknęła na swojego partnera, który uniósł brew na jedną sukienkę kobiecą, która wydawała się zbyt bufiasta? Tym bardziej z tyłu ciała.
- Wejdziemy na chwileczkę? Chciałabym coś zobaczyć? W środku nie pada i na pewno jest cieplej niż tutaj.. Proszę. – Mężczyzna wzruszył ramionami było mu to obojętne tak naprawdę czy wejdą do tego sklepu czy nie. No i po chwili Nellie wciągnęła Sweeney’a do butiku, gdzie zaraz znaleźli się wśród wieszaków na których wisiały cudowne i bogato zdobione suknie. Nellie jednak interesowało coś innego niż suknia z mnóstwem halek i falban. Kobieta spoglądała na szale i buty. Sweeney nie obejrzał się kiedy kobieta już nawet mierzyła jedne buty, czy przymierzała szal, a on zaczął spacerować po sklepie. Spoglądał na koszule i kamizelki, czy krawaty, nawet dotknął jedne tkaniny, potem kolejnej i tak nieco się w to wciągnął, oczywiście zajrzał tez na dział kobiecy do Nellie i spoglądał na szale jakie oglądała, aż odparł.
- Jesteśmy tu już z pół godziny, za kolejne pół sklep zamkną.. Nellie.. Proszę Cię, naprawdę coś kupujemy, czy idziemy do domu…? Ładnie Ci jest we wszystkim.. Ale proszę Cię, nie te buty… są okropne.. –warknął niemal na sznurowane buty, na obcasie, kozaki, które przymierzała wcześniej Nellie i pudło z butami stało niedaleko koło pufy na której kobieta przymierzała obuwie. – Może nie znam się za bardzo na modzie, ale one są dość.. dość takie męskie.. mimo tego obcasa.. Poza tym masz nowe kozaki w domu.. kupowałaś jakiś czas temu i ani razu ich nie założyłaś. – Nellie uniosła brew na słowa Todd’a, cieszyła się, że jednak teraz myślał o tych banalnych butach, niż cały czas o swojej córce, a buty chciała kupić po prostu do pacy w sklepie, bo były wygodne, a nie do chodzenia w nich po mieście. Pani Lovett spojrzała na Pana Todd’a i pogładziła go po policzku zaraz w niego całując czule.
- Kochanie.. Zaraz wyjdziemy, spokojnie.. Oj jakiś Ty niecierpliwy jesteś. Sweeney, buty chce kupić do pracy, do sklepu, wygodne są, poza tym mają niski obcas.. Och może nie są takie kobiece do sukni, ale jak stoję w sklepie, chciałabym by moje nogi odpoczywały… Pooglądaj jeszcze krawaty, może jakiś Ci się spodoba.. – Sweeney westchnął no i zrobił minę taką mówiącą „No dobrze..” a po chwili udał się pooglądać te krawaty, choć raczej nie myślał o ich kupnie. Ale skoro Nellie chciała coś kupić, to nie miał nic przeciwko temu, ale jakoś jego nastrój zakupowy dziś był na dość niskim poziomie. Spoglądał na ubiór manekina jego frak, koszulę, spoglądał na krawat, aż lekko dotknął materiału, ale zaraz i za ten materiał złapał inny mężczyzna, a gdy Todd spojrzał kto to, to przewrócił oczami. No tak jak na uwieńczenie tego wieczoru był to jego oskarżyciel ostatniego wieczoru, sędzia Turpin! Mężczyzna spojrzał na golibrodę i jego dłoń po czym spojrzeli po sobie, jakby mieli zaraz stanąć w ringu i odparł.
- No proszę kogo tu mamy, Pan Todd. – Sweeney uśmiechnął się tak samo złośliwie co Turpin i odparł po chwili, gdy oglądał laski, którymi podpierali się nieco starsi panowie, lub Ci co uchodzili za wielkich magnatów. Todd wyciągnął jedną z kosza i oglądał, a zaraz wycelował ją tak na odległość Turpina, gdy się nieco przemieścili.
- Sędzia Turpin.. czyżby chodzenie już nie przeszkadzało? – Zachichotał pod nosem, na co Turpin zbliżył się do Todd’a i odgiął od siebie laskę, którą celował w niego Todd i wysyczał niemal przy jego twarzy.
- Bawi Cię to, co? Żeby Cię tak nie bawiło to, kiedy zaczniesz podchodzić Johannę… Masz się do niej nie zbliżać. Na szczęście Johanna uwierzyła mi, w to że zgwałciłeś moją Bertę.. A Berta, to akurat najmniejszy problem… wszystkich przekonam, że to zrobiłeś.. Uwierz mi. –Todd uniósł brew i prychnął, tykając lekko laską Turpina po plecach i szepnął.
- A żebyś wiedział, że bawi mnie to. Spuchnięte co? Tak ma być. Naprawdę czuję się.. nie umiem wyrazić słowami jak… Ale wiem jedno, Bóg Cię osądzi za to, choć ja tego nie zrobię, Bóg ma to coś, co pozwala mu to uczynić. A Johanna to moja córka.. i jak mówiłem, choćby na łożu śmierci dowie się, że jestem jej ojcem. A to Ty zgwałciłeś moją żonę i mi ją zabrałeś, a mnie wygnałeś z miasta. Publicznie mnie skompromitowałeś, przez swoje kłamstwo, a teraz jeszcze mi grozisz, z dokładką? Dziękuję, ale już dziś jadłem. Poza tym przepraszam.. ale właśnie ktoś na mnie czeka. Nim Turpin zdążył się odezwać, Sweeney spojrzał na Nellie, która widziała już postać Turpina i zrobiła minę podobną do Todd’a z zapytaniem na twarzy: „A ten czego tu szuka? Panem i tak nie zostanie choć za takiego się ma?” Podchodziła do nich, a Todd wyminął zgrabnie sędziego i odezwał spokojnie do Nellie.
- Kochanie to co dziś sprawi, że mój portfel się nieco opróżni, hm..? – Uśmiechnął się do kobiety, gdy Nellie spojrzała na Todd’a i zaraz przybliżyła się do niego, gładząc lekko zakładkę jego płaszcza zupełnie nie zwracając w tym momencie uwagi na osobowość jaka stała plecami odwrócona do niej i odezwała się uroczo, trzepocząc nieco rzęsami do Sweeney’a. Ale prawdą było to, że chciała by jej uległ ku temu zakupowi, więc nie do końca był to przed sędzią teatr odgrywany przez kobietę.
- Och mówiłam Ci, chciałabym te buty.. ale znalazłam ładniejsze.. I ten szal… prawda, że śliczny.. nad suknią pomyślę.. nic jeszcze nie skradło tak mojego serca, jak Ty. Podobają Ci się te buty?  – Nellie pokazywała Sweeney’owi zdobycz, w pudle jakim je cały czas trzymała już. Co prawda sklep za parę chwil się zamykał, ale przecież klient w ostatniej chwili to jak żyła złota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.