SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 30 stycznia 2016

Part 299.

Nellie powoli sprzątała ze stolików okruszki, myła blaty i spojrzała znów w górę na sufit, dalej nie słyszała odpowiedzi od Sweeney’a nawet nie słyszała uchylnych drzwi, by mężczyzna odparł, że zaraz zejdzie czy coś w tym rodzaju. Skrzywiła się i odezwała jakby do siebie.
- Czemu się nie odzywa… Przecież nie sprzeczaliśmy się.. Ach, a może przyszedł ten mężczyzna co był wczoraj.. Pora właściwie odpowiednia… - Nellie położyła szmatkę na blacie i zaraz wytarła ręce w swój fartuch sklepowy i postanowiła pójść na górę zobaczyć co się dzieje, ale nim to zrobiła to na wszelki wypadek zabrała ze sobą wałek, bo był ciężki i mogła nim zrobić komuś krzywdę. W końcu nie wiedziała co działo się na piętrze, może Sweeney zamknął już sklep i przysnął tam ze zmęczenia? Nie miała pojęcia, ale w sercu czuła niepokój o niego.
W tym czasie, gdy Nellie szła powoli na górę, tak by nie było słychać skrzypienia po schodach, na piętrze u Pana Todd’a dalej był przybysz. Groził Todd’owi pochylając się i szepcząc na jego ucho.
- To jak będzie Panie Todd..? Pojedzie Pan..? Nie zmieniłem oferty zapłaty, zapłacę trzy razy tyle za tą podróż ile zarabia pan tu przez tydzień.. Chyba się opłaca co..? Weźmie Pan swoje narzędzia, kosmetyki, ubrania na zmianę na jedną noc u wuja… i wróci Pan do domu, z gotówką.. Czy to takie cholernie trudne..? – Sweeney zaśmiał się pod nosem i spojrzał na mężczyzny dłoń, która w dłoni ściskała nóż od listów, przy jego barku.
- To zabawne. Pan mnie pyta, czy mi grozi? Czy to trudne? Nie. Lecz, skoro to propozycja, to nie znaczy, że muszę się na to godzić, prawda? Nie jest to chyba moją pracą, żebym musiał jeździć do klienta. Nie ma na drzwiach napisane, że w usługę mogą wchodzić wizyty domowe, nie wchodzą, nie jeżdżę do klientów, klienci przyjeżdżają do mnie.. Rozumie to Pan i proszę zabrać ten nóż… Do otwierania listów się przyda, szkoda na to narzędzie krwi… a ja do mojej jestem bardzo, bardzo przywiązany. – Przybysz spojrzał na Sweeney’a po czym ze złości uderzył go w twarz, na co golibroda się skrzywił, ale przyjął to przysłowiowo na klatę. Obcy mężczyzna szepnął na ucho kolejne słowa golibrodzie.
- Zatem powiem inaczej… To rozkaz z mojej strony, ma Pan pojechać.. do mojego wujka, nie rozumiem słowa sprzeciwu. Nie przyjmuje i pojedzie Pan do mojego wuja. A dlaczego? Bo inaczej stanie się wypadeczek, Panu… bądź dla całego tego budynku, może elektryczność zacznie płatać figle, a najnowsza nie jest, poza tym ta piekareczka na dole jest bardzo urocza.. Chyba nie chciałby Pan, żeby stała się krzywda kobiecie, prawda? A teraz Pan mnie posłucha uważnie… Pojedzie Pan do Truro… pojutrze z samego rana będzie stała dorożka przed zakładem, sklepem Pani Lovett, woźnica będzie wiedział gdzie Pana zawieść. Woźnica będzie opłacony, nic Pan mu nie zapłaci. Na miejscu zajmie się Panem ktoś.. przenocuje Pan tam.. a kolejnego dnia spełni Pan usługę, zapłacę należne i wróci Pan do domu… Ja bym skusił się na taką ofertę, lecz to teraz już nie oferta, teraz albo Pan wykona moją prośbę, albo stanie się coś złego, Panu, bądź Pana bliskiej kobiecie, która jest na dole… - Wtedy też przybysz przycisnął do szyi golibrody nóż i szepnął na ucho mężczyzny.
