SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 22 stycznia 2016

Part 294.

Mężczyzna oglądał wybrane przez Nellie buty i szal i uśmiechnął się do niej, nie miał nic przeciwko temu, poza tym jeśli miało jej to poprawić humor, choćby jej, to dlaczego miałby jej odmówić. Poza tym chciał zapłacić za to co sobie wybrała, choć Nellie nie chciała go naciągać, bo wiedziała, że Todd dzielił z nią finanse i część odkładali na wszelkie ważne sprawy jak rachunki i inne sytuacje, czy rzeczy, które będą wymagały wsparcia finansowego, nawet coś co nie tylko obejmowało sklep Nellie i zakład Sweeney’a.
- Ładne, ładne, oczywiście. Och te buty ładniejsze od tamtych.. Przynajmniej jak na moje oko. Bardzo ładne. Oj Nellie… Sukni i tak masz całą szafę. To co kupujemy te rzeczy..? – Kobieta przytaknęła i uśmiechnęła się na słowa mężczyzny, cieszyła się, że jego naburmuszenie minęło, że się tutaj pojawili, no i że jeszcze chciał zapłacić za jej wybór w tym butiku, ale mimo tego nie chciała przepuścić chwili rozmowy z nim i odezwała się. Turpin w tym czasie stał bokiem i oglądał jeden frak.
- Och witam Panie sędzio, co za niespodzianka. – Pani Lovett spoglądała na mężczyznę, który spojrzał na nią poważnym i nieco wyniosłym spojrzeniem, unosząc jedną brew i odparł.
- Witam Pani Lovett. – Po chwili mężczyzna ich przeprosił i poszedł kawałek dalej oglądać kolejne ubrania, wolał nie wchodzić już w rozmowę z nimi, a poza tym widać było, że jednak z chodzeniem miał małe problemy, co nie dało mu się całkiem zamaskować, bo chodził co najmniej tak jakby dopadł go ból lędźwi, chodził nieco sztywno. Po chwili oboje udali się do kasy, gdzie Todd płacił za buty i szal Nellie, ekspedientka pakowała w papier ich zakup, a Turpin nieco podglądał ich pomiędzy frakami, a tym bardziej obserwował Todd’a. Sweeney nie był jakoś rozradowany, cały czas miał przed oczami Johannę, która niedawno wpadła na niego, a widząc Turpina w tym sklepie, miał ochotę go zatłuc laską, które tu oglądał. Po zapłaceniu za zakupy, Todd zabrał buty, bo było to duże pudło i zaraz trzymał je pod pachą, a Nellie zabrała szal i oboje wyszli powoli ze sklepu, a na koniec jeszcze słyszeli jak sprzedawczyni mówiła do Turpina, że za moment zamyka sklep.
Wracając do domu, przyspieszyli kroku z powodu dalszych opadów śniegu, aż w końcu dotarli do sklepu i schowali się do środka, zamykając drzwi.
- Uch, co za zima… Chyba spada temperatura, zimno się robi.. Pewnie w nocy będzie mróz.. żeby tak Turpin poślizgnął się na prostej drodze, byłoby uroczo… Już musiał w sklepie wsadzić swoje trzy grosze, ale Nellie.. świetnie zagrałaś obojętną względem niego.. tylko powitanie i nie ma nas. Powiedział, że Johanna mu uwierzyła w jego kłamstwa, czyli w to, że dopuściłem się tego cudzołożenia.. Ech.. Nie wygląda jakby to zmyślił. Johanna wpadła na nas… i nie wyglądała na osobę, która mimo tej pogody spieszyła się tak bardzo, czy chciałaby z nami rozmawiać.. a tym bardziej ze mną. Ale jeszcze dowie się, że Benjamin Barker żyje. – Mężczyzna podał pudło z butami kobiecie, opakowane w papier, Nellie mu podziękowała, a zaraz oboje zdejmowali ubrania wierzchnie. Kobieta poszła też do kuchni, by nastawić wodę, by mogli napić się gorącej herbaty.
