SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 24 stycznia 2016

Part 295.

Sweeney patrząc na list jaki przed chwilą przeczytał zmarszczył czoło i spojrzał na Nellie, która wyglądała teraz na myślicielkę. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć na to co usłyszeli, co zostało przeczytane. A po chwili Sweeney wziął rękę za głowę i dotknął swojego karku, a zaraz odezwał się do Nellie.
- To jakaś kpina… Nie wiem kto to, ale albo to jakiś zakochany gówniarz w Johannie, albo jakiś podstarzały erotoman, któremu tylko jedno w głowie. A co jakby to był Bekadle Bamford…? Pasowałby do tego co tu pisze, a do tego mógłby igrać z nami w porozumieniu z Todd’em. Obserwuje nas? Ktoś śledzi nasze kroki, a tym bardziej moje, odkąd wróciłem do Londynu.. to jakieś nienormalne. I ten ktoś uważa.. że ja się na to zgodzę? Turpina mogę pozbyć się sam, nie potrzebuję nikogo do tego. To śmieszne.. Znalazł się adorator mojej córki.. Mam pozbyć się z obcym człowiekiem Turpina, żeby dać mu wolną rękę co do mojej córki.. i może jeszcze ich zeswatać ze sobą, a to okaże się jakiś świrus.. Naprawdę, ludzie nie mają co robić to knują głupie intrygi. – Nellie uśmiechnął się na słowa Todd’a i wzięła w dłoń list od mężczyzny, przyglądała się pismu i odparła cicho.
- Dałabym sobie rękę uciąć, że widziałam już gdzieś to pismo.. Nie ma co się tym przejmować.. Za ta osoba chce tym zyskać, nie mam zielonego pojęcia, to dziwne… Johanna.. Ktoś tu chyba walczy z kompleksami i liczy na Twoją pomoc, choć ciekawi mnie kto to.. i jak bardzo różni się od Charles’a.. Nie ma nigdzie jakiegoś adresu zwrotnego.. czy czegoś..? Gdzie moglibyśmy na to odpisać i podrzucić list… Chciałabym pobawić się w detektywa.. hehe.. i dowiedzieć kto to. Słonko moje, Sweeney, nie ma co się tym przejmować.. Choć dzięki temu mamy ciekawy wieczór. A może to sam Turpin się z nami bawi..? Choć to takie małostkowe, prawda? – Sweeney uniósł brew i zaśmiał się na słowa Nellie opierając głowę o oparcie kanapy i spojrzał w sufit.
- Nellie kto by to nie był, to po prostu jest kiepskim amatorem-podrywaczem i nie ma na tyle odwagi, by podejść do mojej córki, a tym bardziej zrobić cokolwiek, by jej zaimponować. Tu nie chodzi o Turpina i zemstę, ale o moją córkę.. a ten „Nieznajomy” jest pewnie jakimś obleśnym klientem Twoim… Wybacz, ale przecież połowa z nich już pewnie ma cukrzyce, miażdżyce i inne choroby, których nie znam… A może to jakiś dzieciak, nastolatek?! Nie chcę się nad tym głowić, w każdym razie nie reagujmy na to, zobaczymy co dalej zrobi ten .. Ktoś, Nieznajomy. – Sweeney wzruszył ramionami, oboje się tym nie przejęli, choć tak naprawdę zastanawiali się kto to napisał. Nellie odłożyła list na stół i przybliżyła się do Sweeney’a wtulając się w jego ciało, kiedy mężczyzna objął ją swoimi ramionami i przymknął lekko powieki. Pochylił się do szyi Nellie i pocałował ją w nią, powoli składając pocałunki przy jej uchu i pogładził lekko ją po biodrze. Zamruczał cicho błądząc po plecach kobiety drugą wolną dłonią i zaraz oboje spojrzeli sobie w oczy.
