SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 13 lutego 2016

Part 302.

Sweeney po tych kilku zdaniach, jakie wymienił z mężczyzną zajął swoje miejsce wewnątrz pojazdu. Jeszcze co prawda nie ruszali, bo woźnica zafundował sobie jednak dłuższy postój na jedzenie by nie paść z głodu podczas jazdy.  Todd również zajrzał do swej torby, gdzie znajdowało się starannie zapakowane przez Nellie jedzenie i skusił się kanapkę. Jednocześnie zastanawiał się co w tej chwili robi Pani Lovett, kto dzisiaj robi u niej słodkie zakupy czy spożywa obiad. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna.
Nellie nieco się zdrzemnęła, kiedy znużyło ją notowanie wszystkiego, co mogłaby wykorzystać w razie kłopotów. Wolała mieć to przy sobie i choć bezpośrednio nie czuła żadnego zagrożenia dla siebie, wiedziała że dla samotnie podróżującej kobiety i własne notatki mogły okazać się rozwiązaniem, wskazówką. Po pierwszych dwóch godzinach jazdy, różnych miasteczkach przyszedł czas na przejażdżkę lasem, który wydawał się nie mieć końca. Po około piętnastu minutach drogi przez wyjątkowo obszerną formację roślinną, wyjrzała przez okienko i krzyknęła do woźnicy, prosząc o pierwszy postój. Był to dość uczęszczany szlak i nie tak dawno dokładnie tą samą drogą przejeżdżał Sweeney w tajemniczej dorożce.
- Czy mógłby się pan tutaj zatrzymać?! Halooo! - Nellie z wyczekiwaniem spojrzała na woźnicę, który już przez wiek trochę słabiej słyszał, lecz nie potrwało to długo zanim zatrzymał konie i kobieta mogła wysiąść, rozprostować nogi.
- Myślałem, że zatrzymamy się w zajeździe.. Tutaj nie ma żywej duszy, ale skoro tak.. Hm, wygląda pani na dość zatrwożoną o ciotkę.. To jedna z tych dalszych, czy bliższych? - Starszy człowiek zszedł ze swojego miejsca i starał się zagadywać Nellie, która dziś nie była w nastroju na takie rozmówki.
-W zajeździe zatrzymamy się później.. Nie wyjeżdżam często więc chociaż przez chwilę chciałam, nacieszyć się powietrzem wolnym od dymu i smoły.  Bliższa, ale proszę.. nie poruszajmy już dłużej tego tematu.. Niech każdy zajmie się sobą, a niedługo znów będziemy w drodze.. bliżej Truro. - zerknęła na mężczyznę dając mu do zrozumienia o swoim nastroju i już dłużej nie musiała męczyć się z niewygodnymi odpowiedziami - kłamstwami. Z dorożki nie zabrała niczego, jedynie przewiązała mocniej apaszkę i udała się na krótki spacer wzdłuż linii drzew. W tej chwili myślała jedynie o swoim Ukochanym. Mógł nawet uznać za głupie i niebezpieczne, że wyruszyła za nim, ale nie mogłaby postąpić inaczej. Gdyby w takiej chwili pozostała sama w Londynie, sklep i tak byłby zamknięty. Na jedno więc wychodziło.
Trzymając ręce w kieszeniach, w jednej z nich natrafiła na mały kawałek papieru. Zatrzymała się marszcząc czoło co może tam się znajdować. Z reguły nie trzymała śmieci w kieszeniach, ale to z reguły. Ten mały bilecik, jak się okazało,  należał raczej do cenniejszych rzeczy, ze względu na wspomnienia. Był to jedynie dowód wstępu do wesołego miasteczka w Newcastle, a dzięki niemu przychodziło na myśl wiele rzeczy od których robiło się jej cieplej na sercu.