- Pogody Sweeney nie zmienisz… Poza tym nigdzie daleko się nie wybieramy, co najwyżej do sklepu.. po produkty, coś do jedzenia, nie tylko to co tu sprzedaję. Sweeney, Sweeney.. Może i Johanna teraz jest taka obojętna.. to za szybko by miała zmienić zdanie co do Ciebie.. W sensie, że jest inaczej niż powiedział sędzia. Nie myśl o tym.. Tego nie zmienisz, to Johanna musi zrozumieć.. z czasem.. Może i my z czasem pokażemy jej, że nie jest tak ja myślała, a kiedyś na pewno zdrady Turpina wyjdą na jaw. Nie można wiecznie się ukrywać. Choć dziwie się, że ani Johanna, ani Berta nic nie podejrzewają? A może już to odkryły, ale udają, że nic złego się nie dzieje? Wiesz.. Skandale, zła opinia, ale i tak całe miasto szeptem o tym huczy.. Lecz zapewne chodzi tu o finanse, gdyby Berta została sama, wiele by nie miała, a przy Turbinie, ma wszystko i jeszcze więcej, Johanna to samo, skoro Charlie nie jest bogaty, czy z bogatego domu. Sweeney, spędźmy, a chociaż postarajmy się spędzić miły wieczór hm..? Nie myśląc o Turbinie, o Bercie.. Chcę mieć Cię trochę dla siebie, a nie kolejny wieczór z myślą, co knuje sędzia i inni.. Johanna za jakiś czas przekona się na pewno, że Bernard, nie jest taki idealny, za jakiego go uważa. Chodź, napijemy się herbaty.. Może jednak coś zjemy, hm..? Słodyczy nie, ale zostały kluseczki i gulasz, może po małej miseczce, hm..? Jestem nieco głodna. – Spojrzała na Sweeney’a, kiedy ten był już w salonie i tam układał poduszki na kanapie i zaraz przytaknął lekko płci pięknej, a gdy zauważył dzisiejszą gazetę na stole zaraz po nią sięgnął i przysiadł przysiadając na kanapie.
- Dobrze Nellie.. już nie rozmawiajmy o tym… Głodna? No dobrze, to i ja zjem, byle nie było cukru, czekolady i wszystkiego co ma związek z cukiernią.. Mam dosyć na jakiś miesiąc, po dzisiejszej degustacji u tej kobiety. – Nellie uśmiechnęła się i zaraz zajmowała się kolacją, a mężczyzna czytał gazetę, poza tym jeszcze zajął się naprawieniem lampki na stoliku obok kanapy bo nie działała. Zatem poszedł po narzędzia i co nieco przy niej majstrował. A Nellie zajrzała co tak Sweeney rozkręcał i uśmiechnęła się, że zabrał się choćby i o tej wieczornej porze za naprawienie lampki i może przez ten czas nie myślał o problemach. Kombinował z naprawą, na chwilę zaświeciła lampka, ale zaraz zgasła, więc Todd próbował lampkę wskrzesić by paliła się stale przy załączeniu do prądu, ale na razie mu to nie szło.
- No i jak to załączyło, a teraz nie chce… - Sweeney nieco pokombinował a drucikami i zamruczał zastanawiając się co robił nie tak. Nellie szykowała kolację i spędzali tak domowo ze sobą czas. Powoli tez i kolację zjedli w salonie, bo nie chciało im się jeść w jadali, poza tym tu było wygodniej usiąść na kanapie i zjeść posiłek. Rozmawiali ze sobą na wszystko co nie dotyczyło ich obecnych zmartwień i problemów.
- Uda Ci się naprawić tą lampkę? Może powinieneś zająć się tym jutro już.. hm..? Poza tym Twoja ręka powinna jeszcze odpocząć.. Wiesz..? Tyle światła nam wystarczy. Jest widno, nie martw się tym światłem, choć cieszę się, że zauważyłeś brak tego światła.. a może to po prostu żarówka się przepaliła? – Todd napił się łyk herbaty i odstawił też talerz na stół, bo właśnie skończył jeść kolację.
- Tak myślę. Tak jutro, chciałem tylko sprawdzić, co jest nie tak. Oj przecież nie siłuje się z lampką. Żarówka? Nie. Sprawdzałem, to nie żarówka. Spokojnie naprawię to jutro, dziś już nie za bardzo mam do tego głowę. Ale chyba będę musiał kupić nowy włącznik, bo ten tak troszkę hm.. zwichrowany. – Todd wzruszył ramionami i podziękował kobiecie za kolację. Spędzali kolejną godzinę w salonie, a potem już Nellie sprzątała po kolacji, Todd korzystał z łazienki, potem Nellie się kapała i oboje jeszcze byli w salonie, choć powoli zbierali się już do sypialni. Sweeney jeszcze wszedł na chwilę do sklepu za ladę i zabrał stamtąd kasetkę, w końcu Nellie chciała jeszcze przeliczyć dzisiejszy utarg, bo zapomniała zrobić to wcześniej. Todd już miał zanieść kasetkę kobiecie i zrobił to kiedy słyszał takie ciche pukanie w okno, pierw myślał, że to może opady deszczu ze śniegiem? Może padał jeszcze deszcz? Ale brzmiało to tak nie naturalnie, że zbliżył się do okien i nikogo nie widział, zaś kiedy spojrzał lekko w stronę drzwi, zauważył tam jakąś kopertę, zatem wziął klucze i powoli otworzył drzwi i zaraz podniósł kopertę z ziemi, która chwilę temu była wsunięta nieco w szparę między futryną a drzwiami. Koperta była podpisana dość arystokratycznym pismem słowami: „Do Pana S.Todd’a”, uniósł brew i zaraz zamknął drzwi, ale jeszcze pierw zerknął na ulicę, czy nie ma tam nikogo podejrzanego. No ale raczej nikogo nie zauważył, jedynie jakąś postać wchodzącą kilka kamienic dalej do bramy, ale skąd mógł wiedzieć kto to. Zamknął zaraz drzwi i wzdrygnął się od zimna i okrył się bardziej szlafrokiem, w końcu gdyby wyszedł na dwór, w piżamie i szlafroku, nie byłoby tak miło dla jego ciała.