- To jak, jesteśmy umówieni? – Mężczyzna spojrzał na golibrodę i kiedy Sweeney w końcu przytaknął, bo i tak nie miał wyjścia, poza tym nie wiedział, że ten osobnik nie ma kogoś znajomego, kto teraz mógłby na dole skrzywdzić Nellie, która właśnie cicho uchyliła drzwi do gabinetu golibrody i spojrzała na obu panów. Czuła, że jest coś nie tak.  Przybysz odczuł, że nie są sami i zaraz schował do rękawa nóż, a Sweeney’a poklepał po ramionach i odparł.
- Zatem widzimy się u wuja, Panie Todd.. dziękuję za przyjęcie tej.. tej prośby, wuj będzie bardzo ucieszony…! Proszę mi wybaczyć to wieczorne najście, po raz kolejny, no ale raczej w depeszę bym się nie fatygował, za długo by to trwało..! Będę już uciekał. Życzę spokojnego wieczoru Panie Todd.. Dobranoc. – Przybysz nie chciał by widziała go Pani Lovett, dlatego to wszystko mówił kiedy Sweeney siedział w fotelu i ten klepał go po ramionach, czasem go ściskając palcami na barkach, aż powoli opuścił zakład golibrody, przy wyjściu kiwnął głową na pożegnanie i wskazał palcem na Todd’a, jakby w geście „Obserwuje Pana.. Panie Todd..”, a zaraz opuścił pomieszczenie. Nellie dopiero po odczekaniu kilku chwil weszła do gabinetu Sweeney’a, który dotknął swojej twarzy dłonią, gdzie go nieco bolała. Kobieta podeszła bliżej Todd’a i odezwała się ciszej, by go nie wystraszyć swoją obecnością.
- Sweeney…? – Podeszła bliżej i zaraz stanęła przed mężczyzną, który spojrzał na nią i oparł głowę i zagłówek fotela.
- Tak? – Odezwał się do kobiety, która zaraz zbliżyła się do niego i pogładziła jego policzek.
- Przed chwilą był tu jakiś mężczyzna, czy to nie ten, który chciał byś obsłużył jego wuja? Sweeney… co się dzieje.. Co nieco słyszałam.. Nie wyglądał ten ktoś na przyjemniaczka i że ta usługa, to prośba, ani Twoja dobra wola. Masz zamiar tam się udać? – Sweeney przełknął ślinę i wyciągnął dłonie do Nellie, po czym przyciągnął ją na swoje uda, że usiadła na nich.
- Ja nie mam zamiaru, ja raczej zostałem do tego zmuszony. Nie rozumiem, co to za konserwatyści, by kazać mi tam jechać, pod groźbami skrzywdzenia Ciebie, czy mnie… Pojadę tam dla świętego spokoju. Mimo to nie rozumiem tego postępowania tego człowieka… Zrobię co trzeba i wrócę do domu. Hm? Nie zamierzam wchodzić z tym człowiekiem na drogę wojny… Dziś już dostałem i starczy mi… Poza tym skoro rzekomo zarobię dużo to może się to opłaca..? Chyba to nie jakieś oszustwo..? Choć dziwnie to brzmi, by tak nalegać o zadbanie brody wujka, nie sądzisz..? Ale mniejsza o to.. Zrobię to powrócę i będzie jak zwykle… - Sweeney wzruszył ramionami, a Nellie przytuliła się do ciała mężczyzny i pogładziła jego klatkę piersiową, poza tym widziała małą stróżkę krwi przy jednym jego kąciku ust. Zaraz dotknęła lekko dłonią jego podbródka, gdy oboje spojrzeli sobie w oczy, Sweeney nieco skrzywił się jak Nellie dotknęła jego brody kciukiem.
- Uderzył Cię. Boli Cię coś jeszcze, przyłożymy do tego coś zimnego… Hm..? – Kobieta spoglądała na Sweeney’a, gdy przymknął powieki i cichutko westchnął przełykając ślinę.
- To nieważne. Chodźmy na dół… Napiłbym się czegoś.. – Pani Lovett była zaniepokojona tym co dziś się wydarzyło, nie mówiła głośno, ale brzydko mówiąc, śmierdziało jej to czymś niedobrym. Nie wierzyła w wyjazd Sweeney’a, że miał polegać tylko na doprowadzenia do ładu na twarzy jakiegoś starca. Komu zależałoby tak bardzo na konkretnym golibrodzie? Hrabia? Musiał mieć to co chciał? A kim był? Burmistrzem? Królem? Bogiem? Nie. A cenił się za kogo? A może jego siostrzeniec, tak bardzo chciał dopiąć swego? Chyba za nie spełnienie zachcianki wujka nie zostanie stracony? To było już kpiącym przemyśleniem Nellie. Bała się tego wyjazdu Sweeney’a. Chciała pojechać z nim, zatrzymać się niedaleko, by mieć wszystko pod kontrolą, miała nadzieje, że Pan Todd nie będzie miał nic przeciwko temu.