- Cóż to były za miłe dni.. Marzę żeby wróciły, żebyśmy mogli urwać się tak na kilka dni od pracy, do innego świata.. Należy nam się to. Pobyt we dwoje, z daleka od dziwnych arystokratów, Sędziego i innych problemów, które stale kumulują się wręcz znikąd. A teraz.. mogę jedynie zastanawiać się jak daleko zajechałeś z tym dziwnym człowiekiem.. i marzyć aby ta podejrzana sprawa golenia staruszka już się zakończyła. Mam złe przeczucia, które nie odpuszczają.. Nie podoba mi się to wszystko. - Nellie mówiła ściszonym głosem, mimo wszystko czując, że musi powierzyć swoje tajemnice i obawy lasu skoro nie było tam nikogo godnego zaufania. Niebawem znów znalazła się w środku pojazdu, kontynuując podróż. Skusiła się na kubek gorącej kawy z termosu i kanapkę, choć nie z apetytu a z rozsądku.
Krajobrazy co jakiś czas się zmieniały. Mijali małe, lecz urocze miasteczka, gdzie życie płynęło zupełnie inaczej niż w takich kolosach jak Londyn. Pod koniec Newbury zdarzył się niestety wypadek, który skutecznie opóźnił całą wycieczkę. Zaczęło się od tego, że mężczyzna w dość nietrzeźwym stanie wpakował się pod koła powozu. Mimo największych chęci hamowanie woźnicy nie przyniosło zbyt wielkich skutków, na uratowanie człowieka było już zbyt późno. Co gorsza, w wyniku tego wypadku zderzyły się kolejne dwie dorożki, a trzecią, która miała najbardziej zablokowany dalszy przejazd, była właśnie dorożka Pani Lovett. W tym wypadku obyło się bez większych obrażeń, stary dorożkarz wykazał się doskonałym refleksem. Nellie trochę zarzuciło do przodu przy gwałtownym hamowaniu, ale poza tym nie stało się nic.    
- Wszystko w porządku..? Nic się Pani nie stało..? Wygląda na to, że droga jest zablokowana i trochę to potrwa.. - Mężczyzna przez otwarcie drzwiczek sprawdził, czy jego klientce nic się nie stało, a zaraz pomógł jej wydostać się na zewnątrz. Kobieta jednak nie ukrywała swojej irytacji na to co się właśnie zdarzyło, bo było to niczym kolejna z wielu podłych komplikacji. Kiedy znalazła się na zewnątrz, od razu udała się w kierunku zbiegowiska, które powstawało w wyniku wypadku. Mimo niezbyt wielkich rozmiarów miasteczka, ludzie nagle porzucili wszystkie swoje zajęcia, by przyjrzeć się bliżej kraksie w centrum. Jakby wyjątkowo cierpieli tutaj na brak sensacji. Nellie podeszła do jednego ze strażników, którzy pilnowali by ciekawy tłum nie zbliżał się za bardzo do poszkodowanych.
- Witam Pana. Pech chciał, że bardzo mi się spieszy, a moja dorożka została zablokowana przez cały ten wypadek.. Ile orientacyjnie potrwa oczyszczenie drogi? - Spytała z nutą nadziei w głosie, że może jednak da się coś zrobić, przejechać innymi ulicami.. Ale człowiek ten nie był w stanie jej pomóc.       - Witam Panią. Cóż.. tak naprawdę ciężko to oszacować. Godzina lub nawet więcej opóźnienia. Innego przejazdu nie ma, a priorytetem jest zajęcie się poszkodowanymi i wyceną strat. Przykro mi.
Pani Lovett zwróciła się więc jeszcze do kilku stróżów prawa jacy znaleźli się na miejscu. Była mocno zdesperowana, lecz żadne prośby nie przynosiły skutków. Kobieta zatem kręciła się w okolicach dorożki, którą jechała, nie wiedząc co ze sobą zrobić w tej sytuacji.                                                                                                                             
- Świetnie.. cóż za wieś! W Londynie nawet w razie wypadku nie zajęłoby to tyle czasu..! A ci ludzie zamiast działać, potrafią się tylko gapić.. kiedy ja coraz bardziej oddalam się od Sweeney'a.. Tylko tego było mi dzisiaj trzeba.. Szczęście chyba kompletnie mnie opuściło.. - Nellie nerwowo krążyła do przodu i do tyłu, próbując wymyślić jakiś sposób. Coś co można byłoby zrobić. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy. Woźnica po dokonaniu własnych oględzin sytuacji przystanął obok Nellie, wyciągając z kieszeni metalowe pudełko, w którym znajdowały się papierosy.