- Chodźmy już do sypialni hm..? Jest późno, trzeba położyć się spać. Chodź Nellie… Czas się wyspać. To jest jakiś żart z tym listem.. nawet jak ktoś wie, kim jestem naprawdę, to nie zmienia faktu, że nie mogę być w tym kraju, w Londynie, po tylu latach Turpin nic nie może zrobić, a poza tym do tej pory jakoś nie wystawił swoich szponów, by powtórzyć moją nieoczekiwaną próbę wysiedlenia z tego terytorium.. – Nellie objęła Sweeney’a i uśmiechnęła się do niego, brakowało jej tego przysłowiowego męskiego ramienia do którego mogła się przytulić. No i tak powoli oboje zebrali się z salonu, pogasili światła i udali się na piętro do sypialni, gdzie zaraz Sweeney jak i Nellie zdejmowali z siebie szlafroki i kładli się spać. Choć pozwolili sobie przed snem na chwilę czułości, oboje potrzebowali tego, a przede wszystkim chwili zapomnienia o rzeczywistości.
(…)
Ranek. Właśnie na zegarku wybiła godzina siódma, co sprawiło, że Sweeney przecierał powieki, a Nellie jeszcze spała, choć o tej porze była zwykle na nogach, by otworzyć niebawem sklep i szykowała pierwsze wypieki. Mężczyzna zbliżył się do kobiety na łóżku i objął ją lekko od tyłu jedną dłonią cicho mrucząc do niej. Nie chciał jej gwałtownie budzić. Nellie westchnęła i wyszeptała cicho, kiedy powoli się budziła.
- Sweeney.. Która jego godzina..? – Mężczyzna spojrzał na zegarek i kiedy obraz mu się ustawił, bo sam dopiero się rozbudził odparł zaspanym nieco głosem.
- Siódma siedem… - Oparł głowę o poduszkę za głową Nellie, która zaraz przytuliła się do mężczyzny ciała, kiedy powoli odwróciła w jego stronę. Pogładziła go po klatce piersiowej i ramieniu, gdy wtuliła się głową w jego splot słoneczny.
- Późno już. Powinnam szykować wypieki na dzisiejsze otwarcie sklepu. – Nellie nie miała jakoś ochoty na otwieranie dziś sklepu, była zmęczona ciągłą pracą, wstawianiem rano i pracowaniem do wieczora, robieniem wypieków – ciast, ciastek, bułeczek, pasztetów, czy pierogów i innych dobrych smacznych potraw.
- A jakbyś zrobiła sobie dziś wolne? Może wywieszę kartkę, że w dzisiejszym dniu sklep nieczynny z powodu.. choroby? Chyba aż tak bardzo nie będziemy stratni hm..? Zresztą za dwa dni ja wracam do pracy, trzeba w końcu popracować i też z piętra mieć zysk, z ręką jest dobrze, dlatego czas ruszyć. Nie chcę być przez Turpina stratny na pracy. – Sweeney spojrzał na Nellie i przesuwał lekko dłonią po jej ramieniu, krążył opuszkami palców po jej przedramieniu i zamykał do czasu do czasu oczy.
- Wolne? Jeden dzień wolny od pracy..? To mi proponujesz, a co byśmy robili, poprzez dzień wolny? Stratni chyba nie, może ten jeden dzień to dobra okazja na odpoczynek.. Poza tym jutro weekend i może do poniedziałku zrobimy sobie wolne od sklepu hm..? Dobrze Kochanie.. dobrze, wiem, w poniedziałek wracasz na piętro. Przynajmniej wygrałeś konkurs, to taki straty nie jesteś.. ważne, by Twoje rączki były całe i zdrowe… - Kobieta spojrzała na mężczyznę, kiedy Sweeney zamknął oczy, oddychał miarowo i przytulił czulej do siebie kobiete, a zaraz szepnął jej przy uchu.
- Póki co.. jest po sióóódmej… Tak? To pośpijmy jeszcze, potem wywieszę tabliczkę, że sklep dziś nieczynny… To wstawanie rano też męczy, poza tym powinnaś kogoś zatrudnić do pomocy… A nie robić wszystko sama… - Sweeney spędził z Nellie poranek tak naprawdę w łóżku, przy rozmowie, ale w końcu jednak oboje zasnęli i spal do około dziesiątej. Lecz po przebudzeniu nie narzekali na czas, Sweeney też wywiesił tabliczkę, że do poniedziałku sklep nieczynny z powodu choroby. Zatem nikt nie dobijał się do sklepu i nie łapał za klamkę, choć było sporo klientów nieco zawiedzionych, że nie dostaną piątkowych pasztecików, ale cóż raz mogli obejść się bez nich.
