SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 27 stycznia 2016

Part 296.

- Co za zasady? Mówił Pan o zaroście? Jest szansa, że kobiety polubią owłosienie na twarzy mężczyzny? Och no właśnie, był Pan chory, ale na pewno już wszystko dobrze..? Ma Pan bandaż na dłoni, jakiś wypadek? O na flakonik zgodzę się, oczywiście. Jeśli to mogłoby mi pomóc ujarzmić te wąsiska i brodę, to byłoby świetnie… - Todd nakładał piankę na twarz mężczyzny, a zaraz przystępował do golenia z brzytwą w dłoni i klient przez ten czas nie mógł wiele się odzywać, by nie zostać zaciętym. Sweeney co jakiś czas wycierał brzytwę w ręcznik i mówił.
- Zasady no właśnie: dbać o zarost, przycinać regularnie, stosować na nie olejki, bądź wosk, ja polecam olejki… Poza tym mają aromatyczne zapachy i nie są tak drażniące dla pań. Sprawiają, że zarost staje się miękki i przy jakimś zbliżeniu z kobietą nie będzie to takie odrażające, by płeć piękna miała się odsunąć. A często tak jest? No i jeszcze jeden sposób? Właśnie to, że można w ogóle nie mieć zarostu.. Moda się zmienia.. Teraz modne są baki hm.. zaciągnięte na policzki. Dodaje to mroczności. Tak mi się wydaje hehe. Ale też nie każdy ma baki hm..? A włosy? No to już nie moja działka. Każdy ma takie jakie chce mieć i co teraz jest na czasie. – Sweeney zrobił jeszcze kolejne dwa ruchy, zaraz wziął ręcznik wilgotny i dość ciepły i podał klientowi, by przetarł swoją twarz po tym „zabiegu”, a zaraz sięgnął po lustro i stanął przed klientem pokazując mu jak wyglądał. 
- Lepiej teraz? Zostawiłem jak zawsze nieco baki, przyciąłem brodę i wąsy. Zacznę tu robić mały zabieg olejkiem, a do kolejnego przyjścia do mnie, będzie pan używał olejku.. Rano i wieczorem, wcieramy olejek w zarost.. zaraz pokarze jak to się robi hm..? – Sweeney umył ręce, a zaraz z półki sięgnął po olejek do zmiękczania zrostu i podszedł do fotela na którym siedział Pan Gibbs, otworzył flakonik i zaraz nałożył kilka kropli na dłoń, a przynajmniej tą zdrową i zaraz delikatnie wcierał olejek w zarost mężczyzny. Pan Gibbs przymknął przy tym oczy było mu przyjemnie i od czasu do czasu pomrukiwał, aż Sweeney skończył powoli pielęgnację nad swoim klientem. 
- Och tak, od razu mi lepiej. Moja żona stwierdziła, że czyni Pan cuda i dzięki Panu wyglądam jak człowiek hehe.. Olejek, bardzo przyjemne, proszę mi wybaczyć to pomrukiwanie, ale przez ten ostatni czas nic z tym nie robiłem, jedynie myłem mydłem i nic poza tym, ale teraz czuję się od razy młodszy. Przynajmniej byłem u fryzjera hehe, to całość tworzy jakąś kompozycje, hm..? Zapamiętam z olejkiem, zapamiętam..  – Pan Gibbs powoli wstał z fotela i jeszcze przejrzał się w lustrze, a zaraz powoli ubierał w swój płaszcz, Todd zaś przez ten czas naszykował dla swojego stałego klienta małą torebeczkę firmową z flakonikiem w prezencie i jeszcze dodał do tego dwie próbki wód perfumowanych męskich w malutkich wąskich flakonikach. 
- Bez przesady, ja tylko golę. Nic się nie stało, małych przyjemności nigdy za wiele. Tak widzę, to prawda. Włosy też zadbane i wygląda Pan elegancko jak zawsze, po tej mojej małej metamorfozie hehe.. Proszę bardzo, tutaj olejek i jeszcze mały prezent ode mnie. –Mężczyzna zaraz podał souvenir klientowi, gdy ten wyciągał portfel i płacił Todd’owi za usługę mówiąc pospiesznie. 