Po czym zamykał drzwi na klucz, czy zamek i wrócił zaraz do salonu, gdzie Nellie jeszcze kończyła rozdział swojej książki: „Sekret w bajaderce”. Spoglądał na kopertę i odparł do Nellie pokazując jej kopertę.
- Kochanie.. spójrz.. byłem po kasetkę.. Pamiętasz..? A Wedy usłyszałem jakby stukanie w szybę, czy parapet.. i wyjrzałem oknem.. A zauważyłem, że jest coś w drzwiach.. ta koperta.. a na niej co… ”Do Pana S. Todd’a”. Dziwne.. Może to wiadomość z kolejną groźbą Turpina..? – Pani Lovett wyjrzała spod swojej laktury i zsunęła nieco okulary z nosa i zrobiła zdziwioną minę na to co mówił Todd, ale przede wszystkim na to co trzymał w dłoni i odezwała się.
- Czyżby zagadka dla nas to ma być? Znów jakiś dowcipniś… Otwórz, zobacz co jest w środku… Raczej strychniny tam nie będzie.. – Nellie zażartowała, a zaraz mężczyzna poszedł do kuchni po nóż i wrócił z nim przysiadając obok Nellie, kiedy przybliżyła się do niego i okryła jego nogi kocem, choć najpierw wsunęła nieco swoje stopy na jego uda. Mężczyzna po chwili wyciągnął list ze środka i rozwinął list. A po chwili zaczął czytać, jak Nellie spoglądała na korespondencje w jego dłoniach spod swoich okularów, które nieco zsunęła z nosa.
- „Panie Todd,
Nie zna mnie Pan. Lecz ja z nam Pana. Choć właściwie może powinienem zatytułować list, Panie Barker? Wiem, kim Pan jest, kim Pan był i dlaczego Pan zmienił swoją osobowość. A raczej tożsamość.
Turpin prawda? To on zmusił Pana do wyniesienia się z miasta. Zgwałcił Pana żonę, odebrał córkę, stracił Pan żonę i córkę. Stara się Pan odzyskać dziecko, przynajmniej próbuje. Proszę nie myśleć, że jestem przeciwko Panu i ujawnię kim Pan jest. Starczy, że ja to wiem, Pani Lovett wie i Turpin. Chcę pomóc, a właściwie chcę się zemścić, bo jestem w podobnej sytuacji do Pana, choć mnie dziecko nie zostało odebrane, a nawet dzieci nie powiadam. Zemsta jest słodka i taka należy się Turpinowi. Szkoda, że nie mieszka sam, arszenik mam w domu, byłby cudownym dodatkiem to trutki, ale w tym problem, że nasz winowajca nie mieszka sam i kto wie, w czyje ręce trafiłby torcik. Wygląda Pan na kogoś rozsądnego, dlatego proponuje Panu współpracę. Ja nie wyjawię światu kim Pan jest, Pan pomoże mi zemścić się na Turpinie, ale w zamian za to… Chciałbym poznać Pana córkę. Brzmi dziwnie?” – Sweeney prychnął a te słowa, nie sądził, że w tym liście ukaże się coś takiego, co go naprawdę odrzuciło na dzień dobry. – „Może. Ale Johanna jest uroczą kobietą, mógłbym jej dać wszystko czego potrzebuje, pieniądze, opiekę, a przede wszystkim moją miłość, kocham Pana córkę, choć jej nie znam, ale zdarza mi się ją obserwować… a Charles chyba nie podoba się za bardzo Panu, prawda? To nie jest dobra partia dla Pana córki. Jeśli zastanowi się Pan nad moją propozycją i zgodzi się na nią proszę zawiesić od wewnętrznej strony Pana zakładu na drzwiach ręcznik. Niech Pan to uczyni w ciągu zbliżającego się nowego tygodnia, czekam do przyszłej niedzieli. Mam nadzieje, że uda nam się podjąć współpracę.
Nieznajomy”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.