(...)
Pan Todd i Pani Lovett przez weekend nie narzekali na nudę, poza tym mogli zająć się sobą i ten weekend sprawił, że zapomnieli nieco o bożym świecie, skupili uwagę na sobie. A można było powiedzieć, że poprawili nieco relacje między sobą. Nie skupiali się na wszystkim w koło tylko na swojej dwójce. Nellie była bardzo zadowolona z tego czasu, a poza tym w niedziele na obiad udali się do Państwa Redfordów, którzy ich zaprosili. O dziwo ten czas i spędzenie tam czasu według obaw Sweeney’a nie był taki zły, a nawet sympatyczny. Zagrał partyjkę w szachy z Henry’m, kobiety zaś plotkowały o wszystkim co się w koło działy. Panów także obgadały, co było widać, jak czasem szeptały coś na ich temat. Były i tańce i jedzenie, alkohol, jak i śmiech i dobry humor towarzyszył im przez cały czas.
Do domu więc wrócili oboje zadowoleni, by móc rano ponownie wejść w wir tygodniowej rutyny, która towarzyszyła im tak naprawdę przez wiele lat.
Todd powrócił do pracy, zatem od samego poniedziałku może nie miał wielu klientów, ale jednak niektórzy stali klienci, byli zadowoleni, że ich ulubiony golibroda już otworzył swój zakład. Sweeney w czasie jednej małej przerwy, wyjrzał na zewnątrz, ze swojego piętra i obserwował okolice przez dłuższą chwilę. Popijał herbatę i spojrzał na Bamforda, kiedy ten przechodził niedaleko, kierując się w ten swój dziwny sposób© zapewne do Turpina, a zaraz po schodach skradał się Pan Gibbs stały bywalec u Todd’a, a kiedy ten zobaczył jego zarost, jaki zakwitł na jego twarzy odparł na powitanie.
- Witam Panie Gibbs..! A co to za hodowla na Pana twarzy, ale Mikołajem Pan już nie będzie, już po świętach hehe.. Zapraszam.. to co tak jak zawsze, czy coś zmieniamy.. z tego zarostu można wykombinować i chyba małe warkoczyki.. To co robimy..? – Pan Gibbs zaśmiał się na słowa Sweeney’a i odparł zaraz kiedy człapał się po schodach, a że miał już swoje 60 lat, to wchodził nieco mniej sprawnie, niż młodzi panowie.
- Dzień dobry Panie Todd. No właśnie spóźniłem się z tym trochę. Hehe warkoczyki mówi Pan..? No chyba mnie już nie wypada być wikingiem.. Moja żona by mnie wyrzuciła za to z domu i tak już była zła, że nic z tym nie zrobiłem, ale czekałem na Pana.. Co ja bym zrobił gdyby Pan zamknął zakład na dłużej..! Byłaby to katastrofa hehe.. A jeśli mowa o moim zaroście, co robimy, to tak jak zwykle…  - Pan Gibbs dotarł na piętro, gdzie zaraz Todd zaprosił mężczyznę do środka i zamknął za sobą drzwi. Po czym powoli przystępował do przygotowania piany i spoglądał na brodę klienta, który już zasiadł w fotelu okryty materiałem, by nie pobrudzić ubrania.
- Może nie byłoby tak strasznie. Przyzwyczaiłaby się hehe. Kobiety nie lubią za bardzo zarośniętych panów… sa na to pewne zasady, czemu tak jest. Hm.. jednak lepiej byłoby gdyby Pan troszeczkę podcinał brodę, nie mówię, że sam, ale w jakimś zakładzie.. Może użyjemy nieco olejku na zarost, jak go przytnę i na baki hm..? Dam Panu jeden flakonik do pielęgnacji hm..? Na jakieś dwa miesiące powinno wystarczyć, powie mi Pan czy pomaga.. z tego konkursu dostałem kosmetyki, zatem trzeba je wykorzystać, a ode mnie taki mały prezent hm..? A zakład zamknąć musiałem, miałem trochę niesprawną dłoń.. Ale teraz już jest dobrze. No to zaczynamy hm..? – Uśmiechnął się do Pana Gibbs’a i zaraz powoli nakładał pianę na zarost mężczyzny, co szło Todd’owi jak zawsze sprawnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.