SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 11 lutego 2016

Part 301.

Oboje wyszli przed sklep, jak Nellie na siebie założyła swój płaszcz i cicho westchnęła, kiedy woźnica skłonił się przed nią zdejmując na moment kapelusz z głowy. Ona zaś uśmiechnęła się do niego przekornie i skinęła głową jak to robiły damy, niczym przed tańcem. Woźnica zsiadł z dorożki i wziął od Todd’a torbę witając się z nim, a do Nellie odparł jak do jakieś księżnej.
- Pani.. – Po chwili ułożył w dorożce, wewnątrz oczywiście, gdzie miał siedzieć Todd jego torbę by miał pod ręką. Woźnica także wyglądał ponuro, był blady na twarzy, było w nim coś takiego, co jednocześnie przyciągało, ale i odpychało przez jego wygląd. Płaszcz długi z postawionym kołnierzem i ten kapelusz, cylinder, chyba średnio dodawał mu uroku. Mimo to wyglądał na kogoś kto sam chyba się bał tej podróży, tym bardziej, że miała trwać cały dzień do późnego wieczora, a może i dłużej.
Nellie żegnała się ze Sweeney’em, na ulicy jeszcze niewiele ludzi było, raptem z kilka osób, których można było policzyć na placach jednej ręki, było wcześnie, bardzo wcześnie. Nellie jeszcze raz wtuliła się w ciało mężczyzny, złożyła pocałunek na jego wargach i pogładziła czule jego policzki, gdy mężczyzna trzymał ją w ramionach. Jeszcze szeptali sobie kilka czułych słów na ucho.
- Kocham Cię… Wróć do mnie cały i zdrowy… Życzę dobrej i bezpiecznej podróży Kochanie.. uważaj na siebie.. Gdyby zaszła jakaś niespodziewana okoliczność.. Proszę ale daj mi o tym znać, za parę groszy wiele dzieciaków chce zarobić dostarczyć czyjś list… Takie czasy. – Uśmiechnęła się do Sweeney’a, który pogładził policzek Nellie i odezwał się do niej spokojnie.
- I ja Ciebie. Wrócę, nie martw się, nie jadę na wojnę, tylko ogolić staruszka.. przynajmniej takie są tej wyprawy założenia, nie wywołujmy wilka lasu, hm..? Przecież nic się nie dzieje. – Sweeney pocałował Nellie jeszcze raz w wargi przytulił ją mocno do siebie, kobieta odwzajemniła te gesty. Lecz na twarzy i mężczyzny i kobiety widniał smutek, który widać było, że łatwo i szybko nie zniknie. Pożegnać się jednak musieli, Sweeney nie chciał już tego przeciągać, dlatego kiedy ostatni raz okazali sobie czułość i Nellie poprawiła kołnierz płaszcza golibrodzie, ten ucałował ją jeszcze w dłoń i przytulił do siebie, a po niedługiej chwili wsiadał do dorożki zajmując miejsce. Pomachał jeszcze Ukochanej kiedy powoli uderzył o ścianę dorożki, by dać znak woźnicy, że mogą ruszać i już po niedługiej chwili Nellie widziała jak Sweeney coraz bardziej się oddala. Sama jeszcze stała i patrzyła za dorożką, ale już niedługo, w końcu sama biegiem sprzątała po ich śniadaniu wczesnym, dopakowała jedzenie do swojej torby, poprawiła się, w końcu już była ubrana, spakowana i gotowa do drogi za Ukochanym. Dlatego też zaraz biegała z kluczami zamykając wszystko, ubrała się w swój płaszcz, założyła na głowę kapelusz i zabrała swoją torbę, wywieszając na drzwiach kartkę, że sklep zamknięty i zaraz spojrzała na wolnego dorożkarza po drugiej stronie ulicy do którego podeszła i odparła zaraz.
- Dzień dobry. Jest Pan wolny..? Z góry z pytam, czy zawiezie mnie Pan do Truro…? Potrzebuję się tam dostać do okolic zamku Hrabiego… - Kobieta mówiła szybko i zdecydowanie, nie chciała być strata w czasie, chciała niemal jechać niedaleko Todd’a by sprawdzić, czy i przez podróż nic mu się nie stanie. A gdy zobaczyła niedaleko idącego Turpina ze swoim sługa, jak o czym ckliwie rozprawiali, zaraz podeszła z drugiej strony dorożki i czekała na odpowiedź starszego człowieka.