Nellie pogładziła policzek Sweeney’a i lekko dłonią przesunęła po klatce piersiowej mężczyzny, dojechała dłonią po jego ciele aż do brzucha, gdzie zauważyła jak Sweeney nieco jakby chciał wpaść w fotel, byle tylko go nie dotknęła.
- Dla mnie jest ważne… Chodź Kochanie opatrzę Cię na dole.. – Powoli Nellie ucałowała policzek Sweene’a i wstając z jego ud sięgnęła do jego kieszeni spodni po klucz i po chwili zamknęła zakład Todd’a przekręcając tabliczkę, że zakład już nie pracuje. Todd powoli wstał z fotela, jeszcze co nieco posprzątał, no i oboje zeszli na dół. Sweeney zaraz w kuchni napił się wody z czajnika, kiedy przelał nieco do szklanki.
- A co zjemy na kolację? – Sweeney spojrzał do jednego garnka, gdzie był ugotowany gulasz. Lubił to danie, Nellie przyrządzała to może ostatnio dość często, bo nie musiała dużo spędzać czasu nad garnkiem, kiedy mogła tam po prostu wrzucić pół produkty.
- Gulasz, masz ochotę hm..? Jest z fasolką i groszkiem.. Wiem, często to robię.. Ale wiem, że lubisz.. Ale najpierw zajmę się Tobą. Chodź do salonu, odpoczniesz.. sklep zamknęłam, zakład zamknięty.. A teraz czas dla nas… - Oboje powoli przeszli do salonu, a tam Sweeney podszedł zaraz do barku i sięgnął po dwa kieliszki i butelkę ginu. Nellie skrzywiła si, ale nic nie powiedziała, chyba sama potrzebowała choć łyczek tego trunku.
- Tak, tak, zjem troszkę. Nellie… nic mi nie jest.. Chcę się napić. – zaraz wlał w oba kieliszki ginu i podał jedno naczynie kobiecie kiedy usiadła w salonie na kanapie i mężczyzna usiadł niedaleko niej. Po czym stuknął naczyniem o naczynie kobiety i upił łyk alkoholu, kobieta zrobiła to samo.
- Sweeney… nie bądź uparty… Zranił Cię? – Sweeney zmarszczył czoło i oparł się głową o zagłówek kanapy, a po chwili odparł do kobiety, kiedy na nia spojrzał ze swojej pozycji zmrużonymi nieco powiekami.
- Ja nie jestem uparty. Dobrze, trochę boli mnie brzuch… Ale proszę Cię nie traktuj mnie jak dziecko, które zostało skopane przez kolegów do nieprzytomności… Nie chcę użalania się nade mną i nawet nie myśl o pojechaniu ze mną do tego Hrabiego… Ja to załatwię, przynajmniej niebawem wrócę i zapomnę o tym dziwaku.. – Kobieta posmutniała, nie chciała by Sweeney odbierał jej troskę, jako matczyną opiekę nad nim, nad każdym jego „kuku”, kiedy coś mu dolegało. Nellie mimo to chciała wiedzieć jak czuje się Todd, zatem odstawiła kieliszek na stół i zerknęła na jego twarz. Sweeney wyglądał na zmęczonego, był na pewno, tak samo jak i Nellie, która pogładziła tors mężczyzny i delikatnie wsunęła dłoń pod jego kamizelkę. Mężczyzna zaś złapał kobietę za dłoń, lekko chwycił za jej nadgarstek i odezwał się szeptem.
- Skarbie… Nic mi nie jest, rozumiesz? Na to nie ma leku, nie mam niczego złamanego, najgorzej się nie czuję, potrzebuję odrobiny odpoczynku i… alkoholu… Jeżeli chcesz coś dla mnie zrobić, to będę Ci wdzięczny za małe naczynko Twojego gulaszu, kolacji z Tobą, hm? Możesz co najwyżej przynieść mi maść z żywokostu… Proszę Cię. Ale na pierwszym miejscu na mojej liście jest gulasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.