- Reszty nie trzeba, Panie Todd. Dziękuję bardzo za olejek.. za wszystko, skorzystam i może nie będę taki odrażający dla żony hehe.. Kto to wie! Dziękuję i do zobaczenia, za kilka dni. – Todd uśmiechnął się do mężczyzny, podziękował mu za dość solidny napiwek, który od niego dostał, jeszcze moment panowie ze sobą porozmawiali, aż klient opuścił pomieszczenie. Todd sprzątał po nim stanowisko pracy, no i na chwilę miał spokój, zatem na drzwiach wywiesił tabliczkę „Zaraz wracam” i zamknął drzwi, by nikt tu nie wszedł, kiedy go nie będzie. A po chwili Sweeney zszedł powoli na parter do sklepu Pani Lovett, gdzie Nellie właśnie wydawała resztę za zakup jednej kobiety, Sweeney mruknął tam „Dzień dobry” do klientki Nellie i podszedł do Pani Lovett obejmując ją jedną dłonią w talii i szepnął przy jej uchu.
- Wszystko dobrze..? Nie było tu Turpina? Widziałem jego przydupasa jak biegł chyba do niego… A poza tym zrobiłem sobie małą przerwę, był u mnie Pan Gibbs, zarósł strasznie, przez ten czas co nie pracowałem nawet nie był się ogolić.. no ale w końcu wygląda jak człowiek… - Sweeney zaraz sięgnął spod lady nieco cukru brązowego i zaraz sobie cukiernice na zaplecze, czyli do ich prywatnej kuchni. Lecz nim tam się udał wysłuchał pierw Nellie, która uśmiechnęła się na jego widok i dała mężczyźnie buziaka w policzek.
- Tak, wszystko dobrze. Nie, nie było go. Hm.. Pewnie tak jest, ale Kochanie, nie myśl o tym.. a jak ręka? Och Sweeney.. ważne, że poprawiłeś jego wygląd.. Zabierasz mi cukier, hm..? – Todd przytaknął kobiecie głową i zaśmiał się kiedy patrzyła na niego tak karcąco przez chwilę, że zabrał jej cukiernice spod lady. 
- To cieszę się. Jest dobrze, nie narzekam.. Hehe oj tak, a w pierwszej chwili go nie poznałem. Zabieram bo chcę robić nam kawę, chyba że już piłaś.. albo masz na coś innego ochotę, hm..? Oj cukier zabieram.. bo biały cukier to biała śmierć.. Ten jest zdrowszy. – Zerknął na Nellie i pocałował ją w szyję z boku szepcząc jej na ucho, kiedy zbliżał się do lady jeden ze stałych klientów Pani Lovett. 
- Rozumiem, że chcesz kawę. Zatem idę ją zrobić. Może troszkę czegoś zjemy, zbliża się pora obiadowa… - Mężczyzna zerknął na Nellie która spojrzała na zegarek z kieszeni kamizelki Todd’a i zamruczała w geście zgody co do pory obiadu. A kiedy schowała zegarek Todd’owi do kieszeni, ten zaraz udał się do kuchni z cukiernicą. W kuchni Sweeney spoglądał do garnków i zaraz też podgrzewał rosół jaki mieli na obiad, naszykował dwa talerze i przełożył do nich trochę klusek. Parzył też kawę, jak i podgrzewał paszteciki Pani Lovett by mogli je zjeść na obiad. Był głodny, a poza tym zrobił sobie przerwę obiadowa od pracy. Pani Lovett obsługiwała klientów, Sweeney pierwszy zjadł obiad w kuchni, by potem zmienić się z Nellie i zastąpić ją na trochę w sklepie. Po zjedzeniu obiadu, Sweeney zmył po sobie, by nie zostawiać bałaganu, a po kilku chwilach znów widniał za ladą Nellie z kubkiem kawy i odparł przy jej uchy, jak oboje żegnali jakąś klientkę. 
- Nellie, obiad w kuchni gotowy.. zastąpię Cię.. Idź zjeść bo wystygnie. – Puścił oczko do kobiety, a sam przystał przy ladzie całując kobietę w policzek, po czym Nellie powoli z uśmiechem na ustach oddaliła się do kuchni. Pani Lovett była nieco zaskoczona tym, że Sweeney naszykował jedzenie, co prawda nie gotował tylko podgrzał, ale mimo wszystko była z tego zadowolona. Todd często tak robił, ale kobietę zawsze to w jakimś stopniu zaskakiwało, że mężczyzna cokolwiek robił w kuchni, tym bardziej, że to kobieta była temu przeznaczona. Było tak od lat, a Todd mimo to, był zaprzeczeniem tego. Zdumiona była tym, że Sweeney tak smacznie naszykował dla niej dzisiejszy obiad. 