- Witam Panią. Tak. Do Truro powiada Pani.. To daleko.. Do Hrabiego..? Hm.. myślałem, że już zmarło się staruszkowi.. czy on nie żyje..? – Kobieta skrzywiła się i dodała zaraz szybko.
- Zawiezie mnie Pan tam czy nie? Nie mam czasu na pogaduszki. Hrabia podobno żyje, czy to ważne.. Zawiezie mnie Pan tam? – Woźnica w końcu przytaknął pomógł kobiecie z jej torbą, pomógł jej wsiąść i nim ruszyli, a on dostał się na przód dorożki odparł z ciekawości.
- A mogę wiedzieć co Panią sprawdza w tamte strony..? Jest tam dość.. upiornie bym mógł śmiało powiedzieć.. – Zmarszczył lekko czoło, a zaraz Nellie odezwała się siedząc spokojnie już na miejscu i zapłaciła mężczyźnie połowę pieniądze za podróż, a druga miał dostać na miejscu.
- Spieszy mi się tam, w okolicy mam chorą ciotkę do niej jadę.. możemy już ruszać.. za plotki Panu za ten kurs nie zapłacę i za zbędne postoje.. Ruszajmy..! – Mężczyzna wzruszył ramionami odparł ciche.  – Spokojnie. Już ruszamy, proszę tylko krzyczeć jeśli zażyczy Pani sobie postój.. – Kobieta przytaknęła i zaraz mężczyzna zamknął drzwi dorożki przechodząc na ławką z przodu by zaraz ruszyć poprzez zwarcie koni do stepu, z dorożką raczej szybciej się nie dało, ewentualnie galop roboczy, ale trzeba było być ostrożnym. Po chwili Nellie poczuła jak ruszyli, odetchnęła, ale była zdenerwowana, że Sweeney był już kawałek trasy przed nią i nie wiedziała co wydarzy się w ten czas. Spojrzała nieco przez zasłonkę, przejeżdżając obok Turpina, jak rozmawiał ze swoim sługusem, ale z nimi był jeszcze mężczyzna w długim płaszczu z kapturem na głowie, dała by sobie rękę uciąć, że to był ten sam nieznajomy, który zmusił Sweeney’a do tego wyjazdu. Nellie skrzywiła się i zaraz schowała siedząc spokojnie w dorożkę, a przynajmniej próbowała, nie wiedziała też jaką drogą jedzie Sweeney, czy podąża za nim, czy w którymś momencie ich trasy się rozejdą, miała nadzieje, że woźnica wiezie jej Ukochanego tam, gdzie było to założone. Nellie zaraz sięgnęła do swojej torby po książkę, którą wyjęła i wyciągnęła jeszcze ołówek, który zostawił jej Pan Todd. A zaraz na ostatnich kartkach zapisywała spoglądając na zegarek, godzinę swojego wyjazdu, wyjazdu Sweeney’a, jak i zaczętą podróż, kiedy wyglądała przez okno i zapisywała ulice jakimi jechała. Gdy uchyliła okno i wyglądała już poza centrum miasta, chciała dostrzec czarną dorożkę przed sobą w dali, ale niestety nic nie dostrzegała, było i tak wiele środków transportu, by mogła wyróżnić właśnie tamtą. Poza tym wątpiła, że Sweeney jest jeszcze gdzieś niedaleko. Nellie chciała notować tą trasę, w razie jakiś kłopotów łatwiej mogłaby określić swoje przemieszczenie, a najbardziej chciałaby natrafić gdzieś na dorożkę Sweeney’a, lecz wątpiła że tak się stanie.