- Też nie jestem zachwycony, ale chyba nic Pani nie wykombinuje.. ani ja.. nie                              przyspieszymy tego.. Więc może iść Pani do restauracji, na coś cieplejszego, byle bym wiedział gdzie.. A to.. zły nawyk, ale silniejszy ode mnie.. Nie zachowałbym się grzecznie gdybym nie poczęstował.. - Mężczyzna wyciągnął pudełko w kierunku kobiety, choć tak naprawdę wątpił, że się poczęstuje. Kiedy rzeczywiście odmówiła, zajął się paleniem.
- To prawda, ale i tak denerwuje mnie to wszystko.. Nie, dziękuję.. to mi w niczym nie pomoże, a wręcz przeciwnie.. Do restauracji? Dobry pomysł, widzę że jest ich tutaj sporo.. W takim razie jeśli będzie już po wszystkim, proszę szukać mnie tam naprzeciwko.. w restauracji Palmersów o ile dobrze widzę.. Zostawiam tutaj wszystkie rzeczy.. proszę pilnować żeby nikt się do nich nie zbliżał. - Mężczyzna przytaknął ruchem głowy, że wszystko tutaj będzie w porządku a ona udała się do wybranego przed chwilą lokalu. Było tam dość przytulnie i rodzinnie, a poza tym nie narzekała na dużą ilość ludzi bo większość z nich podziwiała aktualnie wynoszenie trupa na noszach. Nellie postanowiła zamówić sobie zupę, drugie danie i herbatę. Zajęła miejsce bardziej w kącie niż na widoku i zapisała swoje ostatnie rozmyślania w notatniku. Była zamyślona więc dopiero po chwili zauważyła, że do jej stolika przysiadł się mężczyzna gdzieś w granicach jej wieku.
- Już od kilku minut zastanawiam się co sprowadza Panią do naszego miasta, bo nie jest Pani stąd, hm..? - Przyglądał się nieznajomej, na co nie była zadowolona i zamierzała go odpędzić od siebie jak najszybciej. Nellie zdjęła okulary, odłożyła ołówek i obdarzyła spojrzeniem owego mężczyznę.
- Jestem tutaj przejazdem, a na dodatek jestem czymś zajęta. Byłabym wdzięczna gdyby nikt mi nie przeszkadzał. - Jego to jednak nie zniechęcało, widać, że miał chrapkę na Nellie zwłaszcza kiedy spojrzenia mężczyzny zaczepiały o jej dekolt.
- W okularach było do twarzy.. Nie chciałem przeszkadzać, ale było to silniejsze ode mnie.. Jestem Adam McCartney i mam wrażenie, że już kiedyś się poznaliśmy.. - Nellie słysząc to nazwisko poczuła jakby wdepnęła w odłamki rozbitego szkła, niby posprzątanego, ale wciąż z możliwością znalezienia małych kawałeczków na podłodze. Może była to tylko zbieżność nazwisk? A może rzeczywiście poznała go podczas zaproszeń na ślub? Tak czy inaczej nie podała mu ręki, tylko zerknęła kiedy ją do niej wyciągał a potem cofnął rozumiejąc, że naprawdę nie ma ochoty na nowe znajomości. - No trudno, przynajmniej próbowałem.. już nie przeszkadzam.. - Wreszcie odszedł od stolika, po czym opuścił restaurację, a Pani Lovett odetchnęła. Wkrótce mogła już cieszyć się swoimi zamówionymi daniami i choć trochę lepiej by je doprawiła, musiała przyznać że gdyby to miejsce znajdowało się bliżej Fleet Street, z pewnością byłoby dla niej konkurencją. Po udanym posiłku, zostawiła na stoliku 10 funtów i udała się jeszcze do łazienki, by się nieco odświeżyć przed dalszą podróżą. Kiedy opuszczała lokal widoczne było, że jeszcze zejdzie trochę czasu zanim ruszą dalej, lecz sytuacja została już opanowana. Nellie znalazła się w środku i po napojeniu koni powóz znów jechał.                                                                                                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.