Mężczyzna w tym czasie obsługiwał klientów, w końcu nie raz zastępował Panią Lovett w sklepie, więc szło mu to całkiem nieźle. Cztery osoby były już zadowolone ze swoich zakupów, kolejna była Pani Bolwing, która nie przepadała za Sweeney’em zatem, gdy go zobaczyła już na dzień dobry na jej twarzy pojawił się grymas. Sweeney zaś nie zwraca na niej większej uwagi, jak tylko traktował ją jako kolejną klientkę. 
- Dzień dobry. A dla Pani co będzie? Co podać? – Kobieta odburknęła ciche „dzień dobry.. dobry.. zależy dla kogo..” a zaraz spoglądała kolejny raz na to co było dobrego za gablotą i cicho westchnęła. 
- Poproszę cztery bułeczki z sezamem… Dwie drożdżówki.. dwa rogaliki z marmoladą, jedną bajaderkę.. – Sweeney na słowa kobiety przytaknął i zaraz szykował co sobie życzyła. – I jeszcze kawałek tego sernika z polewą czekoladową… - Mówiła takim wyniosłym głosem jakby cały świat był przeciwko niej. Poza tym za nią stał jej sąsiad, który jej nie lubił i gdy patrzył na nią co jakiś czas przewracał oczami, kiedy usilnie próbowała być tu wielką damą i zarzucała co jakiś czas upiętymi włosami do tyłu. W końcu mężczyzna za nią się odezwał. 
- Nie jest Pani przezroczysta Pani Bowling… - Zaczął sarkastycznie i zaśmiał się pod nosem, spoglądał tez na Todd’a jak kroił ciasto, szło Todd’owi to sprawnie zaraz przekładał ciasto na naszykowany papier do zapakowania. 
- A czy ja Panu w czymś przeszkadzam..? Ja tu tylko robię zakupy..! – Prychnęła i spojrzała na Todd’a znów tym swoim dziwnym wzrokiem, kiedy kładł pakunki na ladę i zaraz ją powoli podsumował. 
- 12 funtów za wszystko. – Pani Bowling spojrzała na Todd’a kolejny raz tak samo wrednie i odezwała się głośniej w złości na końcu języka. 
- Tak drogo? Niemożliwe..! – Mężczyzna za kobietą zaśmiał się pod nosem, bo dobrze wiedział, że była chytra i na wszystkim skąpiła, ale na jedzeniu słodyczy i wypieków to sobie nie żałowała, czy dziecku. 
- Normalna cena jak w każdej piekarni, czy cukierni.. Kupuje Pani to co zapakowałem, czy z czegoś rezygnuje? Bo nie wiem co mam robić.. – Sweeney spojrzał na kobietę i westchnął, po czym Pani Bowling wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła na stole przed Todd’em, który wziął pieniądze i zaraz kobiecie wydawał resztę. Po pozbyciu się tej kobiety ze sklepu, mężczyzna następny w kolejce odezwał się do Sweeney’a.
- Ta to jest zakałą całej kamienicy… Gdybym tylko mógł to bym się jej pozbył, ale tej wiedźmy nic nie wypędzi..! A ja poproszę dwie bułeczki z sezamem i kostkę serniczka… - Spoglądał na Todd’a który oparł się dłońmi o blat, no i zaraz szykował kolejne zamówienie przez mężczyznę i odparł. 
- Chyba w każdej mieszka ktoś taki, kogo się nie trawi… Już pakuję. Sernik z lukrem, czekoladą, pianką, czy wiśniami..? – Kiedy mężczyzna decydował się na sernik, zaraz bliżej lady podszedł jeden klient Todd’a, może nie do końca był stałym klientem, ale jednak. Był dość zbulwersowany co dziwiło Todd’a i uniósł na niego brew po chwili marszcząc czoło. 
- Pan sprzedaje teraz w sklepie..?! A kto mnie ogoli, tam nikogo nie ma..?! –Todd zaraz kroił wybrany przez klienta sernik i odparł do mężczyzny, kiedy przekładał kostkę ciasta na papier i kartonik. 
- Chwilowo tak. Może Pan iść gdzieś indziej, ja wywiesiłem tabliczkę, że „Zaraz wracam” prawda? ZA 10 minut będę na piętrze, jeśli się Panu tak bardzo spieszy to nie zatrzymuję. Ale proszę nie podnosić na mnie głosu. Pomagam obecnie Pani Lovett by mogła zjeść obiad, tez jesteśmy ludźmi, prawda..? Zatem albo Pan spokojnie poczeka, albo proszę opuścić sklep, nie potrzebujemy tu awantur… A to jest naprawdę zbędne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.