Tym czasie w dorożce, którą jechał Todd, nie działo się nic nadzwyczajnego, Sweeney siedział spokojnie i czasem odsłaniał zasłonkę by zobaczyć, gdzie właściwie jest. Co prawda wiele z tej trasy jeszcze nie ujechali, ale wolał wiedzieć, którędy opuszcza miasto. Po chwili ze swojej torby mężczyzna wyciągnął notes i ołówek, musiał coś robić przez ten czas więc pomyślał, że napisze może co nieco o tej podróży i zaczął… „Drogi notatniku? Tak chyba mogę zacząć. Nieważne. Odbywam dziś podróż [12.02. 1786 rok], która prowadzi mnie w nieznane. Zostałem wezwany do klienta, w Truro. Do tej pory nie rozumiem tego nalegania, straszenia mnie, poco to wszystko? Nieważne jak golę, lepiej czy gorzej, ale groźny w moim kierunku, bym tylko tam się udał i uczynił swoją fachową usługę to chyba leciutko za dużo. Nie mówię nic, ale przeraża mnie sama ta podróż, nawet pisząc to dygoczę? Nie to od nierównej ziemi, po której jedziemy. A co mnie czeka na miejscu nie mam pojęcia, mam nadzieję, że pójdzie gładko i szybko, po czym powrócę do Londynu. Teraz jest wcześnie rano, jak nigdy kiedy wstaję rano do pracy nie jestem tak senny jak dzisiaj. Chyba ta dorożka sprawia, że tracę chęci do wszystkiego. Ponury woźnica, który nie napawa raczej optymizmem i nie wygląda na kogoś z kim mógłbym się nawet kolegować, a do tego ta długa przeplatana pewnie jakimiś ulicznymi niespodziankami droga sprawia, że chciałbym stąd wyskoczyć i uciec z powrotem do domu. Ale czy to możliwe? Pewnie gdybym to zrobił to woźnica szybciej by mnie dorwał i zatłukł, ewentualnie siłą znów wepchnął do dorożki, związał i wiózł dalej, by tylko dowieźć mnie do tego Hrabiego. Szkoda, że Nellie nie ma ze mną, ale musiała zostać, poza tym kto by chciał jeszcze dodatkowego pasażera, kiedy mam jechać wykonać usługę, o ile to prawda? Zaczynam chyba tracić zmysły. Mimo to zastanawiają mnie te groźby, czy to nie była z początku prośba, a groźba i co bym nie powiedziało i tak dziś byłbym w tej mrocznej jak smoła dorożce”.
Po tych wpisach słowach do notesu, Sweeney zamknął go, chciał nieco odpocząć, poza tym zrobił się odrobinę senny. Schował zatem notes do torby i zaraz poprawił się na ławce, czy też można było to nazwać wyściełaną nieco kanapą, na której usiadł wygodniej i oparł nogi o kanapę przed nim, chyba nikt się o to nie obrazi. Tak było mu wygodniej, zaraz skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przymknął powiek okrywając się swoim płaszczem i powoli mężczyzna zasypiał. Todd w końcu zasnął głębiej, podróż trwała już około 2 godzin, był poza Londynem przemierzał kolejne miasto, woźnica cały czas jechał stałym rytmem. Skupiony był na trasie, dopiero kiedy Sweeney wyjrzał poprzez okienko i krzyknął do niego po tym jak się przebudził, woźnica się powoli zatrzymał z boku drogi, kiedy jechali przez las.
- Halo! Może się Pan na chwilę zatrzymać?! – Zaraz woźnica powoli stanął zatrzymując konie, po czym Todd powoli wysiadł z dorożki, a woźnica zaraz wyrósł przed nim jak grzyb po deszczu.
- Co się stało? – Woźnica spoglądał na Sweeney’a ze znakiem zapytania na twarzy, przy czym Todd odezwał się do niego spokojnie i cicho.
- Nic. Damą nie jestem by zatrzymywać się w jakimś cudownym miejscu z przydrożno-gościnną toaletą. Ale krzaczki mi wystarczą. Więc przepraszam, ale moja potrzeba długo czekać nie będzie… Niech Pan się nie boi nie zwieje przez las do Londynu, choć to mnie kusi.. A teraz z drogi.. nim będzie tu zbyt mokro.. – Sweeney zażartował czarnym humorem i ruszył przed siebie w las. Oczywiście, że ucieczka byłaby pomysłową perspektywą, ale domyślał się, że woźnica i na to był przygotowany. Dlatego zaraz Todd oddalił się nieco, bardziej w liściaste krzewy i drzewa, gdzie wydalił z siebie zbędne płyny, a zaraz powoli wracał, w kierunku dorożki, gdzie woźnica coś palił miał dziwne i długie wąskie cygaro, czy coś podobnego. Mężczyzna zauważył go i zaraz odezwał wypuszczając dym z ust.
- Już po sprawie nie cierpiącej zwłoki? Jedziemy, czy chce Pan coś zjeść i tu chwilę zostać? Mam rosół w termosie, podzielę się. – Todd popatrzył na mężczyznę podchodząc bliżej i zabrał głos poprawiając kołnierz swojego płaszcza.
- Tak. Od razu mi lepiej. Nie, dziękuję bardzo zjem, to co mam. Możemy powoli ruszać, chyba nie grozi nam jakaś wywrotka. – westchnął i przez chwilę Panowie ze sobą rozmawiali, mimo to Todd nie zamierzał próbować rosołu mężczyzny, bo nie miał pewności, czy go ten rosół nie uśpi do końca podróży do Truro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.